Wypracowanie SaryTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Wypracowanie Sary
Wypracowanie Sary
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 18,98  15,18 
Wypracowanie Sary
Wypracowanie Sary
Audiobook
Czyta Agata Darnowska
12,99  9,61 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Anne-Marie Donslund

Wypracowanie Sary

Saga

Wypracowanie SaryPrzełożyła Agata Teperek tytuł oryginału Saras stilZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2015, 2019 Anne-Marie Donslund i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711865224

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Witaj, klaso 6C – niedługo 7C

Nazywam się Heidi i w przyszłym roku będą waszą nową wychowawczynią. Byśmy mogli się lepiej poznać, zaczniemy od napisania wypracowania o rodzinie. Jeśli chcecie, możecie się nad tym zastanowić już w wakacje. Nie mogę się już doczekać, kiedy się spotkamy w sierpniu.

Pozdrawiam,

Heidi

Miłośnik porno i silikonowe piersi
Moja rodzina

Wszystko zaczęło się od dziadków. Mieszkali w domu, w którym my mieszkamy teraz. Ale oboje umarli w ciągu zaledwie kilku sekund, gdy mama była w kibucu w Izraelu. W liście do nich napisała, że jest w ciąży. Nosiła wtedy pod sercem mojego starszego brata Williama.

Zatrzasnęły się drzwi wejściowe. Sara usłyszała, jak William tupał, wchodząc po schodach i idąc do siebie. Łup! Jego plecak wylądował w kącie. Teraz włączył komputer. Sara siedziała całkowicie nieruchomo, wstrzymała oddech.

– Co? – wydarł się William. – Byłaś w moim pokoju?!

Wtedy dziadek dostał zawału serca. Babcia rzuciła mu się na ratunek, ale wywróciła się na schodach i złamała kark. I w ten sposób w tym samym czasie oboje wyzionęli ducha. Mama zabrała ze sobą do Danii mojego tatę i tak ja znalazłam się na świecie. Ale zdaniem taty dom naprzeciwko był tak paskudny, że…

Palce Sary stukały w klawiaturę, a ona starała się nie oddychać. Ostry smród wdarł się do jej pokoju. William dopiero co skończył WF. Teraz stał tuż za nią. Już za chwilę obleje jej twarz żrącym kwasem. Jej buzia zostanie zdeformowana i…

– Byłaś w moim pokoju? – zapytał William.

– Czy to sąsiadka przybiegła do babci, kiedy ta złamała kark?

– Byłaś w moim pokoju? – powtórzył.

– Nie, co miałabym niby robić w twoim obleśnym pokoju?

– Grzebać.

– A jest tam w czym grzebać?

– Włączałaś komputer. Nie został porządnie wyłączony.

– Nie mam teraz czasu słuchać o twoich problemach, piszę właśnie wypracowanie.

William wyłączył jej komputer.

– No, ty idioto! Nie zapisałam tego! – krzyknęła Sara.

– No to mamy dowód.

– Dowód na co?

– Że u mnie byłaś. Nie masz o niczym zielonego pojęcia. Nawet nie pamiętasz o zapisywaniu dokumentów. Przyznaj, że byłaś u mnie.

– Masz po prostu zbyt łatwe hasło.

– Głupia gówniara.

– Miłośnik porno o skłonnościach samobójczych.

William sobie poszedł i przestało śmierdzieć. Sara włączyła komputer. Będzie musiała zacząć od początku.

Moja rodzina

Sara Nielsen, (prawie) 13 lat, 6C, zamieszkała w Ballerup, Zelandia, Dania, Skandynawia, Europa, Ziemia, Droga Mleczna, Układ Słoneczny, wszechświat.

Mój starszy brat nazywa się William. Jest ode mnie starszy o rok i dwa miesiące i znajduje się w wieku predysponującym go do popełnienia samobójstwa: ma 14 lat.

Usłyszeliśmy o tym w radiu w dniu jego urodzin, gdy otwierał prezenty. Wtedy stało się jasne, że wszystko wzięło w łeb. Dostał teleskop i nowe słuchawki. Potem siedział w swoim pokoju, patrzył przez teleskop i robił coś jeszcze gorszego. Zwykle zamyka drzwi, kiedy to robi, ale dzisiaj widziałam, że ma na komputerze pornografię. Jest naprawdę chory. I ma manię wielkości. Zaczął pisać autobiografię, bo uważa, że dostanie Nagrodę Nobla z astrologii. Coś jest z tymi gwiazdami. Ale chyba najlepiej będzie, jeśli to skasuję, żeby William tego nie przeczytał.

