Ada Judytka i zaginiony tałesTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Agnieszka Suchowierska

Ada Judytka i zaginiony tałes

© by Agnieszka Suchowierska

© by Wydawnictwo Literatura

Okładka i ilustracje:

Dorota Łoskot-Cichocka

Korekta:

Aneta Kunowska, Joanna Pijewska

Wydanie I

pierwsze w Wydawnictwie Literatura

ISBN 978-83-8208-943-1

Wydawnictwo Literatura, Łódź 2020

91-334 Łódź, ul. Srebrna 41

handlowy@wydawnictwoliteratura.pl

tel. (42) 630-23-81

www.wydawnictwoliteratura.pl

Na zlecenie Woblink


woblink.com

plik przygotowała Weronika Panecka

Bardzo, bardzo dziękuję:

Joannie Auron-Górskiej, która zainspirowała mnie do napisania tej książki,

Ani Ejsmont, Ani Janinie Klozie i Pawłowi Shpringerowi – za udzielenie mi informacji związanych z judaizmem,

Muftiemu Januszowi Aleksandrowiczowi – za informacje na temat zagadnień dotyczących islamu i muzułmanów,

Joasi N. – za rozmowę na temat prawosławia,

Agnieszce Sieniawskiej i Dorocie Jabłońskiej – za cierpliwą pomoc.

Bez Was nie dałabym rady!

Agnieszka Suchowierska


LAPTOP


Hej! To ja, Ada Judytka. Wczoraj, 28 sierpnia, miałam urodziny. Dziesiąte, czyli okrągłe. Tata powiedział, że idzie mi już drugi krzyżyk, co chyba oznacza, że jestem prawie dorosła.

Na urodzinach byli goście i wielki tort z kolorowym napisem z lukru: , co po polsku znaczy: „Szczęścia!”. Dostałam dużo różnych prezentów. Najfajniejszy z nich to laptop.

Bardzo długo namawiałam mamę i tatę, żeby mi go kupili. Mówili, że nie mają pieniędzy i w ogóle jest tyle bardziej potrzebnych rzeczy. A poza tym mogę brać laptop mamy.

– Nie chcę, żebyś tylko grała w jakieś ubieranki czy inne głupoty. Komputera trzeba używać do czegoś pożytecznego – powiedziała mama, która, niestety, stara się mnie wychowywać mądrze i świadomie.

Moja mama jest bardzo fajna, ale czasami mnie nie rozumie i nie zna się na modzie. Mogę tylko pomarzyć o piórniku z czarodziejkami albo zeszytach ze słynną Serene Steon. Teraz jeszcze mam używać laptopa do pożytecznych rzeczy. Czy ubieranki nie są wartościowe? To dzięki nim znam się trochę na modzie i stylu. A na przykład w grze Doctor można się nauczyć robić operacje i zastrzyki.


– Co pożytecznego mogłabym robić? – spytałam, żeby wybadać mamę.

– Na przykład ćwiczyć ortografię i rozwiązywać dyktanda online. Przecież wakacje zaraz się skończą – wyjaśnił tata.

Ciarki przeszły mi po plecach, ale nie dałam po sobie niczego poznać. Dyktanda! Też coś!

– Fajnie! – krzyknęłam. – Nauczę się ortografii!

– Możesz też pisać pamiętnik albo opowiadania – dodała mama, bo jest pisarką i wyobraża sobie, że pisanie to jakaś wielka przyjemność.

– Albo rysować – dorzucił tata, bo jest grafikiem komputerowym i wyobraża sobie, że robienie rysunków to jakaś wielka przyjemność.

To już prędzej.

– Będę pisać i rysować – powiedziałam szybko, żeby się zgodzili.

Całe szczęście, że w laptopie nie można odkurzać albo myć talerzy. A może szkoda, bo jakby się szorowało i odkurzało kolorowe stworki albo różowe chmurki, to pewnie polubiłabym te nudne zajęcia.


Rodzice popatrzyli na siebie porozumiewawczo i wyszli do kuchni. Zamknęli drzwi, żebym ich nie słyszała i coś cicho mówili. Bardzo długo, chyba z dziesięć minut. Dochodziły do mnie tylko strzępki ich rozmowy.

