Rider

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 7

Ivy

Rano obudził mnie deszcz bębniący o szyby. Czułam się tak, jakbym w ogóle nie spała. Pękała mi głowa, a moja twarz była wilgotna od potu. Pieprzony grzejnik! Ktoś musi go w końcu naprawić!

Dotknęłam włosów. Były lepkie i waliło od nich whisky. Na łóżku leżała pusta butelka. Musiał urwać mi się film, bo nie pamiętałam nic od chwili, gdy położyłam się do łóżka po wyjściu Ridera.

Zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu telefonu. W końcu znalazłam go pod poduszkami. Na wyświetlaczu zobaczyłam niezakończoną wymianę esemesów z nieznanym numerem. Z kimkolwiek pisałam, miałam nadzieję, że nie narobiłam sobie wstydu.

01:48 Nieznany numer: Nie mogę przestać myśleć o tobie i o tym, co robiliśmy. Przez ciebie musiałem wziąć bardzo zimny prysznic.

01:50 Ja: Jak zawsze bezpośredni ☺. Chciałabym polizać twój kolczyk.

01:51 Nieznany numer: A to ciekawe… Który kolczyk? Ten w wardze?

01:56 Ja: Ten też, ale myślałam o tym drugim kolczyku :P

01:59 Nieznany numer: Nie pisz mi takich rzeczy, bo teraz to już na pewno nie zasnę. Przez ciebie muszę wziąć drugi bardzo zimny prysznic :[

02:05 Ja: Jesdtem zbyt zmęczona żeby pisać musze iscspać

02:07 Nieznany numer: Coś mi się wydaje, że opróżniłaś butelkę do końca ;)

Nic więcej nie odpisałam. Widocznie zasnęłam, a sądząc po moim ostatnim esemesie, w którym nie potrafiłam poprawnie sklecić zdania, musiałam być kompletnie zalana.

Co za wstyd. Najpierw pozwoliłam mu dobierać się do siebie, a potem sugerowałam, że chcę mu sprawić przyjemność ustami. No bo jak inaczej odebrać mój tekst na temat jego kolczyka w wiadomym miejscu?

W mojej skacowanej głowie zaczęły pojawiać się czarne scenariusze: Becky ukradkiem czyta esemesy Ridera i rozpowiada wszystkim o tym, co mu napisałam po pijaku.

Ostatecznie postanowiłam wyluzować. Co się stało, to się nie odstanie. Ruszyłam tyłek do łazienki. Woda nieco mnie obudziła i pomogła doprowadzić się do porządku. Potrzebowałam jeszcze jedzenia i czegoś na kaca.

Zeszłam na dół i zauważyłam, że Doug spał rozwalony na kanapie, a jego T-shirt miał poodrywane rękawy. Nie chciałam nawet wiedzieć, co się działo na wczorajszej imprezie.

W lodówce oczywiście było jedno wielkie nic. Miałam ochotę na świeże bułeczki i dawkę witaminy C, najlepiej w postaci soku pomarańczowego. Przydałaby się też aspiryna. Niestety pogoda nie zachęcała do wyjścia – aura na zewnątrz doskonale odzwierciedlała moje dzisiejsze samopoczucie. Deszcz był tak samo intensywny, jak pulsujący ból w mojej głowie.

Ostatecznie zawzięłam się w sobie – włożyłam kalosze, parkę i wyszłam na dwór. Ruszyłam szybkim krokiem, osłaniając się kapturem przed wiatrem i ulewą. Gdy minęłam dwie przecznice, usłyszałam za sobą warkot silnika i obróciłam się odruchowo. Od razu poznałam Ridera. Niestety nie był sam.

Chociaż miała założony kask, poznałam ją po wyzywających ciuszkach. Siedziała wtulona w niego, ale nie patrzyła w moją stronę. On jednak mnie zauważył. Przyspieszyłam kroku, naciągając kaptur mocniej na głowę. Szybko skręciłam w boczną uliczkę i wbiegłam do sklepu, z trudem łapiąc powietrze.

