Skrzydlata magiaTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Barbara Cartland

Skrzydlata magia

Saga

Skrzydlata magiaTytuł oryginału: Winged MagicPrzełożyła: Małgorzata Tabaka Cover font: Copyright (c) 2010-2012 by Claus Eggers Sørensen (es@forthehearts.net), with Reserved Font Name ‘Playfair’ Copyright © 1981, 2019 Barbara Cartland i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711771549

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Od Autorki

Studia nad ptakami intrygowały ornitologów od stuleci. Nikt naprawdę nie wie, dlaczego niektóre gatunki podróżują trzy tysiące mil nieprzerwanym lotem, podczas gdy kuropatwa i bażant oddalają się najwyżej o 3 mile od miejsca swojego urodzenia.

Marzec w Anglii jest miesiącem najbardziej masowego przemieszczania się ptaków. Kruki olbrzymie wysiadują w tysięcznych gromadach, aby po upływie zimy rozproszyć się na wszystkie strony. Obce kruki odlatują do Skandynawii i Niemiec, natomiast gatunki tutejsze zaczynają zakładać gniazda.

Malusieńki strzyżyk jest migrantem, który pozostaje w Anglii do jesieni, następnie udaje się do południowej Francji i Hiszpanii. Przelatuje nad Morzem Śródziemnym i, wykorzystując sobie znane tylko zdolności nawigacyjne, dociera do Sahary, i dalej w głąb kontynentu afrykańskiego.

Jaskółki opuszczają Anglię we wrześniu, spędzając kolejne siedem lub osiem miesięcy w Kraal w Afryce.

Co daje im tak fantastyczne wyczucie kierunku, nie znane Cabotowi czy Da Gammie?

Rozdział 1

ROK 1882

Mino, musisz mi pomóc!

Drzwi otworzyły się i do małej sypialni energicznie weszła dziewczyna. Przez chwilę zbyt pochłonięta tym, co powiedziała, nie zauważyła zachowania Miny. Dopiero widząc jej łzy, dodała skonsternowana:

– Co się stało? Co mogło tak cię zdenerwować? To do ciebie zupełnie niepodobne.

Przebiegła przez pokój i objęła koleżankę ramieniem. Mina siedziała na łóżku trzymając twarz w dłoniach.

– Powiedz, co się stało. Nigdy przedtem nie widziałam cię w takim stanie. – Głos Christine Lydford zdradzał niepokój, a jej oczy były pełne współczucia.

Bardzo ładna, z ciemnymi lokami i jasną skórą, Christine może nie była piękna, ale jej pełen ekspresji wygląd zachwycał każdego. Christine robiła wrażenie zawsze uśmiechniętej dzięki małym dołeczkom w policzkach. A już bez wątpienia była najbardziej popularną panną na pensji pani Fontwell.

Mina spróbowała powstrzymać łzy, i odsłaniając twarz, odrzekła tragicznym tonem:

– Mój... ojciec... nie żyje!

– Ach, Mino! Jak mi przykro! – Wykrzyknęła Christine. – Ale jak to się stało?

– Dostałam list od wuja Osberta. Tata zachorował na coś... zwanego gorączką muchy piaskowej. Nie było lekarza o odpowiednich kwalifikacjach w tej części Egiptu i ojciec zmarł, zanim wuj przybył na miejsce.

– Tak mi przykro.

Christine wiedziała, jakim ciosem jest ta śmierć, ponieważ rok wcześniej zmarła matka Miny.

Jej ojciec czuł się tak opuszczony, zagubiony i samotny, że zdecydował się wyjechać do Afryki, aby tam poświęcić się badaniom nad życiem dzikich zwierząt. Zajmował się głównie ptakami, ponieważ był z zamiłowania ornitologiem.

Minę musiano więc wysłać na pensję. Szkoła pani Fontwell w Ascot miała opinię najlepszej i dlatego tam zdecydował się umieścić swoją córkę.

Mina początkowo czuła się samotna i stroniła od innych dziewcząt. Wcześniej wiodła bardzo spokojny żywot razem z mamą i tatą w dzikim Huntingdonshire, gdzie nie spędzała zbyt wiele czasu ze swoimi rówieśnikami. Była więc ogromnie wdzięczna Christine za jej zainteresowanie. Już wkrótce stały się przyjaciółkami. Nikt by nie odgadł, że Mina jest o rok starsza, gdyż wciąż miała bardzo dziecięcy wygląd.

