Fatima

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Myliłby się ten, kto by sądził, że prowadzona przez Siostrę Łucję „interioryzacja” zamyka się na opisywaniu samej tylko relacji z Bogiem. Chrześcijaństwo nie jest religią egoistycznego zabiegania o Niebo: mamy się tam dostać razem z naszymi braćmi i siostrami; jesteśmy za ich wieczność odpowiedzialni. Dlatego wizjonerka przypomina o wynikającym z miłości do Boga obowiązku miłowania bliźnich. Szczególnie tych, którym grozi „śmierć druga”45 – potępienie. Orędzie Anioła zawiera wezwanie, by błagać Boga o przebaczenie dla tych ludzi prawdziwie nieszczęśliwych, bo nieszczęśliwych na wieczność.

Tuż po wezwaniu do miłości orędzie mówi nam o wybaczeniu: wzywa nas do błagania Boga o przebaczenie naszym braciom i nam samym; tym, którzy nie mają wiary i tym, którzy wierzą; tym, którzy nie wielbią Boga i tym, którzy Go adorują; tym, którzy nie mają nadziei i tym, którzy ufają; tym, którzy nie miłują i tym, którzy praktykują miłość. Wszyscy bowiem potrzebujemy Bożego przebaczenia: ze względu na naszą słabą wiarę, która tak często jest ułomna, ze względu na naszą kruchą nadzieję, która tak często obumiera; ze względu na naszą ubogą miłość, która tak często bywa zbyt chłodna i nieczuła; a także ze względu na naszą adorację, która często bywa bardzo słaba, uboga i wymęczona! Prosimy o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą, którzy nie wielbią Boga, nie mają nadziei i nie kochają; a przecież tak często sami się do nich zaliczamy!46

PIĄTE OBJAWIENIE

(We Wspomnieniach Siostry Łucji drugie, bo teraz Anioł przyniósł drugie przesłanie)

Siostra Łucja wiele miejsca poświęciła opisowi pierwszego wyraźnego, a czwartego w ogóle objawienia Anioła. Z kolejnym spotkaniem jest inaczej. Dlaczego wizjonerka nie rozwinęła szerzej swej refleksji nad „objawieniem przy studni”? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, choć jedno jest pewne: w pismach Siostry Łucji znajdziemy sporo odnośników do tematu tego objawienia… Może właśnie dlatego, że wątki owego objawienia nakładają się w pełni na tematy poruszane później przez Matkę Najświętszą; to przy ich omawianiu pojawiają się myśli związane także z tematyką piątego objawienia.

Na co zwraca uwagę Siostra Łucja? Jakie są jej wspomnienia związane z tamtym dniem? Oto, co pisze:

Następne objawienie miało miejsce latem, w dniach największego upału, kiedyśmy gnali naszą trzodę w południe do domu, aby ją wyprowadzić znów pod wieczór. Popołudniowe godziny spędzaliśmy w cieniu drzew, które otaczały studnię wiele razy już wspomnianą47.

Dowiadujemy się mimochodem, jak wyglądał rytm pracy fatimskich pastuszków. Dzieci wychodziły ze swymi trzodami wcześnie rano i pozwalały im paść się do południa. Kiedy słońce zaczynało zbyt mocno operować, zaganiały zwierzęta z powrotem do zagrody i same odpoczywały. Po południu raz jeszcze wychodziły na okoliczne pastwiska.

Czas w tym miejscu na uprzedzającą refleksję. W dniu 13 maja Łucja, Franciszek i Hiacynta paśli owce w Dolinie Pokoju – w Cova da Iria. Błyskawica, która zapowiadała objawienie Matki Bożej, pojawiła się na niebie w południe, a więc niewiele przed czasem, kiedy wracano na kilka godzin do domu. Stąd decyzja Łucji, by ruszyć w stronę rodzinnej wioski wydaje się uzasadniona – i tak za kwadrans czy dwa dzieci kończyłyby czas wypasu owiec… Gdyby objawienie nastąpiło wcześniej, nie dokonałoby się „w drodze”; Matka Najświętsza nie zaszłaby im drogi, ale musiałaby – na wzór Anioła – zbliżyć się do nich tak, jak później, po zakończeniu każdego z objawień, oddalała się w stronę wschodu słońca.

Ciekawe, że Siostra Łucja nie wspomina o kierunku, z którego przychodził Anioł. Czy także pojawiał się od strony wschodniej? Może bliższa analiza miejsc, w których się objawiał, dałaby odpowiedź na to pytanie48.

