DramatyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Od tłumaczki

Od dziesięciu lat pracowałam nad nowymi tłumaczeniami sztuk Antona Czechowa, dołączając je do niezbyt bogatej kolekcji polskich przekładów tego autora (w odróżnieniu chociażby od sztuk Szekspira). Przygotowywałam je dla konkretnych reżyserów i realizacji scenicznych, często zainspirowana rosyjskimi realizacjami lub mając przed oczyma planowaną obsadę polskiego spektaklu. Opracowane (bez ingerencji w tkankę przekładu wykonanego przed laty), uzupełnione przypisami oddaję teraz szerokiemu gronu czytelników. Tłumaczenia powstawały między 2009 a 2019 rokiem. Mój przekład nie jest (i nie może być) ostateczny. Nie staram się poprawiać poprzednich tłumaczeń – gdyż nie były błędne. Oddawały one język czasów, w których powstały, były ówczesną interpretacją sztuk Czechowa i dały mu intensywną obecność w historii polskiego teatru. Od tamtego czasu zmieniła się jednak polszczyzna. Zmienił się także sposób gry aktorskiej. Pogłębiliśmy wiedzę na temat życia i twórczości autora. Natomiast nie zmienił się sam Czechow – jest wciąż współczesny, aktualny w swej wymowie i języku. Niniejsze przekłady są wynikiem moich wieloletnich studiów nad jego twórczością i oddają Czechowa, jakim go słyszę, czuję, odbieram. Nie słyszę w nim praktycznie archaizmów (pojedyncze frazeologizmy), nie słyszę poetyzmów. Staram się też być jak najwierniejsza oryginałowi, który się nie zestarzał, gdyż język rosyjski przeszedł inną drogę rozwoju niż język polski, nie uległ tak głębokim zmianom. Współczesny rosyjski aktor nie ma poczucia, że wypowiada ze sceny frazy zbyt literackie, nienaturalne, archaicznie brzmiące dla dzisiejszego odbiorcy. Ten język jest wciąż żywy, aktualny i naturalny.

Czechow w swej twórczości był bliski życia, oddawał żywy język własnej epoki, malował portrety ludzi go otaczających, często swoich bliskich. Jego sztuki tchnące prawdą życia wymagają prawdy również w warstwie językowej. Żywe postaci potrzebują żywego języka. Frazy, które są wciąż niezmiennie aktualne nie mogą brzmieć nieco archaicznie, czy zbyt poetycko, sztucznie. Pragnę, by polski Czechow przemówił językiem naszych czasów. Ale też w żadnym wypadku go nie uwspółcześniam, nie stylizuję, „nie podkręcam”, staram się oddać rytm i tempo współczesnej polszczyzny. Język bohaterów Czechowa jest bogaty, zmienny, czasem zakrada się do niego pewna sztuczność i literackość, ale jest ona zamierzona i najczęściej wzbudzająca śmiech – gros sztuk to przecież komedie! Jednak większość dialogów oddaje język codzienności, język potoczny, lakoniczny, czasem szorstki (bywa to wręcz ping-pong słowny), będący chwilami nawet na granicy poprawności, gdy do rozmów wkradają się emocje. Zdarza się też, że gdy postaciami są osoby aspirujące do wyższych sfer, niewykształcone, pojawiają się w ich języku błędy, nieumiejętne stosowanie frazeologii, idiomatyki, zła odmiana połączona jednocześnie z wręcz odświętnym, patetycznym stylem.