Christine świadoma faktu, że jest nie tylko córką lorda Lydforda, człowieka bardzo bogatego, ale również spadkobierczynią po babce, miała doświadczenie, którego Minie oczywiście brakowało. Inne dziewczęta z pensji, początkowo rozbawione nadopiekuńczym stosunkiem Christine do Miny, zauważały ze zdziwieniem, jak nierozłączną stają się parą.

Pensja pani Fontwell bardzo różniła się od innych szkół. Przyjmowano do niej tylko uczennice wywodzące się z rodzin szlacheckich, a warunki, które im stwarzano były adekwatne do wysokości płaconego czesnego. Najbogatsze uczennice miały osobiste pokojówki, własne konie w stajniach oraz mogły korzystać z dodatkowych lekcji, co sprawiało, że opłaty nieustannie rosły.

Mimo to lista oczekujących na przyjęcie do szkoły Pani Fontwell ciągle rosła, a niezwykłe metody edukacji budziły zazdrość, zwłaszcza wśród odrzuconych. Mina, będąc córką zaledwie baroneta, zajmowała jedną z najmniejszych sypialni w szkole, Christine natomiast ogromną, z oknami wychodzącymi na ogród, i połączoną z pokojem bawialnym. Dzięki staraniom pokojówki strój Christine bardziej pasował do ogrodowych przyjęć Pałacu Buckingham niż szkolnej klasy. Pani Fontwell dbała nawet o to, aby sale różniły się między sobą. Niektóre z nich urządzone jako salony i, przeznaczone do nauki poezji i literatury, w niczym nie przypominały pomieszczeń szkolnych.

Ale najważniejsza była sala balowa, gdzie doświadczeni nauczyciele udzielali dziewczętom dwa razy w tygodniu lekcji tańca.

To były oczywiście zajęcia dodatkowe obok szermierki, pływania, badmintona, muzyki i sztuki.

Mina, niestety, z niewielu takich lekcji mogła korzystać i zastanawiała się często, które z nich objęte są czesnym podstawowym.

– To nie tylko to... że tata nie żyje. Jest jeszcze... coś innego – powiedziała do Christine z nieszczęśliwą miną i łzami w chabrowych oczach. – Wuj Osbert pisze, że tata pozostawił długi. Powinnam poszukać sobie pracy.

Christine spojrzała na nią z wyrazem zaskoczenia.

– Będziesz musiała pracować?

Mina przytaknęła.

– Pani Fontwell sugerowała mi już, co powinnam robić... ale nie mogę znieść tej myśli. Sądzę jednak, że będę musiała się zgodzić.

– Co będziesz robiła? – Christine zapytała.

Prawie nie mogła uwierzyć własnym uszom. To było wręcz nie do pomyślenia, aby którakolwiek z dziewcząt w szkole musiała pracować lub mogła nie być bogata.

Christine widząc, że Mina nie jest w stanie nic mówić, objęła ją jedynie ramieniem.

– Jestem pewna, że nie jest tak źle, jak myślisz. Powiedz mi dokładnie, co się stało.

Mina otarła łzy i z wysiłkiem, który budził wzruszenie, odparła po chwili:

– Mój wuj Osbert twierdzi, że skoro tata nie pozostawił po sobie syna, nasz dom należy do niego. I ma zamiar go sprzedać.

– Dlaczego miałby to zrobić? – Christine zapytała ze złością.

– Nie jest żonaty, a większość czasu spędza w swoim regimencie. Twierdzi też, że nie mogłabym tam mieszkać sama.

– To brzmi dość bezwzględnie, a nawet świadczy o brutalności – stwierdziła Christine. – Mów dalej.

– Powiedział, że mógłby spłacić długi taty, a mnie wypłacałby wówczas 50 funtów co roku do momentu mojego małżeństwa. Później nie dostałabym już nic.

Christine wydała z siebie nieartykułowany okrzyk pełen odrazy. Mina mówiła dalej słabym wystraszonym głosem.

– Napisał w liście do pani Fontwell, że muszę znaleźć sobie pracę i zasugerował nawet, że może mogłabym uczyć dzieci.

– A co na to powiedział Smok? – Tak dziewczęta nazywały panią Fontwell.

– Mogę tu zostać i uczyć młodsze dzieci malarstwa i muzyki, jak również dbać o ich pokoje.

– Być do ich dyspozycji jak służąca?

– Myślę, że oto jej chodzi. Powiedziała, że planuje zwolnić pannę Smith. Gdybym ją zastąpiła, zmniejszyłoby to koszty utrzymania domu.

– Nigdy nie słyszałam czegoś równie obrzydliwego! – Christine krzyknęła ze złością. – Masz całkowitą rację, Mino. Nie mogłabyś tego znieść. Wszyscy wiemy, jak ona traktuje pannę Smith.

