DramatyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Scena szesnasta

Ci sami bez Osipa.

WIENGIEROWICZ Każdy, ale nie pan, młody człowieku, może sobie pozwalać na prawienie mi morałów, do tego w takiej formie. Jestem obywatelem i, prawdę mówiąc, pożytecznym obywatelem… Jestem ojcem, a pan kto? Kto pan jesteś, młody człowieku? Przepraszam, chłystek, co roztrwonił majątek, a teraz zabrał się do świętej sprawy, do której nie ma najmniejszego prawa, zepsuty człowiek…

PŁATONOW Obywatel… Jak pan jest obywatel, to jest to bardzo złe słowo! Wyzwisko!

ANNA On nie przestanie! Płatonow, po co zatruwasz nam dzień swoim moralizatorstwem? Po co tyle gadać? I jakie masz prawo?

NIKOŁAJ Niespokojnie żyje się z tymi najsprawiedliwszymi i najuczciwszymi… Do wszystkiego wtykają nos, wszędzie mają coś do załatwienia, wszystko ich obchodzi…

GŁAGOLIEW Panowie, wesoło zaczęliście a smutno skończyliście…

ANNA Nie powinieneś, Płatonow, zapominać, że kiedy goście się kłócą, to gospodarze czują się wyjątkowo niezręcznie…

SIERGIEJ To prawda, dlatego od tej chwili ogólne tsss… Pokój, zgoda i cisza!

WIENGIEROWICZ Nie daje ani chwili spokoju! Co ja mu zrobiłem? Szarlatan!

SIERGIEJ Tssss…

NIKOŁAJ Niech się kłócą! Dla nas tylko zabawniej.

Pauza.

PŁATONOW Jak się rozejrzeć wokół, zastanowić poważnie nad tym, to można się przewrócić!.. A najgorsze, że wszystko w miarę uczciwe, znośne, milczy, jak grób i tylko się gapi… Wszystko patrzy na niego ze strachem, wszystko kłania się do ziemi temu otłuszczonemu, pozłoconemu dorobkiewiczowi, wszystko od stóp do głów mu zawdzięcza! Honor puszczony z torbami!

ANNA Płatonow, uspokój się! Zaczynasz zeszłoroczną historię, nie zniosę tego!

PŁATONOW (pije wodę) Dobra. (siada)

WIENGIEROWICZ Dobra.

Pauza.

SZCZERBUK Męczennik jestem, przyjaciele moi, męczennik!

ANNA A tam co znowu?

SZCZERBUK Nieszczęście, przyjaciele moi! Lepiej w trumnie leżeć, niż żyć z taką zjadliwą żoną! Znowu sobie temat znalazła! Mało mnie nie zabiła w zeszłym tygodniu, ze swoim diabłem, rudym Don Juanem[39]. Śpię ja sobie na dworze pod jabłonką, sny pochłaniam, obrazy z przeszłości we śnie z zawiścią oglądam… (wzdycha) Nagle… Nagle jak mnie ktoś rąbnie w głowę! Boże! Koniec, myślę, przyszedł! Trzęsienie ziemi, walka żywiołów, potop, deszcz ognisty… Otwieram oczy, a przede mną rudy… Złapał mnie za boki – i jak mnie walnie z rozmachu w pewne miejsce, a potem mnie plask o ziemię! Przyskoczyła okrutnica… Chwyciła mnie za moją niewinną brodę (chwyta się za brodę), myślę sobie, no to już nie przelewki! (uderza się w łysinę) Mało nie zabili… Myślałem, że Bogu duszę oddam…

ANNA Przesadza pan, panie Pawle…

SZCZERBUK Stary babol przecież, najstarszy na świecie, brzydka jak noc stara torba, a tu masz… miłość! Oż ty wiedźmo! A rudemu w to graj… Pieniążków moich mu trzeba, a nie jej kochania…

Wchodzi Jakow i podaje Annie wizytówkę.

SIERGIEJ Od kogo to?

ANNA Niech pan przestanie, panie Pawle! (czyta) „Comte Glagolief”[40]. Po co takie zadęcie? Proś! (do Głogoliewa) Panie Porfiriju, pana syn!

