Dogonić miłośćTekst

Z serii: Plan Agaty #2
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dogonić miłość
Dogonić miłość
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62,80  50,24 
Dogonić miłość
Dogonić miłość
Dogonić miłość
Audiobook
Czyta Gabriela Całun
34,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

49

50

51

52

53

54

55

56

57

58

59

60

61

62

63

64

65

66

67

68

69

70

71

72

73

74

75

76

77

78

79

80

81

82

83

84

85

86

87

88

Podziękowania

Copyright for Polish Edition © 2019 Edipresse Kolekcje Sp. z o.o.

Copyright for text © 2019 Anna Sakowicz

Edipresse Kolekcje Sp. z o.o.

ul. Wiejska 19

00-480 Warszawa

Dyrektor Zarządzająca Segmentem Książek: Iga Rembiszewska

Senior Project Manager: Natalia Gowin

Produkcja: Klaudia Lis

Marketing i promocja: Renata Bogiel-Mikołajczyk, Beata Gontarska

Digital i projekty specjalne: Katarzyna Domańska

Dystrybucja i sprzedaż: Izabela Łazicka (tel. 22 584 23 51),

Beata Trochonowicz (tel. 22 584 25 73),

Andrzej Kosiński (tel. 22 584 24 43)

Redakcja: Katarzyna Wojtas

Korekta: Anna Parcheta, E-dytor Klaudia Dróżdż

Projekt okładki i stron tytułowych: Magdalena Zawadzka

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

ISBN 978-83-8177-026-2

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kodowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych w całości lub w części tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorski.

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

1

Agata rzuciła okiem na zegarek. Od razu cyfry na wyświetlaczu zaatakowały ją z ogromną mocą. Była spóźniona aż siedem minut! Przecież nigdy wcześniej się jej to nie zdarzało! Nie mogła zrozumieć, dlaczego zaspała. Spotkanie z młodzieżą miała zaplanowane na jedenastą, więc nie nastawiła budzika, bo zazwyczaj jej organizm był przyzwyczajony, że o ósmej należało otworzyć oczy i być gotowym do pracy. A tu taka niespodzianka! Totalny brak profesjonalizmu!

– Dzień dobry – powiedziała, wpadając do budynku. Organizatorka spotkania już na nią czekała.

– Niepokoiłam się, że pani nie przyjdzie.

– Przepraszam, budzik mi nie zadzwonił – dodała, choć od razu poczuła się idiotycznie. Nie dość, że skłamała, to za chwilę jeszcze będzie południe. A czy ona jest celebrytką wylegującą się w łóżku do piętnastej?

 

– Dzieciaki już czekają. Zapraszam.

Agata zrobiła kilka głębokich wdechów i wydechów, po czym poszła za panią Kasią do pokoju, w którym czekali na nią młodzi ludzie spragnieni wiedzy na temat warsztatu pracy dziennikarza.

Weszła do pokoju, mówiąc głośno jeszcze raz „dzień dobry”. Przeprosiła też za spóźnienie. Zdziwiło ją, że nie usłyszała ani jednego słowa w odpowiedzi, ale zaraz przez myśl przeszło jej, że może będzie miała do czynienia z nieśmiałymi dzieciakami, które będą potrzebowały trochę czasu, by się ośmielić. Nie przypuszczała, jak bardzo się myliła.

Podążyła za panią Kasią do jednego z foteli ustawionych przy niewielkim stoliku, na którym piętrzyły się słodkości, a także stał pokaźnych rozmiarów bukiet. I ledwo zdążyła posadzić swój niedawno odchudzony tyłek na siedzeniu, kiedy usłyszała:

– Jezu, jaka nuda.

Powiało chłodem.

Na szczęście Agata miała chwilę, by zebrać myśli. Rozsiadła się w fotelu i omiotła wzrokiem pokój, by namierzyć najbardziej znudzoną osobę. Nie miała z tym żadnego problemu, bo jeden z chłopaków z bezczelnym uśmiechem spoglądał na nią, a w dłoniach trzymał telefon komórkowy, którego nie miał zamiaru odłożyć tylko dlatego, że za chwilę miały się odbyć jakieś durnowate zajęcia.

