Rider

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Pokręciłam tylko głową, dając mu do zrozumienia, że nie. Byłam zbyt zaskoczona, by wydusić z siebie choćby słowo. Wstrzymałam oddech, gdy stanął przede mną i jednym szybkim ruchem rozciął dół mojego T-shirtu pionowo, poniżej piersi. Potem obie części materiału związał w supeł, odsłaniając mój brzuch. Zadrżałam: nie wiem, czy bardziej w obawie, że mnie skaleczy, czy może pod wpływem dotyku ciepłych palców na moim ciele. Mimo chłodu panującego po zmroku byłam rozgrzana aż za bardzo.

Rider kucnął i kazał mi się nie ruszać. Obiecał, że będzie ostrożny, a ja znów zaczęłam drżeć. Scyzorykiem odciął obie nogawki moich spodni. Uważał, aby mnie przy tym nie skaleczyć. Czułam, jak zimne ostrze muska moją skórę, ale nie na tyle mocno, by mnie zranić.

Jego powolne, precyzyjne ruchy i spojrzenie skupione na moim ciele… To wszystko było niesamowicie podniecające. Przynajmniej dla mnie, bo on pewnie po prostu świetnie się bawił.

Spojrzałam ze zdziwieniem w dół. Teraz miałam na sobie poszarpane szorty. Nie tak krótkie jak te, które nosiła Becky, ale wystarczająco, by wyeksponować co trzeba.

– Od razu lepiej. Nie wiedziałem, że jestem tak utalentowany. – Rider uśmiechnął się i jak na mój gust stanowczo za długo przyglądał się moim nogom. – Włóż kurtkę i możemy iść. Wmieszajmy się w tłum.

Ivy, robisz z siebie kompletną kretynkę! Koleś przebiera cię za zdzirowatą fankę motocykli i mówi ci, co masz robić, a ty bez mrugnięcia okiem godzisz się na wszystko. – Nieznośny głos w mojej głowie działał mi na nerwy.

Przecież to miał być jednorazowy wybryk. Mała plama na moim nieskalanym, nudnym do bólu życiu. Wiedziałam, że za kilka godzin znajdę się ponownie w swoim idealnym świecie. Dziś miałam szansę choć przez chwilę być kimś innym.

Ramoneska Ridera pachniała nim i nie chciałam nigdy jej z siebie ściągać. Może to było głupie, ale w tym kawałku skóry czułam się bardziej kobieco niż w dopasowanej sukience i szpilkach.

– Poczekaj, jeszcze jedna rzecz – rzuciłam w jego stronę, po czym wysunęłam wsuwki z koka. Jasne fale rozsypały się na moich ramionach.

Opuściłam głowę, targając lekko włosy, aby dodać im objętości, a gdy ją podniosłam, napotkałam jego spojrzenie. Patrzył na mnie w ten dziwny, przeszywający sposób. Dokładnie tak samo jak wtedy, gdy rozmawiałyśmy o moim tajemniczym tatuażu z Evą.

– Może jednak zrezygnujemy z tego baru? – Podszedł do mnie, a ja zaczęłam się zastanawiać, czy za tą propozycją kryje się obietnica szybkiego odstawienia mnie do domu, czy coś więcej.

– Skoro już tu jesteśmy, chcę się napić. Chyba zasługuję na drinka po tym, jak zniszczyłeś moje ciuchy? – Zaśmiałam się. Nie czekając na jego odpowiedz, skierowałam się w stronę lokalu. Musiałam trzymać dystans, jeśli nie chciałam zrobić niczego głupiego.

– Uprawiałaś kiedyś seks na motocyklu, Ivy? – Jego głos zawibrował przy moim uchu. Odwróciłam się, zaskoczona jego bliskością. Zakradł się do mnie jak dziki kot, polujący na swoją ofiarę. – Głupie pytanie, prawda? Przecież grzeczna Ivy Collins nigdy by tego nie zrobiła. – Czułam jego gorący oddech na swoich ustach, bo nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Patrzył na mnie tak, jakby rzucał mi wyzwanie. Choćbym chciała, nie byłam w stanie się ruszyć.

Musiał wiedzieć, że z wrażenia zmiękły mi nogi, bo chwycił mnie mocno i unieruchomił, owijając swoje ramię wokół mojej talii. Utonęłam w tym lodowym spojrzeniu i niemal zabrakło mi powietrza, gdy przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze.

– Ja też nigdy tego nie robiłem. Żadna z dziewczyn, które znam, nie zasługuje na to, by robić to z nią w ten sposób. Mogę je wszystkie pieprzyć, ale ten motocykl to mój Święty Graal i żadna z nich nie nadaje się do tego, by go zbezcześcić. Chociaż niedawno pojawiła się jedna taka… – mówił powoli i wpatrywał się w moje usta.

