Zagubieni w płatkach śnieguTekst

Z serii: Trylogia uczuć #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Anna Crevan Sznajder

Zagubieni w płatkach śniegu

Opowiadania zimowe

Saga

Zagubieni w płatkach śniegu

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2019, 2021 Anna Crevan Sznajder i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726871401

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

www.sagaegmont.com

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

1. MIKOŁAJKI
Ann

To był zwykły dzień, początek grudnia – mikołajki, ale w Japonii nie obchodzi się świąt tak jak w Europie. Mimo to koniecznie chciałam kupić Kenjiemu jakiś prezent. Wyszłam na miasto ubrana na cebulkę. Termometr wskazywał minus siedem stopni. Śnieg jeszcze nie spadł i szare, bezlistne drzewa zasmucały swoim widokiem. Jaka szkoda! Byłoby super, gdyby jednak sypnęło. Opatuliwszy szyję ciaśniej szalikiem, wałęsałam się po ulicach Tokio, by znaleźć jakiś drobiazg na tę okazję, co graniczyło z cudem. Słodycze mnie nie zadawalały, bo postanowiłam sama upiec coś słodkiego. Nic mi do głowy nie przychodziło, dopóki nie natrafiłam na sklep z bielizną. Tam na wystawie, wśród tandetnych, nieco przesłodzonych mikołajków i ozdób, zauważyłam coś ciekawego. Weszłam, a po kilku minutach wyszłam, dzierżąc w dłoniach niewielką torebkę z ozdobnym, kolorowym nadrukiem. Z szerokim uśmiechem, zadowolona z siebie, poszłam jeszcze po kilka rzeczy do spożywczego. W ogromnym markecie grali już kolędy, a mnie udzielił się świąteczny nastrój. Nucąc pod nosem, zrobiłam potrzebne zakupy. Kiedy jednak wstąpiłam do perfumerii, wpadłam na osobę, której nie spodziewałam się tam spotkać.

– Mała!

Koichi ucieszył się na mój widok, a mnie jak zawsze zamarło serce. Głupia jestem, że tak reaguję. Od razu przeszedł mi dobry humor. Taro ubrany był w srebrzystoszarą kurtkę z kapturem obszytym futerkiem, jasne dżinsy i granatowy golf idealnie podkreślający kolor jego oczu.

– Koichan? Co ty tu…

Zmieszał się, co zdawało mi się trochę dziwne.

– Nic, już wychodziłem. A ty?

– Chciałam kupić coś dla Ryu, a przy okazji zobaczyć, czy jest rabat na moje ulubione perfumy. Zazwyczaj są drogie.

– Naprawdę?

– Niestety! Kupuję je tylko w promocji, co nie zdarza się często, więc muszę ich oszczędnie używać, choć bardzo je lubię.

Podrapał się po głowie, jak zawsze, gdy był zażenowany.

– A mogę ci towarzyszyć? Często się zastanawiam, jakich perfum używasz, bo pachniesz bosko!

Rzuciłam mu takie spojrzenie, że powinien się zapaść pod ziemię, ale stał z miną szczeniaczka. I jak tu takiemu odmówić? Przecież to nic wielkiego, że pójdzie ze mną po te perfumy. Bez słowa zabrał ode mnie ciężkie zakupy. Jaki dżentelmen, pomyślałby kto! Niestety, tak jak przypuszczałam, perfumy sprzedawano w regularnej cenie. Nie umiałam ukryć rozczarowania. A w mojej buteleczce widać już dno.

– Szkoda – stwierdziłam. – Myślałam, że będzie promocja na święta.

Taro przyglądał mi się, biorąc do ręki malutką butelkę spośród wielu stojących na półce. Otworzył tester i powąchał.

– To te, prawda? – zapytał z dziwnym wyrazem twarzy.

Wiedziałam, o czym myślał, bo pociemniały mu oczy. Działałam na niego w taki sam sposób jak on na mnie. Westchnęłam. Tego już chyba nie da się zmienić czy opanować.

– Tak, te. Ale dzisiaj ich nie kupię. Są za drogie. Kupiłam prezent dla Kenjiego i już nie mam za co – wyrwało mi się zupełnie niepotrzebnie.

