Poza wiarą

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  Okładka

2  Strona tytułowa

3  Strona redakcyjna

4  Licen­cja na świec­kie wycho­wa­nie

5  Wstęp

6  Podzię­ko­wa­nia

7  Refleksje oso­bi­ste

8  Lawi­ro­wa­nie wokół stołu

9  Jak dzięki samo­dziel­nemu myśle­niu sta­łem się doro­słym czło­wie­kiem

10  Dora­sta­nie bez Boga: Jak zdo­ła­łam prze­żyć metody świec­kiego wycho­wa­nia mamusi

11  Wolę się poba­wić na dwo­rze

12  Dom mojego ojca

13  O prze­ka­zy­wa­niu frajdy nie­ko­lek­cjo­no­wa­nia znacz­ków

14  Życie w reli­gij­nym świe­cie

15  Wycho­wy­wa­nie dzieci w świec­kim i reli­gij­nym mał­żeń­stwie

16  Jak prze­ciw­dzia­łać reli­gij­nemu anal­fa­be­ty­zmowi

17  Wybie­raj bitwy, które sta­czasz

18  Jak nauczyć dziecko trzy­ma­nia się zasad… nawet gdy bywa to trudne

19  Świecka szkoła

20  Święta i obchody reli­gijne

21  Święta w huma­ni­stycz­nej rodzi­nie

22  Jak zre­zy­gno­wać ze „święta”, nie tra­cąc „dnia”

23  Czy daro­wać życie wiel­ka­noc­nemu zającz­kowi?

24  O byciu dobrym i o dobrym postę­po­wa­niu

25  Moral­ność i pro­blem zła

26  Wła­ściwe postę­po­wa­nie, czyli o roz­woju moral­nym w świec­kiej rodzi­nie

27  O przy­ka­za­niach i zasa­dach, czyli o tym, jak być dobrym z dobrych powo­dów

28  War­to­ści i cnoty, sens i cel

29  Podwójne widze­nie: O tym, jak uczymy nasze bliź­niaczki dumy i sza­cunku

30  Sie­dem świec­kich cnót: pokora, empa­tia, odwaga, uczci­wość, otwar­tość, hoj­ność i wdzięcz­ność

31  Wspie­ra­nie dzieci w poszu­ki­wa­niu sensu życia!

32  O tym, czego twoje dzieci nie dowie­dzą się w szkole

33  Krótka śpie­wana lista wybit­nych wol­no­my­śli­cieli z prze­szło­ści

34  Świec­kie wycho­wa­nie i sztuka

35  Śmierć i pocie­sze­nie

36  Koniec, który wszy­scy znamy

37  Śmierć w świec­kiej rodzi­nie

38  Zdu­mie­nie i pyta­nia

39  O tym, jak mała Bes­sie chciała pomóc Opatrz­no­ści

40  Jak wycho­wać cie­kawe świata, twór­cze i samo­dziel­nie myślące dzieci

41  Rodzinna podróż, czyli o tym, jak odkry­łam Ja za wła­snymi oczami

42  Nauka, która wzbu­dza zachwyt i zadzi­wie­nie

43  Jak nauczyć dzieci zie­wa­nia na widok fał­szy­wych cudów?

44  Natu­ralne dziwy

45  Idea, która zmie­niła świat

46  W poszu­ki­wa­niu wspól­noty

47  Mozolne budo­wa­nie świec­kiej wspól­noty

48  Letni obóz waka­cyjny bez reli­gii

49  Zor­ga­ni­zujmy się

50  Słow­nik ter­mi­nów

51  Mate­riały dodat­kowe

52  O auto­rach

53  Przy­pisy koń­cowe

Tytuł ory­gi­nału: Paren­ting Bey­ond Belief. On Raising Ethi­cal, Caring Kids Without Reli­gion

Redak­cja: Kry­styna Pod­haj­ska

Pro­jekt okładki: Bogna Brew­czyk/widoki.stu­dio

Skład i łama­nie: Dariusz Ziach

Korekta: Mał­go­rzata Denys, Adam Osiń­ski

Redak­tor pro­wa­dzący: Tomasz Szwarc

Copy­ri­ght © 2007 by Dale McGo­wan

All rights rese­rved

Copy­ri­ght © for the Polish edi­tion by Wydaw­nic­two Czarna Owca, War­szawa 2021

Wszel­kie prawa zastrze­żone. Niniej­szy plik jest objęty ochroną prawa autor­skiego i zabez­pie­czony zna­kiem wod­nym (water­mark).

Uzy­skany dostęp upo­waż­nia wyłącz­nie do pry­wat­nego użytku.

Roz­po­wszech­nia­nie cało­ści lub frag­mentu niniej­szej publi­ka­cji w jakiej­kol­wiek postaci bez zgody wła­ści­ciela praw jest zabro­nione.