– Muszę iść… – wymamrotałam bez sensu, bo nagle ogarnęła mnie panika. Chciał mnie. Świadomość tego była obezwładniająca.

– Twoje ciało pasuje do niego idealnie – kontynuował, ignorując to, co powiedziałam. – Wyobraź sobie, że przylegasz brzuchem do siedzenia, wypinasz swój seksowny tyłek, a ja biorę cię od tyłu. Tu i teraz, na tym parkingu.

Przymknęłam oczy. Inny mężczyzna za taki tekst dostałby ode mnie w twarz. Ale nie on. Sposób, w jaki do mnie mówił, był tak lubieżny i grzeszny, że bez trudu doprowadziłby mnie do orgazmu.

– Albo wyobraź sobie, że wyginasz na siedzeniu swoje plecy w łuk w ekstazie, kiedy biorę cię od przodu. Albo jeszcze inaczej: siedzisz na mnie i robimy to na jeźdźca. Masz to przed oczami, Ivy? Bo ja mam te obrazy w swojej głowie cały czas. Są jak jakiś pieprzony, zapętlony film. Mam tak od chwili, kiedy tylko cię zobaczyłem wczoraj na wyścigach.

Poczułam jego palce na policzkach i wargach. Oblizałam usta i chciałam więcej.

On lubi gonić króliczka, Ivy. Nie bądź głupia. Sprzedał ci bajer o seksie na motocyklu. Jak myślisz, ile razy Becky słyszała podobne słowa? – Głos w mojej głowie sprawił, że odzyskałam zdolność myślenia.

– Moglibyśmy to zrobić… – kontynuował Rider i wodził mnie na pokuszenie.

Dotknęłam palcem kolczyka w jego wardze. Czułam ciepło bijące od jego ust i gładki, ostro zakończony metal. Doskonałe połączenie.

– Masz rację, ale jest jeden problem. Zapomniałeś już, że nie tykasz dziewczyn takich jak ja – powiedziałam powoli, po czym zrobiłam pauzę, napawając się jego zdziwieniem. – Jak ty to ładnie ująłeś? Ach, już pamiętam! Nie tykasz takich niepokalanych dziewic jak ja! Dokładnie tak powiedziałeś. Tak że nie. Nie możemy tego zrobić – dodałam z sarkazmem, tuż przy jego ustach, z satysfakcją obserwując, jak wykrzywiają się w grymasie. – A teraz chodźmy już, chcę się napić. – Odwróciłam się na pięcie i pomaszerowałam do budynku. Jeden zero dla mnie.

* * *

W środku było tłoczno, pachniało piwem i tanimi perfumami. Przeciskałam się między spoconymi facetami w wieku mojego ojca. Zauważyłam dziewczyny podobne do Becky i kobiety w wieku mojej mamy w bardzo wyzywających strojach.

Po drodze usłyszałam kilka zaczepek i gwizdów. Czyjeś ręce wylądowały na mojej talii, ale Rider szybko zareagował i dał komuś „delikatnie” do zrozumienia, że jestem z nim. Udało mi się dopchać do baru, który obsługiwał osobliwy mężczyzna – na oko czterdziestoletni krzepki typ, wyglądający jak skrzyżowanie Hulka i Jima Carreya. Równie dobrze mógłby tu stać na bramce. Jego masa mięśniowa budziła respekt.

Barman przywitał się z Riderem jak ze starym dobrym znajomym. Widać ktoś był tutaj stałym bywalcem. Kilka osób przyglądało się nam z zaciekawieniem, a ja czułam się jak kanarek wpuszczony do klatki z sępami.

– Nie powinnaś pić, dopiero co miałaś robiony tatuaż. – Rider usiadł na stołku obok mnie.

– To po co mnie tutaj przywiozłeś, hm?

– No dobra, jeden słaby drink. – Westchnął. – Tylko nie zamawiaj malibu, mohito ani innego gówna. Ja rozumiem, że wy kobiety lubicie takie badziewie, ale błagam, to klub motocyklowy!

Uśmiechnęłam się i najsłodszym głosem, jaki potrafiłam z siebie wydobyć, zwróciłam się do barmana:

– Wódka z sokiem truskawkowym. Wódka podwójna, potrzebuję czegoś mocnego.

Koleś mruknął pod nosem coś na temat tego, że wódka i sok truskawkowy to hańba dla jego barmańskich umiejętności i że po takim połączeniu obudzę się jutro z kacem stulecia. Miałam to gdzieś. Chciałam narobić wstydu Riderowi. Może nawet upić się i zatańczyć na stole. Byłam nierozsądna, bo przecież wiedziałam, że picie alkoholu po sesji w salonie tatuażu nie jest wskazane, ale tego wieczora postanowiłam mieć gdzieś wszelkie zasady. Całe życie robiłam wszystko tak jak trzeba i byłam odpowiedzialna. A teraz chociaż przez kilka godzin mogłam zrobić od tego wyjątek.

