Książka o dworzaninie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

XXI

Uważam poza tym, że niezmiernie ważna jest znajomość sztuki walki zapaśniczej, bowiem usprawnia to bardzo istotnie wszystkie formy walki pieszej. Następnie trzeba, aby zarówno we własnym, jak i w interesie swoich przyjaciół dworzanin posiadł rozeznanie co do sporów i nieporozumień, które mogą zaistnieć, i był wtedy zdolny do przeprowadzenia sprawy po swojej myśli, wykazując się zawsze we wszystkich działaniach animuszem i roztropnością; niechby też on nie był nazbyt skory do bitki, chyba że zmusza go do tego honor; albowiem – oprócz wielkiego niebezpieczeństwa, które niesie nam w takiej sytuacji niepewność losu – ten, kto wdaje się w takie rzeczy pośpiesznie i bez przyczyny niecierpiącej zwłoki, zasługuje jeszcze na najwyższą naganę, niezależnie od tego, czy rezultat sporu będzie dla niego pomyślny, czy też nie. Wszakże jednak gdyby sprawy zaszły tak daleko, że nie można by już się wycofać bez narażenia na potępienie, w tym wszystkim, co poprzedza starcie, jak również w trakcie samego już pojedynku należy w najwyższym stopniu być rozważnym, okazując zawsze gotowość i serce do walki, nie zaś zachowywać się tak jak to czynią niektórzy, co to rozmywają sprawę w dysputach i sporach i w kwestii wyboru broni chwytają tę, która ani nie siecze, ani też nie przebija, sami zaś zbroją się, tak jakby się spodziewali kanonady; a robiąc wrażenie ludzi, co to im wystarczy, jeżeli nie zostaną pokonani, zachowują się defensywnie i ustępują pola, czym okazują skrajne tchórzostwo. Stają się przez to pośmiewiskiem dla dzieciaków, jak tych dwóch mieszkańców Ankony, którzy niedawno walczyli w Perugii i których wyśmiali wszyscy im się przypatrujący”. – „A co to byli za jedni?” – zapytał Gaspar Pallavicino. Pan Cezar mu odpowiedział: – „To byli dwaj cioteczni bracia”. – Na to hrabia: – „W pojedynku okazali przez swoje prostactwo, że zaiste są podobni do siebie jak bracia”. – I zaraz dodał: – „Nawet w czasie pokoju broni używa się do rozmaitego rodzaju ćwiczeń, zaś szlachcice występują w widowiskach publicznych w obecności ludu, dam i wielkich panów. Dlatego też chciałbym, aby nasz dworzanin znał w stopniu doskonałym wszystkie sztuczki właściwe dla kawalerzysty i oprócz znajomości koni oraz wszystkiego, co do jazdy konnej należy, aby też wykazywał się wszelkiego rodzaju pilnością i starannością we wszystkim po to, by przewyższać w tym jeszcze bardziej innych w taki sposób, aby znać było zawsze, że jest się kimś wybitniejszym od innych. A tak jak to czytamy o Alcybiadesie42, że przewyższał wszystkich obywateli greckich miast, w każdej z poszczególnych prowincji, gdzie im mieszkać wypadło, tak samo też i w przypadku naszego dworzanina chciałbym, aby przewyższał wszystkich innych i każdego z osobna w tym, czym się jako swoją umiejętnością każdy chlubi. Ponieważ zaś Włosi cieszą się szczególną sławą, gdy idzie o posługiwanie się w jeździe konnej uzdą oraz w ujeżdżaniu nieokiełznanych koni, które potrafią okiełznać, a także w umiejętności walki na kopie i szermierki w bezpośrednim starciu – w tych wszystkich umiejętnościach niechby dworzanin był najlepszym spośród Włochów; w turniejach i w sztuce obrony oraz w atakowaniu przeszkody niech zabłyśnie jako najlepszy pomiędzy Francuzami; w zawodach w rzucaniu drzewcami, lancami albo kulami glinianymi, w walce z bykami, w miotaniu włóczniami i strzałami niechby z kolei był najświetniejszy pośród Hiszpanów. Ponad wszystko jednak niechby każdemu z jego działań towarzyszył pewnego rodzaju rozsądek i wdzięk, jeśli tylko pragnie zasłużyć sobie na ową powszechną życzliwość, która tak bardzo jest ceniona.

