DramatyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Scena czternasta

Anna i Głagoliew.

GŁAGOLIEW Nudy! Ci ludzie mówią o tym, co ja lata temu słyszałem; myślą o tym, o czym w dzieciństwie myślałem… Wszystko stare, nic nowego… Porozmawiam z nią i pojadę.

ANNA Co pan tam mamrocze? Można wiedzieć?

GŁAGOLIEW Pani tutaj? (podchodzi do niej) Łajam się, że jestem tu zbyteczny…

ANNA Dlatego, że nie jest pan do nas podobny? Spokojnie! Ludzie godzą się z karaluchami, niech pan się pogodzi z naszymi ludźmi! Proszę usiąść, pogadamy!

GŁAGOLIEW (siada obok) Anno, szukałem pani. Muszę z panią o czymś porozmawiać…

ANNA No to porozmawiajmy…

GŁAGOLIEW Chciałbym z panią porozmawiać… Chciałbym poznać odpowiedź na mój… list…

ANNA Hm… Na co ja panu, panie Porfiriju?

GŁAGOLIEW Wie pani, ja zrzekam się… praw męża… Po co mi prawa! Potrzebny mi przyjaciel, mądra gospodyni… Mam raj, ale nie mam w nim… aniołów.

ANNA (na stronie) Co słowo – to kostka cukru! (do niego) Często zadaję sobie pytanie, co będę robić w raju, ja – człowiek, a nie anioł, jeśli tam trafię?

GŁAGOLIEW Skąd może pani wiedzieć, co będzie robić w raju, skoro pani nie wie co będzie robić jutro? Dobry człowiek wszędzie znajdzie sobie robotę – i na ziemi, i w niebie…

ANNA Wszystko pięknie, ale czy moje życie u pana będzie warte tego, co za nie będę dostawać? To trochę dziwne, panie Porfiriju! Przepraszam, ale ta propozycja wydaje mi się bardzo dziwna… Na co panu małżeństwo? Na co panu potrzebny przyjaciel w spódnicy? Przepraszam, to nie moja rzecz… ale skoro już do tego doszło, dokończę. Gdybym ja była w pańskim wieku, gdybym miała tyle pieniędzy, rozumu i prawdy, co pan, to niczego nie szukałabym na tym świecie, prócz dobra ogółu… to znaczy, jak by to powiedzieć, nie szukałabym niczego, prócz zaspokojenia miłości do bliźnich…

GŁAGOLIEW Nie umiem walczyć o dobro ludzi… Trzeba do tego żelaznej woli i umiejętności, których Bóg mi poskąpił! Urodziłem się tylko po to, żeby kochać wielkie rzeczy i robić dużo groszowych, nic niewartych… Tylko kochać! Chodźmy do mnie!

ANNA Nie. Już ani słowa o tym… Niech pan nie przypisuje mojej odmowie znaczenia życiowego… Marność, mój przyjacielu! Gdybyśmy posiadali wszystko to, co kochamy, nie wystarczyłoby nam miejsca na… na te nasze posiadłości… Znaczy, odmowa nie zawsze jest niemądra i niegrzeczna… (śmieje się głośno) Oto trochę filozofii na przekąskę! Co to za hałas? Słyszy pan? Założę się, że to Płatonow podjudza… Co za charakter!

Wchodzą Maria Grekow i Nikołaj Trylecki.

Scena piętnasta

Anna, Głagoliew, Maria Grekow i Nikołaj Trylecki.

MARIA (wchodząc) To najgorsza zniewaga! (płacze) Najgorsza! Milczeć może, widząc coś takiego tylko człowiek zepsuty!

NIKOŁAJ Wierzę, wierzę, ale co ja mogę? Co? Przecież się nie rzucę na niego z pałą, prawda?!

MARIA Trzeba było z pałą, jeśli nie ma pan innych sposobów! Niech pan odejdzie! Ja, ja, kobieta, ja bym nie milczała, gdyby w mojej obecności obrażali pana tak podle, tak bezwstydnie i niezasłużenie!

NIKOŁAJ Ale ja przecież tego… Proszę myśleć rozsądnie!.. Gdzie tu moja wina?..

MARIA Tchórz z pana i tyle! Niech pan się zabiera do swojego ohydnego bufetu! Żegnam! Niech pan nawet nie próbuje więcej do mnie jeździć! Nie jesteśmy sobie potrzebni… Żegnam!