Wyda­nie III

Książka uka­zała się nakła­dem Wydaw­nic­twa Czarna Owca w 2009 roku pod tytu­łem Poza wiarą. Jak wycho­wać etyczne, wraż­liwe dzieci w świec­kiej rodzi­nie oraz w 2012 roku pod tytu­łem Ate­istyczna rodzina. Jak pomóc dziecku odna­leźć sens życia w świe­cie bez boga.

ISBN 978-83-8143-982-4


Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer.

Przed­mowa

Licen­cja na świec­kie wycho­wa­nie

W filmie Rona Howarda z 1989 roku „Spo­koj­nie, tatuśku” (Paren­thood) boha­ter, Tod Hig­gins − grany przez Keanu Reevesa młody czło­wiek o spoj­rze­niu sza­leńca, wycho­wany przez samotną matkę i pró­bu­jący odna­leźć w życiu wła­sną drogę − skarży się przy­szłej teścio­wej, że choć trzeba mieć prawo jazdy, zgodę na posia­da­nie nie­bez­piecz­nego psa, a nawet kartę węd­kar­ską, to żeby zostać ojcem, nie potrzeba żad­nego zezwo­le­nia.

Rząd, wty­ka­jący nos nie­mal we wszyst­kie pry­watne sprawy oby­wa­teli, nie inge­ruje, dzięki Bogu, w kwe­stię wycho­wa­nia dzieci. Mimo to uwaga Hig­ginsa wydaje się uza­sad­niona. Od kan­dy­da­tów na rodzi­ców nie wymaga się bowiem ukoń­cze­nia żad­nego kursu na temat wycho­wa­nia. Zosta­łem ojcem tak jak wszy­scy − bez wcze­śniej­szego planu. Dopóki nie mia­łem dzieci, nie przy­wią­zy­wa­łem więk­szej wagi do spraw wycho­wa­nia. A kiedy moje dzieci przy­szły na świat, nauczy­łem się roli rodzica podob­nie jak inni − peł­niąc ją w cza­sie rze­czy­wi­stym. Od tej pory minęło pięt­na­ście lat, a ja na­dal się uczę.

Żałuję, że nie mia­łem pod ręką Poza wiarą, kiedy roz­po­czy­na­łem tę nie­koń­czącą się (i nie­skoń­cze­nie wypeł­nia­jącą) podróż. Książka ta jest pełna rad i wska­zó­wek, suge­stii i zale­ceń, aneg­dot i poru­sza­ją­cych (a czę­sto także zabaw­nych) opo­wie­ści będą­cych dzie­łem zróż­ni­co­wa­nego kręgu auto­rów. Spra­wiają one, że czy­tel­nik jed­no­cze­śnie śmieje się i pła­cze. Jest też jedyną znaną mi książką na temat wycho­wa­nia dzieci bez reli­gii. W naszej kul­tu­rze uznaje się nie­mal za pew­nik, że dzieci należy wycho­wy­wać w jakiejś reli­gii, w prze­ciw­nym razie wyro­sną na prze­stęp­ców. To nie­prawda. Przy­pusz­cze­nie owo jest tak bigo­te­ryjne i zuchwałe, że nie zasłu­guje na poważną kry­tykę. Mimo to nie­wie­rzący auto­rzy tej książki poświę­cili mu uwagę. Wyka­zali, że wycho­wa­nie dzieci bez reli­gii nie tylko jest etycz­nym i peł­nym wraż­li­wo­ści spo­so­bem podej­ścia do roli rodzica, lecz także zasłu­guje na pochwałę i sza­cu­nek.

 

Wspól­nie z żoną wycho­wuję naszą córkę, Devon, w śro­do­wi­sku wol­nym od reli­gii. To nie świa­doma decy­zja czy wcze­śniej obmy­ślony plan. Nie wie­rzymy w ist­nie­nie Boga, więc temat ten zwy­czaj­nie nie poja­wił się w naszych roz­mo­wach. Ponie­waż jestem socjo­lo­giem, zdaję sobie sprawę z potęż­nego wpływu, który rodzice wywie­rają na religijne, poli­tyczne i spo­łeczne postawy dzieci. Gdy­bym więc pod­jął w tej kwe­stii jakieś kroki, sta­rał­bym się nie zachę­cać zbyt sil­nie mojej córki do pój­ścia w jakim­kol­wiek kie­runku. Oto frag­ment listu, który do niej napi­sa­łem, gdy szła do liceum:

Nasze poglądy na temat ludzi, spo­łe­czeń­stwa, poli­tyki, gospo­darki, reli­gii i wszyst­kich innych rze­czy są kształ­to­wane przez rodzi­ców i rodzinę, przy­ja­ciół i rówie­śni­ków, nauczy­cieli i opie­ku­nów, książki i gazety, tele­wi­zję i inter­net, czyli kul­turę jako taką. Nie mamy poglą­dów, które nie pozo­sta­wa­łyby pod sil­nym wpły­wem wszyst­kich wymie­nio­nych źró­deł. Do tej pory − czyli do wcze­snego okresu doj­rze­wa­nia − twoje poglądy były kształ­to­wane przede wszyst­kim przeze mnie i przez mamę. Ponie­waż zaj­muję się pro­wa­dze­niem badań, pisa­niem o róż­nych poglą­dach oraz publicz­nym wyra­ża­niem wła­snych poglą­dów, lękam się, by moje silne prze­ko­na­nia nie wywarły na cie­bie nad­mier­nego wpływu. Mam nadzieję, że nie­za­leż­nie od tego, w co zde­cy­du­jesz się wie­rzyć, dokład­nie to prze­my­ślisz i upew­nisz się, że są to twoje wła­sne prze­ko­na­nia, a nie prze­ko­na­nia two­ich rodzi­ców. Twoje poglądy w jakiejś kon­kret­nej spra­wie są dla mnie mniej ważne niż to, czy sta­ran­nie je prze­my­śla­łaś, bada­jąc argu­menty i dowody oraz doko­nu­jąc głę­bo­kiej refleksji.

Wszy­scy sta­ramy się być dobrymi rodzi­cami. Te sta­ra­nia to główny temat wspo­mnia­nego przeze mnie filmu. Pamię­tam scenę, w któ­rej Gil Buck­man (grany przez Steve’a Mar­tina) ma nocny kosz­mar, że jego syn wyrósł na osobę nie­przy­sto­so­waną i jest prze­trzy­my­wany na dzwon­nicy col­lege’u, ponie­waż ojciec pomie­szał mu w gło­wie, każąc grać na dru­giej bazie. Żało­sne uspra­wie­dli­wie­nia Gila − że sta­rał się robić, co mógł − można przy­pi­sać każ­demu rodzi­cowi. Przy­po­mi­nam sobie także riff Robina Wil­liamsa na temat rodzi­ciel­stwa. Opi­suje on w nim dwa sny. W pierw­szym jego syn oznaj­mia: „Chciał­bym podzię­ko­wać człon­kom Komi­tetu Noblow­skiego za to wyso­kie wyróż­nie­nie”, w dru­gim pyta: „Chcesz do tego frytki?”.

Nagroda Nobla lub powięk­szone frytki! Nie­za­leż­nie od tego, jak poto­czą się losy mojej córki, zawsze będę ją kochał i będę pró­bo­wał jej wpoić fun­da­men­talne zasady moralne. Zasady te zacho­wują waż­ność nie­za­leż­nie od tego, czy Bóg ist­nieje, lecz nabie­rają szcze­gól­nego zna­cze­nia wów­czas, gdy Boga nie ma. Jeśli Bóg nie ist­nieje i jeśli nikt nie pro­wa­dzi rachun­ków, zada­nie rodzi­ców ura­sta do rangi trans­cen­dent­nego wyzwa­nia.

Michael Sher­mer

Michael Sher­mer jest wydawcą maga­zynu „Skep­tic” (www.skep­tic.com), publi­cy­stą pisu­ją­cym na łamach mie­sięcz­nika „Scientific Ame­ri­can” oraz auto­rem ksią­żek Why People Believe Weird Things (Czemu ludzie dają wiarę dzi­wac­twom), How We Believe (Jak wie­rzymy), The Science of Good and Evil (Nauka o dobru i złu) oraz Why Dar­win Mat­ters (Czemu Dar­win się liczy).

Wstęp

Dobre życie to życie natchnione miło­ścią i kie­ro­wane przez wie­dzę.

Ber­trand Rus­sell

Dosko­nale pamię­tam pierw­szą osobę nie­je­dzącą mięsa, którą pozna­łem − moją przy­ja­ciółkę z col­lege’u imie­niem Kari. Kari wyrze­kła się tego, co uwa­ża­łem za jedną z naj­więk­szych roz­ko­szy życia. Do końca życia miała nie skosz­to­wać obsma­ża­nej kaczki z poma­rań­czami, filet mignon w sosie musz­tar­dowo-kapa­ro­wym ani kur­czaka pie­czo­nego na spo­sób połu­dniowy. Nie potrafiłem tego pojąć. W końcu te potrawy są naprawdę prze­pyszne. Tłu­ma­czy­łem sobie, że może Kari ni­gdy nie miała oka­zji zjeść dobrego steku. Cóż, mogło być i tak.

Pew­nego dnia prze­rwa­łem Kari chru­pa­nie lun­chu zło­żo­nego z mar­chewki i spy­ta­łem, dla­czego jest wege­ta­rianką.

