Fatima

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

W ten sposób te maleńkie hostie, uświęcone w Chrystusie na ołtarzu poświęcenia, zostaną ofiarowane Ojcu jako dar wiecznej pochwały111.

Wiemy, że również i tym razem dzieci zachowały to niezwykłe doświadczenie wyłącznie dla siebie.

Pastuszkowie zachowali milczenie o objawieniach Anioła, ponieważ już wcześniej moja matka bardzo mnie złajała, kiedy doszło do pierwszego objawienia nieokreślonej białej postaci, o której moje ówczesne towarzyszki opowiadały swoim rodzinom.

Kiedy później, już w obecności Hiacynty i Franciszka, te objawienia powtarzały się, przestrzegałam Hiacyntę i Franciszka, by nie mówili o tym nikomu, bo moja matka bardzo złajała mnie, kiedy to miało miejsce za pierwszym razem, a inne osoby nie uwierzyły mi i robiły sobie żarty. I dzięki Bogu Hiacynta i Franciszek zachowali tę tajemnicę.

Kiedy po tych objawieniach nastąpiły [wyraźne] objawienia Anioła, nie przypominałam o zachowaniu tajemnicy. Oni sami narzucili ją sobie, czerpiąc natchnienie w milczeniu, odosobnieniu i modlitwie. To działanie Boga w duszach sprawia, że prowadzi je po drogach, którymi pragnie je prowadzić. Wystarczy, że pozwalają się prowadzić, podążając za Nim po tym, jak zadziałał Duch Święty. On je poprowadzi po wyprostowanych drogach i różnych ścieżkach112.

MATKA NAJŚWIĘTSZA NIEPOKALANE SERCE MATKA BOŻA RÓŻAŃCOWA

■ Z połową maja 1917 roku zaczyna się druga część objawień fatimskich. Miejsce Anioła zajmuje Królowa Aniołów. Jak się okaże, Jej zjawienie się było inne…

Kilkakrotne pojawienie się Anioła stanowiło zaledwie misję przygotowawczą do tego, co miało nadejść. A nadeszło, ponieważ troje pastuszków przeszło pomyślnie czas próby: Łucja, Franciszek i Hiacynta odpowiedzieli na zaproszenie Boga z tak wielką gorliwością, na jaką było stać ich dziecięce serca.

Wiosną 1917 roku serca te były gotowe na spotkanie z Panią z Nieba.

Minęła jesień, przeszła zima i nadeszła wiosna. Od ostatniego spotkania z Aniołem minęło osiem długich miesięcy. Zbliżała się połowa maja 1917 roku, kiedy Łucję, Franciszka i Hiacyntę dotknęła jeszcze większa (ale i trudniejsza, bo jeszcze bardziej wymagająca) łaska.

Czy dlatego Najświętsza Maryja Panna wybrała maj, bo był to miesiąc Jej poświęcony? A może dlatego, że chciała, by jeden z dwóch elementów kultu Jej Niepokalanego Serca, który mógł uratować świat i o którym chciała za pośrednictwem pastuszków powiedzieć wszystkim ludziom – „Komunia święta wynagradzająca w pierwsze soboty miesiąca”1 – zawarł się dokładnie w okresie objawień, bo przecież od 13 maja do 13 października mamy pięć pierwszych sobót miesiąca? A może dlatego, aby szóste objawienie miało miejsce w drugim miesiącu poświęconym Maryi – w różańcowym październiku?

Nie znamy odpowiedzi na te pytania. W jednym tylko miejscu Siostra Łucja próbuje wyjaśnić, dlaczego Matka Najświętsza ukazywała się właśnie trzynastego dnia miesiąca:

Wybór dnia: trzynastego. Dlaczego Bóg wybrał dzień trzynastego? Nie wiem, ale przez całe życie, podczas moich medytacji dużo myślałam nad tym szczegółem i zadawałam sobie pytanie: Jakie znaczenie mógł mieć wybór dnia trzynastego? Nie wiedząc, jak odpowiedzieć sobie na to pytanie, pewnego dnia pomyślałam: «Czy wybór trzynastego nie wiąże się z tajemnicą Trójcy Przenajświętszej? Jedyny Bóg w trzech różnych Osobach: Ojca, Syna i Ducha Świętego?». Zatrzymałam się dłużej nad tą myślą: Jeden Bóg, trzy różne Osoby – Ojciec, Syn i Duch Święty. Czy to właśnie znaczenie chciał ukazać Bóg? Nie wiem, ale dla mnie było to jak błysk nowego oświecenia2.

Więcej nic na ten temat nie wiemy. Siostra Łucja zapewnia jedynie, że był to czas nieprzypadkowy, dokładnie zaplanowany przez Boga.

