Niewolnicy miłości - Ponadczasowe historie miłosne Barbary Cartland

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 2

Hamid obserwował ją uważnie. Zawstydzona swym wybuchem oświadczyła:

— Wiesz, jak jesteśmy ci wdzięczni. Żeby nie ty, na pewno już nie żylibyśmy. Przecież daliśmy sobie już radę w sytuacjach gorszych niż ta.

Postawiła na tacce pękaty dzbanuszek z cytronadą, którą przygotowała dla ojca. Wysoka gorączka bardzo go męczyła i kiedy budził się w nocy, trzeba go było poić odświeżającym płynem.

— Jak skończę przy ojcu — podjęła — spróbujemy zastanowić się, co można zrobić, gdzie pójść.

Głos jej lekko drżał. Strach, od miesięcy głęboko przyczajony, został dziś obudzony straszliwym widokiem sceny, która rozegrała się na bazarze. Tak, tylko swemu służącemu zawdzięcza, że jeszcze żyją. Bóg raczy wiedzieć, co by się zdarzyło, gdyby nie opuścili letniej rezydencji przed poddaniem się Balaclawy, siedem miesięcy wcześniej. Jak mogli dosłownie aż do ostatniej minuty być tak zaślepieni. Nawet kiedy rozeszły się wieści, że obce oddziały lądują w zatoce Calamita, nie zaniepokoili się. Jak mogli się niepokoić, skoro wspaniałe słońce rozświetlało przepiękne jak marzenie ogrody, a i zdrowie ojca wydawało się polepszać.

Rzeczywisty rozwój Krymu zaczął się dwadzieścia pięć lat wcześniej. Książę Michał Woroncew osiedlił się w Odessie, która przeszła pod panowanie rosyjskie. Mianowany generalnym gubernatorem Noworosyjska 10 i Besarabii, pokazał swój świetny talent administracyjny, tworząc raj z pustyni. Otoczony wspierającym go w tym trudnym dziele gronem arystokratów i inteligencji, popierał handel, wytyczał drogi, budował porty, szpitale, szkoły, a nawet operę. Dzięki okrętom parowym, które sprowadził na Morze Czarne, mógł importować angielskie bydło. Sprowadził z Francji plantatorów winorośli, aby założyć pierwsze winnice. Bezludne tereny zaczęły się z wolna zagospodarowywać. Krym stawał się zamożny.

Książę zyskał tak wspaniałą opinię u dworu, że arystokracja zaczęła kupować dobra na Krymie i stawiać tam letnie rezydencje. Ojciec Yaminy wybrał miejscowość w pobliżu wspaniałego portu Balaclawa i tam w klimacie półtropikalnym założył ogród botaniczny, gdzie rosły bardzo rzadkie okazy. Pierwsze dwa cyprysy, które dziś stanowią nieodłączną część krajobrazu Krymu, zostały ongi posadzone przez carycę Katarzynę i Potiomkina.

Ojciec Yaminy wydał sporo pieniędzy na ostatnie wakacje, nie mógł jednak rywalizować z ekstrawagancjami Michała Woroncewa. W Allepka, w miejscu położonym pięćset metrów nad poziomem Morza Czarnego, Woroncew zbudował wspaniały paląc, mający przypominać, jak mawiał, fortecę Duglasa Czarnego 11 lub pałac Wielkiego Mogoła 12 . Do jego konstrukcji użyto specjalnego zielonego kamienia, który transportowano wielkim kosztem aż z Uralu.

Nawet jeśli w letnim domu Yaminy nie było marmurów i zielonych kamieni, kochała ten dom i za żadne skarby nie chciałaby go zmienić. Będąc dzieckiem płakała, kiedy musieli wracać do wspaniałości możnego Petersburga. Każdego roku liczyła dni do topnienia śniegów, wiedząc, że niedługo po tym ruszą na południe, nad Morze Czarne, do ich raju.

Wszystko zaczęło się od oblężenia w maju przez generała Paskiewicza twierdzy tureckiej Silistri. Zaskoczony nagłym i silnym atakiem osmański garnizon poddałby się, gdyby nie interwencja dwóch młodych oficerów brytyjskich, Butlera i Nasmytha. Ci potrafili porwać za sobą i poprowadzić obrońców obleganego miasta. Armia carska została odparta. Anglicy i Francuzi połączyli swoje wysiłki wraz z Turcją i rozpoczęli ofensywę na Krym, aby, jak mówiono, „niedźwiedź przestał przeszkadzać”.