GŁAGOLIEW Mój syn?! Skąd się tu wziął? Jest za granicą!

Wchodzi Kiriłł Głagoliew.

Scena siedemnasta

Ci sami i Kiriłł.

ANNA Pan Kiriłł! Jak miło!

GŁAGOLIEW (wstaje) Kiriłł… Przyjechałeś? (siada)

KIRIŁŁ Mesdames, witam! Płatonow, Wiengierowicz, Trylecki… I dziwak Płatonow tu jest… Cześć, uszanowanie! Straszny upał w Rosji… Prosto z Paryża! Prościutko z ziemi francuskiej! Ufff… Nie wierzycie? Słowo honoru! Zawiozłem tylko walizkę do domu… No, Paryż, panowie! To jest miasto!

SIERGIEJ Siadaj, panie francuski!

KIRIŁŁ Nie, nie, nie… Nie przyszedłem w gości, tylko tak… Muszę pogadać z ojcem… (do ojca) Słuchaj, o co ci chodzi?

GŁAGOLIEW Co takiego?

KIRIŁŁ Kłócić się chcesz? Dlaczego pieniędzy mi nie przysłałeś, jak prosiłem, co?

GŁAGOLIEW W domu porozmawiamy.

KIRIŁŁ Dlaczego nie przysłałeś mi pieniędzy? Kpisz? Dla ciebie to śmichy-chichy? Żartujesz? Moi drodzy, czy za granicą można żyć bez pieniędzy?

ANNA Jak było w Paryżu? Kiriłł, proszę usiąść!

KIRIŁŁ Dzięki niemu wróciłem z jedną szczoteczką do zębów! Z Paryża wysłałem mu trzydzieści pięć telegramów! Dlaczego nie przysłałeś pieniędzy, pytam się ciebie? Czerwienisz się? Wstyd?

NIKOŁAJ Hrabio, nie krzycz, proszę! Jak będziesz krzyczał, to poślę sędziemu śledczemu twoją wizytówkę i pociągnę do odpowiedzialności sądowej za bezprawne posługiwanie się tytułem hrabiowskim! Nie wypada!

GŁAGOLIEW Kirile, nie rób afery! Myślałem, że sześć tysięcy wystarczy. Uspokój się!

KIRIŁŁ Daj mi pieniędzy i znowu wyjadę! Dawaj zaraz! Zaraz dawaj! Jadę! Dawaj szybciej! Spieszę się!

ANNA Dokąd się pan spieszy? Zdąży pan! Niech pan nam raczej opowie coś o swojej podróży…

JAKOW (wchodzi) Gotowe!

ANNA Tak? W takim razie, moi państwo, chodźmy jeść!

NIKOŁAJ Jeść? Hurra-a-a! (jedną ręką chwyta za rękę Saszę, drugą Kiriłła i biegnie)

SASZA Puść! Puść, narwańcu! Sama pójdę!

KIRIŁŁ Proszę puścić! Co za chamstwo! Nie lubię żartów! (wyrywa się)

Sasza i Nikołaj wybiegają.

ANNA (bierze Kiriłła pod rękę) Chodźmy, panie paryżanin! Nie ma co się gorączkować po próżnicy! Panie Abramie, panie Timofieju… Zapraszam! (wychodzi z Kiriłłem)

BUGROW (wstaje i przeciąga się) Zanim się człowiek tego śniadania doczeka, to się cały zaślini. (wychodzi)

PŁATONOW (podaje rękę Sofii) Pozwolisz? Jakie masz zdziwione oczy! Dla ciebie ten świat – to świat niepojęty! To świat (ciszej) durni, Sofio, skończonych, ograniczonych, beznadziejnych durni… (wychodzi z Sofią)

WIENGIEROWICZ (do syna) Teraz widziałeś?

WIENGIEROWICZ-SYN Wyjątkowo oryginalne bydlę! (wychodzi z ojcem)

SIERGIEJ (szturchając Tryleckiego w bok) Panie Iwanie! Panie Iwanie! Śniadanie!

TRYLECKI (zrywa się) Co? Kto?

SIERGIEJ Nikt… Chodźmy na śniadanie.

