Nieoczekiwana zmiana planów

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Balet „Dwie miłości” oparty jest na poemacie...

– Poemacie…? Coś więcej…?

Wszystkie informacje umieściła w notatkach. Wypisała je i nauczyła się na pamięć. Ale przywołanie ich teraz zadawało się zadaniem ponad siły. Czuła się kompletnie zagubiona. Co on sobie o niej pomyśli?

– To… stary poemat… – zaczęła, gorączkowo próbując sobie przypomnieć jakiekolwiek fakty.

– Jak stary? – Uniósł brwi. – Z zeszłego miesiąca, roku, wieku?

– Starożytny. Sprzed prawie tysiąca lat – odpowiedziała z wyraźną ulgą w głosie. – Napisał go perski poeta i mistyk, Rumi. Słynął z pięknej liryki miłosnej…

– Ach, tak, wiem. Pamiętam ze szkoły. Coś typu: „Kochankowie nie muszą się spotykać nigdzie. Są jedno w drugim na zawsze” i tym podobne bzdury… – rzucił ironicznym tonem.

– No… tak… Ale właśnie z tych, jak mówisz, bzdur, zrodził się nasz wieczorny spektakl – odparła z uśmiechem.

– Pięknie. Jednak ponieważ raczej nie pogadam dziś z Rumim, możesz mi powiedzieć coś o żyjących, którzy się tam zjawią? Zwykle dostaję listę gości, którym mam podziękować.

– Jasne. Mam ją w notatkach.

– W porządku. Zaraz lądujemy. Wezmę prysznic i wskoczę w smoking, a ty przygotuj notki. Im szybciej to odbębnimy, tym lepiej.

ROZDZIAŁ TRZECI

Matteo Rossini zostawia boks i kasyno, żeby pójść na balet? Wielkie nieba!

Już widział, jak przyjaciele szyderczo ryczą do telefonu, udając, że wznoszą toast za jego zdrowie. Przynajmniej mają kupę śmiechu, pomyślał, wyciągając z garderoby smoking.

Od dawna z wytęsknieniem czekał na ten wieczór. Miał stanowić okazję do odreagowania po katastrofalnym cyrku wizerunkowym, jaki zgotowały mu media po rozstaniu z Faye. Informację o bliskiej fuzji potężnego Augusto Finance z jego bankiem potraktował jak wisienkę na torcie. Tylko świętować w wesołym towarzystwie przy dźwięku pucharów!

Czuł, że nareszcie jest niemal w domu. Teraz jednak wszystko ma poczekać, bo… musi iść na spektakl baletowy.

Świat stanął na głowie.

Przewiesił przez ramię mokry ręcznik. Uśmiechnął się jednak pod nosem, uświadomiwszy sobie, że sytuacja nie wygląda tak fatalnie, jak jeszcze pół godziny temu. Nie żeby lubił pląsy facetów w trykotach. Cały urok nadchodzącego wieczoru sprowadzał się do jednego pięknego „drobiazgu” – Ruby!

Może i chciała coś zyskać na kontakcie z jego matką, ale nie sądził, że jest nieszczera czy nieuczciwa. Nie zajmowała też dobrze mu znanej czołobitnej postawy, co nagminnie zdarzało się ludziom, z którymi spotykał się po raz pierwszy. Był w świecie finansjery kimś, z kim liczyli się wszyscy.

Rozmowa z nią podziałała nań jak powiew świeżego powietrza, a tego właśnie potrzebował. Nie miał wyboru, dlaczego więc nie potraktować wszystkiego jak dobrą zabawę? Przyjaciele poczekają!

Zakładał spodnie, gdy usłyszał delikatne pukanie do drzwi. Delikatne, ale zdecydowane.

Wciągnął koszulę i otworzył drzwi. Ruby. Wielkie oczy, zmysłowe usta i białe jak lilia smukłe ramiona…

– Wejdź. Wszystko w porządku? – zapytał, zapinając koszulę.

Wyraz jej twarzy wskazywał jednak na zupełne zaskoczenie. Nie spodziewała się zastać go w na pół rozpiętej koszuli.

– Przepraszam, że przeszkadzam, ale miałem dać ci to do założenia. – Wręczyła mu mały pakuneczek. – Od twojej matki – dodała.

