Tak smakuje miłość

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Tak smakuje miłość
Tak smakuje miłość
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 71,80  57,44 
Tak smakuje miłość
Audio
Tak smakuje miłość
Audiobook
Czyta Marta Żmuda-Trzebiatowska
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Copyright © Agata Przybyłek, 2019

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2019

Redaktor prowadzący: Sylwia Smoluch

Redakcja: Anna Stawińska / Quendi Language Services

Korekta: Paulina Jeske-Choińska

Projekt typograficzny, skład i łamanie: Teodor Jeske-Choiński

Projekt okładki i stron tytułowych: Magda Bloch

Fotografia na okładce: bellena / depositphotos.com

Happy cake Happy cafe / shutterstock.com

Alicedaniel / shutterstock.com

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

eISBN 978-83-66278-34-9

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

fax: 61 853-80-75

redakcja@czwartastrona.pl

www.czwartastrona.pl

Rozdział 1

„Ludzie rozstają się z różnych powodów. Zdrada, nuda, niedopasowanie charakterów… Pobudki bywają mniej lub bardziej absurdalne, ale myślę, że niewiele osób może pochwalić się taką historią, jak moja” – napisała Ola na swoim blogu, lecz po chwili skasowała ten tekst i obróciła się na skórzanym fotelu.

Potem głośno westchnęła. Nie, zwierzanie się fanom nie było najlepszym pomysłem. Może i zostawił ją mąż, ale nie należała do desperatek. Zamknęła laptopa i poszła do kuchni, żeby zaparzyć sobie kawę. Nie było to najzdrowsze rozwiązanie, w końcu kofeina w nadmiarze szkodzi, lecz na pewno bardziej rozsądne niż na przykład topienie smutków w alkoholu.

Włączyła ekspres i oparła się o kuchenny blat. Jej blond włosy opadały na odsłonięte ramiona. Mimo wrodzonego entuzjazmu była w rozsypce. Czerwcowe słońce rozświetlało kuchnię, ale ona miała wrażenie, że jest jesień. Wszystko przez Krystiana, a raczej fakt, że zostawił ją i odszedł. Nie umiała mu tego wybaczyć. Zwłaszcza że powód ich rozstania był naprawdę żałosny.

Ekspres zabuczał, dając znać, że jest gotowy do pracy, więc nacisnęła guzik z napisem espresso. Z filiżanką w ręku usiadła przy stole na piętach. Normalnie nigdy by tego nie zrobiła, ale skoro znowu była singielką, nie musiała się starać. Kogo obchodził jej prosty kręgosłup?

Westchnęła i upiła łyk kawy. Chociaż pierwszy szok po rozstaniu minął i po tygodniu w końcu przestała płakać, czuła się fatalnie. Miała wrażenie, że świat spadł jej na głowę. Runęło wszystko, co budowała z mężem przez lata. Wszystkie plany, marzenia, aspiracje… Teraz pozostało po tym tylko pobojowisko, którego nie umiała posprzątać. Jak na razie miała siłę tylko na to, żeby patrzeć na ten krajobraz po katastrofie i wzdychać. A i to czasami przerastało jej możliwości.

Wszystko przez teściową. Ola zawsze postrzegała ją jako szaloną, choć to dosyć łagodne określenie w tej sytuacji. Już na początku ich małżeństwa teściowa przyjeżdżała do nich, przestawiała im meble i zwoziła jakieś dziwne elementy wystroju wnętrz.

– To feng shui, nie słyszałaś o tym? – Patrzyła na nią jak na wariatkę, gdy Ola ośmieliła się wyrazić opinię na temat jakiegoś paskudnego kwiatu w różowej doniczce, który miał na stałe „ozdabiać” jej parapet.

– Coś tam niby obiło mi się o uszy…

– W takim razie posłuchaj mnie teraz uważnie, bo dwa razy nie będę powtarzać – powiedziała stanowczo teściowa. – W twoim domu jest za mało dobrej energii, a za dużo tej złej. Musimy to zmienić.

– Naprawdę? – Synowa nie kryła zdziwienia. – A mnie i Krystianowi dobrze się tu mieszka. Jesteśmy zadowoleni.

– Pozory dziecko, pozory. – Teściowa złapała za klamkę i otworzyła okno, przy którym stały. – Przede wszystkim musisz częściej tu wietrzyć, rozumiesz?

Ola niechętnie skinęła głową.

– W ten sposób wpuszczasz do środka świeżą dawkę pozytywnych wibracji. Po drugie, zrób porządek z niepotrzebnymi gratami. – Kobieta wskazała na stolik, na którym akurat kilka minut wcześniej Ola wklejała luźne notatki do swoich przepiśników. – Wyzwolisz się w ten sposób od wewnętrznego chaosu i nieporządku.

