Klucze i Kasa. O mieniu żydowskim w Polsce pod okupacją niemiecką i we wczesnych latach powojennych, 1939-1950

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Ze względu na to, iż płatności dewizowe były przez Niemców szczególnie mile widziane, American Express uzyskał jeszcze pod koniec 1939 r. pozwolenie na przesyłanie przekazów pieniężnych ze Stanów Zjednoczonych do filii Banku Handlowego w Warszawie. Inne banki amerykańskie działały dzięki pośrednictwu Banku Niemieckiego. Należy przy tym zwrócić uwagę, że sumy, jakimi wówczas obracano, nie były małe: do lipca 1941 r. American Express przekazał na rzecz Banku Handlowego łącznie 738 600 zł, a za pośrednictwem Banku Niemieckiego wpłynęło do GG w 1940 r. 418 000 zł, w 1941 r. 895 300 zł, w 1942 r., tj. już po przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do wojny, 528 900 zł i w 1943 r. 175 200 zł46. W ramach wypłat budżetowych na rzecz RGO przyznano także ŻSS roczne kwoty za pośrednictwem Wydziału do spraw Ludności i Opieki (Abteilung Bevölkerungswesen und Fürsorge): w roku budżetowym 1940/1941 1,758 mln zł, w 1941/1942 1,328 mln zł47. Do końca 1942 r., kiedy to wyższy dowódca SS i policji (Höherer SS-und Polizeiführer, HSSPF) w GG Friedrich Wilhelm Krüger wstrzymał kwoty zapomogowe dla ŻSS, organizacja ta otrzymała według danych Michała Weicherta łącznie 4,845 mln zł. Wobec powszechnej nędzy Żydów w GG była to jednak suma dalece niewystarczająca48.

Formułowane na przełomie 1939 i 1940 r. plany dotyczące konfiskaty majątków żydowskich wyprzedziła (już w latach 1940-1941) sama rzeczywistość. Urzędnicy skoncentrowali się przede wszystkim na znalezieniu odpowiedniej formy konfiskaty, a największe zainteresowanie okazywały instytucje kredytowe. Podobnie jak wykonaniu Jedenastego rozporządzenia do ustawy o obywatelstwie Rzeszy (Reichsbürgergesetz), według którego deportacji Żydów „na Wschód” (interpretowanej jako „pobyt za granicą”) towarzyszyło zajęcie ich majątku, właśnie gettoizacja dała podstawy do wywłaszczenia przez Urząd Powierniczy nieruchomości żydowskich.

Z procesu gettoizacji czerpali korzyść także miejscowi Polacy, gdyż Żydzi, zmuszeni przeprowadzić się do getta, z reguły mogli wziąć ze sobą tylko resztki swojego i tak już mocno uszczuplonego mienia: „Przed przeprowadzką – jak pisze Janina Fischler-Martinho – rodzinę spotkało jeszcze inne bardzo nieprzyjemne doświadczenie. Wiadomość, że Żydzi przeprowadzają się do getta, bardzo szybko się rozeszła, a liczni ludzie, znajomi, a także ludzie zupełnie nieznani, przychodzili i pytali, czy nie chcemy im sprzedać naszych rzeczy, których i tak nie moglibyśmy zabrać do getta. [...] Odzież, meble oraz pamiątki, które towarzyszyły nam przez całe życie, teraz za kilka banknotów zmieniły właścicieli”49.

Należy jednak wskazać też na istnienie pewnej inicjatywy gospodarczej firm żydowskich – rzemieślników, drobnych kupców i pozostałych przedsiębiorców, którzy rozwijali działalność w gettach50. Żydowscy przedsiębiorcy mieli prawo (zgodnie z przepisami) odbierać od swoich wierzycieli maksymalnie 500 zł tygodniowo; wyższe kwoty należało wpłacić na konto zablokowane (Sperrkonto). Ze względu na obowiązujące restrykcje zdarzało się nieraz, „że żydowscy właściciele firm dobrowolnie wnioskują, żeby firmę objął powiernik. Żydowscy przedsiębiorcy decydują się na ten krok, wychodząc z założenia, że jeśli będą w dalszym ciągu samodzielnie prowadzić swoje firmy, będą ponosić straty na rzecz innych przedsięwzięć, np. w przydziale surowców itd.”51.