W łazience poleciała woda. Beatlesi zaczęli śpiewać:

Love, love me do, you know I love you…

Mama stała pod prysznicem.

Sara wyłączyła komputer i weszła do łazienki, od razu otoczyła ją para. Dziewczynka usiadła na sedesie i zrobiła siusiu. Zapach nowego, pomarańczowego żelu pod prysznic Hanne przedarł się przez jasnoróżową zasłonę i dosięgnął jej nosa. Łazienka była wyłożona lustrami, można było oglądać się tu z przodu, z tyłu i pod dowolnie innym kątem, nawet kiedy siedziało się na klozecie.

Na szczęście lustra były pokryte parą. Wsłuchując się w to, jak Hanne podśpiewuje dadadadada dumdumdaj, Sara narysowała na jednym z nich serduszko. W środku napisała literę M. Potem pospiesznie wszystko starła.

– Mamo, wychodzę – zawołała i spuściła wodę.

– CO?

– JESTEM JUŻ ZDROWA!

Hanne wystawiła rękę zza zasłony i pomachała. Sara otworzyła zatyczkę i wycisnęła pastę na szczoteczkę do zębów.

– Nie jedziesz dziś do szkółki jeździeckiej – oświadczyła mama.

– Daj spokój, nie jestem już chora.

– Jeśli nie chodzi się do szkoły…

– Nie, no, serio? Dzisiaj był ostatni dzień szkoły.

Sara przystąpiła do mycia zębów. W tym czasie Hanne zakręciła wodę i wytarła się czerwonym ręcznikiem. Miała duże piersi pełne sylikonu. I mocną opaleniznę z solarium, z jedną tylko bladą plamą na pupie. Do tego się goliła i z przodu miała tylko wąski pasek włosów. Sara nie była w stanie patrzeć na ciało matki. Wypłukała usta i zaczęła się rozbierać.

– Nie byłam tam już dwa dni. Budda za mną tęskni.

Wycierając się, Hanne przyjrzała się Sarze od stóp do głów.

– Naprawdę robisz się już duża, skarbie. Urosły ci piersi! A tam na dole… Nie dostałaś chyba jeszcze miesiączki?

Sara złapała ręcznik i zarzuciła go na siebie.

– Tampony i podpaski są tu, na dole – dodała Hanne i pogładziła szafkę. – Chociaż w zasadzie powinnaś nosić je chyba ze sobą w torbie. Miesiączka zawsze pojawia się w zdecydowanie nieodpowiednim momencie. Dostaniesz jej zapewne na obozie jeździeckim, gdy będziecie leżeć brudni w namiocie.

– Nie dam chyba rady…

– Opowiadałam ci już, jak dostałam pierwszej miesiączki?

– Nie słucham cię.

– Było to na WF-ie. Nagle ze mnie prysnęło i krew zaczęła ściekać mi po nogach. A chłopcy stali i wytrzeszczali oczy na tę krwawą łaźnię. Ja zresztą też.

– Już mi to mówiłaś!

– Tak? A potem przyszła pani Jacobsen, musiało to być dla niej bardzo trudne, była starą panną, której włosy już całkiem posiwiały na cip…

– Mogłabyś się przesunąć, żebym mogła wziąć prysznic?!

– Wtedy odciągnęła mnie na bok i powiedziała, że już się zaczęło.

– A ty wtedy zapytałaś: „Co się zaczęło?”.

Sara przepchnęła się obok mamy i weszła pod natrysk.

Hanne ciągnęła swój wywód:

– Tak! Czy ci już o tym opowiadałam? O Boże, nie wiedziałam, o co jej chodzi, bo moja mama nigdy nie napomknęła o tym ani słowem.

– Och, żeby to była moja mama.

– Nie powinnaś tak mówić. Tylko pomyśl, że wszystkiego musiałabyś się dowiadywać sama.

– Tylko pomyśl, jakby było miło samemu się czegoś dowiedzieć.