Przy­znała, że miała nie­jedną oka­zję, żeby spró­bo­wać dobrego steku. Od dzie­ciń­stwa prze­pa­dała za kotle­tem scha­bo­wym z kością. Cho­ciaż uwiel­biała smak mięsa, gdy zasta­no­wiła się − znacz­nie poważ­niej niż ja − nad kwe­stiami zwią­za­nymi z jego spo­ży­ciem, zde­cy­do­wała, że nega­tywne skutki prze­wa­żają nad pozy­tyw­nymi. „Jedze­nie mięsa jest bar­dzo nie­zdrowe − oznaj­miła − na doda­tek łączy się z zada­wa­niem nie­wy­po­wie­dzia­nych cier­pień innym stwo­rze­niom”.

Kiedy ukoń­czy­li­śmy col­lege, nasz kon­takt się urwał, lecz idę o zakład, że jeśli Kari ma dzieci, wycho­wuje je w opar­ciu o te same war­to­ści, bo pra­gnie dla nich tego, co naj­lep­sze. Ponie­waż ją znam, wiem rów­nież, że będzie chciała, aby dzieci samo­dziel­nie prze­my­ślały sprawę i doko­nały wyboru, aby nikt ich do tego nie zmu­szał. Jej dzieci wie­dzia­łyby, że mama ma zde­cy­do­wane prze­ko­na­nia, i znały uza­sad­nie­nie tych prze­ko­nań. Ale zde­cy­do­wa­łyby same, czy zga­dzają się z mamą, kiedy byłyby wystar­cza­jąco doj­rzałe.

Bar­dzo cenię ten spo­sób wycho­wa­nia.

Tak się składa, że wycho­wuję wła­sne dzieci, pró­bu­jąc prze­ka­zać im swoje naj­lep­sze doświad­cze­nia i swoje war­to­ści. Nie jestem wege­ta­ria­ni­nem, cho­ciaż od czasu pozna­nia Kari uwa­żam to za wadę. Ist­nieje jed­nak inna dzie­dzina, w któ­rej mam zde­cy­do­wane prze­ko­na­nia − to dzie­dzina wiary i prak­tyk religijnych.

Kari zja­dła wiele pysz­nych ste­ków. Ja mia­łem mnó­stwo pozy­tyw­nych doświad­czeń z ludźmi religijnymi oraz insty­tu­cjami kościel­nymi. Pozna­łem wiele wspa­nia­łych osób wie­rzą­cych, mia­łem oka­zję zetknąć się z fascy­nu­ją­cymi i nio­są­cymi pocie­sze­nie ele­men­tami naucza­nia religijnego.

Zain­te­re­so­wa­łem się „wiel­kimi pyta­niami życia” w wieku trzy­na­stu lat, gdy zmarł mój ojciec. Smu­tek i ból łago­dziła ogromna cie­ka­wość śmierci, która stała się źró­dłem tysięcy wąt­pli­wo­ści. Zaczą­łem poważ­nie roz­my­ślać nad zagad­nie­niami z dzie­dziny reli­gii, cho­dzić do kościo­łów dzie­wię­ciu wyznań, czy­tać pisma święte reli­gii, w któ­rej wyro­słem, zada­wać pyta­nia duchow­nym i kapła­nom, teo­lo­gom i ludziom świec­kim oraz uważ­nie ana­li­zo­wać argu­menty prze­ma­wia­jące za wiarą i prze­ciw niej. W końcu dosze­dłem do prze­ko­na­nia, że reli­gia jest ludz­kim wymy­słem.

Moi religijni przy­ja­ciele są zdu­mieni. Powia­dają, że reli­gia jest „pyszna”. Nagroda po śmierci, bez­wa­run­kowa miłość, osta­teczny sens życia… Zgoda, same pysz­no­ści. Dosze­dłem jed­nak do prze­ko­na­nia, że wiara reli­gijna, choć dostar­cza pocie­chy i daje wiele innych korzy­ści, wyrzą­dza rów­nież ogromną szkodę jed­no­stce i zbio­ro­wo­ści. Uzna­łem, że wady reli­gii znacz­nie prze­wyż­szają jej zalety, dla­tego odsu­ną­łem ją na bok.

Nie jestem obo­jętny na kwe­stie teo­lo­giczne, podob­nie jak wege­ta­rianka Kari nie jest obo­jętna na sprawy zwią­zane z dietą i spo­so­bem trak­to­wa­nia zwie­rząt. Pyta­nia doty­czące reli­gii nie prze­stają mnie fascy­no­wać, mam do nich bar­dzo poważny sto­su­nek. Postawa Kari wyro­sła z jej głę­bo­kiego zain­te­re­so­wa­nia pew­nym zagad­nie­niem. Dziew­czyna doszła do prze­ko­na­nia, że wege­ta­ria­nizm sta­nowi słuszny wybór, uwa­żała nawet, że i ja mogę przejść na tę dietę, cho­ciaż nie zamie­rzała zmu­szać do tego ani mnie, ani nikogo innego. Wła­śnie dla­tego jestem prze­ko­nany, że jej dzieci samo­dziel­nie doko­nają wyboru.