Pracując nad przekładami sztuk Czechowa, coraz bardziej przekonywałam się, że mam nieco inny obraz tego autora i jego dzieł niż ten dość powszechny, zbudowany przez niektórych biografów i interpretatorów jego twórczości. Wielu badaczy tworzyło niemal żywot świętego, który pomimo ciężkiej choroby tworzył wielką literaturę, leczył bliźnich, budował szkoły, wspierał najbliższych (faktycznie, od szesnastego roku życia musiał stać się głową rodziny i utrzymywać rodziców oraz rodzeństwo), spędził długie lata pod opieką swojej ukochanej siostry, a pod koniec życia odnalazł szczęście w związku małżeńskim z wielką aktorką. To wszystko prawda, jednak Czechow nie był tak jednoznaczną i świętą postacią, chociaż niezwykle ciekawą i absolutnie genialną. Jego życie było krótkie, ciężkie, ale wypełnione bardzo dużym gronem znajomych i mnóstwem romansów (choć bardzo małym gronem przyjaciół i ukochanych). Niezwykle chronił swoją prywatność, a jednocześnie zbierał wszelkie zapiski, rachunki, każdą karteczkę, która miała jakikolwiek związek z nim, a co rok w Boże Narodzenie sortował w teczkach swoją korespondencję. Co ciekawe, nadal pewna część tej korespondencji jest utajniona w archiwach rosyjskich (kolejna zaś zaginęła najprawdopodobniej w zachodnich archiwach prywatnych), ponieważ zawiera wulgaryzmy i odważne opisy podbojów erotycznych pisarza. Biografowie, którzy mieli dostęp do większości archiwów podkreślają, że charakter Czechowa, to „taktyczna brutalność, stoicyzm i małomówność”. Był człowiekiem niereligijnym, o czym pisał w listach: „Otrzymałem w dzieciństwie wykształcenie i wychowanie religijne. […] I cóż? Dzieciństwo wspominam, jako mroczny okres; religii w moim życiu nie ma”. Chociaż utrzymywał całą rodzinę i regularnie wysyłał pieniądze rodzicom i rodzeństwu, potrafił odpisać matce na prośbę o pomoc, żeby pomodliła się, to może jej Bóg coś ześle. Na co matka reagowała „Bardzo żałuję, że nam nie współczujesz […] otrzymaliśmy od ciebie 2 listy pełne żarcików, kiedy mieliśmy tylko 4 kopiejki […]”. Całe jego życie odbija się w twórczości, sportretował swoich braci, siostrę, swoje kobiety, przyjaciół i ludzi, których spotkał na swojej drodze. Czytając jego listy, często można się natknąć na te same zwroty, wyrażenia, które znajdujemy w jego sztukach, dostrzec te same problemy, które doskwierały jego bliskim (choćby wieczny brak pieniędzy, trudności ze spłatą długów, alkoholizm). Na obraz postaci kobiecych na pewno wpływały osobiste doświadczenia Czechowa, cyniczny stosunek do miłości i małżeństwa, problemy z bliskością, relacje przelotne, często anonimowe, niechęć do przywiązania emocjonalnego oraz długie lata kontaktów z prostytutkami (zarówno zawodowych – jako student zgłosił się do opieki ginekologicznej nad prostytutkami, jak i intymnych).

Praktycznie wszystkie sztuki dopracowywał podczas prób, w których uczestniczył głównie ze względu na nieufność wobec reżyserów (np. był pełen obaw, czy Konstantin Stanisławski podoła realizacji Trzech sióstr z aż czterema dużymi rolami kobiecymi), czasami przerabiał tekst do ostatniej chwili (ostateczny wariant IV aktu Leszego dostarczył na… drugą próbę generalną). Miał też inne od wielu dzisiejszych twórców podejście do swoich sztuk. Większość traktował, jako komedie, często pisał, że to wręcz farsy (o pierwszej wersji Iwanowa mówił, że jest „lekka, jak piórko, żadnej dłużyzny”, o Wiśniowym sadzie – „wyszła mi komedia, miejscami farsa”, tylko finał oceniał jako mroczny, bo „starsze pokolenie zachowuje swój autorytet, a młodym rozsypują się plany i nadzieje”). Za życia jako autor spotykał się ze sporą krytyką. Pisano, że Czechow „ignoruje zasady sceny”, „nie chce znać zasad pisania dramatu”, „natrząsa się z ludzi, którzy poświęcili całe swoje życie nauce i pracy”.