Powinniśmy byli — myślała Yamina — zrobić to daleko wcześniej: Byłoby to o wiele łatwiejsze mimo złego stanu zdrowia ojca. Biedny człowiek bardzo źle znosił chorobę i obawiała się wtedy, żeby na skutek podróży stan jego się nie pogorszył. I, jak nikt zresztą, nie przewidziała eskalacji działań wojennych.

W sierpniu, dokładnie 30 sierpnia 1854 roku, cztery czy pięć okrętów transportujących sprzymierzone oddziały opuściło Zatokę Warneńską i wzięło kurs na Sewastopol. Pomimo że sześćdziesiąt dwa tysiące ludzi wylądowało na wybrzeżu krymskim, życie w Sewastopolu biegło niezmienione swoim trybem. Pewni, że ich forteca jest nie do zdobycia, Rosjanie obserwowali spokojnie najeźdźców. Dwudziestego września całe modne towarzystwo miasta, uzbrojone w koszyki z wiktuałami, parasolki i lornetki, zainstalowało się na schodach prowadzących ną hipodrom Telegraph Hill, nie aby podziwiać wyścigi konne, ale żeby oklaskiwać unicestwienie sprzymierzonych armii, usiłujących zdobyć przeprawę przy ujściu rzeki Almy. Po krwawej, zażartej bitwie z olbrzymimi stratami z obu stron, armia rosyjska została rozproszona.

Nazajutrz liczne zwycięskie oddziały okrążyły Sewastopol i garnizon Balaclawy. Na otaczających miasto wzgórzach pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy rozbiło olbrzymie obozowisko. Bez przerwy przybywały kolejne okręty z posiłkami. Port był nimi zapełniony. Kapitanowie w niedługim czasie ze zdumieniem odkryli, że nawet blisko brzegu wody były za głębokie na rzucenie kotwicy. Gdyby zerwał się wiatr, cała flota rozbiłaby się o skały.

W ten piękny, jesienny dzień morze było jednak zupełnie spokojne i Balaclawa wydawała się krainą ze snu. Kto mógł przypuszczać, że oblężenie Sewastopola potrwa nie do pierwszych październikowych śniegów, jak przypuszczano, a do końca następnego roku.

Hamid widząc lądujące oddziały, pierwszy zdał sobie sprawę z niebezpieczeństwa.

Nie było chwili do stracenia. Z pomocą dwóch oddanych i wiernych służących umieszczono ojca Yaminy na noszach. Oddalili się bezzwłocznie. W tym samym momencie, w którym oddziały żołnierzy sforsowały dom i leciwy oficer brytyjski wybrał go na kwaterę główną. Potem wszystko poszło bardzo szybko. Uciekali rozległymi ogrodami, schronili się w chacie rybackiej, zanim, dzięki Hamidowi, znaleźli się na okręcie, ewakuującym rannych żołnierzy angielskich, francuskich i tureckich do Konstantynopola.

W ciemności i bałaganie panującym w chwili odjazdu nikt nie zauważył obecności obywateli rosyjskich. Yamina mówiła na szczęście po francusku tak dobrze jak po angielsku. Hamid władał tureckim.

Dawno temu Hamid, jak wielu innych, opuścił Konstantynopol, aby szukać pracy w dobrach rosyjskich magnatów, którzy zamieszkiwali tereny południowego Krymu. Tak trafił do rodziny Yaminy, która z biegiem lat obdarzyła go całkowitym zaufaniem. On więc zajmował się olbrzymimi dobrami, kiedy rodzina wracała na zimę do Petersburga i on witał ich następnego roku wraz z powracającą wiosną.

On także ich ocalił, kiedy w czasie przeprawy dogadał się z kapitanem, żeby wysadził ich na przeciwnym brzegu Bosforu, zamiast zawieźć jak innych rannych i chorych do szpitala w Scutari. Oczywiście kosztowało to ogromną kwotę, ale Hamid zabrał wszystkie swoje oszczędności, które zresztą pozwoliły im potem przeżyć długie miesiące.