Nie chciałam, by pomyślał, że się skarżę.

– Powinnaś pomyśleć o sobie, zamiast kupować coś dla swojego faceta. Zresztą ja na jego miejscu wolałbym, abyś kupiła te perfumy. Dla mnie! Żebym mógł czuć twój uroczy zapach.

– Taro! – ostrzegłam go.

– No OK, OK! Ja tylko mówię, co myślę.

– Muszę już iść.

– Odprowadzę cię.

– Nie trzeba! Poradzę sobie. Poza tym to nie jest dobry pomysł.

Odebrałam od niego torby z zakupami, zostawiając go w perfumerii.

Baka! – myślałam, idąc na metro. – Co ze mnie za idiotka!

Wróciłam do domu w gorszym nastroju. Miałam jeszcze czas do powrotu Kenjiego, ale spotkanie z Koichim nie wychodziło mi z głowy. W końcu machnęłam na to ręką. Nic nie poradzę. Nie sposób, byśmy się nie widywali, chociażby przypadkiem. Skupiłam się na ważniejszych rzeczach – pieczeniu ciasta dla Ryu i szykowaniu niespodzianki.

Kiedy torcik makowy z bitą śmietaną i marcepanem był gotowy, poszłam pod prysznic. Potem ubrałam się i sięgnęłam po perfumy. Westchnęłam, ale skierowałam myśli na to, jak Kenji zareaguje na niespodziankę. Uczesałam włosy w dwa kucyki, które ukryłam pod czapeczką Mikołaja. Chichocząc, włożyłam satynowy czerwony szlafroczek. Pozostało czekać.

Wreszcie usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Szybko zapaliłam świece, włączyłam muzykę i usiadłam na łóżku z kawałkiem ciasta na talerzu i szampanem w dłoni. Uśmiechałam się, choć serce mi waliło. Nie mogłam doczekać się jego miny. Dochodziła siedemnasta, ale za oknem zapadła już ciemność. Z uchylonych drzwi balkonu wiało chłodem. Byłoby idealnie, gdyby jednak spadł śnieg. Kenji wszedł do pokoju i zaniemówił. A potem parsknął śmiechem. Wiedziałam, noo!

Amai? – odezwał się.

– Mikołaj przyszedł.

– Raczej pani Mikołajowa. – Uśmiechnął się.

– Pani Mikołajowa upiekła ci pyszne ciasto!

Usiadł przy mnie i wziął talerzyk.

– Mmm, jak miło z jej strony. Wygląda smakowicie!

Zabrał się do pałaszowania, a ja nalałam mu szampana. Kiedy już zjadł, pocałował mnie w policzek.

Arigato! Pychota! Jeszcze jakieś przyjemności na dziś?

– Wiele – stwierdziłam uwodzicielsko, podając mu kieliszek z szampanem.

– Nie mogę się doczekać – wymruczał.

Pocałował mnie mocno i namiętnie. Kładąc w pościeli, rozchylił poły szlafroczka. Zatkało go. Miałam na sobie tylko męskie bokserki. Bardzo obcisłe, czerwone, we wzór Mikołajów w saniach. Na szerokiej białej gumce był napis „Merry Christmas”. Kenji się zaśmiał.

– Co to? To przecież męska bielizna! – zauważył.

– Mhm! Jest dla ciebie. O ile ją ze mnie zdejmiesz.

– Ooo! Fajniusia. Podoba mi się i muszę koniecznie ją przymierzyć!

Mrugnął do mnie, a ja się roześmiałam. Wstał, podszedł do okna, by zasunąć roletę, jednak się zatrzymał.

– Co się stało? – zapytałam.

– Nie uwierzysz, ale pada śnieg. Pierwszy śnieg tego roku!

Potem zasunął roletę. Po chwili jego dżinsy, sweter i bielizna wylądowały na podłodze. Całkiem nagi pochylił się nade mną.

– Czy mogę dostać swój prezent?

– Sam go sobie weź!