Tłumacząc sztuki Czechowa, staram się być jak najbliższa językowi oryginału, iść za rytmem, melodią i frazą Czechowa, zachowując jednocześnie charakterystyczne dla niego zwroty, słowa, pojęcia, które może w polszczyźnie nie są tak często obecne, ale uważam, że należy je ocalić. Jak chociażby nieustannie powracająca „dusza”, zwykle w przekładach polskich zamieniana na „serce”. Staram się nie wydłużać niepotrzebnie Czechowowskiej frazy (co zdarzało się poprzednim tłumaczom), ale też nie skracać tam, gdzie sam nie uznał tego za stosowne, zostawiać zdeformowaną frazeologię, gdy taką odnajduję w oryginale (proszę pamiętać o tym podczas lektury). Każde zdanie Czechowa niesie niezwykły ładunek emocjonalny, ogromną wiedzę o człowieku, jego psychice, kryje w sobie wiele warstw wiedzy o postaci – zadaniem moim jest tego nie zgubić, nie spłycić. Ważnym kryterium dla mnie jest też to, jak sztuki Czechowa słyszy dzisiejszy rosyjski widz. Jak niektóre frazy brzmią dzisiaj wręcz „podwórkowo” (choćby w Leszym, gdzie pojawiają się czasem zwroty, którymi nadal porozumiewa się młodzież), jak współczesny kontekst językowy i sytuacyjny nadaje tym sztukom nową energię i powoduje, że są one tak żywe i współczesne dla rosyjskiego reżysera, aktora i widza. Mam nadzieję, że choć trochę udało się to odtworzyć w polszczyźnie. Oczywiście „współczesność” to tylko jeden z elementów. Nie można nie podkreślić specyficznej Czechowowskiej składni, czy leksyki, słów i całych wyrażeń, jakie wprowadził on do języka, a które z czasem weszły do słownika idiomów.

Dotychczas w Polsce nie wydano antologii zawierającej wszystkie „duże” dramaty Czechowa w przekładzie jednego tłumacza. Czechow miał u nas kilkoro swoich tłumaczy, ale żaden nie przełożył wszystkich jego sztuk. Postanowiłam podjąć się takiego wyzwania i przełożyć najważniejsze dzieła dramatyczne (Mewa, Płatonow, Trzy siostry, Wiśniowy sad, Wujaszek Wania, Iwanow), jak również ich pierwsze wersje (Leszy – pierwsza wersja Wujaszka Wani oraz Iwanow. Komedia – pierwsza wersja Iwanowa, nigdy w Polsce dotychczas nie publikowana). Opisywany wyżej tryb pracy Czechowa (uczestniczenie w próbach, wsłuchiwanie się w aktora) powodował ciągłe skreślenia, przeróbki, zmiany w tekście, które autor archiwizował. Dzięki temu można prześledzić, jak Czechow myślał o swoich postaciach, jak one ewoluowały. Wszystkie zmiany, skróty i skreślenia (dokonane przez autora oraz cenzurę) zostały wydane w Rosji, ale też w kilku innych krajach. Liczę na to, że w niedalekiej przyszłości uda mi się wydać ten materiał w Polsce.

W tradycji anglosaskiej każda generacja otrzymuje nowe przekłady wielkich dzieł klasycznych. Jest to spowodowane tym, że przekłady się starzeją zdecydowanie szybciej niż ich oryginały. Jest to też wyraz szacunku dla pracy tłumacza, wyraz zrozumienia, że literaturę stwarza nie tylko pisarz, ale też tłumacz właśnie. W polskiej kulturze literackiej i teatralnej tłumacz wciąż pozostaje niewidzialny, tym większą radość wzbudza wysiłek Wydawnictwa Officyna, by zwracać uwagę czytelników na to zjawisko i dostarczać im nowych przekładów wielkich dzieł klasycznych.