W Konstantynopolu udało się znaleźć schronienie. Z początku Yamina przerażona była ciasnotą mieszkanka, które, jak wszystkie w tej biednej dzielnicy, przypominało płaskim dachem małe, białe pudełko. Bardzo szybko jednak zrozumiała, że takie skromne pomieszczenie nie obudzi niczyjej ciekawości. Wtedy, w początkach zimy, polowania na czarownice już się zaczynały.

Z wolna przystosowywała się do nowego życia. Czasami zapytywała w duchu, czy przeszłość nie była aby wytworem jej wyobraźni. Ojciec, ciągle bardzo chory, zapadł na bronchit. Odtąd kaszlał po całych nocach. Pięterko składało się z dwóch maleńkich pokoiczków oddzielonych cienkim przepierzeniem. Yamina prawie wcale nie sypiała.

Ponieważ nie wychodziła, w obawie, że spotka ludzi i będą jej zadawać pytania, Hamid zaopatrywał dom w żywność. Również w odzież, bo Yamina uciekła w tym, co miała na sobie.

W każdym razie eleganckie toalety, jakie nosiła w Balaclawie, ściągnęłyby na pewno podejrzenia i nie uchroniłyby jej dostatecznie przed chłodem zimy. Suknie, wybrane na bazarze przez Hamida, miały tę zaletę, że były ciepłe i nawet jeśli niemodne, naturalny wdzięk dziewczyny natychmiast je upiększał.

Kiedy stan ojca Yaminy zaczął się pogarszać, nie miała odwagi wezwać lekarza. Pielęgnowała więc ojca sama z całym oddaniem, gorzko żałując, że zamiast literatury, którą pasjonowali się oboje, nie studiowała medycyny.

— Jestem pewna — powtarzała niestrudzenie Hamidowi — że jak nadejdą piękne dni, pan na pewno wyzdrowieje.

Rzeczywiście, zaledwie słońce zaczęło przygrzewać i zaglądać przez wąskie okienka, blade policzki starszego pana lekko poróżowiały. Pomimo choroby nic nie stracił ze swej urody. Był na dworze w Petersburgu jednym z najbardziej czarujących ludzi, a przecież na dworze nie brakowało pięknych mężczyzn. Dziś włosy i broda były białe, oczy i policzki zapadłe. Kiedy spał, jego twarz robiła wrażenie wykutej z marmuru. Wyglądał, jakby leżał na marach. Przerażona tym widokiem wstrząsnęła się i pomyślała, że stracić ojca, to znaczyło stracić wszystko, co jeszcze wiązało ją z życiem.

Wyszła z kuchni, która mieściła się na parterze i wdrapała się po schodach na pięterko. Delikatnie pchnęła drzwi pokoju. Ojciec spał na niskim tapczanie, otoczony poduszkami, które pozwalały mu unieść się w czasie ataku kaszlu. Z okna widać było miasto, otoczone zielonymi, rozciągającymi się aż ku Bosforowi wzgórzami.

Postawiła ostrożnie cytronadę koło tapczanu. Nie będę go budzić — pomyślała, — Hamid ma rację, sen to najlepsze lekarstwo. Jeśli się wyśpi, może gorączka wreszcie opadnie.

Patrzyła na biały kosmyk, który opadł aż na brwi, na prosty arystokratyczny nos, na zamknięte oczy i ręce leżące wzdłuż kołdry, odprężone i spokojne.

 

Nagle ogarnęła ją trwoga. Wolno, wbrew samej sobie dotknęła palców. Uderzyło ją ich zimno. Jęknęła i upadła na kolana. Nie mogła płakać, długo tak pozostała — zgięta.

Słońce zaszło za wzgórza, kiedy wreszcie otrząsnęła się z rozpaczy.

— Tatusiu, tatusiu! — szepnęła. — Co zrobię bez ciebie? Ojcze mój najdroższy!

Wstydząc się żalu nad sobą samą, zaczęła odmawiać modlitwy za umarłych, które od śmierci matki zapadły jej głęboko w pamięć. Kiedy wyszeptała ostatnie „amen”, pozwoliła spływać łzom, ukrywając twarz w białym prześcieradle.

Sporo czasu upłynęło, zanim zeszła po schodach na dół. Hamid czekał na nią.

— Pan umarł, Hamid.