TRYLECKI Świetnie, serdeńko!

Wychodzi z Siergiejem i Szczerbukiem.

Scena osiemnasta

Pietrin i Głagoliew.

PIETRIN Chcesz?

GŁAGOLIEW Nie mam nic przeciwko temu… Mówiłem ci już!

PIETRIN Kochany… Na pewno się żenisz?

GŁAGOLIEW Nie wiem, bracie. Czy ona jeszcze zechce?

PIETRIN Zechce! Jak Boga kocham, zechce!

GŁAGOLIEW Kto wie? Trudno z góry zakładać… Cudza dusza to tajemnica. A ty co się tak troszczysz?

PIETRIN A o kogo mam się troszczyć, serdeńko? Dobry człowiek jesteś, ona taka milutka… Chcesz, to z nią porozmawiam?

GŁAGOLIEW Sam mogę porozmawiać. Ty na razie milcz i… jeśli można, przestań się tak troszczyć! Sam się umiem ożenić. (wychodzi)

PIETRIN (sam) Żebyś tak umiał! Święci pańscy, zrozumcie moją sytuację!… Jak generałowa wyjdzie za niego, będę bogatym człowiekiem! Weksle będą spłacone, święci pańscy! Nawet apetyt straciłem na tę radosną myśl. Biorą ślub słudzy pańscy Anna i Porfirij, albo Porfirij i Anna…

Wchodzi Anna.

Scena dziewiętnasta

Pietrin i Anna.

ANNA Czemu nie idzie pan na śniadanie?

PIETRIN Anno, złociutka, można zrobić aluzję?

ANNA Można, byle szybko… Nie mam czasu…

PIETRIN Hm… Nie dałaby mi pani, złociutka, trochę pieniążków?

ANNA I jaka to aluzja! To żadna aluzja! Ile panu trzeba? Rubla, dwa?

PIETRIN Niech pani zmniejszy weksle. Znudziło mi się patrzeć na te weksle… Weksle to jedno wielkie oszukaństwo, mgliste marzenie. Mówią do człowieka: posiadasz! A wychodzi na to, że wcale nie posiadasz.

ANNA Pan ciągle o tych szesnastu tysiącach gada? Nie wstyd panu? Naprawdę, czy pana nie mierzi, kiedy tak skamle o ten dług? Nie głupio panu? Do czego się panu, staremu kawalerowi przydadzą te niedobre pieniądze?

PIETRIN Przydadzą się, bo są moje, złociutka.

ANNA Pan te weksle wyłudził od mojego męża, kiedy był pijany, chory… Pamięta pan?

PIETRIN No i co, złociutka? Na to są weksle, żeby za nie pieniążków żądać i płacić. Pieniądze dokładność lubią.

ANNA Dobrze, dobrze… Wystarczy. Nie mam pieniędzy i nie będę ich miała dla takich, jak pan! Niech się pan wynosi, niech pan protestuje! Ech ty, doktor praw! Przecież pan zaraz umrze, po co naciągać ludzi? Dziwak!

PIETRIN Czy mogę zrobić aluzję, złociutka?

ANNA Nie. (idzie do drzwi) Pan idzie pałaszować.

PIETRIN Pani pozwoli, złociutka! Kochaniutka, chwileczkę! Podoba się pani Porfisza?

ANNA Co panu do tego? Jak się mnie czepił, doktor nauk jeden!

PIETRIN Czepiłem się? (bije się w piersi) A kto, jeśli wolno spytać, był pierwszym przyjacielem generała nieboszczyka? Kto na łożu śmierci oczy mu zamknął?

ANNA Pan, pan, pan! I to się panu chwali!

 

PIETRIN Pójdę wypić za spokój jego duszy… (wzdycha) I pani zdrowie! Dumna i harda pani! Duma jest wadą… (wychodzi)

Wchodzi Płatonow.

Scena dwudziesta

Anna i Płatonow.

PŁATONOW Co za cholerny egoizm! Przepędzasz go, a ten siedzi, jak gdyby nigdy nic… Zaprawdę to chamski wielkopański egoizm! Nad czym jaśnie pani rozmyśla?