Wróćmy do opisu piątego objawienia się Anioła. Siostra Łucja zanotowała:

Po dłuższym czasie, pewnego letniego dnia, gdyśmy spędzali w domu przerwę obiadową, bawiliśmy się przy studni, którą mieli moi rodzice na podwórku, a którą nazywaliśmy Arneiro49.

Te kilka chwil odpoczynku przerwał Wysłannik z Nieba.

Nagle widzimy koło nas, jak mi się wydawało, tę samą postać Anioła, który przemówił: «Co robicie? Módlcie się dużo. Serca Jezusa i Maryi chcą przez was okazać światu wiele miłosierdzia»50.

Nagle zobaczyliśmy przed nami tego samego Anioła: «Co robicie? Módlcie się dużo. Serca Jezusa i Maryi chcą przez was okazać (światu) wiele miłosierdzia. Ofiarujcie bezustannie Największemu wasze modlitwy i umartwienia»51.

Te właśnie słowa pojawiają się w pismach Siostry Łucji jak refren:

Co robicie? Módlcie się dużo. Serca Jezusa i Maryi chcą przez was okazać światu wiele miłosierdzia52.

Ofiarujcie zawsze Bogu Najwyższemu wasze modlitwy i ofiary53.

Składajcie nieustannie Najwyższemu ofiary z modlitw i poświęceń54.

Przytoczmy jeszcze jeden, pełen znaczeń opis objawienia Anioła. Tym razem towarzyszą mu osobiste refleksje wizjonerki:

Ubogie dzieci siedziały nad brzegiem studni znajdującej się na podwórku moich rodziców. Nagle zjawił się niebieski Wysłannik i skierował do nich następujące pytanie: «Co robicie?». Nie czekając jednak na odpowiedź mówił dalej: «Módlcie się, módlcie się wiele! Serca Jezusa i Maryi mają wobec was plany miłosierdzia. Zanoście stale do Najwyższego modlitwy i ofiary. (…) Ze wszystkiego, co robicie, czyńcie ofiarę na zadośćuczynienie za grzechy, jakimi jest obrażany, i błaganie o nawrócenie grzeszników. Ściągajcie w ten sposób pokój na waszą ojczyznę. Jestem aniołem opiekuńczym, Aniołem Portugalii. Przyjmijcie i znoście zwłaszcza to cierpienie, które Pan wam ześle».

O ile nadprzyrodzonym objawieniom towarzyszy zazwyczaj szczególna łaska wyjaśniająca ich znaczenie, to w tym przypadku te małe dzieci były dalekie od zrozumienia jego sensu i tych treści, jakie możemy dostrzegać tu obecnie i przekazywać je duszom jako wolę Boga. (…)

Trudno było tym małym dzieciom uświadomić sobie, że to wezwanie do modlitwy skierowane jest nie tylko do nich, ale także do całej ludzkości. Dzisiaj uważam ten apel za wezwanie do zwrócenia uwagi na drogę wyznaczoną przez Boga stworzeniom od początku dziejów stworzenia55.

Dopiero u schyłku XX stulecia podeszła wiekiem Łucja zaczęła nam tłumaczyć to, czego jako dziecko nie rozumiała. Zwraca uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, wiemy już, że nikt z małych wizjonerów nie rozumiał głębokich znaczeń kryjących się w apelu Anioła. (Być może stanie się to dla nich bardziej jasne podczas objawień Matki Bożej, szczególnie po wizji piekła ukazanej im w lipcu 1917 roku). A jednak, choć przesłanie nie było dla nich zrozumiałe, Łucja, Franciszek i Hiacynta podjęli je tak doskonale, jak umieli. Bo nie rozum jest tu kryterium uznania jakiejś Boskiej prawdy, lecz wiara. A ta, dzięki otrzymanej w spotkaniach z Aniołem łasce, była w nich żywa, silna i zdumiewająco pogłębiona.

Siostra Łucja zdradza nam jeszcze jeden szczegół tego niezwykłego spotkania: wyjaśnia znaczenie postawionego przez Anioła pytania, które na pierwszy rzut oka wydaje się surowym upomnieniem dzieci, że marnują czas – bawią się zamiast ratować grzeszników. Wizjonerka wyjaśnia:

Pytanie: «Co robicie?» nie ma na celu napominać, lecz jedynie zwracać uwagę na to, co jest bardziej konieczne i ważne, to jest na modlitwę, na nasze spotkanie z Bogiem na modlitwie, która powinna być codziennym dialogiem naszej duszy z Panem56.

