Fear meTekst

Autor:B.b. Reid
Z serii: Broken Love #1
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Moja odpowiedź chyba go rozbawiła.

– Nie ma mowy. Wciąż masz coś, czego chcę – odparł.

Szłam korytarzami w milczeniu, niepewna, co powinnam zrobić. Keiran był dla mnie zbyt potężnym przeciwnikiem, bym mogła z nim walczyć i wygrać. „Tak jak zabiłem ją”, powiedział. Myślałam o niej. To przez nią teraz się bałam. Ale kim była ta ONA? Czy zginęła, bo się mu sprzeciwiała? Te pytania dręczyły mnie od dziesięciu lat. To dlatego tak chętnie żyłam w cieniu jego nienawiści.

– Daj mi swój telefon.

Niemal wyzionęłam ducha, kiedy nagle rozległ się za mną jego głos. Byłam tak pogrążona w myślach, że zupełnie zapomniałam, że za mną podążał. Keiran nie był osobą, o której łatwo się zapomina, a poza tym nieustannie wytrącał mnie z równowagi.

Wyciągnęłam telefon i mu go podałam. Kiedy uniosłam głowę, zauważyłam, że patrzy na mój tyłek, bo właśnie z tylnej kieszeni wyciągnęłam telefon. Odchrząknęłam, a on niespiesznie oderwał wzrok od moich pośladków. Gdy to zrobił, popatrzył na mnie bez cienia skruchy i wziął ode mnie komórkę. W jego oczach dostrzegłam żar i jawne pożądanie. Zrobiło mi się gorąco. Dzisiejszy dzień w ogóle nie był normalny. Czy naprawdę można pożądać kogoś, kto cię nienawidzi?

– Dlaczego w twoim telefonie nie ma hasła?

– Och, bo… właściwie rzadko z niego korzystam – przyznałam ze wstydem. Miałam tylko Willow i ciocię Carissę… Poza nimi nie było nikogo i on o tym wiedział.

Patrzył na mnie przez chwilę, a potem przeniósł wzrok na telefon. Nie spieszył się, więc stwierdziłam, że na pewno go przegląda. Tylko czego szuka? Po paru chwilach usłyszałam wibrację, a on wyciągnął swój telefon i go wyciszył.

– Dlaczego wciąż masz numer do Petera Simpsona? Wszelki kontakt z nim lub relacja – warknął – która cię z nim łączy, dzisiaj ma się skończyć. I żebym nie musiał powtarzać.

– Nie rozmawiałam z nim od roku, odkąd… – Urwałam, kiedy dotarło do mnie, że on mnie ignoruje. Milczałam, gdy naruszał moją prywatność i grzebał mi w telefonie. Miałam kilka numerów od chłopaków, które zapisałam z grzeczności, ale nigdy z nich nie skorzystałam. Dopiero gdy Keiran zniknął ze szkoły, chłopcy zaczęli zwracać na mnie uwagę, a nawet wtedy robili to w zupełnej tajemnicy.

Kiedy rozniosła się wieść o powrocie Keirana, propozycje randek ustały. Kilku chłopaków nawet poprosiło mnie o usunięcie ich numeru z telefonu tuż przed początkiem roku szkolnego. Nie rozumiałam dlaczego, ale teraz zaczynałam odnosić wrażenie, że po prostu się bali. Tylko dlaczego Keirana miałoby obchodzić, czy ktoś chce się ze mną umówić? Nie obeszłoby go to na tyle, by zrobić coś z premedytacją.

– Co masz na pierwszej lekcji? – zapytał, gdy oddał mi telefon.

– Angielski z panią Connors.

– Idziemy. Już i tak się spóźniliśmy.

Ruszył w stronę korytarza dla czwartoklasistów.

– No co ty, Sherlocku – mruknęłam drwiąco. Lekko obrócił głowę, jakby mnie usłyszał, ale tego nie skomentował. Odetchnęłam z ulgą, skoro nie dostało mi się za ten komentarz.

Dotarłam na lekcję dwadzieścia minut po dzwonku i nauczycielka nie była zadowolona. Posłała mi wkurzone spojrzenie, a potem kazała zająć miejsce. Inni uczniowie skupiali się na mnie chyba nieco nadmiernie. Zastanawiałam się, co takiego przyciągnęło ich uwagę.