Rider patrzył na mnie tym swoim nieodgadnionym wzrokiem i nie miał pojęcia, że ciągle o nim rozmyślam. Stawał się moją niezdrową, wstydliwą obsesją. Jak podjadanie chipsów o czwartej nad ranem.

– Tylko nie przesadź. Masz się trzymać prosto na motocyklu, a tatuaż musi się dobrze zagoić. – Wskazał na różowego drinka, którego właśnie mi podano, a sam zamówił sprite’a z lodem.

– Dobrze, tatusiu. – Zasalutowałam w jego stronę. Barman zaczął się z nas śmiać, a Rider przewrócił oczami, zażenowany moim zachowaniem.

– Zaraz wracam. – Nagle jego wzrok powędrował w głąb sali. – Pójdę się tylko przywitać ze starym kumplem. Nie widziałem go dobre kilka lat. Nie ruszaj się stąd. Will będzie mieć na ciebie oko.

– Nie musisz być taki nadopiekuńczy. Jestem już duża i świetnie sobie radzę – wymamrotałam, ale on już sobie poszedł.

Ku niezadowoleniu Willa zamówiłam jeszcze dwa drinki z podwójną wódką i sokiem. To wystarczyło, by świat zaczął wirować.

Rider nie wracał, a stołek obok mnie zajął jakiś chłopak z bujnymi blond włosami. Patrzył na mnie z zainteresowaniem i zauważyłam, że jest całkiem przystojny. Typ kalifornijskiego surfera.

– Hej, nigdy cię tu nie widziałem. Zapamiętałbym taką ślicznotkę. – Uśmiechnął się, ukazując idealnie białe zęby. – Jestem Pierce, ale mówią na mnie Johnny Bravo. Nie pytaj dlaczego, stare dzieje.

– Wybaczam ci twój nieudolny podryw. – Wyciągnęłam do niego dłoń. – Ivy. Możesz postawić mi drinka, bo mój kolega to palant, który zostawił mnie tutaj samą i ma mnie w dupie. Szczerze? To dobrze, bo ja mam go dokładnie w tym samym miejscu! – Miałam słowotok i mówiłam niewyraźnie, a to oznaczało, że drinki zaczęły działać.

– Palant już wrócił i cię stąd zabiera. Natychmiast – usłyszałam za plecami znajomy głos, a chłopak obok mnie ze świstem wciągnął powietrze.

– Nigdzie nie idę. Zniknąłeś gdzieś, a teraz wydajesz mi polecenia?! Zresztą ja dopiero zaczynam dobrą zabawę. Z Johnnym Bravo. – Starałam się brzmieć jak pewna siebie, wyzwolona kobieta, ale zachwiałam się na stołku i głośno czknęłam, więc wyszło dość żałośnie.

 

– Johnny Bravo aż prosi się o wpierdol. – Rider rzucił blondynowi ostrzegawcze spojrzenie. – Dziwię się, że nadal masz tutaj wstęp.

– Sama chciała, żebym postawił jej drinka. – Chłopak wiercił się nerwowo na stołku.

– Wypierdalaj, zanim stracę cierpliwość.

– Spokojnie! Nie chcę tu rozróby! – Will wyszedł zza baru i stanął obok Ridera, który właśnie chwycił Johnny’ego Bravo za koszulkę i zrzucił go ze stołka. – Miałem na nią oko. Ten dupek nic by jej nie zrobił.

Nie rozumiałam, o co im chodzi. Wszystko wirowało, a żołądek podchodził mi do gardła.

– Dzięki, Will, ale my i tak już wychodzimy. – Rider chwycił mnie za ramię i wymownie spojrzał na drzwi. – I dobrze ci radzę, nie wpuszczaj takich kutasów jak on do lokalu.

Gdy stanęliśmy przed budynkiem, moją twarz owiało chłodne powietrze. Alkohol nadal szumiał mi w głowie, ale rześka noc sprawiła, że poczułam się trochę lepiej. Will miał rację: wódka i sok truskawkowy to nie był najlepszy pomysł.

– Czy ty, kurwa, wiesz, co robisz?! – wykrzykiwał Rider, gdy prowadził mnie na parking. Nadal miałam problem, żeby iść prosto.

– Dobrze się bawię, a ty to psujesz – mruknęłam pod nosem.

– Jesteś pijana, a ten koleś to największy złamas na tej planecie!

– Był dla mnie miły, a ty mnie zostawiłeś! – Wyrywałam się mu, bo chciałam iść sama. Ruszyłam chwiejnym krokiem przed siebie, a potem zmieniłam zdanie i zawróciłam w stronę lokalu. Oczywiście zrobił to, co zwykle: dogonił mnie, chwycił i odwrócił w swoją stronę.