– Radek – odezwała się pani Kasia. – Schowaj telefon.

– Nie – rzucił młodzieniec. Potem kilka razy ostentacyjnie ziewnął.

Agata w pierwszym odruchu miała ochotę podejść do niego, wyrwać mu telefon i ciepnąć aparatem za okno. Powstrzymała się jednak, nie tylko dlatego, że okno było akurat zamknięte. Na twarz przywołała piękny uśmiech, ponieważ pomyślała, że pokona owego nastolatka swoim wdziękiem. Szybko jednak do niej dotarło, że wdzięk ciągle wyleguje się pod kołdrą w jej mieszkaniu, a ona bez niego czuje się podle. Cały czas ją mdliło. W dodatku miała wrażenie, że zrobiła się purpurowa na twarzy.

– Rozumiem, że niektórzy są tu za karę – powiedziała uprzejmie.

– Przepraszam za Radka – odezwała się znów organizatorka. Potem przedstawiła gościa i zachęciła młodzież do zadawania pytań. – Pani Agata Żółtaszek sporo może wam opowiedzieć o tym, jak zostać dziennikarzem i jak wygląda świat blogów internetowych. W taki sposób też jeszcze pani pracuje, prawda?

– Sprawdzę pani profil – mruknął Radek i w najlepsze korzystał z telefonu. Po chwili Agata zauważyła, że kolejne trzy osoby również wyjęły swoje komórki.

– Widzę, że dopadła was epidemia – powiedziała. – To już smartwica czy tylko pierwsze objawy?

– Ale zabawne – skomentował Radek i znów głośno ziewnął. – To sarkazm oczywiście – dodał, jakby chciał mieć pewność, że dziennikarka nadąża za jego złośliwościami.

W tym momencie Agata najchętniej by wyszła, ponieważ nie widziała sensu rozmawiania z tymi dzieciakami. Dziesięć osób w pokoju, z czego dwie to opiekunki, cztery nie mogą oderwać wzroku od swoich telefonów, jedna to prowadząca i do tego wszystkiego ona w roli nieszczęsnego gościa. A jakby jeszcze było mało, najmłodszy z chłopców właśnie wlazł pod krzesło i tam wygodnie się rozłożył. No ale ten przynajmniej na Agatę patrzył i nie bawił się telefonem. Tylko jedna dziewczyna siedząca w kucki pod ścianą wyglądała na zainteresowaną tym, co Agata miała do powiedzenia. Jedna! Kobieta przywołała w pamięci scenę z Dnia świra. Poczuła się jak nauczyciel podczas lekcji języka polskiego, wpatrujący się w tę jedną, jedyną parę oczu, która niosła nadzieję na to, że słucha.

– Czy mogłaby pani opowiedzieć, jak to się stało, że zaczęła pani pisać blog, przecież ukończyła pani dziennikarstwo na renomowanej uczelni, nie lepiej byłoby zacząć od razu od jakiejś gazety? – spytała organizatorka spotkania.

– Oczywiście, że byłoby lepiej – odparła zapytana. – Ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

– Ale zabawne – powtórzył niesforny nastolatek, a Agata w wyobraźni targała go właśnie za włosy. Oczywiście z twa-rzy nie schodził jej promienny uśmiech.

Po chwili zaczęła opowiadać o swoich zawodowych początkach. Dorzucała do opowieści anegdoty, by zainteresować młodych ludzi. Wzbijała się, a może z trudem wspinała na wyżyny swojego poczucia humoru, gdy bezczelny Radek konsekwentnie ściągał ją w dół. Kiedy po raz setny tego dnia głośno ziewnął i mruknął coś złośliwego, miała ochotę już nie tylko zabrać mu komórkę, lecz także podejść do niego i kopnąć w tłustą dupę, a potem wepchnąć jej właścicielowi w gardło telefon. Oczyma wyobraźni już to prawie wi-działa. Zaraz jednak zganiła się za takie myślenie.