Sięgnął po spinki.

– Mogłabyś go otworzyć?

Gra się zaczęła. Uśmiechnął się szeroko.

W pakunku znajdowała się szkarłatna muszka do smokingu i poszetka.

– Zastanawiałam się tylko, po co ci te rzeczy.

– Które?

– Spinki. Nie wystarczą guziki?

– Mówił ci ktoś, że jesteś cholernie bezpośrednia?

– Mówię, co myślę. I nie po to, by kogoś urazić. Po co komu spinki?

Skończył je zapinać. Zauważył, że uważnie mu się przygląda. Z minuty na minutę czuł do niej coraz większą sympatię.

– Dzięki nim mankiety wyglądają idealnie. Elegancka koszula wymaga eleganckich spinek. Poza tym dostałem je w prezencie od byłej partnerki… Po rozstaniu… Nie jestem, jak można wyczytać w prasie, najczarniejszym z czarnych charakterów.

– Ach, tak – odparła niedowierzającym tonem.

Zapiął muszkę.

Czego właściwie oczekiwał? Wziął do ręki smoking, a w myślach przebiegał głupie fotki i esemesy wysyłane przez przyjaciół oraz cytaty o gościach zahamowanych emocjonalnie.

Nie doczytał ich do końca. Wszyscy, którzy go znali, dobrze wiedzieli, jaki jest. Nie pokazywał uczuć ani emocji. Pokłosie związku z Sophie. Pewien był tylko jednego – nigdy więcej żadnej kobiety tego typu!

Przez całe studia stanowili złotą parę. Młodzi, piękni i bogaci. Ona – złotowłosa piękność. On – wschodząca gwiazda rugby. Nigdy nie był szczęśliwszy. Świat stał przed nim otworem. Magisterium z nauki o sporcie, rozwijająca się kariera świetnego rugbisty, a wkrótce może i reprezentanta kraju… Włoch czy Anglii? Zostało tylko jedno – poprosić ją o rękę i pomyśleć, gdzie zamieszkają.

Niczym innym nie zawracał sobie głowy. Aż do wieczora, gdy dostał wiadomość, że jego ojciec nie żyje. W jednej chwili, jak woda z korzeni potężnego dębu wyciekły z niego cała energia, siła i pewność siebie. Świat rozpadł się na kawałki. Czuł, że dryfuje w pustej przestrzeni. Zawsze myślał, że ojciec jest kimś mocnym i silnym. Stałym punktem odniesienia w życiu. Że będzie zawsze. Znał wszystkie odpowiedzi. Był mądrym, przenikliwym i szanowanym człowiekiem. Przede wszystkim kochał jego matkę, a… Claudio był najbliższym przyjacielem ojca.

Byli prawie nierozdzielni – bliżej siebie niż bracia. Tylko jedna rzecz burzyła skądinąd zgodne pożycie jego rodziców – stała i dusząca obecność tego człowieka. Do czasu, gdy pod wpływem pewnego zdarzenia wszystko uległo zmianie…

Kiedyś podejrzewał, że przyjaciel ojca próbował romansować z jego żoną, a ten dowiedział się o tym. Musiało chodzić o coś podobnego, bo rozłam, do jakiego doszło, nigdy nie zabliźnił się na dobre.

Jakże się mylił!

Ojciec prowadził epicką walkę o utrzymanie banku. Pracował bez przerwy całymi tygodniami, ale i tak utracił dużą część własności. Ludzie, którzy mają mnóstwo pieniędzy, chcą ich jeszcze więcej. Lojalność okazała się zbyt droga. Zwłaszcza, gdy Claudio zaproponował szybką wypłatę dywidendy, a beneficjenci okazali się zbyt chciwi, by zadawać mu niewygodne pytania, jak to zrobił.

Jednak to śmierć ojca bardziej niż utrata banku spowodowała katastrofę w życiu Mattea. Matka nie mogła znaleźć pocieszenia – do dziś myśl o jej lęku i cierpieniu napawała go bólem. Trwał przy niej. Opiekował się nią i zajął się bankiem, bo wiedział, że tego oczekiwałby ojciec. Zaczął spotykać się z ludźmi świata finansjery – nienagannie uszyte garnitury, mocne uściski dłoni konwersacje w zaciszu gabinetów.