XXII

Są też jeszcze inne rozliczne ćwiczenia, które jakkolwiek bezpośrednio z władaniem bronią nie mają wiele wspólnego, to jednak sporo też je z nimi łączy, w znacznym bowiem stopniu sprzyjają pielęgnowaniu męskiej krzepkości; pierwsze pomiędzy nimi miejsce zajmuje myślistwo, ma ono bowiem w sobie niejakie podobieństwo do wojny; jest prawdziwie ulubionym zajęciem wielkich panów i bardzo przystoi człowiekowi dworu; rozumie się także, iż było ono uprawiane z wielkim zapałem przez Starożytnych. Wielce też przydatna jest umiejętność pływania, skakania, biegania i rzucania kamieniami, oprócz bowiem pożytku, jaki z tego być może w czasie wojny, po wielokroć nadarzają się okazje po temu, aby się tego rodzaju sprawnościami popisać, tym zaś możemy zyskać sobie potem uznanie, szczególnie wśród wielu takich, z którymi trzeba się liczyć. Innym jeszcze szlachetnym ćwiczeniem bardzo odpowiednim dla dworzanina jest gra w piłkę, w której dobrze się można popisać sprawnością ciała oraz ruchliwością i gibkością wszystkich jego części, a także wieloma innymi jeszcze umiejętnościami, jakie się widzi w każdym innym ćwiczeniu. Za wcale nie mniejszy powód do chwały uważam woltyżerkę, która jakkolwiek jest męcząca i trudna, czyni człowieka lekkim i zręcznym bardziej, aniżeli jakakolwiek inna czynność; zaś oprócz innych zalet, jeżeli owej lekkości towarzyszy wdzięk, stanowi ona, moim zdaniem, najpiękniejsze ze wszystkich innych widowisk. Myślę, że nasz dworzanin, będąc w tego rodzaju ćwiczeniach biegły bardziej niż przeciętnie, powinien odłożyć na bok wszystkie inne popisy, takie jak akrobacja naziemna, chodzenie po linie i tym podobne, które mają coś z kuglarstwa i nie bardzo przystają szlachcicowi. Ponieważ jednak nie można nieustannie oddawać się tak męczącym zajęciom, zaś ich regularne powtarzanie prowadzi skądinąd do przesytu i osłabia podziw wywoływany u ludzi przez czyny niezwykłe, trzeba zawsze nasze życie urozmaicać, zajmując się różnymi czynnościami. Dlatego też chciałbym, żeby dworzanin obniżał co jakiś czas ambicje swoich ćwiczeń do poziomu tych bardziej odprężających i łagodniejszych, zaś w celu uniknięcia zazdrości oraz dla zażycia miłej rozrywki wraz z innymi, niechby robił to wszystko, co inni, nigdy jednak nie odstępując od godnych pochwały wyczynów, kierując się rozsądkiem, który oby mu nie pozwalał wdawać się w jakiekolwiek głupstwa; aliści niechże też się śmieje, figluje, kpi, pląsa i tańczy, niemniej wszelako w taki sposób, który zawsze będzie świadczyć o tym, że jest sympatyczny i umiarkowany, a także we wszystkim, co czyni i co mówi, wyróżniać się powinien wdziękiem”.

XXIII

„Zapewne – rzekł na to pan Cezar Gonzaga – nie powinniśmy teraz burzyć porządku tej rozmowy, gdybym jednak milczał, to bym się sprzeniewierzył mojemu prawu do wypowiedzi, które mi przysługuje, a poza tym również i mojemu pragnieniu, aby się dowiedzieć jednej rzeczy; niech mi zatem będzie wybaczone, jeżeli zamiast zgłosić sprzeciw, zadam pytanie, co, jak uważam, będzie mi wolno uczynić, sądząc po przykładzie, jaki dał nam tu pan Bernard; on to bowiem, jako że nazbyt pragnie uchodzić za człowieka urodziwego, postawił pytanie, czym się sprzeniewierzył regułom naszej gry”. – „Widzicie oto – powiedziała księżna pani – jak z pojedynczego błędu wyrasta potem wiele następnych. Dlatego ten, kto łamie zasady i daje zły przykład, jak tu oto pan Bernard, nie tylko zasługuje na ukaranie jego własnego występku, ale też wszystkich innych, z niego się wywodzących”. – Odpowiedział na to pan Cezar: – „Zatem ja, o pani, uwolniony będę od kary, skoro pan Bernard ma być ukarany zarówno za swój, jak i za mój błąd”. – „Wręcz przeciwnie – odrzekła księżna – wy obaj powinniście ponieść karę podwójną: on za swoje własne wykroczenie oraz za poduszczenie was do takiego samego uczynku, wy natomiast zarówno za swój błąd, jak też za to, żeście tamtego błąd naśladowali”. – „Pani – odpowiedział na to pan Cezar – jak dotąd, jeszcze nie popełniłem wykroczenia, zatem zamilknę, aby całą tę karę poniósł tylko sam pan Bernard”. – I odtąd milczał. Na to, śmiejąc się, odrzekła pani Emilia: – „No to mówcie, co się wam podoba, bowiem za pozwoleniem wszelako księżnej pani wybaczam temu, kto zawinił i kto jeszcze zawini w tak błahej rzeczy”. – „Zgadzam się z tym – ciągnęła dalej księżna pani – ale zważajcie, byście przypadkiem nie pobłądzili, myśląc sobie, iż więcej można zyskać, będąc bardziej łaskawymi niż sprawiedliwymi, wybaczając bowiem zbyt łatwo temu, który zawinił, krzywdzi się tego, kto jeszcze zawinić nie zdążył. Nie chciałabym jednak, aby moja surowość, tym razem piętnująca waszą pobłażliwość, przyczyniła się do tego, iżbyśmy nie usłyszeli tego pytania, które chciał zadać pan Cezar”. – I tak oto, na znak dany przez księżną panią i przez panią Emilię, ów, nie ociągając się, przemówił tymi słowy:

XXIV

„Jeśli mnie pamięć nie myli, panie hrabio, zdaje mi się, żeście tego wieczora po wielokroć twierdzili, iż dworzanin wszystkie swoje uczynki, gesty, zachowania, krótko mówiąc, wszystko, cokolwiek robi, powinien czynić z wdziękiem43. I to właśnie zdajecie się uważać za uniwersalną przyprawę do wszystkich rzeczy, bez której wszystkie inne właściwości i zalety niewiele by były warte. Uważam doprawdy, że do tego każdy z łatwością dałby się przekonać, bowiem już z samej natury tego słowa pojąć można, że ten, kogo cechuje wdzięk, jest wdzięczny44.

Skoro jednak twierdzicie, że niejednokrotnie bywa ów wdzięk darem natury i niebios, a jeśli nawet doskonałości w tym względzie komuś braknie, to starannością i wysiłkiem można owego wdzięku jeszcze bardziej sobie przydać, to w takim razie – jak mi się wydaje – ci, co się rodzą tak uprzywilejowani i tak obficie tym skarbem obdarzeni, jak to niekiedy widzimy, niekoniecznie potrzebują nauczyciela; ta bowiem dobroczynna przychylność nieba, jakby im samym na przekór, prowadziła ich znacznie wyżej, aniżeliby tego pragnęli, czyniąc ich nie tylko miłymi, lecz także podziwianymi przez cały świat. Dlatego też na ten temat nie rozmawiamy, skoro nie w naszej jest mocy, abyśmy mogli ten stan rzeczy osiągnąć samodzielnie. Co do tych jednakże ludzi, którzy od natury otrzymali zaledwie tyle tylko, iżby mogli przyswoić sobie ów wdzięk kosztem trudu, zabiegów i starań, to bardzo pragnąłbym wiedzieć, za pomocą jakiej sztuki, jakiego rodzaju dyscypliny, jakiego sposobu można by taki wdzięk sobie przyswoić, także i w przypadku ćwiczeń cielesnych, które wy uważacie za tak bardzo konieczne, oraz we wszystkich innych rzeczach, które się praktykuje albo o których się mówi. Przeto więc, skoro tak wielkimi pochwałami owej zalety obudziliście w nas gorące pragnienie, aby ku niej podążać, owo brzemię, które pani Emilia włożyła wam na ramiona, zobowiązuje was w dalszym ciągu do tego, byście oczekiwania nasze spełniali, ucząc nas, jak ten cel osiągnąć”.

 

XXV

„Nie poczuwam się do obowiązku – rzekł na to hrabia – aby pouczać was o tym, jak stać się człowiekiem pełnym wdzięku, ani też kimkolwiek innym, ale do tego jedynie czuję się zobowiązany, by pokazać wam, jakiego rodzaju człowiekiem powinien być doskonały dworzanin. Nie mam też zamiaru tej doskonałości was nauczyć, zwłaszcza że przecież dopiero co stwierdziłem, iż dworzanin powinien znać się na zapasach, na woltyżerce i na wielu innych jeszcze rzeczach, o których – jestem pewien – macie pojęcie tak samo wystarczające, jak byście mieli je wtedy, gdyby mnie, który nigdy tych umiejętności się nie uczyłem, przyszło teraz wam o nich robić wykład. Starczy, że powiem, iż to jest tak jak z wytrawnym żołnierzem, który umie wytłumaczyć płatnerzowi, jaki kształt, jaką formę i jakie zalety powinna mieć jego zbroja, nie potrafi natomiast nauczyć owego rzemieślnika, jak to wszystko wykonać, jakich użyć do tego narzędzi i jak materiał do tego potrzebny zahartować; także i ja zapewne jestem w stanie wam powiedzieć, jak doskonały dworzanin powinien się zachowywać, nie umiem natomiast was nauczyć, co powinniście czynić, aby nim zostać. Wszelako, aby – na ile to jest w mojej mocy – jakoś waszemu żądaniu uczynić zadość, chociaż – jak mówi przysłowie – wdzięku nauczyć się nie sposób, to powiem, że ktokolwiek by pragnął go nabrać poprzez ćwiczenia cielesne, zakładając oczywiście, że nie jest to ktoś z natury do tego niezdolny, powinien zabrać się do tego wcześnie i przyswajać sobie podstawy od najlepszych mistrzów; o tym, jak bardzo to było ważne dla Filipa króla Macedonii, może nas przekonać fakt, że wybrał Arystotelesa, tak przecież sławnego filozofa, zapewne największego, jaki tylko kiedykolwiek na świecie się pojawił, aby uczył jego syna Aleksandra podstaw czytania i pisania.