ANNA Uspokoiłeś się?

PŁATONOW Uspokoiłem… Ale nie będziemy się złościć… (całuje ją w rękę) Oni wszyscy, droga nasza generałowo, warci są tego, żeby każdy miał prawo wygonić ich z twojego domu…

ANNA Nieznośny gaduło, z jaką przyjemnością sama bym wygoniła tych ludzi!.. Tylko całe nasze nieszczęście, że honor, który tyle dzisiaj analizowałeś w związku z moją osobą, jest znośny w teorii, ale nie w praktyce. Ani ja, ani twoja elokwencja nie ma prawa ich wygonić. Przecież wszyscy oni to nasi dobroczyńcy, wierzyciele… Wystarczy, że krzywo na nich spojrzę i jutro nie ma nas w tym majątku… Albo majątek, albo honor, jak widzisz… Wybieram majątek… Możesz to rozumieć, kochany, jak chcesz, ale gdybyś wolał, żebym nie opuszczała tych pięknych stron, to nie przypominaj mi o honorze i nie ruszaj mojego stadka… Wołają mnie… Dziś po obiedzie jedziemy na spacer… Ani się waż odchodzić! (uderza go po ramieniu) Zabawimy się! Chodźmy jeść! (wychodzi)

PŁATONOW (po chwili) A ja go i tak wygonię… Wszystkich wygonię!.. Głupio, niekulturalnie, ale… wygonię… Obiecałem sobie nie ruszać tego świństwa, ale co poradzisz? Charakter to żywioł, a brak charakteru tym bardziej…

Wchodzi Wiengierowicz-syn.

Scena dwudziesta pierwsza

Płatonow i Wiengierowicz-syn.

WIENGIEROWICZ-SYN Słuchaj no, panie nauczycielu, radziłbym nie czepiać się mojego ojca.

PŁATONOW Merci za radę.

WIENGIEROWICZ-SYN Ja nie żartuję. Mój ojciec zna bardzo wielu ludzi i łatwo może pana pozbawić posady. Uprzedzam.

PŁATONOW Szlachetny młodzieńcze! Jak masz na imię?

WIENGIEROWICZ-SYN Isaak.

PŁATONOW Czyli, Abraham zrodził Isaaka[41]. Dzięki ci, szlachetny młodzieńcze! Z kolei ty zechciej przekazać swemu tatusiowi, że jemu i jego bardzo wielu ludziom życzę, żeby się zapadli pod ziemię! Idź się posilić, bo wszystko ci pozjadają, chłopaku!

WIENGIEROWICZ-SYN (wzrusza ramionami i idzie do drzwi) Dziwne, albo i głupie… (zatrzymuje się) Pan pewnie myśli, że irytuję się za to, że nie daje pan spokoju mojemu ojcu? Wcale nie. Uczę się, a nie irytuję… Studiuję na panu współczesnych Czackich[42] i… rozumiem pana! Gdyby panu było wesoło, gdyby nie czuł pan próżniaczej nudy, to proszę wierzyć, że nie ruszałby pan mojego ojca. Pan, panie Czacki, nie prawdy szuka, tylko zabawy, rozrywki… Nie ma pan teraz służby, a trzeba się przecież na kimś powyżywać! No to wyżywa się pan na wszystkich dookoła…

PŁATONOW (śmieje się) O Boże, piękne! A wiesz, masz takie małe pojęcie…

WIENGIEROWICZ-SYN Ciekawa jest ta obrzydliwa okoliczność, że nie kłóci się pan z moim ojcem nigdy w cztery oczy, tête-a-tête; tylko dla zabawy wybiera pan salon, żeby zaprezentować się głupcom w całym swoim majestacie! Kabotyn!

PŁATONOW Chciałbym z tobą pogadać za jakieś dziesięć lat, nawet pięć… Jak się uchowasz? Czy zostanie nietknięty ten ton, ten blask oczu? Nie, przecież zepsujesz się, chłopaku! Jak ci idzie nauka?.. Po twarzy widzę, że słabo… Zepsujesz się! Zresztą, idź jeść! Nie będę więcej z tobą gadać. Nie podoba mi się twoja zła fizjonomia…

WIENGIEROWICZ-SYN (śmieje się) Esteta! (idzie do drzwi) Lepsza zła fizjonomia, niż fizjonomia, która sama się prosi o cios.