Przetrwał to wszystko, bo wiedział, że gorzej być nie może. I że jest przy nim Sophie.

To właśnie głęboka potrzeba i pamięć o jej ciepłym, dającym tyle rozkoszy i ukojenia ciele pchnęła go którejś nocy, by polecieć na północ, a później odbyć dwugodzinną podróż taksówką z lotniska do zimnego i nawiedzonego sztormami wybrzeża szkockiego miasta St Andrew. Sądził, że jego miłość właśnie budzi się ze snu… Może wślizgnie się do jej łóżka, a ona z miłością obejmie go ramionami i ukoi ból…

Ileż to razy przypominał sobie ten moment. Dlaczego wciąż go prześladuje? Zgrzyt żwiru na drodze, lekko przytłumione światło poranka i zimna para jego oddechu. Trzyma w ręku lodowaty klucz i przekręca zamek. W holu wciąż palą się zostawione na noc światła. W pokoju gra telewizor. Okulary na nocnym stoliku.

Jak robot rusza w kierunku odgłosu włączonego prysznica.

Widok, który chciałby zapomnieć, ale którego nie zapomni nigdy.

Jego piękna Sophie, naga i mokra pod otwartym prysznicem obejmuje nogami biodra innego mężczyznę. Ten inny to słynny trener rugby. Ten sam, który przyleciał aż do Szkocji, by zaproponować mu występy w reprezentacji Włoch.

Był emocjonalnie złamany. Przez cały długi dzień. I – jak się okazało – całą resztę życia.

– Większość ludzi nie wierzy temu, co czyta. Ja nigdy, jeśli cię to pocieszy – z tej ciężkiej drzemki na jawie wyrwał go jej miękki głos.

Rozejrzał się wokół nieprzytomnym wzrokiem. Ruby z twarzą anioła i ogromnymi ciemnymi oczyma. Pełne czerwone usta. W jej wzroku dostrzegł troskę. Słodka istota. Ale jeśli się troszczy, to niepotrzebnie.

– Nie martw się o mnie. Jestem dużym chłopcem. Potrafię o siebie zadbać.

Mrugnął okiem i uśmiechnął się. Położył dłoń na jej delikatnym jak jedwab ramieniu. Przybliżył się nieco i spojrzał jej w oczy. Chciał zobaczyć w nich to, co zwykle mężczyzna widzi w oczach kobiety na chwilę przed pierwszym pocałunkiem…

Nie byłby to wspaniały początek wieczora? Te wspaniałe usta, skóra koloru kości słoniowej i połyskujące, jedwabiste włosy… Czyż nie o tym myślał od chwili, gdy ją zobaczył? Może i ona myśli o tym samym, pytał się w duchu.

Mogłaby ich czekać wspaniała noc.

– Ale czytanie tych plotek pewnie bardzo raniło twoją matkę – wróciła do rozmowy.

Przez chwilę milczał, jakby nie wiedział, co powiedzieć. Poprawił smoking. Poczuł się jak ktoś odrzucony. No, proszę, proszę…

– Ani ciebie, ani nikogo innego nie powinno obchodzić, co czuje moja matka. Chciałbym, żeby ludzie nie wtykali nosa w nie swoje sprawy.

Zarumieniła się zmieszana. Natychmiast pożałował ostrego tonu.

Do diabła. Był zbyt agresywny. Nie wyglądała przecież na plotkarę. Po prostu chciała być miła. A co gorsza – miała rację. Wiedział, jak bardzo bolało Coral wszystko, co czytała na plotkarskich kolumnach brukowców. Wiedział też, że sam jest temu winny.

 

Dlaczego, do cholery, ludzie interesują się czyimś życiem zamiast martwić o własne? Może po prostu wcale go nie mają? Są puści i muszą tę pustkę wypełniać bzdurami z życia innych?

Samolot nagle mocno drgnął i zaczął opadać w dół. Zachwiała się i w ostatniej chwili chwyciła poręczy jednego z foteli. Zobaczył na jej twarzy grymas bólu, ale nie powiedziała ani słowa.