Po co mnie ta pani Kaśka tu zaprosiła? Nie szkoda jej czasu?, zastanawiała się. Spojrzała na nią, by ocenić stopień jej zażenowania z powodu zachowania własnych wychowanków. Od razu zaczęła jej współczuć, przecież ona, Agata, za chwilę stąd wyjdzie, odetchnie wolnością, a Katarzyna będzie musiała zostać i prawić kazania umoralniające, a jeszcze pewnie słuchać czegoś na temat durnego pomysłu dotyczącego zapraszania gości na pogadanki. To miał być w jej zamyśle cykl z ciekawymi ludźmi. Póki co naprawdę ciekawie się małolaty bawiły, trenowały wkurzanie dorosłych.

– Czy ktoś z was chciałby być dziennikarzem? – spytała głośno Agata.

– Ja – powiedział najwyższy z chłopców, a kobieta prawie go wycałowała z radości.

– O, to świetnie! – zawołała.

– To był sarkazm – rzucił Radek. – Już drugi – dodał dla pewności i spojrzał na nią ze złośliwym uśmiechem.

No nie!, wrzasnęła w myślach. Skopię ci dupę, smarkaczu, odetnę głowę i narzygam do środka!, dodała jeszcze. Potem przybrała sympatyczny wyraz twarzy i zaczęła opowiadać o swojej pracy, patrząc już tylko na panią Kasię. I może dwa razy przeniosła wzrok na dziewczynę siedzącą pod ścianą. Ciągle słuchała!

– Ile pani zarabia? – spytał Radek, a Agacie od razu złośliwy uśmieszek przemknął przez myśli. A to cię, gówniarzu, nagle interesuje?

– Nie odpowiem ci na to pytanie w liczbach, ale za-pewniam, że da się z tego żyć i to na przyzwoitym poziomie – odparła, unosząc kąciki ust.

– A jakim pani jeździ samochodem? – Teraz on się wyszczerzył. No gówniarz jeden!, zezłościła się w sobie i miała ochotę rzucić kilka przekleństw. Skopać takiemu tyłek to było zdecydowanie za mało!

– Widziałem, że przyjechała toyotą yaris – wtrącił dryblas siedzący przy oknie.

– Nie najgorzej – mruknął Radek i już Agacie się wydawało, że udało się kupić jego uwagę, gdy dryblas dodał, że na oko to dziesięcioletni wóz. I tu nadzieje prysły. Radek wyszczerzył się w złośliwym uśmiechu i kilka razy ziewnął, dając jej do zrozumienia, że jest dwa zero dla niego. Pozamiatane.

– Naprawdę pani wykonywała te wszystkie prace? – spytała nagle dziewczyna siedząca w kucki na podłodze. – Była pani babcią klozetową? To chyba obrzydliwe.

– Na pewno nie jest to jedno z najprzyjemniejszych zajęć – odpowiedziała, a potem wyjaśniła, dlaczego zatrudnia się w nietypowych miejscach i jak zbiera materiały na posty blogowe.

– Gówniana robota – zaśmiał się Radek.

– Może – odparła. – Ale nikt z was nie wie, co będzie robił w przyszłości. Nie chcę wam smęcić o szacunku do pracy, ale w takim szalecie można naprawdę wiele się dowiedzieć o ludziach. Byłam też kiedyś operatorem karuzeli, a niedawno woźną w szkole.

– I do tego wszystkiego trzeba kończyć dziennikarstwo? – ponownie ktoś zakpił.

Agata czuła, że znów dzieciaki strzeliły jej gola. A z tyłu głowy nagle zaczął pobrzmiewać głos mamy: „A nie mówiłam?”. Przybiłaby teraz piątkę z tymi smarkaczami i znów zaczęła brzęczeć nad jej uchem, by zajęła się czymś pożyteczniejszym.

Westchnęła. Potem nerwowo rzuciła okiem na zegarek. Miała nadzieję, że dobija do brzegu tego żenującego morza kpiny. Chciała stąd jak najszybciej wyjść i odetchnąć świeżym powietrzem! Ponadto była potwornie głodna i miała wrażenie, że pożarłaby konia z kopytami.