– Ivy, posłuchaj, co do ciebie mówię, i chociaż raz nie bądź uparta! Ten koleś dwa tygodnie temu omal nie zgwałcił jednej dziewczyny na parkingu po tym, jak dosypał jej czegoś do drinka! – Potrząsnął moimi ramionami, tak jakby chciał mnie obudzić ze złego snu.

– Skąd mogłam wiedzieć?!

– Dobra. Nie kłóćmy się już o to. Nie powinienem był cię tam zostawiać samej. – Usłyszałam jego zrezygnowane westchnienie. Znów był opanowany. – Dasz radę jechać czy czekamy, aż wytrzeźwiejesz? – zapytał, uśmiechając się złośliwie.

– Oczywiście, że dam radę!

Starałam się iść prosto, aby udowodnić mu, że wcale nie jestem pijana.

Zapamiętać: trzy drinki z podwójną wódką to dla ciebie za dużo, Ivy.

Usłyszałam za sobą ten jego seksowny śmiech. To chyba oznaczało, że moje poczucie równowagi nadal było zaburzone.

W końcu dotarliśmy do motocykla. Rider wsiadł pierwszy, mrucząc coś pod nosem o truskawkach, alkoholu i bogatych panienkach. Miałam gdzieś, co o mnie myśli. Byłam trochę pijana, trochę zmęczona i trochę zauroczona jego osobą. Usadowiłam się z tyłu i wtuliłam się w szerokie plecy. Miałam ochotę nigdzie się stąd nie ruszać.

– Przed nami jeszcze tylko jedno miejsce. Trzymaj się mnie mocno, czarodziejko. Nie chcemy, żebyś rozwaliła sobie ten swój zgrabny tyłek – mruknął i odpalił silnik.

Kręciło mi się w głowie, ale tym razem to nie była wina alkoholu. Moje ręce błądziły po jego torsie, choć wiedziałam, że powinnam trzymać je grzecznie splecione. Nie protestował. Albo mu się podobało, albo nawet nie zwrócił na to uwagi.

Gdy mijaliśmy ratusz, zerknęłam na zabytkowy zegar. Dochodziła trzecia nad ranem, co oznaczało, że pozostały tylko dwie wspólne godziny. Sto dwadzieścia minut z Riderem.

Zadziwiające, co ten chłopak ze mną zrobił. Jeszcze niedawno chciałam, by nasze dziesięć wspólnych godzin szybko się skończyło. Teraz zostały tylko dwie i pragnęłam, by trwały wiecznie.

* * *

Jechaliśmy w kierunku mojego domu. Mijaliśmy coraz to bardziej znajome budynki. Byłam zawiedziona. Przecież obiecał mi jeszcze jedno miejsce.

Na szczęście dwie przecznice dalej skręcił i zaparkował przed wysokim apartamentowcem. Kojarzyłam to miejsce – luksusowy budynek, w którym bogaci, piękni i młodzi kupowali za grubą kasę designerskie mieszkania. To miejsce nie było w jego stylu, dlatego zastanawiałam się, po co tutaj przyjechaliśmy.

Gdy zsiedliśmy z motocykla, poprowadził mnie przed bramę, po czym przywitał się z siedzącym w portierce ochroniarzem: starszym, uśmiechniętym jegomościem. Mężczyzna wpuścił nas do środka jak gdyby nigdy nic.

– To Stuart – poinformował mnie Rider, widząc moje zdziwienie. – Pomogłem wyremontować jego stary motocykl z sześćdziesiątego drugiego. Za to daje mi fory i wpuszcza tu w razie potrzeby.

– W razie potrzeby?

– Powiedzmy, że przychodzę tu przekimać, gdy nie mogę lub nie chcę spać w swoim domu. – Wskazał głową na windę, a ja zastanawiałam się, co oznacza „nie mogę spać w swoim domu”. Pomyślałam, że to pewnie jego miejsce schadzek. Wszystko jasne, to właśnie tutaj zalicza panienki.

Byłam pewna, że zaprowadzi mnie do jakiegoś mieszkania, jednak wjechaliśmy na samą górę. Weszliśmy po krętych schodach wprost na dach. To było jedno z tych miejsc, jak ze słynnych komedii romantycznych, gdzie para spotyka się i wpatruje w gwiazdy. Byłam zachwycona, bo nigdy nie byłam na dachu jakiegokolwiek budynku, nie licząc wspinania się w dzieciństwie po moim domku na drzewie.

Spojrzałam w górę. Nad nami było tylko czyste czarne niebo, a z dołu dobiegał szum przejeżdżających samochodów i gwar miasta.