 

Agnieszka Lubomira Piotrowska

Sztuka bez tytułu.
Płatonow

(Bez ojcowizny)

KOMEDIA W CZTERECH AKTACH (PIĘCIU OBRAZACH)

OSOBY

ANNA WOJNICEW – młoda wdowa po generale

SERGIEJ – syn generała Wojnicewa z jego pierwszego małżeństwa

SOFIA – jego żona

właściciele ziemscy, sąsiedzi:

PORFIRIJ GŁAGOLIEW 1

KIRIŁŁ GŁAGOLIEW 2 – jego syn

GIERASIM PIETRIN

PAWIEŁ SZCZERBUK

MARIA GREKOW – dwudziestoletnia dziewczyna

IWAN TRYLECKI – pułkownik w stanie spoczynku

NIKOŁAJ – jego syn, młody lekarz

ABRAM WIENGIEROWICZ-OJCIEC – bogaty Żyd

ISAAK WIENGIEROWICZ-SYN – jego syn, student

TIMOFIEJ BUGROW – kupiec

MICHAIŁ PŁATONOW – nauczyciel wiejski

ALEKSANDRA (Sasza) – jego żona, córka Tryleckiego

OSIP – chłop ok. 30 lat, koniokrad

MARKO – goniec sądowy, chudziutki staruszek

WASILIJ

JAKOW służba w domu Wojnicewów

KATIA

Goście, służba

Akcja toczy się w majątku Wojnicewów w jednej z południowych guberni.

AKT PIERWSZY

Salon w domu Wojnicewów. Przeszklone drzwi do ogrodu i dwoje drzwi do pokojów. Meble w starym i nowym stylu, przemieszane. Fortepian, obok pulpit ze skrzypcami i nutami. Fisharmonia. Obrazy (oleodruki) w złoconych ramach.

Scena pierwsza

Anna siedzi przy fortepianie, pochylając głowę nad klawiszami.

Wchodzi Nikołaj Trylecki.

NIKOŁAJ (podchodzi do Anny) Co?

ANNA (podnosi głowę) Nic… Nudy…

NIKOŁAJ Daj papierosa, mon ange![1] Ciało potwornie domaga się nikotyny. Jakoś od rana jeszcze nie paliłem.

ANNA (podaje mu papierosy) Weź więcej i potem nie męcz.

Zapalają papierosy.

Nudy, Nicolas! Beznadzieja, nie ma co robić, chandra… A co robić – nie wiem…

Nikołaj bierze ją za rękę.

ANNA Że niby zbadać puls? Jestem zdrowa…

NIKOŁAJ Nie, nie puls… Cmoknąć…

Całuje ją w rękę.

Całować pani dłoń, to jak tulić atłas… Czym myjesz ręce, że są takie białe? Cudowne dłonie! Nawet jeszcze raz pocałuję!

Całuje ją w rękę.

To co, może szachy?

ANNA Dobra…

Patrzy na zegarek.

Kwadrans po dwunastej… Pewnie nasi goście już zgłodnieli…

NIKOŁAJ (przygotowuje szachownicę) Całkiem możliwe. Co do mnie, to jestem potwornie głodny.

ANNA O, nawet nie pytam… Jesteś wiecznie głodny, chociaż ciągle jesz…

Siadają do gry.

Zaczynaj… No i zaczął… Najpierw trzeba pomyśleć, a dopiero potem ruszać… To ja tak… Jesteś wiecznie głodny…

NIKOŁAJ Pani, tak… Taaak… Głodny… Obiad już niedługo?

ANNA Nie sądzę, żeby niedługo… Kucharz był uprzejmy schlać się z okazji naszego przyjazdu i leży jak kłoda. Ale niedługo będzie śniadanie. Poważnie, Nikołaju, kiedy ty się w końcu najesz? Je, je, je… bez końca je! To jakiś koszmar! Taki mały człowiek i taki duży żołądek!

NIKOŁAJ No tak! Zadziwiające!

ANNA Wleźć do mojego pokoju i bez pytania wpałaszować pół ciasta! Przecież wiesz, że to nie moje ciasto? Ohyda, słońce! Twój ruch!

NIKOŁAJ Ja nic nie wiem. Wiem tylko, że jak go nie zjem, to skwaśnieje tam u ciebie. Idziesz tak? Proszę… To ja tak… Skoro dużo jem, znaczy, jestem zdrowy, a skoro jestem zdrowy, to za przeproszeniem… mens sana in corpore sano[2]. Po co ty myślisz? Graj, kochana kobieto, nie myśl… (śpiewa) Opowiedzieć, opowiedzieć ci chcę…[3]

ANNA Cicho… Przeszkadzasz mi myśleć.