NIKOŁAJ Żegnam, bardzo o to proszę, żegnam! Znudziło mi się to, obrzydło już do końca! Łzy i łzy… A, Boże! Sam zaraz dostaję kręćka… Coenurus cerebralis![67] E-e-e… (macha ręką i wychodzi)

MARIA Coenurus cerebralis… (idzie) Obraził mnie… Za co? Co ja mu zrobiłam?

ANNA (podchodzi do niej) Mario… Nie zatrzymuję pani… Na pani miejscu też bym stąd poszła… (całuje ją) Niech pani nie płacze, moja droga… Większość kobiet stworzona jest po to, żeby znosić różne świństwa od mężczyzn…

MARIA Ale nie ja… Ja go… zwolnię! On tu nie będzie nauczycielem! On nie ma prawa być nauczycielem! Jutro jadę do dyrektora kuratorium…

ANNA Dosyć… Na dniach przyjadę do pani, i razem osądzimy Płatonowa, a teraz niech się pani uspokoi… Przestanie płakać… Będzie pani zadowolona… A na Tryleckiego niech się pani nie złości, moja droga… Nie stanął w pani obronie, bo jest za dobry i za miękki, a tacy ludzie nie są w stanie bronić nikogo… Co on pani zrobił?

MARIA Przy wszystkich pocałował… nazwał idiotką i… i… pchnął na stół… Niech pani nie myśli, że to puszczę płazem! To albo wariat, albo… Ja mu pokażę! (wychodzi)

ANNA (za nią) Żegnam! Niedługo się zobaczymy! (do Jakowa) Jakow! Powóz dla Marii! Ach, Płatonow, Płatonow... Doigra się kiedyś…

GŁAGOLIEW Cudowna dziewczyna! Nie polubił jej nasz ukochany Michaił… Obraża ją…

ANNA Za nic! Dzisiaj obraża, jutro przeprasza… Wielkopańskie nawyki!

Wchodzi Kiriłł.

Scena szesnasta

Ci sami i Kiriłł.

KIRIŁŁ (na stronie) Z nią! Znowu z nią! Diabli wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi!

(uporczywie wpatruje się w ojca)

GŁAGOLIEW (po chwili) Czego chcesz?

KIRIŁŁ Siedzisz sobie, a tam cię szukają! Idź, wołają cię!

GŁAGOLIEW Kto?

KIRIŁŁ Ludzie!

GŁAGOLIEW Wiem, że ludzie… (wstaje) Anno, jak pani uważa, ale ja nie odczepię się od pani! Może pani zmieni zdanie, kiedy mnie zrozumie! Zobaczymy się… (wchodzi do domu)

Scena siedemnasta

Anna i Kiriłł Głagoliew.

KIRIŁŁ (siada obok Anny) Stary borsuk! Baran! Nikt go nie woła! Nabrałem go!

ANNA Kiedy pan zmądrzeje, to sam pan sobie nawrzuca za ojca!

KIRIŁŁ Bez żartów… Po co przyszedłem… Jedno słowo… Tak czy nie?

ANNA To znaczy?

KIRIŁŁ (śmieje się) Akurat pani nie rozumie! Tak czy nie?

ANNA Nic nie rozumiem!

KIRIŁŁ Zaraz pani zrozumie… Przy pomocy złota rozumie się wszystko… Jeśli „tak”, to czy nie zechciałaby pani, generalissimusie[68] mej duszy, sięgnąć do mojej kieszeni i wyciągnąć stamtąd portfel z pieniędzmi tatusia?.. (nadstawia boczną kieszeń)

ANNA Dosadnie… Przecież za takie słowa mądrych ludzi się policzkuje!

KIRIŁŁ Od miłej kobiety nawet miło dostać w twarz… Najpierw da w twarz, a potem powie „tak”…

ANNA (wstaje) Zabieraj swoją czapkę i w tej chwili wynoś się stąd!

KIRIŁŁ (wstaje) Gdzie?

ANNA Gdzie chcesz! Wynosić mi się i nie pokazywać tu!

KIRIŁŁ Phi… Po co te nerwy? Ja nie pójdę, Anno!

