DramatyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Scena dziewiąta

Wiengierowicz i Osip (w głębi sceny) Płatonow i Maria Grekow.

PŁATONOW (śmieje się) Co, co? Jak? (Śmieje się głośno) Jak? Nie dosłyszałem…

MARIA Nie dosłyszał pan? Co ja mogę? Mogę powtórzyć… Powiem nawet jeszcze mocniej… Pan przecież i tak się nie obrazi… Pan tak przyzwykł do różnych obelg, że moje słowa nieszczególnie pana zaskoczą…

PŁATONOW Mów, mów, piękna!

MARIA Nie jestem piękna. Kto uważa, że jestem ładna, nie ma gustu… Szczerze – przecież jestem nieładna! Jak pan myśli?

PŁATONOW Później powiem. Teraz pani mówi!

MARIA To niech pan słucha… Pan jest albo niezwykły człowiek, albo też… kawał drania, jedno z dwojga.

Płatonow śmieje się głośno.

Śmieje się pan… Fakt, śmieszne… (śmieje się głośno)

PŁATONOW (śmieje się głośno) Ona to powiedziała! Jaki głupolek! No, no! (bierze ją za talię)

MARIA (siada) Ale niech pan…

PŁATONOW I pcha się między ludzi! Filozofuje, zajmuje się chemią, i jaką mowę potrafi palnąć! Patrzcie, napiętnowana! (całuje ją) Milutka, oryginalna bestia…

MARIA Ale niech pan… Co to? Ja… ja nie mówiłam… (wstaje i znowu siada) Dlaczego mnie pan całuje? Ja wcale…

PŁATONOW Powiedziała i zadziwiła! Pomyślała: powiem mu i oszołomię! Niech zobaczy, jaka jestem mądra! (całuje ją) Speszyła się… speszyła… Głupio patrzy… Ach! Ach!

MARIA Pan… pan mnie kocha? Tak?… Tak?

PŁATONOW (piskliwym głosikiem) A ty mnie kochasz?

MARIA Jeśli… jeśli… to… tak… (płacze) Kochasz? Inaczej byś tak nie robił… Kochasz?

PŁATONOW Ani trochę, skarbie! Nie kocham głupoli, taki już jestem! Jedną kretynkę kocham, ale to też – bo nie mam nic innego do roboty… O! Zbladła! Oczy rozbłysły! Och, jaka jestem!…

MARIA (wstaje) Głupie żarty, czy co?

Pauza.

PŁATONOW Jeszcze da mi w pysk…

MARIA Dumna jestem… Nie chcę rąk brudzić… Powiedziałam, szanowny panie, że jest pan albo niezwykły człowiek, albo kawał drania, a teraz panu mówię, że jest pan niezwykły kawał drania! Gardzę panem! (idzie w kierunku domu) Nie będę teraz płakała… Cieszę się, że wreszcie wiem, kim pan jest…

Wchodzi Nikołaj Trylecki.

Scena dziesiąta

Ci sami i Nikołaj Trylecki (w cylindrze).

NIKOŁAJ (wchodzi) Żurawie słychać! Skąd one się wzięły? (patrzy w niebo) Tak wcześnie…

MARIA Nikołaju, jeśli szanuje pan mnie… siebie choć trochę, to niech pan zerwie znajomość z tym człowiekiem! (wskazuje Płatonowa)

NIKOŁAJ (śmieje się) Litości! To mój wielce szanowny szwagier!

MARIA I przyjaciel?

NIKOŁAJ I przyjaciel.

MARIA Nie zazdroszczę panu. Jemu też, chyba… nie zazdroszczę. Dobry z pana człowiek, ale… ten żartobliwy ton… Bywają chwile, kiedy mdli mnie od tych żarcików… Nie chcę pana tym obrazić, ale… zostałam obrażona, a pan żartuje! (płacze) Zostałam obrażona… Ale nie, nie będę płakać… Jestem dumna. Niech się pan dalej z nim przyjaźni, niech go pan kocha, wielbi jego inteligencję, boi się… Wszystkim wam się wydaje, że on do Hamleta podobny… No, to zachwycajcie się nim! Mam to gdzieś… Nic od pana nie chcę… Niech pan sobie z nim żartuje do woli z tym… draniem! (wchodzi do domu)

NIKOŁAJ (po chwili) Złapałeś, bracie?