Sara zakręciła wodę pod prysznicem. Hanne owinęła sobie włosy jej ręcznikiem, dlatego Sara musiała wziąć ten z podłogi.

– Fuu, ale ten ręcznik capi starym serem.

Hanne podała jej czysty.

– Mam wrażenie, że nie jestem już ani trochę chora.

– Powiedziałam: nie. I przygotujesz kolację – oświadczyła Hanne, otworzyła usta i zaczęła malować oczy mascarą.

– Co będziemy jeść?

– Hamburgery. Są na dole.

Hanne włączyła suszarkę i ciepłe powietrze rozwiało jej blond włosy. U nasady zaczęły się jej już pojawiać ciemniejsze odrosty.

– To ja spadam! – zawołał William z przedpokoju.

– PA, WIL! – odkrzyknęła Hanne i zwróciła się do Sary: – Zjecie, jak tylko William wróci z piłki.

Potem wyszła do przedpokoju i założyła na siebie czerwoną sukienkę, która wisiała na lustrze. Sara owinęła się ręcznikiem i przedefilowała przez przedpokój, zmierzając do siebie.

Po drodze chwyciła klamkę drzwi Williama.

Zamknięte.

– Nie wchodzisz do jego pokoju, kiedy go nie ma, prawda?

– Dlaczego miałabym to robić?

Hanne przyszła za nią i stanęła w drzwiach. Sara zaczęła się szybko ubierać odwrócona do niej plecami. Irytowało ją, że mama tam stoi i się na nią gapi.

– Mówi, że byłaś w jego pokoju.

– Chciałam tylko popatrzeć przez teleskop.

– AHA, ja też go jeszcze nie testowałam. Dobry jest? – spytała Hanne, wkładając sandały na wysokich obcasach.

– Można przez niego zajrzeć prosto do Ściany Płaczu. Na stole u Dorthe i Laury stał kot i jadł płatki kukurydziane.

– Cha, cha. A ja myślałam, że one zawsze wszystko chowają. Nie, tylko nie te szorty, skarbie… wyglądasz w nich jak chłopiec.

– Nie boisz się, że William jest podglądaczem?

– Ależ nie. Naprawdę uważam, że powinnaś już zacząć nosić dziewczęce ubrania.

 

– Moim zdaniem ma manię wielkości.

– Coś zmyślasz, skarbie… I zapuścić włosy. Masz takie piękne loki po swoim ojcu… Hm, kompletnie cię nie rozumiem.

Ucałowała Sarę.

– Oj, została ci pomadka na policzku. Wrócę koło północy. Nie kładźcie się zbyt późno. Pa, pa!

Dom tak brzydki, że chce się płakać
Moja rodzina

Moja mama nazywa się Hanne, a tata Rafael. To wszystko, co o nim wiem. Wrócił do Izraela, kiedy byłam mała. Blok naprzeciwko budził w nim tęsknotę za domem. Nazywał go Ścianą Płaczu, bo był tak brzydki, że chciało się płakać. Przypominał mu o Ścianie Płaczu w Jerozolimie, chociaż tamta jest dużo starsza. Tata tęsknił za domem i wyjechał.

Chyba trzeba być małym, żeby nie tęsknić za ojczyzną. Chodziłam do przedszkola z chłopakiem z Palestyny. Mahmoudem. On nigdy nie tęsknił za domem. Palestyna leży w Izraelu – albo to Izrael leży w Palestynie. Wiele osób uważa, że to jedno i to samo. Ale wcale tak nie jest. Zależy, z której strony się patrzy. Widać to na zdjęciach tej prawdziwej Ściany Płaczu. Z jednej strony Izraelici, a z drugiej Palestyńczycy. Izraelici są Żydami, Palestyńczycy Arabami. Bardzo siebie nienawidzą nawzajem i woleliby już się wysadzić w powietrze, niż pozwolić żyć tym drugim.

Wybiła szósta. Sara zbiegła do kuchni, żeby przygotować kolację. Otworzyła lodówkę. W twarz uderzył ją smród.

– BLE! – powiedziała, marszcząc nos.

Na samym dole, w szufladzie na warzywa, z nieszczelnego kartonu wylało się trochę starego mleka. Trzymając się za nos, Sara wyciągnęła szufladę i wyrzuciła podgniłe warzywa do kosza. Potem włożyła szufladę do zlewu, odkręciła ciepłą wodę i opryskała całość płynem do mycia naczyń.