Zignorowałam to i zajęłam pierwsze miejsce obok ławki chłopaka, który chyba miał na imię Josh. Wtedy zauważyłam, że Keiran wciąż jest za mną. Nie przyszło mi do głowy, że możemy mieć razem lekcje, skoro opuścił całą ostatnią klasę.

A więc dlatego inni się gapili. Najwyraźniej Keiran i ja weszliśmy do klasy razem. Rozejrzałam się nerwowo i zauważyłam, że paru uczniów pisało szybko jakieś wiadomości w telefonie, a reszta wciąż się gapiła. Wiedziałam, że nim dzisiejsze lekcje się skończą, cała szkoła będzie powtarzać tę pogłoskę, która tak naprawdę była tylko zwykłą, nic nieznaczącą informacją. To był dopiero pierwszy dzień szkoły, a o mnie już krążyły plotki.

Świetnie.

Właśnie wyjmowałam z plecaka zeszyt, gdy nagle Keiran złapał mnie za kark i podniósł z krzesła – niezbyt dyskretnie i niedelikatnie. Potem wziął mój plecak i pomaszerował ze mną na koniec sali w stronę dwóch pustych miejsc. Oczywiście nauczycielka niczego nie była świadoma, bo stała przy tablicy odwrócona do klasy plecami.

Przy ławce średniego rozmiaru stały obok siebie dwa krzesła i gdy dotarło do mnie, że tutaj usiądziemy, stwierdziłam, że to miejsce wydaje się dość intymne. Nigdy nie myślałam, że będę dzielić z Keiranem cokolwiek.

– Jeśli pan Masters i panna Monroe nie zamierzają poprowadzić lekcji, proszę wszystkich o zwrócenie się w stronę tablicy i koncentrację – rzuciła pani Connors, gdy się obróciła i zobaczyła, że uczniowie patrzą na nas i nie interesują się jej lekcją.

Wszyscy na nas zerkali, do czasu aż Keiran oparł przedramiona na ławce i posłał wszystkim groźne spojrzenie. Nagle uczniowie zaczęli się szybko odwracać. W tej chwili cieszyłam się, że Keiran ma w szkole taką władzę. Nie chciałam, by ludzie zwracali na mnie uwagę, szczególnie jeśli miałoby się to wiązać z Keiranem.

Mój telefon zawibrował, dostałam wiadomość od Willow: „Powiedz mi, że te plotki nie są prawdziwe! Co się dzieje? Ty i Keiran?!”.

Status społeczny Willow nie prezentował się lepiej od mojego. Co prawda ona nie miała takiego wroga jak Keiran, ale jeśli plotki już do niej dotarły, to oznaczało, że wiedziała o tym cała szkoła. Spojrzałam na zegarek – minęło pięć minut.

To chyba jakiś rekord.

Zaczęłam odpisywać, ale wtedy Keiran zwinnie zabrał mi telefon z rąk i sprawdził wiadomość, a następnie schował moją komórkę do swojej kieszeni. Popatrzyłam na niego oszołomiona. On właśnie zabrał mi telefon!

– Monroe, proszę się skupić. Jeśli tego nie zrobisz, będę zmuszona wyrzucić cię z klasy – oznajmiła nauczycielka.

Usłyszałam prychnięcia, które dochodziły głównie z rzędu przed nami, gdzie siedziały popularne dziewczyny.

Zawstydziłam się jeszcze bardziej, kiedy Keiran posłał nauczycielce takie spojrzenie, że wszystkie kolory odpłynęły z jej twarzy. Potknęła się, a potem wróciła do prowadzenia lekcji. Wow, to nauczyciele też się go boją? To mnie nie napawało nadzieją na otrzymanie pomocy. Zastanawiałam się, kto jeszcze się go boi.

Reszta lekcji minęła bez większej ekscytacji, a mnie zdziwiło to, że Keiran rzeczywiście skupiał się na lekcji. Robił notatki, chociaż nie brał udziału w dyskusji. Ja również tego nie robiłam, bo przeważnie na lekcjach się nie odzywałam. Wolałam się nie wychylać, nawet gdy jego nie było w pobliżu. To nie był zbyt dobry sposób na życie, ale on nie pozostawił mi wyboru.