Kiedy nadszedł czas, rok i godzina przez Boga wyznaczone, posłał On nam Niebieską Posłanniczkę na tę ziemię, której była Panią, Królową, Matką i Opiekunką, aby na niej ustawić ołtarz i z niego ewangelizować całą ziemię, wznosząc się na skrzydłach światła, nie pozwalając, by ateizm ugasił światło wiary, nadziei i miłości…3.

Na miejsce spotkań Matka Boża wybiera inne miejsce niż to, w którym pojawiał się Anioł. Już nie Loca de Cabeço, już nie studnia w ogrodzie Łucji, ale Cova da Iria – Dolina Pokoju. Dlaczego właśnie tam? Może dlatego, że Matka Najświętsza przyniosła tam światu orędzie mówiące o pokoju.

Jednak Siostra Łucja, która w jednym miejscu sugeruje, że słowo „pokój” może być kluczem do zrozumienia, dlaczego właśnie tu, a nie gdzie indziej miały miejsce objawienia, i która pisze, że „podobno istnieje język, w którym słowo Fatima oznacza pokój”4, zdaje się podkreślać inny powód wybrania tego nic pozornie nieznaczącego miejsca:

To odosobnione miejsce, gdzie wszystko zapraszało do modlitwy i milczenia, przypomina mi miejsce, gdzie Chrystus oddalił się na czterdzieści dni i czterdzieści nocy, by pościć, modlić się i odprawiać pokutę dla zbawienia ludzkości zaniedbanej i zagubionej w przepaści grzechu, jak nam od tego momentu mówiono: «Żałujcie za swoje grzechy i wypełniajcie pokutę, inaczej zginiecie wszyscy w ten sam sposób»5.

Inne jest miejsce objawień, pojawia się też nieobecna przy spotkaniach z Aniołem regularność i zapowiadanie przez Maryję tego, co i kiedy nastąpi. Inne są też duchowe reakcje dzieci. Trudno je komentować, oddajmy więc po prostu głos Siostrze Łucji:

Ukazanie się Naszej Pani znowu nas zatopiło w tej nadprzyrodzonej atmosferze, ale w sposób dużo łagodniejszy. Zamiast unicestwienia w Boskiej obecności, które nas paraliżowało, to objawienie dało nam spokój i ogromną radość, która nam nie przeszkadzała w mówieniu o tym, co zaszło6.

Nie wiem, dlaczego objawienia Matki Bożej wywołały w nas całkowicie inne działanie. Ta sama radość wewnętrzna, ten sam spokój i to samo poczucie szczęścia, ale zamiast osłabienia fizycznego pewna wzmożona ruchliwość. Zamiast unicestwienia w Bożej obecności, wielka radość. Zamiast trudności w mówieniu, udzielający się entuzjazm. Lecz pomimo tych uczuć jakaś wewnętrzna siła zmuszała mnie do milczenia, szczególnie o niektórych rzeczach7.

Czytając te słowa, może nam nasunąć się jedno z wielu wyjaśnień, które uzasadniają ową inność objawień Anioła i Matki Bożej. Podczas gdy pierwsze były przeznaczone tylko dla samych wizjonerów i nie domagały się od nich dawania świadectwa wobec ludzi, to w drugich mamy do czynienia z apelem Matki Najświętszej, który trzeba zanieść światu, więcej – którego trzeba bronić i przy którym trzeba wytrwać mimo piętrzących się trudności. Może stąd dzieciom potrzebna była łaska „ruchliwości” i „entuzjazmu”?

13 MAJA PIERWSZE OBJAWIENIE

ZAPROSZENIE DO NIEBA

ŚWIATŁO, KTÓRE JEST BOGIEM

■ Pierwsze objawienie Matki Najświętszej miało miejsce 13 maja 1917 roku. Była to niedziela. Tego dnia zaczął się „dialog między Niebem i ziemią”1.

Nadszedł 13 maja 1917 roku, piękny i pogodny dzień jak wiele innych. Wybraliśmy tego dnia przypadkowo – jeżeli w zamysłach Opatrzności bywają przypadki – na pastwisko dla naszego stada pole należące do moich rodziców, które nazywało się Cova da Iria. Wybraliśmy jak zwykle Barreiro2 (…) na pastwisko na ten dzień i wobec tego musieliśmy przejść przez ugór, co nam podwoiło drogę. Musieliśmy zatem iść powoli, aby owieczki mogły paść się po drodze. W ten sposób przyszliśmy na miejsce około południa3.

Co działo się dalej? We wspomnieniach Siostry Łucji pojawia się wzmianka o roślinach, które dzieci chciały ocalić przed łakomstwem zwierząt.