– Pieniędzy… przyszłym roku… naprawdę… edukacyjne… – powiedział tata.

– Może chociaż… wydaje mi się, że… przemyślmy… – odparła mama.

– Ale… przecież… – tłumaczył tata.

– Masz rację… może jednak… – przekonywała mama.

Kiedy w końcu stamtąd wrócili, tata rzekł uroczyście:

– No dobrze. Kupimy ci laptop na urodziny.

Tak się ucieszyłam, że zaczęłam podskakiwać wokół stołu i podrygiwałam tak długo, aż zagrozili, że jak natychmiast nie przestanę, to zmienią zdanie. Z radości obiecałam im wszystko naraz: dyktanda, pamiętnik i rysunki, a potem poszłam skakać do swojego pokoju.

Dziś moje marzenie się spełniło. Urodziny już się skończyły, goście poszli, a ja siedzę przed nowym laptopem i piszę pamiętnik – postanowiłam, że posłucham rady mamy. Potem pokoloruję napis, który miałam na torcie. Ale dyktanda już nie będę robić. Może o nim zapomną.

SEKRET


Pamiętniki są po to, żeby powierzać im swoje tajemnice. Jeśli ktoś nie chce czegoś nikomu powiedzieć, to może napisać swój sekret w pamiętniku i od razu jest mu lżej.

Ja też mam tajemnicę.

W czwartek mama pracowała nad jakimś opowiadaniem dla gazety, a ja się strasznie nudziłam.

– Ada, mogłabyś po południu trochę się sama sobą zająć? – zapytała.

Usiadła przed swoim laptopem i już jej nic nie obchodziło. Kiedy mama pisze, muszę być cicho, bo w hałasie trudno jej się skupić i nie może usłyszeć własnych myśli. Każdy bohater opowiadania zaczyna robić to, co chce on, a nie mama, i wszystkie jej koncepcje się rozłażą. Nie rozumiem tego – do mnie najlepsze pomysły przychodzą właśnie wtedy, jak jest głośno! Poza tym szkoda mi, że bohaterowie powieści i opowiadań muszą słuchać pisarzy. Według mnie byłoby o wiele ciekawiej, gdyby dać im wolność.

Próbowałam zająć się sobą i pooglądać moje książki, ale wszystkie znam już na pamięć. Zaczęłam się zastanawiać, co mogliby robić ich bohaterowie, gdyby nie byli niewolnikami pisarzy. Może Kubuś Puchatek przeprowadziłby się ze Stumilowego Lasu do wielkiego miasta i wcale nie byłby taki milutki? Potem słuchałam w internecie hebrajskich piosenek dla dzieci, a szczególnie Cziribim cziribom. Ta piosenka to taki hebrajski stół z powyłamywanymi nogami. Śpiewa się ją coraz szybciej i szybciej, aż język się całkiem plącze:

Cziribim cziribom

cziribim bom bom bom

bom bom bom.

Cziribim cziribom

cziribim bom bom bom bom.

Cziri biri biri biri

biri biri biri biri

biri biri biri biri

bim bom bom.

Cziri biri biri biri

biri biri bom.

Cziribim bom bom bom bom.


Kiedy mama krzyknęła, że za chwilę oszaleje od tego cziribimbomowania, wpadłam na pomysł, żeby pobawić się w dorosłą. Wzięłam z sypialni rodziców tałes mamy, z szafki na buty jej czerwone szpilki, a z półki w salonie okulary i zaczęłam się przebierać. Najpierw włożyłam buty, a potem okulary, w których prawie nic nie widziałam. Kiedy chciałam przymierzyć przed lustrem tałes, niechcący nastąpiłam na niego obcasem i trrrach! zrobiła się w nim wielka dziura… Można przez nią wsadzić głowę i byłaby z tego ładna letnia sukienka, ale mama nie chce sukienki, tylko tałes. Jest jej potrzebny do modlitwy.