Dotrwała jednak dzielnie do końca spotkania, cały czas robiąc dobrą minę do złej gry, choć powodów do uśmiechu raczej nie miała. Irytowała ją ta bezczelna gówniarzeria, mdliło ją, a do tego przeraźliwie burczało jej w brzuchu. Kilka razy nawet pomyślała, że nie wytrzyma i zwróci zawartość żołądka, choć podejrzewała, że nawet to wyszłoby mało spektakularnie, bo od wczoraj nic nie jadła, i młodzież w odwecie ziewnęłaby jeszcze głośniej.

Na koniec otrzymała bukiet kwiatów i podziękowanie za cudowne spotkanie. Oczywiście była to opinia organizatorki, która postanowiła udawać, że nie ma nic wspólnego z bezczelną młodzieżą zajmującą kanapę szyderców. Najmłodszy z chłopców wyczołgał się spod krzesła, wziął od wychowawczyni bukiet i rzucił go Agacie na kolana. Nawet nie zdążyła wstać, żeby w tej pozycji przyjąć podziękowania.

Cudowne jest to, że wreszcie koniec, pomyślała, uśmiechając się promiennie i zapewniając, że było niezwykle sympatycznie. Zaraz jednak w duchu dodała, że jeśli jeszcze raz przyjmie jakiekolwiek zaproszenie na spotkanie z młodzieżą, to sama sobie skopie tyłek.

– Bardzo chętnie jeszcze do państwa przyjdę – dodała wbrew sobie. Podejrzewała, że jej zdrowy rozsądek wziął urlop i właśnie hulał gdzieś w ciepłych krajach. A niby można było zawsze na niego liczyć!

Teraz mnie pozostawił samą i pewnie złośliwie się szczerzył z daleka jak ta gówniarzeria, pomyślała. A może wylegiwał się razem z wdziękiem w łóżku?

2

Pola długo zastanawiała się nad tym, czy powinna dać Robertowi drugą szansę. Doskonale pamiętała, jak ją potraktował podczas pierwszego spotkania. Żałowała, że nie uprzedziła go, iż porusza się na wózku inwalidzkim. Zaoszczędziłaby sobie upokorzeń. A tak musiała znieść jego zdziwioną minę, jąkanie i marne wymówki, że nie ma czasu, bo nagle o czymś sobie przypomniał. Przepłakała przez to kilka nocy, znów się pocięła i wrócił cały ten syf związany z dawnym wypadkiem. Po raz kolejny szukała ucieczki przed wewnętrznym bólem na zew-nątrz siebie.

Robert wystraszył się dziewczyny na wózku. Była co prawda tylko koleżanką z Facebooka, ale ta wirtualna znajomość budziła nadzieje i kusiła, by przenieść ją do realnego świata. Szok jednak był zbyt duży. Mężczyzna nie umiał udawać, że wózek inwalidzki nie zrobił na nim wrażenia. Stchórzył, zachował się irracjonalnie i od razu wycofał się z tej znajomości, a przecież wypicie kawy z Polą nie zobowiązywało go do niczego. Potem żałował, robił sobie wyrzuty, ale było już za późno. Dziewczyna zobaczyła w jego oczach to, czego nawet nie starał się ukryć. Opuściła kawiarnię, mówiąc, że zostawiła w domu niewyłączone żelazko. Celowo rzuciła tak absurdalną wymówkę, by zrozumiał, że jest totalnym dupkiem.

Robert nie potrafił cofnąć czasu. I gdyby nie siostra Poli, pewnie do dzisiaj plułby sobie w brodę, że zmarnował szansę na poznanie fantastycznej kobiety, z którą przecież wirtualnie się już zaprzyjaźnił. Agata zwyzywała go, nie wysiliła się na dyplomatyczne próby wyjaśnienia mu, że źle zrobił. Potraktowała go jak gówniarza i miała rację. Dawno się tak nie zawstydził. Na szczęście to pozwoliło mu się opamiętać i jeszcze raz przeprosił Polę. Dziewczyna dała mu drugą szansę. Tym razem postanowił jej nie zepsuć. Przeczytał w internecie wszystko, co znalazł na temat kobiet poruszających się na wózkach. Przez kilka tygodni oswajał temat i stwierdził, że jest gotowy do ponownego spotkania z dziewczyną.

