Lena z 7aTekst

Z serii: Lena #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Leny nie opuszczał dobry humor. Już kilka razy Antek czekał na nią w połowie bloku Kai. Były to takie długie, łamane wieżowce. Lenie przypominały różnorodnie ustawione parawany. Chłopak nigdy się nie tłumaczył, nie wyjaśnił, dlaczego właściwie na nią czeka. Rozmawiali o szkole, wspominali wakacje i różne zabawne sytuacje, które wydarzyły się na lekcjach.

Dziewczynie sprawiały radość te wspólne powroty. Rozmyślała często o tym. Nie chciała mieć chłopaka, mimo że Kaja z Niną uważały, że to nienormalne. Jej było dobrze samej. Nie zakochała się też w Antku, choć bardzo go polubiła. I wciąż ją intrygował, podobnie jak Kaję. Miała wrażenie, że on także nie szuka dziewczyny. Traktował ją jak dobrą koleżankę. Odczuwała jednak satysfakcję, że nie licząc Tymona i Leona, to z nią właśnie rozmawiał najczęściej. Odpowiadał jej ten układ. Czuła się w nim bezpiecznie i dobrze. Dlaczego więc tak przykro jej się zrobiło na matmie, gdy pan Bartosiewicz zdecydował, że Antek pomoże Kai w nadrobieniu zaległości? Nawet fakt, że chłopak oponował, nie sprawił, że poczuła się lepiej.

– Wolałbym pomóc Leonowi – oznajmił tonem bez wyrazu.

– Dlaczego? – spytał matematyk.

– Dobrze się dogaduję z Leonem. Myślę, że to ważne, jeśli chodzi o korki. To znaczy o korepetycje – poprawił się natychmiast.

– Leonowi ma pomóc Nikola – zauważył nauczyciel.

– Można przecież to zmienić. Nikola pomoże Kai, a ja Leonowi.

– Dwie dziewczyny mają się uczyć razem? Hm. Boję się, że zamiast nauki będzie to paplanina o modzie i chłopakach.

Po klasie przeszedł szmer wesołości.

– Ale dwóch chłopaków razem też mi się nie widzi – powiedział pan Bartosiewicz. – O grach komputerowych zaczniecie rozprawiać, a nie o matematyce.

– Nie chcę pomagać Kai – powiedział stanowczo Antek. – Nie dogadujemy się. Nie widzę wspólnej nauki.

– Nieprawda! – sprzeciwiła się przyjaciółka Leny. – Ja do Antka nic nie mam. Lubię go. Chętnie przyjmę jego pomoc.

– Sam słyszałeś – matematyk spojrzał na Kaję, a potem przeniósł wzrok na Antka. – Może wspólna nauka sprawi, że się do niej przekonasz. Nie mogę cię do tego zmusić, ale liczyłem na ciebie i na to, że nie odmówisz. Twoja wiedza z tego przedmiotu wykracza poza to, co przerabiamy. Nie potrzebowałem dużo czasu, by to ocenić – ciągnął wywód. – Większość obliczeń przy tablicy wykonujesz w pamięci. Rozwiązanie jakiegokolwiek zadania zajmuje ci przysłowiową chwilę, podczas gdy ci zdolni muszą główkować i się napocić. Myślę, że wszyscy to zauważyli.

– Taaaaak! – rozległy się głosy.

– Jego ojciec jest programistą IT – wtrąciła Kaja.

– To prawda?

– Tak – potwierdził Antek.

– Uczy cię w domu programowania? – zainteresował się pan Bartosiewicz.

– Jeśli tylko ma czas, to tak. Ja również staram się dużo w tym kierunku robić. Uczę się samodzielnie kodować – wyjaśnił. – A tata weryfikuje efekty mojej pracy.

– Na jakim poziomie jest twoja znajomość języka angielskiego? – spytał nauczyciel.

– Na bardzo dobrym. Uczę się też niemieckiego i rosyjskiego. W Legnicy miałem dużo prywatnych lekcji z tych języków. Teraz, po przeprowadzce, na razie mam tylko z niemieckiego. Rosyjskiego uczę się sam. W zasadzie utrwalam – mówił. – Rozumienie języków jest ważne w programowaniu, ponieważ wie się, jak myśleć w niestandardowy sposób – dodał.