Obydwie dziewczęta pomyślały o młodziutkiej służącej, która trzęsła się jak przerażony królik przed swoją pracodawczynią. Wiecznie łajana i karcona budziła współczucie dziewcząt. Żadna nie miała jednak odwagi stanąć w jej obronie. Christine wiedziała, że podobny los spotkałby Minę.

– Nie wolno ci tego zrobić – powiedziała kategorycznie. – I będziesz musiała powiadomić o tym Smoka, zanim zwolni pannę Smith.

– Jest jeszcze coś, co mnie... złości – powiedziała Mina cicho. Zapytałam jakiś czas temu pannę Smith, dlaczego sama nie odejdzie. Powiedziała, że jest sierotą i nie miałaby dokąd pójść. Gdyby próbowała znaleźć inną pracę z pewnością nie otrzymałaby od pani Fontwell referencji.

– Ta kobieta to tyran! Nawet jeśli biedna Smithy musi się z tym pogodzić, ty z pewnością nie pozostaniesz tutaj na takich warunkach.

– Co jeszcze... mogę zrobić? – zapytała Mina przestraszonym głosem.

– Pojedziesz ze mną! – I, widząc zmieszanie Miny, wyjaśniła. – Właśnie to przyszłam ci powiedzieć. Wyjeżdżam.

– Teraz? Natychmiast? Ale dopiero zaczął się semestr!

– Wiem – zgodziła się Christine. – Ale ja również dostałam złą wiadomość.

– Och, byłam egoistką, mówiąc tylko o sobie. Powiedz, co cię zezłościło.

– Może niezupełnie zezłościło – odpowiedziała Christine. – Przyszłam poprosić Cię o pomoc. I chociaż mam ważny problem, twój jest dużo gorszy i dlatego ja chciałabym pomóc tobie.

 

Mina uśmiechnęła się przez łzy.

– Jesteś taka miła. Ale nie chciałabym narzucać się.

– Nie robisz tego. Pozwól jednak, że powiem najpierw, dlaczego wyjeżdżam.

Mina gwałtownie wytarła oczy chusteczką. Usiadły naprzeciw siebie. Christine wzięła głęboki oddech, jakby chciała powiedzieć coś doniosłego.

– Dostałam list od macochy, w którym powiadamia mnie, że tata został mianowany Gubernatorem Madrasu i w związku z tym musi do niego wyjechać.

– Tak się cieszę z powodu twojego taty! – Mina wykrzyknęła w zachwycie. – Jestem pewna, że to bardzo ważne stanowisko. Musisz być naprawdę dumna.

– Bardziej bym się cieszyła, gdyby zabrał mnie do Indii rok temu, wtedy gdy go prosiłam. Teraz jest już za późno. Mam własne plany. – Christine zaśmiała się.

Mina spojrzała zmieszana na przyjaciółkę.

– To wcale nie w tym rzecz, że życie w Indiach jest tak zachwycające. Już moja macocha dopilnowałaby tego.

Christine nienawidziła swojej macochy i była przekonana, że odkąd poślubiła ona jej ojca, lorda Lydforda, zrobiła wszystko, aby uchronić gó przed miłością jego jedynego dziecka.

– Tak, jak wiesz – mówiła dalej – kiedy tata wyjechał pierwszy raz ze specjalną misją dla Viceroya, dużo podróżował po Indiach. Był wtedy przekonany, że klimat zaszkodziłby mojej macosze. Teraz jednak ona wyjeżdża do niego i jako żona gubernatora będzie dużo lepiej znosić te niewygody. – Mówiła to złośliwym tonem, którego Mina tak nie lubiła.

– Mów dalej, co się stało – powiedziała.

Christine uśmiechnęła się.

– Wiem, że nie podoba ci się, jak mówię w ten sposób o swojej macosze, ale poczekaj, aż opowiem ci całą historię. Wyjeżdżając do Indii, nie mogła zapomnieć o zaplanowaniu mojej przyszłości. Poinformowała mnie, że zostanę tu i zamieszkam z markizem de Ventnor pod jego opieką.

– Ale dlaczego? – zapytała Mina – Czy on jest twoim krewnym?

Christine zaśmiała się pogardliwie.

– Nie formalnym. Jest ostatnim Beau macochy.

– Nie rozumiem – powiedziała zdenerwowana Mina.

– Nie dziwię się. Ja też bym nie rozumiała, gdybym nie zdała sobie sprawy, co łączyło ich oboje. I gdyby Hannah nie dowiedziała się, jakie mają wobec mnie zamiary.

Hannah była pokojówką Christine, a właściwie kimś więcej. Zajmowała się nią od dziecka i poświęciła jej całe swoje życie.