Pola się bała. Bała się rozmowy z Robertem. Bała się, że znów zobaczy w jego oczach to, czego nie chciałaby dojrzeć. Bała się też samotności. Samotność była jak śmiertelna choroba. Zabijała powoli. A jej jedynym objawem był bezdenny smutek. Niby nic takiego, bo przecież nie skręcało w żołądku, nie kłuło w sercu, a jednak tak trudno było go znieść. Paraliżował tak mocno, że czuła ssanie potwornego żalu i z lękiem spoglądała w przyszłość. I to, że była sparaliżowana od pasa w dół, nie miało tu żadnego znaczenia. Samotności bała się też jej siostra. Pola wiedziała o tym, bo nieraz o niej rozmawiały. Agata była siedem lat starsza, więc jej strach był dojrzalszy i bardziej ponaglający.

Za tydzień w tym samym miejscu co ostatnio? – napisał Robert.

Tak. Pasuje mi – odpowiedziała. – Siedemnasta?

Dziękuję – odpisał krótko i przez chwilę trzymał jeszcze palec na aparacie, by coś dodać, by obiecać, że drugi raz tego nie spieprzy, bał się jednak, że znów urazi Polę. Bo co miał napisać? Że nie wystraszy się jej wózka? Że nie będzie na nią patrzył z politowaniem i że dzielnie zniesie jej niepełnosprawność? Zawahał się. Po chwili dopisał, że będzie punktualnie. Potem dopiero odłożył telefon na bok. Dziewczyna już nie odpisała.

 

Cieszyła się, że spotka się z Robertem, ale jej radość podszyta została niepewnością i lękiem. Obiecała sobie, że nie będzie patrzeć mu w oczy, by nie dojrzeć tam litości i współczucia. Tak, to był dobry plan!

3

– Córciu, gdzie ty jesteś? – spytała Wanda, kiedy wreszcie Agata odebrała telefon.

– Jadę już – odparła. – Zaraz będę. – Westchnęła, nacis-kając czerwoną słuchawkę. Wiedziała, że mama bardzo się o nią martwi. Obiecała, że dzisiaj przyjedzie do rodziców. Chciała przy okazji porozmawiać z Polą. Potrzebowała siostrzanej rady. Przez cały czas biła się z myślami, czy powinna powiedzieć Emilowi, że jest w ciąży.

Parą nie są już od ponad czterech lat, a Agata nie zamierzała z nim wiązać się ponownie. Lubiła go i na lubieniu chciała poprzestać, choć musiała przyznać, że jej były chłopak zachowywał się trochę inaczej niż wtedy, kiedy się spotykali. Pewnie właśnie ta zmiana w połączeniu z solidną dawką alkoholu spowodowała, że znaleźli się razem w łóżku. Ta jedna noc i jeden poranek wystarczyły, by zaszła w ciążę. Jej organizm tak bardzo dopominał się dziecka, że mogłaby być drugim w historii niepokalanym poczęciem. Póki co jednak poczęcie zostało pokalane całkiem dobrym seksem, na którego wspomnienie Agatę przechodziły dreszcze. Odganiała od siebie te myśli, bo przecież wiedziała, że wcześniej czy później znów zaczęłaby się nudzić z Emilem. W międzyczasie już zdążyła się zadurzyć w dyrektorze szkoły, w której pracowała przez miesiąc jako woźna. Wszystko wreszcie mogło się ułożyć tak, jak tego chciała, gdyby nie nieplanowana ciąża.

– Nareszcie! – zawołała mama na widok samochodu córki.