– Opowiadasz o tym z wielką pasją. Zakładam, że pójdziesz w ślady ojca.

– Chciałbym zostać w przyszłości bardzo dobrym programistą – rzekł.

– Myślę, że masz już bardzo duży stopień znajomości technologii – powiedział matematyk. – A nic nie motywuje tak jak pasja. Daleko zajdziesz, chłopcze – dodał. – Więc co? Pomożesz Kai? To tylko raz w tygodniu po dwie godziny.

– Pomogę – zgodził się niechętnie Antek.

– Dziękuję wszystkim, którzy wyrazili zgodę. I pamiętajcie, że jeśli nie macie warunków do nauki w domach, możecie korzystać z pracowni matematycznej. Na portierni zawsze będzie czekał na was klucz. Pracownicy szkoły zostaną o tym uprzedzeni.

Gdy tylko rozległ się dzwonek na przerwę i wszyscy opuścili klasę, Kaja podbiegła do Antka.

– Będziemy się u ciebie w domu uczyć – stwierdziła.

– Nie uważasz, że powinnaś mnie zapytać, a nie decydować? – burknął. – Nie, nie będziemy się uczyć u mnie na chacie. Zapomnij o tym – dodał stanowczo.

– Dlaczego?

– Nie mam warunków – odpowiedział kpiąco. – Proponuję korki w szkole.

– Chyba zwariowałeś?! – spytała oburzona. – Mało czasu tu spędzam? Niedobrze mi się robi, gdy tylko wchodzę do środka.

– To była moja propozycja. Jeśli nie chcesz, to twój problem. Powiem Bartosiewiczowi, że rezygnujesz, i będzie po sprawie.

– Kto ci powiedział, że rezygnuję?! – Kaja zaczynała być wściekła. – Będziesz przychodził w takim razie do mnie. Mam odpowiednie warunki do korków.

– Spoko – patrzył na nią z lekko bezczelnym wyrazem twarzy. – W takim razie problem rozwiązany. Daj znać, który dzień ci odpowiada i na którą mam przychodzić. – Odwrócił się na pięcie i odszedł.

– Dam i to jeszcze dzisiaj, bo zależy mi na tym. Nie zamierzam przez matmę powtarzać siódmej klasy! – zawołała za nim głośno, co sprawiło, że kilka osób obejrzało się za nią. – Co się tak gapisz? – spytała lodowatym tonem przechodzącą dziewczynę. – Jeszcze mi będzie z ręki jadł! – zwróciła się do Leny. – Co on sobie w ogóle wyobraża? Chciał się mnie pozbyć. Wolał Leonowi pomagać. Jeszcze nikt mnie tak nie upokorzył. Nie odpuszczę mu. I wszystkiego się o nim dowiem.

– Nie przesadzasz? Miał logiczne argumenty. Wolał pomagać Leonowi, bo jest z nim bliżej niż z tobą – Lena stanęła w obronie Antka.

– W takim razie to się szybko zmieni.

– Coś się tak na niego uwzięła? – już nie po raz pierwszy Lena zadała przyjaciółce to pytanie.

– Będzie mnie jeszcze prosił, żeby mi tylko tych korków udzielać – wysyczała ze złością Kaja.

Na szczęście rozległ się dzwonek na lekcję, który przerwał niemiłą rozmowę. Lena cieszyła się, że Antek nie chciał pomagać Kai, lecz z drugiej strony wypełniał ją smutek, że jednak dwie godziny w tygodniu będą spędzać razem. Nie wiedziała zupełnie, co się z nią dzieje. Nie powinna przecież tak reagować i zaprzątać sobie tym myśli.

Gdy uczący anglika Dżony zwrócił się do Mileny z pytaniem, czy ma rozwiązane na dzisiaj ćwiczenia zadane do domu, a ona odparła, że tak, Lena na moment skupiła uwagę na koleżance z klasy. Milena i odrobiona praca domowa? Niemożliwe. Dziewczyna wstała i podeszła do Dżonego, podała mu zeszyt ćwiczeń, po czym wróciła na miejsce. Nauczyciel zaczął wertować strona po stronie. Milena siedziała w ławce z zadowoloną miną, dumnie wypinając pierś do przodu. Radość jej nie trwała jednak długo. Nauczyciel uniósł wzrok i spojrzał na nią dłuższą chwilę znad okularów.