13 maja 1917 roku bawiliśmy się z Hiacyntą i Franciszkiem. Budowaliśmy murek dookoła gęstych krzewów na szczycie zbocza Cova da Iria4.

Jak zwykle, gdy minęło południe, dzieci zjadły posiłek i się pomodliły. Następnie, dla zabawy, zaczęły układać niewielki mur z kamieni wokół krzaku zwanego «kępą», z którego ludzie wyrabiali zazwyczaj miotły; dlatego też starały się uchronić go przed zwierzętami, aby go nie pogryzły. Chodziło bowiem o to, że kiedy pojawiały się gałęzie dobrze się rozwijające, trzeba było pozwolić im rosnąć, aby potem można było wyrabiać z nich miotły; gałęzie takie dzieci zrywały wieczorem i kiedy nocą wracały do domu, wręczały je swoim matkom5.

Okazuje się, że dzieciom nie tyle chodziło o ocalenie czegoś delikatnego czy pięknego, ile czegoś, co dla mieszkańców portugalskich wiosek miało znaczenie praktyczne. Dzieci chciały wrócić na to miejsce pod koniec dnia, zerwać ten krzak i zanieść go rodzicom, którzy zrobiliby z niego pożyteczną miotłę. Budowały wokół niego murek trochę dla zabawy, przede wszystkim jednak po to, by przynieść radość swoim matkom i wzbudzić w nich dumę, że oto ich dzieci czują się odpowiedzialne za dom i myślą o nim.

Na pierwszy rzut oka nie mamy tu nic szczególnego; ot, wzmianka o tym, że znalazły krzak, z którego wyrabia się miotły… Tymczasem dla Łucji scena ta miała symboliczne i religijne znaczenie. Opis przedstawiony w ostatnim napisanym przez wizjonerkę dokumencie, w Przesłaniu z Fatimy, brzmi podobnie, ale znów Siostra Łucja dołącza do niego swoje osobiste rozważania:

Stało się to na ziemi pokoju6 przez Boga wybranej, kiedy troje prostych dzieci pasło swoje stada łagodnych owieczek, po tym jak zjadły posiłek, odmówiły swoje pacierze wzywając święte imię Boga: «Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu…».

 

«Ojcze nasz, któryś jest w Niebie… przyjdź królestwo Twoje… odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…». I pozdrawiając Matkę Bożą, prosząc o Jej matczyną obronę: «Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc łona Twojego… Módl się za nami Święta Matko Boża, teraz i w godzinę naszej śmierci».

Po skończeniu swojej modlitwy troje prostych dzieci podczas zabawy chciało zbudować mały murek dookoła kępy, by ochronić ją przed zwierzętami próbującymi oskubać jej końce, które unosiły się bujnie w górę, jak gdyby wskazując nam Niebo, gdzie znajdował się Bóg i Jego niebiańska Matka czuwająca nad nami7.

Siostra Łucja dołącza do tego opisu swoją kolejną „interioryzację”:

Wtedy tak nie myślałam; dzisiaj lubię patrzeć na tę małą roślinę jak gdyby była to figura drzewa życia zasadzonego przez Boga w Ogrodzie Eden, z którego nie wolno było zjadać owoców, by nie umrzeć8.

Wizjonerka nie poprzestaje na jednym porównaniu. Przywołuje inne:

Pamiętam mur, który budowaliśmy, jak gdyby stanowił symbol bazyliki zbudowanej w tym właśnie miejscu na chwałę Boga i Matki Najświętszej, a także będącej miejscem odpoczynku dla śmiertelnych szczątków biednych pastuszków. Jak wielki jest Bóg, który z niczego wszystko czyni9.

Dzieci były zatem zajęte wznoszeniem kamiennego murku. Minęło już południe i szybko zbliżał się czas powrotu do domu. Wtedy Niebo dało znak na rozpoczęcie objawień.

ŚWIATŁO OBJAWIENIA

„Nagle ujrzeliśmy jakby błyskawicę”10.

Co ona oznaczała? Lata później Siostra Łucja wyjaśniała, że nie była to błyskawica, ale niebieskie światło – blask Boży, jakby Niebo otwarło się na chwilę dla zstępującej na ziemię Maryi. To światło było Matką Najświętszą.

Gdy widzieliśmy to światło, mówiliśmy nieraz: «Widzimy przychodzącą naszą Panią».

Ale Matkę Bożą mogliśmy w tym świetle dopiero rozpoznać, kiedy była już na skalnym dębie. (…) Kiedy mówiliśmy, że widzimy jak przychodzi, mieliśmy na myśli światło, które się zbliżało, a którym właściwie była Ona11.