PŁATONOW Nic nie złapałem…

NIKOŁAJ Michaił, szczerze mówiąc, czas zostawić ją w spokoju. Wstyd, naprawdę… Taki wielki, mądry człowiek, a wyczyniasz nie wiadomo co… No i zostałeś ochrzczony draniem…

Pauza.

Nie mogę się przecież rozerwać na dwie połowy, żeby jedną połową szanować ciebie, a drugą – spotykać się z dziewczyną, która nazwała cię draniem…

PŁATONOW Nie szanuj mnie, to się nie będziesz rozdwajać.

NIKOŁAJ Nie mogę cię nie szanować! Sam nie wiesz, co mówisz.

PŁATONOW No to zostaje tylko jedno: nie spotykać się z nią. Nie rozumiem cię, Nikołaju! Co dobrego ty, mądry człowiek, znalazłeś w tej idiotce?

NIKOŁAJ Hm… Generałowa często zarzuca mi brak dżentelmeństwa i daje za przykład ciebie, jako obraz dżentelmeństwa właśnie… A według mnie ten zarzut w całości można przypisać tobie, obrazowi… Wszyscy, a już najbardziej ty, krzyczycie na każdym kroku, że się w niej zakochałem, wyśmiewacie, przezywacie, podejrzewacie, śledzicie…

PŁATONOW Mów jaśniej…

NIKOŁAJ Jak to o co… I jednocześnie macie odwagę tytułować ją w mojej obecności idiotką, śmieciem… Żaden z ciebie dżentelmen! Dżentelmeni wiedzą, że zakochani są drażliwi na swoim punkcie… Ona nie jest głupia, bracie! Nie jest głupia! To tylko niepotrzebna ofiara, tak! Bywają takie chwile, przyjacielu, kiedy chce się kogoś nienawidzić, wpić się w kogoś, odbić sobie na kimś jakieś własne świństwo… Co nie spróbować na niej? Nadaje się! Słaba, uległa, patrzy z taką niemal głupią ufnością… Świetnie to wszystko rozumiem… (wstaje) Chodźmy, wypijemy!

OSIP (do Wiengierowicza) A jak potem nie odda pan reszty, to na sto rubli nakradnę. Bankowo!

WIENGIEROWICZ (do Osipa) Mów ciszej! Kiedy będziesz go bił, to nie zapomnij powiedzieć: „wdzięczny karczmarz!” Tsss… Leć! (idzie w kierunku domu)

Osip odchodzi.

NIKOŁAJ Do diabła, Wiengierowicz! (do Wiengierowicza) Ty, Abram, może chory jesteś?

WIENGIEROWICZ Nie… Dzięki Bogu, zdrowy.

NIKOŁAJ Jaka szkoda! A tak potrzebuję pieniądzy! Nie uwierzysz! Na gwałt, jak to się mówi…

WIENGIEROWICZ Z pańskich słów, doktorze, wynika, że chorzy są panu potrzebni na gwałt! (śmieje się)

NIKOŁAJ Dobry dowcip! Trochę ciężkawy, ale dobry! Cha-cha-cha i znów cha-cha-cha! Śmiej się, Płatonow! No, kochany, daj, jak możesz!

WIENGIEROWICZ Pan już i tak mi dużo winien, doktorze!

NIKOŁAJ Po co to powtarzać? Kto tego nie wie? A ile jestem ci winien?

WIENGIEROWICZ Około… No, tak… Dwieście czterdzieści pięć rubli, chyba.

NIKOŁAJ Daj, wielki człowieku! Pożycz, i kiedyś ja ci pożyczę! Bądź tak dobry, szlachetny, odważny! Najodważniejszy Żyd to ten, który pożycza bez pokwitowania! Bądź najodważniejszym Żydem!

WIENGIEROWICZ Hm… Żydem… Ciągle Żydzi i Żydzi… Zapewniam was, panowie, że w ciągu całego mojego życia nie widziałem ani jednego Rosjanina, który by dawał pożyczki bez pokwitowania – i, zapewniam was, nigdzie dawanie pożyczek bez kwitu nie jest tak szeroko praktykowane, jak wśród nieuczciwych Żydów!.. Niech mi Bóg życie zabierze, jeżeli kłamię! (wzdycha) Wielu, bardzo wielu rzeczy moglibyście, wy młodzi, z sukcesem i korzyścią dla siebie nauczyć się od nas, od Żydów, a szczególnie od starych Żydów… Bardzo wielu rzeczy… (wyjmuje z kieszeni portfel) Człowiek pożycza wam pieniądze z ochotą, z przyjemnością, a wy… lubicie się pośmiać, podrwić… Nieładnie, panowie! Stary jestem… Mam dzieci… Można uważać za drania, ale trzeba się obchodzić po ludzku… Po to uczyliście się na uniwersytecie…

NIKOŁAJ Dobrze mówisz, Abram!