– Wypełnisz te ćwiczenia jeszcze raz – powiedział w końcu.

– Ale dlaczego? Przecież wszystkie...

– Tym razem po angielsku – przerwał jej.

Cała klasa zaczęła się śmiać.

– Przechodzimy do tematu. – Dżony podniósł się z obrotowego krzesła i podszedł do tablicy. Wziął kredę do ręki i w tym momencie rozdzwonił się iPhone Kuby.

– Wstań i wyjmij swoją komórkę z kieszeni – zwrócił się do niego nauczyciel.

Kuba wykonał posłusznie polecenie. Dżony przebiegł podejrzliwie wzrokiem po klasie.

– To jedyny telefon, jaki wasz kolega posiada? – spytał podejrzliwie.

Z różnych zakątków sali dało się słyszeć wesołe rżenie, zwłaszcza chłopaków. Lena cicho zachichotała i pomyślała, że pytanie nauczyciela było w pełni uzasadnione. Kubie często zabierano telefon podczas lekcji, a po kilku minutach znów dzwonił, oczywiście inny. Nikt nie wiedział, ile tych telefonów posiada. Nauczycielom oddawał jakieś stare modele, a wszyscy na własne oczy widzieli, że na przerwach korzystał z iPhone’a lub smartfona, pewnie ze względu na androida, którego iPhone nie posiadał.

Kuba lubił się lansować. No i miał bogatych rodziców. Był jednak lubiany w klasie. Nie pozował na żadnego swaggersa. Nie wywyższał się i nie zadzierał nosa. Rozmawiał ze wszystkimi. I nikogo nie uważał za gorszego. Lubił się chwalić i na tym jego lans się kończył. Fakt, że chodził ubrany od stóp do głów w markowe ciuchy. Do tego też wszyscy zdążyli się przyzwyczaić.

Lena pomyślała, że jej klasa wcale nie jest taka zła. Nigdy nie było w niej podziału na fajnych i niefajnych, na bogatych i biednych. Tworzyły się grupki, jak prawie w każdej innej klasie, ale nie miało to nic wspólnego z tym, z jakiej rodziny ktoś pochodził. Znali się w końcu od pierwszej klasy, a niektórzy nawet od przedszkola.

– Ej! Ziemia do Leny! O czym rozkminiasz? – dopytywała Kaja, gdy po skończonych lekcjach wracały do domu.

– Zamyśliłam się – wzruszyła ramionami. – Nawet nie wiem nad czym.

– Ale ściemniasz. Nie można nie wiedzieć, na temat czego ma się rozkminy.

– Jakbyś mi dała dłużej pomyśleć, to może bym zapamiętała – roześmiała się.

– Nie chcesz, to nie mów – fuknęła Kaja.

– O Kubie – Lena powiedziała jej na odczepnego część prawdy.

– Podoba ci się? – spytała z entuzjazmem przyjaciółka.

– Nie o to chodzi – parsknęła śmiechem dziewczyna. – Główkowałam, że pomimo tego, że pochodzi z bogatej rodziny i niczego mu nie brakuje, to jest całkiem spoko.

– Lansiarz. No ale jak na lansiarza, to rzeczywiście jest spoko – przyznała. – Na pewno ci się nie podoba? – przyglądała się Lenie podejrzliwie. – Do tej pory nie myślałaś o żadnym chłopaku. Nie interesował cię zupełnie nikt. Zaczęłam się martwić. Chciałam ci nawet zaproponować, żebyś z tym poszła do psychologa – paplała. – To nie jest normalne.

 

– Dla mnie jest – roześmiała się dziewczyna. – Do niczego żaden chłopak nie jest mi potrzebny. Dobrze mi tak. Nie mam w końcu siedemnastu lat.