– Więc jak to było, Ivy? To oczywiste. Zabawił się tobą. Ot, taka mała, urocza rozrywka podczas imprezy. Potem wrócił na dół do Becky, a następnie poszli do niego w wiadomym celu. Rano zabrał ją na przejażdżkę, odwiózł do domu, jak zwał tak zwał. Był z nią, a nie z tobą, kretynko. – Głos w mojej głowie brzmiał identycznie jak głos Liama.

Drżącymi rękami chwyciłam aspirynę, sok i pieczywo. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu, wejść pod kołdrę i zostać tam do końca dnia. Zupełnie jak wtedy, gdy po raz pierwszy usłyszałam w sklepie plotki na swój temat.

Gdy wróciłam i stanęłam w holu, byłam zmarznięta, mokra i zdołowana. Doug przewrócił się na drugi bok, jęcząc coś przez sen. Cóż, przynajmniej nie tylko moje wakacje były beznadziejne.

Mój telefon zawibrował i miałam złe przeczucia.

Rider: Widziałem cię niedawno.

Tak? A ja ciebie nie zauważyłam – odpisałam bez zastanowienia.

Na wyświetlaczu niemal od razu pojawiła się odpowiedź.

Rider: Nie ściemniaj. Wiem, że też mnie widziałaś. Podwoziłem Becky do kawiarni, ma dziś rozmowę w sprawie pracy i bardzo mnie o to prosiła.

Nie musisz nic wyjaśniać. Nie jesteśmy razem, a ty nie jesteś moja własnością. – Szybko kliknęłam „wyślij”.

Rider: Po tym, co zaszło między nami, nie chciałem, byś poczuła się zraniona. Dlatego musiałem to wytłumaczyć.

Coraz mniej podobała mi się ta wymiana zdań, ale postanawiam odpisać: Wczoraj nic nie znaczyło. Byliśmy pijani. Ja wróciłam do swojej rzeczywistości, a ty do swojej. Z Becky. I tobie, i mnie tak jest wygodniej, nie sądzisz?

Oczywiście, że wczorajszy wieczór wszystko zmienił, ale nie miałam zamiaru mu się do tego przyznawać. Nie po tym, jak widziałam go z Becky.

Odpowiedź przyszła równie szybko, co poprzednia.

Rider: Nic nie znaczyło? Miałem wrażenie, że było inaczej. Sama nie wiesz, czego chcesz, Ivy. Ale okej, skoro tak stawiasz sprawę, to nie ma tematu.

Na tym nasza wymiana zdań się zakończyła. Czy on właśnie strzelił focha? Dobra, ja pierwsza strzeliłam focha, ale miałam ważny powód. Ten powód ma burzę ciemnych włosów, ogromne piersi i buty, których nie powstydziłaby się filmowa Pretty Woman. Tak, jestem cholernie zazdrosna.

Przecież napisałam to, co zapewne chciał przeczytać – że nie oczekuję zobowiązań i wyznań miłosnych. Niedługo do niego dotrze, że wyświadczyłam mu przysługę. Pozbył się problemu, nie będzie miał na głowie zakochanej w nim rozkapryszonej panny.

Rozdział 8

Ivy

Kolejne godziny spędziłam w swoim łóżku, oglądając powtórki Przyjaciół. Około dwunastej kac nieco zelżał. Zrobiłam nawet makijaż i doprowadziłam do porządku włosy. Było późne popołudnie i właśnie szykowałam sobie kanapkę, gdy usłyszałam, jak Doug z jękiem zwleka się z kanapy. Jego kiepskie samopoczucie nie przeszkadzało mu robić tego, co ostatnio ciągle robił – patrzeć na mnie podejrzliwie, jakby w myślach pytał: „Co jest między tobą a Riderem?”.

– O co tym razem chcesz mnie zapytać? – uprzedziłam jego niewypowiedziane pytanie. Widziałam to spojrzenie à la zły policjant.

– Słyszałaś, jak byłem u ciebie w nocy pod drzwiami? – Nie spuszczał ze mnie wzroku, chociaż skutki wczorajszej imprezy prawdopodobnie nadal dawały się mu we znaki.