PŁATONOW Tak, lepsza… Ale… idź jeść!

WIENGIEROWICZ-SYN Nie znamy się. Proszę nie zapominać… (wychodzi)

PŁATONOW (sam) Chłopak mało wie, dużo myśli i dużo gada przy drzwiach zamkniętych. (patrzy na drzwi jadalni) A jest i Sofia. Rozgląda się… Szuka mnie swoimi aksamitnymi oczami. Jaka ona jeszcze ładniutka! Ile w jej twarzy piękna! Te same włosy! Ten sam kolor, ta sama fryzura… Ile razy całowałem te włosy! Cudowne wspomnienia…

Pauza.

No chyba to jeszcze nie pora, żebym się zadowalał samymi wspomnieniami?

Pauza.

Wspomnienia to niezła rzecz, ale… to chyba dla mnie jeszcze… nie koniec? O, tylko nie to, tylko nie to! Lepsza śmierć… Trzeba żyć… Jeszcze żyć… Jestem wciąż młody!

Wchodzi Siergiej.

Scena dwudziesta druga

Płatonow i Siergiej, potem Nikołaj.

SIERGIEJ (wchodzi i wyciera usta serwetką) Chodź, wypijemy zdrowie Sofii, co się chowasz!.. No, co?

PŁATONOW Patrzę i zachwycam się twoją żoną… Urocza!

Siergiej się śmieje.

Ty to masz szczęście!

SIERGIEJ Tak… Wiem… Jestem szczęśliwy. Nie, żeby szczęśliwy, tylko z punktu widzenia… nie da się powiedzieć, że całkiem… Ale w ogóle jestem bardzo szczęśliwy!

PŁATONOW (patrzy przez otwarte drzwi do jadalni) Dawno już ją znam, Siergieju! Znam, jak swoich pięć palców. Jaka piękna, ale jaka była piękna! Szkoda, że jej wtedy nie znałeś. Jaka piękna!

SIERGIEJ Tak.

PŁATONOW Jakie oczy!

SIERGIEJ A włosy?!

PŁATONOW Była wspaniałą dziewczyną! (śmieje się) A moja Sasza, moja Awdotja, Matriocha, Pelagia…[43] Tam siedzi! Ledwo ją widać zza karafki wódki! Zirytowana, zdenerwowana, oburzona moim zachowaniem! Biedna, zadręcza ją myśl, że wszyscy mnie teraz potępiają i nienawidzą za to, że pokłóciłem się z Wiengierowiczem!

SIERGIEJ Wybacz niedyskretne pytanie… Jesteś z nią szczęśliwy?

PŁATONOW Rodzina, bracie… Zabierz mi rodzinę, a ja chyba zginę marnie… Gniazdo! Pożyjesz, zrozumiesz. Szkoda tylko, że mało się łajdaczyłeś, nie znasz wartości rodziny. Ja swojej Saszki nie sprzedam za milion. Dobraliśmy się, jak w korcu maku… Ona głupia, a ja do niczego się nie nadaję…

Wchodzi Nikołaj.

(do Nikołaja) Opchałeś się?

NIKOŁAJ Strasznie. (bije się w brzuch) Bastion! Chodźmy, moje bystre głowy, wypijemy! Panowie, trzeba wypić za przyjazd państwa… Ech, bracia! (obejmuje ich razem) No wypijmy! Ech! (przeciąga się) Ech! Życie, życie! Błogosławiony mąż, który nie idzie za radą bezbożnych…[44] (przeciąga się) Moje bystre głowy! Rozrabiaki!

PŁATONOW Byłeś dzisiaj u swoich chorych?