ANNA No to każę cię wyprowadzić! (wchodzi do domu)

KIRIŁŁ Jaka nerwowa! Przecież nic takiego, szczególnego, nie powiedziałem… Co ja powiedziałem? Nie trzeba się denerwować… (idzie za nią)

Scena osiemnasta

Płatonow i Sofia wychodzą z domu.

PŁATONOW Nadal w szkole występuję w roli osoby zajmującej nie swoje miejsce, tylko miejsce nauczyciela… Tak było po tym, jak się rozstaliśmy!.. (siadają) Nie mówię o ludziach, co ja zrobiłem sam dla siebie? Co w sobie zasiałem, pielęgnowałem, wyhodowałem?.. A teraz! Ech! Straszna ohyda… Potworne! Zło roi się wokół mnie, brudzi ziemię, pożera moich braci w Chrystusie i w narodzie, a ja siedzę z założonymi rękami, jak po ciężkiej pracy; siedzę, patrzę, milczę… Mam dwadzieścia siedem lat, i taki sam będę po trzydziestce, nie przewiduję zmian! – a później tłuste niedbalstwo, otępienie, całkowita obojętność wobec wszystkiego, co nie dotyczy ciała, a dalej śmierć!! Zmarnowane życie! Włosy mi dęba stają na głowie, jak myślę o tej śmierci.

Pauza.

Jak stanąć na nogi, Sofio?

Pauza.

Nic nie mówisz, nie wiesz… A skąd możesz wiedzieć? Sofio, nie żal mi siebie! W cholerę z nim, z tym mną! Ale co się z tobą porobiło? Gdzie twoja czysta dusza, szczerość, prawdziwość, odwaga? Gdzie twoje zdrowie? Gdzie je podziałaś? Sofio! Całe lata zmarnować w nieróbstwie, żyć z pracy cudzych rąk, przyglądać się cudzym cierpieniom i umieć jednocześnie patrzeć prosto w oczy – to upadek!

Sofia wstaje.

(sadza ją z powrotem) Poczekaj, ostatnie słowo! Co zrobiło z ciebie taką pretensjonalną, rozleniwioną, frazesowiczkę? Kto cię nauczył kłamać? A jaka byłaś wcześniej! Pozwól! Zaraz cię puszczę! Daj mi skończyć! Jaka byłaś piękna, jaka byłaś wielka! Sofio, skarbie, może nie jest za późno, może dasz jeszcze radę się podnieść! Pomyśl! Zbierz wszystkie siły i podnieś się, na Boga samego! (chwyta ją za rękę) Moja kochana, powiedz mi szczerze, w imię tej naszej wspólnej przeszłości, co zmusiło cię do wyjścia za mąż za tego człowieka? Czym cię skusiło to małżeństwo?

SOFIA To cudowny mężczyzna…

PŁATONOW Nie mów tego, w co nie wierzysz!

SOFIA (wstaje) To mój mąż, i prosiłabym…

PŁATONOW Niech sobie będzie czym chce, a ja powiem prawdę! Siadaj! (sadza ją z powrotem) Czemu nie wybrałaś sobie człowieka pracowitego, cierpiętnika! Czemu nie wzięłaś sobie za męża kogoś innego, nie tego pigmeja, tonącego w długach i nieróbstwie?

SOFIA Zostaw! Nie krzycz! Idą tu…

 

Przechodzą goście.

PŁATONOW Mam ich gdzieś! Niech wszyscy usłyszą! (cicho) Przepraszam za natarczywość… Ale ja cię kochałem! Kochałem cię najbardziej na świecie, dlatego wciąż jesteś mi droga… Tak kochałem te włosy, te ręce, tę twarz… Po co się pudrujesz, Sofio? Daj spokój! Ech! Gdybyś trafiła na innego mężczyznę, szybko byś się podniosła, a z nim jeszcze bardziej ugrzęźniesz! Biedna… Gdybym ja, nieszczęsny, miał siły, z korzeniami wyrwałbym z tego bagna i ciebie, i siebie…

Pauza.

Życie! Dlaczego nie żyjemy tak, jak byśmy mogli?!

SOFIA (wstaje i zakrywa twarz rękami) Zostaw mnie!

W domu hałas.

Odsuń się! (idzie w kierunku domu)

PŁATONOW (idzie za nią) Nie zakrywaj twarzy rękami! O, tak! Nie wyjedziesz? Przecież nie? Bądźmy przyjaciółmi, Sophie! Przecież nie wyjedziesz? Będziemy jeszcze rozmawiać? Tak?