Co zaś się tyczy ludzi, których i my sami dzisiaj znamy, zważcie, jak poprawnie i z wdziękiem wszystkie ćwiczenia cielesne uprawia pan Galeazzo Sanseverino45, wielki koniuszy Francji; a to mianowicie dlatego, że oprócz naturalnej dyspozycji, które osobiście posiada, przedsięwziął wszelkie starania, aby się uczyć u wytrawnych mistrzów i by zawsze mieć koło siebie ludzi najbieglejszych, od każdego z nich przejmując to, co najlepsze z ich umiejętności; tak więc, gdy idzie o zapasy, woltyżerkę i posługiwanie się wieloma rodzajami broni, wybrał sobie za przewodnika naszego znajomego pana Piotra Monte46, który, jak wiecie, jest prawdziwym i jedynym mistrzem w każdej ze sztuk ćwiczących siłę i sprawność jak jazda konna, walka konna na kopie i jakiekolwiek inne jeszcze umiejętności i który zawsze umiał wypatrzyć tych najdoskonalszych, jacy tylko znani byli z owych umiejętności.

XXVI

Ten przeto, kto pragnie być dobrym uczniem, poza dobrym sprawowaniem, musi dołożyć wszelkiej pilności, aby upodobnić się do swojego mistrza i – w jakim stopniu to możliwe – w niego się przeobrazić. A skoro tylko stwierdzi, że poczynił jakiś postęp, to z wielkim dla siebie pożytkiem będzie obserwować rozmaitych ludzi motywowanych tym samym powołaniem, a kierując się zdrowym rozsądkiem, który zawsze winien być jego przewodnikiem, niechby sam zaczął sobie przyswajać – od jednego to, a od drugiego coś jeszcze innego. A tak jak pszczoły na zielonych łąkach uwijając się między ziołami, nieustannie «ograbiają» rosnące tam kwiaty, tak i nasz dworzanin ma «podkradać» wdzięk każdemu, kto robi wrażenie, że go posiada, i przejmować od każdego ten rodzaj gracji, jaki najbardziej godny byłby uznania47; niech zaś nie postępuje, tak jak ów nasz przyjaciel, którego wszyscy znacie, co to uważał, że bardzo jest podobny do króla Ferdynanda Aragońskiego młodszego48, i starał się go naśladować nie inaczej, jak tylko poprzez częste podrzucanie głową i wykrzywianie ust z jednej strony, co u tamtego władcy było skutkiem nabytej ułomności. Wielu zaś i takich znaleźć się może, którzy sądzą, że wystarczy, jeśli pod jakimkolwiek względem chociaż trochę się upodobnią do jakiegoś wielkiego człowieka; często też przywiązują się do takiej jego cechy, która jest przecież tylko jego wadą. Jednakże już przedtem, zastanawiając się częściej nad tym, skąd się ów wdzięk wywodzi – a pominąwszy to, co jest darem gwiazd – stwierdziłem pewną zasadę wcale powszechną, która – w tej materii, jak sądzę, znaczenie ma większe aniżeli każda inna rzecz ­uczyniona czy wypowiedziana, a spraw ludzkich dotycząca: jest to mianowicie zasada unikania, w jakim stopniu tylko to jest możliwe, niczym najostrzejszej i najbardziej niebezpiecznej skały podwodnej – afektacji, a także, by się tu posłużyć nowym określeniem, we wszystkim okazywać swego rodzaju niefrasobliwość49, która przysłania kunszt i która pozwala sądzić, iż to, co się czyni czy też mówi, przychodzi człowiekowi bez wysiłku, czy jakby bez długiego się nad tym zastanawiania. Z tego właśnie, jak sądzę, przeważnie bierze się wdzięk; bowiem każdemu wiadomo, z jakim wysiłkiem osiąga się rzeczy rzadkie i dobrze wykonane, dlatego też łatwość w ich stwarzaniu rodzi najwyższy podziw. Zaś przeciwnie, to co jest wymuszane, czy – jak się to mówi – «wleczone za włosy», w najwyższym stopniu wdzięku jest pozbawione i skłania nas do lekceważenia wszystkiego, choćby przecież były tam też rzeczy całkiem ważkie. Można przeto uznać za prawdziwą sztukę to, co na sztukę nie wygląda, do niczego też nie powinno się przykładać większych starań jak do tego, aby ową sztukę ukrywać, bowiem jeśli się ją odsłoni, to pozbawia się wtedy całkowicie dzieło jego wartości i skłania nas do lekceważenia. Pamiętam, jak przeczytałem kiedyś, iż było kilku wielce znakomitych mówców starożytnych, którzy oprócz stosowania rozmaitych przemyślnych figur starali się także wywierać na słuchaczach wrażenie ludzi zupełnie niewykształconych, a ukrywając oczytanie, udawali, że swoje mowy układają w najprostszy sposób, bardziej wspierani przez naturę i prawdę, aniżeli przez wysiłek i sztukę; co gdyby zostało rozpoznane, wzburzyłoby ludzi, jako że wprowadzali ich w błąd. Widzicie więc, jak bardzo ukazywanie sztuki i wysiłku poświęconego twórczości szkodzi wdziękowi wszelkiego rodzaju. Któż spośród was tutaj obecnych powstrzyma się od śmiechu, kiedy nasz pan Pierpaulo50 tańczy na swój osobliwy sposób, z tymi jego podskokami na nogach usztywnionych aż po czubki stóp, z twarzą niewzruszoną, jakby cały wystrugany był z drewna, a czyni to z takim przejęciem, że pewnym wydawać się może, iż oto zaczął liczyć swe kroki? Jakże zaślepione musi być oko, które nie dostrzega w tym braku wdzięku tak typowego dla afektacji? A wdzięk u wielu tutaj obecnych panów i dam, których owa niewymuszona swoboda (wszak w odniesieniu do ruchów ciała wielu tego określenia używa) okazywana bądź to w mówieniu, bądź w śmiechu czy też w sposobie bycia ma świadczyć o tym, że nie przykładają do tego wagi bardziej niż do wszystkich innych rzeczy – czyż to wszystko nie ma aby zrobić na kimś, kto na nich patrzy, wrażenia, że tak się zachowujący nie potrafią ani też nie mogą się mylić?”