Szybko pośpieszył jej z pomocą.

– Dobrze się czujesz? Widziałem, że się zachwiałaś. To z racji urazu? Wiem, że nie ćwiczysz.

– Wszystko w porządku. Muszę tylko na chwilę usiąść. – Uśmiechnęła się z trudem.

Ostrożnie usiadła na fotelu. Uśmiech zniknął z jej twarzy. Ukrywała ból. Wszyscy nosimy maski, pomyślał.

– Biodro? Kolano? – zapytał.

– Drobiazg. Już niemal wyleczony.

– Co się stało?

– Upadek podczas tańca. I tyle.

– Musiał chyba być poważny, skoro leczysz się już pół roku.

Uśmiechnęła się znowu, ale tym razem miał poczucie, że używa uśmiechu jak zabójczej broni.

– Też chyba wyczerpałem już swoją pulę kontuzji. Przez lata trenowałem rugby. Pewnie byś się nie domyśliła, bo wyglądam dość chłopięco. Inaczej niż te młode byczki. Podczas studiów grałem na pozycji lewego rwacza w St Andrew.

Odchylił głowę, odgarnął włosy i odsłonił zupełnie zmiażdżony kawałek ucha. Na szczęście tylko to i lekko złamany nos stanowiły jedyne widoczne ślady jego kariery rugbisty. Już dawano stracił rachubę, ile innych kontuzji, złamań, a co za tym idzie i bólu kryło jego ciało.

– Co się więc stało? – zapytała.

– Długa historia. Nie ma sprawy. A co z tobą?

– To skomplikowane…

– Z pewnością zrozumiem – zażartował. – Uprawiałem wiele sportów. Zawsze podchodziłem do nich poważnie. Wiem, jak wiele uderzeń musi wtedy przyjmować ciało. Wiem, że balet to ciężka praca. To nie moje hobby, ale mam dla niego szacunek.

Wahała się, co robić – milczeć czy kontynuować rozmowę. Patrzyła na niego bardzo uważnie, ale wciąż siedziała z ciałem napiętym jak sprężyna.

– Nie zawsze byłem nudnym jak flaki z olejem bankierem. I nie zawsze nosiłem drogie garnitury w prążki – powiedział miękkim głosem. – Chcesz się przekonać, daj mi piłkę do rugby… Choćby w środku nocy…

– Dlaczego więc nie poszedłeś za swoim marzeniem?

– Najpierw opowiedz o swoim urazie – odpowiedział wyraźnie zmieszany.

– Zerwane wiązadło krzyżowe – odparła po chwili.

– Nerw oboczny? Poboczny?

– To pierwsze. Przeszłam dwie operacje.

– Na pewno bolesne – powiedział, wciągając ze świstem powietrze. – Bądź ostrożna. To może oznaczać koniec pięknej kariery.

– Wiem… – odparła, patrząc mu w oczy.

– Wyobrażam sobie. Musisz ciągle o tym myśleć. Rugbista z mojej drużyny przeszedł koszmar i musiał zrezygnować z występów. Miał przed sobą ogromną karierę. Już biły się o niego najlepsze kluby. Nie wiem, co robi dzisiaj, bo właściwie umiał tylko grać. Chyba nie miał planu B.

Maska zaczęła opadać z jej twarzy. Widział, że ledwo powstrzymuje się przed płaczem.

– Przepraszam. Nie to chciałaś usłyszeć. Taniec jest całym twoim życiem, tak? Naprawdę rozumiem.

– Jak, przecież nigdy nie przeżyłeś nic takiego? – Odwróciła głowę do okienka samolotu i skierowała wzrok na widoczne za nim w dali żółtawe światła Londynu.

– Naprawdę rozumiem – powtórzył z naciskiem, wyrzucając sobie niefrasobliwe wspomnienie o jej urazie. – Rugby było całym moim życiem. Bankierstwem zajmował się tylko ojciec. Nagle zmarł. Poczułem, jakby ziemia osunęła mi się spod stóp. I oto tu jestem.

Rozejrzał się po wnętrzu salonu. Znów rzucił okiem na ekran telewizora. Morze cyfr i liczb. Bogactwo i sukces. Fuzja z Augusto Finance to wisienka na torcie, a ten tort wciąż jest spory.

