Pochopna decyzja

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Ann Lethbridge

Pochopna decyzja

Tłumaczenie: Bożena Kucharuk

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

Tytuł oryginału: Secrets of the Marriage Bed

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Ltd, 2016

Redaktor serii: Grażyna Ordęga

Opracowanie redakcyjne: Grażyna Ordęga

© 2016 by Ann Young

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-6420-4

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Rozczulający obrazek domowej sielanki powinien skłonić księcia Alistaira Dunstana do jak najszybszego udania się do klubu na szklaneczkę brandy. Tymczasem stał jak wmurowany przed salonem, w którym siedziała żona pochylona nad robótką, i marzył o czymś zupełnie innym. Przepełniało go bolesne pragnienie, którego istoty nie potrafił określić, i dobrze znane pożądanie. Jednak nie wolno mu było odczuwać podobnych tęsknot.

Wykrzywił wargi w grymasie. Nie mógł mieć jedynej kobiety, której pragnął, a działo się tak tylko dlatego, że została jego żoną.

Co też sobie myślał, proponując jej małżeństwo? W ciągu minionych dwóch tygodni wielokrotnie zadawał sobie to pytanie. Nie tylko nie chciał, ale w ogóle nie potrzebował żony. Po co miałby się wiązać z jedną kobietą, gdy mnóstwo innych, zarówno biednych, jak i bogatych, pchało mu się do łóżka? Przecież wiadomo, że małżeństwo to najgorszy z wszystkich możliwych pomysłów na życie.

Miał już serdecznie dość niewłaściwych decyzji.

Gdyby jego żona znała prawdę, z pewnością odwróciłaby się od niego ze wstrętem.

Tego wieczoru, gdy ją zobaczył, w ogóle nie myślał, a w każdym razie na pewno nie mózgiem. Pijany ze szczęścia po chwilach namiętności, patrząc na rubiny Dunstanów, wypowiedział słowa, które w normalnych warunkach nigdy nie przyszłyby mu do głowy. Ale je wypowiedział, a duma nie pozwoliła mu się wycofać.

Dunstanowie nigdy nie cofali danego słowa. Powinien sobie to przypomnieć, zanim otworzył usta. Przed laty przyrzekł sobie, że naprawi wszelkie błędy z przeszłości. To postanowienie wykluczało możliwość zawarcia małżeństwa. A jednak... był teraz żonaty.

Skrył się w cieniu, by go nie zauważyła, choć powinien stąd odejść.

Z głową pochyloną ku płonącej świecy, ze wzrokiem utkwionym w robótce, Julia wyglądała, jakby pozowała do portretu. Ze swego punktu obserwacyjnego miał doskonały widok na jej profil: mały prosty nosek, wysokie inteligentne czoło, uwodzicielsko wygięta szyja wyłaniająca się z dekoltu. Suknia z bladoniebieskiego jedwabiu skrywała znane mu urocze krągłości.

Nie powinien o tym myśleć. Tymczasem zastanawiał się, jak by się czuł, gdyby pozwolił kobiecie pokochać siebie.

Miłość. Omal nie parsknął śmiechem. Nie poznał tego uczucia i wcale go nie pragnął. Mężczyźni marzący o miłości są mięczakami, którzy pozwalają się wodzić kobietom za nos albo inną część ciała. Wystarczyło pomyśleć o ojcu i o Isobel.

Po śmierci matki Alistaira ojciec stał się pionkiem w jej dłoni. Alistair przeżył kilka szczęśliwych lat w towarzystwie przyrodniego brata, jednak potem, by zadowolić Isobel, ojciec odesłał go do szkoły za to, że jest nieprzychylnie nastawiony do nowej mamy. Ukochany syn Isobel pozostał w domu.