Łucja – reprezentując pozostałych wizjonerów – zada za chwilę pytanie. Z jednej strony świadczy ono o jej trzeźwym, w pełni refleksyjnym podejściu do tego, co mówił Anioł – świadczy o jej odwadze i poczuciu odpowiedzialności (jak wypełnić coś, co nie do końca się rozumie?), z drugiej wskazuje na to, co Siostra Łucja podkreśla wielokrotnie: na jej duchowe nieprzygotowanie do tak głębokich rozmów i tak poważnych żądań. Dlatego śmiało pyta:

„Jak mamy się umartwiać?” – zapytałam57.

„Jak mamy pełnić ofiary?” – zapytałam58.

Anioł odpowiada:

Ze wszystkiego, co możecie, składajcie Bogu ofiary jako akt zadośćuczynienia za grzechy, którymi jest obrażany oraz za nawrócenie grzeszników. Ściągnięcie w ten sposób pokój na waszą ojczyznę. Ja jestem Aniołem Stróżem, Aniołem Portugalii. Przede wszystkim przyjmijcie i znoście z poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle59.

W tym momencie została nakreślona nowa droga chrześcijańskiej duchowości. Jest nią wykorzystywanie tego wszystkiego, co niesie życie, by wynagradzać Bogu za grzechy popełniane przez ludzi i by przez przyjmowanie cierpień, jakie Bóg zsyła, ratować ludzi przed wiecznym cierpieniem w piekle60. To bardzo prosta droga, można rzec, taka, która może być praktykowana powszechnie61. Nie wymaga niczego poza tym, co niesie ze sobą nasza zwykła, szara codzienność z jej drobnymi trudnościami, z małymi niedogodnościami, ze zwykłym bólem, jaki jest naszym udziałem „na tym łez padole”. Wystarczy wszystko to powiązać z myśleniem o Bogu i Jego miłości, o życiu wiecznym, które nieodwołanie przyjdzie, a już każda chwila zaczyna mieć niezwykłą wartość przez Bogiem.

Okazuje się, że Niebo prosi o coś, co nosi kilka różnych nazw, a każda z nich ma jakieś ubogacające, równoległe znaczenie, dające pełniejszy wgląd w oczekiwania Boga. Oto Siostra Łucja poza słowem „ofiara” i „umartwienie” przynajmniej raz posługuje się terminem „poświęcenie”. W Przesłaniu z Fatimy zanotowała inną wersję wypowiedzi Anioła, obdarzając ją „interioryzacyjnym” komentarzem.

«Składajcie nieustannie Najwyższemu ofiary z modlitw i poświęceń».

Poświęcenie jest ostoją naszej modlitwy, stanowi siłę, która ją podtrzymuje. Przede wszystkim chodzi o poświęcenie nas samych, naszych nieprawych upodobań, wyrzeczenie się naszych grzesznych upodobań mających swe źródło w zmysłowości, wygodnictwie i ambicji. Na drugim miejscu – poświęcenia przyjmowane i podejmowane dobrowolnie, by ofiarować je Panu jako pokorny dar naszej miłości i wdzięczności62.

 

Nawet pośród naszych zajęć, naszej pracy, naszych rozrywek, naszych codziennych spraw i wypoczynku, Pan powinien być zawsze obecny w naszym duchu, w naszym sercu i w naszych zamiarach tak, by we wszystkim sprawiać Mu przyjemność i przynosić chwałę, to znaczy dawać dowód miłości. Powinniśmy więc sprawiać przyjemność Panu, by w ten sposób przyciągnąć Jego spojrzenie miłosierdzia na nas, tak aby Pan czuł się dobrze w nas, w nas odnalazł wytchnienie i odpoczynek, byśmy się stali jedno z Nim63.

Łucja dodaje jeszcze:

To właśnie jest ta modlitwa i poświęcenie, których oczekują Serca Jezusa i Maryi, by przyjąć je i zanieść Ojcu jako owoc kontynuacji Jego dzieła odkupienia – dla zbawienia ludzkości64.