NIKOŁAJ Szkoda, że taka mądra kobieta nie ma pojecia o gastronomii. Kto nie potrafi dobrze zjeść, jest potworem… Potworem moralnym!.. Bo… Przepraszam, przepraszam! Tak nie wolno! No? Co ty robisz? A, tak to co innego. Bo smak zajmuje to samo miejsce w naturze, co wzrok i słuch, czyli wchodzi w skład pięciu zmysłów, które w całości, moja złota, należą do dziedziny psychologii. Psychologii!

ANNA To chyba miało być dowcipne… Daj spokój, mój drogi! Mnie to nudzi, do ciebie nie pasuje… Zauważyłeś, że nie śmieję się z twoich dowcipów? Czas chyba, zauważyć…

NIKOŁAJ Twój ruch, votre excellence!..[4] Uwaga na skoczka. Nie śmiejesz się, bo nie rozumiesz… Taaak…

ANNA Co się gapisz? Twój ruch! Jak myślisz? Twoja „ona” będzie dziś u nas, czy nie?

NIKOŁAJ Obiecała być. Dała słowo.

ANNA W takim razie powinna już być. Pierwsza godzina… Ty… przepraszam za niedyskretne pytanie… Z tą też „tak sobie”, czy może na serio?

NIKOŁAJ W sensie?

ANNA Szczerze, Nikołaju! Nie chcę plotkować, pytam po przyjacielsku… Co Grekowa znaczy dla ciebie, a co ty dla niej? Szczerze i bez dowcipów, proszę… No? Ej, ej, pytam po przyjacielsku…

NIKOŁAJ Co znaczy ona dla mnie, a co ja dla niej? Nie wiem na razie…

ANNA Przynajmniej…

NIKOŁAJ Jeżdżę do niej, truję, zanudzam, naciągam jej mamusię na wydatki w dziedzinie kawowej i… tyle. Twój ruch. Jeżdżę, muszę się przyznać, co drugi dzień, czasem codziennie, spaceruję z nią po ciemnych alejkach… Gadam jej o swoich sprawach, a ona mnie o swoich, przy czym trzyma mnie za ten guzik i zdejmuje mi pyłek z kołnierza… Ja przecież wiecznie jestem w puchu.

ANNA No i?

NIKOŁAJ No i nic… Co właściwie mnie do niej ciągnie, sam nie wiem. Nudy, miłość, czy jeszcze co innego, nie mam pojęcia… Wiem, że czasem po obiedzie strasznie za nią tęsknię… Z przypadkowo zasłyszanych informacji wynika, że ona też tęskni za mną…

ANNA Znaczy miłość?

NIKOŁAJ (wzrusza ramionami) Całkiem możliwe. Jak myślisz, kocham ją, czy nie?

ANNA Cudowne! To ty powinieneś wiedzieć…

NIKOŁAJ E-e-e… nie rozumiesz mnie!.. Twój ruch!

ANNA Już. Nie rozumiem, Nicolas! Trudno kobiecie zrozumieć was pod tym względem…

Pauza.

NIKOŁAJ Dobra dziewczyna.

ANNA Mnie się podoba. Taki jasny umysł… Tylko wiesz, przyjacielu… Przypadkiem nie narób jej przykrości!.. Przypadkiem… Już masz takie historie na sumieniu… Naszwenda się, naszwenda, naplecie bzdur, naobiecuje, a potem wykorzysta i porzuci… Żal mi jej będzie… Co ona teraz porabia?..

NIKOŁAJ Czyta…

ANNA I chemię studiuje?

Śmieje się.

NIKOŁAJ Chyba.

ANNA Milutka… Uwaga! Bo przesuniesz rękawem! Podoba mi się z tym swoim ostrym noskiem. Mógłby z niej być niezły uczony…

NIKOŁAJ Nie widzi celu, biedna dziewczyna!

ANNA Wiesz co, Nicolas… Poproś Marię, żeby trochę do mnie poprzyjeżdżała… Poznam ją bliżej i… Nie będę robić za maklera, tylko tak… Razem ją rozgryziemy i albo puścimy wolno, albo damy jej do zrozumienia… Kto wie…

Pauza.