Światło towarzyszy całości fatimskich objawień i łączy w jedno dwa wątki: Niepokalane Serce jako narzędzie ocalenia świata i wartość cierpienia zjednoczonego z Bogiem. Wygląda na to, że temat ten jest treścią pierwszej „pratajemnicy fatimskiej”, Siostra Łucja wspomina bowiem rozmowę z Hiacyntą:

«A cóż by to było, gdyby [ludzie] dowiedzieli się, że [Maryja] pokazała nam Boga w swoim Niepokalanym Sercu, w tym wielkim świetle?». Ale to tajemnica. Tego nie powiemy. Lepiej, żeby nikt o tym nie wiedział12.

Możemy pytać: „Dlaczego?”. Nie było to polecenie Maryi, ponieważ dopiero po lipcowym objawieniu pojawiają się wspomnienia o ocenzurowanych przekazach. Czyżby właśnie z tego powodu Siostra Łucja pisała, że zasadnicza treść Drugiej tajemnicy została im ujawniona w czerwcu?

Wątek Światła (należałoby pisać to słowo z wielkiej litery) – jeszcze niezrozumiały – towarzyszy Fatimie od początku. Był już obecny w spotkaniach trójki dzieci z aniołem (spotkania te stanowiły preludium objawień Matki Najświętszej), był też dominującym elementem kolejnych manifestacji maryjnych w Cova da Iria. Potem okaże się ważnym elementem duchowości Siostry Łucji…

Matka Felisbela Almeida uczyła razem z Łucją w szkole sióstr doroteuszek w Porto. Wspomina pewne wydarzenie:

Pewnego dnia moja mama, niech Bóg ją błogosławi, przywiozła mi biały szklany różaniec, który rozpalił pragnienia Łucji. Słyszałbyś ją podczas gdy sprzątaliśmy naszą czwartą klasę:

«Proszę, daj mi ten różaniec, zgoda?». «Co? – odpowiadałam. – Chyba ci się śni!».

Jednak wciąż nalegała: «Jest taki biały! Jeśli mi go dasz, dam ci swój, dobrze?». (…) Dałam go13.

Biel przypominała Łucji spotkania z Matką Bożą Różańcową z Fatimy. Przypominała Jej różaniec…

Nieprzypadkowo Siostra Łucja dopatrywała się „światła” nawet w swoim imieniu. „Łucja” pochodzi od słowa „światło”. Dlatego w dniu 30 grudnia 1967 roku pisała do przyjaciółki:

Co do mego imienia, to naprawdę brzmi ono Maria Lúcia de Jesus e do Coração Imaculado [Maria Łucja od Jezusa i Niepokalanego Serca]. Prawie zawsze skracam je, podpisując się po prostu jako s. Łucja. Myślę, że nigdy nie powinno ono [moje imię] występować bez „od Jezusa”, bo takie jest moje imię chrzcielne. A co mnie najbardziej interesuje to bycie całą dla Jezusa, wiernie i z miłością, bezgranicznie.

Również kocham to, co stoi przed: gwiazda, Światło [od] Jezusa i Niepokalanego Serca.

Trzeba koniecznie żyć w tym Świetle, by przekazywać je światu i sprawić, by jaśniało w ciemnościach, jakie spowijają świat; by budzić ludzi ze snu śmierci i podnosić ich do życia w Chrystusie przez wiarę, nadzieję i miłość14.

Te myśli tak głęboko były wyryte w jej sercu, że 20 lutego 1966 roku nie wahała się podpisać listu jako „Światło Jezusa i Niepokalanego Serca”15.

Kiedy Niebo dało znak na rozpoczęcie objawień Łucja, Franciszek i Hiacynta „nagle ujrzeli błyskawicę” – „niebieskie światło”. Gdy kończy się pierwsze spotkanie pastuszków z Matka Najświętszą, Światło to pojawia się znowu.

Potem zaczęła spokojnie unosić się w stronę wschodu i wreszcie zniknęła w nieskończonej odległości. Światło, które Ją otaczało, zdawało się torować Jej drogę do przestworza niebieskiego. Z tego powodu mówiliśmy nieraz, że widzieliśmy, jak się niebo otwierało…16.

Najwięcej dowiadujemy się o tajemnicy Światła z Fatimy w dniu 13 czerwca 1917 roku. Podczas rozmowy z Łucją Matka Boża zapewniła ją, że nigdy jej nie opuści i że Niepokalane Serce zawsze będzie jej ucieczką i drogą, która będzie prowadziła ją do Boga.