– Całkiem fajna miejscówka do spania, prawda, Collins?

– Nie przyszliśmy tu chyba spać? – Spojrzałam na niego i się zachwiałam. Alkohol nadal krążył w moich żyłach, a ja wciąż gadałam głupoty, choć czułam się już znacznie lepiej.

Nie odpowiedział, tylko podszedł do dużej drewnianej skrzyni ustawionej przy drzwiach. Wyciągnął koc, poduszkę, butelkę wody mineralnej i aspirynę.

– Zestaw na kaca? To tu odsypiasz zakrapiane imprezy? – Zaśmiałam się, widząc, co dla mnie przygotował.

– Nie tylko. Powiedzmy, że nie zawsze mam ochotę spać w domu, gdy ojciec znów jest nawalony albo posuwa swoją kolejną dziwkę – stwierdził i zaczął wpatrywać się uporczywie w niebo. Nie chciał o tym gadać, to oczywiste.

Uświadomiłam sobie, że moje problemy pod tytułem „Brak wypasionych, zagranicznych wakacji” to nic w porównaniu z jego życiem. Nie chciałam być traktowana powierzchownie, a przecież sama oceniałam go po okładce.

Obserwowałam, jak rozkłada poduszki i siada na kocu, klepiąc miejsce obok siebie. Dołączyłam do niego, choć nadal byłam onieśmielona całą sytuacją między nami. Zostaliśmy sami. Nie było Molly, motocyklistów, Willa czy Stuarta. Tylko ja i on.

To miejsce było niesamowite – wprost stworzone do tego, by patrzeć w niebo i całować się do rana. Problem w tym, że ja byłam pijana, a on pewnie już myślał o tym, by jak najszybciej odstawić mnie do domu i iść spać.

– Łyknij aspirynę i popij wodą albo czeka cię ciężki poranek. – Podał mi butelkę i lekarstwo. Wykorzystałam okazję i dotknęłam jego dłoni.

– Co oznaczają te tatuaże? – zapytałam, wodząc palcami po jego kostkach. Miał dwa inicjały na knykciach każdej dłoni.

Wyrywał mi się i szybko schował ręce do kieszeni, jakby mój dotyk go parzył.

– To smutna historia, Ivy. Nie chcę o tym rozmawiać. Wypij wodę. Zaraz zobaczysz najpiękniejszy wschód słońca, dokładnie za piętnaście minut – zmienił temat.

Spojrzałam na zapierający dech w piersiach widok z dachu. Miałam przed sobą panoramę miasta i nawet mój dom był dość dobrze widoczny. Noc chowała się za horyzontem, a granatowe niebo ustępowało powoli różowo-złotemu brzaskowi.

Jeszcze tylko piętnaście minut do wschodu. Tylko piętnaście minut i koniec tego wszystkiego. Jutro o tej porze będę dla niego tylko wspomnieniem jednego z wielu rozrywkowych wieczorów. Jedną z wielu dziewczyn.

Powieki zaczynały mi ciążyć. Byłam senna i zła, że ostatnie minuty marnowaliśmy w ten sposób. Chciałam więcej. Chciałam, by patrzył na mnie tak, jak wtedy na parkingu przed barem. By znów mnie kusił i namawiał do złego. Tymczasem on milczał, wpatrzony w horyzont, a ja robiłam wszystko, żeby nie zasnąć. Może i trzeźwiałam, ale alkohol połączony z brakiem snu to mieszanka, która powaliła mnie na kolana.

Gdy moja głowa niekontrolowanie opadła na jego ramię, nie protestował. Czułam, jak zatapia nos w moich włosach, zaciągając się ich zapachem.

– Nie śpij, czarodziejko. Ominie cię wschód słońca – mruknął.

Nie miałam siły, żeby mu odpowiedzieć, a tym bardziej żeby się ruszyć. Położyłam głowę na jego kolanach i zamknęłam oczy.

– Czy ktoś przysłał cię z góry, żebyś spełnił moje życzenia? – zapytałam, uchylając jeszcze na moment powieki. Przez chwilę był zaskoczony, ale potem na jego twarz wjechał ten seksowny, zadziorny uśmiech. – No powiedz? Jesteś pieprzoną złotą rybką czy jak? – wymamrotałam sennie. – Jesteś bardzo dobry w spełnianiu życzeń, wiesz? Najlepsze żarcie, tatuaż, bar z drinkami, które robią krzywdę, i jeszcze wschód słońca…

– Chyba nie do końca wytrzeźwiałaś, bo gadasz głupoty. – Pogłaskał mnie po włosach. – Nie zasypiaj. Co powie Doug, gdy odstawię cię do domu w takim stanie? Ivy, słyszysz?

Nie miałam siły odpowiadać. Chciałam spać.