Głos miała już spokojny. Łzy obeschły.

— Po powrocie z miasta tak mi się wydawało, ale nie byłem pewien. Niech Allach go przyjmie do siebie.

— Jest już bezpieczny. Może tak i lepiej... Bardzo bym się bała o niego po tym, co widzieliśmy dzisiaj na bazarze.

— Wiem, pani.

— Musimy teraz spojrzeć prawdzie w oczy, Hamidzie. Jeśli mnie odkryją, tobie nie może się nic stać — powiedziała drżąc.

— Nie opuszczę cię, pani.

— Dokąd iść, jeśli trzeba opuścić Konstantynopol?

— Już dawno o tym myślę. Mam pewien pomysł, ale boję się, czy... nie będzie mi miała pani za złe?

— Nigdy, Hamidzie! Po tym wszystkim, co dla mnie i dla ojca zrobiłeś, jak. mogłabym?

— No więc to jest tak. Najlepiej byłoby, gdyby pani poszła do Mihri i tam została do końca wojny.

— Mihri! — krzyknęła zdumiona. — Ależ ona żyje w haremie sułtana!

— Tak. Ale ona została tam teraz bardzo ważną osobą. Jest ikbal13 .

Tym Yamina nie była tak bardzo zaskoczona. Nic dziwnego, że piękna Czerkieska była faworytą sułtana. Dwa lata wcześniej, przed jej uprowadzeniem, Mihri wraz z rodzicami i bratem pracowała w Balaclawie. Bardzo szybko Yamina zwróciła uwagę na tych uczciwych, rzetelnych i pracowitych ludzi i uznała ich za członków rodziny. Toteż była oburzona wstrętnym losem, jaki spotkał Mihri.

Inne służące nie podzielały jej gniewu. Uważały, że to zaszczyt dla młodziutkiej dziewczyny być zaprowadzoną do seraju. A jaką miała obronę!

Tabu zabraniało sułtanowi stosunków z jego poddankami, rekrutowano więc kobiety do haremu spoza granic tureckich: z Gruzji, Czerkieska, Syrii, Rumunii. „Lokaje do usług specjalnych”, tak nazywano służbę rządu tureckiego, która przebiegała wschodnią Europę i Lewant w poszukiwaniu pięknych kobiet. Najbardziej cenne były Czerkieski. Wieść o pięknej Mihri, pełnej wdzięku znanego w całej okolicy, dotarła bardzo szybko do uszu agentów Konstantynopola. Rajdy tych łapaczy były częste nawet w okolicach południowej Rosji i, mimo protestów rodziny i władz lokalnych, same dziewczęta były zawsze chętne.

W haremie odaliski 14 były dobrze traktowane. Marzyły tylko o jednym, o zwróceniu na siebie uwagi sułtana. Największym sukcesem było dla najpiękniejszych lub najinteligentniejszych, stać się jedną z czterech legalnych żon, poświęconych przez Proroka. Wszystkie dążyły do władzy, marzył im się wpływ na sułtana. Nie było tajemnicą, że władcy osmańscy byli zdominowani przez te, które kochali.

Yamina otrząsnęła się z zamyślenia. Zapytała Hamida:

— Ale jak będę mogła zobaczyć się z Mihri?

— Proszę się nie gniewać, pani... ona wie, że tu jesteśmy.

— Kto jej o tym powiedział?

— Czy pamięta pani Sahima?

Yamina chwilę się zastanowiła.

— Tak. Oczywiście. On także był uprowadzony przez agentów sułtana. Miałam wtedy zaledwie dziesięć lat, ale dobrze pamiętam gniew mego ojca!

— Teraz jest białym eunuchem 15 .

— Eunuchem! — krzyknęła.

Ojciec wytłumaczył jej, jak to w Turcji od XV wieku, przez despotyzm i poligamię, powierzano opiekę nad haremem sułtana eunuchom. Dla zaspokajania żądań Turków powstał handel żywym towarem. Niewielu z tych nieszczęśników przeżywało operację, po której byli zagrzebywani po pas w gorącym piasku. Zdrowieli albo umierali.

— Sahim jest bardzo wpływowy, ale dużo mniej niż Mihri. Biali eunuchowie nie mają takiej władzy, jak czarni.

— Widziałeś Sahima?