– Dlaczego akurat siedemnastu? – zdziwiła się Kaja. – I co wiek ma do tego? Ja już drugi raz zakochałam się na maksa.

– Uważasz, że wtedy w szóstej klasie byłaś w Kubie zakochana? – zdziwiła się Lena.

– Nie mam co do tego wątpliwości – odparła koleżanka.

– Dość długo to wy ze sobą nie byliście – zauważyła Lena.

– Bo się odkochaliśmy – wzruszyła ramionami. – Tak się w życiu zdarza. Nudno zaczęło być – dodała.

– A co z miłością na całe życie? Taką prawdziwą?

– Skąd mam wiedzieć? Nie mam pojęcia nawet, czy taka istnieje – odpowiedziała Kaja.

– Ja jestem pewna, że tak.

– Ty jesteś inna. Dziwna jakaś. Zresztą po co się teraz nad tym zastanawiać? Jest jak jest.

– To zakładasz, że w Aleksandrze też się odkochasz? – dopytywała ją Lena.

– Nie interesuje mnie, co będzie. Liczy się tu i teraz – powiedziała stanowczo.

– Ja bym tak nie potrafiła – stwierdziła Lena. – I wierzę w miłość taką na całe życie.

– Może i taka jest. Jak się taka zjawi, to ja ją będę potrafiła przynajmniej rozpoznać, a ty? Przecież nie miałaś i nie chcesz mieć chłopaka. Ja będę mogła porównać – mądrzyła się Kaja.

– Ja myślę, że to się czuje sercem, że to właśnie ten i nikt inny.

– Wiesz, ty lepiej idź do tego psychologa – Kaja pokręciła z niedowierzaniem głową.

– Powtarzam ci chyba setny raz, że mi jest samej dobrze.

– I właśnie to najbardziej mnie niepokoi. Powinno ci być źle – odparła stanowczo.

– Ale nie jest – śmiała się Lena.

Od dłuższego już czasu dziewczyny stały w pobliżu ścieżki prowadzącej do bloku Kai, dokładnie do jej klatki schodowej, bo mieszkała w pierwszej, na samym początku wieżowca, i przekomarzały się.

– Spadaj już lepiej do domu – powiedziała w końcu Kaja. – Bo jak zaczynasz w ten sposób gadać, to wszystko się we mnie gotuje.

– Dlaczego? – nie dawała za wygraną Lena. – Moja mama nie miała przed tatą żadnego chłopaka i mówiła mi, że jak go poznała, to czuła od razu, że to ten na całe życie.

– To już wiem, po kim odziedziczyłaś głupotę – roześmiała się przyjaciółka.

Lena nie obraziła się o to stwierdzenie. Kaja po prostu taka była. Z całą pewnością nie chciała jej zrobić przykrości.

– A twój ojciec? – spytała nieoczekiwanie.

– Chodził z taką Agatą, ale to nie było nic poważnego. A później z Lodzią.

– Z kim? – Kaja parsknęła śmiechem.

– Z Lodzią, czyli Leokadią – wyjaśniła jak gdyby nigdy nic Lena, lecz po krótkiej chwili też się roześmiała. – Takie imiona wtedy nadawano dzieciom – dodała, chichocząc. – Nasze za ileś tam lat też mogą śmieszyć.

– O czym ty mówisz?! – nie przestawała chichotać Kaja. – Moi rodzice są w podobnym wieku do twoich, a nigdy nie słyszałam, by znali choć jedną Lodzię. Ale opowiadaj, jak to z nią było.

– Tata myślał, że coś poważnego z tego związku wyniknie. Ona też – wyjaśniła Lena.

– I co się stało, że w końcu nie zostali razem?

– Jak to co? Tata poznał moją mamę i podobno od razu stracił dla niej głowę – odparła Lena.

– Niegrzeczny ten twój tata – śmiała się wciąż Kaja.

– Po prostu poczuł, że Lodzia nie jest miłością jego życia, tylko moja mama. I nie pomylił się. Są już tyle lat ze sobą. Kochają się i są szczęśliwi.

– Jak ja kiedyś stracę dla kogoś głowę, to pierwsza się o tym dowiesz. – Kaja była rozbawiona.

