Opowieści dla dzieci, które chcą uwierzyć w siebie.Tekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  Okładka

2  Strona tytułowa

3  Strona redakcyjna

4  DLA­CZEGO POWSTAŁA TA KSIĄŻKA?

5  Orzeł, który nie chciał latać

6  Dwaj włó­czę­dzy w nie­bez­pie­czeń­stwie

7  Wielki mały łucz­nik

8  Świat zza szyb auto­busu

9  Pier­ścień z prze­sła­niem

10  Tur­kawka i sowa

11  Niebo i pie­kło

12  Trzy lwy

13  Skarb rabina

14  Kobieta ide­alna

15  Koń w studni

16  Głu­chy na argu­menty

17  Książę, który chciał być żabą

18  Podobni nie­po­dobni

19  Japoń­ski bam­bus

20  Ładna noga, brzydka noga

21  Szczę­ście czy pech?

22  War­tość pie­nią­dza

23  Dwa wilki

24  Świetny inte­res

25  Rzutki i gniew

26  Latar­nia ślepca

27  Potęga umy­słu

28  Pyta­nie bez odpo­wie­dzi

29  Język

30  Magiczne drzewo

31  Jak wypeł­nić dom

32  Jeden i ten sam dow­cip

33  Orzeł i sokół

34  Potrójny filtr

35  Duże kamie­nie, małe kamie­nie

36  Ten straszny bała­gan!

37  Patrzeć oczami serca

38  Dobre buty

39  Dwa sło­wiki

40  Jak budo­wać poczu­cie war­to­ści u dzieci? Klucz nr 1: CZAS Klucz nr 2: BEZ­WA­RUN­KOWA MIŁOŚĆ Klucz nr 3: POZY­TYWNY EFEKT PIG­MA­LIONA Klucz nr 4: MAŁE ZWY­CIĘ­STWA Klucz nr 5: PRZY­ZWO­LE­NIE Klucz nr 6: UZA­SAD­NIONY PODZIW Klucz nr 7: CZU­ŁOŚĆ Klucz nr 8: NIE PORÓW­NUJ Klucz nr 9: UZNA­NIE Klucz nr 10: INSPI­RU­JĄCE PRZY­KŁADY Klucz nr 11: ZASADA RZE­CZY­WI­STO­ŚCI Klucz nr 12: WIE­RZYĆ TO TWO­RZYĆ

41  PODZIĘ­KO­WA­NIA

Tytuł ory­gi­nału: Cuen­tos para quererte mejor. 35 histo­rias para cul­ti­var el jardín de la auto­si­stema

Redak­cja: Ewa Kaniow­ska

Pro­jekt okładki: Raquel Díaz Regu­era

Adap­ta­cja okładki: Mag­da­lena Toczy­dłow­ska-Talar­czyk

Pro­jekt lay­outu: Kim Amate

Korekta: Agnieszka Al-Jawa­hiri, Beata Wój­cik

Redak­tor ini­cju­jąca: Domi­nika Duda­rew-Osiecka

Tekst © Álex Rovira, Fran­cesc Miral­les, 2018

Ilu­stra­cje © Raquel Díaz Regu­era, 2018

Copy­ri­ght © for the Polish trans­la­tion by Kata­rzyna Kozioł-Galvis, 2020

Copy­ri­ght © for the Polish edi­tion by Wydaw­nic­two Czarna Owca, War­szawa 2020

Trans­la­tion rights arran­ged by San­dra Bruna Agen­cia Lite­ra­ria, SL (Spain) and Book/lab Lite­rary Agency (Poland). All rights rese­rved

Wszel­kie prawa zastrze­żone. Niniej­szy plik jest objęty ochroną prawa autor­skiego i zabez­pie­czony zna­kiem wod­nym (water­mark).

Uzy­skany dostęp upo­waż­nia wyłącz­nie do pry­wat­nego użytku.