Kuchnia była niewiarygodnie brudna. Sara wytarła blaty, przyniosła odkurzacz i go włączyła. Wsłuchując się w jego buczenie, myślała o swoim wypracowaniu. Miała oddać je dopiero po wakacjach. Sześć tygodni i kompletnie nic do roboty. W tym roku nie da chyba rady pojechać na obóz jeździecki. Chociaż zaoszczędziła wystarczająco dużo pieniędzy. Może zamiast tego kupi sobie iPhone’a? Większość w jej klasie go miała.

Wyłączyła odkurzacz i postawiła krzyżyk na rozpisce wiszącej na tablicy. Sprzątanie kuchni – 25 koron. Kolacja – 25 koron. Sara zaniosła odkurzacz na miejsce, a potem wróciła i postawiła dodatkowy krzyżyk przy sprzątaniu kuchni – 25 koron.

– Tak będzie sprawiedliwie, biorąc pod uwagę, jak tu było brudno – wymamrotała.

Położyła burgery na patelni, a potem poszła na górę dalej pisać.

Moja mama pracuje w pizzerii należącej do Roberta. W zasadzie zaczęła studiować wieczorowo psychologię. Na zajęciach była jednak tylko dwa razy, bo potem dostała pracę w tej pizzerii.

Przejrzałam jej książki. Jeden rozdział dotyczy młodzieży i samobójstw. Przeczytałam, że w okresie dojrzewania, w który właśnie wszedł mój brat, pojawiają się problemy z określeniem tego, kim się właściwie jest. Wtedy można mieć zarówno manię wielkości, jak i myśli samobójcze. Bardzo ważne, żeby rozmawiać z młodymi ludźmi, kiedy tak się czują.

Mama dużo czasu poświęca na rozmowy z Williamem. W każdym razie nie jest to jej wina. Odpowiada za to raczej internet i to całe porno.

Siedzieli naprzeciwko siebie z hamburgerami w rękach, nie odzywając się ani słowem. Burgery trochę za bardzo się wysmażyły. Ale dało się je zjeść. Wystarczało tylko podlać je wystarczająco mocno dressingiem. Sara zerknęła na Williama. Miał mokre włosy. Jego loki nie były już tak ciemne jak jej. Kiedy był młodszy i nie miał jeszcze pryszczy, wyglądał naprawdę słodko. Czasem czuła nawet z jego powodu dumę.

Teraz unikał jej wzroku. Jeśli naprawdę znajdował się na skraju samobójstwa, to chyba powinna z nim porozmawiać. Dowiedzieć się, co u niego i tak dalej. Zamierzała zapytać go, jak było na piłce. Najpierw musiała jednak pogryźć to, co miała w ustach, i napić się trochę soku. Sok wpadł jej nie w tę dziurkę i zaczęła kasłać.

– Fajnie… ekhe-ekhe… było na piłce?

William miał usta pełne jedzenia. Po ręce spływał mu sos tysiąca wysp. Wbił w nią wzrok, przełykając kęs. Sara jeszcze raz odkaszlnęła i zaczęła się śmiać. Jego niebieskie oczy przechodziły w brąz. Sos z jego ręki zaczął kapać na talerz. Potem William wziął kawałek ręcznika papierowego, wytarł sobie usta i ręce, upił duży łyk soku i nabrał głęboko powietrza.

– Dlaczego pytasz?

Sarze zaschło w ustach. To nie mógł być najlepszy sok. Chyba musi powiedzieć mamie, żeby kupowała inny.

– Hm, bo… bo się tobą interesuję!

– Bo… bo… Jak to?

– Strzeliłeś gola?

– Co ty, kurna, chcesz przez to powiedzieć?

– No… piłka nożna to taki sport, w którym chodzi o to, żeby strzelić gola, ale jeśli nie możesz znieść moich pytań na temat swojego życia, to możesz chyba po prostu…

Sara przerwała. Łzy już prawie napłynęły jej do oczu.

William wziął kolejny duży kęs i wyjrzał przez okno. Sara też ugryzła hamburgera.