– Myślałam, że straciłaś dla Aleksandra – stwierdziła z lekką ironią w głosie przyjaciółka.

– Łapiesz mnie za słowa. Okej. Jak stracę jeszcze bardziej dla kogoś, to ci powiem. A teraz spadam, bo umieram z głodu. Widzimy się wieczorem?

– No pewnie. W tej pizzerii co zawsze?

– Tu mamy najbliżej. A Nina przyjedzie? – zapytała Kaja.

– Mówiła, że tak.

– O której?

– O osiemnastej.

– Spoko.

Lena ruszyła szybkim krokiem przed siebie. Zastanawiała się, czy spotka Antka. Nie, to raczej niemożliwe. Za długo rozmawiała z Kają. Nie chciałoby mu się tyle czekać. Zamarła na chwilę. A jednak. Dostrzegła jego granatowo-czerwoną kurtkę. Dzień był słoneczny, ale jesień potrafiła przypomnieć o sobie chłodnym powiewem powietrza.

– Siema – powiedział wesoło.

– Cześć – odparła.

– Myślałem, że zapadłaś się pod ziemię albo co najmniej kosmici cię porwali.

– Nic z tych rzeczy – roześmiała się. – Zagadałam się z Kają.

Serce radośnie tańczyło w niej. Podskakiwało leciutko, troszkę wirowało. Ależ to było przyjemne! Nigdy jeszcze nie czuła czegoś takiego, zwłaszcza na widok chłopaka. Nie miała śmiałości zapytać, dlaczego właściwie na nią czekał. Wcześniej tłumaczyła sobie, że raźniej się wraca razem ze szkoły. Zresztą zwykle on po prostu szedł wolnym krokiem, oglądając się za siebie, i gdy ją dostrzegł, zatrzymywał się, ot, tak zwyczajnie, po kumpelsku. Dziś jednak stał i wypatrywał jej.

– O czym tyle czasu można rozmawiać? – spytał po chwili.

– Ty nie lubisz rozmawiać? – uśmiechnęła się do niego. – Gadacie przecież z Tymonem i Leonem.

– Głównie o grach komputerowych. Oni się tym fascynują. Czasem podsuwam im konkretne rozwiązania, jak wyjść z opresji w grze, nie dać się zwabić w pułapkę czy nawet zabić. Rozmawiamy o strategii.

– Tylko nie mów, że ciebie to nie kręci. – Przyjrzała mu się uważnie. – Nie spędzasz chyba całych dni na programowaniu?

– Jasne że nie – odparł. – Ale te gry już dawno przeszedłem. Dlatego mogę im pomóc.

– A nie jest tak, że każdy gracz ma przed sobą inne wyzwania, że nie dzieje się to schematycznie?

– Bardzo różnie się to odbywa. Wiesz, że już istnieją gry, które łączą świat realny z wirtualnym? – spytał z błyskiem w oczach.

– Co to oznacza?

– Jeśli lubisz czytać, sięgnij po książkę 5 sekund do IO Małgorzaty Wardy, a znajdziesz odpowiedź. Tam nie tylko poruszasz się po IO...

– Co to IO? – przerwała mu.

– Księżyc Jowisza.

– Ogarniam. No mów dalej.

– Tak więc nie tylko chodzisz, jeździsz i poruszasz się na różne sposoby po tym księżycu, ale także odczuwasz realnie głód, zimno, gorąco, pragnienie i ból. Możesz przeżyć nawet własną śmierć.

– To przerażające! Grasz w coś takiego?

– Nie – przyznał. – Ale myślę, że takie gry już istnieją. Nie mam jednak do nich dostępu.

– Na szczęście – pokręciła z niedowierzaniem głową. – Mam nadzieję, że to wyłącznie fikcja literacka. Gdyby takie gry istniały naprawdę, to byłoby straszne. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego. A po książkę sięgnę.

– Warto. Jest niesamowita i super wciąga. Mogę ci pożyczyć. Mam w domu – zaproponował.

– Świetnie.

– To może spotkamy się po południu albo wieczorem?