Gdy lekcja już się skończyła, nie mogłam się doczekać, aż udam się na kolejną, czyli na wuef. Byłam pewna, że nie będę mieć go razem z nim, bo sportowcy byli zwolnieni z wychowania fizycznego, a Keiran znowu dołączył do drużyny koszykówki. Szkoła wprowadziła obowiązkowe lekcje wuefu jako element programu promującego zdrowy tryb życia.

Keiran zatrzymał mnie, zanim dotarłam na kolejną lekcję.

– Daj mi zobaczyć twój plan lekcji – powiedział.

Podałam mu kartkę, a on przyjrzał się jej i mi ją oddał. Potem ujął mój podbródek i spojrzał mi w oczy.

– Masz nikomu o tym nie mówić. Nawet twojej przyjaciółce. – Bezczelnie odwróciłam od niego wzrok, ale on mocniej ścisnął mi twarz. – Nie prowokuj mnie, Monroe. Konsekwencje ci się nie spodobają.

Pokiwałam głową i zapytałam:

– Czy mogę odzyskać swój telefon?

Wyglądał tak, jakby chciał odmówić, ale potem sięgnął do kieszeni, wyciągnął moją komórkę i mi ją podał. Podążył za mną aż na salę gimnastyczną, gdzie miałam zajęcia z siatkówki. Nie mogłam się tego doczekać z dwóch powodów: po pierwsze, Willow i ja lubiłyśmy ten sport, więc postanowiłyśmy razem się na niego zapisać, a po drugie, wiedziałam, że nie będzie tam Keirana. Jedynym minusem było to, że na tej lekcji będą same dziewczyny, a każda z nich podkochiwała się w Keiranie. Udałam się do szatni, by się przebrać. W pustym pomieszczeniu wyciągnęłam telefon i zobaczyłam esemesa.

„Zachowuj się”.

Widząc tę niejasną wiadomość, zmarszczyłam brwi, ale potem dostrzegłam imię nadawcy – a raczej inicjał. K. Musiał wysłać sobie mój numer i wpisać swój, gdy wcześniej przeglądał mi telefon. Przez chwilę zastanawiałam się, co powinnam odpisać, a potem stwierdziłam, że lepiej będzie nie odpowiadać, i wrzuciłam aparat do szafki. Przebrałam się w strój sportowy, cały czas przeklinając pod nosem swoją trudną sytuację.

– Dobra, lepiej zacznij gadać, tylko bez żadnych wykrętów, kapujesz?

Skwitowałam śmiechem tę nieudolną wersję napadu rabunkowego i obróciłam się do swojej najlepszej przyjaciółki… która trzymała w ręce zabawkowy pistolet.

Nigdy nie przestawała się wygłupiać.

– Hej, to ja mam broń. Nie masz prawa się śmiać. – Stłumiłam śmiech, czekając, co powie. – Okej, usłyszałam od pewnej osoby, że ty i mroczny pan zjawiliście się dzisiaj razem na lekcji i wyglądaliście uroczo i milusio, gdy siedzieliście we dwoje na tyłach klasy. A teraz powiedz mi, że moja wtyka się pomyliła. Nie chcę, żeby poleciały głowy, jeśli wiesz, co mam na myśli, ale muszę chronić swoje interesy. Jesteś jednym z moich najlepszych ludzi, Don Lake.

Ktoś, kto nie znał Willow, pomyślałby, że ona się tylko wygłupia, ale ja wyraźnie słyszałam jej przekaz – bała się o mnie i chciała, żebym przypomniała sobie, że jest moją przyjaciółką i mogę na nią liczyć, jeśli potrzebuję pomocy.

Chciałam się jej zwierzyć, ale wiedziałam, że groźba Keirana może objąć nie tylko moją ciocię… Wykorzysta każdego, kogo kocham, by się na mnie odegrać. A nie mogłam do tego dopuścić, więc tylko ją do siebie przytuliłam. Willow i ja byłyśmy dla siebie jak siostry i wyczuwałyśmy nawzajem swój ból. Łza spłynęła mi po policzku.

 

– Lake, nie możesz mieć przede mną sekretów. Musisz być ze mną szczera! Powiedz mi, co się z tobą dzieje – załkała, rozklejając się z powodu frustracji.