Z początku Alistair uczył się pilnie, mając nadzieję, że otrzyma pozwolenie na powrót do domu. Z czasem zdał sobie sprawę, że obrana taktyka nie przynosi efektu i zmienił postępowanie. Wdawał się we wszelkie możliwe awantury z udziałem bogatych i rozpuszczonych młodzieńców. W końcu został wydalony ze szkoły.

Zadowolony, że znów może zamieszkać w domu, starał się być miły dla macochy, ale zdało się to na nic.

Nie minął miesiąc, gdy Alistair został wysłany do Francji w towarzystwie guwernera, zresztą starego nudziarza. Ojciec uznał, że pokój w Amiens stwarza synowi doskonałą okazję do odbycia podróży po Europie.

Niestety traktat został zerwany niecałe sześć miesięcy później, w związku z czym Alistair utknął we Włoszech, starając się uniknąć aresztowania przez żołnierzy Napoleona.

Gdy w końcu dotarł do Anglii, jego ojciec już nie żył i nadszedł czas pokuty za błędy młodości. Nie spodziewał się jednak aż tak srogiej zemsty od losu.

A teraz, na domiar złego, poślubił Julię. Postąpił jak zadurzony idiota. Powinien poprzestać na ofiarowaniu jej pieniędzy, których rozpaczliwie potrzebowała, i zostawić ją w spokoju, on jednak zaproponował jej małżeństwo. Gdyby naprawdę był człowiekiem honoru, nigdy by się z nią nie przespał.

Od razu się zorientował, że Julia nie jest zwykłą dziwką. Tak podpowiadał mu głos serca, choć nie podejrzewał się o taką wrażliwość. Po dumie i honorze pozostało mu już tylko wspomnienie. Przez lata nie żałował sobie żadnych przyjemności, jednak nigdy nie myślał o założeniu rodziny. Ani na to nie zasługiwał, ani tego nie pragnął.

Nieoczekiwanie dla samego siebie na widok nagiej piękności okrytej tylko krwistoczerwonymi rubinami wypowiedział słowa:

– Wyjdź za mnie.

Te słowa do tej pory dzwoniły mu w uszach.

Bo to jakiś obłęd, czyste szaleństwo.

Do diabła! Nie znajdował żadnego usprawiedliwienia dla swej decyzji. Nie był wtedy nawet podpity.

Jedynym powodem, dla którego zdobył się na taką ekstrawagancję, najpewniej była chęć utarcia nosa macosze i pozbawienia jej raz na zawsze dominującej pozycji. Musiała odtąd pełnić rolę księżnej wdowy, porzucając marzenia o obnoszeniu się z tytułem urzędującej księżnej.

Wyobrażał sobie wściekłość Isobel i jej obawy na myśl, że ukochany syn Lukas przestanie być dziedzicem, gdy na świecie pojawi się dziecko zrodzone w małżeństwie Alistaira. Czuł wtedy mściwą satysfakcję.

Niestety zemsta nie okazała się tak słodka, jak się spodziewał. Julia była zbyt dobra i szlachetna, by tkwić w małżeństwie z rozsądku. Przynajmniej tak się Alistairowi wydawało. Dobrze jednak wiedział, że nie należy ufać kobietom, bo odebrał bolesną lekcję od życia.

Na razie więc cieszył się na widok udręk macochy, chociaż wiedział, że jego małżeństwo nie wyda owoców. W dodatku miał już syna.

Westchnął. Nie powinien tu stać ani chwili dłużej.

Julia uniosła wzrok znad robótki i spojrzała w stronę drzwi.

– Wasza Książęca Mość?

Wzdrygnął się na dźwięk swego tytułu. Tak się do niego zwracała od dnia ślubu. Bez wątpienia damy z towarzystwa, w którym Julia zaistniała dzięki niemu, zdążyły już jej opowiedzieć pikantne historie na temat jego grzesznej przeszłości. Te wieści, w połączeniu z chłodnym przyjęciem z jego strony, z pewnością uświadomiły Julii, jak fatalny zrobiła interes.

Nie odpowiedział, a ona znów skupiła się na robótce.