– Ale dlaczego markiz chce zamieszkać z tobą? – zapytała Mina.

– Oto wyjaśnienie mojej Macochy. Czułaby się szczęśliwsza, gdybym znalazła się pod opieką kogoś godnego zaufania i szacunku – głos Christine był zabarwiony sarkazmem, gdy to mówiła – przyjaciela, który widziałby, że nie zawieram niestosownych znajomości i spędzam czas tak, jak życzyłby sobie tego mój tata.

– Wygląda na to, że jest naprawdę rozważna – zamruczała Mina.

– Rozważna! – wykrzyknęła Christine. – To tylko pozory. Oczywiście, ze każdy sobie tak pomyśli. Markiz ma przecież kilka wspaniałych rezydencji oraz starszych krewnych, którzy będą zachwyceni opiekując się mną do chwili powrotu moich rodziców do Anglii.

– Może będziesz się dobrze bawić.

– To nie jest prawdziwy powód tego rozważnego postępowania! – krzyknęła Christine. – Moja macocha życzy sobie, abym poślubiła markiza.

– Ale... przecież powiedziałaś, że był on... Beau twojej macochy.

– Jest. Łączy ich namiętny romans od czasu Świąt Bożego Narodzenia.

– Nie mogę w to uwierzyć. – Mina była zaszokowana.

Żyjąc w zaciszu wsi razem z rodzicami, Mina nie wiedziała nic o niemoralnym zachowaniu wielu pań i panów z towarzystwa. Dlatego była przekonana, że Christine i tym razem przesadza. Jak można uwierzyć w fakt, że kobiety obracające się w kręgach dworskich mogły być niewiernymi żonami? Albo panowie uwodzić żony swoich przyjaciół?

Kiedy Christine zrelacjonowała już tę skandaliczną historię, wydała się ona Minie wytworem bogatej wyobraźni swojej przyjaciółki.

Odezwała się więc stanowczym tonem:

– Jestem pewna, moja kochana, że jesteś w błędzie. Jeśli markiz chciałby cię poślubić... nie mógłby być... zakochany w twojej macosze, a poza tym jesteś za młoda na małżeństwo.

– Skończę 17 lat za dwa miesiące – powiedziała Christine. – I wtedy zamierzam wyjść za mąż.

– Za markiza?

– Nie. Za kogoś zupełnie innego. Jeszcze ci o nim nie mówiłam.

Oczy Miny otwarły się tak szeroko, że zdawały się wypełniać całą jej twarz.

– Christine, czy ty naprawdę wiesz, co mówisz?

– Zamierzałam ci powiedzieć, ale Harry nalegał, aby pozostało to naszym sekretem.

Przysięgłam nie zdradzić się ani jednym słowem.

– To może nie powinnaś mi o tym mówić.

– Muszę ci powiedzieć, Harry to zrozumie – powiedziała Christine. – Ale pozwól mi najpierw skończyć o markizie. Otóż ma on reputację najbardziej ognistego i rozpustnego mężczyzny w całym Londynie. Miał romanse z tuzinami pięknych kobiet. Od lat słyszę plotki na ten temat.

– Czy o takich rzeczach mówiono przy tobie? – zapytała Mina.

Christine uśmiechnęła się. – Ależ oczywiście, że nie. Traktowano mnie jak dziecko.

– Więc skąd to wiesz?

– Ponieważ, kochana Mino, służba zawsze plotkuje, a dzieci nie są głuche jak pień. Co więcej, mam swoje własne sposoby zdobywania informacji – uśmiechnęła się i dodała. – Wiem, że to co powiem, nie spodoba ci się, ale jest w domu kilka takich bardzo starych miejsc, z których słychać, co dzieje się w pokoju obok.

– Czy to znaczy, że... podsłuchiwałaś? – zapytała Mina.

– Całe pokolenia Lydfordów robiło to przede mną – odparła w swojej obronie Christine. Nigdy nie robiłabym tego, gdyby mama żyła, ale jeżeli dotyczy to macochy sprawy mają się inaczej.

Ton jej głosu znów się wyostrzył, gdy mówiła o macosze.

Mina tylko westchnęła. – Opowiadaj dalej.

– Macocha szalała za markizem od wyjazdu taty. Zwykle, gdy spotykali się w innych domach lub u niego podczas przyjęć w Vent Royal w Hertfordshire, nie zdradzali się z tym. Ale gdy byli u nas, nie było wątpliwości, co ich łączy.

Christine przerwała na chwilę aby znów odezwać się z pasją.