Wspomnianą tendencję można scharakteryzować jako „strategię omijania przepisów”. Z pewnością nie jest też zaskoczeniem fakt, że pomiędzy pewną liczbą żydowskich właścicieli a polskimi powiernikami zawarto układy, w których obie strony czerpały korzyści (z jednej strony zarobek, a z drugiej – zabezpieczenie przed wywózką na roboty przymusowe do Rzeszy). Wydaje się, że polskie instytucje kredytowe podpisywały takie umowy, gdyż nie zważając na sytuację w okupowanej Polsce, były one zainteresowane dalszym utrzymywaniem stosunków handlowych również z klientelą żydowską. Uchwalone przez Bank Emisyjny w marcu 1941 r. „wytyczne dotyczące prowadzenia kont żydowskich w Generalnym Gubernatorstwie” wskazują na to, że nie były to wypadki odosobnione, przez co wywoływały „potrzebę działania” Banku Emisyjnego. W okólniku do swoich filii bank ten przesłał wiadomość, że „otwieranie kont żydowskich jest niemile widziane”52. Nie wiemy jednak, do kiedy Żydzi w ogóle mogli brać udział w transakcjach bankowych Banku Emisyjnego. Na pewno jednak sytuacja ta nie dotyczyła krakowskich filii banków niemieckich, lecz wyłącznie instytucji polskich.

O skali zniszczeń żydowskiej działalności gospodarczo-przemysłowej w GG informują dane z przedłożonego w Głównym Wydziale Gospodarki (Hauptabteilung Wirtschaft) Rządu GG na początku 1944 r. raportu o „racjonalizacji” gospodarki. Według raportu początkowa liczba 195 tys. zakładów i firm handlowych (przy uwzględnieniu dla

1939 r. również Galicji) zmniejszyła się przez „stopniowe wyłączanie Żydów o 112 tys.”, z czego „likwidacji” uległo w latach 1942-1943 tylko 10 500 firm, a 18 500 padło ofiarą „zniszczenia przez bolszewików w Galicji”. Z pierwotnego stanu w 1943 r. nadal prowadziło działalność zaledwie 26% (ok. 50 tys.) firm53. Podobnie wyglądała sytuacja w rzemiośle: spośród 235 tys. zakładów rzemieślniczych (w roku 1939) do października 1943 r. przetrwało ich jeszcze 73 400 (31,2%). Również tam „stopniowe wyłączanie Żydów” stanowiło najczęściej podejmowany krok (poprzez zamknięcie 115 tys. zakładów rzemieślniczych), w wyniku czego według oficjalnych danych 200 tys. Żydów straciło do 1943 r. podstawy egzystencji (rzeczywista liczba likwidacji była znacznie wyższa od tych oficjalnych danych)54.

Getto warszawskie

„Żydowska dzielnica mieszkaniowa” (Jüdischer Wohnbezirk) w Warszawie z mniej więcej 460 tys. mieszkańców (w marcu 1941 r.) była największym gettem okupowanej Europy55. Obecny stan badań pozwala nam skoncentrować się na kwestii dotyczącej powiązań finansowych getta warszawskiego z rynkiem zewnętrznym. Natomiast należy podkreślić, że także w innych gettach w GG można było zaobserwować wymianę towarów i pracy ze strony żydowskiej w zamian za dostawy żywności, opału i innych rzeczy ze strony okupanta niemieckiego.

Każde kolejne zarządzenie niemieckie w Warszawie pociągało za sobą dotkliwe skutki, ponieważ uderzało w stale rosnącą ludność getta, napływającą do miasta na skutek przesiedleń, ucieczek i ogólnych ruchów ludności. Wkrótce Niemcy zostali skonfrontowani ze szczególnym problemem traktowania zubożałej ludności żydowskiej w mieście. W Generalnym Gubernatorstwie getta zaczęto zakładać znacznie później niż na terenach wcielonych do Rzeszy (wyjątek stanowi getto w Piotrkowie Trybunalskim w dystrykcie radomskim, założone już w październiku 1939 r.). Na ziemiach wcielonych do Rzeszy getta traktowano jako „rozwiązanie przejściowe”, aż do momentu ostatecznej wywózki Żydów, jeżeli nie do rezerwatu na Madagaskarze, to na obszary położone „na Wschodzie”. Inaczej rzecz się miała w GG, które samo przecież było terenem wywózki. Tutaj nie planowano deportacji, które prowadziły do utworzenia „żydowskich dzielnic”, ale oprócz hasła o zwalczaniu rzekomych „źródeł zarazy” (Seuchenherde) posługiwano się też argumentem o potrzebie walki z czarnym rynkiem i z „podbijaniem cen” (Preistreiberei). Od 16 listopada 1940 r. warszawskim Żydom wolno było mieszkać tylko na wydzielonym terenie, który kilka miesięcy później przekształcono w getto. Poza niebywałą ciasnotą i fatalnym zaopatrzeniem w artykuły spożywcze olbrzymi problem stanowiło przede wszystkim bezrobocie. Z tymi trudnościami spotkał się już na początku października 1939 r. przewodniczący Żydowskiej Rady Starszych (późniejszej Rady Żydowskiej) w Warszawie inż. Adam Czerniaków.