Wizjonerka wspomina:

Mówiąc te słowa, rozłożyła swe ręce i przeszyła nasze serca światłością, która z nich płynęła. Wydaje mi się, że tego dnia to światło miało przede wszystkim utwierdzić w nas poznanie i szczególną miłość do Niepokalanego Serca Maryi, tak jak to było w dwóch innych przypadkach odnośnie do tajemnicy Boga i do tajemnicy Trójcy Przenajświętszej.

Od tego dnia czuliśmy w sercu bardziej płomienną miłość do Niepokalanego Serca.

Światło wskazuje najpierw na Niepokalane Serce Maryi doskonale zjednoczone z Bogiem – mające Jego moc, będące symbolem Jego Opatrzności, która w Sercu Maryi ukazuje się jako Opatrzność Miłosierna. Dopóki jest między nami to Światło – choćby w postaci mnożących się współcześnie objawień, ale też przez obecność kultu maryjnego w Kościele – wciąż możemy karmić się nadzieją, że „droga pokoju” pozostaje możliwa, że nie jesteśmy jeszcze skazani na pójście drogą, która jest „niechciana przez Boga”17.

Za pierwszym razem błysk Światła na niebie był odczytywany przez dzieci jako błyskawica – zwiastun załamania pogody. Trzeba było przyspieszyć chwilę powrotu do domu, by zdążyć do Aljustrel nim rozpęta się burza.

«Lepiej pójdźmy do domu – powiedziałam do moich krewnych. – Zaczyna się błyskać, może przyjść burza». «Dobrze» – odpowiedzieli.

Zaczęliśmy schodzić ze zbocza, poganiając owce w stronę drogi18.

Dzieci pośpiesznie ruszyły w stronę rodzinnej wsi. Schodziły łagodnym zboczem poganiając stado.

Zbocze, które prowadzi na miejsce, gdzie się bawiliśmy, było zbiegiem rozmaitych ścieżek i miedz, które je przecinały, i miało tylko jedną drogę po lewej stronie, którą się wchodziło. Te ścieżki były utworzone przez rzędy dębów skalnych. Rosły one dziko i tworzyły bardzo gęsty gaik, przez który trudno było przebrnąć. Po tej drodze, która przy schodzeniu leżała po prawej stronie, schodziliśmy w dół19.

Druga błyskawica przeraziła dzieci, kiedy znajdowały się „mniej więcej w połowie zbocza, które się ciągnie od miejsca objawień aż do szczytu pagórka, trochę przed dużym dębem skalnym”20.

Nie doszły daleko; od szczytu wzgórza dzieliło je sto metrów a od dużego dębu kilka metrów, gdy drogę zastąpiła im jakaś postać.

Siostra Łucja pisze dalej:

Kiedy doszliśmy mniej więcej do połowy zbocza blisko dużego dębu, zobaczyliśmy znowu błyskawicę, a zrobiwszy kilka kroków dalej ujrzeliśmy na skalnym dębie Panią w białej sukni, promieniującą światłem jaśniejszym od słońca. Zatrzymaliśmy się przerażeni tym widzeniem. Byliśmy tak blisko, że znajdowaliśmy się w obrębie światła, które Ją otaczało lub którym może Ona promieniowała, mniej więcej w odległości półtora metra. Potem powiedziała do nas nasza Droga Pani: «Nie bójcie się, nic złego wam nie zrobię»21.

W Przesłaniu z Fatimy opis tego zdarzenia jest bardziej ozdobny i nasycony prostą (w znaczeniu oczywistości, nie ułomności) teologią.

Był dzień 13 maja 1917 roku, gdzieś po godzinie dwunastej w południe, kiedy Niebieska Posłanniczka otoczona światłem Boga, który Ją przemienia jak gdyby była nowym stworzeniem, zstępuje z Niebios na ziemię, by przynieść nam przesłanie dane nam przez Boga, by przyjść na spotkanie ze swymi dziećmi, które powierzył Jej Jezus umierający na krzyżu.

Idzie w stronę malutkich, biednych i niewinnych, ponieważ, jak powiedział Jezus: do nich należy królestwo niebieskie.

Zaczyna od uspokajania ich strachu przed rzekomym grzmotem, którego nieodzownie się spodziewają i przed którym uciekają, wierząc, iż odbicie światła to błyskawice. Zaskakuje ich w połowie ich drogi, mówiąc: «Nie bójcie się, nie zrobię wam krzywdy». Jak gdyby mówiła: «Nie jestem grzmotem, którego się boicie i przed którym chcecie uciec». Lub jak gdyby chciała nas uspokoić w strachu w podobny sposób, jak uczynił to Anioł, gdy Ją pozdrowił i ogłosił Jej Wcielenie Syna Bożego: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga» (Łk ١,٣٠)22.