– Byłam chora słysząc ich pocałunki i szepty w pokoju mojej mamy, kiedy tata był daleko w Indiach. Czasami nie rozumiałam, o czym mówili – Christine ciągnęła dalej. – Raz lub dwa wspomnieli moje imię, ale nie wydało mi się to wtedy szczególnie ważne.

– A teraz... twierdzisz, że masz go... poślubić?

– To Hannah powiedziała mi o spisku mojej macochy. Wiesz, że nie mam przed nią sekretów. Powiedziałam jej, że macocha, życzy sobie, abym zamieszkała z markizem. Hannah wykrzyknęła wtedy:

– A więc to prawda, co mówiła Parson w zeszłe, wakacje, a ja myślałam, że tylko drażni się ze mną.

– Powiedz, dlaczego twoja macocha tak to zaplanowała? – zapytała Mina.

– Jeżeli markiz myśli o młodej i naiwnej żonie, któż mógłby być lepszy od szesnastolatki która w jego mniemaniu nie wie nic o świecie? Podobno zawsze mówił swoim bliskim przyjaciołom, że nigdy nie poślubiłby kobiety podobnej do tych, z którymi romansował.

– Czy on uważa, że to jest złe?

– Tylko w przypadku żony – Christine odparła lekceważąco. – Co do innych kobiet nie ma takich skrupułów. Mój tata mawia: Nikt nie jest bardziej odpowiedzialny jak kłusownik, któremu dano stanowisko gajowego.

Mina nie zaśmiała się. Wyglądała na bardzo zmartwioną.

– Ale wciąż nie rozumiem dlaczego markiz wybiera właśnie ciebie?

– To nie on – odparła Christine. – To macocha. Nie rozumiesz, że w ten sposób będzie miała nad nim stałą kontrolę? Będą mogli również dalej romansować po jej powrocie z Indii. A zapewniam cię, że ona łatwo z niego nie zrezygnuje.

– Ale to jest złe i straszne! – wykrzyknęła Mina.

– Oczywiście, że tak. I właśnie dlatego zamierzam poślubić Harry’ego. On naprawdę mnie kocha. I trwa to już trzy lata.

– Poślubić... Harry’ego? Ale kim on jest? – wykrzyknęła Mina.

– Jest drugim synem earla Hawkstone’a. Powiedział mi, że zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia. To było w czasie przejażdżki konnej. Miałam wtedy piętnaście lat i Harry wiedział, że będzie musiał poczekać. – Oczy Christine zaświeciły się. – Ja również zakochałam się w nim.

– Ale byłaś bardzo młoda!

Christine uśmiechnęła się. – Czasami myślę, że nigdy nie byłam tak młoda, naiwna i niewinna jak ty, Mino.

– Dla mnie byłaś zawsze bardzo doświadczona i dojrzała – Mina przytaknęła – ale myślałam, że tylko dlatego, że spotkałam tak niewielu ludzi i że to ja jestem niedoświadczona.

– Kiedy zakochałam sie w Harrym, dorosłam w ciągu nocy – odparła prosto Christine. Oczywiście na początku utrzymywaliśmy to w sekrecie, ponieważ macocha nigdy by się nie zgodziła na nasz związek. Dlatego Harry często do nas przychodził i mogliśmy się widywać. I chociaż mówił tak niewiele, czułam, że jest dla mnie kimś wyjątkowym, kimś zupełnie niepodobnym do innych mężczyzn.

Mina wiedziała, że mężczyźni zaczęli zwracać uwagę na Christine, odkąd skończyła dwanaście lat i często próbowali ją pocałować. Pisali do niej prawdziwe listy miłosne, które zachowywała, a potem darła na kawałki w obawie przed panią Fontwell.

Mina nigdy nie słyszała, aby Christine mówiła z taką powagą, odezwała się więc do niej z wyrzutem:

– Nigdy przedtem nie mówiłaś mi o tym.

– Po pierwsze, bałam się, że to przyniesie nieszczęście – odparła Christine. – Kiedy zmarła mama, macocha nie pozwalała nam się widywać. Spotkaliśmy się więc w lesie i tam Harry wyjawił mi swoje zamiary. Powiedział, że musimy poczekać do moich siedemnastych urodzin, a wtedy poprosi tatę o moją rękę – ciągnęła Christine z entuzjazmem. – Wiedziałam, że nie pokocham już nikogo w ten sam sposób.

– Myślisz, że twój tata się zgodzi?

Po chwili namysłu Christine odparła.

– Ojciec Harry’ego może jest earlem ale on jako drugi syn nie może liczyć na przychylność mojego ojca i macochy. Według nich tak bogata panna jak ja może liczyć na lepszą partię. Dlatego właśnie uciekam.