Trzeba przy tym zaznaczyć, że zainteresowanie nazistów potencjałem produkcyjnym Żydów w getcie warszawskim nastąpiło o wiele później niż w wypadku getta łódzkiego, mianowicie dopiero w połowie 1941 r. Fakt ten można powiązać bezpośrednio z przeniesieniem do Warszawy zastępcy Hansa Biebowa, Alexandra Palfingera. Palfinger, kierujący powstałym w grudniu 1940 r. Urzędem Transferu w warszawskim getcie, był zwolennikiem radykalnie prowadzonej polityki wyniszczania głodem. Podobnie postępował wcześniej w Łodzi, co doprowadziło do konfliktu z Biebowem56.

Urząd Transferu miał za zadanie pośredniczyć w wymianie towarowej między gettem a rynkiem zewnętrznym i był odpowiedzialny nie tylko za wwóz żywności do getta, lecz równocześnie za wywóz wszelkich towarów wyprodukowanych w getcie. Polityka tego rodzaju, kontynuowana przez Palfingera i kierownika Wydziału Przesiedleń (Abteilung Umsiedlung) w dystrykcie warszawskim Waldemara Schöna, sprowadzała się do „zagłady pośredniej”, polegającej na rozszerzaniu obszarów nędzy przez systematyczne głodzenie getta57. Wszelkie próby podejmowane przez Czerniakowa w celu odzyskania części wkładów oszczędnościowych w różnych warszawskich instytucjach kredytowych na rzecz ludności żydowskiej kończyły się fiaskiem. Wkłady te blokowano rygorystycznie nawet wtedy, kiedy Czerniakowowi udawało się zdobyć różne krótkoterminowe pożyczki od Warszawskiego Banku Dyskontowego, dzięki którym można było wypłacić pobory oraz pokryć kontrybucje samowolnie nakładane przez SS58.

 

Zarządzanie gettem poddano w kwietniu 1941 r. reorganizacji po tym, jak w ogłoszonym sprawozdaniu Kuratorium Rzeszy do spraw Ekonomii (Reichskuratorium für Wirtschaftlichkeit) wytknięto liczne uchybienia w tym zakresie. W sprawozdaniu zwrócono uwagę na wyzysk panujący w dzielnicy zamkniętej oraz na niewłaściwie wykorzystane subwencje dla getta, które miały wynosić 100 mln zł59. Po kluczowym posiedzeniu 19 kwietnia, na którym dyskutowano o planowanej reorganizacji w sektorze gospodarczym warszawskiego getta60, gubernator dystryktu warszawskiego Ludwig Fischer oraz jego ludzie, w tym Schön i Palfinger, musieli przyjąć kuratelę przełożonych z Krakowa. Utworzono stanowisko komisarza do spraw żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej (Kommissar für den jüdischen Wohnbezirk), na które został powołany Heinz Auerswald, a poza tym najważniejsze zmiany nastąpiły na czołowych stanowiskach Transferstelle. Urząd ten był kierowany od 19 maja 1941 r. przez pochodzącego z Wiednia bankowca Maxa Bischofa, który od 1940 r. pełnił funkcję pełnomocnika Urzędu Nadzoru Bankowego do spraw bankowości, finansowości i giełdy w Warszawie. Bischof miał się zatroszczyć o to, aby getto warszawskie zaczęło przynosić dochody. „Przy opracowaniu gospodarczej strony problemu żydowskiego” zadaniem Transferstelle było „zapewnienie pomocy niemieckim przedsiębiorcom, szczególnie tym z przemysłu zbrojeniowego, oraz udzielanie wskazówek przy eksploatacji żydowskich robotników wykwalifikowanych i zarządzaniu zakładami przemysłowymi”61.

Przy zamianie personalnej na stanowisku w Urzędzie Transferu do władzy doszedł bankowiec, ale czy zmiana, jaka nastąpiła w zarządzaniu gettem, oznaczała także, że instytucje kredytowe mogły liczyć na zawieranie lukratywnych transakcji? Rzeczywiście, krótko po tym wydarzeniu można zaobserwować znaczący przełom w stosunkach pomiędzy Transferstelle a Judenratem. To właśnie wtedy zaczęto mówić o nagłym ożywieniu w kontaktach handlowych z rynkiem zewnętrznym, o przesunięciu produkcji do getta i ogólnie o lepszym zaopatrzeniu w produkty spożywcze62. Bischof zauważył, że wyliczone przez administrację niemiecką „koszty związane z zarządzaniem” (Regiekosten) w wysokości 10% od wszystkich wwożonych lub wywożonych towarów z getta były o wiele za wysokie, a to właśnie uniemożliwiało opłacalną produkcję. Opłaty zredukowano do 5% wartości towarów wwożonych do getta oraz do 2% na towary wywożone z getta, co i tak przynosiło zarządowi niemałe zyski63. Ponadto we wrześniu 1941 r. Urząd Transferu zaczął reklamować na ziemiach wcielonych do Rzeszy możliwość przeniesienia produkcji do getta warszawskiego64.