– Ale ty pierwsza…

Rozdział 4

Zakończyłam mecz siatkówki agresywnym ścięciem piłki, po którym większość dziewczyn spojrzała na mnie, unosząc brwi, ale co z tego? Ważne, że wygrałyśmy. Byłam zła głównie dlatego, że Willow nie chciała ze mną rozmawiać. Nawet wybrała przeciwną drużynę, co jak na nas wyglądało poważnie, bo wszystko robiłyśmy razem. Teraz czułam się tak, jakby między nas został wbity klin. Nie mogłam stracić jedynej przyjaciółki, ale z drugiej strony nie potrafiłam uwierzyć w to, że coś przede mną ukrywa, a sama chciała, żebym pokazała jej swoje demony. Sfrustrowana pokręciłam głową. Co, do cholery, przydarzyło się jej tego lata?

Kiedy wytknęłam jej, że sama ma przede mną sekrety, zamknęła się w sobie i wtedy zyskałam pewność, że coś jest nie tak. Willow była jak otwarta księga – i jak wolny duch. Wiedziała, kim jest, i nie bała się pokazać tego światu. W przeciwieństwie do mnie. Ja się ukrywałam. Po prysznicu wybiegłam szybko z szatni, by dogonić Willow, która skończyła wcześniej i wyszła bez słowa. Teraz miałyśmy razem przerwę na lunch, ale nie wiedziałam, czy się pojawi na stołówce, bo zazwyczaj unikałyśmy tego miejsca.

Kiedy skręciłam w korytarz za rogiem, stanęłam jak wryta i zamrugałam parę razy, by się upewnić, że nie mam halucynacji. Willow przyssała się do jakiegoś wysokiego, umięśnionego chłopaka. On otaczał ją silnym ramieniem w talii i przyciskał dużą dłoń z tyłu jej głowy, całując ją jak wygłodniały. Nie zauważyli mnie i dalej się całowali, więc cofnęłam się i skryłam za rogiem, by zapewnić im trochę prywatności. Kiedy jednak usłyszałam niski męski pomruk, wyjrzałam zza ściany. Chłopak przesunął rękę na jej tyłek i uniósł ją tak, by otarła się o jego krocze. Jęknęła, a on jeszcze bardziej się napalił.

Willow miała ciało syreny, które mogło zniewalać mężczyzn – była zmysłowa i kobieca, ale zawsze twierdziła, że musi schudnąć. Gdyby widziała te wszystkie spojrzenia, które jej rzucano, szczególnie gdy wkładała coś innego niż zazwyczaj, to tak by nie myślała. Wyglądała bosko.

– Zaczekaj – cicho zaprotestowała Willow, on tymczasem ścisnął ją jeszcze mocniej i nie chciał puścić. W jego ramionach wyglądała na taką małą. – Nie! – Oderwała od niego usta, dysząc. – Mówiłam ci, że ja już dłużej tak nie mogę. To był błąd. – Kiedy się od niego odsunęła, szczęka mi opadła, a żołądek mi się ścisnął. Cofnęłam się za róg, by wziąć się w garść i nie rozkleić. To nie mógł być on. Ona by nie…

– Błąd? – zapytał, brzmiąc na rozbawionego. – Co nim było? To, że cię zerżnąłem, czy to, że ty zerżnęłaś mnie później?

– Nie, proszę – błagała, a ja poczułam, że znowu muszę wyjrzeć zza ściany.

– Dlaczego nie? To, co nas łączy, jest prawdziwe. To, co się wydarzyło tego lata, gdy byliśmy razem, jest prawdziwe.

– Nie chcę być już twoją zabawką. Bo ty tylko tego chcesz.

Westchnął sfrustrowany i podszedł do niej niebezpiecznie blisko, aż przyciskał ją do szafek.

– A skąd ty, kurwa, wiesz, czego ja chcę? Przecież nawet mnie nie znasz.

– Masz rację. Nie znam – odpowiedziała stanowczo. – I ci nie ufam.

– Mam to gdzieś – warknął. – Zawsze dostaję to, czego chcę. – Pozwolił groźbie zawisnąć w powietrzu i odszedł.

Co za dupek.