Świadectwo Łucji pokazuje nam, że najstarsza z trojga wizjonerów wspomniane zalecenie Anioła stosowała w praktyce. Zresztą, podobnie czynili Hiacynta i Franciszek. Wiemy na przykład, że kiedy matka Łucji musiała posłać dwie swoje córki, Glorię i Karolinę, na służbę i gorzko płakała, wizjonerka tak o tym wspomina:

Była to jedna z najsmutniejszych scen, przy których byłam obecna. Czułam, jak mi się serca krajało z bólu i tęsknoty za moimi siostrami, i ze współczucia z matką. Choć byłam jeszcze dzieckiem, rozumiałam doskonale sytuację, w której się znaleźliśmy. Przypomniałam sobie wtedy słowa Anioła: «Przede wszystkim przyjmijcie i znoście z poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle». Usuwałam się wtedy w odosobniony kącik, aby przez moje cierpienie nie powiększać cierpienia mojej matki. Tym miejscem była zwykle nasza studnia. Tam na klęczkach pochylona nad płytami, które ją przykrywały, łączyłam z jej wodą moje łzy i ofiarowałam Bogu moje cierpienie. Czasem Hiacynta i Franciszek znajdowali mnie tam zapłakaną. Ponieważ szlochając nie mogłam mówić, cierpieli ze mną i też płakali. Wtedy Hiacynta głośno odmawiała naszą modlitwę za grzeszników: «Mój Boże, jako akt zadośćuczynienia i za nawrócenie grzeszników ofiarujemy Ci wszystkie te cierpienia i ofiary». Tekst ofiarowania nie zawsze był taki sam, ale sens zawsze był jednaki65.

Łucja pisała także raz o tym w swym Drugim Wspomnieniu:

Wspominałam minione czasy i pytałam sama siebie: Gdzie jest ta miłość, którą jeszcze tak niedawno okazywała mi moja rodzina? Moją jedyną ulgą były łzy wylane przed Bogiem, gdy składałam Mu moją ofiarę66.

Zaś gdy po majowym objawieniu dzieci miały zostać zaprowadzone na plebanię67, gdzie miało odbyć się pierwsze przesłuchanie przez proboszcza (drugie nastąpiło po kolejnym objawieniu), Hiacynta i Franciszek mówili: „Jeżeli nas będą bili, przecierpimy to z miłości do Jezusa i za grzeszników”68.

To właśnie po tym przesłuchaniu, na koniec którego ks. proboszcz Manuel Marques Ferreira (zm. w styczniu 1945) oznajmił, że być może jest to „sztuka diabelska”, gorliwość Łucji osłabła, a nowa droga duchowości straciła na chwilę sens: „W ciągu tego miesiąca straciłam zapał do składania ofiar i do umartwień”69.

Przywołajmy jeszcze kilka przykładów ukazujących, jak dzieci, dzięki „atmosferze, która je otaczała” podczas objawienia Anioła, potrafiły głęboko wniknąć w sens cierpienia i dostrzec jego wymiar zbawczy. Ponieważ żądanie Anioła nałożyło się na późniejszą prośbę Matki Najświętszej, opowiadanie o wędrowaniu tą nową drogą duchowości i wyjaśnienie jej znaczenia zostało wpisane w kontekst objawień samej Maryi.

To dlatego Franciszek mówił: „Nasza Pani powiedziała, że będziemy bardzo cierpieć. Nic nie szkodzi. Wszystko przecierpię, co tylko będzie chciała. Ja tylko chcę dostać się do nieba”70.

W innym miejscu czytamy:

Gdy pewnego dnia okazywałam niezadowolenie z powodu prześladowania powstającego przeciwko mnie w mojej rodzinie, [Franciszek] próbował mnie pocieszyć i powiedział: «Przestań, czy Nasza Pani nie powiedziała ci, że będziemy musieli wiele cierpieć, aby zadośćuczynić naszemu Bogu i Jej Niepokalanemu Sercu za tyle grzechów, którymi są obrażani? Oni są tacy smutni. Jeżeli tymi cierpieniami możemy Ich pocieszyć, powinniśmy się cieszyć»71.

We wrześniu (kiedy rodzina musiała sprzedać owce i obwiniano o to Łucję), wizjonerka wspominała tamte wydarzenia w kontekście wzbudzonej wówczas intencji: „Mam nadzieję, że dobry Bóg przyjął ode mnie tę ofiarę, którą Mu złożyłam, zawsze zadowolona z możliwości poświęcenia się dla Niego i dla grzeszników”72.