— Tak, pani. Mam do niego zaufanie. On wie, gdzie jesteśmy.

Nie spuszczając z niego oczu, Yamina osunęła się na krzesło.

— Mihri powiedziała, że trzeba do niej pójść. Ona panią przechowa aż do końca wojny.

Wobec zamyślenia swojej pani Hamid przerwał na chwilę.

— Nic innego nie można zrobić — dodał z gestem rezygnacji. — Nie ma się gdzie schronić. I coraz mniej pieniędzy.

Wydala cichy okrzyk. Kwota ocalona przez Hamida w czasie ich nagłej ucieczki była śmiesznie mała w porównaniu z tym, co wydawali dawniej. Wspaniała posiadłość w Balaclawie, mnóstwo służby. Yamina wyobrażała sobie, że będą żyli tak latami. Ale tu żywność była niesłychanie droga od początku wojny. Były też drobne rzeczy luksusowe, które kupiła dla ojca. Zawszę pijał tylko najlepsze wina, a kiedy bronchit był trochę mniej dokuczliwy, lubił rozkoszować się dobrym cygarem. Hamid na bazarze, aby wytłumaczyć się z posiadania pieniędzy rosyjskich, uciekał się do kłamstw. Twierdził, że ukradł na polu bitwy, albo że wygrał w karty jeszcze przed wojną. Stracił jednak bardzo dużo przy wymianie. Yamina zapytywała samą siebie, czy prawdziwym wrogiem, który zapuka wkrótce do ich drzwi, nie będzie głód.

Teraz trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy. Bez pieniędzy przenosić się do innego kraju? Przecież to niemożliwe. Równie niemożliwy był powrót do Rosji. Pomógłby tu tylko potężny bakszysz, bez którego żaden przewoźnik nie podjąłby się przewieźć ich przez Morze Czarne. Ale z drugiej strony — dać się zamknąć w haremie! Całym jej jestestwem wstrząsnął dreszcz zgrozy.

— Będziesz tam, pani — rzekł Hamid, odgadując jej myśli — bezpieczna. Sahim i Mihri znajdą później możliwość wyjścia. To już nie jest takie trudne, jak za czasów, kiedy sułtan żył w seraju. Mihri jest zręczna. I ma władzę.

— Ależ, Hamid... Harem!

— Ona będzie świadczyć, że jesteś, pani, jej siostrą.

Yamina wstała i podeszła do okna. Słońce oświetlało jeszcze dachy białych domków, ale popołudnie dobiegało końca. Wkrótce zapadnie noc, słodka, aksamitna noc Lewantu, z niebem utkanym gwiazdami. Zaraz zapalą się światła na wodzie. To okręty przywożące nowe posiłki dla złamania ostatniego oporu Rosjan w Sewastopolu. Pokój mógł być teraz ustanowiony tylko w przypadku poddania twierdzy i ostatecznego upokorzenia Rosji. Yamina wiedziała aż nazbyt dobrze, że jest w niebezpieczeństwie, w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Oficjalna decyzja o systematycznym przetrząsaniu domów oznaczała dla niej zgubę. Nie miała żadnych papierów, niczego, co mogłoby świadczyć o jej tożsamości.

Gdyby miała do czynienia z Francuzami, jej raz użyty podstęp wobec lorda Castleforda spaliłby na panewce.

Jednakże perspektywa pójścia do tajemniczego, groźnego i złowieszczego haremu jawiła się jej jak przerażający koszmar.

Znała seraj, który wznosił się jak cień rzucony na czyste niebo. Święte jego wnętrze było niegdyś całym miastem o kilku tysiącach mieszkańców. Byli tam przedstawiciele wielu zawodów: garbarze, garncarze, kowale, balwierze, hafciarki, kucharze, szewcy, płatnerze 16 , astrologowie, aptekarze, karzełki i błazny czy „stróże klatki Papugi”.

Choć seraj był obecnie cichy i zaludniały go tylko duchy, nie stracił nic ze swego groźnego wyglądu. Jak można było nie myśleć o krążących pogłoskach dotyczących bostandjis17, strasznych ludzi topiących kobiety. Umierały w obecności czarnych eunuchów, którzy pilnowali ich w chwili śmierci, jak przedtem za życia.