Nie pamiętałam nic więcej poza urywkami. Rider niosący mnie do windy i mówiący do siebie coś na temat tego, że kobiety plus alkohol to zło. Doug krzyczący na niego. Uśmiechnęłam się tylko głupio przez sen, gdy Rider wkładał mnie w jego ramiona. Doug, który kładzie mnie na łóżko. Zapach domu. Miękka pościel. To by było na tyle.

Brawo, Ivy Collins! Właśnie zmarnowałaś najbardziej romantyczną noc swojego życia.

Rozdział 4

Seth

Obiecałem sobie, że odeśpię tę noc, gdy tylko wrócę. O piątej trzydzieści miałem być już w łóżku i nie zważając na pochrapywanie ojca w pokoju na dole, spokojnie zasnąć. Była za dziesięć ósma, a ja leżałem i wpatrywałem się w brudny sufit.

Nie, to nie była wina ojca. To wszystko przez pieprzone widmo, które nawiedzało moją głowę, ledwo zdążyłem zamknąć oczy. To widmo nazywało się Ivy Collins, pachniało watą cukrową, miało pieprzyk nad prawym obojczykiem i najbardziej niebieskie oczy, jakie w życiu widziałem. Nie tak sobie zaplanowałem tę noc. Ta dziewczyna była jak mocna dawka kofeiny rano. Na samo jej wspomnienie mój puls przyspieszał.

Podniosłem się, a moje stare łóżko zaskrzypiało niemiłosiernie głośno. Wziąłem z szafki papierosa. Zaciągnąłem się, opadłem na poduszki i przymknąłem oczy. Nie, nie ma, kurwa, mowy o spaniu. To wszystko przez nią.

Zauważyłem ją już w zeszłym roku. Ja i jej brat byliśmy w ostatniej klasie, ona była pierwszoroczniaczką. Nigdy nie tykałem dziewczyn z młodszych roczników, choćby nie wiem jak były atrakcyjne. Zazwyczaj robiły sobie zbyt wielkie nadzieje, łaziły za mną i nie docierało do nich, że to tylko seks i zabawa.

Ale dla niej byłem gotów zaryzykować. Od razu zwróciłem na nią uwagę, gdy stała wśród grupki innych pierwszoklasistek, które na jej tle wypadały blado. Była jak kwiat na pustyni, jak ostatnia puszka zimnej coli w automacie w upalny dzień. Wiedziałem, że to nie jest typ dziewczyny na jedną noc, a jednak ciągnęło mnie do niej. Na szczęście kumple wybili mi ją z głowy. Connor powiedział wtedy:

– Stary, spójrz na nią. To pieprzona perfekcjonistka. Jej lakier do paznokci kosztuje więcej niż twoje wszystkie ciuchy, ma zawsze idealnie wyprasowane ubrania i założę się, że podkreśla tematy w zeszycie na kolorowo. SPECJALNYMI flamastrami.

– No i co w związku z tym? – zapytałem głupio, nadal zapatrzony w Ivy gadającą z koleżankami.

– To, frajerze, że ona żyje w swojej idealnej bańce szczęścia! Wiesz, jednorożce, kąpiel w nutelli, te sprawy. Jej życie to zakupy i perfekcyjne wyjazdy z perfekcyjną rodzinką. Jak myślisz, jak by cię przedstawiła swoim starym? „Mamo, tato, to Seth. Zarabia na nielegalnych wyścigach, poza tym jego życie to jeden wielki syf”. – Connor powiedział ostatnie słowa piskliwym głosem, udając dziewczynę.

– To wcale nie musi tak wyglądać. Poza tym, człowieku! Chcę ją wyrwać, a nie poznawać jej starych – wyjaśniłem jakoś bez przekonania.

Już wtedy wiedziałem, że Connor ma rację. Opisał mnie idealnie. Ja i moje problemy, ojciec, brak kasy i perspektyw. Ivy Collins to nie był mój poziom.

– Nie łam się. Pewnie jest drętwa w łóżku i robi to tylko przy zgaszonym świetle. – Poklepał mnie pokrzepiająco po plecach.

– No nie wiem, wygląda na taką cichą wodę. Znacie ten typ dziewczyn: w dzień spokojna, w nocy prawdziwa petarda – wtrącił Mike, który razem z nami obserwował Ivy.

– Rider, możesz przebierać w dupeczkach, więc odpuść sobie tę bogatą paniusię. Spójrz, jakie mięsko przechadza się po szkolnych korytarzach. – Connor uśmiechnął się i wskazał na grupkę szczerzących się do nas trzecioklasistek.

 

Tym sposobem zapomniałem o Ivy Collins. Podziwiałem ją tylko od czasu do czasu, tak jak dziecko podziwia zabawkę na wystawie w sklepie.