Dzieciak jesteś, roztrzepaniec, dlatego wtrącam się do tych spraw. Twój ruch. Moja rada. Albo jej w ogóle nie ruszać, albo się z nią ożenić… Tylko się ożenić, ale… nie więcej! Gdybyś wbrew oczekiwaniom zechciał się żenić, to proszę najpierw pomyśleć… Proszę ją sobie obejrzeć ze wszystkich stron, nie powierzchownie, pomyśleć, podumać, pozastanawiać się, żeby potem nie płakać… Słyszysz?

NIKOŁAJ No przecież… Słucham z rodziawionymi ustami.

ANNA Już ja was znam. Wszystko robicie bez zastanowienia i żenicie się bez zastanowienia. Wystarczy, żeby kobieta pokazała wam palec, a gotowi jesteście na wszystko. Trzeba się poradzić bliskich ludzi… Tak… Na własną pustą głowę lepiej nie licz. (puka w stół) O taka, taka jest twoja głowa! (gwiżdże) Wiatr hula, skarbie! Mózgu dużo, tylko pożytku z niego mało.

NIKOŁAJ Gwiżdże, jak chłop! Zadziwiająca kobieta!

Pauza.

Ale jeździć ona do ciebie nie będzie.

ANNA Dlaczego?

NIKOŁAJ Dlatego, że szwenda się tu Płatonow… Nie znosi go przez te jego wygłupy. Wymyślił sobie ten człowiek, że to idiotka, wbił sobie do tej swojej rozchochranej głowy i teraz nikt go nie przekona! Uważa za swój obowiązek dręczyć idiotki, robić im jakieś kawały… Twój ruch!.. A czy ona jest głupia? On w końcu zna się na ludziach!

ANNA Spokojnie. Nie pozwolimy mu na zbyt wiele. Powiedz jej, żeby się nie bała. A czemu to Płatonowa tak długo nie ma? Dawno powinien być… (patrzy na zegarek) Niemiłe z jego strony. Nie widzieliśmy się pół roku.

NIKOŁAJ Jak jechałem tutaj, okiennice w szkole były zamknięte na głucho. Pewnie jeszcze śpi. Bydle nie człowiek! Sam dawno go nie widziałam.

ANNA Zdrowy?

NIKOŁAJ Zawsze zdrowy. Na przekór wszystkiemu!

Wchodzą Porfiry Głagoliew i Siergiej Wojnicew.

Scena druga

Ci sami, Głagoliew i Siergiej.

GŁAGOLIEW (wchodząc) Tak, tak, kochany Siergieju. Pod tym względem my, zachodzące gwiazdy, jesteśmy lepsi i szczęśliwsi niż wy, gwiazdy wschodzące. I mężczyzna, jak pan widzi, nie był przegrany, i kobieta była wygrana.

Siadają.

Usiądźmy, bo się zmęczyłem… Kochaliśmy kobiety jak najszlachetniejsi rycerze, wierzyliśmy w kobietę, uwielbialiśmy ją, bo widzieliśmy w niej lepszego człowieka… A kobieta to człowiek doskonały, Siergieju!

ANNA Po co oszukiwać?

NIKOŁAJ Kto oszukuje?

ANNA A kto tego pionka tu postawił?

NIKOŁAJ Sama go postawiłaś!

ANNA Ach tak… Pardon…

NIKOŁAJ Właśnie, że pardon.

GŁAGOLIEW I mieliśmy przyjaciół… Przyjaźń za naszych czasów nie była tak naiwna i tak niepotrzebna. Za naszych czasów były kluby, kółka literackie… Za przyjaciół, zresztą, mieliśmy w zwyczaju iść w ogień.

SIERGIEJ (ziewa) Piękne kiedyś były czasy!

NIKOŁAJ A w naszych strasznych czasach od tego mamy strażaków, żeby szli w ogień po przyjaciół.

ANNA Głupie to, Nicolas!

Pauza.