Chciałam pocieszyć szlochającą Willow, mimo że było mi niedobrze i się na nią wkurzyłam. Nie mogłam jej dyktować, z kim ma się spotykać, ale z drugiej strony nigdy bym nie podejrzewała, że będzie z wrogiem. Czułam mimo to, że powinnam ją wspierać. Uznałam, że później porozmawiamy o tym, co zobaczyłam. Zrobiłam krok w przód, gotowa pocieszyć przyjaciółkę, gdy nagle poczułam, że ktoś łapie mnie w talii stalowym ramieniem. Wpadłam na twardą klatkę piersiową, a moje ciało stopiło się z tym muskularnym, które mnie niewoliło.

– Co ty wyprawiasz? – usłyszałam ostry głos Keirana tuż przy swojej szyi. Nie widziałam ani nie słyszałam, kiedy się zbliżył, więc założyłam, że musiał nadejść z drugiego korytarza.

– Ja tylko… – Urwałam, kiedy poczułam, jak obejmuje mnie drugą ręką. Twarz wciąż ukrywał przy mojej szyi i przyciągnął mnie do siebie bliżej, niczym kochanek. Ogarnął mnie szok, bo to było takie naturalne, przymknęłam oczy, rozkoszując się tą chwilą i zapominając, kim jesteśmy i co to wszystko znaczy.

To nie była rzeczywistość. Tylko fantazja. Wydawała mi się zbyt przyjemna, by była prawdziwa. I wystarczy tylko jeden zły ruch, a ta fantazja szybko zmieni się w mój najgorszy koszmar. Jego usta musnęły moją szyję, a dłoń wsunął mi pod bluzkę i zaczął gładzić palcem mój brzuch. Poczułam w środku motylki.

– Jeśli spróbujesz zareagować, pożałujesz – wyszeptał. Złośliwość w jego głosie podziałała na mnie jak wiadro zimnej wody i nagle dotyk jego dłoni i ust zaczęłam odczuwać jak dotyk śmierci.

– Puść mnie – zażądałam.

Wściekłam się, ale nie byłam do końca pewna, co mnie tak rozzłościło. Odepchnął mnie, a kiedy niemal upadłam, zgromiłam go wzrokiem. On już jednak zdążył się odwrócić i zaczął odchodzić równie cicho, jak się tu zjawił. Podążyłam za nim wolniej, żebym miała czas dojść do siebie po przeżyciach z ostatnich pięciu minut. Ja pierdolę.


Na stołówce było głośno, bo cisnęli się tam głównie uczniowie z ostatniej klasy trzymający się w różnych grupkach. Zazwyczaj unikałam tego miejsca i wolałam jeść lunch w bibliotece lub gdziekolwiek, gdzie nie byłoby Keirana. Najczęściej torturował mnie na początku dnia lub pod koniec, a pomiędzy tymi momentami ignorował. Mimo to i tak wolałam być niewidzialna, w razie gdyby nabrał ochoty, by się nade mną poznęcać.

Wciąż się zastanawiałam, dlaczego Willow nie chce mi powiedzieć o tym, co się wydarzyło latem, jednocześnie szukając jej na stołówce. Kiedy nie zobaczyłam jej od razu, zrozumiałam, że będę musiała zaryzykować i wejść do środka. Byłam naprawdę rozdrażniona, tym bardziej że Keiran znowu się na mnie uwziął. Przez cały poranek zastanawiałam się, czy na serio mówił, że w ramach zemsty chce mi odebrać dziewictwo. A przynajmniej… wydawało mi się, że coś takiego zasugerował.

Nie mogłam uwierzyć w to, że Keiran mnie pożądał, a jednocześnie tak mocno nienawidził. Na pewno chciał po prostu wykorzystać seks, by mnie upokorzyć. Tu nie mogło chodzić o pożądanie.

Krążyłam po stołówce, szukając Willow. Nagle dotarło do mnie, do czyjego stolika się zbliżyłam, ale zanim się wycofałam, nasze spojrzenia się skrzyżowały i zrozumiałam, że on obserwował mnie od początku. Szybko się obróciłam, by zawrócić.

– Stój – usłyszałam.

Zamarłam. Dźwięk jego komendy sprawił, że wróciłam myślami dziesięć lat wstecz, na plac zabaw, gdzie zobaczyłam go po raz pierwszy. Powoli się obróciłam, by spojrzeć na niego i stolik, przy którym siedziała cała jego bezmyślna świta.