Wraz z otwarciem się getta na gospodarkę prywatną zaczęły obok żydowskich warsztatów produkcyjnych powstawać coraz częściej firmy niemieckie (tzw. szopy), które produkowały dla dużych odbiorców, takich jak Wehrmacht, a dzięki wyjątkowo niskiemu uposażeniu żydowskich robotników przedsiębiorstwa te mogły z łatwością zaniżać ceny detaliczne poza gettem. Do najbardziej znanych zakładów w getcie warszawskim należały: gdańska firma stolarska Bernhard Hallmann & Co., firma Fritz Emil Schultz (towary skórzane, z filcu i futer, Gdańsk), Oschmann-Leszczyński (odzież) i zdecydowanie największy pracodawca – Walther Caspar Többens (odzież)65. W następnych miesiącach bilans gospodarczy getta rzeczywiście się poprawił66, chociaż położenie przeważającej części mieszkańców pozostało w dalszym ciągu skrajnie trudne. W 1944 r. gubernator Fischer wyraził w stosunku do Bischofa swoje „serdeczne uznanie”, że udało mu się „zwiększyć wydajność eksportową dzielnicy żydowskiej, przy uwzględnieniu pracy zarobkowej i gotowych produktów, z [przychodów] w wysokości 46 800,– zł w kwietniu 1941 r. do [kwoty] 3 676 000,– zł w grudniu. Rok 1942 przyniósł dalszy wzrost, a w lipcu 1942 r. przy stanie na koniec miesiąca w wysokości 16 558 900,– zł osiągnięto największe obroty”67.

Od grudnia 1940 r. w związku z powstaniem Transferstelle podjęto prace nad utworzeniem przez warszawską filię Banku Emisyjnego Biura Rozrachunkowego Banków Warszawskich z Radą Żydowską (Abrechnungsstelle der Warschauer Banken mit dem Judenrat; inna nazwa spotykana w polskich publikacjach to Biuro Rozrachunku Bankowego), który pozostał jednostką niezależną od Urzędu Transferu: „Zgodnie z zaleceniem z 19 bieżącego miesiąca podjęliśmy konieczne kroki do zorganizowania Biura Rozrachunkowego Banków Warszawskich z jednej strony i Judenratu jako przedstawiciela mieszkańców getta z drugiej. W związku z tym odbyły się trzy spotkania z dyrektorem Związku Banków Warszawskich, Panem dr. [Wiktorem] Mikuleckim [Warszawski Bank Dyskontowy], mające na celu omówienie najważniejszych spraw oraz szczegóły techniczne tego przedsięwzięcia. [...] Załącznik określa dalej kwestię wynagrodzenia dla Judenratu. Banki wykazały gotowość pobierania prowizji za ściągane inkaso w wysokości 2 promili, minimalnie 1,– zł za sztukę, przy czym dalsze wypłaty muszą być dokonywane bez pobierania opłat”68.

Członkami Biura Rozrachunkowego zostało łącznie osiem warszawskich instytucji kredytowych, mianowicie Komunalna Kasa Oszczędności miasta Warszawy, PKO, Bank Handlowy w Warszawie, Warszawski Bank Dyskontowy, Powszechny Bank Związkowy, Powszechny Bank Kredytowy, Bank Zachodni i Bank Gospodarstwa Krajowego. Inne banki, które miały jakiekolwiek relacje finansowe z gettem warszawskim, mogły być reprezentowane przez któregoś z członków69. Niemieckie banki ze swoimi krakowskimi filiami nie były zaangażowane w to przedsięwzięcie – nie reprezentowały ich własne filie warszawskie, lecz jedynie biura przedstawicielskie.

Od połowy lutego 1941 r. zaczęto stosować procedurę polegającą na tym, że przedstawiciele Judenratu realizowali dwa razy w tygodniu przepływ przekazów całego getta do warszawskiej filii Banku Emisyjnego poza granicami getta. Wpłata prowizji na rachunek Rady świadczy o tym, że ów clearing leżał nie tylko w interesie Judenratu, lecz także banków, które w ten sposób – choćby w skromnym zakresie – ściągały wierzytelności swoich klientów. Warszawski Bank Dyskontowy i Bank Handlowy w Warszawie już przed 1939 r. dysponowały znaczącą klientelą żydowską i w związku z tym nie przez przypadek należały do najważniejszych banków clearingowych Biura Rozrachunkowego, które według sprawozdania Waldemara Schöna w styczniu 1941 r., „zajmuje się w szczególności tymi kwotami, które mogą być wypłacane z zabezpieczonych kont żydowskich. W ten sposób większe środki w walucie polskiej wpływają do dzielnicy żydowskiej. Przez to także nie dochodzi do zbyt szybkiej pauperyzacji ludności żydowskiej. To postępowanie nie ma nic wspólnego z likwidacją żydowskiego mienia w złocie, dewizach i surowcach. Owa procedura pozwala z jednej strony na uporządkowane upłynnienie żydowskiego mienia, a z drugiej utrzymuje pewnego rodzaju konieczną płynność obiegowych środków płatniczych w dzielnicy żydowskiej”70.