Powinien odejść i udać się do klubu.

Jak by to jednak wyglądało? Czyżby bał się stawić czoło kobiecie? W dodatku własnej żonie?

Gdy wszedł do salonu, uśmiechnęła się na jego widok. Choć w jej oczach nie było wesołości, w uśmiechu kryły się czyste piękno, nadzieja i słodka obietnica. Miała pięknie wykrojone pełne wargi, jakby stworzone do pocałunków. Kusiły, podobnie jak cała reszta szczupłego ciała z uroczymi krągłościami, na widok których tracił rozum. Wiedział, że jej skóra jest miękka i gładka jak jedwab, że Julia ma długie i kształtne ręce i nogi. Zaklął pod nosem.

– Dobry wieczór, Wasza Książęca Mość – powiedziała spokojnym, zmysłowym tonem.

Czuł narastające pożądanie. Jej głos przypomniał mu upojną noc. Obrócił się bokiem, by nie spostrzegła, jakie emocje nim targają, i oparł łokieć o tył fotela stojącego przed nią przed kominkiem.

– Dobry wieczór, milady. – Zerknął na leżący na jej kolanach kawałek płótna haftowany w kolorowe wzory. – Jesteś prawdziwym uosobieniem domowego zacisza. Wciąż nie mogę wyjść ze zdumienia, jak piękne dzieła wy, damy, potraficie tworzyć za pomocą swych dłoni. – A przecież mogłaby robić nimi coś zupełnie innego.

Na Boga, dlaczego w jej obecności nie był w stanie powstrzymać lubieżnych myśli?

Musiała wychwycić w jego głosie emocje, bo odłożyła robótkę.

– Przepraszam. Czy to cię denerwuje? – spytała chłodnym tonem. Z każdym kolejnym dniem stawała się coraz bardziej opanowana i powściągliwa, jak to sobie zaplanował.

Dlaczego więc poczuł rozczarowanie? Jeszcze niedawno był kawalerem i prowadził hulaszczy tryb życia. Robił, na co tylko miał ochotę, wychodził i przychodził, kiedy chciał, a rodzinne zobowiązania ograniczył do niezbędnego minimum. Przekonał się na własnej skórze, że powinien unikać krewnych. Był dla nich ważny jedynie ze względu na majątek i nie spodziewał się niczego dobrego z ich strony. W dodatku macocha wciąż nie mogła się pogodzić z utratą dawnego statusu.

 

Julia zmierzyła go uważnym spojrzeniem.

– Widzę, że wychodzisz. Baw się dobrze. – Sięgnęła po tamborek.

Zacisnął zęby, choć o nic nie dopytywała. Szybko do niej dotarło, że jej małżonek nie zamierza udzielać jej żadnych odpowiedzi. Niewyrażony wprost zakaz zadawania pytań obejmował wszystkie tematy, a jednak ubódł go ten jej brak zainteresowania.

– Wychodzę do klubu. Umówiłem się z przyjaciółmi. – Dlaczego udzielił jej wyjaśnień, skoro nie była ich ciekawa?

Zapewne pomyślała, że idzie do kochanki, i ta myśl przyniosła mu pewne pocieszenie.

Do diabła, zapomniał powiadomić Lavinię o nowej sytuacji i wypłacić jej uposażenie. Ostatnio coraz częściej zaniedbywał nawet ważne sprawy. Będzie musiał polecić Lewisowi, swemu sekretarzowi, by z samego rana uregulował należność dla Lavinii. Zważywszy na fakt, że nie odwiedził swej metresy od dnia decyzji o ślubie, z pewnością się domyśliła, że ich znajomość dobiegła końca. Zresztą znudziła mu się już dawno. Między innymi dlatego wziął udział w licytacji o Julię w lupanarze.

– Powiem służącym, że nie przyjdziesz na kolację – odezwała się cicho.