Świat chrześcijański patrzył na władców Konstantynopola jak na monstra rozpustne i grzeszne. I choć obecny sułtan, pod wpływem brytyjskiego ambasadora, przeprowadził wiele reform w cesarstwie osmańskim, jego prywatne życie pozostawało niejasne.

Ojciec Yaminy opowiadał często, że Turcy kochali się w tajemniczości. Ich domy, ich kobiety, ich królowie, wszystko było owiane tajemnicą, Typowy przykład — tłumaczył córce — kiedy sułtan przemieszcza się. Jest wtedy otoczony strażą, która niesie haftowane perłami sztandary, parasole i szyszaki ozdobione wielkimi pióropuszami ze strusich piór, aby zakryć władcę przed niedyskretnymi spojrzeniami tłumu.

Tajemnica pobudza wyobraźnię ciekawych i tu właśnie należy szukać początków strasznych opowieści, krążących wokół seraju. Niektóre są być może prawdziwe, ale jestem — mówił — skłonny wierzyć, że większość to czyste wymysły.

Tak więc, dzięki opowiadaniom ojca, Yamina interesowała się losem kobiet zamkniętych na zawsze w haremie. Wiedziała również, że liczba ich przekracza trzysta. Tak przynajmniej przypuszczano, ale kto mógł zaręczyć, że to prawda? I teraz, chociaż wydawało się to nieprawdopodobne, nakłaniał ją, żeby schroniła się w tym miejscu, o którym mówiono, że religią jest tu rozkosz, a bogiem sułtan.

— Nie mogę... To niemożliwe! — szepnęła do siebie.

Ale czy jest inne wyjście?

Czekać, aż władze tureckie albo, jeszcze gorzej, ludność, wyciągnie ich z kryjówki? Uciekać bez pieniędzy, umrzeć z głodu? Oddać się w ręce Anglików? Na pewno potraktowaliby ją z kurtuazją w ambasadzie, ale cóż mógłby zrobić nawet lord Stratford, jak nie oddać władzom tureckim, które uwięziłyby ją oskarżając o szpiegostwo i straciły. Wyboru nie było. Musiała dobrowolnie wejść do najsłynniejszego na świecie haremu osmańskiego.

Widząc, że Hamid z trwogą oczekuje jej decyzji, poczuła wielki przypływ uczucia i wdzięczności dla tego starego człowieka, który pomimo wojny, skłócającej ich dwie narodowości, ryzykował dla niej swe życie.

— Dlaczego to wszystko robisz, Hamidzie? — zapytała nagle.

— Przyjęliście mnie do swego ogniska jak brata. I zawsze będziecie mi bliscy.

Powiedział to z taką prostotą i szczerością, że łzy stanęły jej w oczach.

— Hamidzie! —szepnęła przez łzy — pan! Przecież trzeba go pochować! Ale gdzie? Jak znaleźć miejsce, nie zdradzając się?

— Myślę — odparł stary — że trzeba, zanim odejdziemy, spalić dom.

Yamina wydała okrzyk pełen zgrozy. Była to jednak jedyna rozsądna rada. Należało spojrzeć na sytuację z punktu widzenia Hamida. Jeśli odkryją, że pomagał ukrywać się ludziom pochodzenia rosyjskiego, będzie po nim. Zresztą jej ukochany ojciec często skarżył się, że śmierć jest okropna, a pogrzeb makabryczną uroczystością. Wiele lat wcześniej mówił:

— Nienawidzę myśli, że będę pogrzebany w ziemi, w dziurze. Zachowuję okropne wspomnienia z pogrzebu mego ojca, tej trumny w rodzinnym grobowcu. Ale czyż jest inne rozwiązanie?

Yamina znała teraz odpowiedź. Podłożą ogień pod dom. I nie będzie dziury ani grobu.

— Masz rację, Hamidzie.

— Jeśli pani pozwoli, pójdę teraz zobaczyć się z Sahimem, żeby omówić ostatnie szczegóły. Proszę nikomu nie otwierać, aż do mego powrotu.

— Idź! I niech Allach cię chroni!

Poważną twarz starego sługi rozjaśnił uśmiech.

— Przyjdzie dzień, pani, i wrócimy do domu.