– Mhm… spałam, a ty oczywiście musiałeś mnie obudzić. I co z Riderem? Znalazł się? – Nalałam sobie soku do szklanki i udawałam obojętną. Trzęsły mi się ręce i miałam nadzieję, że mój brat tego nie zauważył.

– Znaleźliśmy go. Co za typ! Powiedział, że przesadził z alkoholem i wpadł na głupi pomysł, by skoczyć po fajki do sklepu. Tam wypił jeszcze jedno piwo i zasnął gdzieś na ławce. Potem się obudził i jak gdyby nigdy nic wrócił na imprezę. – W tym miejscu Doug zrobił pauzę, przyglądając się mi, jakby chciał wybadać moją reakcję. – Jest tylko jeden szczegół. On wcale dużo nie wypił, a gdy wrócił, nie wyglądał na szczególnie nawalonego. Więc coś tu nie gra.

– Wiesz, jaki on jest. – Machnęłam lekceważąco ręką. – Pewnie poznał jakąś panienkę i wiadomo, jak się to dalej potoczyło. – Liczyłam, że tym argumentem zamknę Dougowi usta i zlikwiduję jego domysły na temat tego, że coś łączy mnie i Ridera.

– Kto go tam wie… Jest niemożliwy! Jeszcze chwila i dzwoniłbym do ochrony, a starzy dostaliby cynk!

– I co było później? Impreza trwała nadal? – dopytywałam z miną niewiniątka.

– Rider poszedł do domu. Był jakiś cichy i wycofany, ale reszta została i było gruuubo! – Doug wyszczerzył się w głupim uśmiechu.

No cóż, zaczynałam zachowywać się jak zazdrośnica, a Rider przecież nie był mój. Moja dociekliwość nie miała sensu.

– Mamy coś na kaca? – Mój brat spojrzał na mnie udręczonym wzrokiem.

– Kupiłam aspirynę, zaraz ci przyniosę. – Ruszyłam w stronę schodów i byłam wdzięczna, że zakończył swoje dochodzenie w sprawie ostatniego wieczoru.

Za wcześnie się ucieszyłam, ponieważ Doug spędził resztę popołudnia, jęcząc na temat bólu głowy i od czasu do czasu rzucając z pozoru niewinne pytania o moje relacje z Riderem. Miałam tego serdecznie dość. Postanowiłam zaczerpnąć świeżego powietrza i uwolnić się spod obstrzału jego pytających spojrzeń. Wieczorem powiedziałam mu, że idę pobiegać. To nie wzbudzało jego podejrzeń, bo ćwiczyłam regularnie, choć ostatnio trochę to zaniedbałam.

Deszcz ustał, ale nadal było chłodno i wiał silny wiatr. Włożyłam ciepłą bluzę i adidasy. Tak naprawdę nie miałam dziś sił na bieg, więc postanawiam powłóczyć się bez celu. Chciałam oczyścić umysł z natrętnych myśli.

Na zewnątrz zapadł zmrok, a po ulicach spacerowało niewielu przechodniów. Szłam niespiesznie, oglądając wystawy. Nawet nie zwróciłam uwagi, kiedy minęłam charakterystyczny wysoki budynek. To był ten sam, na którego dach zabrał mnie Seth pamiętnej nocy. Kusiło mnie, aby tam wejść, zobaczyć panoramę miasta. To było idealne miejsce, by pobyć samemu ze sobą, a właśnie tego teraz potrzebowałam.

W portierce na moje szczęście siedział Stuart, który na mój widok życzliwie się uśmiechnął. Miałam nadzieję, że wpuści mnie do środka.

– A czego panienka tutaj szuka o tej porze? – Puścił do mnie oko i poprawił służbowy krawat.

– Pamięta mnie pan?

– Może jestem stary, ale mam jeszcze dobrą pamięć. Szczególnie jeśli chodzi o piękne kobiety.

– Pewnie pan wie, po co przyszłam… – zaczęłam mówić nieco skrępowana.

– Taaa… Chcesz wejść na górę, co? Wy młodzi! Ciągle tylko ten dach i dach! Jak nie jeden, to drugi! Co wy tam robicie, hę?! – Spojrzał na mnie i widząc moją skruszoną minę, dodał: – Wpuszczę cię, ale przysługa za przysługę.