Zawsze była taka cichutka, kontrolowała swe wypowiedzi i poczynania, i miał poczucie, że to wszystko zmierza w niewłaściwym kierunku. Pragnął znów obudzić w niej namiętność, którą maskowała chłodem i opanowaniem. Przyrzekł sobie jednak, że już nigdy nie da upustu swoim żądzom wobec Julii, jak to się stało w burdelu. Musiał za wszelką cenę utrzymywać dystans. Owszem, musi zapewnić jej bezpieczeństwo, ale tylko tyle zamierzał jej ofiarować.

– Poinformowałem już o tym Jacksona. – Jackson był jego kamerdynerem.

Przez jej twarz przemknął cień, lekko zacisnęła usta.

Zignorował tę ledwie widoczną oznakę złości.

– Co będziesz robiła, kiedy będę wesoło spędzał czas w klubie?

Spojrzała na robótkę, a potem na niego. Uniosła podbródek. To była oznaka buntu. Musiał przyznać, że jego żonie nie brakuje temperamentu. Znów zawładnęło nim pożądanie.

– Może zajmę się lekturą – odparła. – W bibliotece jest dużo książek, których jeszcze nie przeczytałam.

Na półkach stały ich setki. Gdyby był dobrym mężem, zabierałby Julię na bale i inne przyjęcia, przedstawił ją znajomym, wprowadził do towarzystwa. Jednak od wczesnej młodości dla nikogo nie był dobry. Wprost przeciwnie, postępował podle, a teraz płacił za to wysoką cenę.

Chciało mu się wyć. Dlaczego los był dla niego tak okrutny? Julia nie ponosiła odpowiedzialności za to małżeństwo, cała wina leżała po jego stronie. Jednak by złagodzić konsekwencje pochopnej decyzji, musiał trzymać się na dystans.

Bo ilekroć zbliżał się do swojej żony, gdy tylko poczuł zapach jej jaśminowych perfum, kiedy dotykał jej aksamitnej skóry lub widział jej uśmiech, natychmiast ogarniało go pożądanie. Julia nie musiała nic robić, by być dla niego zbyt wielką kusicielką.

– Życzę miłego wieczoru. – Skłonił się i wyszedł.

Przyjrzała się krytycznie wyhaftowanej na chusteczce gałązce bzu, ale tak naprawdę nie mały błąd we wzorze zaprzątał jej myśli. Dlaczego on się z nią ożenił, skoro żywił do niej jedynie pogardę? Gdyby nie ta jedna zmysłowa noc, tak odmienna od jej doświadczeń z pierwszym mężem, nigdy nie odpowiedziałaby Alistairowi „tak”.

Po ośmiu latach życia z mężem brutalem, który nieustannie ją upokarzał, co bardzo się nasiliło, gdy okazało się, że nie da mu upragnionego dziedzica, nie myślała o powtórnym zamążpójściu, i gdyby nie znalazła się w rozpaczliwym położeniu, nie przyjęłaby oświadczyn Dunstana. Ale chwyciła się tej ostatniej deski ratunku, choć nie obiecał jej dozgonnej miłości. Zawarli małżeństwo z rozsądku. Wiedziała, że ze strony męża był to jedynie akt dobroci, niemniej jednak czy musiał traktować ją tak chłodno i wyniośle?

Po namiętnej nocy uznał ją za fizycznie atrakcyjną, podobnie jak ona jego. Wykazał się wielką biegłością w miłosnej sztuce, dowiódł, że otaczająca go sława wspaniałego kochanka jest jak najbardziej zasłużona. Wprawdzie brakowało jej doświadczenia, by fachowo go ocenić, jednak wszystkie jej wspomnienia z tamtej nocy były cudowne.

Poruszyła się niespokojnie w fotelu, czując dreszcz podniecenia.

