Świat mi mówi: Kocham cię!

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Okładka


Strona tytułowa


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20


Instrukcja obsługi

Codziennie rano otwórz książkę, wpisz dzisiejszą datę i przeczytaj jeden tekst.

Tylko jeden tekst jednego dnia.

Przeczytaj cały aż do końca, a potem zapytaj swojego serca co dla ciebie znaczy i czy znalazłaś w nim coś, co warto zapamiętać.

Zapisz swoje wnioski swoimi słowami.

Zabierz je w sercu na resztę dnia.

Postaraj się o nich pamiętać.

Jeden tekst.

Codziennie.

Przez 365 dni.

Przygotowałam 12 książek z serii „Kurs pozytywnego myślenia”.

Co miesiąc będzie się ukazywała nowa.

Wiem, że nie masz czasu.

Wiem, że rano zawsze się śpieszysz.

Wiem, że zrobienie dodatkowej rzeczy rano jest dla ciebie ogromnym wysiłkiem.

Pomyśl czy jest coś, co robisz, a czego wcale w gruncie rzeczy nie chcesz i nie potrzebujesz robić.

Może już czas z tego zrezygnować?

Zamiast zajmować się tym wieczorem, może warto położyć się wcześniej spać, dzięki czemu będziesz mogła bez problemu wstać trochę wcześniej i podarować sobie piętnaście minut nauki pozytywnego myślenia?

Pomyśl jak możesz lepiej zorganizować swój czas.

Czy naprawdę wśród 24 godzin nie znajdziesz 15 minut, które miałabyś spędzić sama ze sobą, ucząc się nowej umiejętności, która pozwoli ci zmienić wszystko, co tylko zechcesz?

Pewna część twojej duszy będzie podchodziła do tego z oporem. Będzie usiłowała cię wytrącić z równowagi, zniechęcić, zmęczyć, odwrócić twoją uwagę.

W taki sposób reaguje podświadomość na próbę zmiany.

Nie wie czy ta zmiana jest dobra, ale na wszelki wypadek usiłuje wytrącić ci ją z ręki.

Trzymaj się swojego postanowienia.

Jeden tekst codziennie rano.

Niezależnie od tego czy masz na to ochotę, czy nie.

„Ochota” to podszept podświadomości, która chce przytrzymać cię w starym sposobie myślenia, bo boi się zmian.

Ale teraz – być może po raz pierwszy w życiu – ty przejmujesz kontrolę.

Podejmij jasne i czyste postanowienie o tym, że wytrwasz.

Wstań rano, otwórz książkę i zacznij czytać.

Nie pytaj siebie czy dzisiaj też chcesz to zrobić.

Po prostu zrób to.

Przyjmij, że jest to coś, co robisz codziennie przez miesiąc.

Po miesiącu zastanowisz się czy chcesz kontynuować, czy przerywasz i nie będziesz się więcej tym zajmować.

Wytrwaj miesiąc.

Zobaczysz jak niezwykle pozytywne zmiany zaczną zachodzić w twoim sposobie myślenia, reagowania, zachowania i samopoczucia.

Wiesz o co chodzi?

Głęboko w duszy nosisz w sobie przyzwyczajenie do bycia niezadowolonym, nieszczęśliwym, gorszym, niepotrzebnym, odrzuconym i samotnym.

To nawyk myślowy zapamiętany przez twoją podświadomość.

Ten nawyk rzuca cień na wszystko, co myślisz, postanawiasz i robisz.

Jest jak negatywny filtr, który zniekształca obraz rzeczywistości i nie pozwala ci uwierzyć we własne siły, w nadzieję i miłość.

To właśnie chcemy zmienić.

Podświadomość trzyma się tego filtra, ponieważ nie zdaje sobie sprawy, że można go zmienić, naprawić i oczyścić w taki sposób, żeby lśnił pozytywnym światłem i wspierał zamiast cię osłabiać.

Dlatego podświadomość początkowo będzie chciała cię zniechęcić i będzie podsuwała różne przeszkody.

Bądź silniejsza od niej.

Raz w życiu podejmij świadome, mądre i wybrane przez ciebie postanowienie i wytrwaj w nim cierpliwie i z uporem.

Kiedy podświadomość zorientuje się, że naprawdę na serio jesteś zaangażowana w ten projekt, przestanie ci przeszkadzać i zacznie cię w nim wspierać.