W domu wzmaga się hałas i bieganie po schodach.

SOFIA Tak.

PŁATONOW Bądźmy przyjaciółmi, moja kochana… Po co mamy być wrogami? Poczekaj… Jeszcze kilka słów…

Z domu wybiega Siergiej, za nim goście.

Scena dziewiętnasta

Ci sami, Siergiej Wojnicew z gośćmi, potem Anna i Nikołaj Trylecki.

SERGIEJ (wbiegając) Aaa… Są, są najważniejsze osoby! Chodźmy puszczać sztuczne ognie! (krzyczy) Jakow, do rzeki marsz! (do Sofii) Nie rozmyśliłaś się, Sophie?

PŁATONOW Nie wyjedzie, zostanie tutaj…

SERGIEJ Tak? No to hura! Ręka, Michaił! (ściska dłoń Płatonowa) Zawsze wierzyłem w twoją elokwencję! Chodźmy puszczać sztuczne ognie! (idzie z gośćmi w głąb ogrodu)

PŁATONOW (po chwili) Tak, tak właśnie, Sofio… Hm…

GŁOS SERGIEJA Maman, gdzie jesteś? Płatonow!

Pauza.

PŁATONOW Do cholery, pójdę i ja… (krzyczy) Siergiej, czekaj, nie puszczaj beze mnie! Wyślij, bracie, Jakowa do mnie po lampion! (biegnie do ogrodu)

ANNA (wybiega z domu) Czekajcie! Siergiej, poczekaj, jeszcze nie ma wszystkich! Na razie strzelajcie z armaty! (do Sofii) Idź, Sofio! Co tak posmutniałaś?

GŁOS PŁATONOWA Tutaj, generałowo! Zaintonujemy starą piosenkę, nie zaczynając nowej!

ANNA Idę, mon cher! (wybiega)

GŁOS PŁATONOWA Kto ze mną na łódkę? Sofio, nie chcesz ze mną na rzekę?

SOFIA Pójść, czy nie pójść? (zastanawia się)

NIKOŁAJ (wchodzi) Ej! Gdzie jesteście? (śpiewa) Idę, idę! (uważnie przygląda się Sofii)

SOFIA Czego chcesz?

NIKOŁAJ Niczego…

SOFIA No to idź sobie! Nie jestem dzisiaj w nastroju ani do rozmowy ani do słuchania…

NIKOŁAJ Wiem, wiem…

Pauza.

Mam starszną ochotę przeciągnąć palcem po twoim czole: z czego jest zrobione? Straszną ochotę!… Nie, żeby cię obrazić, tylko tak… żeby sprawdzić siebie…

SOFIA Błazen! (odwraca się) Nie komik, tylko błazen, pajac!

NIKOŁAJ Tak… Błazen… Za błazeństwa mam u generałowej miskę… No tak… I kieszonkowe… A jak się znudzę, to mnie wypędzi stąd jak psa. Dobrze mówię? Zresztą, nie tylko ja to mówię… Też to mówiłaś, kiedy gościłaś się u Głagoliewa, tego masona naszych czasów…

SOFIA Dobrze, dobrze… Cieszę się, że ci to przekazano… Czyli teraz już wiesz, że umiem odróżniać błaznów od ludzi błyskotliwych! Gdybyś był aktorem, byłbyś faworytem ostatniego balkonu, ale parter by cię wygwizdał… Ja też gwiżdżę.

NIKOŁAJ Dowcip udany nadzwyczajnie… Gratuluję… Kłaniam się nisko! (kłania się) Do miłego zobaczenia! Porozmawiałbym jeszcze, ale… nie mam odwagi, jestem porażony! (idzie w głąb ogrodu)

SOFIA (tupie nogą) Drań! Nie ma pojęcia, co o nim myślę! Pusty człowieczek!

GŁOS PŁATONOWA. Kto ze mną nad rzekę?

SOFIA Eee… Co ma być, to będzie! (krzyczy) Idę! (wybiega)

Scena dwudziesta

Głagoliew i Kiriłł wychodzą z domu.

GŁAGOLIEW Łżesz! Łżesz, wredny smarkaczu!

KIRIŁŁ Bzdura! Po co miałbym kłamać? Spytaj ją, jeśli mi nie wierzysz! Jak tylko poszedłeś, to ja na tej ławce wyszeptałem jej kilka słów, objąłem, cmoknąłem… Z początku chciała trzy tysiące, no ale potargowałem się i spuściła do tysiąca! Daj mi tysiąc rubli!