Od ślubu, który odbył się przed niespełna dwoma tygodniami, robiła wszystko, co w jej mocy, by stać się taką żoną, jakiej jej zdaniem sobie życzył. Była księżną! Poczuła skurcz żołądka, jak zawsze gdy uświadamiała sobie, jaki jest jej obecny status. Niestety mąż nie był z niej zadowolony.

Posmutniała. Czyżby czekało ją kolejne koszmarne małżeństwo? Aż zadrżała na wspomnienie comiesięcznych wybuchów wściekłości pierwszego męża, gdy okazywało się, że znów nie zaszła w ciążę. Nieustannie ją krytykował. W końcu nabrała do niego fizycznego obrzydzenia, a on bił ją, gdy popełniła jakiś błąd.

Spróbowała odegnać przygnębiające myśli.

Książę nie był aż tak zły, jednak od dnia ślubu raczył ją kąśliwymi uwagami, takimi na pograniczu dobrych manier. Czyżby to małżeństwo zmierzało w tę samą stronę, co poprzednie? Musiała temu zapobiec. Zerwała się na nogi i pośpiesznie udała się do holu, gdzie lokaj podawał Alistairowi surdut.

– Wasza Książęca Mość? – Jej głos rozszedł się echem po ogromnym pomieszczeniu ze ścianami wykładanymi dębową boazerią i posadzką z marmuru. Londyński dom księcia przypominał pałac. Była to wielka przestrzeń wypełniona chłodem i sztywnymi regułami.

Odwrócił się w jej stronę. Z wąskimi wargami o jakby okrutnym wyrazie i urodziwą twarzą okoloną złocistymi włosami, wyglądał jak diabeł przebrany za anioła.

Ilekroć na niego patrzyła, jej serce przyśpieszało rytmu. Fascynowała ją jego chłodna uroda.

Uniósł pytająco brwi. Jego szare oczy lśniły srebrzyście w świetle świec z ogromnego żyrandola nad schodami.

Poczuła ciepło rozchodzące się po całym ciele. Ten wspaniały, przystojny mężczyzna był jej mężem.

Lokaj powrócił na swoje miejsce przy drzwiach.

Służący byli tu wszędzie i między innymi z tego powodu tak trudno jej było porozmawiać z Alistairem na jakikolwiek temat. Ten brak prywatności bardzo jej dokuczał przede wszystkim dlatego, że nie chciała wystawić się na pośmiewisko w obecności jego ludzi. Zapewne służba już plotkowała, że księżna nie radzi sobie z zarządzaniem tak wielkim domem. Na szczęście nie mieli pojęcia, gdzie książę ją poznał, bo w przeciwnym razie mogliby odmówić jej swych posług.

– Czy mogłabym zamienić z tobą słówko, Wasza Książęca Mość? – wykrztusiła przez zaciśnięte gardło, widząc zniecierpliwienie męża.

– Skoro musisz... – Jak zawsze odpowiedział jej chłodno, znudzonym tonem.

– Na osobności – powiedziała szeptem, zerkając na lokaja.

Westchnął, dał znak lokajowi, by odebrał od niego surdut, a potem udał się za Julią do salonu i zamknął drzwi.

Splotła dłonie. Jej odwaga gdzieś się ulotniła pod jego chłodnym spojrzeniem. Urodziwy Dawid, zimny jak marmur, z którego została wykonana rzeźba.

– Co się stało? – ponaglił ją.

Zaczerpnęła tchu i powiedziała:

– Jeśli cię czymś obraziłam, powinieneś mi o tym powiedzieć. – Zabrzmiało to jak popiskiwanie wystraszonej myszki, jednak wciąż pamiętała okropne lata spędzone z mężem okrutnikiem. Doszło do tego, że bała się do niego odzywać, bo obrażał się o byle co, i czekała, aż przemówi pierwszy. Wtedy przynajmniej wiedziała, co zrobiła nie tak.

Alistair szeroko otworzył oczy, lecz zaraz potem jego twarz przybrała obojętny wyraz.

– Mylisz się, madame. Nie jestem obrażony.