Na początku im bardziej wiesz, że jej nie dostaniesz, tym bardziej jej pragniesz. To taka mała obsesja. Oglądasz upragnioną rzecz z przyciśniętym do szyby nosem. Ale z czasem twój zapał spada i zadowalasz się nędzną podróbką. Może to nie oryginał, ale przynajmniej jest realna i możesz ją mieć od razu. Tak właśnie było ze mną. Inne dziewczyny nie mogły równać się z nią, ale były na wyciągnięcie ręki. Zawsze chętne, z mojego świata i na moim poziomie. Miały podobne życie i podobne problemy. Mogliśmy wspólnie ponarzekać na parszywą rzeczywistość, a potem uprawiać seks, by choć na chwilę o wszystkim zapomnieć.

Z czasem Ivy stała się tylko mglistym wspomnieniem. Wyidealizowaną zjawą, która coraz rzadziej grała główną rolę w moich erotycznych snach. Skończyłem szkołę, a w Huntley było wiele innych dziewczyn. Zapominałem o niej.

Przynajmniej tak było do niedawna. Do czasu, aż pieprzony Doug przyprowadził ją na nasz wyścig. Miała na sobie mundurek i chyba nie muszę mówić, jak to działa na większość facetów. Wyglądała jak bohaterka japońskiego anime dla dorosłych.

Sorry, mamo. Nie moja wina, że w internecie tego typu filmy same wskakują do przeglądarki, ledwo człowiek naciśnie coś na klawiaturze.

W mojej głowie już zrywałem z niej plisowaną spódniczkę, ściągałem z jej długich nóg te niewinnie wyglądające zakolanówki. Skarciłem się w myślach: Skup się na wyścigu, ta panna jest poza twoim zasięgiem.

Starałem się myśleć o Becky. Zawsze chętnej i całkiem niezłej. Wiele razy mówiłem jej, że nie mamy siebie na wyłączność i chodzi tylko o seks. Wiedziałem jednak, że ona liczy na coś więcej. Z jednej strony podziwiałem jej upór, z drugiej jej współczułem. Po cichu desperacko liczyła, że jeśli zawsze będzie blisko, to w końcu miłość do niej spadnie na mnie jak grom z jasnego nieba. Nie, nie spadła.

Było mi trudno żyć ze świadomością, że być może łamię jej serce, ale potrzebowałem jej w ściśle fizycznym, samolubnym tego słowa znaczeniu. Czym właściwie różniłem się w tym momencie od mojego ojca posuwającego tanie dziwki? Przerażało mnie, że byłem tak bardzo podobny do niego. Co prawda nie piłem na umór, ale miałem inne nałogi – seks i szybką jazdę motocyklem.

W ściganiu się było jeszcze coś. Kasa. Potrzebowałem pieniędzy, żeby wyjechać do Nowego Jorku, a ojca wysłać na odwyk. Taki był mój plan i jedyna szansa na odbicie się od dna. Pieniądze z funduszu mamy starczały na opłacenie rachunków, ale co z resztą wydatków?

Widziałem, jak ojciec po jej śmierci stacza się każdego dnia coraz bardziej. Wiele razy, kiedy już słaniał się na nogach, zarzucał mi, że to przeze mnie zginęła. Jakby to była moja wina, że jadąc po mnie do szkoły, miała wypadek. To był tylko jego pijacki bełkot, a jednak gdy pierwszy raz to powiedział, coś we mnie pękło. Usłyszeć coś z ust ojca, będąc dzieckiem, to jak usłyszeć prawdę objawioną, więc uwierzyłem i zacząłem traktować siebie jak śmiecia. Dopiero psycholog pomógł mi spojrzeć na wszystko trzeźwo. Ojciec jednak nie chciał pomocy dla siebie, choć mu ją proponowałem. Wódka była jego antidotum na wspomnienia o mamie.

Z czasem doszły kobiety. Na początku panie całkiem na poziomie, ot, zwykłe znajome, które stawały się kimś więcej. Miałem nawet nadzieję, że ojciec się ustatkuje. Potem zaczął po prostu płacić za seks i przyprowadzać prostytutki. Nasz dom zmieniał się w melinę, a on sprzedał większość rzeczy, by mieć na chlanie. Zacząłem coraz rzadziej tam sypiać, bo nie chciałem widzieć, jak wszystko, o co dbała mama, niszczeje.

Podświadomie obwiniałem ją o to, w jakim stanie był ojciec. Kochał ją zbyt mocno, więc gdy umarła, on umarł razem z nią. Słyszałem, jak pieprząc za ścianą dziwki, nazywał je jej imieniem. Wtedy obiecałem sobie, że nigdy się nie zakocham, bo widziałem, co miłość potrafi zrobić z człowiekiem.