XXVII

Tu pan Bernard Bibiena, na nikogo nie czekając, odezwał się tymi słowy: – „Otóż wreszcie nasz pan Robert51 znalazł kogoś, kto zdołał pochwalić sposób, w jaki on tańczy, chociaż wy wszyscy pozostali, jak mi się zdaje, nie bardzo się tym przejmujecie; jeśli bowiem cała ta doskonałość polegać ma na owej niewymuszonej swobodzie i przejawiać się nonszalancją oraz tym, że się myśli raczej o wszystkich innych rzeczach, tylko nie o tym, co się robi, to pan Robert nie ma sobie równego na świecie; on to bowiem, aby pokazać dobitnie, że się zastanawia nad tym, co czyni, pozwala czasami, aby mu płaszcz się zsuwał z ramion i pantofle ze stóp spadały, a przecież tańczy dalej, nie przejmując się wcale ani jednym, ani drugim”. – Na to odpowiedział hrabia: – „Skoro jednak nalegacie, abym dalej jeszcze przemawiał, opowiem trochę więcej o naszych błędach. Czyż nie widzicie, że to, co u pana Roberta nazywacie niewymuszoną swobodą, jest przecież rzeczywistą afektacją? Wszak jasno to widać, że ze wszystkich sił stara się okazywać, iż nie przykłada się do tego, co robi, a przecież właśnie o tym myśli aż nadto; a ponieważ przekracza on pewne granice umiarkowania, owa nonszalancja staje się afektowana i nieznośna; a jest ponadto pewna rzecz, która działa wręcz przeciwstawnie do celu zamierzonego – to mianowicie skrywanie umiejętności. Nie uważam przeto wcale, że błędem mniejszym od afektacji jest, w przypadku owej nonszalancji, która sama w sobie godna jest uznania, pozwalanie na to, aby szaty spadały z grzbietu, czy też ze względu na dbałość o elegancję, która przecież także sama w sobie godna jest aprobaty, utrzymywanie głowy w bezruchu w trosce o to, aby nie rozrzucać loków spadających na plecy, albo też noszenie lusterka w denku kapelusza lub grzebienia w rękawie czy wodzenie za sobą po ulicach pazia z gotową do użytku gąbką i szczotką; tak bowiem okazywana wytworność i niewymuszona swoboda często przechodzą w skrajność; ta zaś zawsze jest naganna i przeciwna owej czystej i przyjemnej prostocie, która tak bardzo jest miła umysłom ludzkim. Widzicie, jak pozbawiony wdzięku jest taki rycerz, który stara się utrzymać w siodle sztywno niczym wprasowany, wedle maniery, którą zwykliśmy nazywać „wenecką”, w porównaniu z innym, który robi wrażenie, jakby w ogóle o tym nie myślał, i który siedzi na koniu tak, jakby się poruszał pieszo. O ileż bardziej się podoba i bardziej zasługuje na pochwałę szlachcic, który bronią włada z umiarem, mówi niewiele i niezbyt się chwali, aniżeli ktoś inny, co to nieustannie i hałaśliwie sam siebie wychwala, a miotając obelgi, zdaje się zuchwale wygrażać bronią całemu światu! A jest to nic innego, jak afektowane staranie się o to, aby uchodzić za zucha. To samo dotyczy każdej umiejętności, wręcz wszystkiego, co tylko na świecie można uczynić i powiedzieć”.