 

– Umowa stoi – zgodziłam się, choć nawet nie widziałam na co.

– Nie będę owijał w bawełnę, bo jesteś już prawie dorosła – powiedział tajemniczo. – A więc piszę wiadomości z pewną kobietą. W sensie: piszemy esemesy. Bardzo ostre i nieprzyzwoite esemesy, jeśli wiesz, co mam na myśli. – W tym momencie odchrząknął i znacząco poruszył siwymi brwiami, jakby dając mi do zrozumienia, że sytuacja jest poważna.

Nie miałam pojęcia, co Stuart rozumie pod terminem „nieprzyzwoite”, ale wolałam nie drążyć tego tematu. Byłam zdziwiona, że zwierza się niemal obcej osobie, a jednocześnie zrobiło mi się miło.

– Problem w tym, że ona przesłała mi swoje zdjęcie i chce dostać moje, a ja nie potrafię ani robić zdjęć, ani tym bardziej ich wysyłać – dodał i wyciągnął z kieszeni smartfona.

– Wcale mnie to nie dziwi. Ma pan jeden z najnowszych modeli. – Przyjrzałam się urządzeniu.

– Chcesz powiedzieć, że taki staruszek jak ja powinien mieć równie stary telefon? – Zaśmiał się. – Masz rację, poprzedni był stary i nieskomplikowany. Ten kupiła mi córka i nic a nic z niego nie rozumiem. Ale wy młodzi znacie się na technice. Potrzebuję zdjęcia i krótkiej instrukcji, jak je wysłać.

Wzięłam do ręki telefon Stuarta i po chwili już wiedziałam co i jak. Poprosiłam go, by zapozował. Starszy pan zrobił uwodzicielską minę à la Marlon Brando, a ja pstryknęłam mu kilka fotek. Potem nauczyłam go, jak wysyłać zdjęcia.

– Ha! To nie takie trudne. Niech no tylko teraz zobaczy! Zaraz dostanie gorącą fotkę!

Stuart wyglądał na szczęśliwego. W końcu kto powiedział, że miłość jest tylko dla młodych?

– Pokażę ci jej zdjęcie – dodał podekscytowany i podsunął mi pod nos telefon.

Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam znajomą twarz. To była Molly – ta od knajpy w stylu retro, w której byliśmy z Riderem. W sumie ona i Stuart pasowali do siebie – byli w podobnym wieku, oboje przemili i z poczuciem humoru.

– Niezła foczka, co? – zapytał z dumą. – Pracuje w restauracji i robi najlepszą jajecznicę na świecie! A te nogi, gdy założy obcasy… – Zagwizdał. – No, teraz możesz iść, nie zatrzymuję cię dłużej. Tylko po cichu. Lepiej, żeby nikt się nie zorientował.

Podziękowałam mu i ruszyłam w stronę wejścia.

– A, jeszcze jedno! Co mam jej napisać… no wiesz… żeby zmiękły jej kolana? – zapytał konspiracyjnym szeptem.

– Niech jej pan napisze, że świetnie gotuje i że ma seksowny tyłeczek.

– Nie za ostro? To znaczy, nie obrazi się?

– Mówił pan, że piszecie pikantne esemesy, więc podałam pikantną treść. – Uśmiechnęłam się. – Poza tym większość kobiet uwielbia, gdy faceci komplementują ich tyłek, nawet jeśli robią to w tak bezpośredni sposób, niech mi pan wierzy.

– W takim razie zaraz wyślę zdjęcie i tekst o tyłeczku – mruknął do siebie, patrząc w ekran telefonu, i nie zwracał już na mnie uwagi.

– Powodzenia! – krzyknęłam i ruszyłam do wejścia.

Winda zawiozła mnie na górę. Weszłam po wąskich, krętych schodach na dach. Gdy otworzyłam drzwi, uderzyło we mnie chłodne powietrze. Nadal mocno wiało, a tutaj dało się to odczuć jeszcze bardziej. Dookoła panował półmrok, bo dach był oświetlony tylko punktowym, słabym światłem.