– Usiądź – nakazał i długą nogą kopnął krzesło stojące naprzeciwko niego, wysuwając je.

– Ty chyba żartujesz? Poważnie, chcesz, żeby tu usiadła? Przecież jej nienawidzimy – odezwała się złośliwie dziewczyna, która siedziała Keiranowi na kolanach i chciała mnie zabić wzrokiem. To była Anya Risdell, kapitanka drużyny cheerleaderek i naczelna suka. Przepraszam, i to niby miało być wredne?

– Tak, ma tu usiąść. Jeśli masz z tym problem, możesz się przenieść do innego stolika – odpowiedział chłodno, nie odrywając ode mnie wzroku.

Stałam kilka kroków dalej i myślałam, jak wykręcić się od wejścia do jaskini lwa, kiedy jednak Keiran skinął głową na krzesło, a potem spojrzał na mnie, usiadłam niechętnie, jawnie manifestując swoje niezadowolenie. Wyglądał tak, jakby za chwilę miał wybuchnąć i zrobić scenę, a ja przypomniałam sobie ostatni raz, gdy rzeczywiście to zrobił. Lepiej tego uniknąć.

Poczułam, że patrzy na nas wiele par oczu. Przy stoliku siedział też przyjaciel Keenana, Quentin, którego nazywali Q. Bardzo przypominał Keirana – był cichy i ponury. Nigdy nie miał zbyt wiele do powiedzenia i otaczała go aura spokoju. Nikt nigdy nie widział go z żadną dziewczyną, więc w szkole krążyła plotka, że może być gejem. Ludzie to idioci.

Przy stoliku siedziało również paru innych chłopaków i kilka dziewczyn – wszyscy byli sportowcami lub cheerleaderkami. Litości. Zauważyłam tu również Sheldon Chambers, dziewczynę Keenana. Chyba ona jedna nie patrzyła na mnie z nienawiścią, tylko raczej z ciekawością. Zajmowała miejsce obok Keenana.

– Kogo szukałaś? – zapytał Keiran, wyrywając mnie z moich przemyśleń.

– Nikogo.

Przyglądał mi się spod lekko zmrużonych powiek, dziwnie cichy. Zaciskał szczęki tak, że jego twarz wydawała się jak wykuta z kamienia.

– Czy to kłamstwo?

– Nie – skłamałam znowu. Nie musiałam mu się z niczego tłumaczyć.

– Zobaczymy – odpowiedział spokojnie, ale ja wyczułam w jego głosie groźbę, a w oczach dostrzegłam obietnicę. Wiedziałam, że kłamiąc, popełniałam wielki błąd, ale teraz było już za późno, by to naprawić. Skupiałam się teraz na Willow i na tym, co usłyszałam chwilę temu.

Czasami zastanawiałam się, czy jego groźby nie były przypadkiem tylko pustymi słowami. Jego spojrzenie jednak zawsze świadczyło o tym, że tak nie było. Tylko co go powstrzymywało? Od dziesięciu lat znosiłam jego sztuczki i tortury. Wiedziałam, że wytrzymam jeszcze rok, a moja wolność jest tuż za rogiem. Dam radę.

– To co, Lake? Jak ci się podoba to, że Keiran wrócił? Jestem pewna, że musi z tobą dużo nadrobić. Nie mogę się doczekać – zakpiła Anya, a jej sztuczne niczym roboty przyjaciółki zaśmiały się wraz z nią.

– Wydaje mi się, że nie będzie miał dużo czasu, bo jest zbyt zajęty wykorzystywaniem ciebie. Słyszałam, że to ostatnio jego hobby – rzuciłam. Kilku chłopaków siedzących przy stoliku zdusiło śmiech i prychnięcia, a twarz Anyi przybrała głęboki odcień czerwieni.

Zazwyczaj ignorowałam tę dziewczynę, lecz dzisiaj byłam trochę rozdrażniona zachowaniem Keirana i Willow. Odwróciłam głowę i dyskretnie po raz trzeci napisałam do Willow. Musiałam wymyślić, jak stąd uciec i znaleźć się z dala od tego dręczącego mnie towarzystwa.