XXVIII

Na to pan Magnifico odezwał się tymi słowy: – „Owszem, to również się sprawdza, gdy mowa o muzyce, gdzie wielkim jest błędem umieszczenie jednego po drugim dwóch konsonansów doskonałych52 w taki sposób, że sam nasz zmysł słuchu odczuwa niesmak, a przecież często aprobuje on sekundę lub septymę, co już samo w sobie stanowi dysonans przykry i niedopuszczalny; a bierze się to stąd, że powtarzanie konsonansów doskonałych skutkuje przesytem i odsłania nazbyt afektowaną harmonię; tego zaś można uniknąć, wprowadzając konsonanse niedoskonałe, za czym powstaje jakby kontrast, wobec którego słuch nasz wprawia się w stan zawieszenia i jeszcze skwapliwiej oczekuje na konsonanse doskonałe, w których ma upodobanie, a rozkoszuje się tymczasem owym dysonansem sekundy czy septymy jakby niedoskonałością przypadkiem tu dopuszczoną”. – „Otóż widzicie zatem – odrzekł hrabia – że i w tym afektacja szkodzi jak we wszystkich innych rzeczach. Stało się wszak już przysłowiowym powiedzenie u najznakomitszych malarzy starożytnych, że nadmierna staranność jest szkodliwa, mówiono zaś, że Apelles potępiał Protogenesa53 za to, iż ów nie wiedział, kiedy oderwać rękę od deski”. – Na to rzekł pan Cezar: – „Mam wrażenie, że tę samą wadę ma nasz brat Serafin, który nie potrafi oderwać ręki od stołu, w każdym razie do chwili, w której wszystkie potrawy zostają z niego uprzątnięte”. – Roześmiał się na to hrabia i mówił dalej: – „Apelles chciał przez to powiedzieć, że Protogenes w swoim malowaniu nie znał umiaru, co nie było niczym innym, jak wytknięciem mu afektacji w jego dziele. Tego więc rodzaju zaleta, która jest przeciwieństwem afektacji, a którą tymczasem nazwalibyśmy nonszalancją, oprócz tego, że jest prawdziwym warunkiem wdzięku, skutkuje innego jeszcze rodzaju upiększeniem, które się przejawia w każdej czynności ludzkiej, jakkolwiek błaha by ona była; ono to właśnie nie tylko natychmiast unaocznia kunszt każdego, kto się nią posługuje, ale sprawia też często, że się takowego uznaje za kogoś o wiele wybitniejszego, aniżeli faktycznie ten ktoś jest nim rzeczywiście; bowiem w umysłach otoczenia kształtuje to opinię, iż ten, kto z taką łatwością tak dobrze sobie poczyna, potrafi zapewne jeszcze dużo więcej, aniżeli faktycznie umiejętności posiada, oraz że gdyby włożył w swoje działania więcej staranności i wysiłku, to osiągnąłby jeszcze więcej. Aby zaś więcej podobnych przykładów tu przywołać: oto popatrzmy, jak człowiek poczyna sobie z bronią – jeżeli miota strzałę, czy też bierze do ręki miecz lub inny jakiś oręż i swobodnie, bez namysłu, z łatwością przyjmuje postawę gotowości do walki, a zdawać się przy tym może, iż jego ciało i wszystkie członki przyjmują taką pozycję w sposób naturalny, bez jakiegokolwiek wysiłku, choć żadnego innego ruchu jeszcze nie wykonał, to ktoś taki wydaje się każdemu wysoce zaprawionym w tej umiejętności. Podobnie jest i w tańcu – pojedynczy krok albo czyjś jeden ruch pełen wdzięku i niewymuszonej elegancji natychmiast pozwala się zorientować, kto tańczy. Muzyk, jeżeli podczas śpiewu wybrzmiewa pojedynczą nutę zakończoną miłym akcentem w ozdobniku54 z taką łatwością, iż zdawać się może, że przytrafiło mu się to jakby przypadkiem, sprawia wrażenie, że ma umiejętności znacznie więcej, niż ich w rzeczywistości posiada. Czasem też i w malarstwie zdarza się, że jedna linia zdaje się nie mozolnie dopracowana, lecz jednym tylko dotknięciem pędzelka, bez wysiłku uczyniona w taki sposób, jakby wyszła spod ręki niekierowanej starannością ani sztuką jakąkolwiek i jakby sama przez się podążała ku swojemu celowi zgodnie z wolą malarza; to zaś ukazuje jasno doskonałość artysty, którą każdy ocenia stosownie do swoich możliwości osądzania, jak to bywa zresztą we wszystkich innych okolicznościach. Nasz zatem dworzanin uważany będzie za doskonałego i przypisywany mu będzie wdzięk we wszystkim, co czyni, zwłaszcza w mowie, jeżeli tylko unikać będzie afektacji; a tym zaś błędem grzeszy jakże wielu ludzi, szczególnie zaś i częściej od innych niektórzy nasi Lombardczycy; oni to, jeśli tylko się im zdarzy rok choćby tylko przebywać poza domem, zaraz po powrocie zaczynają mówić po rzymsku, takoż i po hiszpańsku czy francusku i Bóg wie jeszcze po jakiemu; a wszystko to się bierze z niezmiernego pragnienia, aby się popisać rozległą wiedzą. Tym zaś sposobem człowiek poświęca sporo wysiłku i pilności na to, aby przyswoić sobie bardzo szpetną przypadłość. Z pewnością więc będzie to dla mnie trudem niemałym, jeśli w tej naszej tu rozmowie miałbym się posługiwać staroświeckimi wyrażeniami toskańskimi, które całkiem już wyszły z użycia u współczesnych Toskańczyków, a poza tym pewien jestem, że by mnie tu wszyscy wyśmiali”.

