Katechizm polskiego dzieckaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Władysław Bełza
Katechizm polskiego dziecka

Ilustracje

Agnieszka Traczyńska


Zysk i S-ka Wydawnictwo


Katechizm polskiego dziecka

— Kto ty jesteś?

— Polak mały.

— Jaki znak twój?

— Orzeł biały.

— Gdzie ty mieszkasz?

— Między swemi.

— W jakim kraju?

— W polskiej ziemi.

— Czem ta ziemia?

— Mą Ojczyzną.

— Czem zdobyta?

— Krwią i blizną.

— Czy ją kochasz?

— Kocham szczerze.

— A w co wierzysz?

— W Polskę wierzę.

— Coś ty dla niej?

— Wdzięczne dziecię.

— Coś jej winien?

— Oddać życie.

Zmiana pierwszej strofki dla dziewczynek:

— Kto ty jesteś?

— Polka mała.

— Jaki znak twój?

— Lilia biała.

itd.

Czem też ja będę?

Nieraz, gdy sobie

W kątku usiędę,

To myślę o tem,

Czem też ja będę?

Trudno się zawsze,

Trzymać mamusi,

Bo każdy człowiek,

Czemsiś być musi.

Więc może będę

Dzielnym ułanem,

Lub w cichej wiosce,

Skromnym plebanem

Może też inną

Pójdę kolejką:

Będę malarzem,

Jak nasz Matejko.

A może sobie

I to zdobędę,

Że ziemię ojców

Uprawiać będę.

Lecz jakimkolwiek,

Iść będę szlakiem:

Zawsze zostanę,

Dobrym Polakiem!



O celu Polaka

Polaka celem:

Skrucha przed Bogiem,

Mir z przyjacielem,

A walka z wrogiem.

Cześć dla siwizny,

Czyste sumienie,

Miłość Ojczyzny

I poświęcenie.

Chętnie krew własną,

Dać w dobrej sprawie,

Zacnie i jasno,

Dążyć ku sławie.

Umieć na progu

Złożyć urazy,

Mieć ufność w Bogu

I żyć bez skazy.

Trudy i znoje,

Znosić z weselem,

To, dzieci moje,

Polaka celem.

Cnoty kardynalne

Trzy są cnoty, o tem wiedz,

Które trzeba w sercu strzec.

Pierwsza, Wiary silna broń,

Wiary, w Polski trwały byt,

Że ją dźwignie Boża dłoń

I na sławy wzniesie szczyt!

Druga, w doli gorzkiej, złej,

Niech od zwątpień strzeże cię;

Zdrój pociechy płynie z niej,

A Nadzieją zowie się!

Trzecia, Miłość której siew,

W serca rzucił niebios Pan,

Która każe własną krew,

Za ojczysty przelać łan!

Te są cnoty, o tem wiedz,

Któreś winien w sercu strzec!



Disce Puer
(Ucz się, chłopcze)

Siadł król Batory na swej stolicy,

W sławy i blasku potędze;

Miecz mu połyskał w dzielnej prawicy,

Dłoń drugą oparł na księdze.

Przed królem stało małe pacholę,

Uśmiech miał w oczach swywolny,

Ale myśl jakąś jasną na czole,

A był to biedny żak szkolny.

Choć ubiór jego nie lśnił szkarłatem,

Bo nosił świtkę siermiężną;

Nie drżał on trwożnie przed majestatem,

Choć stał z pokorą należną.

A król i mędrzec w jednej osobie,

Los chłopca mając na względzie:

„Ucz się! — doń rzecze, — a ja to zrobię,

Że w pierwszych będziesz stał rzędzie!”

Bo wiedział król ten, że nie garść złota,

Darzy znaczeniem i władzą;

Ale nauka, prawość i cnota,

Na szczeble sławy prowadzą.

I choć król dawno spoczął już w grobie,

Dotąd brzmi jego orędzie:

„Ucz się pacholę! a mówię tobie,

Że będziesz w pierwszych stał rzędzie!”

Polska mowa

Ukochaj dziatwo słowo rodzinne,

Skarb twój najdroższy, wspaniały!

Tem słowem usta twoje niewinne,

Pierwszy paciorek szeptały.

A co po Bogu najdroższe dziatki!

Dla duszy tkliwej i czystej:

Słodkie imiona ojca i matki,

Wzięłyście z mowy ojczystej.