Ola rozejrzała się za mężem, z nadzieją, że uratuje ją przed słuchaniem tych głupot, ale jak na złość akurat gdzieś zniknął.

– Jeszcze sól – ciągnęła teściowa. – Masz sól?

– Tego akurat jest u mnie pod dostatkiem.

– To świetnie. Musimy posypać nią każdy zakątek.

– Ale dlaczego?

– Żeby wchłonęła złą energię, która została po poprzednich mieszkańcach.

– Nie sądzę, żeby to było konieczne. Tutaj mieszkali wcześniej bardzo mili ludzie.

– Prewencja przede wszystkim. – Teściowa ruszyła do kuchni. – Zresztą po kilku dniach będziesz mogła ją zamieść. Sól działa dość szybko.

Ola wyobraziła sobie, jak biega po domu z odkurzaczem, próbując wyczyścić wszystkie zakamarki i aż się skrzywiła.

– Musicie również pomyśleć o przeniesieniu sypialni.

Synowa zmusiła się do uśmiechu.

– Tak? – Udała uprzejmość.

– W dodatku jak najszybciej. Powinna być zorientowana na zachód. A łóżko absolutnie nie może być ustawione między drzwiami i oknem. Przepływa między nimi za dużo energii, to nie wróży długiego, głębokiego snu.

Ola podchodziła do tych wymysłów z przymrużeniem oka, ale to, co ta baba nawywijała ostatnio, przerastało ludzkie pojęcie. Otóż ta stara wariatka postanowiła zostać wróżką. Chyba z nudów zapisała się na zaoczne studia z parapsychologii, gdzie zachłysnęła się magią oraz różdżkarstwem.

– Przecież to jakiś absurd – dziwiła się Ola, ale Krystian ostro stanął w obronie matki.

– To chyba dobrze, że na stare lata chce się dokształcać.

– Oczywiście, ale mogła wybrać jakiś normalny kierunek.

– To jest NORMALNY kierunek – podkreślił. – Po ukończeniu tych studiów dostanie tytuł magistra.

– I co jej wpiszą do suplementu? – Ola nie mogła powstrzymać śmiechu. – Specjalizacja: psycholog-wróżka?

Tak czy siak teściowa skończyła te studia. Ku zdziwieniu wszystkich napisała obszerną pracę magisterską o wpływie mistyki chińskiej na zdrowie psychiczne człowieka i została uznana za jedną z najlepszych studentek na roku.

– Nie no, ja po prostu nie wierzę… – wyrwało się Oli, gdy teściowa pokazała jej dyplom, ale był to zaledwie wstęp do tego, co działo się później.

Idąc za ciosem, matka Krystiana postanowiła otworzyć działalność i zawodowo uprawiać wróżbiarstwo. Zupełnie przearanżowała swój salon, kupiła szklaną kulę i kota, a przed jej domem zawisł ogromny szyld z informacją o świadczonych przez nią usługach. Zaczęła nosić barwne sukienki do ziemi oraz robić sobie ostry makijaż.

– Dobrze, że znalazła jakąś pasję – komentował to Krystian, ale jego żona patrzyła na to zupełnie inaczej. I nie chodziło nawet o to, że nie wierzyła w magię, po prostu zaangażowanie teściowej w to hobby było co najmniej chorobliwe. Jej zdaniem zakrawało nawet o obsesję.

Po kilku kłótniach z mężem wolała jednak zachowywać te uwagi dla siebie. Mieli zupełnie inne zdanie w tej kwestii, więc dla dobra ich związku znosiła wymysły jego matki. A raz nawet osobiście pocieszała sąsiadkę, która wybrała się do niej po wróżbę. Chyba można to podciągnąć pod zaangażowanie się w sprawę?

Przez cały czas przeczuwała jednak, że te wymysły teściowej w końcu źle się skończą. Nie umiała tego racjonalnie wyjaśnić, ale miała złe przeczucia. Czytała o samospełniających się proroctwach, no i obawiała się, że któryś z niezadowolonych klientów wytoczy wróżce proces.

– To się kiedyś skończy w sądzie, zobaczysz – mówiła przez telefon do swojej mamy, lecz w najśmielszych snach nie spodziewała się, że owszem, przez teściową dojdzie do procesu, ale rozwodowego. I będzie to jej własny.