To samo można powie­dzieć o moim poglą­dzie na temat wycho­wa­nia religijnego. Jestem prze­ko­nany, że doko­na­łem naj­lep­szego moral­nego i inte­lek­tu­al­nego wyboru, odsu­wa­jąc na bok reli­gię. Uwa­żam, że nega­tywne skutki wiary reli­gij­nej znacz­nie prze­wa­żają nad skut­kami pozy­tyw­nymi, nie chcę jed­nak zmu­szać nikogo do tego, by myślał tak samo. Doty­czy to rów­nież moich dzieci. One zasłu­gują na to, aby samo­dziel­nie roz­strzy­gnąć tę kwe­stię. Liczy się pro­ces, a nie osta­teczny rezul­tat, do któ­rego ten pro­ces pro­wa­dzi.

W ten spo­sób prze­cho­dzimy do ostat­niej sprawy.

Poza wiarą to książka dla kocha­ją­cych i tro­skli­wych rodzi­ców, któ­rzy pra­gną wycho­wać swoje dzieci bez reli­gii. Nie uwa­żam, że jest to jedyna dobra metoda wycho­wa­nia. Był­bym głup­cem, gdy­bym twier­dził, że nie można wycho­wać inte­li­gent­nych, moral­nych i kocha­ją­cych dzieci w religijnym domu. Ist­nieje jed­nak wiele chrześcijańskich ksią­żek poświę­co­nych tema­tyce wycho­wa­nia. Ludzie nie­wie­rzący nie mają żad­nej.

Reli­gia ma wiele do zaofe­ro­wa­nia rodzi­com: sta­bilną wspól­notę, wyraź­nie okre­ślony sys­tem war­to­ści, ter­mi­no­lo­gię i sym­bole, obrzędy przej­ścia i środki pozwa­la­jące wzbu­dzić zadzi­wie­nie, pocie­sza­jące odpo­wie­dzi na wiel­kie pyta­nia życia i otu­chę poma­ga­jącą znieść prze­ciw­no­ści losu oraz bole­sne straty. Ludzie nie­wie­rzący zwy­kle uwa­żają, że korzy­ści te wyma­gają zapła­ce­nia zbyt wyso­kiej ceny. Wielu z nich ma poczu­cie, że musia­łoby pójść na kom­pro­mis w dzie­dzi­nie inte­lek­tu­al­nej uczci­wo­ści, a poję­cie „war­to­ści” staje się narzę­dziem walki „my kon­tra oni”. Cho­ciaż religijne odpo­wie­dzi są czę­sto uzna­wane za nie­prze­ko­nu­jące, przed­sta­wia się je jako bez­dy­sku­syjne. Szu­ka­jąc tego, co naj­lep­sze dla naszych dzieci, sta­ramy się wyty­czyć ścieżkę omi­ja­jącą Kościół i czę­sto oka­zuje się, że czy­nimy to bez żad­nego kom­pasu.

Książka Poza wiarą poka­zuje, że czę­sto można się cie­szyć nie­za­prze­czal­nymi korzy­ściami wyni­ka­ją­cymi z reli­gii, a pomi­nąć jej strony ujemne. Wege­ta­ria­nin musi zna­leźć źró­dła wita­min, mine­ra­łów i białka pocho­dze­nia roślin­nego. Nie­wie­rzący rodzice muszą poszu­kać innych niż religijne spo­so­bów definiowania war­to­ści, obrzę­dów przej­ścia, znaj­do­wa­nia pocie­sze­nia w obli­czu śmierci i nada­wa­nia życiu sensu. Na szczę­ście wege­ta­ria­nie mają fasolę, wzbo­ga­coną mąkę, mleko sojowe. A nie­wie­rzący rodzice − Poza wiarą.

Oto książka o wycho­wa­niu dzieci dla teo­lo­gicz­nych wege­ta­rian.

Spo­sób podej­ścia i akcenty

Nie jest to wyczer­pu­jący, kom­pletny pod­ręcz­nik wycho­wa­nia dzieci. Nie zaj­mu­jemy się nie­mow­lęcą wysypką, agre­syw­nym zacho­wa­niem ani skar­że­niem na kole­gów. Książka ta ma peł­nić funk­cję źró­dła róż­no­rod­nych opi­nii, prze­my­śleń i doświad­czeń zwią­za­nych z jed­nym zagad­nie­niem − wycho­wa­niem dzieci w śro­do­wi­sku wol­nym od reli­gii − oraz innymi spra­wami, które są z nim bez­po­śred­nio zwią­zane.