Lena poczuła, jak jej serce znów rozpoczyna taniec radości, tym razem szybszy niż poprzednio. Weselszy chyba nawet. I nagle jedna myśl zatrzymała wszystko.

– Dziś? – spytała.

– No tak – potwierdził.

– Dzisiaj nie mogę. Umówiłam się z Kają i z Niną.

– Kim jest Nina? – zaciekawił się.

– Naszą przyjaciółką – wyjaśniła. – Nie mogę tego przełożyć, bo ona mieszka w Kobierzycach pod Wrocławiem. Byłoby jej przykro.

– A gdybyś mogła, to byś przełożyła? – zapytał i Lena dostrzegła, jak uśmiecha się kącikiem ust. Dreszcz przeszył jej ciało. Takiego pytania się nie spodziewała. Ba! Propozycja spotkania zwaliła ją z nóg, choć tak bardzo ucieszyła. Czuła, że w głowie ma jedną wielką pustkę. Co powinna odpowiedzieć? Co w ogóle miało znaczyć to pytanie?

– Po prostu nie mogę przełożyć – wykrztusiła z siebie.

– Zdenerwowałaś się – zauważył. – Dlaczego?

Milczała. Nigdy nie była w takiej sytuacji. Zupełnie nie wiedziała, jak ma sobie z tym wszystkim poradzić. Pytania te były kłopotliwe dla niej. Ogromna radość mieszała się z lękiem.

– Nie jestem zbyt rozmowna ani wygadana – wydukała. – Czasem nie wiem, jak mam się zachować.

– To proste. Bądź sobą. – Popatrzył jej prosto w oczy.

– No właśnie jestem i dlatego nie potrafię odpowiedzieć na niektóre pytania.

– Spoko. Rozumiem cię. Też czasami nie mam ochoty odpowiadać na niewygodne pytania – powiedział. – I nie znoszę, jak ktoś ciśnie i chce się dowiedzieć za wszelką cenę. W końcu każdy ma prawo do prywatności. Może w takim razie spotkamy się jutro?

– Też odpada – odparła i znów zrobiło jej się tak bardzo smutno. Bała się też, że Antek pomyśli, że się wykręca, a przecież tak nie było. – Mam zbiórkę – dodała pospiesznie.

– Makulatury? Żywności? – dopytywał z wesołością na twarzy. – Nie to, żebym miał coś przeciwko temu. Popieram wszystkie tego typu akcje, ale zastanawiam się, czego się jeszcze o tobie dowiem?

– Zbiórkę harcerską – wykrztusiła.

Nie miała pojęcia, dlaczego sprawiło jej trudność przyznanie się do tego. Tak naprawdę, była dumna, że należy do harcerstwa. I choć trzymała się zawsze z boku, to ogromną satysfakcję sprawiała jej pomoc innym ludziom, a organizowali wiele takich akcji.

– Jesteś harcerką? – zdziwił się. – Od kiedy?

– Od czwartej klasy podstawówki. Wcześniej byłam zuchem.

– Zaskoczyłaś mnie – przyznał.

– Dlaczego? – spytała.

– Wydawało mi się, że stronisz od ludzi, a harcerstwo to jednak drużyna, wspólne obozy, wyjazdy, ogniska i tym podobne sprawy.

– To prawda, ale jakoś sobie radzę. Są też wyjazdy zagraniczne, spotkania skautów z całego świata – mówiła. – Na nich nie byłam. Jak dla mnie, za dużo nowych, nieznanych ludzi. Ale na obozy harcerskie jeżdżę od dawna. Rodzice się upierają, żebym wychodziła do ludzi.

– I jaki efekt?

– Zawsze lubię chodzić swoimi ścieżkami– roześmiała się. – No ale nie jestem aż takim dzikusem, żeby z nikim nie zamienić ani słowa. Ktoś zagada albo spyta o coś, to odpowiadam – dodała.

– Dlaczego się dystansujesz od innych? To widać gołym okiem. Trzymasz głównie z Kają. No i czasem z Hanką pogadasz.

– Tata zawsze mi powtarza, że w drugim człowieku widzimy najwyraźniej to, co sami posiadamy – uśmiechnęła się. – Mówi też, że najbardziej u innych denerwują nas nasze własne wady.