GŁAGOLIEW Kiriłł, chodzi o honor kobiety! Nie plam tego honoru, jest święty! Zamilcz!

KIRIŁŁ Przysięgam na honor! Nie wierzysz? Przysięgam ci na wszystkie świętości! No daj tysiąc rubli! Od razu jej wręczę…

GŁAGOLIEW Straszne… Łżesz! Zadrwiła z ciebie, głupolu!

KIRIŁŁ Ale… Objąłem ją, powtarzam ci! Co w tym dziwnego? Wszystkie kobiety są teraz takie! Nie wierz w ich niewinność! Znam je! A ty się jeszcze chciałeś żenić! (śmieje się głośno)

GŁAGOLIEW Kiriłł, na Boga! Wiesz, co znaczy oszczerstwo?

KIRIŁŁ Daj tysiąc rubli! Przy tobie wręczę jej ten tysiąc! Na tej ławce objąłem ją, pocałowałem i potargowałem się… Przysięgam! Czego ci jeszcze trzeba? Dlatego przegoniłem cię stąd, żeby się z nią potargować. On nie wierzy, że umiem zdobywać kobiety! Zaproponuj jej dwa tysiące i będzie twoja! Znam kobiety, ojciec!

GŁAGOLIEW (wyjmuje z kieszeni portfel i rzuca go na ziemię) Bierz!

Kiriłł podnosi pugilares i liczy pieniądze.

GŁOS SERGIEJA Ja zaczynam! Maman, strzelaj! Trylecki, właź na altankę! Kto nadepnął na pudełko? Pan!

GŁOS NIKOŁAJA Włażę, do cholery! (śmieje się) Kto to? Bugrowa rozgnietliśmy! Nadepnąłem mu na głowę! Gdzie zapałki?

KIRIŁŁ (na stronie) Zemściłem się! (krzyczy) Hura-a-a! (wybiega)

NIKOŁAJ Kto tam wrzeszczy? Dajcie mu w łeb!

GŁOS SERGIEJA Zaczynać?

GŁAGOLIEW (łapie się za głowę) Boże mój! Rozpusta! Zgnilizna! Modliłem się do niej! Przebacz jej, Panie! (siada na ławce i zakrywa twarz rękami)

GŁOS SERGIEJA Kto wziął sznurek? Maman, jak ci nie wstyd? Gdzie mój sznurek, co tu leżał?

GŁOS ANNY Masz, fujaro, tu jest!

GŁAGOLIEW (zwala się na ziemię)

GŁOS ANNY Hej! Kto to? Nie kręcić mi się tu! (krzyczy) Dawaj! Dawaj!

Wbiega Sofia.

Scena dwudziesta pierwsza

Sofia (sama).

SOFIA (blada, rozczochrana) Nie mogę! To za dużo, to ponad moje siły! (łapie się za piersi) Zguba moja albo… szczęście! Duszno tu!.. On albo mnie zniszczy albo… nowe życie objawi! Witam, błogosławię cię… nowe życie! Postanowione!

GŁOS SERGIEJA (krzyczy) Uwaga!

Fajerwerki.

OBRAZ DRUGI

Las. Przesieka. Na skraju przesieki, z lewej strony – szkoła. Wzdłuż przesieki, która znika w oddali, ciągnie się torowisko linii kolejowej, koło szkoły tor skręca w prawo. Rząd słupów telegraficznych. Noc.

Scena pierwsza

Sasza (siedzi przy otwartym oknie) i Osip (stoi przed oknem, ze strzelbą przewieszoną przez ramię)