Agata zaparkowała na wjeździe do garażu i nie zdążyła jeszcze dobrze wysiąść, gdy zobaczyła mamę na chodniku. Uśmiechnęła się pod nosem. Tak podejrzewała, że teraz będzie najbardziej rozpieszczaną córką w ciąży.

– Cześć, mamuś.

– No bo czekam już i czekam! – zawołała Wanda. – Chodź, zrobiłam pyszne zielone koktajle, a ciasto drożdżowe z jagodami właśnie stygnie.

– Jest jakaś okazja? Coś świętujemy?

– A to musi być okazja, bym mogła nakarmić swojego przyszłego wnusia? – odparła. – Albo wnusię – dodała po chwili. – Zresztą mizernie wyglądasz. Nie podoba mi się, że schudłaś. I to teraz, gdy będziesz mamą!

Agata zaśmiała się, choć zmartwiło ją, że cały wysiłek odchudzania pójdzie na marne. Tyle poświęceń na nic! Zaraz będzie wyglądać jak wieloryb z wielkim brzuchem. A taki miała piękny plan! Założyła się z Polą w jej trzydzieste urodziny, że w ciągu trzech lat (bo przecież chciała ze wszystkim zdążyć do swojej czterdziestki) schudnie, znajdzie księcia z bajki, wyjdzie za mąż i urodzi dziecko. Nie spodziewała się, że już w kilka miesięcy zrealizuje dwa punkty planu.

Gorzej było z księciem, bo niby dyrektor szkoły Darek miał wszelkie cechy wskazujące na to, by stać się tym jednym jedynym, lecz okazało się, że Agata musiała po kilku latach celibatu przespać się po pijaku z byłym chłopakiem. W dodatku Emil okazał się bęcwałem, który nie pomyślał o zabezpieczeniu. I nic go nie usprawiedliwiało. A już na pewno nie równouprawnienie w sprawach antykoncepcji!

– Cześć! – Pola podjechała do Agaty i siostry przytuliły się do siebie. – Gdzie ty byłaś przez ostatnie dni? Nie dawałaś znaku życia – robiła jej wyrzuty.

– Miałam dużo pracy – odparła. – A ponadto chciałam pobyć sama – dodała. – Próbuję oswoić tę czarną dupę, w której się znalazłam.

– Nie wyrażaj się – upomniała ją mama. – Ty, pamiętaj. – Pokazała na brzuch Agaty. – Że nie jesteś teraz sama. Dziecko to słyszy i zaraz po urodzeniu będzie klęło jak szewc.

– A będzie – zaśmiała się córka. – Bo ostatnio rzucam mięsem we wszystkie strony świata.

– Bez prezerwatyw? – zakpiła Pola. Jej siostra przecież nie klęła wprost, zawsze zakładała na słowa prezerwatywy, które nie pozwalały ulać się złości. Wyszukiwała zabawne zamienniki i w ten sposób tłumiła wydźwięk wulgaryzmów.

– Teraz nie mam na nie czasu.

– Dlatego są efekty – podsumowała mama, pokazując znów jej brzuch. Prezerwatywa raczej nie kojarzyła się jej ze słowami. – Ale ja się cieszę. Mówcie sobie, co chcecie. Oswoiłam się z myślą, że będę babcią. I nastaw się, że to będzie najbardziej rozpieszczony wnuk lub wnuczka we wszechświecie.

Agata westchnęła, ale zaraz podniosły się jej kąciki ust. Wiedziała, że jej rodzice oszaleją na punkcie malucha. Sama miała jeszcze mieszane uczucia, bo w całej tej układance nie było miejsca dla Emila, ale nie cofnęłaby chyba czasu. Tak bardzo marzyła o tym, by zostać mamą! Za trzy lata skończy czterdziestkę, według niej był to więc ostatni dzwonek na pierwsze dziecko.

– Ukroję wam ciasta – powiedziała Wanda i nie czekając na odpowiedź córek, nałożyła na talerzyki solidne porcje domowego wypieku. Agata poczuła, jak jej żołądek radośnie zamruczał w oczekiwaniu na takie smakowitości.