Dopiero niedawno ojciec po długich namowach zgodził się na odwyk, ale prywatne leczenie sporo kosztowało. W Lizard zarabiałem nieźle, niestety większość szła na bieżące opłaty i długi, których staruszek narobił po pijaku. Zdarzało się też, że kasa po prostu znikała – gdy dobrze jej nie schowałem, potrafił wszystko przepić.

Poza tym miałem swoje ambicje. Chciałem się bardziej rozwijać i nauczyć czegoś nowego, a w Huntley wyczerpałem już wszystkie możliwości. Jakiś czas temu dawny kumpel ze szkoły zaproponował mi darmowy staż w całkiem niezłym studiu w Nowym Jorku. To była jedyna szansa, by wskoczyć na wyższy poziom, zostawić za sobą to miasto i wszystkie złe wspomnienia.

Powstrzymywał mnie tylko brak pieniędzy. Potrzebowałem ich, bo życie w metropolii nie należało do tanich, tak samo jak odwyk ojca. Tak więc jeśli tylko miałem możliwość, profity z tatuowania i wyścigów odkładałem na swoje marzenia.

Lubiłem się ścigać, choć od pewnego czasu robiłem to głównie dla zarobku. Bogate dzieciaki z przedmieść działały mi na nerwy, ale chętnie zapraszałem je na tor, bo można było wtedy ugrać duże sumy. Nic nie mogłem na to poradzić – miałem uprzedzenia do lokalnej elity. Nie wiedzieli zbyt wiele o życiu, a bogate panienki były zazwyczaj zimnymi sukami, patrzącymi na wszystkich z góry. Ivy też sprawiała takie wrażenie. Z kolei nadziani kolesie szpanowali samochodami i motocyklami, a sami często nie mieli jaj, by komukolwiek się postawić.

Jednym z niewielu, których darzyłem szacunkiem, był Doug. Co prawda lubił się przechwalać, ale widziałem, że szanuje pieniądze i ma głowę na karku. Konkurowanie z nim było przyjemnością, bo jako jeden z niewielu mógł mi dorównać.

Na ostatnim wyścigu już od samego początku wyczułem, że mam nad nim przewagę. Dawałem mu jednak złudną nadzieję i pozwoliłem prowadzić niemal do końca. To tylko podkręciło moją wygraną, a wisienką na torcie była jego mina.

Tamtego dnia złapałem doła. Ojciec znów znalazł pieniądze, które odłożyłem na rachunki, i wszystko przepierdolił. Tłumaczył się jak zawsze, ale nie chciałem tego słuchać. Desperacko potrzebowałem powietrza, ucieczki z tego miasta. Musiałem zdobyć więcej kasy. To dlatego powiedziałem Collinsowi, że ścigamy się o większą stawkę. Niestety moją żyłkę do interesów szlag trafił, gdy zobaczyłem jego siostrę w tym przeklętym mundurku. Obserwowałem, jak odpyskowuje Becky, a jej blond włosy falują na wietrze.

Może jednak droga zabawka jest w zasięgu ręki? Wystarczy, że rozbijesz szybę na wystawie i weźmiesz ją sobie. Tak po prostu.

Powiedziałem Collinsowi, że chcę się o nią ścigać. Dopiero po fakcie uświadomiłem sobie, że pieniądze, których tak potrzebowałem, przeszły mi koło nosa, a w zamian dostałem jakąś zblazowaną i nieźle na mnie wkurwioną snobkę.

Mimo to chciałem porwać ją na jedną noc, pokazać wszystkie niegrzeczne rzeczy i miejsca. Miałem ochotę zostawić rysę na jej idealnym życiu. Nie chciałem z nią flirtować ani myśleć o niej dziesięć po ósmej następnego dnia. No cóż, nie wszystko toczy się w życiu tak, jak wcześniej założyliśmy.

Ponownie zaciągnąłem się papierosem.

Miała trzy pieprzyki na szyi. Jeden pod płatkiem ucha, drugi tuż pod linią szczęki, a trzeci pod prawym obojczykiem. Gdyby była moja, przesunąłbym po nich językiem po kolei, zaczynając od tego przy uchu, łącząc je wszystkie niewidzialną linią…

Dobrze się stało, że jej nie pocałowałem. To mogłoby się źle skończyć. A najgorzej skończyłoby się dla mnie, gdyby Doug o wszystkim się dowiedział. A teraz? Leżałem w swoim łóżku i nie mogłem spać, bo desperacko potrzebowałem seksu, by zapomnieć o Ivy Collins.

Zapewne, gdy się obudzi, zrobi sobie idealną owsiankę, w swoim przekurewsko idealnym domku i umówi się z jakimś idealnym, bogatym kolesiem, bo dlaczego miałaby zawracać sobie głowę kimś takim jak ja.