Wyraźny jest tu brak narzu­co­nych z góry roz­wią­zań. Cho­ciaż auto­rami ese­jów zawar­tych w tym tomie są leka­rze medy­cyny, dok­to­rzy, a nawet dwóch dok­to­rów teo­lo­gii, naszym zamia­rem nie było wska­zy­wa­nie auto­ry­ta­tyw­nych odpo­wie­dzi. Auto­rzy suge­rują, infor­mują, rzu­cają wyzwa­nie i zachę­cają, ale nie twier­dzą, że pre­zen­tują jedyne słuszne roz­wią­za­nia. (Porad­niki, które stoją przede mną na półce, mają ambitne tytuły w rodzaju Kom­pletny, pełny i mia­ro­dajny pod­ręcz­nik. Święty Boże!) Dodam, że ludzie nie­wie­rzący są zwy­kle wol­no­my­śli­cie­lami. Cha­rak­te­ry­zuje ich silne pra­gnie­nie samo­dziel­nego roz­wa­że­nia wszyst­kich aspek­tów danej sprawy i pod­ję­cia nie­za­leż­nej decy­zji.

Nie jest to książka poświę­cona argu­men­tom oba­la­ją­cym wiarę religijną, nie podej­mu­jemy też próby prze­ko­na­nia czy­tel­nika, aby laicko wycho­wy­wał dzieci. Książka ta ma na celu wspie­ra­nie i zachę­ca­nie tych, któ­rzy już posta­no­wili, że będą wycho­wy­wali swoje dzieci bez reli­gii, i szu­kają zachęty oraz wspar­cia.

 

Ist­nieje wiele zna­ko­mi­tych ksią­żek dla doro­słych, któ­rzy chcą roz­wa­żyć argu­menty za wiarą i prze­ciw wie­rze. Jest to bar­dzo ważne zada­nie: miarą inte­lek­tu­al­nej i etycz­nej doj­rza­ło­ści jest goto­wość do cią­głej refleksji nad tym, co uwa­żamy za dobre i praw­dziwe. Rodzice powinni umieć w każ­dej chwili wyja­śnić dzie­ciom pod­stawy swo­ich war­to­ści i prze­ko­nań. Pozba­wione uza­sad­nie­nia, nie­pod­dane bada­niu prze­ko­na­nia reli­gijne lub świec­kie są naj­bar­dziej sztywne, naj­mniej podatne na ponowne roz­pa­trze­nie i rewi­zję. Aby wycho­wać dzieci opie­ra­jące wła­sne prze­ko­na­nia na oso­bi­stej refleksji i otwarte na zmiany, trzeba dawać im przy­kład takiej postawy.

Być może znaj­dziesz w tej książce nowe słowa, mię­dzy innymi okre­śle­nia róż­nych rodza­jów nie­wiary oraz kon­cep­cji zaczerp­nię­tych z filozofii. Każdy z tych ter­mi­nów został zdefiniowany w słow­niku ter­mi­nów umiesz­czo­nym na końcu.

* * *

Wycho­wa­nie dzieci to jedno z naj­trud­niej­szych wyzwań, przed któ­rymi sta­jemy. Pro­wa­dze­nie świec­kiego stylu życia w religijnym świe­cie należy do naj­trud­niej­szych spo­łecz­nych wybo­rów. Kiedy wyzwa­nia te połą­czą się z innymi i rodzice zapra­gną wycho­wać dziecko w śro­do­wi­sku wol­nym od reli­gii, trud­no­ści jesz­cze się pogłę­bią. Mimo to rośnie liczba rodzi­ców podej­mu­ją­cych się tego zada­nia. W 1990 roku osiem pro­cent uczest­ni­ków bada­nia prze­pro­wa­dzo­nego przez „USA Today” okre­śliło się mia­nem ludzi areligijnych. W 2001 roku liczba ta wzro­sła do 14,1 pro­cent1. Spis powszechny prze­pro­wa­dzony w 2000 roku wyka­zał, że w Sta­nach Zjed­no­czo­nych jest 37,3 miliona rodzin z dziećmi w wieku szkol­nym. Zesta­wie­nie tych liczb pozwala na ostrożny sza­cu­nek, że w dzi­siej­szej Ame­ryce żyje sie­dem milio­nów nie­wie­rzą­cych rodzi­ców. Jed­nym z celów tej książki jest wyraźne pod­kre­śle­nie tego pro­stego faktu. Łatwo przy­jąć, że każdy rodzic w oko­licy, kibi­cu­jący swoim pocie­chom pod­czas meczu piłki noż­nej lub wędru­jący mię­dzy rega­łami w super­mar­ke­cie, jest czło­wie­kiem religijnym, regu­lar­nie uczęsz­cza­ją­cym do kościoła. W naszej kul­tu­rze uważa się to za pew­nik. Nie jest to jed­nak prawdą. Warto to sobie uświa­do­mić. A zatem nie jesteś sam.