Zmiana sposobu myślenia to najbardziej niesamowite i skuteczne narzędzie do naprawienia swojego życia.

Wszystko wtedy się zmienia na lepsze.

Absolutnie wszystko.

Nie tylko twoje myśli i samopoczucie.

Zmienia się na lepsze twoje zdrowie, podejmujesz lepsze decyzje, dostajesz lepsze propozycje, spotykasz wspaniałych ludzi, masz więcej pieniędzy, pojawiają się nowe możliwości, a ty masz poczucie, że wszystko ma sens i czujesz radość, że jesteś jego częścią.

PAMIĘTAJ:

1.

Czytaj jeden tekst dziennie i zapisz swoje wnioski.

2.

Rób to codziennie bez wyjątku, niezależnie od tego co podpowiada twoja chęć lub niechęć.

3.

Podejmij zobowiązanie, że robisz to przez miesiąc codziennie rano, a dopiero po miesiącu zastanów się czy chcesz kontynuować, czy przerywasz.

Ciągle dostaję listy z tym samym pytaniem:

– Co jest ze mną nie tak? Dlaczego nie potrafię skończyć tego, co zaczynam? Przez chwilę mam zapał i siłę do tego, żeby pracować nad sobą, a potem wszystko się rozpada, ginie we mgle, a ja znowu spadam na dno. Co jest ze mną nie tak?

Odpowiadam jeszcze raz, bo pisałam i mówiłam już o tym wiele razy wcześniej.

Być może tym razem wreszcie mnie usłyszysz.

Twoja podświadomość wierzy w coś innego niż ty.

Trzyma się swoich przekonań.

Wierzy w to, że jesteś gorsza, że nic ci się nie uda, że nie dasz rady, że jesteś bezwartościowa, nieważna, że nie zasługujesz na szczęście, przyjaźń ani miłość.

Twoja podświadomość wierzy w to, że jesteś ofiarą, wyrzutkiem i bezdomnym, zagubionym dzieckiem, które bezskutecznie poszukuje opieki.

To właśnie dlatego czujesz się nieszczęśliwy, smutny, samotny, zagubiony, brakuje ci siły, wytrwałości, cierpliwości i radości.

To poczucie wypływa z tego, co jest zapisane w twojej podświadomości.

Z mojego doświadczenia wynika, że jest tylko jeden sposób, żeby to zmienić.

Trzeba nauczyć podświadomość nowych, pozytywnych przekonań.

Jak to zrobić?

Tak samo jak zostały w niej zapisane pierwsze, negatywne i destrukcyjne komunikaty, czyli poprzez WYTRWAŁE, CODZIENNE, WIELOKROTNE POWTARZANIE NOWYCH PRZEKONAŃ.

Twoja podświadomość rządzi twoim sposobem myślenia, ale jednocześnie obserwuje ciebie i słucha tego, co mówisz.

Jeżeli powiesz coś nowego trzy razy, to podświadomość zgodzi się z tobą albo nie, ale i tak spojrzy na to po swojemu.

Jeżeli powtórzysz coś nowego dziesięć razy, podświadomość może uznać, że to stanowi zagrożenie dla całego systemu przekonań, w jakie ona wierzy. Będzie więc próbowała cię zniechęcić do zmiany i będzie podsuwała różne przeszkody – dostaniesz kataru, rozboli cię głowa, będziesz się czuł zestresowany, chory albo sztucznie pobudzony. Podświadomość jest w stanie wywołać w tobie dowolny stan i zrobi to jeśli uzna za konieczne.

Jeżeli się poddasz i zaprzestaniesz działania, podświadomość zwycięży – tak jak tysiące razy wcześniej – i przytrzyma cię w swoim kręgu przekonań.

CHODZI O TO, ŻEBY PO RAZ PIERWSZY W ŻYCIU OKAZAĆ SIĘ SILNIEJSZYM I BARDZIEJ WYTRWAŁYM ZAWODNIKIEM NIŻ TWOJA PODŚWIADOMOŚĆ.

Nie chodzi o to, żeby z nią walczyć.

Podświadomość jest twoim sprzymierzeńcem i przyjacielem, ale jeżeli nosi w sobie negatywne przekonania, to nie zdaje sobie sprawy z tego, że istnieje inny, bardziej pozytywny sposób myślenia.