– To jednak nie do końca to samo – wtrąciła smutnawym tonem, który w jego świadomości zabrzmiał jak cichy dzwonek. – Miałeś plan B, ja nie mam nic. Tylko to. Całe życie przygotowywałam się do roli primabaleriny. Oprócz tańca nic innego nie potrafię. A i na niego ledwie mam teraz siły.

Spojrzała mu w oczy tak błagalnie, że pomyślał, że zapewne każdy mężczyzna szybko zakochałby się w tej kobiecie. Jak łatwo byłoby stracić dla niej głowę! Była silna, ale jednocześnie bezbronna jak motyl.

Nie da się unieść tej fali.

Nauczył się trzymać kobiety – zwłaszcza tak niezwykłe jak ona – na bezpieczny dystans. Bo nawet gdy postępował całkowicie uczciwie, zawsze kończyło się w ten sam sposób: chciały więcej, niż mógł dać.

Związek stanowił skałę, o którą za nic w świecie nie chciał się ponownie rozbić. Nigdy. Unikał ewentualnej katastrofy, lekko i swobodnie traktując znajomości. Liczyło się tu i teraz. Przejmować się przyszłością? Po co?

Odwrócił się do niej i lekko uniósł palcem jej podbródek.

– Robisz świetną robotę. Nie masz się czym martwić. – Usłyszał w swoim głosie daleki ton ojca, który zawsze łagodnie, ale stanowczo mówił mu: weź się w garść.

Ruby potrząsnęła głową i znów rzuciła mu pełne bezradności spojrzenie.

– Nie. Nie nadaję się do niczego. Zostawiłam notatki, które pisałam godzinami. Nie umiem zapamiętać niczego oprócz figur baletowych, a nie tańczyłam od miesięcy. Wszystko inne ucieka mi z głowy. Boję się, że za chwilę nie zapamiętam nawet kroków tanecznych.

– Nie wszystko naraz. Radzisz sobie wyśmienicie. Nie miałem pojęcia, że lecimy oglądać balet oparty na poemacie Rumiego, którego w latach młodości – teraz mogę się przyznać bez cienia poprzedniej ironii – miałem za fantastycznego poetę. Może powinienem wrócić do lektury?

– Nie chciałabym zepsuć ci wieczoru. Obiecuję, że pokochasz balet – uśmiechnęła się po raz pierwszy swobodnym i szerokim uśmiechem.

Wie, że to jej zabójcza broń, pomyślał. Musiała wiedzieć, że tym jednym gestem i pewnie nieświadomie zalotnym spojrzeniem może owinąć sobie wokół palca każdego mężczyznę!

Zapowiadał się wspaniały wieczór. Trzeba się nim cieszyć. Jutro Arturo ma podjąć ostateczną decyzję.

Gra trwała.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Ten straszny kobieciarz i niewierny kochanek nie jest znowu taki straszny!

Mógł dopiec Ruby do żywego za zostawienie notatek, ale nie przyparł jej do muru. Przeciwnie – zachowywał się uprzejmie i podchodził do niej z empatią. To nie zwykły znudzony życiem bogaty bankier. Nie. Jest błyskotliwy. Inteligentny. I przystojny. Nawet z lekko złamanym nosem i… dziwnie zniekształconym koniuszkiem ucha wygląda tak, jak powinien wyglądać prawdziwy mężczyzna.

Już przedtem zwróciła uwagę na jego mocne uda, ramiona i bicepsy, które bez problemu mogła sobie wyobrazić pod eleganckim smokingiem.

Jechali limuzyną w stronę gmachu baletu.

Miał odgrywać rolę mecenasa. Szybko pozbyła się ostatnich wątpliwości, że jego zachowanie będzie stanowić jedynie marne i gburowate odbicie klasy i elegancji Coral. Gdy chciał, bez wysiłku emanował męskim czarem i urokiem.

Ale nie był też łagodny jak baranek. Gdy tylko się spotkali, bez litości wypytał ją o wszystko. Pewnie chciał bronić matki, ale co w tym złego? Na jego miejscu zrobiłaby to samo. Ale nie zrobi, bo jej matka była ostatnią osobą, której należałoby bronić. Chyba że przed… nią samą.