– Wygląda i pachnie wspaniale – rzuciła Pola. – Ale porcja jak dla chłopa.

– Oj tam, oj tam – zaśmiała się Agata. – Ja tam dam radę. Mały Żółtaszek pewnie tylko na to czeka – dodała, głaszcząc czule swój brzuch, a za chwilę już pomrukiwała z rozkoszy. Ciasto było wyborne. Rozpływało się w ustach. Tak dawno nie jadła maminego „drożdżaka”. A nikt inny tak dobrego nie robił!

– Mogę ci jeszcze odstąpić połowę swojej porcji – odezwała się Pola.

– Jedz – rzuciła Wanda. – Jesteś taka chuda, że wreszcie czas się po kobiecemu zaokrąglić.

– Mamo, ty byś wszystkich utuczyła – westchnęła.

– Nic na to nie poradzę, że uwielbiam patrzeć, jak jecie.

– Pyszne – mruknęła Agata.

– A powiedz lepiej, jak się czujesz i czy byłaś u lekarza.

– Tak, byłam i wszystko jest w porządku.

– Mów, kiedy masz termin! – ponaglała mama.

– Na ósmego marca.

– Czyli musi być dziewczynka – ucieszyła się Wanda. – Chłopak by takiego terminu sobie nie wybrał.

– Masz imię? – spytała Pola. Przez chwilę nie wtrącała się do rozmowy. Całą uwagę skupiała na skubaniu ciasta. Cieszyła się oczywiście, że siostra zostanie mamą, ale tak bardzo chciała kiedyś poczuć dokładnie to, co ona, że odniosła wrażenie, jakby niedowład nagle objął całe jej ciało. Tylko palce nerwowo skubały placek drożdżowy.

– Jeszcze nie, ale chrzestną tak – odparła Agata, wpatrując się w Polę. Młodszej siostrze od razu zaszkliły się oczy.

– Serio?

– Nawet nie byłoby innej opcji. A nad chrzestnym do pary dla ciebie jeszcze pomyślę – dodała, przytulając Polę. Wanda szybko do nich dołączyła. Objęła swoje córki, potem każdą pocałowała. Była szczęśliwa. Nagle też inaczej spojrzała na młodszą z córek. Poczuła dziwny spokój.

Ona też założy rodzinę, pomyślała. Tylko wszystko w swoim czasie.

– Będę zaraz robić obiad, mam nadzieję, że zostaniesz – powiedziała do Agaty, a córka przytaknęła. I tak chciała porozmawiać z siostrą, więc nigdzie się nie spieszyła.

– Idziemy do ciebie? – spytała Polę, a po chwili dokroiła sobie jeszcze jeden kawałek ciasta drożdżowego, nalała do szklanki zimnego mleka i udała się razem z siostrą do jej pokoju. Tutaj usadowiła się wygodnie na jej łóżku. Podłożyła sobie poduszkę pod plecy i wzięła talerzyk na kolana. Kubek z mlekiem postawiła na biurku obok.

Pola przez chwilę się jej przyglądała. Miała wrażenie, że coś w jej siostrze się zmieniło. Wyglądała jakoś inaczej. Nie wiedziała tylko, czy to złudzenie, czy ciąża naprawdę dodała jej jakiegoś wewnętrznego blasku.

– Borze szumiący, jakie to drożdżowe jest pyszne!

– Dobra, mów!

– Co? – spytała z pełnymi ustami, choć doskonale wiedziała, co miała na myśli Pola.

– Co postanowiłaś z Emilem?

– Nie wiem – odparła. – Rozum podpowiada, że powinnam mu powiedzieć prawdę, ale kiedy pomyślę, jak to wszystko zaraz się koszmarnie skomplikuje, to mam odruch wymiotny. Zresztą te odruchy mam prawie cały czas. Nie muszę nawet myśleć – dodała. – Jeżeli ktoś nazwał to porannymi mdłościami, to chyba nigdy nie był w ciąży. Co chwilę rzygam.

– Ale drożdżowe to ci elegancko wchodzi – zaśmiała się Pola.