To jest właśnie zadanie dla ciebie.

Musisz nauczyć swoją podświadomość nowych instynktownych przekonań.

Zapisać w niej na nowo bazowy zestaw przekonań dotyczących siebie i reszty świata, które odtąd będą nowym filtrem naświetlającym każdy aspekt twojego życia.

Podejmujesz decyzję.

Realizujesz ją przez trzy dni.

Czwartego dnia ogarnia cię jakaś niechęć, więc pytasz siebie:

– Czy ja mam dzisiaj ochotę znowu się tym zajmować?

Kiedy pytasz „siebie”, w rzeczywistości pytasz swojej podświadomości! I to właśnie ona najpierw zasiała w twojej duszy niechęć, a potem podpowie ci:

– Nie, to bez sensu, nie chce mi się dzisiaj tego robić!

I dlatego właśnie przerywasz każdą pozytywną zmianę.

Bo twoja podświadomość w taki sposób potrafi cię zmanipulować, że zgodzisz się na to, czego ona chce.

RAZ W ŻYCIU ZRÓB INACZEJ.

Podejmij decyzję.

Trzymaj się swojego postanowienia.

Niezależnie od tego jakie myśli pojawiają się w twojej duszy.

PODEJMIJ DECYZJĘ.

 

Przyjmij ją do realizacji.

Nie pytaj siebie czy masz ochotę, czy nie.

Po prostu codziennie rano zrób to, co sobie postanowiłeś.

To jest jedyny sposób, żeby przezwyciężyć dawne destrukcyjne przekonania i wprowadzić do swojej duszy nowe, jasne, optymistyczne i pozytywne kody, które odtąd będą cię wspierały we wszystkim co robisz i będą wzmacniały twoje życie.

Czy myślisz, że jesteś gotowy?

Czy chciałbyś spróbować tej całkiem nowej podróży przez swoją duszę?

Jeśli tak, to przypomnę ci jak to zrobić.

Codziennie rano otwórz książkę.

Wpisz nad tekstem dzisiejszą datę.

Przeczytaj jeden tekst.

Dopuść go do swojego serca.

Zastanów się nad nim.

Zapisz swoje wnioski.

Zabierz je w duszy na resztę dnia.

Tylko tyle i aż tyle.

CODZIENNIE RANO.

Codziennie rano przez jeden miesiąc.

Trzydzieści albo trzydzieści jeden dni.

Po miesiącu zastanów się czy chcesz robić to dalej.

Jeśli tak, to cieszę się razem z tobą.

Przygotowałam dla ciebie dwanaście książek – po jednej na każdy miesiąc w roku.

Możesz zacząć w dowolnym miejscu, od przypadkowego tomu.

Każda książka jest całością samą w sobie.

To jest najbardziej skuteczny sposób, jaki znam, żeby odzyskać siłę, moc, radość i szczęście.

Wierzę w to, że tobie także się uda.


Kwitnę jak przebiśnieg

Aaaa, jak cudownie!!!

Cały świat budzi się do życia!!!!

Jak to wspaniale, że jestem tutaj, oddycham, rozglądam się i żyję!!!

O, dziękuję ci, kochany Boże!

Dziękuję ci za promyk ciepłego słońca, za wiosenną nadzieję, za pierwsze krokusy i przebiśniegi, które jak co roku uparcie powstają spod śniegu i są dowodem na to, że piękno i dobro zawsze zwycięża.

Jak pięknie!

Jak wspaniale!

Pierwszy wiosenny powiew!

Pierwsze wiosenne ćwierkanie ptaków!

Moje serce śpiewa razem z nimi!

Zima była długa, jak zawsze.

Czasem wydawało mi się, że przysypiam w ciemności i chłodzie.

I to dobrze.

Zima ma nas trochę zahibernować. Na chwilę uśpić – po to, żebyśmy zapomnieli o tym co było i mogli się na nowo obudzić do życia.

Tak samo jak wtedy, kiedy wieczorem kładziesz się spać, zamykasz oczy i zamykasz dzień. Nadchodzi noc, w której pogrążasz się bezwolnie, bezwiednie, bezradnie, bez żadnej władzy nad tym jaka jest.

Zapadasz w sen i znów nic nie wiesz, i nad niczym nie masz kontroli. Nie wiesz co dzieje się w twoim ciele podczas snu, nie wiesz co może ci się przyśnić i nie wiesz nawet czy rano obudzisz się i będziesz miał szansę przeżyć nowy dzień.