Siostra Łucja podkreśla, że spotkanie zaczęło się z inicjatywy Matki Najświętszej, pragnącej uspokoić zalęknione dzieci. Był to jednak strach przed burzą, nie przed Maryją, która pojawiła się przed nimi. Od początku bowiem wizjonerzy czuli się przy Niej szczęśliwi i bezpieczni. Siostra Łucja tłumaczy:

Przed Naszą Panią nie czuliśmy strachu, lecz przed nadchodzącą burzą, przed którą chcieliśmy uciec.

Ukazanie się Matki Bożej nie wzbudziło w nas ani lęku, ani obawy, ale było dla nas zaskoczeniem. Gdy mnie pytano, czy odczuwałam lęk, mówiłam «tak», ale odnosiło się to do strachu, jaki miałam przed błyskawicą i przed nadchodzącą burzą, przed którą chcieliśmy uciekać, bo błyskawice widzieliśmy tylko podczas burzy. Błyskawice te nie były właściwie błyskawicami, lecz odbiciem światła, które się zbliżało23.

Matka Boża nas nie przeraziła, ale spowodowała zdumienie, pokój i radość. Kiedyśmy mówili, że się baliśmy, odnosiło się to do obawy, którą odczuwaliśmy sądząc, że zbliża się burza i dlatego chcieliśmy uciec. Kiedy Matka Najświętsza nam powiedziała, byśmy się nie bali, chciała nas z pewnością uspokoić co do burzy, której się baliśmy. Zazwyczaj widzieliśmy błyskawice tylko wtedy, gdy nadciągała burza. W naszej nieświadomości nie umieliśmy jeszcze odróżnić odblasku światła od błyskawicy24.

Matka Najświętsza zastępuje dzieciom drogę, a te zatrzymują się przed Nią w bardzo bliskiej odległości. Siostra Łucja wspomina, że postać Maryi znajdowała się „mniej więcej w odległości półtora metra”!25 Do tej odległości docierało otaczające Matkę Najświętszą światło. Dzieci znajdowały się w kręgu Jej światła.

„A to Światło było Bogiem”26 – wyjaśnia wizjonerka. Zatopienie dzieci w Bogu i Jego łasce wyjaśnia nam tak wiele! Rozumiemy już, skąd odwaga u Franciszka, Hiacynty i Łucji, skąd pewność usłyszanych słów, fotograficzna pamięć tego wszystkiego, co widzieli…

To Światło to także zadanie. Dzieci, które znalazły się w kręgu Światła, w których serca wnikło Światło, same miały stać się – jak Maryja – „całe ze Światła”. Jedna z najbliższych Łucji sióstr doroteuszek wspomina ostatnie spotkania z wizjonerką przed jej przejściem do Karmelu w 1948 roku.

Dusza Siostry Łucji, jaką miałam przed sobą, była pełna ciszy i czysta jak u anioła. Wyglądała dla mnie «jakby była cała ze światła»27.

Jak wyglądała Pani z Nieba?

Miała na sobie „białą suknię”28. Jej postać promieniowała jak słońce29. Siostra Łucja dodaje:

Jaśniała światłem jaśniejszym niż promienie słoneczne, które świecą przez kryształowe naczynie z wodą30.

Jej płaszcz zdobiła lamówka. Franciszek „myślał o promykach światła, które wyglądały jak obrębek Jej sukni”31.

 

A Łucja nazywa ów obrębek inaczej:

Złota tasiemka ozdabiająca Jej płaszcz błyszczała jaśniej niż promyk słoneczny32.

Wizjonerka dodaje jeszcze ciekawą uwagę o tym, co dzieci widziały pod płaszczem. Było takie jedno miejsce: tam, gdzie płaszcz zarzucony na głowę spadał na ramiona, tam widać było jakby „wewnętrzną stronę” płaszcza:

Wydawało się, jakby Jej własne promienie, w blasku Matki Najświętszej, odzwierciedlały się w tej przestrzeni, który tworzył płaszcz zwisający od głowy do ramienia. Tak zmieniające się działanie świetlne sprawiało na mnie wrażenie, jakby Matka Boża miała złote kolczyki33.

NAJPIERW ROZMOWA O NIEBIE

Pierwsza odzywa się Maryja. Mówi: „Nie bójcie się”34. Wiemy już, że mówi o burzy, która nie nadciągnie; błyskawica była jedynie znakiem Jej zstępowania z Nieba na ziemię.

Ale zaraz odzywa się Łucja.