Fuknęła gniewnie, choć tylko w duchu.

– Czy nie możemy przynajmniej zostać przyjaciółmi?

– Jesteś moją żoną – odparł.

Czy małżonkowie nie mogą się przyjaźnić? I dlaczego był taki ponury? Chwyciła się oparcia fotela, by z rozpaczy nie zacząć bębnić pięściami w szeroki książęcy tors. Jak miała zapytać, dlaczego mąż nie przychodził do jej sypialni, jakby była jakąś ladacznicą?

Choć prawdę mówiąc, była nią. Postawił na nią pieniądze w burdelu, gdy stała na podwyższeniu niemal naga. Aż się wzdrygnęła na tę myśl. Trudno liczyć na szacunek po takim przedstawieniu. Bez wątpienia jego znajomi również widzieli ją tamtej nocy, chociaż najpewniej nikt jej nie rozpoznał, bo na twarzy miała maskę. Poczuła palący wstyd.

Ale przecież wiedział, komu się oświadcza.

– Dlaczego nigdy nie przychodzisz do mojej sypialni? – Niesiona złością, wreszcie to powiedziała, tym samym zdradzając mężowi swoje pragnienia.

Stał z nieprzeniknioną twarzą, jednak pochwyciła w jego oczach gniewny błysk.

– Nie mam zamiaru tracić wolności z powodu dzieci.

Jego słowa zraniły ją do żywego. Może właśnie w tej chwili powinna mu wyznać, że jest bezpłodna i nie da mu dzieci? Wolała jednak zachować resztki dumy... i odrobinę nadziei. Poza tym co by mu szkodziło spróbować?

Zapewne aż tak bardzo żałował swego rycerskiego odruchu, że nie wyobrażał sobie, by jej dziecko mogło odziedziczyć tytuł. Ta myśl sprawiała jej ból, jednak zdawała się wyrażać prawdę. Książę był dumnym człowiekiem…

Ich spojrzenia się spotkały. Uniosła podbródek, nakazując sobie spokój. Nie mogła dopuścić do tego, by mąż zorientował się, jak głęboko ją zranił.

Nie doczekawszy się odpowiedzi, wykrzywił wargi.

– Czy jest jeszcze coś, o czym chciałabyś ze mną porozmawiać?

Przeraził ją ten chłodny i pełen pogardy głos. Umknęła wzrokiem i powiedziała cicho:

– Nie.

– W takim razie wybacz, ale jestem już spóźniony. – Jakby zawahał się na ułamek sekundy, lecz zaraz potem odwrócił się i wyszedł.

Gdyby tylko mogła, wyrzuciłaby go przez okno, byle tylko się go pozbyć ze swego życia. Chciało jej się płakać. Zacisnęła dłonie na oparciu krzesła tak mocno, że aż kostki zbielały.

Odetchnęła głęboko. Wiedziała, że musi wszystko przemyśleć, ignorując głos serca. Dobrze wiedziała, że tej pierwszej nocy zaiskrzyło między nimi nie tylko z powodu udanego seksu, ale i potężnych emocji. Dlatego ośmieliła się przyjąć propozycję małżeństwa. Miała nadzieję, że namiętność i fascynacja przerodzą się w coś głębszego.

Jednak nie zamierzała tracić nadziei, w każdym razie nie podda się bez walki. Miała już za sobą koszmarne małżeństwo i nie zamierzała cierpieć w kolejnym. Nie dopuści, by jej obecny małżonek zniszczył to, co pozostało z jej niezłomnego ducha. Pragnęła mieć dobrego męża, a gdyby zdarzył się cud, także i dzieci. Czy to zbyt wygórowane oczekiwania?

Będą musieli zastanowić się nad tym, co dzieje się między nimi, i znaleźć jakieś wyjście. Musi do tego doprowadzić. Na pewno jest jakiś sposób na ponowne wzniecenie iskier.