Roz­po­wszech­nia­nie cało­ści lub frag­mentu niniej­szej publi­ka­cji w jakiej­kol­wiek postaci bez zgody wła­ści­ciela praw jest zabro­nione.

Wyda­nie I

ISBN 9788381436229


Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer.

Dla wszyst­kich fan­ta­stycz­nych dziew­czy­nek i chłop­ców, któ­rzy stwo­rzą lep­szą przy­szłość

DLA­CZEGO POWSTAŁA TA KSIĄŻKA?

Jest wiele dobrych ksią­żek mają­cych na celu wpo­je­nie dzie­ciom war­to­ści od naj­młod­szych lat. Bra­ko­wało nam jed­nak takiej, która wspie­ra­łaby je w budo­wie samo­oceny dzięki pobu­dza­ją­cym wyobraź­nię i peł­nym humoru opo­wia­da­niom poma­ga­ją­cym poko­chać sie­bie i innych ludzi.

Pro­fe­sor Antoni Bolin­ches twier­dzi, że dzieci wycho­wane w niskim poczu­ciu wła­snej war­to­ści w doro­słym życiu będą pró­bo­wały kupić miłość, tkwiąc w nie­sy­me­trycz­nych, czę­sto tok­sycz­nych związ­kach. Uza­leż­nione od cudzej opi­nii, będą sta­rały się zado­wo­lić wszyst­kich wokół, co jest pro­stą receptą na nie­szczę­śliwe życie.

Zna­ko­mity muzyk Pau Casals uwa­żał, że w każ­dym pozba­wio­nym pew­no­ści sie­bie doro­słym drze­mie dziecko, któ­rego nie nauczono, jak ważna jest odpo­wied­nia samo­ocena, akcep­ta­cja samego sie­bie i zdol­ność poka­za­nia światu swo­jej wyjąt­ko­wo­ści.

Jak mawiała afro­ame­ry­kań­ska pisarka Toni Mor­ri­son, jeśli książka, którą chciał­byś prze­czy­tać, jesz­cze nie ist­nieje, musisz napi­sać ją sam.

Dla­tego też posta­no­wi­li­śmy stwo­rzyć tę książkę po to, by rodzice mogli wspól­nie ze swo­imi dziećmi poczy­tać histo­rie, które pozwolą im zasta­no­wić się nad swoją war­to­ścią i pra­wem do szczę­ścia: na wła­snych, a nie cudzych zasa­dach.

Każda z zawar­tych w tej książce trzy­dzie­stu pię­ciu histo­rii nie tylko dostar­czy roz­rywki dziew­czyn­kom i chłop­com w róż­nym wieku, lecz także zobra­zuje wybrane zagad­nie­nie w spo­sób, który pomoże im iść przez życie z pod­nie­sioną głową. Opo­wia­da­nia mają słu­żyć dzie­ciom za dro­go­wskazy, jak stać się pewną sie­bie, nie­za­leżną, pełną sza­cunku – dla sie­bie i innych – osobą, która umie kochać, bo nauczyła się kochać samą sie­bie.

Dzię­ku­jemy, że poma­ga­cie nam pie­lę­gno­wać ziarna, z któ­rych wyro­śnie pięk­niej­szy, bar­dziej ludzki i odpo­wie­dzialny świat.

Álex Rovira & Fran­cesc Miral­les

1

Orzeł, który nie chciał latać

Kiedy nie masz wyj­ścia i musisz sko­czyć

 

Dawno, dawno temu żył sobie potężny król, który bar­dzo lubił ptaki. Ba, uwiel­biał je!

W swoim pałacu miał ogromny ogród, a w nim miesz­kały tysiące pta­ków: nie­które w zło­tych klat­kach, a inne, bar­dziej udo­mo­wione, żyły na wol­no­ści. Jedne miały prze­śliczne kolory, a inne prze­pięk­nie śpie­wały. Jedne były wiel­ko­ści czło­wieka, a inne tak małe, że pre­mier mógł zmie­ścić je w kie­szeni. Jedne miały mię­ciut­kie pióra, a inne mówiły, zupeł­nie tak jak ty.