Pierwsze wrażenia, pierwsze pojęcia,

Pieśń ptaszka, kwiatki w dąbrowie,

Co zajmowały umysł dziecięcia,

W tej tłumaczono wam mowie.

Nie tylko kraj ten, w którym żyjecie,

Ojczyzną waszą się zowie:

To jest i druga ojczyzna, dziecię,

Co w polskiem mieści się słowie.

Z głębi serc polskich, nurty żywemi,

Rwie się jak rzeka wspaniała:

To mowa ojców, co naszej ziemi,

Nazwisko „Polski” nadała.

A jakież czary mowa ta mieści:

Raz gromem huczy i błyska...

To znów się ozwie językiem boleści,

Że aż łzy z oczu wyciska.

Bo w niej się chowa moc tajemnicza,

Ta czarodziejska moc wróżki:

Co raz ją zmienia w pieśń Mickiewicza,

To znowu w hasło Kościuszki!

Więc czcij to słowo, co się u świata,

Okryło zasług wawrzynem!

Bo kto niem gardzi albo pomiata,

Ten złym Ojczyzny jest synem!



Ziemia rodzinna

Całem mem sercem duszą niewinną,

Kocham tę świętą ziemię rodzinną,

Na której moja kołyska stała,

I której dawna karmi mię chwała.

Kocham te barwne kwiaty na łące,

Kocham te łane kłosem szumiące,

Które mię żywią, które mię stroją,

I które zdobią Ojczyznę moją.

Kocham te góry, lasy i gaje,

Potężne rzeki, ciche ruczaje;

Bo w tych potokach, w wodzie u zdroja,

Ty się przeglądasz Ojczyzno moja,

Krwią użyźniona, we łzach skąpana,

Tak dla nas droga i tak kochana!

Modlitwa za Ojczyznę

„W imię Ojca, — w imię Syna,

I świętego Ducha”,

Polska modli się dziecina,

A Pan Bóg ją słucha.

W oczach dziecka dwie łzy duże,

Wiara w każdem słowie:

„Ojcze! — błaga — coś jest w górze

„Daj Ojczyźnie zdrowie!

„Pobłogosław dłońmi Swemi,

„Mą ojczystą strzechę;

„A mnie dozwól bym mej ziemi,

„Orósł na pociechę!”

Tak schylone nad posłaniem,

Dziecię z Bogiem gwarzy;

A Bóg słucha z pobłażaniem,

Na ojcowskiej twarzy.

Słucha... zważa każde słowo...

Zadumał się... myśli:

I nad dziecka jasną głową,

Znak zbawienia kreśli.



Modlitwa polskiego dziewczęcia

Wiem ja, bo mi o tem,

Mama powiadała:

Żem dziecię tej ziemi,

Żem jest Polka mała.

I wiem, jak mi Polska,

Jest droga i miła,

Bom się w polskiej mowie,

Pacierza uczyła.

Bo mię polskie niwy

Chlebem swym karmiły;

Bo mię polskiej pieśni,

Skowronki uczyły.

Bo mię tam na niebie,

Strzeże Matka Boska,

Ta polska królowa,

Nasza Częstochowska.

Bo przy Bożym tronie,

 

Polscy święci stoją,

I co dzień się modlą,

Za Ojczyznę moją.

Więc i ten paciorek,

Polskiego dziewczęcia,

Przyjm o wielki Boże,

W ojcowskie objęcia!

Bo on się z mej duszy

Wyrywa jak łkanie:

„Ojczyznę kochaną,

Racz nam wrócić Panie!”

Do polskiej dzieweczki

Dzieweczko polska! Ukochaj szczerze,

Prababek twoich święte pacierze;

Czcij pamięć ojców, — bo ojce twoi,

Dzielni rycerze w skrzydlatej zbroi,

To męczennicy ojczystej sprawy,

Lub bohaterzy z szańców Warszawy.

A potem kmiece ukochaj chaty,

Boś córą ludu dziewczę liliowe;

Bo pod ich niską strzechą przed laty,

Król, ojciec chłopków, pochylał głowę.

Kochaj wrzeciono, bo przy wrzecionie,

Siedziała nieraz pani w koronie,

I lnu pasemka składała w motki,

By niemi okryć biedne sierotki.