Jak to się stało? Pewnego majowego poranka jakaś umówiona klientka teściowej odwołała wizytę, a ta z nudów postanowiła postawić tarota, aby sprawdzić, jaka przyszłość czeka Krystiana. Przygotowała stanowisko pracy, rozłożyła karty, a potem… Podobno omal nie dostała zawału, widząc, co niesie przyszłość. Rzuciła karty na stół i drżącymi dłońmi wybrała numer do syna.

– Krystian? – Ryknęła do słuchawki. – Masz do mnie przyjechać! I to jak najszybciej!

– Ale ja jestem w pracy, mamo – jęknął, niepocieszony. – Ola pracuje dziś w domu. Może ona mogłaby do ciebie zajrzeć?

– Żadna Ola, nic nie mów Oli! Precz z tą dziewuchą.

– Mamo, czy ty dobrze się czujesz?

– Przyjeżdżaj do mnie osobiście! Natychmiast!

Cóż chłopina miał zrobić? Poszedł do szefa, powiedział, że ma awaryjną sytuację rodzinną i pojechał do matki. Ta czekała na niego już w progu i gdy go tylko dostrzegła, wybiegła mu na spotkanie.

– Musisz się rozwieść! – Krzycząc na całe gardło, ruszyła przez podjazd w falbaniastej sukience, aż sąsiedzi zaczęli wyglądać z okien.

– Co ty mówisz, mamo?

– Musisz się rozwieść i to jak najszybciej.

– Ale dlaczego? – Krystian zlustrował ją wzrokiem.

– Chodźmy do domu, tam ci wszystko wyjaśnię. – Wzięła go za rękę, a potem odbyli długą rozmowę, w której dokładnie wyjaśniła mu, co zobaczyła w kartach.

– Zaraz, zaraz… – Syn pokręcił głową z niedowierzaniem. – Czy ty sugerujesz, że jeśli nie rozwiodę się z Olą, to umrę?

 

Wróżka gwałtownie skinęła głową.

– Karty wyraźnie mówią, że ta kobieta sprowadzi na ciebie śmierć.

– Ale jesteś pewna?

– Stuprocentowo. Karty nie kłamią. Pamiętasz wuja Henryka, któremu przepowiedziałam upadek z ciągnika?

– Pamiętam.

– A kuzynkę Malwinę, której mówiłam, że urodzi martwe dziecko?

– Niestety tak.

– Karty się nie mylą, kochanie, a ja nie popełniam błędów. – Ubiegła jego kolejne pytanie.

– Ale jak umrę?

– Tego karty nie mówią, za to jedno jest pewne: musisz zakończyć to małżeństwo. I to zanim będzie za późno!

Krystian bił się z myślami przez kilka dni. Kochał Olę, był tego pewien, ale w końcu chęć życia wygrała. Zebrał się na odwagę, a gdy powiedział o tym żonie, ta nie wiedziała, czy śmiać się, czy płakać.

– Słucham? To jakiś żart? – Powiodła wzrokiem dokoła, szukając ukrytej kamery. – Czy ty teraz mnie wkręcasz?

– Przykro mi, Olu, ale mówię zupełnie poważnie. Tak będzie lepiej.

– Zaraz, zaraz… – Ola przyłożyła rękę do skroni. – Chcesz rozwodu, bo twoja mama spojrzała w karty i zobaczyła, że nam nie wyjdzie?

– Że umrę – sprostował, a ona pokręciła głową z niedowierzaniem.

– Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam! Zrywasz ze mną przez wróżbę? To takie żałosne, że aż zabawne.

– Jeśli chcesz, to możesz się śmiać, po prostu…

– Nie chcę się śmiać! – wrzasnęła. – Ja mam ochotę cię zabić.

Krystian popatrzył na nią z politowaniem.

– Zawsze byłaś niezrównoważona psychicznie. Może to nawet lepiej, że się rozstaniemy – powiedział, a potem odwrócił się na pięcie i oznajmił, że idzie spać do kolegi.

Ola tymczasem jeszcze przez długi czas stała pośrodku salonu i z niedowierzaniem wpatrywała się w drzwi. Przez kilka pierwszych minut miała wrażenie, że to wszystko jest tylko kiepskim żartem – Krystian zaraz do niej wróci i powie, że chciał ją tylko nabrać.

Ale tak się nie stało, ani pięć minut, ani godzinę później. Czas mijał, a do niej powoli docierało, że oto właśnie została sama jak palec, bo jej teściowa jest wariatką. W dodatku jej mąż wcale się od niej nie różnił. Kto rozstaje się w taki sposób? Może to genetyczne?