Oskarżona niesłusznie o przyjęcie i zatrzymanie dla siebie pieniędzy, „kiedy już miałam kurz z ubrania dobrze wytrzepany”73, wspomina: „Mogłam się udać do mojej ulubionej studni i tam Bogu jeszcze i tę ofiarę złożyć”74. Zauważmy, że Siostra Łucja wskazuje na miejsce, które najbardziej przypominało jej o konieczności składania Bogu codziennych cierpień. Była to studnia w głębi ogrodu – ta, przy której dokonało się piąte objawienie Anioła, podczas którego dzieci po raz pierwszy usłyszały o zbawczej wartości cierpień.

Takie łączenie cierpienia z modlitwą stało się szybko nawykiem. Wskazuje na to jedna z notatek Siostry Łucji, w której posługuje się słowem „zwykle”. Łucja wspomina, że po zakończeniu objawień przychodziły tłumy ludzi, zadając pytania i prosząc o wspólny różaniec:

Czasem czułam się tak zmęczona powtarzaniem w kółko tego samego i modlitwą, że szukałam pretekstu, aby się wymigać i uciec. W głębi serca powtarzałam wtedy moją zwykłą modlitwę: «Z miłości ku Tobie, Boże, na zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciw Niepokalanemu Sercu Maryi, za nawrócenie grzeszników i za Ojca Świętego»75.

Obok słowa „zwykle” pojawia się jeszcze słowo „doskonale”. Łucja wspomina Hiacyntę: „Potrafiła doskonale wykorzystać każdą okazję do umartwienia”76. Najpierw Anioł, a potem jej ukochana Matka Boża chciała tych ofiar. Tak było z wyjazdem Hiacynty do Lizbony: „Na długo, zanim ktokolwiek mówił o jej pójściu do szpitala, powiedziała któregoś dnia: «Matka Boża chce, abym poszła do dwóch szpitali, ale nie po to, aby się wyleczyć, lecz by jeszcze więcej cierpieć z miłości do Pana Jezusa i za grzeszników»”77. Widać wyraźnie, że upomnienie Anioła zostało w końcu zupełnie zakryte przez prośbę (powtarzaną wielokrotnie) samej Matki Najświętszej, która dla Hiacynty była „taka piękna”78.

Podobnie postępował Franciszek, który powtarzał: „Ofiaruję Mu [Jezusowi] wszystkie umartwienia, które mogę wykonać”79. Nie wypił na przykład miodu pitnego u matki chrzestnej Łucji; po prostu uciekł, by mieć okazję do złożenia ofiary80.

Tak było w przypadku wszystkich wizjonerów. Intuicyjnie wiedzieli, że przesłanie przyniesione przez Anioła było zaledwie przygotowaniem do czegoś pełniejszego i ważniejszego. Skoro Wysłannik z Nieba mówił o konieczności ofiarowywania Bogu codziennych cierpień i już pomógł dzieciom postawić na tej drodze pierwsze kroki, to – możemy pytać – jak daleko na tym szlaku zaszli Łucja, Franciszek i Hiacynta, kiedy prowadziła ich po nim sama Matka Boża.

To z pewnością jeden z najważniejszych sekretów ich świętości już rozpoznanej przez Kościół.

Przyjrzyjmy się jeszcze duchowości małej Łucji.

Kiedy 13 maja 1920 roku masoni wyrwali słupy postawione na miejscu objawień i ścięli drzewo (zamiast dębu, na którym pojawiała się Matka Najświętsza, wycięli oliwkę), Łucja zareagowała: „Pomodliłam się wtedy do Matki Bożej, prosząc o przebaczenie tym ludziom i prosiłam o ich nawrócenie”81.

Kiedy umarł jej ojciec (31 lipca 1919 roku), Łucja wołała:

Mój Boże, mój Boże. Nigdy nie myślałam, że mi tyle cierpienia ześlesz. Ale cierpię z miłości ku Tobie, na zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi, za Ojca świętego i za nawrócenie grzeszników82.

Podobnie było, kiedy proboszcz narzekał, że „ludzie padają na kolana w jakiejś dzikiej zarośli”, a pieniądze „pozostawiają tam pod dębem”, zamiast dać je na przebudowę kościoła. „Złożyłam Bogu jeszcze i tę ofiarę” – pisze Łucja83.