Schowałam go do szafki z pościelą. Może nikt nie zauważy?…

Co mnie podkusiło? Nigdy sama nie mogłam go brać. Teraz to dopiero będzie cziribim cziribom…

BIAŁYSTOK


Moją najlepszą przyjaciółką jest Ksenia. Ma takie ładne imię, bo jest prawosławna. Podobno znaczy ono „życzliwa dla obcych i gościnna” – i to się w jej przypadku sprawdza. Mam wielkie szczęście, bo jest jednocześnie moją przyjaciółką oraz sąsiadką, a na dodatek uczymy się w tej samej klasie i siedzimy w jednej ławce. Ksenia mieszka dokładnie pod nami, na pierwszym piętrze. Jest miła i kulturalna. Nigdy nie zapomina o „dzień dobry” czy „dziękuję”, na lekcjach często podnosi rękę do odpowiedzi. Nie pamiętam, żeby komuś sprawiła jakąś przykrość.

Ja jestem całkiem inna niż ona. Moje pierwsze imię podobno oznacza po hebrajsku „ta, która lubi się stroić”, a drugie „Żydówka”. Oba dobrze mnie opisują. Ciekawe, czy jest takie imię, które znaczy „ta, która ciągle podskakuje”, bo takie pasowałoby do mnie najbardziej. Kiedy idziemy z Ksenią szkolnym korytarzem, ona kroczy niczym jakaś dama, a ja podskakuję jak kangur.

 

Prowadzę pamiętnik od niedawna, więc nie zdążyłam jeszcze napisać, że mieszkam w Białymstoku.

Moja mama jest Żydówką i Polką, tato jest Polakiem i nie jest Żydem. Mama nazywa się Joanna Lemberg, tata Maksym Siemaszko, a ja jestem Ada Judytka Siemaszko – pół-Polka, pół-Żydówka.


Lubię spotykać się z koleżankami, oglądać filmiki w internecie i interesuję się znaczeniem imion. Imię mojej mamy oznacza po hebrajsku „Jahwe jest łaskawy”, a imię taty pochodzi z języka łacińskiego i znaczy „największy”.

Mama jest dumna z tego, że jest Żydówką. W domu często o tym mówi, aż czasami ja i tata już nie mamy siły tego słuchać. Ale jak kogoś dobrze nie zna, to rzadko o tym wspomina, tak jakby się czegoś bała. Tato powiedział, że niektórzy ludzie nie lubią Żydów tylko dlatego, że są Żydami, i mama boi się nieprzyjemności. Osobiście uważam, że mama przesadza, bo to przecież niemożliwe, że można kogoś nie lubić za to, że jest na przykład Chińczykiem albo Szwedem. Trzeba być strasznie głupim, żeby tak myśleć.

Mama cieszy się, że mieszkamy w Białymstoku, bo stąd pochodzą jej przodkowie, to znaczy prababcia i pradziadek. Nie rozumiem, dlaczego uważa, że to miasto jest żydowskie, skoro nie ma tu Żydów. Pokazywała mi jakieś tablice pamiątkowe na ulicy, pomnik pana Ludwika Zamenhofa, który stworzył międzynarodowy język esperanto, czarno-białe zdjęcia sprzed wojny i inne starocie. Podobno kiedyś w Białymstoku mieszkało bardzo dużo Żydów, o wiele więcej niż Polaków. To znaczy ci Żydzi też byli Polakami, tylko że Żydami, a Polacy byli Polakami, tylko że katolikami albo prawosławnymi, albo Tatarami. Strasznie trudno to wytłumaczyć. W każdym razie wszyscy mieszkali tu sobie dość spokojnie, aż przyszła druga wojna światowa i Żydzi musieli uciekać. Tych, którzy zostali, hitlerowcy najpierw zamknęli w getcie, a potem zabili. Getto to taka oddzielona część miasta, gdzie przymusowo mieszkają ludzie, nie mogą jej opuszczać i nie mają różnych rzeczy, które są w innych dzielnicach. W gettach jest więcej chorób i czasami brakuje jedzenia. To okropne i może dlatego, chociaż to było bardzo dawno temu, mama obawia się mówić obcym, że jest Żydówką.

Szczerze mówiąc, ja też się czasem trochę tego boję. Ale Kubie powiem. On jest fajny.

Jeszcze bardziej boję się, że mama zacznie szukać swojego tałesu. Całe szczęście, że na razie niczego nie podejrzewa.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?