Kiedy król nie zaj­mo­wał się rzą­dze­niem, całymi godzi­nami prze­sia­dy­wał w swoim skrzy­dla­tym raju. Wszyst­kie ptaki dawały mu dużo szczę­ścia.

Wszyst­kie? No cóż, pra­wie…

Jeden z nich nie umiał ani śpie­wać, ani mówić. Miał szorst­kie pióra w kolo­rze brud­nego brązu. Cały czas sie­dział bez ruchu na gałęzi i nic nie robił. Był to orzeł.

– Po co go tu trzy­ma­cie, Wasza Wyso­kość, skoro nie ma z niego pożytku? – spy­tał któ­re­goś dnia naj­młod­szy ze słu­żą­cych.

– Suł­tan ze Wschodu poda­ro­wał mi tego orła, kiedy był on jesz­cze pisklę­ciem… Zapew­nił mnie, że ni­gdy wcze­śniej ani ni­gdy póź­niej nie zoba­czę ptaka, który będzie tak wysoko latać. Jed­nak minął już ponad rok, a on ani razu nie ruszył się z tej gałęzi, ani w dzień, ani w nocy. Nie rozu­miem tego!

Przez cały ten czas służba dawała pta­kowi naj­lep­sze jedze­nie i chro­niła go przed burzami pod spe­cjal­nym dachem. Zaj­mo­wał się nim wykwa­li­fi­ko­wany wete­ry­narz. Słu­żący mówili do niego z czu­ło­ścią, a pała­cowi muzycy grali tylko dla niego.

Wszystko na nic. Poda­ro­wany przez suł­tana ptak nie chciał latać, więc król posłał po naj­lep­szych tre­se­rów ze wszyst­kich zakąt­ków świata.


Pierw­szy z nich powie­dział kró­lowi: „Orzeł jest cały i zdrowy. Bra­kuje mu tylko innego, star­szego ptaka, który nauczyłby go latać”. Władca spro­wa­dził więc najstar­szego orła w całym kró­le­stwie. Młody ptak patrzył spo­koj­nie, jak tam­ten raz po raz wzbi­jał się z gałęzi, aż w końcu stary orzeł zmę­czył się i odle­ciał.

Drugi tre­ser powie­dział: „Sam nauczę go latać”. Wspiął się więc na drzewo, przy­wią­zał się do gałęzi sznur­kami i sko­czył. Raz, drugi, trzeci… Pew­nego poranka sznurki nie wytrzy­mały i tre­ser upadł na zie­mię, łamiąc obie ręce i nogę. Orzeł nawet nie drgnął. Kolejni instruk­to­rzy, zachę­ceni ofe­ro­waną przez króla sowitą zapłatą, zjeż­dżali do kró­le­stwa z naj­dal­szych zakąt­ków Ziemi. Nikomu jed­nak nie udało się spra­wić, by orzeł zaczął latać.

Władca stra­cił już nadzieję oraz dużo pie­nię­dzy.

– Będę musiał go zabić – powie­dział pew­nego ranka mło­demu słu­żą­cemu. – Daje zły przy­kład pozo­sta­łym pta­kom!

Słu­żący, który zżył się z pta­kiem, popro­sił króla, by dał mu ostat­nią szansę. Ten zgo­dził się, pewien, że i tak nic z tego nie będzie. Chło­pak był dobry i pra­co­wity, więc władca nie chciał spra­wić mu przy­kro­ści.

W połu­dnie król został wezwany do ogrodu.

Oczy pra­wie wyszły mu z orbit! Nie mógł uwie­rzyć w to, co widział… Jego orzeł kró­lo­wał na nie­bie. Leciał pośród chmur, a skrzy­dłami nie­mal doty­kał słońca.

– Jak tego doko­na­łeś? Nikomu się nie udało!