Mina wydała z siebie okrzyk sprzeciwu.

– Uciekasz?

– Jadę z Harrym do Rzymu, gdzie mieszka młodszy brat mojego taty. Ożenił się z Włoszką, której rodzina nigdy nie zaakceptowała. Jestem pewna, że ze względu na nieobecność mojego ojca, wuj ustanowi siebie moim opiekunem i wyrazi zgodę na nasz ślub trochę dlatego, że sam jest bohaterem romansu, a trochę na przekór rodzinie.

– To naprawdę brzmi romantycznie. Ale czy jesteś pewna, że postępujesz dobrze? – zapytała Mina.

– Zupełnie pewna – odpowiedziała tajemniczo Christine. – Gdybym dostała się do Vent Royal, wiesz tak samo dobrze jak ja, znalazłabym się w pułapce. Dlatego dzisiaj rano wysłałam list do Harry’ego i po obiedzie spotkaliśmy się w zagajniku.

– Jak on zdołał to zrobić? – wykrzyknęła Mina.

– Bardzo prosto. Właściwie ja to zrobiłam – odparła Christine. – Jak wiesz, Smok odpoczywał o drugiej. Wyślizgnęłam się wtedy bocznymi drzwiami i kryjąc się w cieniu drzew dostałam do zagajnika. Harry czekał już na mnie przed bramą.

Jej twarz rozjaśniła się, gdy mówiła.

– On mnie kocha i ja go kocham tak bardzo! Zgodziliśmy się co do tego, że nie możemy już dłużej ryzykować. Wyjeżdżamy do Rzymu, jak tylko dotrę do Londynu.

– A kiedy to będzie?

– Wyjeżdżamy jutro! – Christine złożyła razem dłonie. – Harry jest taki mądry i wszystko zaplanował. Powóz ojca ma przyjechać w czwartek, jak macocha napisała w liście, a w Londynie mają już na mnie czekać konie markiza. Harry wysłał więc telegram z Londynu podpisany nazwiskiem sekretarza taty, że plany zmieniły się i powóz przyjeżdża po mnie jutro.

Mina z trudnością nadążała za Christine.

– Ale nie będzie to powóz taty, tylko wynajęty przez Harry’ego i zabierze mnie nie na Grosvenor Square do naszego mieszkania, lecz do Hawkstone House. Ojciec Harry’ego jest poza Londynem. Następnego dnia wyruszymy w dalszą drogę do Rzymu.

– To wszystko jest bardzo skomplikowane – odpowiedziała Mina. – Czy jesteś zupełnie pewna, że cię nie złapią?

– Gdyby tak się stało, zrobiłaby się straszna awantura. Jeszcze jedno. Pani Fontwell może nalegać, aby ktoś opiekował się mną w drodze do Londynu. Dlatego zamierzałam o to poprosić ciebie.

– Oczywiście, zrobię wszystko... – zaczęła Mina.

Gwałtowny krzyk Christine przerwał jej wpół zdania. – Mina, mam pomysł, wspaniały pomysł, zaczekaj chwilę, niech tylko pomyślę.

 

Przyłożyła palec do skroni usiłując skoncentrować się.

– Pojedziesz ze mną do Londynu. Powiemy Smokowi, że zaangażowałam cię do towarzystwa – powiedziała wolno.

Oczy Miny rozszerzyły się, ale nic nie powiedziała.

Christine mówiła dalej:

– Jest jeszcze coś, co chciałabym zrobić, najdroższa. I obiecuję, że cokolwiek by się stało, nigdy nie zostaniesz w tym domu na tak poniżających warunkach. Ale pozwól, że będę mówić dalej.

Zamknęła oczy, żeby zebrać myśli.

– Zamiast wrócić do szkoły, pojedziesz do Vent Royal i zostaniesz z markizem aż do mojego ślubu.

– O czym... ty... mówisz? Co masz na myśli? – zapytała Mina.

– Zobaczysz. Tak będzie bezpieczniej dla mnie, a ty będziesz miała gdzie się zatrzymać, dopóki po ciebie nie poślę.

– Czy ty mówisz o tym, że mam udawać ciebie?

– To całkiem proste – odparła Christine. – On mnie nigdy nie widział.

– Nigdy cię nie widział?

– To macocha dopilnowała tego. Nigdy nie pozwoliła żadnej kobiecie zbliżyć się do niego. A kiedy przychodził do nas na obiady, wszystkie zaproszone kobiety były albo stare albo brzydkie.

Na twarzy Christine pojawił się szyderczy uśmiech.