W obliczu niewyobrażalnej biedy mieszkańców getta na początku 1941 r. owo rzekome „uporządkowane upłynnienie” zakrawało na szyderstwo. Czy polskie instytucje kredytowe zaangażowane w ten projekt stały się w ten sposób współwykonawcami niemieckiej Judenpolitik w Generalnym Gubernatorstwie? W polskich publikacjach dotyczących historii warszawskiego getta brak jakiegokolwiek odniesienia do Biura Rozrachunkowego. Jaka istnieje zatem różnica między Creditanstalt-Bankverein, który pośredniczył w przekazach bankowych dla więźniów obozów koncentracyjnych71, a bankami warszawskimi, które organizowały przepływ środków finansowych warszawskiego getta? Z całą pewnością możemy stwierdzić, że banki te z powodu ogólnej nędzy panującej w getcie praktycznie nie były w stanie wyegzekwować na jego terenie żadnych roszczeń, a jednocześnie dokonywały znacznych wpłat należności na rzecz getta. Dlatego właśnie banki warszawskie pomagały reżimowi, jeżeli nie rozwiązując, to przynajmniej łagodząc jeden z problemów okupacji, a zarazem jednocześnie stabilizując politykę okupacyjną.

Przewaga wpłat na rzecz Rady Żydowskiej w stosunku do jej zobowiązań płatniczych poza gettem wywołała po dwumiesięcznej działalności Biura Rozrachunkowego gniew w Urzędzie Nadzoru Bankowego Urząd zwrócił uwagę Bankowi Emisyjnemu, „że celem clearingu nie jest jednostronna wpłata ze strony banków do dzielnicy żydowskiej, skoro wierzytelności banków zwracane są bez żadnych wpłat”72.

Niemniej Urząd Nadzoru Bankowego musiał zrozumieć, że owa różnica wynikała ze struktury: w tym okresie większe sumy na rzecz getta pochodziły z wpłat ŻSS lub American Jewish Joint Distribution Committee (Joint). Dodatkowo istniały liczne przekazy dla mieszkańców getta, które pochodziły z zagranicy, przede wszystkim od żydowskich emigrantów i organizacji humanitarnych ze Stanów Zjednoczonych, zresztą tylko do czasu przystąpienia USA do wojny światowej w grudniu 1941 r.73 Natomiast instytucjom kredytowym korzyść przynosiły tylko wypłaty z prowadzonych przez banki zamkniętych kont żydowskich.

W okresie początkowym przepływ clearingowy Biura Rozrachunkowego nie obejmował jeszcze transakcji Transferstelle, które prowadzono centralnie przez konto rozliczeniowe filii Banku Emisyjnego w Warszawie. Już jednak na początku czerwca 1941 r. Bischof podjął pierwsze kroki mające na celu wciągnięcie Transferstelle do Biura Rozrachunkowego, aby w ten sposób zlecić temu ostatniemu cały ruch pieniężny getta warszawskiego. Planowano również utworzyć Biuro Inkasa przy Judenracie jako centralną placówkę płatniczą po stronie żydowskiej, która później miała zostać przekształcona w żydowską niezależną instytucję kredytową74.

Z początkiem lipca 1941 r. Wydział Dewizowy ułatwił na drodze rozporządzeń korzystanie przez Żydów w getcie z ich kapitału i obracanie swoim mieniem. Nowym celem stało się więc „wspieranie działalności gospodarczo-przemysłowej Żydów w żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej w Warszawie”. Tym samym mieszkańcy getta mieli prawo podejmować pieniądze w gotówce na sumę powyżej 500 zł i posiadać więcej niż 2000 zł, a kwoty gotówkowe mogły być wpłacane za pośrednictwem Biura Rozrachunkowego na konta poza granicami getta75. W połowie sierpnia 1941 r. przedstawiciele Stowarzyszeń Kupców Żydowskich i Rzemieślników Żydowskich utworzyli Towarzystwo Dostaw Wyrobów Przemysłu Żydowskiego (TODOS), które zostało uprawnione do zawierania transakcji bezpośrednio ze stroną aryjską, a jego działania przyczyniły się do zaspokojenia miesięcznego zapotrzebowania w artykuły spożywcze getta na sumę ok. 12,6 mln zł. Pozwalało to również wyżywić większą liczbę pracujących: do końca 1941 r. w getcie przebywało 65 tys. robotników, w lipcu 1942 r., bezpośrednio przed początkiem deportacji, nawet 70-80 tys.76