WIENGIEROWICZ Niedobrze, panowie, głupio… Można pomyśleć, że między wami, ludźmi inteligentnymi, a moimi prostymi pomocnikami nie ma żadnej różnicy… I tykać też panu nikt nie pozwolił… Ile pan chce? Bardzo głupio, młodzi ludzie… Ile pan chce?

NIKOŁAJ Ile dasz…

Pauza.

WIENGIEROWICZ Dam panu… Mogę panu dać… pięćdziesiąt rubli… (daje pieniądze)

NIKOŁAJ Bogato! (bierze pieniądze) Jesteś wielki!

WIENGIEROWICZ Pan ma na głowie mój kapelusz, doktorze.

NIKOŁAJ Twój? Hm… (zdejmuje kapelusz) No bierz… Czego nie dasz go do czyszczenia? Tanio wezmą! Jak po żydowsku cylinder?

WIENGIEROWICZ Jak się panu podoba. (wkłada kapelusz)

NIKOŁAJ A tobie do twarzy w cylindrze, do twarzy. Baron, wykapany baron! Czemu nie kupisz sobie baronostwa?

WIENGIEROWICZ Nic nie wiem. Proszę mnie zostawić w spokoju!

NIKOŁAJ Jesteś wielki! Czemu nikt nie chce cię zrozumieć?

WIENGIEROWICZ Niech pan lepiej powie, dlaczego nie chcą mnie zostawić w spokoju! (wchodzi do domu)

Scena jedenasta

Płatonow i Nikołaj.

PŁATONOW Po co wziąłeś od niego te pieniądze?

NIKOŁAJ A tak… (siada)

PŁATONOW Jak – a tak?

NIKOŁAJ Wziąłem i szlus! Żal ci go, czy jak?

PŁATONOW Nie o to chodzi, bracie!

NIKOŁAJ Tylko o co?

PŁATONOW Nie wiesz?

NIKOŁAJ Nie wiem.

PŁATONOW Kłamiesz, wiesz!

Pauza.

Wielką miłością zapałałbym do ciebie, serce moje, gdybyś przez tydzień, nawet przez jeden dzień, żył według jakichś zasad, choćby najbardziej mizernych! Dla takich typów, jak ty, zasady są konieczne, jak chleb powszedni…

Pauza.

NIKOŁAJ Nic nie wiem… Nie nam, bracie, przerabiać naszą naturę! Nie przełamiemy jej… Wiedziałem to już, kiedy razem z tobą dostawałem w gimnazjum pały z łaciny… Nie ma co gadać bez sensu… Niech przywrą podniebienia do języków![57]

Pauza.

Przedwczoraj, bracie ty mój, u jednej mojej kobiety oglądałem portrety „Działaczy współczesnych”[58] i czytałem ich biografie. I co myślisz, kochany? Nie ma nas tam! Namęczyłem się i nie znalazłem! Lasciate, Michaił, ogni speranza![59] – mówią Włosi. Nie znalazłem wśród działaczy współczesnych ani ciebie, ani siebie i – wyobraź sobie! Jestem spokojny! A taka Sofia to nie tego… nie jest spokojna…

 

PŁATONOW Co ma do tego Sofia?

NIKOŁAJ Obraża się, że nie ma jej wśród ,,Działaczy współczesnych”… Wyobraża sobie, że ledwie palcem kiwnie, a kula ziemska gębę rozdziawi, ludzkość z uciechy głowę straci… Wyobraża sobie… Hm… W żadnej mądrej powieści nie znajdziesz tyle bełkotu, co w niej… A w rzeczywistości nie warta złamanego grosza. Lód! Kamień! Posąg! Aż mam ochotę podejść do niej i zeskrobać trochę gipsu z jej nosa… A ledwo coś… od razu histeria, wrzask i wzdychanie… Sił nie ma za grosz… Mądra lala… Na mnie patrzy z pogardą, uważa mnie za obiboka… A w czym jej Sieriożka lepszy od nas? W czym? Lepszy niby, bo wódki nie pije, bo ma wzniosłe myśli i bezczelnie tytułuje się człowiekiem przyszłości. Zresztą, nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni…[60] (wstaje) Chodźmy, wypijmy!