Droga wskazana najpierw przez Anioła, a potem przez Matkę Najświętszą była drogą tajemnicy. Dzieci były świadome, że to wszystko było tylko dla Boga i doczesny świat nie ma z tym nic wspólnego. Stąd ludzie nie mieli o tym nic wiedzieć. Dzieci obawiały się, że podczas przesłuchań, gdy zaczną mówić zbyt wiele, „zaczną nas pytać, jakie podejmujemy umartwienia. Tego nam by jeszcze brakowało!” – zapisała Siostra Łucja84.

Dowiadujemy się z pism Łucji, iż Hiacynta zazdrościła swej starszej kuzynce, że ta ma tyle okazji do ofiarowania Bogu swoich cierpień:

Jakby to było dobrze, gdyby moi rodzicie byli tacy, jak twoi, aby ludzie mogli mnie też bić, gdyż wtedy mogłabym więcej ofiar złożyć Bogu85.

A przecież Łucja wiele pisze o składaniu ofiar przez Hiacyntę, o tym, na jakie wyżyny wspięła się ona w swej miłości do Boga i do grzeszników. Jednak małej wizjonerce wciąż było tego mało86. Skoro cierpienie pocieszało zasmuconego Boga i ratowało ludzi przed piekłem, trzeba było je wykorzystywać do końca. Więcej, trzeba było go szukać i pragnąć!

Tę wskazaną przez Anioła i przez Maryję fatimską drogę duchowości wspierał dziekan z Olival, ks. Faustino José Jacinto Ferreira, o którym Łucja napisała:

Przede wszystkim wskazał nam sposób, jak we wszystkim podobać się Bogu, składając Mu niezliczone małe ofiary. «Jeżeli macie, moje dzieci, apetyt na coś, powstrzymajcie się i zjedzcie coś innego, a złóżcie Bogu z tego ofiarę. Jeżeli macie ochotę pobawić się, nie bawcie się, ale złóżcie Bogu drugą ofiarę. Jeżeli wypytują i nie możecie się wytłumaczyć, Bóg tak chce, złóżcie Mu jeszcze tę ofiarę»87.

Anioł zapewniał małych wizjonerów:

Z wszystkiego, co tylko możecie, zróbcie ofiarę jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi On jest obrażany i dla uproszenia nawrócenia grzeszników. W ten sposób ściągnięcie pokój na waszą ojczyznę. Jestem Aniołem Stróżem Portugalii. Przede wszystkim przyjmijcie i znoście z poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle88.

W świetle tak licznych świadectw, jakie wypełniają stronice wspomnień Siostry Łucji, poniższe słowa wizjonerki nabierają szczególnej wagi. Jest w nich zawarta wielka prawda serc trojga ubogich pastuszków:

Te słowa Anioła wryły się w nasze umysły jak światło, które nam pozwoliło zrozumieć, kim jest Bóg, jak On nas kocha i jak pragnie być przez nas kochany. Poznaliśmy wartość umartwienia, to, jak Bogu jest ono przyjemne i jak przez nie nawracają się grzesznicy. Od tego czasu zaczęliśmy ofiarowywać Bogu wszystko, co nas bolało. Ale nie szukaliśmy innych umartwień i pokuty z wyjątkiem godzin przebytych na klęczkach przy powtarzaniu modlitwy, której Anioł nas nauczył89.

Podobnie jak to było przy pierwszym wyraźnym spotkaniu z Aniołem, atmosfera nadprzyrodzoności, w której niebieski Wysłannik umieścił trójkę pastuszków, znowu nie zniknęła z chwilą zakończenia się objawienia. Siostra Łucja jest tym razem dość precyzyjna i notuje, że niezwykły stan będący owocem widzenia Anioła trwał więcej niż dwa dni:

Ponieważ atmosfera nadprzyrodzoności, w której nas Anioł pozostawił, jeszcze nie minęła [na pytanie Franciszka o to, co Anioł powiedział] powiedziałam, żeby mnie zapytał o to w dniu następnym. Dnia następnego (…) jeszcze byłam pod wrażeniem i powiedziałam mu, żeby zaczekał jeszcze do następnego dnia, bo w tym dniu jeszcze nie mogę mówić90.

Hiacynta mówiła: «Nie wiem, co odczuwam, ale ja nie mogę mówić, ani bawić się, ani śpiewać i nie mam siły do niczego»91.