Ponieważ na rachunki clearingowe regularnie napływały należności z transakcji towarowych prowadzonych z gettem, zgromadzono na tych kontach poważne kwoty. Jeżeli w lutym 1941 r. wypłacono z Biura Rozrachunkowego na rzecz Rady Żydowskiej 940 940 zł (z czego 475 tys. z Jointu), to warszawskie banki otrzymały w ramach zobowiązań od Rady tylko 13 938 zł77. W czerwcu 1941 r. wobec wpłat bankowych na sumę powyżej 1,215 mln zł osiągnięto inkaso Judenratu w wysokości 12 617 zł78, a od sierpnia obserwowano obroty zwyżkowe, przy czym bezgotówkowy ruch płatniczy dla dostaw towarów Transferstelle został zaksięgowany centralnie przez Emda (Emissionsbank als Mitglied der Abrechnungsstelle, Bank Emisyjny jako członek Urzędu Rozrachunkowego). W następnych miesiącach Emda zaksięgował przeważającą część wpłat Judenratu79:

Tabela 1. Rozwój obrotów Biura Rozrachunkowego Banków Warszawskich z Radą Żydowską


Zauważalny od września 1941 r. deficytowy bilans Rady Żydowskiej nie dotyczył clearingu z ośmioma członkami Biura Rozrachunkowego (clearing ten nadal wypadał na korzyść Judenratu), lecz clearingu z Emda, tj. obejmującego obroty towarowe Urzędu Transferu. Od listopada 1941 r. bilans płatniczy getta wypadał pozytywnie i w lipcu 1942 r. osiągnął nadwyżkę w wysokości prawie 3,5 mln zł. Do tej racjonalizacji ruchu gospodarczego w warszawskim getcie przyczyniło się przekształcenie Biura Inkasa w Bank Spółdzielczy Żydowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej w Warszawie Sp. z o.o., które nastąpiło 29 września 1941 r. Głównym udziałowcem tego banku był Zakład Zaopatrywania Dzielnicy Żydowskiej (Versorgungsanstalt). Nowy bank, na którego czele stanął Edward Eliasz Kobryner80, przejął na początku lutego 1942 r. rozliczenia Rady Żydowskiej z Biurem Rozrachunkowym, miał również swoje udziały w getcie przez kredytowanie większych warsztatów produkcyjnych81.

 

Początek deportacji Żydów warszawskich do obozu zagłady w Treblince w lipcu 1942 r. odbił się na dochodach clearingowych Biura Rozrachunkowego82. Bank Emisyjny miał wtedy dokładne wyobrażenie o celu „akcji przesiedleńczej”, nie tylko jako samej deportacji Żydów, którzy nie byli przydatni do pracy, lecz także jako przygotowanej likwidacji całego getta. Zaledwie kilka tygodni później Biuro Rozrachunkowe straciło swoją rację bytu, ponieważ we wrześniu 1942 r. – w ostatnim miesiącu, dla którego zachowały się akta – obroty spadły w porównaniu z sierpniem o 44%, a w porównaniu z lipcem o 73%83. Bank Spółdzielczy Żydowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej formalnie istniał dalej, ale nie było już mowy o żadnych znaczących transakcjach z warszawskimi instytucjami kredytowymi. W kwietniu 1943 r., wraz ze stłumieniem powstania i całkowitym zniszczeniem getta, zamknięto ostatnie konta.

Po zmianie na stanowiskach Transferstelle na przełomie kwietnia i maja 1941 r. do getta nadal trafiało bardzo mało żywności. W najlepszym wypadku możliwa była stabilizacja na krytycznym poziomie głodowych racji dla Żydów w getcie. Bischof nie mógł zapobiec temu, że wskaźnik umieralności w getcie w maju 1941 r. był najwyższy, a dopiero zimą 1941/1942 r. dzięki zwiększonym racjom żywnościowym przysługującym pracownikom niemieckich firm działających w getcie wzrosła ogólna produktywność żydowskich robotników84. Ta sytuacja, postrzegana jako złagodzenie kursu, umożliwiła działania Biura Rozrachunkowego, które samo dla siebie stało się oznaką przejściowo bardziej „liberalnej” polityki gospodarczej w odróżnieniu od praktyk stosowanych przez Hansa Biebowa w getcie łódzkim. Sumy clearingowe dają tylko ogólny pogląd na znaczenie gospodarcze, jakie miało getto, jego mieszkańcy i ich siła robocza w ramach ogólnej gospodarki Generalnego Gubernatorstwa. Prawdziwego obrazu gospodarki getta warszawskiego nie poznamy jednak z oficjalnych danych transferu. Statystyk Jerzy Winkler oszacował w 1942 r. wartość miesięcznego eksportu towarów z getta, który n i e był dokonywany przez Transferstelle, na ok. 10 mln zł, natomiast oficjalny transfer towarowy stanowił tylko niewielki procent wymiany w ramach szmuglu85.