– To było pro­ste, Wasza Wyso­kość… – odpo­wie­dział chło­piec z uśmie­chem. – Ucią­łem gałąź.

Od tam­tej pory orzeł lata tak wysoko, że – jak mówią mędrcy – widać go nawet z dale­kich krain.


PRZE­MYŚL TO!

Strefa kom­fortu

Tak eks­perci nazy­wają miej­sce, w któ­rym jest nam wygod­nie. I nie cho­dzi tu o fotel! Twoją strefą kom­fortu mogą być:

Przy­ja­ciele, któ­rzy zawsze roz­ma­wiają o tym samym.

Gra, którą znasz na pamięć.

Rze­czy, które zawsze robisz, bo są dla cie­bie pro­ste.

Albo po pro­stu nic­nie­ro­bie­nie, które jest prze­cież naj­wy­god­niej­sze.

Jeśli chcesz pode­rwać się do lotu, tak jak młody orzeł, który zasie­dział się na gałęzi, musisz spró­bo­wać nowych rze­czy: nauczyć się gry na jakimś instru­men­cie albo nowego języka, który pozwoli ci poznać całą masę ludzi z naj­dal­szych zakąt­ków świata. Racjo­nal­nie i z roz­sąd­kiem sta­wić czoła temu, co cię prze­raża, abyś mógł pozna­wać nowe rze­czy, które tylko cze­kają, byś je odkrył i stał się lep­szy.

Na początku możesz się czuć nie­pew­nie, ale póź­niej będziesz dumny z tego, że udało ci się posze­rzyć hory­zonty.

Strach przed utratą spra­wia, że wiele tra­cimy. Odwaga i chęć roz­woju dodają skrzy­deł zarówno nam, jak i tym, któ­rych kochamy.

W ciągu całego życia musimy sko­czyć z wielu gałęzi, jeśli chcemy być szczę­śliwi i żyć z god­no­ścią. I kiedy to robimy, poka­zu­jemy innym, jak piękna i potrzebna jest odwaga do skoku.

2

Dwaj włó­czę­dzy w nie­bez­pie­czeń­stwie

Prze­ciw­no­ści łączą ludzi

W pew­nym lesie nie­opo­dal wiel­kiego mia­sta żyło sobie dwóch włó­czę­gów, każdy w swoim wła­snym sza­ła­sie. Jeden był ślepy, a drugi kulawy.

Mimo że byli sąsia­dami, nie roz­ma­wiali ze sobą od tak dawna, że żaden z nich nie pamię­tał już dla­czego. Być może pokłó­cili się o resztki jedze­nia, a może o jakiś pie­nią­żek lub stary koc. A może po pro­stu odda­lili się od sie­bie bez powodu.

Pew­nej nocy roz­pę­tała się okropna burza, a jeden z pio­ru­nów ude­rzył w drzewo, które natych­miast zajęło się ogniem. W jed­nej chwili pożar prze­szedł na dru­gie drzewo, a potem na kolejne i jesz­cze następne… W krót­kim cza­sie las zamie­nił się w wiel­kie ogni­sko. Wszystko się paliło!

Kulawy włó­częga zro­zu­miał, że nie da rady uciec, bo ogień jest dużo szyb­szy od niego. Nie mógł biec na tyle prędko, by się ura­to­wać! Ślepy zaś wie­dział, że choć nogi ma szyb­kie, nie jest w sta­nie zoba­czyć ścieżki.

Śmierć była coraz bli­żej, obaj czuli ją na swych ple­cach. W obli­czu stra­chu zaczęli gorącz­kowo myśleć. Czę­sto zda­rza się to wtedy, gdy znaj­du­jemy się w tak poważ­nej sytu­acji.


Wtedy kulawy męż­czy­zna wpadł na pomysł i zaczął krzy­czeć i nawo­ły­wać sąsiada. Ślepy włó­częga szedł za jego gło­sem i wnet poja­wił się w drzwiach jego sza­łasu, pyta­jąc, czego chce.