— Jestem tego pewna, Hamidzie. Ale cokolwiek by się stało, musisz tam wrócić, kiedy moi wujowie i kuzyni przyjadą do Petersburga i powiedzieć im o wszystkim, co się działo i o tym, co dla nas zrobiłeś.

Hamid ukłonił się na wschodnią modłę i wyszedł bez słowa. Yamina schowała twarz w dłoniach. Ciągłe jeszcze nie mogła uwierzyć, ciągle jeszcze łudziła się, że to zły sen. Ukryć się przy sułtanie, w jego haremie! Czy naprawdę zgodziła się na taką rzecz?

Tak, bo gdzież będzie czuła się bezpieczniej niż pod opieką Mihri? Piękna Czerkieska była od niej o rok starsza, a w chwili porwania piękność jej była w pełnym rozkwicie. Trzeba było wtedy trzech dni poszukiwań, żeby zrozumieć, co się stało. Yamina płakała po stracie prawdziwej przyjaciółki, ale kobiety z jej służby cieszyły się. Mihri znajduje się teraz — mówiły — w jedynym miejscu, gdzie docenią jej piękność. Dla młodej służącej była to szansa jedyna, niepowtarzalna — pocieszał ją ojciec.

Ale — oburzała się wtedy — jak ona będzie mogła to znosić? Dzielić się z trzema setkami rywalek w płonnej nadziei przyciągnięcia pewnego dnia uwagi sułtana, wiedząc z góry, jakie to nieprawdopodobne. A jeśli nawet zdarzy się, że ją zauważy, inne będą zazdrosne i wrogie.

— Mam wrażenie — odpowiedział wtedy jej ojciec uśmiechajiąc się — że kobiety są wszędzie jednakowe, wszystkie chcą się podobać mężczyznom i marzy im się wspaniałe małżeństwo. Jestem przekonany, że prędzej czy później jedyną ambicją Mihri będzie, aby zostać jedną z ikbal władcy.

 

— Mihri jest inteligentna — odpowiedziała wtedy. — Nauczyłam ją czytać i pisać, mówi po angielsku, jej francuski jest zupełnie znośny, a teraz pewnie mówi też po turecku.

— Gdyby było inaczej — odparł ojciec — miałaby wielkie trudności w porozumieniu się z towarzyszkami. Ale ponieważ sułtan zna angielski i francuski, będzie miała nad nimi przewagę.

— Bardzo wątpię, czy będą tam piękniejsze od naszej Mihri — odparła Yamina.

Nie myliła się. Jeśli już udało się Mihri uzyskać względy władcy, mogła bardzo szybko stać się jedną z czterech kadine18 sułtana. I co za piękna przyszłość! A teraz, jako ikbal będzie istotnie w stanie obronić ją przed zazdrością odalisek i ewentualnymi zapałami sułtana. A innych mężczyzn tam nie spotka. Myślała i zresztą wiedziała dobrze, że w oczach monarchy tureckiego nie miała żadnych szans na rywalizowanie z przepiękną Czerkieską, blondynką o białej, jedwabistej skórze.

Pokrzepiona tymi myślami poszła na górę i uklękła przy wezgłowiu łóżka, na którym spoczywał ojciec.

Było już bardzo późno. Nie mogła czekać bezczynnie. Zeszła na dół i przygotowała posiłek. Wreszcie wrócił Hamid. Kiedy wszedł, drgnęła i spojrzała nań z trwogą.

Złożył jej spokojnie ukłon i po prostu powiedział:

— Wszystko w porządku.

— Widziałeś Mihri, powiedziałeś jej, że pan... umarł?

— Widziałem Sahima, który poszedł ją zawiadomić, kiedy ja czekałem. Mihri wyśle krytą lektykę. Sahim przypilnuje, żeby wejście do pałacu odbyło się dyskretnie.

Po długiej chwili Yamina zapytała:

— To jedyne rozwiązanie, prawda?

— Tak, pani — odpowiedział. — I trzeba działać szybko. Każdy dzień przynosi więcej rozruchów i... egzekucji.

Był pełen zgrozy po tym, co widział i słyszał na mieście.

— Myślisz, że po wojnie będę mogła stamtąd wyjść?

— Mihri to urządzi. Sahim obiecał.

Inaczej umrę — pomyślała. — To będzie lepsze, niż całe życie być zamkniętą w złotej klatce, do końca dni moich.