Gdy koleżanki opowiadały jej o rozwodach, zawsze mówiły o smutku, ale ona nie czuła wtedy żalu ani nostalgii – przepełniała ją wściekłość. Miała ochotę jechać do teściowej i wygarnąć jej, że jest nienormalna, ale w końcu porzuciła ten pomysł, bo to mogłoby źle się skończyć. Jeszcze znalazłaby się w kryminale oskarżona o zabójstwo starej wariatki.

Zamiast tego poszła pobiegać. Przez kilkadziesiąt minut truchtała po chodnikach w sportowych ubraniach, próbując okiełznać myśli. Miała ich mnóstwo, ale dopiero gdy wróciła do domu i padła na łóżko, pod jej powiekami zaszkliły się łzy. Napływały powoli, lecz gdy już zaczęła płakać, nie mogła ich pohamować. Podciągnęła nogi pod brodę, objęła je dłońmi i wyła do rana. Czuła się skrzywdzona, samotna, a w dodatku upokorzona. Przecież gdy komukolwiek powie o powodzie rozstania, ten będzie się śmiać. Nie mówiąc już nawet o sądzie. Stanie się pośmiewiskiem!

Użalała się nad sobą przez tydzień. Miewała lepsze i gorsze momenty. Raz zdawało jej się, że nie ma już po co żyć i chciała ze sobą skończyć, innym razem śmiała się przez łzy na myśl o tej absurdalnej sytuacji.

– Głupia wróżka rozbiła nasz związek – mamrotała pod nosem, popijając wino. – A taki niby był trwały i mocny.

Oczywiście rozum podpowiadał jej, że mogło być gorzej. Ktoś mógł umrzeć, zostać trwale okaleczony albo zaginąć w niewyjaśnionych okolicznościach. Mogła zostać bez dachu nad głową czy stracić pracę. Albo na przykład przeżyć śmierć rodziców.

W chwilach największego cierpienia słowa: mogło być gorzej, brzmią jednak zawsze jak pusty frazes – tanio oraz banalnie. No bo co z tego, że innych dopadają gorsze nieszczęścia?, zastanawiała się w myślach. Czy to oznacza, że ona mniej cierpi?

Przez tydzień nie wychodziła z domu. Zwykle umalowana i dobrze ubrana, teraz snuła się w dresie albo piżamie. Bez celu przesiadywała na kanapie w salonie wpatrzona w telewizor i smarkała w chusteczkę, gdy leciał akurat film o miłości.

Odcięła się od wszystkiego i wszystkich. Wyłączyła telefon, prawie nie zaglądała do skrzynki mejlowej i nawet listonosza wolała nie wpuszczać. Niby żeby go nie wystraszyć, ale tak naprawdę dlatego, że był mężczyzną. A chwilowo miała ich przecież po dziurki w nosie.

Ograniczyła też swoją aktywność w mediach społecznościowych do minimum, co w jej sytuacji było naprawdę wyjątkową sytuacją. Od kilku lat prowadziła bowiem niezwykle poczytnego bloga smacznegopolsko.pl oraz kanał na YouTubie o tej samej nazwie. Dzięki oryginalnym przepisom oraz dopracowanej szacie graficznej zyskała sławę i rozgłos. Każdy jej artykuł czy filmik trafiał do setek tysięcy odbiorców. Współpracowała z wieloma markami oraz była twarzą licznych produktów, zaczynając od przypraw, poprzez blendery i garnki, kończąc na gwiazdkowych rękawicach kuchennych przeznaczonych na prezent. Telewizje śniadaniowe chętnie zapraszały ją do gotowania w kącikach kulinarnych, a swego czasu prowadziła nawet pewien talent show, który miał wyłonić najlepszego cukiernika w Polsce.

Chociaż zakładając bloga, zupełnie się tego nie spodziewała, to już na studiach zdobyła sławę i rozgłos. Miała być architektem, a w efekcie tworzyła kolejne warstwy tortów i karmelowe konstrukcje. Ani przez chwilę nie żałowała jednak, że właśnie tak potoczyło się jej życie. Ewidentnie odniosła sukces, ale chyba ważniejsze było dla niej to, że czuła się po prostu szczęśliwa. Uwielbiała swoją pracę i z zapałem zakładała fartuch. Czerpała frajdę zarówno z eksperymentowania w kuchni, jak i z możliwości dzielenia się wiedzą oraz kontaktu z fanami. W wywiadach zawsze określała siebie jako osobę spełnioną. Miała cudowny dom z dwiema przeszklonymi ścianami, pracę, którą kochała, wiernego męża oraz bardzo wspierającą rodzinę.