GŁAGOLIEW Zeszłej zimy widziałem w Moskwie na operze, jak pewien młody mężczyzna płakał pod wpływem dobrej muzyki… To przecież dobrze?

SIERGIEJ Chyba nawet bardzo dobrze.

GŁAGOLIEW I ja tak myślę. Więc proszę mi powiedzieć, czemu siedzące obok damulki i ich mężczyźni uśmiechali się patrząc na niego? Z czego się śmiali? I on sam, widząc, że ludzie widzą jego łzy, powiercił się w fotelu, zarumienił się, wykrzywił twarz w paskudnym uśmiechu i potem uciekł z teatru… Za naszych czasów nie wstydzono się dobrych łez, nie wyśmiewano ich…

NIKOŁAJ (do Anny) A żeby ten miodousty zszedł na melancholię! Szczerze nie znoszę! Uszy bolą!

ANNA Tsss…

GŁAGOLIEW Byliśmy szczęśliwsi od was. Za naszych czasów ludzie rozumiejący muzykę nie uciekali z teatru, mogli dosiedzieć na operze do końca… Pan ziewa, Siergieju… Przytłoczyłem tym pana…

SIERGIEJ Nie… Ale niech pan już reasumuje, Porfiriju! Czas…

GŁAGOLIEW No… I tak dalej, i tak dalej… A jeśli reasumować wszystko co powiedziałem, to wyjdzie, że za naszych czasów ludzie byli kochający i nienawidzący, a zatem i oburzeni, i pogardzający…

SIERGIEJ Pięknie, a dzisiaj takich nie ma, co?

GŁAGOLIEW Myślę, że nie.

Siergiej wstaje i podchodzi do okna.

I brak takich właśnie ludzi powoduje, że toczy nas dziś gruźlica…

Pauza.

SIERGIEJ Bezpodstawne, panie Porfiriju!

ANNA Nie mogę! Tak od niego zalatuje tym okropnym paczuli[5], że aż niedobrze się robi. (kaszle) Odsuń się trochę!

 

NIKOŁAJ (odsuwa się) Sama przegrywa a biedne paczuli winne. Zadziwiająca kobieta!

SIERGIEJ Nie wolno rzucać w twarz oskarżenia opartego na samych domysłach i ciepłych wspomnieniach minionej młodości!..

GŁAGOLIEW Możliwe, że się mylę.

SIERGIEJ Możliwe… Tu akurat nie miejsce na to „możliwe”… Mocne oskarżenie!

GŁAGOLIEW (śmieje się) Ale… mój drogi, pan się zaczyna złościć… Hm… Już to jedno pokazuje, że nie jest pan rycerz, nie umie pan z należnym szacunkiem przyjąć poglądów przeciwnika.

SIERGIEJ Już to jedno pokazuje, że umiem się oburzać.

GŁAGOLIEW Ja nie wszystkich, jasna sprawa, co do jednego… Są też wyjątki, Siergieju!

SIERGIEJ Jasna sprawa… (kłania się) Najuprzejmiej dziękuję za ustępstwo! Cały urok pana sposobików polega na tych ustępstwach. No a co, gdyby wpadł na pana człowiek niedoświadczony, nie znający pana, wierzący w pana wiedzę? Przecież udałoby się panu przekonać go, że my, to znaczy ja, Nikołaj, maman i w ogóle wszyscy mniej lub bardziej młodzi, nie umiemy się oburzać i pogardzać…

GŁAGOLIEW Ale… pan już… Ja nie mówiłem…

ANNA Ja chcę posłuchać pana Porfirija. Zostawmy to! Wystarczy.

NIKOŁAJ Nie, nie… Można grać i słuchać!

ANNA Wystarczy. (wstaje) Znudziło mi się. Później skończymy.

NIKOŁAJ Kiedy przegrywam, to siedzi jak przyklejona, a jak tylko zacznę wygrywać, to ona czuje potrzebę słuchania pana Porfirija! (do Głagoliewa) I kto pana prosił tyle gadać? Przeszkadza tylko! (do Anny) Proszę siadać i grać dalej, inaczej uznam cię za pokonaną!

ANNA A uznawaj sobie! (siada naprzeciw Głagoliewa)