PŁATONOW Nie pójdę. Duszno mi tam.

NIKOŁAJ Sam pójdę. (przeciąga się) A propos, co znaczy ten monogram z liter S i W? To ma być Sofia Wojnicewa czy Siergiej Wojnicew? Kogo nasz filolog chciał uhonorować tymi literami – siebie czy swoją żonę?

PŁATONOW Mam wrażenie, że te litery znaczą „Sława Wiengierowiczowi!”[61] Za jego pieniądze hulamy.

NIKOŁAJ Tak… Co się dzieje dzisiaj z generałową? Chichocze, pojękuje, pcha się do całowania… Jak zakochana…

PŁATONOW W kim tu może się zakochać? Chyba w samej sobie. Nie wierz w jej śmiech. Nie wolno wierzyć w śmiech mądrej kobiety, która nigdy nie płacze; chichocze, kiedy chce jej się płakać. A naszej generałowej nie płakać się chce, ale zastrzelić… Po oczach widać…

NIKOŁAJ Kobiety się nie strzelają, kobiety się trują… Ale nie będziemy filozofować… Kiedy filozofuję, to okrutnie kłamię… Świetna babka ta nasza generałowa! W ogóle, kiedy patrzę na kobiety, to strasznie źle o nich myślę; ale to jedyna kobieta, od której moje okropne myśli odbijają się jak groch od ściany. Jedyna… Kiedy patrzę na jej prawdziwą twarz, zaczynam wierzyć w platoniczną miłość. Idziesz?

PŁATONOW Nie.

NIKOŁAJ Sam pójdę… Z popem wypiję… (idzie i w drzwiach wpada na Kiriłła) A! Jaśnie pan hrabia samorodny! Masz trzy ruble! (wsuwa mu do ręki trzy ruble i wychodzi)

Scena dwunasta

Płatonow i Kiriłł.

KIRIŁŁ Dziwny typ! Ni z tego, ni z owego: masz trzy ruble! (krzyczy) Sam mogę ci dać trzy ruble! Hm… Jaki idiota! (do Płatonowa) Strasznie szokuje mnie swoją głupotą. (śmieje się) Niewyobrażalnie głupi!

PŁATONOW Dlaczego nie tańczysz, tancerzu?

KIRIŁŁ Tańczyć? Tutaj? Niby z kim, jeśli wolno spytać? (siada obok)

PŁATONOW A nie ma z kim?

KIRIŁŁ Same typy! Wszystko typy, na kogo nie spojrzeć! Mordy jakieś, orle nosy, pretensjonalność… A kobiety? (śmieje się głośno) Diabli wiedzą co to! Przy takim audytorium zawsze wolę bufet od tańców.

Pauza.

Jakie jednak w Rosji nieświeże powietrze! Takie zgniłe, parne… Nie cierpię Rosji!.. Zacofanie, smród. Brrr… A weźmy na to… Był pan chociaż raz w Paryżu?

PŁATONOW Nie byłem.

KIRIŁŁ Szkoda. Zresztą, jeszcze pan zdąży. Jak będzie się pan wybierać, niech mi pan da znać. Odkryję przed panem wszystkie tajemnice Paryża. Dam trzysta listów polecających – i będzie pan miał do dyspozycji trzysta najlepszych francuskich dziwek.

PŁATONOW Dziękuję, jestem syty. Powiedz mi, to prawda, że twój ojciec chce kupić Płatonówkę?

KIRIŁŁ Pojęcia nie mam. Trzymam się z dala od finansów… A zauważył pan, jak mon père[62] podrywa waszą generałową? (śmieje się głośno) Kolejny typ! Żenić się chce, ten stary borsuk! Głupi jak pień. A wasza generałowa jest charmante[63]! Całkiem niezła!

Pauza.

Taka milutka, milutka… A figura?! Fiu-fiu! (klepie Płatonowa po ramieniu) Szczęściarz! Ona się sznuruje? Mocno się sznuruje?

PŁATONOW Nie wiem… Nie asystuję przy jej toalecie…

KIRIŁŁ A mówili mi… Przecież pan…

PŁATONOW Hrabio, jesteś idiotą!

KIRIŁŁ Ale ja żartowałem… Po co te nerwy! Dziwak, naprawdę. (cicho) A to prawda, że ona… Trochę drażliwe pytanie, ale między nami, mam nadzieję… To prawda, że ona czasem lubi pieniądze do upojenia?