Następnego ranka Alistair przystanął w drzwiach jadalni. Jego żona jeszcze nigdy nie rozpoczęła dnia o tak wczesnej porze, nigdy też nie wyglądała tak wspaniale. Miała na sobie strój do konnej jazdy w kolorze królewskiego błękitu z czarnym szamerunkiem. Wysoki marszczony kołnierz bluzki otaczał kształtną szyję. Tak ubrana, przyglądała się produktom przygotowanym na śniadanie, które ustawiono na kredensie. Na widok Alistaira uśmiechnęła się, a w jej oczach pojawił się figlarny błysk.

– Dzień dobry, Wasza Książęca Mość – Nałożyła sobie na talerz porcję jajecznicy.

Nie lubił rozmawiać przed wypiciem porannej filiżanki herbaty. Dlaczego żona nie poprosiła o przyniesienie tacy ze śniadaniem do swego pokoju, jak czyniły to wszystkie szanujące się damy? Choć prawdę mówiąc, żadnej z kobiet, z którymi spędzał poranki, nie mógłby tak nazwać, bo szanująca się dama nie pozwoliłaby mu na spędzenie nocy w swej sypialni.

– Dzień dobry – odburknął.

Zajęła miejsce przy stole tuż obok jego krzesła. Podszedł do kredensu, sięgnął po jajka w koszulkach i stek, po czym odstawił talerz. Spojrzał na starannie wyprasowaną gazetę leżącą obok widelca, by mógł zerknąć na nagłówki.

Z niejaką złością pomyślał, że dzisiaj nie będzie czytał gazety przy śniadaniu, bo nie wypadało tego robić w towarzystwie damy. Dobrze pamiętał napomnienia udzielane przez guwernantkę Digger. Pewnie byłaby teraz z niego dumna.

– Nalać ci herbaty? – zapytała Julia.

Wolał swoją herbatę.

– Dziękuję. – Nalał parujący napój do filiżanki.

 

Julia dodała cukru i dolała śmietanki. Wypił łyk. Taką herbatę lubił najbardziej. Skąd żona o tym wiedziała? Czuł, jak stopniowo poprawia mu się humor.

– Widzę, że masz ochotę na przejażdżkę. – No i proszę! Udało mu się powiedzieć tak długie zdanie uprzejmym tonem.

– Tak. Twój masztalerz Litton zaznajomił mnie z Bellą, a ponieważ mamy piękny poranek, pomyślałam, że niech sobie trochę pobiega.

Nie wiedział, że Julia lubi konną jazdę. Jakoś jej o to nie spytał, choć powinien.

– Hm.

– Nie podoba ci się mój pomysł?

Co za kobieta… Czy naprawdę musi zadawać tyle pytań? Upił kolejny łyk herbaty. Z niewiadomego powodu poranek wydał mu się radośniejszy niż tuż po wstaniu z łóżka.

– Pojadę z tobą. Zawsze rano wybieram się na przejażdżkę. – O czym zapewne doskonale wiedziała. – Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy jechać osobno. – Bo też nie istniał taki powód, chociaż jego przyjaciele z pewnością by uznali, że dzieje się z nim coś niepokojącego. Od lat wyśmiewał mężczyzn, którzy tak wielkim afektem darzyli swe damy, że aż towarzyszyli im w porannych przejażdżkach. A on uważał je za zbyt wielkie nudziary, by dopuszczać do tej rozrywki. Jednak teraz miał obowiązki wobec żony. Musiał zadbać o jej bezpieczeństwo, upewnić się, że radzi sobie z Bellą, bo masztalerz mógł okazać się za mało czujny i spostrzegawczy.

Przyjrzała mu się znad krawędzi filiżanki, po czym upiła łyk i się skrzywiła.

– Nie smakuje ci herbata? – spytał.

– Nie przepadam za ulungiem.

– Powiedz to w kuchni.