Rezultaty, jakie przyniosła nowa polityka Bischofa na przełomie 1941 i 1942 r., zostały z czasem przekreślone brzemiennymi w następstwa decyzjami z Berlina, które utorowały drogę do systematycznej zagłady Żydów. Stało się to właśnie wtedy, kiedy wielu mieszkańców warszawskiego getta zaczęło żywić nadzieję, że Niemcy przekonali się o wartości pracy żydowskiej, a tym samym Żydzi zdołają uratować swe życie. „W Warszawie zwrot ku masowej eksterminacji miał zniszczyć eksperyment gospodarczy, który zaczynał przynosić owoce”86.


Eksterminacja Żydów i zagospodarowanie

mienia żydowskiego


Chociaż niemieckie instytucje kredytowe, w przeciwieństwie do polskich banków, nie były bezpośrednio zaangażowane w finansowanie gett w Generalnym Gubernatorstwie, to nie ma wątpliwości, że wymienione wcześniej banki niemieckie oraz inne firmy niemieckie z własnymi placówkami w GG w dużej mierze zawdzięczały swój rozwój prowadzonej tam polityce antyżydowskiej. Nazistowska Judenpolitik stała się istotną częścią składową ogólnej niemieckiej polityki okupacyjnej i w związku z tym miała pewne znaczenie dla całej gospodarki. Podczas gdy w sprawozdaniu gospodarczym Banku Gospodarstwa Krajowego z lutego 1942 r. mówiono jeszcze w czasie teraźniejszym o tym, że „rozliczenie starych rachunków” w bankach należy po „uwzględnieniu wszystkich wstrzymujących to rozliczenie okoliczności” „określić jako rozwlekłe”, a Żydzi w przeciwieństwie do „aryjskich” i polskich dłużników „prawie w ogóle nie są w stanie sami spłacić [długów]”87, to w sprawozdaniu z działalności Niemieckiej Izby Handlowej dla Generalnego Gubernatorstwa donoszono rok później (marzec 1943 r.) już o faktach dokonanych, kiedy „zdecydowanie pogorszyły się relacje inkasa w następstwie ubytku żydowskich dłużników, spowodowanego ich przesiedleniem”88. Są to lakoniczne sformułowania zaczerpnięte z suchego języka dokumentów bankowych, za którymi kryje się zagłada Żydów. Ani Głównemu Wydziałowi Gospodarczemu (Hauptabteilung Wirtschaft), ani firmom niemieckim nie wystarczyło przejęcie mienia Żydów; ubiegały się one również o odzyskanie długów i o majątek, który z powodu wcześniejszych rozporządzeń antyżydowskich i prześladowań już i tak istniał tylko na papierze.

Wymyślony system reglamentacji, który miał za zadanie utrudnić Żydom dostęp do swoich pieniędzy, wkrótce sam stał się kością niezgody między konkurującymi ze sobą urzędami, przy czym należy dodać, że instytucje kredytowe trzymały się stricte obowiązujących reguł89. Na przykład Filia Banku Emisyjnego w Lublinie w październiku 1942 r. zwróciła się na wniosek komendanta Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei i SD) dystryktu lubelskiego do Miejskiej Kasy Oszczędności miasta Krakowa z prośbą, aby ta wycofała wkłady z 26 książeczek oszczędnościowych będących własnością Żydów (ogólne obciążenie na kwotę prawie 20 000 zł) i przelała tę kwotę na konto Sicherheitspolizei90. Kasa Oszczędności nie wyraziła jednak zgody na wypłatę, tłumacząc, że najpierw należałoby wyjaśnić, czy należności na kontach są w ogóle zgłoszone jako mienie żydowskie, w przeciwnym bowiem razie mogą zostać zajęte na rzecz GG jako mienie bezpańskie przez funkcjonariuszy powiatowych i miejskich (Kreis- und Stadthauptleute), lecz na pewno nie przez Sicherheitspolizei. Ponadto potrzebna byłaby zgoda odpowiedniego Urzędu Ściągania Cła (Zollfahndungsstelle), a ponadto wypłaty z 14 spośród 26 książeczek mają „zastrzeżenie na hasło bankowe”. Z tego też powodu krakowska Kasa zwróciła się z wnioskiem o złożenie lub przekazanie „potrzebnych wyjaśnień i dowodów”91. Skierowana do Policji Bezpieczeństwa prośba krakowskiej Kasy Oszczędności o podanie haseł do kont, których żydowscy właściciele prawie na pewno zostali już zamordowani, jest doprawdy wstrząsająca92. Także w odniesieniu do przechowywanych papierów wartościowych, których właścicielami byli Żydzi, banki stosowały aż do 1944 r. działanie na zwłokę: „Banki odrzucają jednak wypłatę ekwiwalentów, z odnotowaniem, że nie wyjaśniono, kto ma udzielić zezwolenia”93.