Wróć. Męża miała przecież już tylko formalnie. Za chwilę będzie musiała go z tej listy wykreślić i zacząć określać się mianem szczęśliwej, wyzwolonej singielki. Niestety, wydawało jej się to bardziej przykre, niż jawiło jako powód do dumy. Nigdy nie należała do feministek, wręcz przeciwnie, była dość staroświecka. Odkąd tylko pamiętała, zawsze chciała mieć męża i dzieci. Normalną rodzinę, w której ludzie kłócą się czasem o głupoty, ale oddaliby za siebie życie w imię miłości.

Widocznie w tych czasach to jednak trudniejsze, niż sądziła.

Gdyby chociaż mnie zdradził, myślała, popijając espresso. Pewnie byłoby to potwornie bolesne, owszem, dodatkowo miałaby poczucie porażki, ale przynajmniej brzmiałoby jak typowy, powszechny powód do rozstania. Ludzie często spotykają kogoś lepszego. Bardziej atrakcyjnego, zabawnego czy wpływowego. Popłakałaby sobie, ale w końcu pogodziłaby się z porażką. Ba! Już nawet te cholerne niedopasowanie charakterologiczne brzmiałoby lepiej. A tak? Mąż zostawił ją, bo jego matka wróżka uznała, że tak będzie lepiej.

– Boże… – jęknęła, uświadamiając to sobie. – Jakie to absurdalne!

Dopiła kawę i włożyła filiżankę do zmywarki. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, powiodła wzrokiem po salonie. Uwielbiała to miejsce. Utrzymany w jasnej tonacji, o białych ścianach i z wielkim oknami, zawsze był słoneczny, co napawało ją optymizmem. Poza tym sporo było w nim roślin. Pod jednym z okien stała dorodna palma w bambusowym koszyku, na podłodze rezydowały ciemnozielone zamiokulkasy, a przy kanapie piękna monstera – jej oczko w głowie. Ola uwielbiała siedzieć wśród rozłożonych na sofie poduszek i napawać się urokami zieleni. Towarzystwo roślin zawsze działało na nią uspokajająco oraz relaksująco.

Działało oczywiście w normalnej sytuacji, którą na pewno nie było wiszące nad nią widmo rozwodu. Od kilku dni prawie niczym nie mogła poprawić sobie humoru. Nawet czekoladą, ulubionym winem czy zakupami przez internet. Ale właściwie czy coś w tym dziwnego? Przecież to nie był zwykły kryzys albo pseudodepresja spowodowana gorszym dniem, niepowodzeniem w kuchni czy komentarzem hejtera w internecie. To, co teraz odczuwała, to był wielki kanion. Jeden w największych, w jakim kiedykolwiek się znalazła.

I pomyśleć, że nie tak dawno temu rozmawialiśmy z Krystianem o dziecku, pomyślała, siadając na kanapie. Byli małżeństwem już od kilku lat i w końcu dotarli do takiego momentu, gdy oboje chcieli zostać rodzicami i nie widzieli co do tego żadnych przeciwwskazań. Ola poszła nawet do lekarza, żeby przygotować się do tych starań i bardzo często, gdy leżeli przytuleni, wyobrażała sobie, jak nieopodal bawi się ich upragnione maleństwo. Najczęściej dziewczynka.

– A ty wolałbyś syna czy córkę? – zapytała któregoś razu, gdy Krystian gładził ją czule po ręce.

– Oczywiście, że syna – odparł z pełnym przekonaniem.

– No tak. – Kiwała głową, bo właściwie mogła przewidzieć taką odpowiedź. – Przecież posiadanie syna jest takie męskie.

– Kochanie… – Mąż wywrócił oczami i pocałował ją w czoło. – A wolałabyś, żebym nie był stuprocentowym mężczyzną?

No pewnie, że nie wolałby. Ile to razy cieszyła się w duchu, że Krystian nie nosi różowych koszul albo obcisłych spodni przed kostkę, jak wielu facetów, których spotykała na spotkaniach biznesowych czy w telewizji. Zawsze podobał jej się fakt, że miała męskiego męża. Takiego, który pomimo tego, że chodzi do pracy pod krawatem, przynajmniej dwa czy trzy razy w tygodniu znajduje czas, żeby zadbać o swoje mięśnie i interesuje się sportem.

Albo nie boi się pobrudzić sobie rąk. Chyba do końca życia będzie pamiętała dzień, kiedy podczas transmisji na żywo, gdy gotowała coś na oczach dziesiątek tysięcy fanów, zepsuł jej się kran i woda zaczęła zalewać kuchnię. Gdyby nie Krystian, pewnie zrobiłaby z siebie pośmiewisko, bo jedyne, co przyszło jej wtedy do głowy, to płacz. A on po rycersku podwinął rękawy, nie wiadomo skąd przyniósł nową uszczelkę i już po kilku minutach było po wszystkim.