– Bo to prawda – zgodził się. – Nie odpowiedziałaś jednak na moje pytanie.

– Dobrze mi tak – wzruszyła ramionami. – Taka byłam odkąd pamiętam. Gdybym z tego powodu cierpiała, być może próbowałabym to zmienić, ale tak nie jest.

– Czyli nie postrzegasz tego jako wady u siebie?

– Raczej nie.

– A więc moje dystansowanie się od innych cię nie wkurza?

– Nie – znów się roześmiała. – Każdy ma prawo żyć tak jak lubi.

– Nie czujesz się inna z tego powodu? – dociekał.

– Czuję, ale nie przeszkadza mi to w niczym. Sapkowski kiedyś powiedział, że lepiej zaliczać się do niektórych niż do wszystkich. Ja się z nim zgadzam.

– Ja też – pokazał w uśmiechu swoje białe, równe zęby. – To co robicie na tych zbiórkach? Do ZHP należysz czy do ZHR?

– Do ZHP. Wcześniej nie było ZHR w naszej szkole, a później wolałam zostać tam, gdzie już byłam, znałam ludzi i wiedziałam, jak to wygląda.

– Nie lubisz zmian?

– Nie lubię – przyznała. – Ale dwie dziewczyny z naszej klasy: Zosia i Wiktoria, są w ZHR i bardzo sobie chwalą.

– A Kaja? – spytał.

– W ZHP. Obecnie niezrzeszona. Nie chodziła na zbiórki – westchnęła Lena. – Nie zapisali jej więc w siódmej klasie.

– To jesteś tam bez najlepszej przyjaciółki? Nie chciałaś zrezygnować? – zapytał ze zdziwieniem.

– Chciałam, gdy byłam zuchem – wyznała – ale rodzice się nie zgodzili. Cieszę się jednak, że zostałam. Robimy mnóstwo pożytecznych rzeczy. Gdy Kaja przestała chodzić, żałowałam, że tak się stało i że nie będziemy mieć już tylu wspólnych przeżyć. Jednak nie myślałam o odejściu, a raczej o tym, jak ją namówić do powrotu.

– Nie udało się?

– Niestety nie – odparła smutnym głosem.

– A co z tymi zbiórkami? Jak one wyglądają? – Antek był wyraźnie zainteresowany.

– Odbywają się raz w tygodniu i trwają około dwóch godzin. Na początku jest tak zwana gawęda, czyli wstęp, podczas którego dowiadujemy się, co będziemy robić na zbiórce. Mamy też majsterki, podczas których tworzymy różne przedmioty i konstrukcje – opowiadała podekscytowana. – Są pląsy, gry, zabawy, śpiewamy piosenki. Później odbywa się podsumowanie zbiórki i przydzielane są zadania międzyzbiórkowe.

 

– Interesująco opowiadasz – stwierdził i pomyślał, że nieśmiała, trochę nawet jego zdaniem dzika dziewczyna potrafi sobie poradzić wśród ludzi, ponieważ robi coś, co daje jej dużo radości. – Chciałbym, żebyś mi coś więcej opowiedziała.

– To może spotkamy się pojutrze? – zaproponowała nieśmiało.

– Pojutrze ja nie mogę. Mam korki z Kają.

– Zaproponowała piątki?

– Tak. Stwierdziła, że gdy nadgonimy materiał, to będę jej mógł tłumaczyć na bieżąco lekcje z ostatniego tygodnia.

Lena posmutniała, ale nie chciała, by Antek to dostrzegł. Znała Kaję tak długo, że domyśliła się, iż piątki nie są przypadkowe. Po nich jest weekend, więc przyjaciółka zawsze będzie miała argument, by Antka zatrzymać u siebie dłużej pod pretekstem, że czegoś nadal nie rozumie, a on nie będzie mógł powiedzieć, że spieszy się do domu, aby na przykład odrobić lekcje na kolejny dzień. Sprytne! Ale taka właśnie była Kaja.

– Dlaczego tak właściwie nie chciałeś jej pomagać? – spytała, by odsunąć od siebie czarne myśli, z których jak z gradowej chmury mógł spaść deszcz w postaci łez, a nawet prawdziwa ulewa.