– Tak zrobię. – Odstawiła filiżankę i popatrzyła na talerz z nietkniętym jedzeniem. – Będę gotowa... powiedzmy... za pół godziny. – Nie doprecyzowała, czy liczy na obecność Alistaira, tylko zjadła śniadanie i wyszła z pokoju.

Posilając się, Alistair przebiegł wzrokiem nagłówki dotyczące polityki, sprawdził godzinę wpłynięcia do portu statku, który go interesował, po czym udał się do stajni. Litton już osiodłał dwa konie i siodłał wierzchowca dla siebie. Jej Książęca Mość nie raczyła się jeszcze pojawić. Alistair miała nadzieję, że nie każe im czekać na siebie zbyt długo.

Dokładnie obejrzał uprząż Belli, a potem zajął się swoim koniem. Generalnie ufał swoim masztalerzom, jednak wolał wszystkiego dopatrzeć.

– Nie będziesz dziś potrzebny Jej Książęcej Mości, Litton.

Masztalerz uniósł brwi.

– Bella od miesięcy nie jeździła z damskim siodłem, Wasza Książęca Mość –odparł masztalerz. – Trzeba na nią uważać.

Czyżby Alistairowi tylko się zdawało, że słyszy ostrzeżenie w głosie masztalerza? Miał wrażenie, że Litton dołączył Julię do listy osób, nad którymi roztacza opiekę. Do tej pory na tej liście widniał tylko książę.

– Zajmę się wszystkim – oznajmił Alistair.

Litton zerknął nad jego ramieniem, ostrzegając, że dama, o której rozmawiają, właśnie nadeszła.

Alistair zwrócił się w jej stronę. Miała kapelusz podobny do tego, który sam wybrał do jazdy, czyli czarny cylinder z niezbyt wysoką główką przybrany woalką i rozetą z pawiego pióra. Miał nadzieję, że przywdziała ten stylowy strój nie tylko na pokaz i radzi sobie z jazdą równie dobrze jak z garderobą.

Julia poklepała Bellę po szyi, sprawdziła popręg i poprawiła strzemię, po czym dała znak, że może już dosiąść wierzchowca.

Alistair pochylił się i splótł palce. Lekko uniosła spódnicę, pozwalając mu dostrzec zgrabny but do konnej jazdy. Mignęła mu też przed oczami kształtna łydka. Wstrzymał oddech na wspomnienie chwil, kiedy wodził po niej palcami. Julia miała jedwabistą skórę i cudownie reagowała na jego dotyk. Czuł, że sztywnieje, i omal nie zaklął. Weszła na jego splecione dłonie, a on podsadził ją na siodło.

Bella, która do tej pory zachowywała się nienagannie, poruszyła się niespokojnie, na co serce podskoczyło Alistairowi w piersi. Chwycił uzdę, lecz szybko cofnął rękę, gdyż Julia bez trudu zapanowała nad zwierzęciem i poklepała klaczkę po szyi.

– Spokojnie, moja mała. Przecież mnie znasz. Już kilka razy rozmawiałyśmy ze sobą. – Bella uspokoiła się pod kojącym dotykiem ręki i pod wpływem cicho wypowiedzianych słów.

Tego właśnie pragnę... żeby mnie tak dotykała, gładziła, a może nawet... Wysiłkiem woli oderwał się od tych myśli.

Skarcił się w duchu za brak opanowania. Musiał się kontrolować, mając stale w pamięci niechlubną przeszłość. Chwycił wodze Thora, a Julia wciąż gładziła szyję Belli. Odniósł wrażenie, że żona jest wytrawną amazonką.

Czego jeszcze o niej nie wiedział? Ale niby dlaczego miałoby go to interesować?

Wskoczył na konia i ruszyli. Gdy minęli plac, Alistair skierował Thora w stronę Belli.

– Pojedziemy Park Lane. O tej porze powinno tam być spokojnie. Trzymaj się blisko mnie.

Do diabła! Znów miał pokusy. Niespokojnie poruszył się w siodle.