Z zimą też tak jest.

Pogrążam się w niej, pozwalam jej wciągnąć mnie do środka, unoszę się w niej jak w powietrzu pozbawionym grawitacji. Fruwam w myślach, w wyobraźni, wśród spraw, które nie zostały nazwane, bo nie było takiej potrzeby.

Zamykam oczy i zapadam w pewien rodzaj zimowego snu.

Działam, żyję, pracuję, robię plany, ale pewna część mnie zostaje zimowo zahibernowana.

I dzieją się w niej rzeczy, na które nie mam wpływu.

Następuje odnowa, regeneracja, oczyszczenie starych danych.

I potem przychodzi marzec.

Topnieje lód i śnieg zimowego uśpienia.

Moje serce budzi się jak przylaszczka i na nowo chce rosnąć!

Nieważne co było kiedyś.

Nieważne co się zdarzyło w przeszłości.

Teraz rozmarzają strumyki życia i z nową siłą zaczynają płynąć naprzód.

Płynę razem z nimi!!!

Kwitnę jak przebiśnieg!

Lśnię błękitem jak przylaszczka!

Błyszczę perłowo jak zawilec!

Kwitnę!

Budzę się do życia!

Otwieram nowy rozdział!


Stawiam pierwszy krok

Dzisiaj stawiam pierwszy krok w moim nowym życiu.

Odważnie.

Bo ja jestem odważna, mimo że czasem nie daję tego po sobie poznać :)

Stawiam pierwszy krok i uśmiecham się do siebie.

Jestem jak wędrowiec, który wreszcie odważył się wyruszyć w wymarzoną podróż.

Czuję radość.

Wiem, że jestem silna.

Mam zaufanie do życia.

Wiem, że życie będzie mi na bieżąco podsuwało potrzebne drogowskazy.

Ruszam więc :)

Kiedyś nigdy bym się pewnie na to nie odważyła.

Zrobiłabym może tylko plan takiej podróży, może nawet ubrałabym się i byłabym gotowa wystawić stopę za próg, ale wtedy ogarnąłby mnie wielki strach.

Strach przed tym, że sobie nie poradzę.

Strach, że zabłądzę.

Strach, że stanie się coś bardzo złego.

Strach, że zostanę sama na wielkiej pustyni i wszystko stracę. Stracę życie, przyszłość, szansę.

Kiedyś ciągle żyłam w strachu.

Strach paraliżował wszystkie moje próby zmiany.

Za cokolwiek chciałam się chwycić, pojawiał się strach i wytrącał mi wszystko z rąk.

Ale nie tym razem.

Wiem, że strach jest naturalną częścią życia.

Wiem, że strach jest po to, żeby ostrzec mnie przed potencjalnym niebezpieczeństwem.

Dziękuję mojemu strachowi za ostrzeżenie i podpowiedzi.

Podejmuję świadomą decyzję o tym, że jestem silniejsza od mojego strachu.

Podejmuję świadomą decyzję o tym, że chcę zrealizować mój plan.

Podejmuję świadomą decyzję o tym, że wytrwam w moim postanowieniu.

Wyruszam.

To jest pierwszy dzień mojego nowego życia.

Jestem jak wędrowiec, który wyrusza w wymarzoną podróż.

Stawiam pierwszy krok, potem drugi krok i trzeci krok.

To oczywiste, że nie wie w którym miejscu postawi czwarty krok. I oczywiście nie zna też całej drogi i nie jest w stanie zobaczyć teraz wszystkich znaków drogowych, jakie go poprowadzą dalej.

Dokładnie tak samo jak wyruszasz samochodem za miasto.

Wiesz dokąd jedziesz, ale nie znasz każdego centymetra drogi, po której się poruszasz. Nie wiesz jakie będą po drodze stały znaki. One pokażą się wtedy, kiedy będą ci do czegoś przydatne. Wtedy, kiedy ich odczytanie będzie miało dla ciebie sens.

Wyruszam więc w moją życiową podróż.

Nie zadaję drobiazgowych pytań o to jak ta wyprawa będzie wyglądała ani jak mam się do niej przygotować.

Jestem przygotowana na jej początek.

A potem życie będzie mi pokazywało kolejne drogowskazy i poprowadzi mnie. Jak szosa za miastem.