– Ty możesz biec, a ja mam dobry wzrok. Wspól­nie możemy się ura­to­wać!

I tak wła­śnie zro­bili: kulawy włó­częga wspiął się na plecy śle­pego sąsiada, który miał mocne nogi, i pokie­ro­wał go poprzez dym i pło­mie­nie. Bie­gli i bie­gli, aż w końcu wybie­gli z lasu i zosta­wili ogień daleko w tyle.

Jakiś czas póź­niej, kiedy byli już cali i zdrowi w mie­ście, cie­szyli się ze swo­jego szczę­ścia i z nowej przy­jaźni, która naro­dziła się tam­tej nocy. Odtąd wszę­dzie cho­dzili razem, śmiali się i roz­ma­wiali jak sta­rzy zna­jomi.

Połą­czył ich strach przed śmier­cią.


PRZE­MYŚL TO!

Warto łączyć siły, by iść do przodu

Japoń­czycy zwy­kli mówić: nikt nie jest tak silny, jak my wszy­scy razem. Kiedy znaj­dziesz się w tara­pa­tach, możesz czuć się słaby lub bez­bronny. Pomyśl jed­nak, że inni też się cze­goś boją i mają swoje ogra­ni­cze­nia.

Dla­tego musisz sku­pić się na swo­ich moc­nych stro­nach, zupeł­nie jak kaleka i śle­piec.

Jeśli wiesz, w czym jesteś dobry, i potra­fisz dostrzec zalety innych osób, razem może­cie doko­nać wiel­kich rze­czy.

Pamię­taj, że twoje nasta­wie­nie może dodać ci skrzy­deł albo zupeł­nie cię pogrą­żyć.

Są osoby, które rodzą się z wiel­kim talen­tem i nic z nim nie robią. Są też tacy, któ­rym na pozór cze­goś bra­kuje, a doko­nują wiel­kich rze­czy, bo mocno wie­rzą, że im się uda. Bez wąt­pie­nia ten, który chce, zrobi wię­cej niż ten, który może. Szcze­gól­nie jeśli robi to z tymi, któ­rych naprawdę kocha.

3

Wielki mały łucz­nik

Wszystko jest kwe­stią wyobraźni

Jaś był chłop­cem, któ­remu bar­dzo nie chciało się cho­dzić do szkoły. Cza­sem spę­dzał poranki w lesie: uwiel­biał wspi­nać się na drzewa, lubił też gonić zające. Dzia­dek poda­ro­wał mu więc łuk, aby mógł nauczyć się na nie polo­wać.

Chło­piec miesz­kał nie­opo­dal zamku księ­cia Augu­sta, który bar­dzo lubił jeź­dzić na polo­wa­nia. Zawsze prze­chwa­lał się upo­lo­wa­nymi przez sie­bie jele­niami, lisami i niedź­wie­dziami i uwa­żał się za naj­lep­szego myśli­wego w oko­licy.

Zda­rzyło się jed­nak pew­nego poranka, gdy wyru­szył na polo­wa­nie z bar­dzo waż­nymi gośćmi, że nie upo­lo­wał żad­nego z licz­nych zwie­rząt, jakie napo­tkał w lesie.

Nie mógł uwie­rzyć w swo­jego pecha! Co się stało z jego legen­darną cel­no­ścią? Żadna z jego kul nie dosię­gła watahy dzi­ków, za którą nie­stru­dze­nie podą­żał. W dro­dze powrot­nej książę i jego przy­ja­ciele byli w bar­dzo złym humo­rze. Wtedy wła­śnie spo­tkali małego Jasia z łukiem.

Jakież było ich zdu­mie­nie, gdy zoba­czyli, że na sze­ściu drze­wach w pobliżu miej­sca, gdzie stał chło­piec, nama­lo­wane były białe okręgi. Dokład­nie pośrodku każ­dego z nich tkwiła wbita strzała.


August od razu zszedł z konia.