OSIP Że jak to się stało? Normalnie… Idę sobie skrajem lasu, niedaleko stąd, patrzę sobie, a ta stoi w wąwozie; podkasała sukienkę i łopianem czerpie wodę ze strumienia. Zaczerpnie i wypije, zaczerpnie i wypije, a potem głowę sobie zmoczyła… Schodzę w dół, podchodzę sobie, patrzę się na nią… A ta nawet nie zwraca uwagi: że niby, głupi jesteś, chłop, w sumie, co będę na ciebie zwracać uwagę? ,,A pani, mówię, generałowej wody zimnej zachciało się napić, jak widzę?”. ,,A co masz do tego – mówi? Wracaj, skąd przyszedłeś!” Mówi i nie patrzy… Stuliłem uszy… I wstyd mi się zrobiło, i smutno, że jestem wieśniakiem… „Czego się gapisz, matołku? – mówi. – Ludzi nie widziałeś, czy co?” – I popatrzyła na mnie świdrująco. ,,Może – mówi – ci się podobam?” – „Strasznie – mówię – podoba mi się pani! Jaka pani szanowna dobra, krucha osoba, taka piękna!… Piękniejszej w sumie – mówię – jak żyję nie widziałem… Nasza piękność wsiowa, Mańka, córka posterunkowego – mówię – to przy pani jak koń, wielbłąd… Tyle w pani delikatności! Mówię – pocałowałbym i już bym normalnie padł trupem na miejscu!” Zaśmiała się… „No co – mówi – całuj, jak chcesz!” Aż mnie od tych słów gorąc oblał. Podszedłem ja do niej, delikatnie wziąłem za ramię i z rozmachem cmoknąłem – o, tu, w to miejsce, w policzek i w szyjkę naraz…

SASZA (śmieje się głośno) A ona co?

OSIP „A teraz – mówi – wynocha, myj się częściej i paznokcie obcinaj!”. To poszedłem.

SASZA Jaka śmiała kobieta! (podaje Osipowi talerz kapuśniaku) Masz, jedz! Siądź sobie gdzieś!

OSIP Korona mi z głowy nie spadnie, postoję… Bardzo dziękuję pani Aleksandro za życzliwość! Kiedyś jeszcze się za tę dobroć odwdzięczę…

SASZA Ściągnij czapkę… Grzech jeść w czapce. Jedz z modlitwą!

OSIP (zdejmuje czapkę) Dawno już tych świętości nie stosowałem… (je) I od tej pory w sumie jakbym zdurniał… Wierzy pani? Nie jem, nie śpię… Ciągle mam ją przed oczami… Zamykam oczy i widzę ją… Taka mnie czułość wzięła, że w sumie tylko się powiesić! Mało się nie utopiłem z tęsknoty, generała chciałem postrzelić… A jak owdowiała, to zacząłem wykonywać każde jej polecenie… Kuropatwy dla niej strzelałem, przepiórki łowiłem, altankę wymalowałem na różne kolory… Raz jej żywego wilka przyprowadziłem… Spełniałem jej wszystkie zachcianki… Co kazała, to robiłem… Kazałaby samego siebie zeżreć, to bym zeżarł… Czułość taka… Nic w sumie nie poradzę…

SASZA Tak… Ja też, kiedy pokochałam mojego męża, a jeszcze nie wiedziałam, że on mnie kocha, to strasznie tęskniłam… Kilka razy nawet, chociaż to grzech, o śmierć Boga prosiłam…

OSIP No widzi pani… Takie uczucia… (wypija z talerza) Można jeszcze kapuśniaku? (podaje talerz)

SASZA (wychodzi i za pół minuty pojawia się przy oknie z garnkiem w ręku) Kapuśniaku już nie ma, ale może chcesz kartofli? Smażone na gęsim smalcu…

OSIP Merci… (bierze garnek i je) Strasznie się objadłem! I tak chodziłem i chodziłem jak zamroczony… Ja dalej o tym samym, pani Aleksandro… Chodziłem, chodziłem… W zeszłym roku przynoszę jej po Wielkanocy zajączka… „Proszę, pani generałowo, mówię… Szaraczka pani przyniosłem!” Wzięła go na ręce, pogłaskała i pyta się mnie: „Osip, to prawda, co ludzie mówią, że jesteś rozbójnik?” – „Szczera prawda, mówię. Ludzie w sumie nie gadają po próżnicy…” Wziąłem i wszystko jej opowiedziałem… „Trzeba, mówi, cię zmienić. Idź, mówi, na piechotę do Kijowa. Z Kijowa idź do Moskwy, z Moskwy do Ławry Troickiej[69], z Ławry Troickiej do Nowej Jerozolimy[70], a stamtąd do domu. Idź, a za rok będziesz innym człowiekiem”. Zrobiłem się na żebraka, powiesiłem torbę i wybrałem się do Kijowa… Ale nie wyszło! Poprawiłem się w sumie, ale nie do końca… Świetne kartofelki! Pod Charkowem nawinęło się niezłe towarzycho, przepiłem pieniądze, pobiłem się i wróciłem. Nawet dokumenty zgubiłem…

Pauza.