A nade wszystko miłością czystą,

Kochaj, ach! kochaj, ziemię ojczystą,

I gdy nadejdzie godzina czarna,

Dla niej jak gołąb stań się ofiarna.

Dziś jeszcze małe dziewczątko z ciebie,

Co tylko lalki swoje kolebie;

Lecz gdy na wielkich łask swych zadatki,

Bóg da ci nosić nazwisko matki:

Wtedy miast cacek, niech twój maleńki

Ojcowską szablę weźmie do ręki,

Rycerską zbroję włóż mu pod głowę,

Do snu mu pieśni śpiewaj bojowe,

Niech już w kołysce marzy zuchwale,

O dawnej sławie, o przyszłej chwale!



Do polskiego chłopięcia

Nie płacz, nie płacz synku drogi,

Żeś na ziemi swej ubogi!

Że nie miecz ci ani radło,

Lecz tułactwo w doli padło,

Żeś łzy tylko i cierpienia,

Odziedziczył z twego mienia.

Przez Bóg żywy, to fałsz dziecię!

Naprzód wziąłeś na tym świecie

To, co rodu twego znakiem:

Imię zacne żeś Polakiem.

A czy wiesz ty, ile cześci,

Krwi i chwały w niem się mieści?

Czy wiesz, jaka to poczciwa

Duma, wzrusza twe serduszko,

Gdy z usteczek ci się zrywa:

To Batory! to Kościuszko!

Urodzajna twoja rola,

Zbożem śmieją ci się pola,

Lasy twoje echa głuszą,

Owce wełną ci się puszą,

A jesienią, na jabłoni,

Owoc się jak szkarłat płoni.

Że zostaje na przychówek,

I na zimę i przednówek.

A więc nie płacz synku drogi,

Żeś na ziemi swej ubogi;

Bo z twych łanów w dawne lata,

Tyś spichlerzem był pół świata,

Dzieląc wszystkich pod swem niebem,

Równo sercem jak i chlebem.

Sól z Wieliczki brałeś hojnie,

Złoto w dani lub na wojnie,

A na pługi i do zdroi,

Szło żelazo z ziemi twojej,

I starczyło z twojej gleby,

I na zbytek i potrzeby.

Więc pogodnem patrz mi licem,

Boś ty skarbów tych dziedzicem!

I rąk nie łam z próżną troską...

Wróci Bóg, co przemoc wzięła!

W sprawiedliwość wierzmy Boską:

Jescze Polska nie zginęła!

W podziemiach Wawelu

Czy znasz młody przyjacielu,

Groby królów na Wawelu?

Na kolanach idź mój mały,

Przed te trumny marmurowe,

I u szczątków naszej chwały,

Ze czcią pochyl twoją głowę.

Tu nadziei żar i wiary,

Niech się w sercu twem rozgości,

Na ołtarzu tym ofiary,

Poświęcenia i miłości.

Tu uczucia najgorętsze,

W młodem swojem rozpal łonie,

Bo tu wszystko co najświętsze,

W tym złożono Panteonie!

Pod tych mrocznych wiązań stropem,

Legł król kmiotków pełen chwały,

Co nie szablą, ale snopem,

Podparł polski tron wspaniały.

Tu Jagiełło, na świątnicach

Starych bogów, krzyże dźwiga;

Obok cudna, z łzą na licach,

W sarkofagu śpi Jadwiga!

Ci co blaski światła siali,

I praw ludu wiernie strzegli:

Męże czynu, hartu stali,

Dwaj Zygmunci tutaj legli.

Tu szczerbiona w krwawym boju,

Batorego szabla świeci;

A tam znowu, po dniach znoju,

Syty zwycięstw, legł Jan trzeci!

Dalej widzisz moja duszko,

Wawrzyn wstęgą przepasany:

Tutaj spoczął nasz Kościuszko,

Wódz nad innych ukochany!

Obok niego, dziecię moje,

Książę Józef legł ze sławą.

Co do walki, polskie woje,

Marszałkowską wiódł buławą!

Wszystkoż, wszystko tak posnęło,

Jak te sławy naszej świadki?

Wszystkoż, wszystko tak minęło,

Jak na grobach więdną kwiatki?

Precz z rozpaczą! Choć z mogiły,

Roześmieje się kwiat w wiośnie!

Więc zaczerpmy tutaj siły,

Bo z przeszłości — przyszłość rośnie!



Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?