Tłusta, lśniąca niebieskawo mucha krążyła koło nich. Przyleciała na środek pokoju, zebrała się w sobie, a potem uderzyła prosto w szybę jak pilot samobójca. William śledził ją wzrokiem. Oczy Sary podążały za Williamem. Zakasłała.

– Jestem bramkarzem. Nie wiedziałaś? – rzucił William jakby od niechcenia.

Sara pokręciła głową, odczuwała ulgę, że brat chciał z nią porozmawiać. Ugryzła hamburgera i powiedziała z pełnymi ustami:

– Zostaniesz astronautą, kiedy dorośniesz?

– Nie, astronomem.

– Będziesz układał horoskopy, tak?

– Cha, cha, o kurna, ale ty jesteś głupia!

Popatrzył na muchę, jakby to ona go zapytała.

– Dlaczego muszę, do diabła, mieć młodszą siostrę, która jest głupia jak but. Astronomowie nie układają horoskopów. Robią to astrologowie.

– Wiedziałam. Tylko się przejęzyczyłam.

– Aha, wcale nie. I ty jeszcze może w nie wierzysz? Zdajesz sobie sprawę, że tylko idioci wierzą w takie bzdury?

– Przypomnę ci tylko, że ty za to wierzysz, że dostaniesz Nobla, ale nigdy tak się nie stanie. Jesteś przegranym, który ogląda porno.

Podnieśli się równocześnie. Krzesło Williama się wywróciło. Jego ręce były teraz brudne od keczupu. Wyglądało to jak krew. Sara cofnęła się kilka kroków w stronę pralni.

Potem puściła się biegiem.

Po drodze, zanim dopadła do swojego roweru, złapała kurtkę. Z zewnątrz słyszała, że William coś krzyczy.

Dobry dla zwierząt – i dojrzewające dziewczyny

– Hej, twój brat strzelił dziś samobója – doleciał ją głos od strony drzwi.

Wszystkie konie podniosły łby, aż ich uprzęże zadzwoniły, i Sara się wzdrygnęła. Do stajni weszła Majbrit. Zajmowała się Freją – małym, szarym kucykiem. Sara zabrała się do czesania Buddy. Był to koń fiordzki. Stary, żółtawy i gruby. Stał i przeżuwał siano, aż skrzypiało mu między zębami. Od czasu do czasu stukał ją łbem i prychał jej w twarz ciepłym końskim oddechem. Majbrit zatrzymała się przed boksem, przestępowała z nogi na nogę. Sara wyczyściła szczotkę o ścianę i bez słowa dalej czesała konia.

– Nie powiedział ci? – zawołała Majbrit.

Zawsze krzyczała.

– Nie. Nie mam siły z nim gadać, jest przebrzydłym mądralą.

– Mahmoud zaliczył hat trick, więc mimo wszystko wygrali.

Sara poczuła, że na twarz wystąpiły jej rumieńce, szybko odwróciła się plecami do Majbrit. Przesunęła się i stanęła przed Buddą, żeby uczesać mu grzywę. Naprawdę tego potrzebował. Dużo czasu minęło odkąd robiła to ostatnio.

– Jest królem strzelców. William ci wspominał? Chociaż jest młodszy od pozostałych. Helene, rzecz jasna, też tam była. Uważa, że Mahmoud jest taki przystojny. A ona jest taka paskudna. Oświadczyła więc tylko, że niestety jest za młody, żeby iść z nim do łóżka, jakby on o niczym innym nie marzył…

Majbrit skrzywiła się i wymówiła słowa „iść do łóżka” niesamowicie głośno. Sara przerwała jej.

– Nie masz teraz lekcji?

– Ha, nie, to trening przed zawodami, ale tylko dla dużych koni. Laura i Helene mają na sobie białe bryczesy. Czy to nie śmieszne?

Sara nic nie odpowiedziała.

– A, no i Christian. Nie sądzisz, że on też jest obleśny, co?

– Nie zastanawiałam się nad tym.

– Moim zdaniem on chce tylko jednego. Ale im się to najwyraźniej podoba.

Sara nie miała ochoty dopytywać, co dokładnie komu się podoba. Albo czego on chciał. To zresztą nie mogła być prawda. Laura miała ledwie czternaście lat. Rok wcześniej bawiły się lalkami Barbie. Jeszcze nawet przed tym ostatnim głupim obozem jeździeckim.