Pocałował mnie mocno. Wsunął palce za szeroką gumkę. Zachichotałam. Wkrótce już nic nie dzieliło naszych rozgrzanych pożądaniem ciał. Znów zobaczyłam, jak pięknie jest w niebie.

Po wszystkim leżeliśmy, ciesząc się bliskością.

– Kocham cię – wyszeptał mi do ucha, a ja powoli zasypiałam w jego ramionach.

Obudził mnie cichutki dźwięk nadchodzącego esemesa. Zerknęłam na telefon, do północy pozostało siedemnaście minut. Kenji mocno spał. Odczytałam treść wiadomości: „Zejdź na dół, proszę. Czekam”.

Wstałam i wyjrzałam przez okno. Kuso! Przy chodniku stał metalicznoniebieski jaguar. Wysoka postać w srebrnoszarej kurtce z kapturem na głowie opierała się o maskę samochodu. Oszalał czy co?! Wiedziałam, że nie odpuści, dopóki do niego nie zejdę. Ubrałam się więc w leżące na podłodze dżinsy Ryu, choć były dla mnie za długie. Złapałam jego kurtkę i wyszłam szybko, ale i cicho, by go nie obudzić. Taro wyszedł mi naprzeciw. Zimno poczułam od razu, bo pod kurtką nie miałam zupełnie nic. Padał drobny śnieg.

– Koichi, baka! Co tu robisz w środku nocy? Odbiło ci?! Masz szczęście, że Kenji śpi. Czego cię tu przywiało?

– Chciałem dać ci prezent na Mikołaja. A mikołajki się skończą… – Zerknął na zegarek. – …już za dwanaście minut.

– Nie mogłeś dać mi go jutro? – Podeszłam bliżej, by nie krzyczeć. Jeszcze się kto obudzi po nocy, a nie daj Boże może i Ryusaki.

– Jutro to już nie będzie to samo. Proszę. – Wręczył mi zapakowane w srebrny papier pudełko.

Arigato – mruknęłam zdziwiona, ale mimo wszystko ucieszona. Pomyślał o mnie i coś kupił, w przeciwieństwie do Kenjiego. Kiedy podawał mi prezent, nasze dłonie się dotknęły. Miał lodowate ręce.

– Jak długo tu tkwiłeś?

– Trochę, ale siedziałem w samochodzie.

– Twoje dłonie są przemarznięte, nie masz ogrzewania?

– Musiałbym zapalić silnik. Po co wszystkich budzić?

Taho!

Chwyciłam jego dłonie, próbując je ogrzać.

– A tobie nie jest zimno? – zapytał szeptem, chuchając mi w ucho.

Dostałam dreszczy.

– Zimno, bo nie mam nic pod kurtką – wymsknęło mi się.

– Serio? – Uśmiechnął się drapieżnie, po czym przytulił mnie do siebie, wsuwając dłonie pod kurtkę. Znów zadrżałam. Nie tylko dlatego, że jego ręce były zimne. – Faktycznie, nie masz. Ale jesteś cieplutka!

Staliśmy tak przez chwilę. Wtuliłam nos w jego golf, bo oczywiście kurtkę miał rozpiętą. A potem się rozchoruje, debil jeden!

– Kochałaś się z nim niedawno, prawda? – wyszeptał jakby z wyrzutem.

 

– A tobie co do tego?

– Niby nic. Ech – westchnął. – Pewnie kupił ci coś super, skoro tak mu dziękowałaś.

Zrobiło mi się przykro. Bo tak po prawdzie Kenji nic mi nie kupił.

– Skoro on dostał tak wiele, czy ja mógłbym prosić choć o jeden mały pocałunek?

– Koichi! – Chciałam go zganić, ale przecież dał mi prezent.

Przyjechał tu specjalnie dla mnie. Siedział w zimnym samochodzie nie wiedzieć ile czasu, bez nadziei, że będzie mógł mi dać ten drobiazg. Co wobec tego znaczył jeden mały całus? Wspięłam się na palce, bo przecież był sporo wyższy, i dotknęłam ustami jego zimnego policzka.

– Zadowolony?

– No nie bardzo – odpowiedział.