Kiedy wróciłam wzrokiem do ludzi siedzących przy stoliku, zauważyłam, że Anya wciąż gromiła mnie spojrzeniem. Patrząc jej w oczy, uniosłam wyzywająco brew. Ona wykrzywiła usta, nachyliła się i powiedziała coś, co zapragnęłam ponownie wcisnąć jej do gardła.

– Czy ciebie i Jessego Fitzgeralda łączyło coś w zeszłym roku? Bo wydawało mi się, że się do siebie kleiliście. Z drugiej strony nie dziwię ci się, był niezłym ciachem. Co się z wami stało? W końcu znalazłaś sobie chłopaka i nie udało ci się go zatrzymać?

Po ostatnim pytaniu Anyi przy stoliku zapadła grobowa cisza. Kilku chłopaków poruszyło się nerwowo na krzesłach i spojrzało na Keirana, co było dziwne, bo to on patrzył na mnie tak, jakby chciał mnie zamordować. Spuściłam głowę, unikając jego wzroku.

Poza Willow Jesse był jedyną osobą, którą mogłam nazwać przyjacielem. Był dzieckiem wojskowych. Przenieśli się tu po tym, jak Keiran opuścił miasto. Po jakimś miesiącu od początku roku szkolnego nasze drogi się skrzyżowały, kiedy ugrzęzłam w błocie po intensywnych opadach deszczu w Six Forks. Miałam wtedy słaby zasięg i nie mogłam zadzwonić do cioci po pomoc ani po lawetę, a nikogo nie widziałam w pobliżu. Sterczałam tam jakieś piętnaście minut i próbowałam złapać zasięg, gdy nagle usłyszałam dźwięk zatrzymującego się obok mnie roweru. Pamiętam, że spojrzałam wtedy w drugie najładniejsze oczy, jakie w życiu widziałam. Ale kiedy w nie patrzyłam, nie przeszywał mnie ten sam dreszcz, który wywoływały oczy Keirana. Od razu rozpoznałam, że to ten nowy, ale okazało się, że był kimś więcej.

Jesse szybko piął się w społecznej hierarchii liceum Bainbridge. Dziewczyny ciągle się za nim uganiały, więc gdy się ze mną zaprzyjaźnił, ta wiadomość niemal wstrząsnęła szkołą. Ludzie, w tym ja, nieustannie starali się go ostrzec, ale on nigdy nie słuchał. Szybko rozniosła się plotka, że Jesse i ja jesteśmy parą, ale to nie była prawda. Po prostu często spędzaliśmy ze sobą czas i zbliżyliśmy się do siebie, ale potem jego ojciec nagle został przeniesiony. Jego mama uznała, że będzie lepiej, jeśli rodzina będzie się trzymać razem, więc w połowie roku przeprowadzili się na północ. Miałam go przez sześć miesięcy, a potem zniknął.

– Keiran, słuchaj, stary, zamierzaliśmy ci o tym powiedzieć… – odezwał się jeden z chłopaków w chwili, gdy po drugiej stronie pomieszczenia doszło do jakiejś bójki. Krzesła i stoliki zaczęły latać, a ludzie masowo tam popędzili, by lepiej się wszystkiemu przyjrzeć. Wkrótce stołówka zmieniła się w stadion.

 

I wtedy do środka wpadła Willow i rozejrzała się szeroko otwartymi oczami. Kiedy mnie dostrzegła, jeszcze bardziej wytrzeszczyła oczy i podbiegła do mnie.

– Rany, Lake. Jestem na ciebie zła przez pięć sekund, a ty już próbujesz popełnić samobójstwo. – Grupa siedząca przy stoliku popatrzyła na jej ciemnozielone ogrodniczki, krzywą kokardę i wybuchnęła śmiechem, ale ona nie zaszczyciła ich nawet spojrzeniem. – Wynośmy się stąd – powiedziała i wzięła mnie za rękę. Nie marnując czasu na sprzeciw, zerwałam się z krzesła, zanim Keiran by mnie zatrzymał.


– Okej, to co się stało rano, kiedy Keiran z tobą odjechał? To było straszne.

Przez całą przerwę na lunch ukrywałyśmy się, a teraz siedziałyśmy w ławkach i czekałyśmy, aż rozpocznie się lekcja francuskiego. Cały czas oglądałam się za siebie, odkąd Anya skomentowała moje słowa i musiałam uciec od Keirana.