Ciekawa jest ostatnia refleksja Siostry Łucji nad omawianym objawieniem. Wezwanie, jakie tym razem przyniósł Anioł jest… zaproszeniem do modlitwy! Czyżby modlitwa bez umartwienia, poświęcenia i ofiary była martwa?

To przesłanie modlitwy: «Co robicie? Módlcie się! Módlcie się dużo! Serca Jezusa i Maryi mają wobec was zamiary miłosierdzia. Składajcie nieustannie Najwyższemu ofiary z modlitw i poświęceń»92.

SZÓSTE OBJAWIENIE

(We Wspomnieniach Łucji trzecie, bo teraz Anioł przyniósł trzecie przesłanie)

Kiedy miało miejsce kolejne spotkanie z nadprzyrodzonością? Jaki był jego cel? Siostra Łucja próbuje odpowiedzieć na te pytania.

Wydaje mi się, że trzecie objawienie miało miejsce w październiku albo w końcu września. W tym czasie przerwy obiadowej nie spędzaliśmy już w domu. (…) Przeszliśmy z Pregueiry (lasku oliwnego należącego do moich rodziców) do Loca de Cabeço, okrążając zbocza wzgórza od strony Aljustrel i Casa Vehla. Tam odmówiliśmy najpierw różaniec i modlitwę, której nauczył nas Anioł w czasie swego pierwszego objawienia. I wtedy, gdyśmy tam byli, ukazał się nam Anioł po raz trzeci93.

 

Upłynęło sporo czasu, kiedy poszliśmy paść naszą trzodę na posiadłości moich rodziców. Ta znajduje się na stoku wspomnianej już góry, trochę powyżej Valinhos. Jest to gaj oliwkowy, który nazywamy Pregueira94. Po jedzeniu postanowiliśmy pójść do groty95 znajdującej się po drugiej stronie góry. Musieliśmy w tym celu obejść stok i wspiąć się na skały, które są na szczycie Pregueiry.

Owieczki zdołały przejść z wielkim trudem. Jak tylko tam przyszliśmy, na klęczkach i z twarzami pochylonymi do ziemi zaczęliśmy powtarzać modlitwę Anioła: «O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie itd.»96.

To druga już wzmianka o tym, że dzieci bardzo często i wytrwale odmawiały modlitwę Anioła. Potwierdzają to również słowa zanotowane przez Siostra Łucję: „Odtąd padaliśmy często na ziemię i modliliśmy się słowami Anioła aż do znużenia”97.

Wizjonerka pisze dalej:

Nie wiem, ile razy powtórzyliśmy tę modlitwę, kiedy zobaczyliśmy nad nami jakiś nadzwyczajny blask. Wyprostowaliśmy się, żeby popatrzeć, co się dzieje, i zobaczyliśmy Anioła trzymającego w lewej ręce kielich, nad którym unosiła się święta Hostia. Spływały z niej do kielicha krople krwi98.

Słowa Łucji wskazują na to, że dzieci dosłownie modliły się z twarzą do ziemi. Anioł, którego blask dostrzegli, znajdował się bowiem bezpośrednio przed nimi. Dzieci go nie widziały, dopóki się nie wyprostowały.

Nagle kielich z Hostią zawisł w powietrzu, zaś Anioł klęknął przy nas i kazał nam powtórzyć trzy razy:

«Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty. W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa obecnego na ołtarzach całego świata, jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca, i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi, proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników».

Następnie Anioł podniósł się z klęczek i wziął do swych rąk kielich i Hostię. Hostię świętą dał mi, a Krew z kielicha rozdzielił między Hiacyntę i Franciszka, mówiąc równocześnie: «Przyjmijcie Ciało i Krew Jezusa Chrystusa, okropnie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagradzajcie ich grzechy i pocieszajcie waszego Boga». I ponownie uklęknąwszy powtórzył z nami znów trzy razy tę samą modlitwę: «Trójco Przenajświętsza itd.» i znikł99.

Podobny opis z podobnym zakończeniem znajdujemy w późniejszym, Czwartym Wspomnieniu:

Następnie podnosząc się z klęczek wziął znowu w rękę kielich i Hostię. Hostię podał mnie, a zawartość kielicha podał do wypicia Hiacyncie i Franciszkowi, mówiąc równocześnie: «Przyjmijcie Ciało i Krew Jezusa Chrystusa, okropnie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagradzajcie ich grzechy i pocieszajcie waszego Boga». Potem znów uklęknął i odmówił z nami trzy razy tę samą modlitwę: «Trójco Przenajświętsza… itd.» i znikł100.