NIKOŁAJ Później o tym pogadamy… Albo wiesz co, Michel… Mówię ci raz i na zawsze. Zostaw mnie w spokoju! Mam cię potąd z twoimi pouczeniami. Kochaj bliźniego! Zrozum w końcu, że ja jestem ściana, a ty groch! Albo, jak już cię przypili, jak cię język zaświerzbi, to wyłóż mi w formie pisemnej wszystko, czego ode mnie chcesz. Nauczę się na pamięć! Albo, ostatecznie, głoś mi kazania o określonej porze. Daję ci godzinę na dobę… Powiedzmy, od czwartej do piątej… Chcesz? Będę ci nawet płacić po rublu za tę godzinę. (przeciąga się) Cały dzień, cały dzień…

PŁATONOW (do Siergieja) Weź mi wytłumacz, co znaczy to ogłoszenie w gazecie. To już naprawdę koniec?

SIERGIEJ Nie, nie martw się! (śmieje się) To taka drobna kombinacja finansowa… Będzie licytacja i Głagoliew kupi majątek. Porfirij uwolni nas od banku, i jemu a nie bankowi będziemy płacić odsetki. Jego pomysł.

PŁATONOW Nie rozumiem. Co on z tego ma? Darowizna, czy co? Nie rozumiem tego prezentu, no i raczej to wam… niepotrzebne.

SIERGIEJ Nie… Zresztą, sam nie bardzo rozumiem… Zapytaj maman, ona wytłumaczy… Wiem tylko, że majątek po sprzedaży zostanie nasz, i że będziemy go spłacali Głagoliewowi. Maman przekazuje mu teraz swoje pięć tysięcy na spłatę. W każdym razie z bankiem nie jest tak wygodnie prowadzić interesy, jak z nim. A, mam już dość tego banku! Trylecki nie ma ciebie tak dość, jak ja mam dość tego banku! Zostawmy finanse! (bierze Płatonowa pod rękę) Chodź, wypijmy za nasze „ty”! Nikołaj! Chodźmy, bracie! (bierze Nikołaja pod rękę) Wypijmy za naszą dobrą przyjaźń, kochani! Niech mi los zabierze wszystko! W cholerę wszystkie te kombinacje finansowe! Oby żyli i zdrowi byli ludzie, których kocham — wy, i moja Sofia, i moja macocha! Wy jesteście moim życiem! Chodźmy!

PŁATONOW Idę. Wypiję za wszystko i wypiję raczej wszystko! Dawno już nie byłem pijany, i mam ochotę się upić.

ANNA (w drzwiach) O, przyjaźni, to ty! Niezła trójka! (śpiewa) Czy zaprzęgnę ja, trójkę rączych…

NIKOŁAJ …koników karych![45]… Zaczynamy od koniaku, chłopaki!

ANNA (w drzwiach) Idźcie, darmozjady, jeść! Wystygło wszystko!

PŁATONOW O, przyjaźni, to ty! W miłości zawsze miałem szczęście, ale nigdy nie miałem szczęścia w przyjaźni. Mam obawy, panowie, że i wy będziecie płakali przez moją przyjaźń! Wypijmy za pomyślny wynik wszystkich przyjaźni, w tym naszej! Żeby koniec jej był tak samo mało gwałtowny i stopniowy, jak początek! (wychodzą do jadalni)

Koniec aktu pierwszego

AKT DRUGI
Obraz pierwszy

Ogród. Na pierwszym planie klomb z okrągłą alejką. Pośrodku klombu stoi posąg. Na głowie posagu misa. Ławki, krzesła, stoliki. Na prawo fronton domu. Ganek. Okna otwarte. Z okien słychać śmiech, rozmowę, dźwięki fortepianu i skrzypiec (kadryl[46], walc itp.). W głębi ogrodu chińska altanka[47], obwieszona lampionami. Nad wejściem do altanki monogram z liter S.W. Za altanką gra w kręgle; słychać jak toczą się kule, i okrzyki: „Pięć zbitych”, „Cztery nie zbite” itd. Ogród i dom oświetlone. Po ogrodzie snują się goście i służba. Wasilij i Jakow (w czarnych frakach, pijani) rozwieszają i zapalają lampy.

Scena pierwsza

Bugrow i Nikołaj (w czapce ze wstęgą)[48]

NIKOŁAJ (wychodzi z domu z Bugrowem pod rękę) No daj, Timofieju! No co ci szkodzi dać? Proszę o pożyczkę!