Zresztą nie tylko wtedy uchronił ją przed katastrofą. Pewnego razu wybrała się sama na większe zakupy do galerii handlowej i przez przypadek zablokowała kierownicę w samochodzie, tak, że nie mogła odjechać. Nie miała pojęcia, jak do tego doszło, w dodatku żadne sposoby, żeby jakoś się z tym uporać, które znalazła naprędce w internecie, nie chciały zadziałać. Zestresowana i przerażona, że nie zdąży wrócić do domu przed umówioną wizytą gości, zadzwoniła do męża, a ten przyjechał w zaledwie kilkadziesiąt minut i wybawił ją z opresji.

– Jak ty to zrobiłeś? – spytała z podziwem.

Krystian tymczasem tylko wzruszył ramionami.

– Przecież to nic wielkiego.

Może i nie, przyznała w duchu, ale po tym wydarzeniu i tak długo patrzyła na niego jak na rycerza w lśniącej zbroi. Zwłaszcza że po wizycie gości powkładał jeszcze naczynia do zmywarki.

Teraz przykro jej było o tym myśleć. Została samotną kobietą przed trzydziestką bez żadnych perspektyw. Nawet fakt, że spełniała się zawodowo nie poprawiał jej chwilowo nastroju.

A to wszystko przez to, że mimo drobnych wad, Krystian naprawdę nie był zły. Mogła trafić o wiele gorzej, co uświadamiały jej często przyjaciółki, które opowiadały o swoich nieudanych związkach.

– Kretyn zostawił mnie dla młodszej, rozumiesz to, Olka? – skarżyła się kiedyś jedna, topiąc smutki w alkoholu w zatłoczonym barze. – Takiej bez wykształcenia, wysokiej posady w firmie, ale za to bez zmarszczek pod oczami i z jędrnym tyłkiem.

– Kretyn, masz rację.

– I niby w czym taka siksa jest lepsza ode mnie? Jestem od niej bardziej dojrzała i wszystko wskazywałoby na to, że mogę zaoferować facetowi więcej. Wiesz, ile ona ma lat? – spytała rozżalona.

– Ile?

– Siedemnaście. Zostawił mnie dla małolaty, która jest ponad dziesięć lat młodsza!

– A mój odszedł, bo uznał, że chce jeszcze pobawić się życiem – narzekała inna. – Podobno uświadomił sobie, że w młodości się nie wyszalał i teraz chce nadrobić stracony czas.

– Naprawdę? – dziwiła się Ola.

– A czy wyglądam, jakbym żartowała?

– No nie.

– To masz odpowiedź. W dodatku wiesz, co on chce zrobić z pieniędzmi, które mam mu zapłacić, żeby móc zachować nasz dom?

– Kupić sportowy samochód?

– Gorzej – jęknęła przyszła rozwódka. – Ten kretyn chce kupić jacht! I wypłynąć w nim w rejs po Mazurach, żeby przez kilka miesięcy żywić się tylko naładowanym chemią żarciem z puszek i kąpać w jeziorze.

Ola pokręciła głową z niedowierzaniem.

– Są takie sfery bycia mężczyzną, których nigdy nie pojmę.

 

– Ja tak samo! – Zgodziła się tamta. – A przecież w naszym domu są dwie łazienki, jedna z wanną, druga z prysznicem. Nie mówiąc już o tym, że codziennie gotowałabym mu zdrowe obiadki!

– Miał z tobą za dobrze.

– A i tak wybrał bliskość z naturą, jak to określił.

– Kryzys wieku średniego?

– Podobno, a przynajmniej taką diagnozę postawiła mu moja psycholożka.

– Chodzisz do psychologa? – Ola nie kryła zdziwienia.

– Gdybyś była w mojej sytuacji, to też byś poszła. Facet potrafi tak zrujnować kobiecie psychikę, że bez fachowej pomocy można pożegnać się z normalnością.

Ola słuchała tych wszystkich żali ze współczuciem, ale w duchu cieszyła się, że ma normalnego męża (chociaż potem i tak wyszło szydło z worka). Krystian był inny od tych wszystkich facetów, o których opowiadały jej koleżanki. Nie dość, że wraz z wiekiem stawał się coraz bardziej przystojny, to jeszcze bardziej czuły i romantyczny. Pomimo kilkuletniego stażu małżeńskiego często spędzali wspólnie wieczory. Krystian dbał o to, żeby codziennie mogli spokojnie porozmawiać, bo usłyszał gdzieś, że dobra komunikacja w związku to klucz do długiego wspólnego życia. Sam z siebie zapalał świeczki w salonie, włączał nastrojową muzykę i godzinami wylegiwali się potem przytuleni na kanapie, rozmawiając o marzeniach, planach oraz w ogóle o życiu. Chociaż ciężko pracował w banku i niekiedy po całym tygodniu wręcz padał ze zmęczenia, prawie co weekend wychodzili na miasto, czy to do kina, czy zjeść romantyczną kolację.