– Gdzie jest twój ojciec? – spy­tał Jasia, który prze­stra­szył się, że wpadł w nie lada tara­paty. Wszak drzewa nale­żały do księ­cia!

– On nic o tym nie wie, panie, pra­cuje od bla­dego świtu. To wszystko wyłącz­nie moja wina!

Książę August nic nie odpo­wie­dział. Pod­szedł bli­żej i przyj­rzał się uważ­nie każ­dej z tkwią­cych w drze­wach strzał. „Bez wąt­pie­nia”, pomy­ślał, „ten dzie­ciak jest wyjąt­kowy”.

– Pro­szę o wyba­cze­nie, panie. Obie­cuję, że poniosę każdą karę za to, że strze­la­łem do pań­skich drzew. Chcia­łem tylko poćwi­czyć…

– To ty do nich strze­la­łeś? – spy­tał chłopca książę.

– Tak… Uka­rzesz mnie, panie?

– Dla­czego miał­bym cię karać? Gra­tu­luję, chłop­cze! Nawet ja nie umiał­bym tra­fić w sam śro­dek tych okrę­gów. – Uśmiech­nął się. – Kto nauczył cię strze­lać z łuku? Chcę poznać two­jego mistrza!


Jaś odpo­wie­dział, że nauczył go dzia­dek. Ale tak naprawdę wcale nie szło mu dobrze i dla­tego wymknął się rano, żeby poćwi­czyć. Zupeł­nie nie miał wprawy.

– Nie gadaj głu­pot, chłop­cze – powie­dział książę. – Tylko naj­lepsi łucz­nicy strze­lają tak jak ty.

– Ale panie, ja naj­pierw strze­lam, a dopiero potem maluję okręgi. To zachęca mnie do dal­szych ćwi­czeń, bo wiem, że w końcu, któ­re­goś dnia, moje strzały będą tra­fiać w sam śro­dek tar­czy za pierw­szym podej­ściem.

Książę August zaczął się śmiać jak sza­lony. Jego przy­ja­ciele oraz świta szybko mu zawtó­ro­wali.

Tam­tego poranka wielki łowca nauczył się, że wyobraź­nia bywa naszą naj­po­tęż­niej­szą bro­nią.

PRZE­MYŚL TO!

Zoba­czyć, aby uwie­rzyć, czy uwie­rzyć, aby zoba­czyć?

Są takie dni, kiedy widzimy wszystko w czar­nych bar­wach i nie potra­fimy zna­leźć roz­wią­za­nia pro­blemu. Nie zna­czy to jed­nak, że roz­wią­za­nie nie ist­nieje. Jeste­śmy po pro­stu, jak to mówią doro­śli, „wku­rzeni”. A to ozna­cza, że nie zauwa­żamy tego, co mamy pod nosem.

Książę był tak zły, że nie rozu­miał, dla­czego jakie­muś chłopcu uda­wało się tra­fić do celu, pod­czas gdy on nie był w sta­nie tego zro­bić.

Czę­sto tak w życiu bywa i należy wtedy podejść do pro­blemu od innej strony: jeśli strzała nie tra­fia do celu, musimy nama­lo­wać tar­czę dookoła niej i w ten spo­sób zobra­zu­jemy wynik, jaki chcemy osią­gnąć. Wielu wiel­kich spor­tow­ców wyko­rzy­stuje tę tech­nikę pod­czas tre­nin­gów, aby nabrać siły i entu­zja­zmu, potrzeb­nych do cią­głego popra­wia­nia swo­ich osią­gnięć.

 

Bo cza­sem jest tak, że aby w coś uwie­rzyć, musimy naj­pierw to zoba­czyć. Czę­sto jed­nak naj­pierw musimy w coś uwie­rzyć, aby stało się to fak­tem.