Stawiam pierwszy krok.

Stawiam drugi krok.

Następne kroki zrobią się same.

Nie martwię się na zapas.

Ufam w to, że prowadzi mnie dobra gwiazda.

I stawiam pierwszy krok.


Myślę o tym, co robię

Myślę o tym, co robię.

Kiedy schodzę po schodach, myślę o schodzeniu po schodach. Patrzę na stopnie i rozważnie stawiam stopy.

Kiedy jem słodkie jabłko, myślę o jedzeniu słodkiego jabłka. Cieszę się jego cudownym smakiem, jestem wdzięczna za jego słodycz, chrupkość, witaminy i inne substancje, którymi mnie karmi.

Kiedy pracuję, myślę o pracy. Koncentruję myśli na tym, co mam do zrobienia i spokojnie odkładam wszystkie inne sprawy na inny czas.

Zatrzymuję się czasem i żyję.

Myślę wtedy właśnie o tym, że żyję. Że to cudowne, że mam życie i mam ciało, w którym przez to życie mogę wędrować.

Nie myślę wtedy o niczym innym, tylko o tym, że żyję.

I od razu sama zaczynam się do siebie uśmiechać, bo to jest po prostu fantastyczne.

Kiedyś byłam ciągle w biegu. Miałam poczucie, że nie nadążam. Że na pewno się spóźnię i na pewno coś zrobię źle.

Ten strach towarzyszył mi przez cały czas.

Ten strach mieszał mi w głowie, mącił myśli i powodował nieustanny chaos. Nie mogłam się na niczym w pełni skupić, bo myślami przeskakiwałam do następnych zadań, do różnych lęków i do poczucia, że jestem gorsza i niczego nie potrafię zrobić porządnie.

Bałam się, że znów coś zrobię źle i sama sobie komplikowałam życie.

Zaczynałam różne sprawy, rzucałam się w wir zajęć, ale z każdego skubnęłam trochę, o niektórych zapomniałam i ciągle miałam poczucie, że nic nie zrobiłam, nie nadążam i na pewno się spóźnię.


Postanowiłam podejść do tego racjonalnie.

Co tak naprawdę mi przeszkadza?

Czas? Ale przecież czas nie biegnie ani za szybko, ani za wolno.

Czas jest taki, jaki jest.

Więc co?

Mój brak umiejętności? Skąd. Przecież ja potrafię to zrobić, tylko nie umiem się do tego właściwie zabrać.

A więc co?

A więc to.

Tak naprawdę źródłem moich problemów był podświadomy lęk.

Lęk przed mniej więcej wszystkim.

Przed tym, że ktoś mnie skarci, że zrobię coś źle, że popełnię błąd, że zostanę w tyle, że coś zniszczę, że ktoś będzie ze mnie niezadowolony, że się zbłaźnię, że zostanę odrzucona, odepchnięta, wyśmiana.

Podświadomy lęk.

Taki, z którego do końca nie zdawałam sobie sprawy.

Ale to on rządził.

I to on wnosił totalny chaos do mojego życia.

Zaczęłam więc od drobnych spraw.

Na przykład od świadomego utrzymania mojej uwagi na jednej rzeczy, którą się akurat zajmuję.

Kiedy schodzę po schodach, myślę o schodzeniu po schodach.

Kiedy piszę felieton, myślę o pisaniu felietonu.

Nie myślę wtedy o innych felietonach, ani o rysowaniu, ani o spotkaniu, które ma się odbyć później tego samego dnia, ani o jedzeniu, ani o gotowaniu, ani o tym czy sobie poradzę, ani o tym kiedy skończę.

Myślę o tym, co właśnie w tej chwili robię.

Dzięki temu robię to sprawnie i szybko.

I do końca!

Myślę o tym, co robię w tej chwili.

Nie zajmuję się wszystkim na raz.

Świadomie podpowiadam mojemu umysłowi, żeby skoncentrował się na tym, co dzieje się właśnie teraz. Na tym jak to wygląda, jak smakuje, co oznacza. Na tym, jaki jest tego ciąg dalszy.

Mój umysł chętnie się na to zgadza. On też lubi porządek i jasność.

Myślę o tym, co robię w tej chwili.

Skupiam moją uwagę na tym, czym teraz się zajmuję.

Inne sprawy czekają na swoją kolej.