Potem ujął w dłonie moją twarz i pocałował mnie mocno, czule i namiętnie. Och! Zrobiło mi się gorąco mimo mrozu. Kiedy się odsunął, zabolało. Znów wtuliłam się w jego tors.

Czemu nie da się zrobić tak, aby obaj byli szczęśliwi? – myślałam.

Cokolwiek bym wybrała, zawsze krzywdziłam jednego z nich.

Zrobiło mi się strasznie smutno. Nagle jego telefon zabrzęczał cicho.

– Co to?

– Już północ – stwierdził. – Specjalnie nastawiłem budzik, żeby wiedzieć, kiedy skończy się mój czas.

Jego czas? Co on, Kopciuszek? Już północ?!

– Koichan! Muszę wracać.

– Wiem, wiem… Książę się obudzi i będzie znów chryja, co nie?

– No właśnie.

– To biegnij, mała. No już! Zresztą i tak nie powinnaś stać tu na tym chłodzie. Ale… – Pochylił się nade mną i musnął moje usta. – Dziękuję, że przyszłaś. To dla mnie najlepszy prezent tej nocy. Oyasumi! Idź już.

Odepchnął mnie lekko. Pobiegłam w stronę domu. Tuż przy drzwiach odwróciłam się jeszcze, by zobaczyć, jak Koichi zarzuca kaptur i wchodzi do auta. Zabolało i zrobiło mi się przykro. Śnieg zaczął znów padać, coraz gęstszy, więc pchnęłam drzwi klatki schodowej, wchodząc do ciepłego pomieszczenia. Kiedy wkładałam dłoń do kieszeni po klucze, coś zagrzechotało. Prezent od Taro! Usiadłam na schodach i odwiązałam srebrną wstążeczkę. Moim oczom ukazało się kartonowe zafoliowane pudełko w charakterystyczne kwiaty magnolii. Kupił mi moje ulubione perfumy. Ale się wykosztował! Coś ścisnęło moje serce. Schowałam perfumy z powrotem do kieszeni. Wróciłam do domu i szybciutko czmychnęłam do łazienki. Przebrałam się w cieplutką pidżamę, która wisiała na drzwiach. Spojrzałam w lustro. Na policzkach miałam rumieńce, ale nie wiedziałam, czy od mrozu, czy ze zgoła innego powodu. Nagle dostrzegłam coś na szklanej półce przy lustrze. Czary czy co? Mój pusty flakon perfum był pełny. Sięgnęłam po przywiązaną do atomizera karteczkę.

„Z pustego sam Salomon nie umiał nalać. Mikołaj, jak widać, jest od niego lepszy!”

I kilka pozornie nic nieznaczących znaków: „I <3 You”.

Wzruszyłam się. Jednak pomyślał o mnie, tak jak ja o nim. Uśmiechnęłam się, bo w kieszeni jego kurtki miałam taki sam flakon. Co ja mam teraz z nimi zrobić? I nie miałam na myśli perfum. Wróciłam do łóżka. Kenji spał. Najostrożniej, jak umiałam, położyłam się obok niego. Nagle objęło mnie silne ramię i Ryu, wtuliwszy nos w moje włosy, wyszeptał zaspany:

– Pachniesz zimą. Nie mogłaś się powstrzymać, prawda?

– A… no bo… spadł śnieg. – Moje serce biło jak oszalałe.

Amai! Co ja z tobą mam?

Milczałam, a on przysunął się i mocniej mnie przytulił.

– Co ci kupił? Widziałem jego samochód pod oknem.

Drgnęłam jak oparzona. Więc wiedział, po co wyszłam na dwór.

– Perfumy. Tak jak i ty – powiedziałam trochę gniewnie, a trochę ze strachem. – Obaj jesteście idiotami!

– He. Ale najlepszy prezent i tak dostałem ja! – stwierdził Ryu.

– Co takiego?

– Ciebie, skarbie! To, że mogę cię tulić w swoich ramionach, bo wróciłaś jednak do mnie.

Pocałowałam go w nos, a potem w usta.

– Oczywiście, że tak, głuptasie! Kocham cię!

***

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?