Ostrożnie podeszłam do barierki znajdującej się tuż przy krawędzi dachu. Nie miałam lęku wysokości, ale świadomość, że jeden krok dzieli mnie od przepaści, sprawiła, że trzęsły mi się nogi.

Ściągnęłam kaptur z głowy i pozwoliłam, by wiatr targał moje długie kosmyki. Odchyliłam się i spojrzałam w górę. Niebo było wolne od chmur i upstrzone gwiazdami.

Złapałam w usta zimny haust powietrza i przymknęłam oczy. Wszystko tutaj było jeszcze bardziej intensywne niż tam na dole. Nawet powietrze wydawało się bardziej rześkie, wolne od smogu i problemów codziennego świata. Spojrzałam ostrożnie w dół na migoczące światła i samochody, które przypominały kolorowe główki od szpilek. Miasto z góry wyglądało magicznie.

Już rozumiałam, czemu on lubi tu przechodzić. Z tego miejsca świat wydawał się błahy, mały, nieważny. Moje problemy też takie były, a tutaj mogłam nabrać do nich dystansu.

– Chyba nie zamierzasz skoczyć? – usłyszałam znajomy głos i drgnęłam zaskoczona. Pytanie zostało wypowiedziane nieprzyjemnym tonem. Poczułam się jak nieproszony gość.

Dopiero teraz go zauważyłam. Wcześniej nie miałam pojęcia, że tutaj jest i co gorsza, że mnie obserwuje. Siedział tam, gdzie ostatnio byliśmy razem – pod kominem na stercie poduszek. Widziałam tylko zarys jego sylwetki.

– Nie przypominam sobie, żebym cię tu zapraszał. – Jego ostry ton przeciął panującą między nami ciszę. Zrobiło mi się głupio. Weszłam w jego świat, naruszyłam prywatną przestrzeń.

– Ja… Przyszłam tylko na chwilę – zaczęłam się tłumaczyć. Bolało mnie jego wrogie nastawienie. Nigdy nie był wylewny, ale po tym, co zaszło między nami, myślałam… Widocznie się myliłam.

– Przepraszam. Masz prawo tu być. – Westchnął, jakby był zmęczony i zirytowany moją obecnością, ale jego głos był łagodny. – Ten dach nie jest moją własnością.

– Nieważne. Już sobie idę – wymamrotałam i skierowałam się do wyjścia.

– Zostań. Miejsca jest dużo, nie musimy sobie wchodzić w drogę.

Mówił o dachu czy ogólnie o całym naszym życiu i tym, co było między nami?

Wzruszyłam ramionami i bez słowa usiadłam przy drugim kominie. Chociaż dzieliła nas spora odległość, nie czułam się swobodnie. Mogłam sobie iść, ale jego obecność była uzależniająca, a on z chwili na chwilę intrygował mnie coraz bardziej.

Kątem oka obserwowałam, jak oparł głowę o ścianę i patrzył w niebo. Atmosfera zrobiła się ciężka i dołująca, a cisza panująca między nami ciągnęła się w nieskończoność.

– To, co napisałaś w esemesie, to prawda? – odezwał się w końcu lekko zachrypniętym, pełnym wyrzutu głosem.

Milczałam. Co miałam mu powiedzieć? Każda odpowiedź byłaby równie zła.

– Napisałaś, że to, do czego doszło między nami, nic dla ciebie nie znaczyło. To prawda? Pomyłka po pijaku? – zapytał nieco ostrzej, jakby chciał mnie sprowokować.

Wstałam i podeszłam do niego. Nie mogłam już znieść panującego między nami napięcia.

– Dałam ci taką odpowiedź, jakiej oczekiwałeś. Mężczyźni zazwyczaj wolą, żeby dziewczyna po wszystkim nie chciała się angażować. Było miło, a teraz spadaj, czy nie tak? – zapytałam drżącym głosem. Odpowiedziała mi głucha cisza. Może przesadzałam, ale jego ostry ton nie zachęcał do bycia miłą. Nie chciał mnie tu, to oczywiste.

– Skąd przyszło ci do głowy, że po wszystkim nie będę chciał cię znać? – Rider gwałtownie wstał i jeśli przed chwilą był na mnie zły, to teraz wyglądał, jakby miał zaraz wpaść w furię.