– Dziwne, nie? – Agata też parsknęła śmiechem. – Ale serio, nie wiem, co mam robić.

– Ja bym Emilowi powiedziała. Nie możesz tego ukrywać. Dziecko tego ci nie wybaczy.

– Wiem.

– On będzie dobrym ojcem, nawet jeśli nie będziecie razem.

– Najgorsze, że to też wiem.

– To w czym problem?

– Bo on mi nie da żyć, jak się dowie – jęknęła. – Zaraz będzie chciał we wszystkim brać udział. A ja nie chcę!

– A co z Darkiem? – spytała Pola.

Agata odstawiła talerzyk i nakryła twarz poduszką. Dlaczego to wszystko musi być takie skomplikowane?! W redakcji też będzie musiała przecież powiedzieć. Naczelna się wścieknie. Ledwo ją zatrudniono na etat, a już zaciążyła. Nikt nie uwierzy, że nie zrobiła tego z premedytacją!

– Nie wiem – znów jęknęła.

– Nie chcę się mądrzyć – zaczęła Pola. – Ale wiesz, że musisz wreszcie im powiedzieć, bo zaraz będzie ci brzuch widać.

– Jezu! Wiem, ale jak mam to zrobić? To nie jest takie łatwe. Darek pewnie od razu weźmie nogi za pas.

– To znaczy, że nawet nie warto było zaczynać tej znajomości – skomentowała Pola. – A co z tym Akselem od Dżafarki? Macie jeszcze kontakt?

– Ech… – Agata znów westchnęła. – Co jakiś czas do mnie dzwoni, ale z nim nic się nie zaczęło przecież. Spotykałam się z Darkiem, to nie mogłam z nim, nie? Zresztą Aksel jest poza moim zasięgiem. Wygląda jak wycięty z katalogu. Gdzie ja do niego?

– Ale on chyba też podchody do ciebie robił, bo nie wierzę, że chodziło mu tylko o to, żebyś się zaopiekowała psem jego matki. Dżafarka była tylko pretekstem, jestem tego pewna.

– Kurza twarz… A pamiętasz, jak po twoich urodzinach tu siedziałyśmy? Narzekałam, że nie mam nikogo, że jestem za gruba i że nie zdążę mieć dzieci, bo zaraz przekwitnę… A teraz co? Czarna dupa.

– No ale przynajmniej z trzema facetami i małym Żółtaszkiem w drodze. – Pola zaśmiała się.

– A mówią, że od przybytku głowa nie boli… Ech, pojadę do Emila i mu o wszystkim powiem. Później pogadam z Darkiem – dodała. – I niech się dzieje wola nieba. Trudno, nawarzyłam piwa, to teraz muszę je wysiorbać. A co u ciebie? Jak z Robertem?

– Mam się z nim spotkać. Trochę się tym stresuję – powiedziała. Potem palcami przejechała po poręczy wózka. Nie patrzyła na siostrę. Nagle poczuła nieprzyjemny skurcz w żołądku. – Wiesz, a jak on znów będzie na mnie patrzył jak na kalekę?

– Przestań! Myślę, że się ogarnął.

– Boję się trochę.

– Nie bój się. – Agata zsunęła się z łóżka i złapała siostrę za dłoń. – Wszystko będzie dobrze, tak? Żółtaszki jesteśmy, nie?

– A chciałaś być jak Bridget Jones – zażartowała młodsza siostra.

– No to mam – zachichotała. – Teraz już chcę być tylko Żółtaszkiem. No… – zawahała się. – Może kiedyś zechcę zmienić nazwisko, ale z pewnością nie na Jones.

– A dziecko? Dasz mu nazwisko Emila?

– Pewnie powinnam – znów westchnęła. – Muszę z nim najpierw pogadać. Za dużo stresów.

– O, słuchaj. – Pola nagle się ożywiła. – Chodźmy się odstresować, co? Pójdźmy do kina! Tak dawno nigdzie razem nie byłyśmy.

Agacie spodobał się pomysł Poli. Nieważne, jaki film, ważne, że spędzą razem trochę czasu.