– Nie lubię jej – wyznał szczerze. – Jest wścibska, wsadza nos w nie swoje sprawy i żeby tego było mało, to jeszcze uważa, że każdy ma robić tak jak ona chce.

– Nie do końca jest tak jak myślisz – Lena stanęła w obronie przyjaciółki, ale poczuła zadowolenie z faktu, że Antek nie lubi Kai, a zaraz potem poczucie winy, że nie powinna się z tego cieszyć. – Jesteś nowy. My wszyscy znamy się od pierwszej klasy podstawówki. Wiemy o sobie dużo. Większość klasy jest chyba ciebie ciekawa. To normalne. Nie widzę w tym nic złego – dodała.

– Ty też?

– Chyba tak – odpowiedziała niepewnie.

– Chyba? – roześmiał się. – To dlaczego nigdy o nic nie pytasz? – Zatrzymał się i spojrzał jej prosto w oczy. Doszli już do skrzyżowania, gdzie ich drogi się rozchodziły.

– Bo nie wypada. Przecież jak będziesz chciał coś powiedzieć, to sam to zrobisz – dukała. – Skoro nie mówisz, to znaczy, że nie chcesz z jakiegoś powodu. Masz do tego prawo.

– I tym się właśnie różnisz od Kai. – Nie spuszczał z niej wzroku. – Dlatego ciebie lubię, a jej nie. – Wyciągnął smartfona i spojrzał na wyświetlacz komórki. – Muszę iść. Spotkajmy się w sobotę. Tutaj, koło mostu. Co ty na to? O piętnastej? Pasuje ci?

– Tak, ale nie chciałabym ci robić kłopotu. Może po prostu przyniesiesz mi tę książkę do szkoły?

– Gdyby to miało być dla mnie problemem, nie proponowałbym ci spotkania – uśmiechnął się łobuzersko.

– No tak – odpowiedziała głupio, bo po raz kolejny nie wiedziała, co ma powiedzieć.

– Przyjdziesz?

– Tak – zgodziła się lakonicznie.

– Będę czekał – powiedział i odszedł.

Lena poczekała chwilę, aż zaświeci się zielony sygnalizator. Wracając do domu, rozmyślała o Antku. Nie mogła go rozgryźć. Trzymał wszystkich na dystans, a już w szczególności dziewczyny. Dlaczego więc czekał na nią po szkole i zaproponował spotkanie? Początkowo wydawało jej się, że jest zamknięty w sobie i małomówny. Nie dotyczyło to tylko gier komputerowych i programowania. Podejrzewała nawet, że rozmowy na ten temat są przykrywką jego nieśmiałości. Po raz pierwszy przekonała się, że jest w błędzie, gdy stanowczo odmówił pomocy w nauce Kai i dyskutował o tym z panem Bartosiewiczem. Ona by tak nie umiała. Spaliłaby buraka i nie wykrztusiła ani słowa. Antek był odważny. Nawet w stosunku do niej. Dlaczego więc się izolował od większości osób w klasie? Teraz już była pewna, że nie o niepewność ani nieśmiałość chodziło. A więc o co? Czy skrywał jakąś tajemnicę? Szukała odpowiedzi w przeprowadzce całej rodziny z Legnicy do Wrocławia. Nic sensownego nie przychodziło jej jednak do głowy. Miał dużo większą wiedzę niż połowa klasy razem wzięta. Na kujona nie wyglądał, a wszystko przychodziło mu z niezmierną łatwością, jakby od zawsze to wiedział. Nie wchodziło więc w grę niezdanie do następnej klasy. Może konflikt z prawem? Każdemu zdarza się coś głupiego, co może zaważyć na przyszłości i mieć tragiczne konsekwencje. Skarciła się za te podejrzenia. Przecież zwyczajnie jego tata mógł dostać tutaj dużo lepszą pracę za zdecydowanie większe pieniądze. Tylko czy aby programiści nie mogą pracować w domu? Są przecież mobilni. Do końca tego nie wiedziała. Była jednak przekonana, że Antek coś przed wszystkimi ukrywa.