Sara wzruszyła ramionami, siląc się na obojętność.

– Byłaś chora? – spytała Majbrit.

– Yhm.

Zakaszlała lekko i jednym ruchem uniosła nogę Buddy, żeby wyczyścić mu kopyto. Majbrit dalej stała i gapiła się na nią. Konie przeżuwały siano i parskały, ich uprzęże dzwoniły.

– Nie chcesz iść zobaczyć, jak się wdzięczą?

– Teraz?

– No, tak, mają podwójną lekcję. Niektórzy w tej szkółce mają specjalne przywileje!

– Nie, pójdę pojeździć, nie było mnie tu od dwóch dni.

Sara osiodłała Buddę i wyprowadziła go na niewielki padok obok toru przeszkód. Podciągnęła popręg i wskoczyła na konia. Budda powoli ruszył. Sara cały czas miała na oku tor przeszkód.

Laura na Madonnie przygalopowała na padok, gdzie Sara rozgrzewała Buddę. Madonna była szczupłą, czarną klaczą z białą plamką na czole. Miała teraz sierść wilgotną od potu. Laura zmusiła ją do stępa, a potem popuściła cugle. Klacz wyciągnęła szyję. Nawet idąc stępa, wyglądała dostojnie. Laura miała rozpalone policzki i się uśmiechała.

– Cześć, Zar, widziałaś, jak leciała nad murem?

– Nie.

Laura zdjęła kask i potrząsnęła włosami.

– Niech mnie, ale świetnie biega. Christian też tak uważa. Powiedział, że jest bardzo dobra i że wygram w niedzielę nagrodę. Może nawet pierwszą.

– Skończyłaś?

– Nie, nie. Christian powiedział, żebym zrobiła sobie krótką przerwę. Zerkniesz, czy nie rozmazała mi się mascara pod oczami?

– Rozmazała ci się.

– Skąd to możesz wiedzieć, skoro nawet nie spojrzałaś?

– Jestem ekspertką od mascary.

– Christian powiedział, żebym skoczyła nad rowem z wodą. Szit, ale się denerwuję.

– Dlaczego masz na sobie białe bryczesy?

– Christian powiedział, że to świetny pomysł, żeby w nich trochę poćwiczyć, wtedy człowiek czuje się swobodniej na zawodach.

– A ten różowy T-shirt nie jest przypadkiem nowy?

– Jest, mama wpadnie w szał, jeśli się do…

Laura przerwała w pół zdania. Popatrzyła na tor przeszkód. Jej oczy się rozszerzyły, policzki zbladły. Usta miała otwarte. Sara podążyła za jej wzrokiem i poczuła ukłucie w żołądku.

Christian stał obok Helene. Jedną ręką głaskał jej konia. To było akurat całkowicie naturalne. Prawą ręką wodził powoli tam i z powrotem po karku konia. Christian uczył się na stajennego i był dobry dla zwierząt.

Ale jego druga ręka, lewa, leżała na nodze Helene. Nie, nie leżała, ona się poruszała. Powoli przesuwał ją w górę po nodze Helene. Sara wstrzymała oddech. Gdzie ta ręka się zatrzyma? Helene była cała czerwona na twarzy.

Sara od początku miała wrażenie, że gdzieś go wcześniej widziała, w jakimś zupełnie innym miejscu. W stajni, która nie miała nic wspólnego ze szkółką jeździecką. Teraz to sobie uświadomiła. Wyglądał jak guru, którego raz pokazywali w telewizji. Ten guru był przewodniczącym sekty religijnej, której członkowie uważali, że jest przystojny, a później popełnili samobójstwo. Teraz ten guru stał przebrany za człowieka, który lubi zwierzęca i popycha młode dziewczęta na skraj samobójstwa. Laura była w każdym razie tego bliska: zakochana w dziewiętnastoletnim guru czternastolatka, którą zawiodła tak zwana najlepsza przyjaciółka, Helene. W zasadzie dobrze jej tak. Teraz poczuje, jak to jest. Laura wyglądała wręcz śmiesznie, taka podłamana. W głębi serca Sary zaiskrzyło przyjemne uczucie – radość z nieszczęścia Laury.

Laura spięła ostrogami Madonnę i puściła się galopem. Budda przebudził się i pogalopował za nią.