– Nie wiem. Po prostu pomyślałam, że jestem kolejną dziewczyną do zaliczenia. Poza tym nie powiesz mi chyba, że to, co zaszło, nie było pomyłką? – zapytałam, czując łzy w kącikach oczu.

– Fajnie byłoby jednak usłyszeć, że ci się podobało, a nie dostać esemesa, że to była szybka akcja po pijaku, po której nic nie poczułaś – stwierdził, spoglądając gdzieś poza mnie.

– Ach, a więc chodzi o twoje wybujałe ego? Mam skomleć, jaki jesteś cudowny w tych sprawach?! Przecież widziałeś, że było mi dobrze. – Ostatnie zdanie wypowiedziałam prawie szeptem.

Spojrzał na mnie. Przez chwilę miałam wrażenie, że z czułością, ale po sekundzie jego twarz znów przybrała obojętny wyraz.

– Wiesz, jaki jest twój problem? Za bardzo wszystko analizujesz i komplikujesz – powiedział oskarżycielskim tonem.

– Przed chwilą mówiłeś, że mam nie być obojętna, że chcesz, żebym coś czuła, a gdy właśnie mówię ci, co czuję, ty masz problem?! Zdecyduj się, dupku! – wybuchłam i miałam ochotę go spoliczkować.

– Ivy, czy możesz się w końcu zamknąć?! To nie jest dobry dzień na tego typu rozmowy – warknął i potarł dłońmi twarz. Wyglądał na zmęczonego. – Nie mów nic więcej, inaczej będę musiał cię uciszyć w inny sposób – dodał, uśmiechając się złowrogo.

– Tak, może od razu zepchnij mnie z dachu! Faceci! Gdy przychodzi do rozmowy, od razu się wycofują! – Zaczęłam znów mówić coraz szybciej i coraz głośniej. Czułam, że się nakręcam, a wszystkie tłumione emocje właśnie znajdują swoje ujście.

Nie dane mi było wygłosić do końca swojego monologu, bo Seth przerwał mi w pół słowa, podszedł do mnie zdecydowanym krokiem, przyciągnął do siebie i zmiażdżył moje usta swoimi. Czułam jego twardy zarost na policzku i łapczywe ręce, które mocno mnie objęły.

– Ostrzegałem cię – mruknął.

Próbowałam go odepchnąć, ale był silniejszy. Im bardziej się wyrywałam, tym jego pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne, jakby chciał mnie nimi naprawdę uciszyć. Zaczęłam opadać z sił. Jego usta wyssały ze mnie silną wolę. Chciałam tylko jego i wszystko inne przestało mieć znaczenie. Po chwili ustąpiłam i bezwiednie wplotłam swoje palce w jego włosy, wpuszczając język do środka moich ust. W odpowiedzi usłyszałam cichy jęk, jakby prosił o więcej. Westchnęłam i zaciągnęłam się wydychanym przez niego powietrzem. Pocałunek z zachłannego stał się bardziej powolny i czuły.

W końcu oderwaliśmy się od siebie, by złapać oddech. Oparł swoje czoło o moje i był tak blisko, że czułam, jak jego klatka piersiowa szybko unosi się i opada. Przejechałam dłońmi po jego policzkach, napotykając po prawej stronie na jakieś zgrubienia. Jedno ciągnęło się od ucha aż do wargi, drugie było niebezpiecznie blisko kącika oka. Skrzywił się pod wpływem mojego dotyku i gwałtownie odwrócił głowę, jakby nie chciał, bym coś zobaczyła. To były blizny. A raczej dopiero zabliźniające się rany. Nie widziałam ich w półmroku, ale czułam wyraźnie pod palcami.

– Seth? – zapytałam ostrzegawczym tonem.

– To nic wielkiego… – odpowiedział szybko.

– Powiedz mi.

Westchnął, jakbym prosiła o coś niemożliwego.

– To ojciec. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Szarpaliśmy się trochę, bo znów przepił kasę przeznaczoną na rachunki. Trafił mnie butelką. – Jego głos był pusty, wyprany z emocji.