 

XXIX

Na to pan Fryderyk: – „Zaiste – rzekł – niefortunne byłoby zapewne posługiwanie się teraz w naszej rozmowie owymi staroświeckimi wyrażeniami toskańskimi, bowiem, jak mówicie, mieliby z nimi kłopot zarówno ci, którzy przemawiając, używaliby ich, jak i ci, co to by ich słuchać mieli, a i tak z tego niewiele – i to nie bez kłopotów – by pojęli. Ktokolwiek jednak by się nimi posługiwał przy pisaniu, sądzę, że niewielki by błąd popełnił, bowiem pismu przydają one sporo wdzięku i utwierdzają jego autorytet, a to z tej przyczyny, że język w takich wypowiedziach staje się wtedy poważniejszy i więcej w nim dostojności, aniżeli w tych wszystkich tekstach nowoczesnych”. – „Nie wiem – odrzekł na to hrabia – czy aby na pewno przydać może tekstowi wdzięku albo autorytetu używanie wyrażeń, których należałoby unikać, nie tylko zresztą w takich rozmowach, jakie my tutaj toczymy (co sami przecież zresztą przyznajecie), ale też we wszystkich innych okolicznościach, jakie tylko można by sobie wyobrazić. Jeśli bowiem komukolwiek rozsądnemu przyszłoby wygłosić mowę o sprawach istotnych w senacie Florencji, która jest stolicą Toskanii, albo też rozmawiać prywatnie z kimś znacznym w tymże mieście o sprawach ważnych, lub z osobą najbliższą o rzeczach przyjemnych, z damami czy kawalerami o miłości, czy też wreszcie żartując i dowcipkując przy okazji świąt, zabaw lub gdziekolwiek jeszcze by to było w jakimkolwiek innym miejscu czy okolicznościach, to pewien jestem, że wystrzegałby się ktoś taki owych staroświeckich wyrażeń toskańskich, używając ich zaś jednak mimo wszystko, oprócz zrobienia z siebie pośmiewiska, sprawiłby każdemu ze słuchających go niemało udręki. Wydaje mi się także rzeczą bardzo niezwykłą używanie w piśmie jako poprawnych takich wyrażeń, które uchodzą za błędne w każdym rodzaju wypowiedzi ustnej, a także żądać, aby to, co nigdy nie uchodzi w mowie, miałoby być tym bardziej stosownym stylem wypowiedzi w piśmie55. Albowiem chociaż według mnie pismo nie jest czymś innym, jak tylko pewną formą wypowiedzi, która trwa jeszcze długo po tym, jak już się człowiek wypowiedział, niby obraz albo raczej żywot naszych słów, to przecież jednak w mowie, gdzie zatraceniu ulega rychło to, co wypowiedziano głośno, niektóre rzeczy jeszcze ujść mogą, aczkolwiek nie ma ich w piśmie; bowiem pismo utrwala słowa i poddaje je pod osąd tego, kto je czyta, dając mu czas na to, aby dogłębnie je rozważyć. Dlatego rozsądnie jest wykazywać w tej materii więcej staranności po to, aby to, co się pisze, było bardziej poprawne i dopracowane; jednakże nie w ten sposób, iż słowa pisane byłyby bardzo różne od mówionych, ale tak by pisząc, dobierać wyrażenia najpiękniejsze spośród tych, którymi posługujemy się w mowie. Jeśli zaś pisząc, można by pozwalać sobie na to, co nie uchodzi w mowie, to z tego wzięłaby się moim zdaniem sprzeczność niemała, jako że na większą swobodę można się zdobyć w takiej