4

Świat zza szyb auto­busu

Ostroż­nie z oce­nia­niem innych

Pewien urzęd­nik wymknął się z pracy, aby odwie­dzić matkę w szpi­talu. Gdy z niego wyszedł, udał się na znaj­du­jący się naprze­ciwko przy­sta­nek auto­bu­sowy. Nie chciał wyda­wać pie­nię­dzy na tak­sówkę, a nie spie­szyło mu się, bo tego ranka sze­fo­wej nie było w pracy.

Na przy­stanku stał ojciec z mniej wię­cej dwu­na­sto­let­nim synem. Kiedy auto­bus pod­je­chał, pasa­że­ro­wie zajęli ostat­nie wolne sie­dze­nia, a urzęd­ni­kowi przy­pa­dło miej­sce tuż za nimi.

Gdy tylko ruszyli, chło­piec przy­kleił nos do szyby i zaczął wołać:

– Patrz, tato! Przed domem stoją dwa drzewa…

Zado­wo­lony ojciec spoj­rzał tam, gdzie wska­zy­wał jego syn, a chło­piec powie­dział:

– I pies! Ta gruba pani wypro­wa­dza swo­jego psa!

Urzęd­nik, zdzi­wiony, że chło­piec zacho­wuje się jak kil­ku­la­tek, zaczął przy­słu­chi­wać się roz­mo­wie ojca i syna.

– Popatrz, tato, jak te chmury prze­su­wają się po nie­bie… A jakie są duże!

– Tak, synku, a jedna z nich wygląda jak wie­lo­ryb – odpo­wie­dział wyraź­nie szczę­śliwy męż­czy­zna.

– A naprze­ciwko jest budy­nek, co ma chyba z dzie­sięć pię­ter! – wykrzyk­nął chło­piec, a następ­nie wstał z sie­dze­nia i pobiegł na przód auto­busu. Przy­sta­nął obok kie­rowcy i zaczął podzi­wiać brzydki beto­nowy blok.

Wtedy urzęd­nik posta­no­wił poroz­ma­wiać z ojcem chłopca:

– Prze­pra­szam, że się wtrą­cam w nie swoje sprawy, ale pań­ski syn zacho­wuje się, jakby był dużo młod­szy. Nie myślał pan o tym, żeby zabrać go do spe­cja­li­sty?

Ojciec uśmiech­nął się i odpo­wie­dział uprzej­mie:

– Wła­śnie byli­śmy u spe­cja­li­sty… i to naj­lep­szego! Mój syn uro­dził się nie­wi­domy i prze­szedł wła­śnie prze­szczep rogówki. Dzi­siaj po raz pierw­szy zoba­czył świat, o któ­rym już tyle sły­szał.


PRZE­MYŚL TO!

Każdy ma swoją histo­rię

Mamy w zwy­czaju zbyt szybko wypo­wia­dać się o rze­czach, któ­rych nie rozu­miemy. Wyra­biamy sobie zda­nie na jakiś temat i zbyt łatwo oce­niamy ludzi, któ­rych nawet nie znamy.

Mówił już o tym Pla­ton: „Bądź życz­liwy, ponie­waż każdy, kogo spo­ty­kasz, toczy ciężką bitwę”.

Urzęd­nik z naszego opo­wia­da­nia oce­nia chłopca, który zachwyca się wszyst­kim, co widzi z okien auto­busu. Nie zna jed­nak powo­dów, dla któ­rych chło­piec tak się zacho­wuje.

To samo zda­rza się nam, kiedy zło­ścimy się na innych lub nie możemy się z nimi poro­zu­mieć. Mówimy wtedy coś w stylu: „Gdy­bym był na jego miej­scu, zro­bił­bym to czy tamto”. Tym­cza­sem wcale nie jesteś tą osobą ani nie znaj­du­jesz się w takiej samej sytu­acji. Nie jesteś na jej miej­scu.

Zanim zaczniesz oce­niać lub krzy­wić się na coś, co ktoś robi (lub czego nie robi), upew­nij się, że dobrze znasz wszyst­kie oko­licz­no­ści. Możesz się bar­dzo zdzi­wić!