– Wiesz, co by było, gdyby trafił w oko? – Próbowałam go dotknąć, ale on znów się odsunął.

– Rany nie są głębokie, za jakiś czas nie będzie śladu.– Westchnął sfrustrowany. – Dopóki nie załatwię ojcu odwyku, muszę to jakoś znosić. Jeszcze dwa, góra trzy miesiące i uzbieram na terapię dla niego.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. To nie przeze mnie dziś tu przyszedł. Miał poważniejsze sprawy na głowie.

Świat nie kręci się wokół ciebie, Ivy. Ludzie mają prawdziwe problemy, a ty właśnie zrobiłaś z siebie rozemocjonowaną idiotkę strzelającą fochy.

– Jeśli brakuje ci pieniędzy… ja… moi rodzice… Zawsze możesz liczyć na pomoc. – Nie wiedziałam, jak ubrać myśli w słowa.

Czułam się nieswojo, wiedząc, że jego dwa miesiące ciężkiej pracy to dla moich rodziców dwie minuty na wykonanie przelewu i nic nieznacząca kwota.

– Dzięki, ale nie mógłbym. Poza tym chcę to załatwić sam. Nie gadajmy już o tym – powiedział, po czym zaczął poprawiać poduszki. Po chwili rozłożył śpiwór. – Szykuję sobie miejsce do spania. Powiedzmy, że nie pokażę się w domu, dopóki ojciec trochę nie ochłonie.

– Nie ma mowy, żebyś tu spał. W nocy znów może padać, poza tym jest strasznie zimno. – Spojrzałam na niego z powagą.

– Nie pierwszy raz tu nocuję, wyluzuj.

– Idziesz ze mną. Mamy duży dom. Możesz spać w salonie albo w którejś sypialni.

– O nie! Po wczorajszej akcji Doug jest na mnie nieźle wkurwiony. Poza tym chyba podejrzewa, że ty i ja… No wiesz. – Seth zamknął oczy i pokręcił głową. – W każdym razie nie ma mowy, żeby mnie tam zobaczył.

– Wejdziesz drugimi drzwiami, od strony gabinetu ojca. Nawet nie zauważy. Jest tak skacowany, że pewnie już śpi. Możesz przenocować w moim pokoju – mówiłam do niego niemal błagalnym tonem.

Za bardzo mi zależało. Trudno mi było przyznać przed samą sobą, że nie chodzi tylko o bezinteresowną pomoc i obawę, że Seth zmarznie.

– W twoim pokoju, tak? – Uśmiechnął się łobuzersko, jakby wiedział, jakie grzeszne myśli krążyły po mojej głowie.

– Znajdę ci jakąś karimatę – dodałam szybko, próbując zachować resztki godności.

– Chcesz żebym spał na karimacie? Gdzie twoja gościnność? – Zgrywał oburzonego.

– Nie zaczynaj ze mną, bo zaraz zmienię zdanie. – Chwyciłam jego wytatuowaną rękę. Była ciepła, szorstka i sprawiała, że w dole mojego brzucha zaczynał tlić się ogień. Sądziłam, że zaraz wyszarpnie swoją dłoń z mojej, ale nic takiego się nie stało.

 

– Nie zgadniesz, z kim Stuart pisze ostre esemesy! – powiedziałam, gdy szliśmy w stronę schodów.

– Nie wiem, czy chcę wiedzieć. – Zaśmiał się, a ja po raz pierwszy dzisiejszego wieczoru widziałam go w dobrym humorze.

Mimo że stopnie były wąskie, schodziliśmy po nich, nadal trzymając się za ręce. W windzie staliśmy ramię w ramię, a ja myślałam o naszym pocałunku na dachu. Zapowiadała się długa noc. Kolejny raz sam na sam w moim pokoju. Kolejne kilka godzin z Riderem.

Pamiętaj, Ivy, tacy jak on wolą gonić króliczka. Gdy już go złapią, czar pryska. – Złośliwy głos w mojej głowie znów dał o sobie znać.

Spojrzałam na nasze splecione ręce i może znów byłam naiwna, ale miałam przeczucie, że będzie dobrze.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?