materii, w jakiej potrzeba więcej staranności, a pilność włożona w pisanie zamiast korzyści przyniosłaby tylko szkodę. Przeto pewną jest rzeczą, że to, co jest odpowiednie w pisaniu, odpowiednie jest także w mówieniu, zaś wypowiedź jest bardzo piękna wtedy, gdy podobna jest pięknemu pisaniu. Uważam także, iż znacznie ważniejsza jest zrozumiałość wypowiedzi w piśmie od wypowiedzi w mowie; ci bowiem, którzy piszą, nie zawsze są obecni przy tych, którzy czytają to, co oni napisali, tak jak to się dzieje w przypadku wypowiedzi ustnej, kiedy się przemawia do obecnych słuchaczy lub uczestników rozmowy. Pochwaliłbym jednak takiego człowieka, który oprócz unikania wielu przestarzałych wyrażeń toskańskich, posiadłby umiejętność posługiwania się w pisaniu i w mówieniu wyrażeniami będącymi dzisiaj w użyciu w Toskanii oraz w innych regionach Italii, a które – wypowiadane – mają w sobie jakiś wdzięk. Wydaje mi się, że ktokolwiek hołduje innej zasadzie, nie uchroni się skutecznie przed popadaniem w ową afektację tak tutaj potępioną, o której mówiliśmy wcześniej”.

XXX

Odrzekł na to pan Fryderyk: – „Panie hrabio, nie mogę zaprzeczyć, że pisanie jest pewnego rodzaju wypowiedzią. Owszem, twierdzę nawet, że jeśli słowa, które się wypowiada, zawierają w sobie pewnego rodzaju niejasność, to ich sens nie dociera do umysłu tego, kto ich słucha, przechodzi zatem mimo uszu, bez zrozumienia i tak daremnie przepada. To zaś się nie zdarza w przypadku wypowiedzi napisanej, jako że jeśli tylko wyrażenia, którymi się posługuje piszący, zawierają w sobie trochę, nie powiem trudności, lecz raczej zawiłej subtelności, a przez to nie są tak samo przystępne jak wtedy, gdy się mówi zwyczajnie, to przydają one jednak wypowiedzi pisanej pewnego autorytetu i skłaniając czytelnika do większej uwagi i do namysłu, do głębszych nad tym tekstem rozważań, pozwalają mu też cieszyć się inteligencją i uczonością jego autora; trudząc się zaś rozważaniem, doznaje owej przyjemności, która wynika z pojmowania rzeczy niełatwych. Jeśli zaś ignorancja tego, kto czyta, jest tak znaczna, że owej trudności pokonać nie może, to winy za to nie ponosi piszący, ani też z tego powodu nie powinno się czynić stylu wypowiedzi mniej pięknym. Dlatego też uważam, że przy pisaniu właściwą jest rzeczą używanie wyrażeń toskańskich i to tylko tych, którymi posługiwali się dawni Toskańczycy, bowiem stanowi to dowód ważki i potwierdzony przez czas, że dobrze i skutecznie wyrażają one sens tego, co się wypowiada. Mają one ponadto w sobie ów wdzięk i czcigodność, które starożytność przydaje nie tylko słowom, ale też budowlom, posągom, malowidłom i wszystkim innym przedmiotom, w których te cechy są obecne; a bywa i tak, że często tylko swoją świetnością i dostojeństwem przydają wypowiedzi piękna, ta zaś zaleta, a także elegancja sprawiają, iż każdy temat, choćby nawet błahy, tak można uświetnić, iżby zasłużył na bardzo duże uznanie56.