Jestem uważna w tym, co robię.

Niezależnie od tego, czy jest to gotowanie, fotografowanie, pisanie czy spacerowanie.

Myślę o tym, co robię.

Myślę o tym, co robię teraz.


Moje życie jest wyjątkowe

Moje życie jest wyjątkowe.

 

Tak samo jak życie każdego innego człowieka też jest wyjątkowe – w jego szczególny sposób.

Każdy z nas jest trochę inny.

Każdy ma trochę inne smaki, marzenia, umiejętności i talenty.

To logiczne, że każdy będzie swoje życie przeżywał w trochę inny sposób.

Każdy żyje zgodnie z tym, co podpowiada mu serce.

To znaczy tak jest wtedy, kiedy zacznie słuchać swojego serca.

Zamiast rozglądać się co robią inni i zastanawiać się kogo najlepiej naśladować.

Nikogo nie trzeba naśladować.

Każdy jest inny.

Każdy może swoje życie ułożyć i zorganizować po swojemu.

Nie istnieje jeden sposób na życie.

Każdy może to zrobić po swojemu – zgodnie z tym, co mu w duszy gra.

Kiedyś tego nie rozumiałam i szarpałam się pomiędzy tym, co „powinnam” a tym, czego naprawdę chcę.

„Powinnam” wyjść za mąż. Bo przecież wszystkie dziewczyny tak robią. Biała suknia, ślub, prezenty.

„Powinnam” mieć dzieci, bo wszyscy je mają i wszyscy chcą je mieć. I trzeba się śpieszyć, bo „w pewnym wieku” to się staje niemożliwe.

„Powinnam” jeździć na rodzinne wakacje z dziećmi do hotelu nad basenem.

„Powinnam” robić to, co wypada.

„Powinnam” robić to, czego oczekują moi rodzice.

Patrzyłam na dzieci biegające po ulicy, wzdychałam i myślałam, że wiem, że „powinnam” mieć dzieci, ale jakoś… wcale mnie do tego nie ciągnie.

Moi znajomi i koleżanki ze szkoły zakładali rodziny. Rozmawiali głównie o dzieciach i szkole, o piaskownicy, opiekunkach i urlopach macierzyńskich. Czułam, że do tego nie pasuję. Wychodziłam pod jakimś pretekstem i oddychałam z ulgą.

Biłam się z myślami.

Może jednak „powinnam”? Zanim będzie za późno?

Pytałam innych ludzi.

Oni mówili, że powinnam, bo bez tego będzie mi źle, bo przecież „wszyscy to robią”.

Wracałam do domu.

Brałam do rąk atlas z mapami świata. I zapominałam o wszystkim.

Szukałam fotografii z egzotycznych podróży, patrzyłam na niebo i na drzewa, i czułam, że to jest dokładnie to, czego pragnę!

To mnie fascynuje!

I nie mam co do tego żadnych wątpliwości!!

I tak zrobiłam.

Teraz już wiem na pewno.

JA NIC NIE MUSZĘ.

Nie muszę zakładać rodziny jeżeli tego nie pragnę. Nie muszę pracować w rodzinnej firmie jeżeli to mnie nie interesuje. Nie muszę mieć dzieci jeżeli nie jestem na to gotowa. Nie muszę szukać dobrze płatnej, bezpiecznej posady jeżeli marzę o czymś innym. Nie muszę studiować kierunku wybranego dla mnie przez rodziców jeżeli chcę studiować coś innego.

Nic nie muszę.

Nic nie „powinnam”.

Wszystko w moim życiu zależy od tego, co wybiorę.

Mogę wybrać wszystko, na co mam ochotę.

Nie ma absolutnie żadnych ograniczeń.

Moje życie jest wyjątkowe.

Bo jest moim życiem.

A ja jestem wyjątkowym człowiekiem.

Podobnie jak wszyscy inni ludzie – każdy z nich też jest wyjątkową osobą, ma wyjątkowe, niepowtarzalne marzenia, talenty i pasje.

Każdy ma prawo szukać swojej własnej ścieżki przez życie.

Każdy może żyć inaczej.

Każdy ma wyjątkowe życie.

Ja też.

To mi daje wolność i lekkość.

Jasność co do wyborów, jakich chcę dokonać.

I radość, że mogę sama w niepodległy sposób decydować o sobie.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?