Limuzyna stanęła przed wejściem to teatru. Szofer w liberii otworzył drzwiczki. Weszli do holu wyłożonym czerwonym dywanem. Poczuła lekki ucisk w żołądku. Jakby wchodziła na scenę, nie używając kroków baletowych. Wzięła głęboki oddech i przywołała na usta możliwie najbardziej szczery uśmiech. Błyskały flesze aparatów fotograficznych. Pracowały kamery. Po chwili ruszyli na górę. Trzymała go pod rękę.

Weszli do audytorium i skierowali się ku głównej loży. Każdy ich krok śledziło kilkaset par oczu siedzących już na swoich miejscach gości. Patrzyła wprost przed siebie. Uwaga tylu osób działała na nią jak uporczywa wysypka na ciele, której nie można się pozbyć.

Chciała usiąść za nim, ale z uśmiechem wskazał jej miejsce obok.

– Jesteś pewna, że czeka nas uczta dla oczu i uszu?

– Jeśli nie, zawsze możesz poprosić o zwrot pieniędzy… – odwzajemniła mu uśmiech.

Rozległy się pierwsze dźwięki muzyki. Stojąca na scenie Hinduska śpiewała przenikliwie pięknym wysokim głosem starą pieśń miłosną. Jej głos przecinał powietrze jak perska szabla zasłonę z jedwabiu.

Ich oczy się spotkały.

– Albo o inną formę rekompensaty… – zażartował.

Spojrzał na jej nagie ramiona. Dekolt. I na usta. Znów popatrzył jej w oczy. Czuła to spojrzenie każdą najmniejszą cząstką ciała. Każdym nerwem. Uśmiechnął się. Coraz bardziej odczuwała rosnącą siłę przyciągania między nimi. Jej ciało reagowało tak lekko jak podczas tańca. Nigdy nie myślała, że sama obecność mężczyzny może wywołać w niej tak niezwykłe reakcje.

Usadowiła się mocniej w fotelu i ze zdumieniem stwierdziła, że omal nie zauważyła pojawienia się pary głównych solistów. Bezwiednie patrzyła na tę miłosną orgię tańca i kolorów, bo była skupiona na nowym dla niej doznaniu związanym z siedzącym obok mężczyzną.

Było silniejsze niż chęć oddania się oglądaniu od dawna wyczekiwanego przedstawienia. Jak je przemóc?

– Podoba ci się? – z zamyślenia wyrwał ją szept Mattea.

Chciała głośno odszepnąć, że tak, bo teraz jej duszę tancerki już bez reszty pochłonął oglądany spektakl. Po raz pierwszy od miesięcy czuła, że naprawdę żyje. Taniec, teatr, widownia i – nawet jeśli groźna – to jednak magnetyczna i elektryzująca siła przyciągania tego mężczyzny.

– Chciałabym być z nimi na scenie – odparła, po raz pierwszy w życiu wątpiąc, czy rzeczywiście mówi prawdę.

– Cudownie byłoby wiedzieć, jak tańczysz. – Wychylił się w jej stronę. Słyszała jego szept tuż przy uchu. – Byłabyś wspaniała. Może któregoś dnia…

Przez chwilę myślała, że chce jej dotknąć. Lekko przesunął rękę, ale szybko położył ją z powrotem na oparciu swojego fotela. Spojrzała na niego. Jego smukły profil rysował się wyraźną srebrną linią pochodzącą z odbicia świateł sceny. Skupiony patrzył wprost przed siebie, ale miała poczucie, że coś się między nimi dzieje. Dziwny rodzaj energii płynącej pomiędzy dwojgiem dorosłych ludzi. Czuła ją w całym ciele – pod górą sukni i na udach aż do stóp obutych w gustowne szpilki od Coral.

Od lat wyrażała samą siebie głównie poprzez ciało. Stanowiło język, którym mówiła. Było jej słownikiem. Odczytywała ludzkie zamiary i odczuwała je nawet wtedy, gdy nie wypowiadali ani słowa – tylko przez język ich ciał. Wiedziała, kto jest nerwowy czy nieśmiały, a kto pewny siebie. Wystarczyło lekkie nachylenie głowy takiej osoby. Ledwie widoczny ruch ramion.