PŁATONOW Sam ją o to zapytaj. Nie wiem.

KIRIŁŁ Spytać ją? (śmieje się głośno) Co za pomysł!? Płatonow! Co pan wygaduje?!

PŁATONOW (przesiada się na inną ławkę) Jesteś mistrzem natręctwa!

KIRIŁŁ (śmieje się) A może by tak ją zapytać? W sumie, czemu nie?

PŁATONOW Jasne… (na stronie) Spróbuj tylko… dostaniesz od niej po głupiej mordzie! (do Kiriłła) Zapytaj!

KIRIŁŁ (zrywa się) Przysięgam, że to wielka myśl!.. Do cholery! Zapytam ją, Płatonow, i przysięgam, że ona będzie moja! Mam przeczucie! Zaraz zapytam! Założę się, że będzie moja! (biegnie w kierunku domu i w drzwiach wpada na Annę i Nikołaja) Mille pardons, madame![64] (kłania się zamaszyście i wychodzi)

Płatonow przesiada się na poprzednie miejsce.

Scena trzynasta

Płatonow, Anna i Nikołaj.

NIKOŁAJ (na ganku) O, siedzi tu, nasz wielki mędrzec i filozof! Siedzi czujnie i niecierpliwie czeka na zdobycz: komu by tu prawić wymówki na dobranoc?

ANNA Nic nie złowiłeś, Michaił!

NIKOŁAJ Słabo! Coś kiepskie dziś łowy! Biedny moralista! Szkoda mi ciebie, Płatonow! Ale jednak jestem pijany i… jednak diakon[65] tam na mnie czeka. Żegnam! (wychodzi)

ANNA (podchodzi do Płatonowa) Co tu siedzisz?

PŁATONOW Duszno w pokojach, a to piękne niebo jest lepsze od twojego, bielonego przez baby, sufitu!

ANNA (siada) Cudowna pogoda! Powietrze czyste, chłód, gwiaździste niebo i księżyc! Żałuję, że nie wypada mi spać pod gołym niebem. Kiedy byłam dziewczynką, zawsze nocowałam latem w ogrodzie.

Pauza.

Masz nowy krawat?

PŁATONOW Nowy.

Pauza.

ANNA Jestem dzisiaj w jakimś szczególnym nastroju… Wszystko mi się dzisiaj podoba… Bawię się! No, mów coś, Płatonow! Czego milczysz? Po to tu się zjawiłam, żebyś mówił… Jaki ty jesteś…

PŁATONOW Co mam ci mówić?

ANNA Powiedz coś nowego, milutkiego, kwaśniutkiego… Jesteś dzisiaj taki mądrala, taki milusi… Zdaje mi się, że kocham się w tobie dzisiaj więcej niż kiedykolwiek… Słodziak jesteś dzisiaj! I mało się czepiasz!

PŁATONOW I ty dzisiaj taka piękna… Zresztą zawsze jesteś piękna!

ANNA Jesteśmy przyjaciółmi, Płatonow?

PŁATONOW Prawdopodobnie… Chyba tak, przyjaciółmi… Co innego można nazywać przyjaźnią?

ANNA W każdym razie przyjaciółmi? Co?

PŁATONOW Myślę, że coś więcej… Bardzo się do ciebie przyzwyczaiłem i przywiązałem… Dużo trzeba czasu, żeby mnie odzwyczaić od ciebie…

ANNA Bliscy przyjaciele?

PŁATONOW Po co te pytanka? Daj spokój, słonko! Przyjaciele… przyjaciele… Jak stara panna...

ANNA Dobrze… Przyjaciele, a wiesz, mój miły panie, że od przyjaźni między mężczyzną a kobietą do miłości jest już tylko jeden krok? (śmieje się)

PŁATONOW No proszę! (Śmieje się) Czemu to mówisz? Ile byśmy razem nie szli i tak nie dojdziemy do dna…

ANNA Miłość – dno… Porównał! Nie słyszy cię twoja żona! Pardon, powiedziałam nie to, co trzeba… Niechcący, Michael, przysięgam! A czemu nie mielibyśmy dojść? Nie jesteśmy ludźmi, czy co? Miłość to dobra rzecz… Co się czerwienisz?

PŁATONOW (patrzy na nią uważnie) Widzę, że albo miło żartujesz, albo chcesz… dogadać się do czegoś… Chodźmy, zatańczymy walca!

ANNA Nie umiesz tańczyć!

Pauza.