Wydaje się, że mamy teraz do czynienia z ważnym momentem. Od niego być może zależy przebieg całego objawienia i pojawienie się następnych. Bowiem w wielu objawieniach maryjnych Matka Najświętsza jakby czekała na słowa tych, do których przychodzi. Jakby chciała wejść w dialog, a gotowość do zaczęcia rozmowy przez wizjonerów świadczyła o ich wewnętrznym zrozumieniu35. Jeśli on się zaczyna, to znak, że dyspozycja serc wizjonerów jest właściwa, by mogli przyjąć orędzie z Nieba. Może nawet więcej: odwaga potrzebna do przemówienia do Maryi świadczy o tym, że wizjonerzy będą gotowi mężnie głosić przesłanie, jakie za chwilę otrzymają…

Bóg chce mieć partnerów w realizacji swoich planów.

W tym właśnie momencie inicjatywę przejmuje na chwilę mała Łucja. To ona kieruje rozpoczętym dialogiem. Wypowiada zwyczajne, niewymyślne słowa. Pada proste pytanie o to, skąd Piękna Pani przybyła, a potem zwyczajowe zaoferowanie pomocy obcej osobie.

«Skąd Pani jest?» – zapytałam. «Jestem z Nieba». «A czego Pani ode mnie chce?». «Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez sześć kolejnych miesięcy, dnia ١٣. o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz»36.

Później Siostra Łucja tłumaczyła, dlaczego dialog potoczył się właśnie w taki sposób.

Według zwyczaju, jaki panuje w naszych stronach, kiedy spotyka się nieznaną osobę i ta zwraca się do nas, pytamy wtedy, skąd ona pochodzi i czego pragnie37.

Słowa «Łaskawa Pani» to zwrot używany w mojej miejscowości, kiedy zwracano się do osób uważanych za mających wyższe pochodzenie i pozycję38.

Tak właśnie zapytałam: «Skąd jesteś, Łaskawa Pani?». Na co Pani odpowiedziała: «Jestem z Nieba»39.

W tym miejscu wizjonerka dodaje swoją refleksję:

Zwykle słyszałam, jak mówiono, że Niebo jest tam, wysoko, ponad firmamentem, ponad gwiazdami, księżycem i słońcem, a widząc Panią tak piękną, która twierdziła, że jest z Nieba, poczuwałam wewnętrzną radość, która napełniła mnie ufnością i miłością; wydawało mi się, że nic nie może oddzielić mnie od tej Pani i pragnęłam uchwycić się Jej, by zostać przez Nią zabrana na skrzydłach Jej wzlotu. Jednakże nie takie były zamysły Pana40.

Również kolejne pytanie było zwyczajowe. Należało zaoferować obcemu swą pomoc.

Kontynuowałam rozmowę z Panią:

«Czego Łaskawa Pani chce ode mnie?».

Na co Pani odpowiedziała: «Przyszłam, by was prosić, abyście przychodzili tutaj każdego trzynastego przez sześć kolejnych miesięcy o tej samej godzinie. Później powiem wam, kim jestem i czego oczekuję. Potem wrócę tutaj jeszcze siódmy raz»41.

W tym momencie Siostra Łucja zdradza nam, że objawienia fatimskie były przedmiotem jej niekończących się rozmyślań.

Fraza «Przyszłam, by was prosić» także była przedmiotem wielu moich medytacji. Ona – Pani, Opiekunka, Królowa Nieba i ziemi – zstępuje, by przyjść z pokorną prośbą, jak gdyby to była przysługa. Ona jest ciągle tą samą, która powiedziała około dwa tysiące lat temu: «Oto ja służebnica Pańska».

Zapewne, przyszła z rozkazu Boga, by wypełnić jeszcze jedną misję, którą On chciał Ją obarczyć, by zaniosła nam Przesłanie wiary, nadziei i miłości. Czyż Ona nie jest Matką Pięknej Miłości, nadziei i ufności, Ucieczką grzeszników, Bramą Niebios, Matką ludu Bożego!

Jak wielki przykład Ona nam daje! Ta skromność, która przyciąga wzrok Boga, ujmuje miłość Jego ojcowskiego serca i miłosierdzie Jego nieskończonej dobroci.

W ten sposób jest Ona pierwszą w wielkim łańcuchu wybranych, która wstępuje z ziemi do Nieba. Jest Arką Przymierza, Bramą Niebios42.

Padają kolejne pytania zadawane przez Łucję.

«Czy ja też pójdę do Nieba?». «Tak». «A Hiacynta?». «Też». «A Franciszek?». «Także, ale musi jeszcze odmówić wiele różańców». Przypomniałam sobie dwie dziewczynki, które niedawno umarły, były moimi koleżankami. Uczyły się tkactwa u mojej starszej siostry. «Maria das Neves jest już w Niebie?». «Tak, jest». (Zdaje się, że miała jakieś 16 lat). «A Amelia?». «Zostanie w czyśćcu aż do końca świata». (Sądzę, że mogła mieć od 18 do 20 lat)43.