Język, którym teraz mówiło jej ciało, był równie zmysłowy jak język wszystkich kochanków na świecie. Język pragnienia. I podniecenia.

Matteo ją podniecał.

Patrzyła, jak para bohaterów odgrywa scenę miłosną. Ich ciała wirowały i wiły się w rozkoszy i bólu. W każdym ruchu tańczących czuła błogość i euforię cielesnej miłości. Nie wiedząc kiedy, puściła wodze fantazji. To ją teraz podnosił nad głowę bohater z twarzą siedzącego obok mężczyzny, a następnie zmysłowym ruchem opuszczał w dół. Jego dłonie przesuwały się po jej biodrach, żebrach i piersiach, by dotrzeć do twarzy i przytulić ją mocno do swojej.

Tańczyła od lat i – jak każda tancerka – miała w tym czasie tysiące okazji, by czuć dotyk męskich dłoni. Ale nigdy, przenigdy, nie czuła się tak jak teraz – po prostu siedząc, patrząc na taniec bohaterów i oczekując czegoś nieznanego, co rosło w niej coraz bardziej.

Ekscytujące!

– I co myślisz? – zapytała szeptem, w którym nie rozpoznawała własnego głosu.

– Połknąłem haczyk. Może znalazłem swoją nową pasję – odpowiedział.

Jego twarz wyrażała emocje, których przedtem nie widziała lub nie chciała dostrzec.

Ostatnią scenę oglądała niemal jak przez mgłę snu. Czuła, jak Matteo delikatnie przesuwa dłonią po jej ręce. Drobny, niemal przypadkowy gest, który ożywiał jej ciało.

Koniec spektaklu.

Miłość spełniona.

Patrzyła z boku, jak klaszcze w niekłamanym zachwycie.

– Teraz muszę się spotkać z zespołem, a potem… – Spojrzał na nią dobrze już znanym jej wzrokiem.

Dlaczego tak ją ekscytuje?

Po długiej owacji szybkim krokiem ruszyli za kulisy. Wszyscy ustępowali im miejsca. Nawet ktoś zupełnie nieobeznany z baletem musiałby czuć pulsującą w powietrzu adrenalinę. Przedstawienie się skończyło, ale ciała tancerzy wciąż jeszcze emanowały niewygaszoną do końca energią. Czuła niemal taką samą radość, jak oni. Wspaniały występ, o którym napiszą jutrzejsze gazety!

 

Przypatrywano jej się z uwagą. Już niemal słyszała plotki na swój temat. Ruby, odmieniec, flirtuje z naszym sponsorem!

Niech sobie gadają. Co w tym złego? Wie, jak jest naprawdę.

Poczuła na plecach czyjąś dłoń lekko popychającą ją w ich stronę.

Jej ciało zadrżało.

Matteo.

Spojrzał na nią i uśmiechnął się ciepło, jakby chciał powiedzieć, że jest z nią. Nie miała ochoty na szampana, którego trzymała w ręku. Ledwie mogła się skupić, bo miała poczucie, że jej ciało stało się struną drgającą wraz z falami jego fizycznej bliskości.

Nachylił ucho do jej ust i poprosił, by szybko opowiedziała mu o głównych solistach. Położył jej dłoń na biodrze, przysunął bliżej do siebie i słuchał z uwagą.

Skóra jego twarzy była delikatna mimo męskiego trzydniowego zarostu. Zawsze lubiła zapach wody kolońskiej. Jego pachniała wyjątkowo subtelnie. Takiej wody używa magnetycznie pociągający mężczyzna. Ktoś, komu nie sposób się oprzeć. Męski w każdym calu.

– Powtórz jeszcze raz – poprosił, gdy podała mu parę nazwisk. Na chwilę odsunął się, by przepuścić kelnera roznoszącego na srebrnej tacy wysokie kieliszki z szampanem. Po chwili przysunął się jeszcze bliżej. Stała zupełnie oniemiała. Był tak blisko, że jej piersi dotykały jego torsu.