– Jedynym powodem, dla którego macocha pozwala mi się zbliżyć do markiza, jest to, że jestem mniejszym złem. Albo na jej miejscu znajdzie się piękna, atrakcyjna i fascynująca kobieta, jak wszystkie, z którymi się wiąże, albo głupia i naiwna żona, nad którą macocha będzie w stanie sprawować kontrolę.

– Rozumiem Christine, ale uczciwie, najdroższa... nie mogłabym zająć twojego miejsca. Z jednej przyczyny. On od razu będzie wiedział, że nie jestem tobą.

– Dlaczego? – sprzeciwiła się Christine. – Powiedziałam ci, że nigdy mnie nie widział. Macocha nie pozwalała opuszczać mi pokoju do nauki, kiedy zjawiał się markiz. Ale i tak podglądałam go przez wszystkie szpary, myśląc, jak bardzo nie lubię jego oburzającego zachowania.

Christine mówiła dalej ze złością.

– Tak jak już wiesz, żeby było całkiem jasne, nigdy nie przeszkadzałam macosze w planowaniu moich wakacji. Zawsze zostawiała mnie pod opieką „strażnika” w osobie starej, emerytowanej guwernantki, która była zupełnie nieszkodliwa i nudna. – Christine westchnęła. – Gdybym od czasu do czasu nie wyjeżdżała do moich kuzynów w Devonshire lub znajomych mamy w Edynburgu, myślę, że zwariowałabym.

– Czy dobrze bawiłaś się z nimi?

– O tak, dzięki Bogu. Gdyby macocha o tym wiedziała, na pewno zabroniłaby mi dalszych wyjazdów – odpowiedziała Christine. – Ona nie lubi mnie tak bardzo, jak ja nie lubię jej. Zawsze czuła się dotknięta, kiedy ojciec okazywał mi sympatię.

Mina nie odpowiedziała nic. Pomyślała, że Christine przesadza jak zwykle, mówiąc o swojej macosze, a jednocześnie była strasznie zszokowana tym, co usłyszała.

Jak mogła zachować się w takim stylu jakakolwiek kobieta o prestiżu lady Lydford? Markiz zaś sprawiał wrażenie niezmiernie nieprzyjemnej osoby, z którą nie życzyła sobie zawierać znajomości.

Zupełnie jakby wyczuwając jej wahanie, Christine powiedziała:

– Najdroższa, kochana Mino, pomóż mi proszę. Jeśli tego nie zrobisz, prawdopodobnie nie poślubię Harry’ego, bo tyle rzeczy może się wydarzyć w czasie długiej podróży do Rzymu.

– Ale czy to właściwe, abyście jechali sami? – zapytała Mina.

– Najwłaściwsze, jeśli będzie ze mną Hannah. Jeżeli ktokolwiek jest uosobieniem moralności, tó właśnie ona.

– Mina nie mogła powstrzymać się od śmiechu. To była oczywiście prawda.

Hannah, surowa prezbiterianka obserwowała Christine bacznie jak jastrząb. Nic, co byłoby chociaż w najmniejszym stopniu niewłaściwe, nie mogło umknąć jej uwagi.

– Przyznaję, że Hannah jest bardzo odpowiedzialną opiekunką.

– Zbyt odpowiedzialna, jeśli chcesz znać moje zdanie. Ale lubi Harry’ego i to jest silny punkt dla nas – odparła Christine.

– Ile on ma lat?

– Dwadzieścia siedem, dziesięć lat starszy ode mnie. Właściwy wiek dla żonatego mężczyzny. – Christine westchnęła. – Och, Mino, kocham go tak bardzo i jestem szczęśliwa, tak bardzo, bardzo szczęśliwa. Już myślałam, że ten rok nigdy nie minie, tak bardzo za nim tęskniłam. Ale teraz, jeśli mój wuj się zgodzi, pobierzemy się natychmiast albo będziemy się ukrywać i nikt nas nie znajdzie, dopóki nie skończę siedemnastu lat. Mówiąc to, Christine wzięła Minę za ręce.

– Widzisz, że tutaj jest niebezpieczeństwo. Dlatego proszę, proszę cię Mino, powiedz, że mi pomożesz. Nie mogę go stracić. Szczęście całego mojego życia zależy od niego.

– Obawiam się... że cię zawiodę.

– Na pewno nie. Zagrasz tę rolę lepiej ode mnie.

– Rolę?

– Młodej, uczciwej, prawie siedemnastoletniej dziewczyny.

– Ale ja jestem rok od ciebie starsza!

– Cóż, ale na to nie wyglądasz.