W aktach krakowskiej filii Commerzbanku zachowała się korespondencja z ŻSS na podobny temat z lata 1942 r. W ciągu sześciu tygodni od 13 lipca do 1 września bank wysłał do ŻSS łącznie trzynaście pism, w których prosił o pomoc przy ustaleniu adresów „wysiedlonych” Żydów94. Ani w aktach ŻSS, ani banku nie zachowały się jednak żadne odpowiedzi na wspomniane monity, ponieważ najprawdopodobniej nigdy nie zostały udzielone. Listy adresatów oraz wnioski dotyczące przelewów ze strony bratysławskiego Slovenska Banka wskazują, że pisma te można powiązać z deportacją Żydów słowackich, których wywieziono, począwszy od 27 marca 1942 r., łącznie w 38 transportach do Generalnego Gubernatorstwa95. Nie można wykluczyć, że dyrekcja krakowskiego Commerzbanku znała przyczynę niedoręczenia korespondencji, mianowicie zamordowanie adresatów – w tym wypadku opisana korespondencja byłaby cynicznym potwierdzeniem uników stosowanych przez bankowców. Tej tezy nie można jednak dowieść. Pisma te wskazują raczej na nieznajomość zaistniałych okoliczności, zwłaszcza że przedstawiciele władzy nazistowskiej posługiwali się językiem ezopowym, dalekim od precyzji. Tak jak wtedy, gdy Martin Luther, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, uczestniczący cztery miesiące wcześniej w konferencji w Wannsee, w telegramie z 2 maja 1942 r. zapewniał rząd Słowacji, że słowaccy Żydzi, którzy zostali deportowani do Polski, na pewno nie powrócą do ojczyzny96.

Pracownicy Commerzbanku w Krakowie, którzy usiłowali nawiązać kontakt z żydowskimi klientami przez Biuro Pośrednictwa dla Poczty Żydowskiej (Vermittlungsstelle für Judenpost) w getcie w Opolu Lubelskim97 oraz niektóre Judenraty98, na pewno zrozumieli, że mają do czynienia z wyraźną zmianą w nazistowskiej „polityce wobec Żydów”: drogą pocztową nie było już można dotrzeć do Judenratów w co najmniej sześciu miastach (Tarnów, Kamionka, Ostrów Lubelski, Rejowiec, Izbica, Opole Lubelskie).

Liczne wskazówki o eksterminacji Żydów znajdują się także w sprawozdaniach gospodarczych poszczególnych filii Banku Emisyjnego. Filie te dyrekcja zobowiązała w końcu 1940 r. do sporządzania comiesięcznych sprawozdań m.in. o „następstwach wynikających z przesiedleń Żydów”99. Rozporządzenie to świadczy o tym, że przesiedlenia (lub/i prześladowania) Żydów najwyraźniej dały się odczuć w codziennej pracy banku. W sprawozdaniu filii w Tarnopolu (dystrykt Galicja) zanotowano w czerwcu 1943 r. na temat Arbeitseinsatz m.in., że „placówki wojskowe i cywilne oraz firmy” odczuwały „szczególnie mocno narastające eliminowanie [Ausmerzung] żydowskiej siły roboczej”. Z tego względu Urząd Budowy Dróg (Straßenbauamt) musiał się liczyć „przy kontynuowaniu akcji z brakiem 3 tys. robotników”100. Trudności związane z realizacją planów budowlanych wydają się tutaj ważniejsze niż poprzedzający je masowy mord. Dwa miesiące później zmienił się całkowicie charakter korespondencji: Bank Emisyjny określił wtenczas „uszczerbek wszystkich żydowskich robotników powstały w następstwie akcji prowadzonych przez Policję Bezpieczeństwa” jako operację „o zasadniczym znaczeniu”101. W następnym sprawozdaniu bank posłużył się nazistowskim façon de parler: „Stan, w jakim znajdują się będące pod zarządem Urzędu Powierniczego domy dotychczasowej dzielnicy żydowskiej, wymaga w zdecydowanej części rozbiórki ze względu na niebezpieczeństwo zawalenia. Wiadomo, że po «wysiedleniu» mieszkańców nocami zrywano [tzn. Polacy zrywali] dachy z domów w dobrym stanie; wszystko, co jest użyteczne – piece kuchenne, piece, rury, kable – wymontowywano, przez co naprawa tych domów jest już niemożliwa”102.