– Willow, powiedziałam ci, że musiałam jechać do szkoły sama…

– Zapomniałaś, że ludzie gadają, prawda? Szczególnie jeśli to dotyczy Keirana. Więc mów od początku.

Westchnęłam głęboko i zastanowiłam się, co powiedzieć. Willow była wkurzona z powodu tego, że właśnie ją okłamałam, ale co miałam zrobić? Nie mogłam powiedzieć jej prawdy.

– Och, no wiesz… on po prostu chciał zacząć rok w tradycyjny sposób. Przepraszam, Willow. Nie chciałam, żebyś się martwiła. – To akurat była prawda.

Popatrzyła na mnie, kręcąc głową, i wyciągnęła swój ulubiony zestaw kolorowych długopisów. Musiałam szybko zmienić temat.

– Poza tym przepraszam, że oskarżyłam cię o to, że masz jakieś tajemnice. Niezależnie od tego, co się stało, zawsze możesz z tym do mnie przyjść, gdy już będziesz gotowa. Nie będę na ciebie naciskać. To jak, najlepsze przyjaciółki? – Nie uważałam, że to coś złego, że chcę wiedzieć, co się działo z moją przyjaciółką, ale też nie chciałam jej przez to skrzywdzić.

Spojrzała na mnie z ulgą wymalowaną na twarzy, a ja poczułam się jak wredna małpa.

– Najlepsze przyjaciółki – poddała się. – Tak bardzo cię przepraszam, Lake. Zachowałam się okropnie. Hej, chcesz coś później porobić? Wieczorem pracuję, ale później możemy iść do kina.

– Dobry pomysł. Jak Pepé przyjął to, że nie było cię całe lato?

Pepé to fretka Willow. Nazwała go tak po kreskówkowym skunksie Pepé Le Swądzie.

– Nadal nie mogę go przekonać, by się ze mną pobawił. Ten mały gnojarz jest strasznie obrażalski. Ciągle rzuca mi gniewne spojrzenia. Trochę przypomina mi tę wiedźmę Anyę.

Zaśmiałam się. Nigdy nie wierzyłam, że zwierzęta, a szczególnie fretki, mogą mieć osobowość, ale Pepé był wyjątkowo charakterny.

– A więc… ty i Keiran naprawdę ze sobą kręcicie? – zapytała.

Zawahałam się, bo nagle poczułam się jak pod mikroskopem. Willow wiedziała, że Keiran wierzył w to, że go wrobiłam. Wciąż nie powiedziałam jej o sytuacji w aptece, a teraz nie mogłam powiedzieć jej o jego groźbie.

– Jakby Keiran miał naprawdę zacząć z tobą kręcić. Niewiarygodne.

Willow i ja uniosłyśmy głowę i zobaczyłyśmy nad sobą Anyę i jej świtę.

– O nie, lafiryndy z Bainbridge High – odparła Willow.

Zdusiłam śmiech.

– Czy możemy ci w czymś pomóc, Anyu?

– Tak, trzymaj się z dala od mojego chłopaka. – Wypięła biodro i cmoknęła przesadnie pokrytymi błyszczykiem ustami. – Keiran cię nie chce, a to, że kręcisz się wokół niego przez cały dzień, jest żałosne. On nie potrzebuje pieska na kolanka.

– Chłopaka? A Keiran w ogóle wie, że jest twoim chłopakiem? – zapytała słodko Willow.

– Nie mówię do ciebie, dziwaczko. Mówię do ciebie, ofiaro. Keiran chce cię tylko wykorzystać, bo usłyszał, że jesteś łatwa, ale tak naprawdę jest mój.

– Przepraszam, nigdy o tobie nie wspominał, ale będę mieć to na uwadze. – Obróciłam się do Willow, która powstrzymywała się od śmiechu. Anya się nie ruszyła, więc znowu się do niej zwróciłam: – Coś jeszcze?

Przewróciła oczami i odeszła dumnym krokiem wraz ze swoją armią ździr.

– Dasz wiarę? Te dziewczyny zachowują się tak, jakby fiut Keirana był ze złota – prychnęła Willow.

Spojrzałam na nią zszokowana. Tak, zdecydowanie coś było z nią nie tak.