BUGROW Nie mogę, niech pan mi wierzy! Nikołaju, niech pan da spokój.

NIKOŁAJ Możesz, Timofieju! Wszystko możesz! Ty możesz cały wszechświat kupić i wykupić, tylko nie chcesz! Proszę przecież o pożyczkę! Zrozum, dziwaku! Przysięgam, nie oddam!

BUGROW Widzi pan, widzi pan! Wypsnęło się panu!

NIKOŁAJ Nic nie widzę. Widzę tylko twoją obojętność. Daj, wielki człowieku. Nie dasz? Daj, mówię ci! Proszę, nawet błagam! Naprawdę jesteś taki nieczuły? A gdzie twoje serce?

BUGROW (wzdycha) Ech, Nikołaju! Uzdrowić to pan nie uzdrowi, a pieniążki pan ciągnie…

NIKOŁAJ Dobrze powiedziane! (wzdycha) Masz rację.

BUGROW (wyjmuje portfel) I kpiny pan sobie urządza… Ledwo coś, od razu cha-cha-cha! Jak to tak można? A tego, właśnie, nie można… Chociaż niekształcony, ale ochrzczony jestem – tak jak wy, panowie uczeni… Jak głupio mówię, to trzeba mnie oświecić, a nie śmichy-chichy urządzać… Tego. My chłopy jesteśmy ludzie, niepudrowane, skóra nasza niegarbowana, od nas niewiele żądajcie, przepraszam… (otwiera portfel) Ostatni raz, panie Nikołaju! (liczy) Jeden… sześć… dwanaście…

NIKOŁAJ (zagląda do jego portfela) Boże kochany! A podobno Rosjanie nie mają pieniędzy! Gdzieś ty ich tyle nabrał?

BUGROW Pięćdziesiąt… (daje mu pieniądze) Ostatni raz.

NIKOŁAJ A to co za banknocik? Daj go. Patrzy na mnie tak czule! (bierze pieniądze) Daj i ten banknocik!

BUGROW (daje jeszcze) Masz pan! Ale pan chytry na pieniądze!

NIKOŁAJ I same rubelki, same rubelki… Na żebry chodziłeś, czy jak? A przypadkiem nie fałszywe?

BUGROW To oddawaj pan, jak fałszywe!

NIKOŁAJ Oddałbym, gdyby ci były potrzebne… Merci, Timofieju! Życzę ci, żebyś jeszcze bardziej się roztył i medal dostał. Powiedz mi, Timofieju, dlaczego prowadzisz taki nienormalny tryb życia? Pijesz dużo, mówisz basem, pocisz się, nie śpisz, kiedy trzeba… Na przykład, dlaczego teraz nie śpisz? Jesteś człowiek pełnokrwisty, zgryźliwy, wybuchowy, spożywczy, musisz wcześnie się kłaść! Nawet masz więcej żył niż inni. Jak można się tak zabijać?

 

BUGROW Ale?

NIKOŁAJ Masz swoje ale! Zresztą, nie bój się… Żartuję… Jeszcze nie pora umierać… Pożyjesz! Dużo masz pieniędzy, Timofieju?

BUGROW Starczy mi.

NIKOŁAJ Dobry, mądry człowiek z ciebie, Timofieju, ale okropny kombinator! Wybacz mi… Ja z przyjaźni… Jesteśmy przecież przyjaciółmi? Okropny kombinator! Po co skupujesz weksle Wojnicewa? Po co dajesz mu pieniądze?

BUGROW Nikołaju, to nie na pański rozum!

NIKOŁAJ Chcesz z Wiengierowiczem buchnąć kopalnie generałowej? Że niby generałowa zlituje się nad pasierbem, nie da mu zginąć, odda ci swoje kopalnie? Wielki człowiek jesteś, ale kombinator! Cwaniak!

BUGROW Wie pan, Nikołaju… Pójdę, zdrzemnę się gdzieś koło altanki, a jak będą kolację podawać, to mnie pan obudzi.

NIKOŁAJ Wspaniale! Idź spać.

BUGROW (idzie) A jakby nie dawali kolacji, to niech mnie pan obudzi o pół do jedenastej. (idzie w kierunku altanki)