– Naprawdę? – dziwiły się jej koleżanki.

A ona z dumą wysyłała im zdjęcia w eleganckich sukienkach.

Owszem, czasami – jak każda para – miewali gorsze momenty, ale i tak uważała, że Krystian ma prawie wszystkie cechy idealnego męża. W końcu nie kłóci się tylko ten, kto nie okazuje prawdziwych emocji. Po każdej sprzeczce przynosił jej kwiaty, albo czekał na nią z kolacją, gdy wracała ze spotkania ze sponsorem, koleżanką albo z nagrania w telewizji.

– Nie musiałeś… – mówiła, patrząc na pięknie nakryty stół oraz górujące nad nim świeczki.

– Ale chciałem. – Krystian uśmiechał się lekko, a potem całował ją tak, jak czynili to zwykle aktorzy w jej ukochanych filmach albo romantycznych komediach.

Może czasami nawet zbyt teatralnie, lecz wtedy zupełnie jej to nie martwiło. Byli szczęśliwi. I to cholernie szczęśliwi. Pomimo wielu spędzonych razem lat płomień ich uczucia nie gasł, wręcz przeciwnie. Z każdym kolejnym dniem podsycali go coraz bardziej.

– A teraz wróżka wariatka ugasił ten pożar zimną wodą prosto z wiadra – mruknęła sama do siebie, myśląc o tym wszystkim.

Tyle im przyszło z tych wszystkich wysiłków i starań – pogorzelisko.

Czując, że zaraz znów się rozpłacze, wstała z kanapy i wróciła do swojego gabinetu na piętrze. Zamknęła okno, w którym wcześniej pisała artykuł i przejrzała stronę główną swojego bloga. Miała nadzieję, że jeśli zajmie się pracą, ucieknie chociaż na chwilę od przykrych przemyśleń. Zwykle to właśnie tworzenie tekstów albo nagrywanie filmików na kanał na YouTubie było jej remedium na smutki. Czuła, że czas w końcu do tego wrócić. Pierwsza fala rozpaczy minęła, powinna wziąć się w garść. Krystian nie był wart tego, żeby bez końca za nim płakała. Gdziekolwiek się teraz znajdował.

Wykrzesując z siebie minimum energii, Ola pierwszy raz od kilku dni zalogowała się na swoje konto mejlowe. Spodziewała się lawiny wiadomości i właśnie to ujrzała, gdy tylko komputer załadował witrynę.

No pięknie, pomyślała, patrząc na liczbę mejli. Dwieście osiemdziesiąt sześć.

– Ja chyba zwariuję…

Mimo wszystko postanowiła je przejrzeć. Część z nich mogła zawierać ważne informacje, nie chciała, żeby umknęły jej w gąszczu wiadomości od obserwatorów bloga, którzy chętnie do niej pisali.

Zresztą miała w zwyczaju odpowiadać na większość mejli, które dostawała. Uważała, że wymaga tego kultura osobista i szacunek do odbiorców. W końcu jeśli ktoś poświęcił swój cenny czas, żeby do niej napisać, to wypadało odpowiedzieć mu chociaż jednym zdaniem.

Kolejne godziny spędziła więc na czytaniu mejli i odpisywaniu. Najpierw szybko przejrzała, czy w ich natłoku nie ma wiadomości od firm, z którymi współpracowała. Ponieważ były, to właśnie na nie odpowiedziała w pierwszej kolejności. Potem kolejno odczytywała wiadomości od fanów, którzy zachwycali się jej przepisami, przysyłali zdjęcia potraw i pisali o swoich modyfikacjach wprowadzonych do zamieszczanych przez nią receptur. Oczywiście chwaliła tę kreatywność oraz obrazki, a niekiedy pytała nawet, czy może pokazać nadesłane zdjęcie na blogu.

To zajęcie wciągnęło ją do tego stopnia, że nawet nie zauważyła, gdy nastał wieczór. Za oknami zaczęło się ściemniać i rozbłysły lampy uliczne przy chodnikach i jezdniach. Ola pracowała zawzięcie i pewnie gdyby nie wyjątkowy mejl, do którego dotarła, nawet nie dostrzegłaby tej zmiany za oknem.