Dobrym przy­kła­dem zja­wi­ska skry­wa­nej nie­wiary są spo­tka­nia orga­ni­zo­wane w dys­ku­syj­nym klu­bie książki, w któ­rych uczest­ni­czę po uka­za­niu się moich nowych powie­ści. Ich główny boha­ter jest nie­wie­rzą­cym huma­ni­stą, a intryga łączy się z zagad­nie­niem wiary i nie­wiary, zatem dys­ku­sja zawsze obraca się wokół prze­ko­nań człon­ków klubu. W pew­nej chwili ktoś wstaje i mówi: „Wie pan co? Ni­gdy wcze­śniej nie przy­szło mi do głowy odpo­wied­nie słowo, lecz wydaje mi się, że ja rów­nież jestem nie­wie­rzą­cym huma­ni­stą”. Pozo­stali nie kryją zasko­cze­nia: nie potę­piają ani nie osą­dzają, lecz wyra­żają szczere zdu­mie­nie z powodu tego, jak czę­sto przyj­mu­jemy błędne zało­że­nia na temat ludzi, któ­rzy wydają się nam dobrze znani. „Ja rów­nież nim jestem” − zgła­sza się druga osoba, a po niej trze­cia i czwarta. Zwy­kle oka­zuje się, że trzy­dzie­ści, a nawet pięć­dzie­siąt pro­cent obec­nych to ludzie nie­wie­rzący, choć wszy­scy uwa­żali się za osa­mot­nio­nych w swo­ich poglą­dach. Oba­le­nie fał­szy­wych sądów i ujaw­nie­nie róż­no­rod­no­ści prze­ko­nań dostar­cza praw­dzi­wej pocie­chy, a towa­rzy­szy temu wzbo­ga­ce­nie związ­ków mię­dzy­ludz­kich.

Podob­nie się dzieje z nie­wie­rzą­cymi rodzi­cami. Jeste­śmy obecni, lecz rzadko komu­ni­ku­jemy swoje poglądy. Mno­że­nie się forów dys­ku­syj­nych dla nie­wie­rzą­cych rodzi­ców i orga­ni­za­cji zrze­sza­ją­cych wol­no­my­śli­ciel­skie rodziny potwier­dza rosnące zain­te­re­so­wa­nie tym tema­tem. Potrzebna jest książka, która poru­sza­łaby zagad­nie­nia leżące na sercu świec­kim rodzi­com. Książka taka może rów­nież pomóc w inny spo­sób: poka­zu­jąc, że wokół nas ludzie wycho­wują zdrowe, szczę­śliwe, etyczne dzieci w śro­do­wi­sku wol­nym od ide­olo­gii religijnej.

Kiedy pra­co­wa­łem jako redak­tor kolumny „Family Issues” (Sprawy rodzinne) na stro­nie inter­ne­to­wej Athe­ist Alliance (Towa­rzy­stwa Ate­istycz­nego), uświa­do­mi­łem sobie, jak mało mate­ria­łów pomoc­ni­czych mają nie­wie­rzący rodzice. Przez krótki czas myśla­łem o samo­dziel­nym napi­sa­niu tej książki, lecz na szczę­ście porzu­ci­łem ten pomysł i tak naro­dził się jej obecny kształt − zbiór ese­jów roz­ma­itych ludzi o róż­no­rod­nych poglą­dach i doświad­cze­niach. Prze­czy­tasz tu esej dok­tor Jean Mer­cer o roz­woju moral­nym dziecka, esej aktorki kome­dio­wej, Julii Swe­eney, opo­wia­da­ją­cej o swo­ich wąt­pli­wo­ściach i czę­sto komicz­nych zma­ga­niach z wpły­wem reli­gii na życie jej adop­to­wa­nej córki, otwarty list Richarda Daw­kinsa do jego córki, esej ilu­zjo­ni­sty i saty­ryka, Penna Jil­lette’a, o tym, jak został nie­wie­rzącym ojcem, esej dok­tora Gare­tha Mat­thewsa o spo­so­bie roz­ma­wia­nia z dziećmi o złu, esej Donalda B. Ardel­lego o świec­kim celu i sen­sie ist­nie­nia, esej słyn­nego muzyka blu­egras­so­wego, Pete’a Wer­nicka, o „związ­kach mie­sza­nych”, esej Toma Flynna i mój o pyta­niach zwią­za­nych z posta­cią Świę­tego Miko­łaja, frag­menty ksią­żek Marka Twa­ina, Ber­tranda Rus­sella i Mar­ga­ret Kni­ght oraz eseje ponad dwu­dzie­stu leka­rzy, peda­go­gów, pisa­rzy, psy­cho­lo­gów i zwy­czaj­nych nie­wie­rzących rodzi­ców. Znaj­dziesz także infor­ma­cje o źró­dłach pomoc­nych w dal­szym bada­niu tego roz­le­głego tematu.