Christine uśmiechnęła się lekko i dodała:

– Jednej rzeczy jestem pewna. Nikt nie zatrudniłby cię jako nauczycielki poza Smokiem, która dostałaby cię zbyt tanio.

– Sama o tym pomyślałam – Mina westchnęła.

– Tak naprawdę, gdybyś mnie zapytała – powiedziała Christine – wyglądasz na czternaście lat i na pewno nikczemny markiz będzie zadowolony.

– Jestem pewna, że on nie uwierzy, że jestem tobą. Może widział twoją fotografię lub portret?

Christine zaśmiała się.

– Jedyne fotografie, jakie mam, były zrobione w domu, wyglądam na nich, jakbym wyłaniała się ze mgły. A nigdy nie byłam malowana.

– Ale moje ubrania nie są tak eleganckie jak twoje – powiedziała Mina słabym głosem.

– To jest pewien problem – powiedziała Christine. – Masz ładne stroje, ale ktoś tak doświadczony w tej dziedzinie jak markiz będzie świadomy, że nie są drogie.

Po chwili przerwy Chrstine wykrzyknęła:

– Mam! W zeszłym roku skompletowałam nową letnią i zimową garderobę. Hannah spakowała moje stare rzeczy do skrzyni. Miałyśmy zawieść je do domu w czasie Świąt Wielkanocnych, ale nie było miejsca w powozie. Zostawiłam więc je tutaj. Myślę, że jeszcze są na poddaszu.

Błysk zainteresowania pojawił się w oczach Miny. Drogie i wykwintne stroje Christine zawsze były przedmiotem zazdrości wszystkich dziewcząt w szkole. Kiedy mama Christine żyła, kupowały je w najlepszych sklepach na Bond Street. Macocha uważała to za zbyteczną ekstrawagancję, ale kontynuowała zamówienia w tych samych miejscach. Nie wszystkie dziewczęta z pensji pani Fontwell pochodziły z zamożnych rodzin, ale zawsze konkurowały ze sobą i kilka z nich próbowało dorównać Christine w wyglądzie. Ale ta, ze swoją nienaganną figurą i bardzo dobrym smakiem, wciąż pozostawała zwyciężczynią konkursów i niekwestionowaną królową mody w szkole pani Fontwell.

Christine podniosła się z łóżka.

– Powiem Hannah, aby służba zniosła kufer. Gdybym nie była taką egoistką, pomyślałabym o tym już dawno.

Ale ja jestem zadowolona z moich własnych sukien – odpowiedziała Mina – a twoje mogą na mnie nie pasować.

– Na pewno będą – powiedziała Christine. – Urosłam w ciągu ostatniego roku, a ty wyglądasz jakbyś wciąż miała ten sam rozmiar.

Nagle objęła Minę ramionami.

– Chciałabyś mieć kogoś takiego jak Harry, kto zaopiekowałby się tobą. Obiecuję, że jak tylko dołączysz do nas po naszym ślubie, znajdę ci czarującego i wspaniałego męża.

– Wszystkie te sprawy – powiedziała Mina – tobie przyniosą szczęście, ale mówiąc szczerze, Christine, ja nie chcę wychodzić za mąż. Myślę, że to przerażające uczucie być bardzo zakochanym.

– Kiedy już będziesz, zobaczysz, że to wcale nie jest przerażające, ale cudowne – odpowiedziała Christine, i ruszając w stronę drzwi, dodała. – Spakuj się, a ja powiem Smokowi, że zabieram cię ze sobą. Zapewniam cię, że zmieni swoje plany i nie zwolni nieszczęsnej Smithy. Musi mieć nad kim się znęcać.

Słysząc ostatnie słowo Mina zadrżała. Dobrze wiedziała, że gdyby znalazła się na miejscu panny Smith, byłaby to prawdziwa udręka. Czułaby się upokorzona, wiedząc, że inne dziewczęta litują się nad nią, ponieważ z uczennicy stała się faktycznym pracownikiem pani Fontwell, posłusznym wszelkim jej rozkazom.

– Wszystko będzie lepsze niż to – pomyślała.

Ale z drugiej strony bała się. Jak to jest możliwe, aby udawała Christine? Jak mogła zamieszkać z markizem de Ventnor i nie być odkryta już w chwili przyjazdu?

A gdyby się tak stało, znajdzie się naprawdę w nieprzyjemnej sytuacji. Czy rzeczywiście można wierzyć, żeby jakikolwiek mężczyzna był tak wyrachowany, aby wybrać sobie na żonę dziewczynę młodą i głupią, która będzie nieświadoma jego postępowania z innymi kobietami? I czy lady Lydford może być taką intrygantką, jak twierdzi Christine?