– Maks? – Zdziwiła się na widok znajomego imienia nadawcy.

Potem zaśmiała się cicho. Chyba tylko jej brat mógł wpaść na pomysł przysłania jej wiadomości na firmowy adres. Jakby nie mógł zadzwonić albo po prostu odezwać się na jednym z komunikatorów internetowych.

Ale przecież nie mógł, przypomniała sobie po chwili. W przypływie emocji kilka dni temu wyłączyła telefon i prawie nie zaglądała na swoje profile w mediach społecznościowych. Kliknęła niepewnie w tytuł wiadomości, żeby ją otworzyć. Oby tylko nie stało się nic złego!

Na szczęście Maks pytał tylko, czy żyje i wszystko u niej w porządku. Podobno zaniepokoiła go jej nagła niedostępność, chociaż jak Ola znała życie, sam z siebie wcale by o tym nie pomyślał. Pewnie mama kazała mu się z nią skontaktować, żeby nie wyjść na nadopiekuńczą.

Mimo wszystko zrobiło jej się ciepło na sercu. W ostatnich dniach unikała rodziny, ale teraz poczuła nagłą chęć, żeby zadzwonić do mamy. Aż powiodła wzrokiem po biurku w poszukiwaniu telefonu.

– Gdzieś tu musi być… – Zaczęła przekładać notesy oraz papiery.

W końcu zlokalizowała swoją zgubę pod zasmarkanymi chusteczkami. Włączyła telefon i niemal od razu wybrała numer mamy. Nie odczytała nawet esemesów, które informowały o wszystkich nieodebranych połączeniach w ostatnich dniach.

– Córcia? – Już po pierwszym sygnale na linii rozległ się znajomy głos i w oczach Oli mimowolnie zaszkliły się łzy.

Wytężyła jednak wszystkie siły, żeby się nie rozpłakać.

– Cześć, mamo – powiedziała, siląc się na swobodny ton.

– Jak dobrze, że dzwonisz, Oleńko.

– Ciebie też miło słyszeć, mamusiu.

– Tak długo nie dawałaś znaku życia, że już się z ojcem o ciebie martwiliśmy.

– Wiem, wiem…

– A skąd?

– Maks napisał mi w mejlu, że odchodzicie od zmysłów.

– Naprawdę? – Zdziwiła się matka.

– Może nie wprost, ale tak to odebrałam.

– A ja prosiłam go tylko, żeby dowiedział się, czy u ciebie wszystko w porządku.

– Nie zadręczaj się, mamuś. Wiesz, jaki on jest.

– Ech, wiem. Tak to jest poprosić o coś mężczyznę.

Ola westchnęła i podeszła z telefonem do okna.

– Przepraszam, że nie odbierałam – powiedziała ze skruchą.

– Nie szkodzi, kochanie. Najważniejsze, że w końcu dzwonisz. Opowiadaj, co się u ciebie działo przez ostatnie dni. Miałaś jakiś problem z komórką?

– Chciałabym – wyrwało się Oli.

– Nie rozumiem…

Dziewczyna milczała przez chwilę, rozważając, czy wyjawić jej prawdę. W końcu doszła do wniosku, że chyba powinna. Kiedyś rodzice i tak się dowiedzą o odejściu Krystiana, a lepiej, żeby poinformowała ich osobiście, niż miałyby to zrobić jakieś osoby trzecie.

– Mam problem, ale z Krystianem, mamo – powiedziała więc, znowu powstrzymując się przed płaczem. Niestety, jak na złość, gdy tylko to powiedziała, do jej oczu napłynęły słone łzy.

– Ojej… – Zmartwiła się matka.

– Niestety.

– Pokłóciliście się?

– Można tak to ująć. – Ola nie bardzo wiedziała, jak powinna przekazać wieść o rozwodzie. Ciekawe, czy znalazłaby w internecie na ten temat jakiś tutorial.

– To przykre – odparła jej matka. – Ale przecież wy prawie nigdy się nie kłócicie.

– Widocznie zdarza się nawet najlepszym.

– To coś poważnego, prawda? Słyszę po twoim głosie.

Córka znowu westchnęła.

– Chciałabym powiedzieć, że nie, ale masz rację, mamo.

– Wiesz, że mnie zawsze możesz się wyżalić, córeczko.

– Wiem, mamo. – Ola spuściła wzrok i popatrzyła na swoje kapcie. – Po prostu to chyba nie jest rozmowa na telefon.

– Więc co ty jeszcze robisz w tym dużym mieście, kochanie? Wsiadaj w samochód i migusiem przyjeżdżaj do nas na wieś.