Powinna się odsunąć, ale nie mogła wykonać ani jednego kroku – stała przytulona do jego ciała. Jeszcze bliżej. Czuła szybsze krążenie krwi i lekki zawrót głowy. Odgłos toczonych rozmów dopływał do niej z daleka jak szum morskiej fali.

Panował ogromny rozgardiasz, ale miała wrażenie, że patrzy na wszystko gdzieś z daleka…

– Kim jest blondyna w zielonej sukni idąca w naszą stronę razem z twoim dyrektorem? – Głos Mattea przywrócił ją do rzeczywistości.

– Cicely Bartlett. Odznaczona przez królową aktorka, która stała się politykiem. Walczy o większe finansowanie sztuki przez państwo.

– Imponujesz mi. Naprawdę wiesz wszystko o swoim świecie. Z notatkami czy bez. – Uśmiechnął się. – Ale dobrze się czujesz? Pobladłaś – wyszeptał po chwili.

Wziął jej dłoń w swoją i delikatnie przesunął po nadgarstku. Słowa utknęły jej w gardle. Ostatnim wysiłkiem zmusiła się, by stać prosto i nie odpłynąć w jego ramionach. Wciąż rosnące pożądanie wysysało z niej energię. Musiała coś zrobić, zanim przestanie nad sobą panować.

– Chyba muszę usiąść. Może za dużo szampana.

Zręcznie przeprowadził ją przez tłum gości do najbliższego krzesła.

– Przepraszam. Jak tylko skończę rozmowę z Bartlett, pójdziemy na kolację.

Kolacja? O co mu chodzi? O seks?

Wciąż czuła w sobie owo dziwne, ale i przyjemne rozedrganie. Nie mogła się z nim uporać. Siebie nie oszukam, pomyślała. A co, jeśli wylądują u niego… Pocałunki… Dotknięcia dłoni… Pewnie szybko będzie chciała uciec. On będzie zdziwiony… Tak się zawsze kończy.

I dobrze. Bo nigdy więcej go nie zobaczy. Jest sponsorem jej teatru. Nie może przy nim wypaść na naiwną kobietkę.

– To chyba niezbyt dobry pomysł… – powiedziała bardziej do siebie niż do niego.

– Dlaczego? Coś nie tak? – zapytał, nachylając się do niej na tyle blisko, że mogła ustami niemal dotknąć jego jedwabnej koszuli. Poczuć męskie owłosienie klatki piersiowej. Dotknąć warg, które przedtem delikatnie przesuwały się tuż przy jej policzku, uchu i które tak pragnęła poczuć na swoich ustach.

Może tym razem będzie inaczej, pomyślała. Sama czuła się przecież tak, jak nigdy przedtem.

– To świetny pomysł, Ruby. Nie jesteś głodna? – zapytał.

– Nie, naprawdę. Jestem zmęczona. Powinnam jechać do domu… – próbowała się bronić.

Bacznie przyglądał się jej twarzy. Po chwili spojrzał jej prosto w oczy.

– Nie jesteś zmęczona, lecz zdenerwowana. Boisz się, że ludzie będą cię oceniać. Wezmą na języki. Proszę, poczekaj chwilę. – Szybkim krokiem ruszył w stronę Bartlett.

Została sama w coraz bardziej rzedniejącym tłumie. Miała wrażenie, że zapadła noc, a ona stoi pod czarnym bezksiężycowym niebem.

Pragnęła więcej Mattea.

Więcej światła, jakie roztaczał wokół siebie.

– Jestem – usłyszała jego głos. – Załatwione. Mój bank wesprze jej program dla absolwentów akademii baletowych. Twój szef jest w siódmym niebie i prosił, żebym ci o tym powiedział. Skończyłem. Jedziemy na kolację. Nie przyjmuję odmowy.

Jego słowa skruszyły ostatnie mury jej obrony.

– Dobrze, umieram z głodu – szepnęła.

Wziął ją za rękę. Szybko minęli ostatnich gości. Ludzie uśmiechali się do nich i wymieniali uściski dłoni.

Całym jej ciałem zawładnęło radosne uniesienie.

Gdy wyszli, natychmiast podjechała limuzyna.

– Gotowa? – zapytał.

– Jak zawsze… – Wsiadła do środka i z ulgą zatopiła się w wyłożonym miękką skórą siedzeniu.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?