Musimy poważnie pogadać… Najwyższy czas… (rozgląda się) Postaraj się, mon cher[66], słuchać i nie filozofować!

PŁATONOW Chodźmy tańczyć, Anno!

ANNA Siądźmy trochę dalej… Chodź tu! (siada na innej ławce) Tylko nie wiem, od czego zacząć… Ociężały i kłamliwy z ciebie człeczyna…

PŁATONOW Może ja mam zacząć, Anno?

ANNA Płatonow, jak zaczniesz, znowu bzdury będziesz wygadywać!… No, popatrz! Zmieszał się! Uważaj, akurat ci uwierzę! (klepie go po ramieniu) Kpiarz, Misza! No, mów już, mów… Tylko krótko…

PŁATONOW Powiem krótko… Co ja ci chcę powiedzieć: po co?

Pauza.

Słowo honoru, Anno, nie warto!

ANNA Dlaczego? Ale posłuchaj… Nie rozumiesz mnie… Gdybyś był wolny, to bez namysłu zostałabym twoją żoną, oddałabym ci swoją generałową na wieczne posiadanie, ale teraz… No? Milczenie jest oznaką zgody? Tak, co?

Pauza.

Słuchaj, Płatonow, w tym wypadku milczenie jest nieprzyzwoite!

PŁATONOW (zrywa się) Zapomnijmy o tej rozmowie, Anno! Błagam, zróbmy tak, jakby jej w ogóle nie było! Nie było jej!

ANNA (wzrusza ramionami) Dziwak! Dlaczego?

PŁATONOW Bo cię szanuję! Tak w sobie szanuję ten szacunek dla ciebie, że rozstać się z nim byłoby mi trudniej, niż zapaść się pod ziemię! Kochana, jestem wolnym człowiekiem, lubię przyjemnie spędzić czas, nie jestem wrogiem kontaktów z kobietami, nie jestem wrogiem nawet szlachetnych romansików, ale… mieć z tobą błahy romansik, robić z ciebie przedmiot codziennego użytku, z ciebie, mądrej, wspaniałej, wolnej kobiety?! Nie! To już za dużo! Lepiej przepędź mnie za siedem gór, za siedem rzek! Przeżyć głupio miesiąc czy dwa, a potem… rozstać się z rumieńcem na twarzy?!

ANNA Mowa o miłości!

PŁATONOW A czy ja ciebie nie kocham? Kocham dobrą, mądrą, litościwą… Kocham wściekle, jak wariat! Życie oddam za ciebie, jeśli zechcesz! Kocham cię jako kobietę — człowieka! Czy naprawdę każda miłość musi się przeinaczać w wiadomy rodzaj miłości? Moja miłość jest dla mnie tysiąc razy droższa niż ta, która ci strzeliła do głowy!..

ANNA (wstaje) Idź, kochany, wyśpij się! Wyśpisz się i wtedy pogadamy…

PŁATONOW Zapomnijmy o tej rozmowie… (całuje ją w rękę) Będziemy przyjaciółmi, ale nie będziemy zabawiać się sobą: jesteśmy warci dla siebie czegoś lepszego!.. A do tego jestem jednak… choć odrobinę, ale żonaty! Zostawmy ten temat! Niech wszystko zostanie po staremu!

ANNA Idź, kochany, idź! Żonaty… Przecież mnie kochasz! To co ma do tego żona? Marsz! Później pogadamy, za jakieś dwie godzinki… Teraz masz napad kłamstwa…

PŁATONOW Nie umiem cię okłamywać… (cicho, na ucho) Gdybym potrafił ci kłamać, to już dawno byłbym twoim kochankiem…

ANNA (ostro) Wynocha!

PŁATONOW Kłamiesz, nie wściekasz się… Ty tylko tak… (wchodzi do domu)

ANNA Dziwoląg! (siada) Sam nie rozumie, co mówi… Każda miłość musi się przeinaczać w wiadomy rodzaj miłości… Jaki bełkot! Normalnie jak miłość pisarza do pisarki…

Pauza.

Nieznośny człowiek! I tak do sądu ostatecznego, kochany, będziemy gadać! Nie wzięłam uczciwością, wezmę siłą… Jeszcze dziś! Czas, żebyśmy oboje wyszli z tej głupiej sytuacji oczekiwania… Mam tego dość… Wezmę siłą… Kto to idzie? Głagoliew… szuka mnie…

Wchodzi Głagoliew.

Inne książki tego autora