Długi czas, jaki spędziła u wezgłowia ojca, przyniósł jej dziwny spokój. Najpierw płakała rzewnymi łzami, ale potem poczuła jego duchową obecność. Odnosiła wrażenie, że mówi do niej, podtrzymuje na duchu i powtarza, że nie ma znaczenia to, co dzieje się z ciałem po śmierci. Ważna jest tylko dusza.

Od śmierci matki Yamina bardzo zbliżyła się do ojca. Był to człowiek niezwykle inteligentny, kulturalny i pełen poznawczej pasji. Najbardziej lubił historię i odsłaniał przed córką bajkowe czasy zaginionych cywilizacji. Któregoś dnia opowiadał jej o Dżyngis-chanie i Aleksandrze Wielkim. Pamięta, że wtedy westchnęła:

— Co za niedorzeczność! Ich wysiłki okazały się ostatecznie niepotrzebne. Wszystko, czego dokonali, wszystko, o co walczyli, zostało stracone, zapomniane.

— Nic nigdy nie jest stracone, moje dziecko — odpowiedział jej wówczas z uśmiechem. — Każda cząstka energii ludzkiej wraca do wspólnej wielkiej siły, z której wzięła początek. To życie popycha nas do przodu.

— Ku innym wysiłkom, ku innym celom?

— Dokładnie tak, córeczko.

— A potem giniemy, czy tak?

—Nie, Yamino. Życie idzie dalej. Tu leży zasada wszelkiej ewolucji. Koło się obraca. Wielkie postacie historii ukazują się i ustępują innym... wydaje mi się, że wszystko, co robimy, o czym myślimy; w czym uczestniczymy, należy do Wielkiej Siły Wszechświata i dlatego nic się nie gubi, nie rozprasza.

Yamina była wtedy bardzo młodziutka i nie do końca rozumiała, co ojciec miał na myśli, ale później, w miarę dorastania, kiedy obserwowała pory roku, które przychodziły i odchodziły, przyglądała się wschodzącym ziarnom, owocom, które padały na ziemię, aby mogły urodzić się nowe drzewa, nowe liście, myślała wtedy: Może tak samo jest z nami, może rzeczywiście nie ma śmierci, ale wieczne odradzanie się.

Wiedziała, czuła, że było to posłanie, które chciał jej teraz przekazać. Ale miała pilniejsze zadanie. Musiała ostatecznie podjąć bardzo poważną decyzję, która mogła w skutkach okazać się fatalna. Bo jeśli nie uda się jej w przyszłości uciec z haremu, zostanie tylko śmierć.

— Co mam robić, Hamidzie? — prosiła jak dziecko, zdjęta nagłą trwogą.

— Zawsze była pani dzielna jak ojciec, dziedzicząc jego wielką odwagę.

Właściwie odwaga była jej teraz najpotrzebniejsza, żeby móc iść dalej w tę straszną przygodę o niepewnym do przewidzenia zakończeniu. Nie czuła jednak, że jest sama i porzucona. Będzie podtrzymywana i wspomagana już nie bezpośrednio przez ojca, ale zapewne przez Tego, który raz już ją wybawił w Balaclawje, który pozwolił przez przeszło sześć miesięcy żyć razem z ojcem szczęśliwie, mimo braku dobrobytu, do którego byli przecież oboje przyzwyczajeni i mimo zupełnego braku poczucia bezpieczeństwa. Nie, nie była nieszczęśliwa podczas tych miesięcy. Szczególne to było szczęście, które ich łączyło, ojca, Hamida i ją samą. Nie umiała tego wytłumaczyć, a jednak...

Nigdy nie skrzywdzili nikogo. Nie popierali tej wojny. Chcieli pokoju i, rzecz ciekawa, zaznali go w tym skromnym domku w stolicy wroga. Nie mieli przyjaciół, nikogo, do kogo by mogli się zwrócić. A jednak wbrew wszystkiemu przezwyciężyli tę straszną próbę.

Teraz — myślała — będę sama wobec mojej przyszłości.

Wchodząc do haremu, pierwszy raz nie będzie miała oparcia u ojca lub Hamida. To było tak, jakby musiała przedsięwziąć niebezpieczną podróż, nie znając ostatecznego przeznaczenia. Jedno było pewne: odtąd będzie sama.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?