Przez całą książkę przewija się jeden wątek: oto powin­ni­śmy zachę­cać dziecko do racjo­nal­nego myśle­nia, a następ­nie zaufać, że to uczyni. Usu­nię­cie reli­gii nie gwa­ran­tuje, że dziecko zacznie samo­dziel­nie i popraw­nie myśleć. Dzieci dora­sta­jące w świec­kim domu są nara­żone na takie samo ryzyko podej­mo­wa­nia nie­roz­waż­nych decy­zji jak dzieci z rodzin głę­boko reli­gij­nych. Aby mogły for­mu­ło­wać samo­dzielne wnio­ski, muszą się dowie­dzieć jak naj­wię­cej o reli­gii jako kul­tu­ro­wym wytwo­rze czło­wieka, a jed­no­cze­śnie nie popaść w chore prze­ko­na­nie, że otrzy­mają nagrodę w nie­bie (lub zostaną uka­rane w pie­kle) z powodu doko­na­nego wyboru − ni­gdy nie powin­ni­śmy sto­so­wać tego rodzaju inte­lek­tu­al­nego ter­roru wobec dzieci i samych sie­bie. Dzieci muszą się rów­nież dowie­dzieć o zarzu­tach pod adre­sem reli­gii. A jeśli moje dzieci, nauczone racjo­nal­nego i samo­dzielnego myśle­nia, dojdą do innych wnio­sków niż ja? Cóż, będę musiał dopu­ścić moż­li­wość, że byłem w błę­dzie. Tak czy owak, aby zachę­cić dzieci do for­mu­ło­wa­nia i pod­trzy­my­wa­nia samo­dziel­nych wnio­sków, trzeba im pozwo­lić dojść do nich w spo­sób nie­za­leżny. Cudowne, a jed­no­cze­śnie skom­pli­ko­wane zada­nie rodzica polega mię­dzy innymi na uła­twie­niu tego pro­cesu, bez wywie­ra­nia pre­sji.

Jako redak­tor zachę­ca­łem wyjąt­ko­wych auto­rów tej książki do zacho­wa­nia indy­wi­du­al­nego stylu i spo­sobu podej­ścia do tematu, a nawet wyra­ża­nia odmien­nych opi­nii w róż­nych spra­wach. Jestem bowiem pewny, że nie­wie­rzący rodzice zdo­łają sobie pora­dzić z tą róż­no­rod­no­ścią i nie będą pra­gnęli niczego innego. Na tym wła­śnie polega rola „wiel­kiego namiotu świec­kiej myśli”, który gro­ma­dzi pod kopułą róż­no­rodne, czę­sto sprzeczne wizje życia bez reli­gii. Czy w innej książce zna­la­złyby się eseje autor­stwa dwóch duchow­nych i Penna Jil­lette’a? Jedni auto­rzy przyj­mują podej­ście aka­de­mic­kie, dru­dzy spon­ta­niczne i zapra­wione komi­zmem, jesz­cze inni inspi­ru­jące, odkryw­cze, zuchwałe, pełne gniewu i rado­ści, pew­no­ści sie­bie i zagu­bie­nia. Ist­nieje nie­skoń­cze­nie wiele spo­so­bów bycia czło­wie­kiem niereligijnym, nie ma więc potrzeby narzu­ca­nia wszyst­kim jed­nego sche­matu.

Chciał­bym rów­nież zwró­cić uwagę na fakt, że cały mate­riał redak­cyjny − wpro­wa­dze­nie do każ­dego z roz­dzia­łów, stresz­cze­nie książki, wstęp i moje eseje − wyraża jedy­nie mój wła­sny punkt widze­nia na poru­szane kwe­stie. Nie ukry­wam, że jest to naj­bar­dziej bły­sko­tliwy i inte­re­su­jący punkt widze­nia, lecz sta­nowi zale­d­wie jeden z wielu i nie należy zakła­dać, że inni auto­rzy cał­ko­wi­cie się z nim zga­dzają.

Mam nadzieję, że uzna­cie tę książkę za war­to­ściową, podej­mu­jąc się cudow­nego, a jed­no­cze­śnie uczą­cego pokory zada­nia wycho­wa­nia kolej­nego poko­le­nia, natchnieni miło­ścią i kie­ro­wani wie­dzą.

dr Dale McGo­wan

Moim rodzyn­kom − Becce, Eri­nowi, Dela­ney i Con­no­rowi