Teraz ona nic ode mnie nie bierze… Złości się…

SASZA Czemu ty do cerkwi nie chodzisz, Osip?

OSIP Poszedłbym, ale tego… Ludzie będą się śmiać… No masz, powiedzą, kajać się przyszedł! I w sumie strach za dnia chodzić koło cerkwi. Ludzi dużo – zabiją…

SASZA A czego biednych ludzi krzywdzisz?

OSIP A czego ich nie krzywdzić? To nie na pani w sumie rozum, pani Aleksandro! Nie zna się pani na chamstwie. Nie zrozumie. A pan Michaił nikogo nie krzywdzi?

SASZA Nikogo! A nawet jak skrzywdził, to niechcący, przypadkiem. Dobry z niego człowiek!

OSIP Fakt, jego najbardziej szanuję… Szczeniak generalski, Siergiej, głupi człowiek, no, niemądry; braciszek pani niemądry, chociaż w doktorach, no a pan Michajło ma wiele zdolności umysłowych! Ma jakiś stopień?

SASZA A jak! Registrator kolegialny[71]!

OSIP No?

Pauza.

W porządku chłop! No to i tytuł ma… Hm… W porządku chłop! Tylko dobroci w nim mało. Każdy dla niego jest dureń, każdy sługus… Jak tak można? Gdybym ja był dobrym człowiekiem, to bym tak nie robił… Ja bym tych durniów, tych sługusów i kanciarzy głaskał… Przecież to w sumie najbardziej nieszczęśliwi ludzie! Litość trzeba dla nich mieć… Mało w nim dobroci, mało… Pychy nie ma, z każdym się spoufala, ale dobroci ani trochę… Pani tego nie zrozumie… Najuprzejmiej dziękuję! Całe życie bym jadł takie kartofelki… (oddaje jej garnek) Dziękuję…

 

SASZA Nie ma za co.

OSIP (wzdycha) Dobra z pani kobieta, Aleksandro! W sumie, za co mnie pani za każdym razem tak karmi? A złości kobiecej to odrobinę ma pani w sobie? Bogobojna! (śmieje się) Pierwszy raz taką widzę… Święta Aleksandro, módl się za nami grzesznymi! (kłania się) Raduj się, święta Aleksandro!

SASZA Michaił idzie.

OSIP Oszukuje pani… On w tej chwili z młodą dziedziczką o słodkich uczuciach gawędzi… Przystojniaczek się pani trafił! Jakby chciał, to by za nim cała płeć kobieca poszła… Wygadany… (śmieje się) Do generałowej się łasi… No, ale ta mu da po nosie, nie patrzy, że przystojniak… On by w sumie pewnie chciał, ale ona…

SASZA Zaczynasz trochę przesadzać… Nie lubię tego… Idź z Bogiem!

OSIP Zaraz idę… Pani już dawno powinna spać… Chyba że czeka pani na męża?

SASZA Tak…

OSIP Dobra żona! Taką żonę pewnie Płatonow z dziesięć lat szukał, uparł się, szukał… No i gdzieś w końcu znalazł… (kłania się) Żegnam pani Aleksandro! Dobranoc!

SASZA (ziewa) Idź z Bogiem!

OSIP Pójdę… (idzie) Pójdę do siebie… W moim domu ziemia jest podłogą, niebo sufitem, a ściany i dach nie wiadomo gdzie… Kogo Bóg przeklął, ten mieszka w tym domu… Wielgachny w sumie, ale nie ma gdzie głowy położyć…. Tylko to w nim dobre, że podatku nie trzeba płacić… (zatrzymuje się) Dobrej nocy, pani Aleksandro! Zapraszam do siebie! Do lasu! Spyta się pani o Osipa – każdy ptak i owad wie! Niech pani patrzy, jak się ten pieniek świeci! Jakby umarły z grobu wstał… A jeszcze jeden! Moja matka mówiła, że pod świecącym pniem grzesznik jest pochowany, a pień się świeci, żeby się ludzie modlili… I nade mną będzie świecił… Też nagrzeszyłem… O, trzeci! Dużo w sumie grzeszników na tym świecie! (wychodzi i po chwili gwiżdże)