Bardzo podobnie brzmi wersja powstała ponad czterdzieści lat później:

Wspominając moje młode przyjaciółki, które już zmarły, zapytałam: «Czy Maria das Neves jest już w Niebie?». Pani odpowiedziała: «Tak, jest». «A Amelia?». – «Pozostanie w czyśćcu aż do końca świata»44.

W tym momencie pojawia się temat naszego losu po śmierci, z nią bowiem nasze życie się nie kończy. Łucja pyta o Niebo – czy dostanie się tam ona i jej kuzyni i czy są już tam jej dwie przyjaciółki. Maryja potwierdza prawdę o naszym przeznaczeniu do Nieba, wspomina jednak również o istnieniu czyśćca, więcej – mówi, że jakaś osoba, która z pewnością nie była ani publicznym grzesznikiem, ani nie różniła się zbyt od swego otoczenia, pozostanie tam „do końca świata”.

A może rozmawiamy jedynie o zewnętrznym podobieństwie Amelii i Marii das Neves? Może te dwa serca były na tyle różne, że jedno wymagało oczyszczenia, a drugie nie?

I jak rozumieć to, że Amelia pozostanie w czyśćcu aż do końca świata? Istnieją dwie interpretacje. Pierwsza mówi o konieczności wielkiego oczyszczenia tego człowieka, druga sugeruje, że Amelia wcale nie będzie długo przebywać w czyśćcu, wielkimi krokami zbliża się bowiem koniec świata.

Zdaniem prof. Americo P. López-Ortiza, prezydenta Światowego Apostolatu Fatimskiego (World Apostolate of Fatima), „Amelia jest już w Niebie”. Po upublicznieniu informacji o jej karze czyśćcowej odbywanej do końca świata, dziesiątki tysięcy ludzi zaczęło się za nią modlić i zamawiać Msze święte w jej intencji. „Wielka modlitwa Kościoła na ziemi – mówił López-Ortiz podczas II Europejskiego Kongresu Światowego Apostolatu Fatimskiego (21–23 października 2015) – z pewnością otworzyła już przed nią Niebo”. Prezydent najważniejszego ruchu fatimskiego na świecie zauważył, że „to kolejny dowód na warunkowość słów Matki Bożej z Fatimy”. Dodał także, że „zdaniem najbardziej wiarygodnych źródeł Amelia popełniła grzech przeciwko ciału”.

Co na to wszystko sama Siostra Łucja? Unika odpowiedzi, nie zna jej.

Wiele pytań zadawano mi na temat tej odpowiedzi, której Najświętsza Maryja Panna mi udzieliła, a na które nie wiem, jak dobrze odpowiedzieć. Nie prosiłam Najświętszej Maryi Panny, by mi to lepiej wyjaśniła; byłam zbyt mała, by o tym pamiętać. Ale rozmyślałam wiele nad tym szczegółem przesłania45.

Rozmyślania wizjonerki kierują się w stronę samej tajemnicy czyśćca. Siostra Łucja jest przekonana, że Matka Boża wskazała na prawdę o czyśćcu, by przypomnieć ludziom współczesnym, czym on jest i w jaki sposób możemy dostąpić oczyszczenia – niekoniecznie dopiero po śmierci. Pisze:

W końcu – zadaję sobie pytanie – czym okaże się czyściec? Słownik mówi nam, że jest to miejsce męki, w którym dusze sprawiedliwych są oczyszczane, nim zostaną przyjęte do raju. Jest to miejsce, w którym się cierpi.

W ten sposób widzimy, że słowo «czyściec» oznacza «oczyszczenie». A ponieważ wszyscy w jakimś stopniu jesteśmy grzesznikami, to wszyscy mamy potrzebę oczyszczenia z grzechów, zaniedbań i niedoskonałości, byśmy mogli zostać przyjęci do Królestwa wiecznej chwały i cieszyć się jego posiadaniem.

Możemy dokonać tego oczyszczenia jeszcze podczas życia, jeżeli Bóg da nam na to czas46. Trzeba prosić Boga o wybaczenie przez szczery żal za grzechy i postanowienie poprawy swego życia, wypełniając pokutę, przyjmując sakrament pokuty – jeśli grzechy są ciężkie lub śmiertelne – tak, by kapłan w imieniu Boga odpuścił nam grzechy; a także ofiarowując Bogu wyrzeczenia i dobre uczynki dla naprawienia zła, które popełniliśmy.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?