Siostra Łucja pisze, że dzieci – owładnięte przez świat nadprzyrodzony – utraciły świadomość doczesności. Zapomniały, gdzie się znajdują, straciły też poczucie czasu. Gdy w końcu się „wybudziły” z ekstazy, było już późno. Należało wracać do domu.

Poruszeni siłą nadprzyrodzoną, która nas otaczała, naśladowaliśmy we wszystkim Anioła, tzn. uklękliśmy jak on na ziemi i powtarzaliśmy modlitwy, które on odmawiał101.

Myśmy pozostali nadal na klęczkach powtarzając wciąż te same słowa. Gdyśmy się podnieśli, spostrzegliśmy, że był już wieczór i czas wracać do domu102.

Po trzecim objawieniu Anioła zdałam sobie sprawę, że jest już wieczór…103.

Przy trzecim zjawieniu Anioła obecność nadprzyrodzoności była jeszcze silniejsza. Przez kilka dni nawet Franciszek nie odważył się mówić. Później powiedział: «Lubię oglądać Anioła, ale najgorsze to, że potem jestem niezdolny do niczego. Nawet chodzić nie mogę. Nie wiem, co mi jest»104.

Siła obecności Bożej była tak intensywna, że nas prawie całkowicie pochłaniała i unicestwiała. Zdawało nam się nawet, że przez dłuższy czas zostaliśmy pozbawieni używania zmysłów. W czasie tych dni wykonywaliśmy nasze zewnętrzne czynności, jak gdybyśmy byli poruszani przez tę samą istotę nadprzyrodzoną, która nas do tego skłoniła. Spokój i szczęście, które odczuwaliśmy, były bardzo wielkie, ale tylko wewnętrznie, najzupełniej skupiające duszę w Bogu. Również osłabienie fizyczne, które nas ogarnęło, było bardzo wielkie105.

W kilka dni później, gdy już powróciliśmy do normalnego stanu (…)106.

Pomału przeszła ta atmosfera i dnia 13 maja bawiliśmy się znowu z tą samą radością i swobodą ducha jak dawniej107.

Z powyższych słów wynika, że mamy tu coś nowego, coś innego niż „atmosfera” związana z wcześniejszymi pojawieniami się Anioła. Poprzednio dzieci czuły się owładnięte przez jakąś duchową moc; teraz jakby nic nie czuły, trwając całkowicie zatopione w Bogu. Czy był to owoc przyjęcia Eucharystii, w której Bóg jednoczy się z nami, a my powinniśmy przyjąć łaskę zjednoczenia z Nim?

W przytoczonym opisie Siostra Łucja nie zacytowała całej modlitwy do Trójcy Przenajświętszej. Przytacza ją na przykład choćby w Przesłaniu z Fatimy, znowu dodając swe osobiste zamyślenie.

«Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty, uwielbiam Cię ze czcią najgłębszą. Ofiaruję Ci Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa obecnego na ołtarzach całego świata, na wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, które Go obrażają. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi proszę Was o nawrócenie biednych grzeszników».

Modlitwa ta stanowiła dla mnie wielką więź mojego zjednoczenia się z Bogiem, więź, która mnie przyciąga i zatrzymuje, nierozerwalnie wyryta w moim sercu: Święta Trójco, jedyny Boże prawdziwy, w którego wierzę, w którym pokładam nadzieję; uwielbiam Cię i kocham Cię. Przyjmij moją miłość i moje pokorne uwielbienie. Tak mało mam, by Ci ofiarować, że proszę, przyjmij w zamian za moją niegodność, nieskończone zasługi Serca Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi, a w zamian proszę Cię o nawrócenie biednych grzeszników108.

Przywołajmy jeszcze inny opis ostatniego spotkania z Aniołem.

[Anioł] trzymał w ręce kielich, nad którym unosiła się święta Hostia, z której spływały krople do kielicha. Nagle kielich z Hostią zawisł w powietrzu, a Anioł uklęknął na ziemi i powtórzył trzy razy modlitwę:

«Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu, Duchu Święty, uwielbiam Cię ze czcią najgłębszą. Ofiaruję Ci Przenajdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa obecnego na ołtarzach całego świata na przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, które Go obrażają. Przez niezmierzone zasługi Jego Najświętszego Serca, i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi proszę Was o nawrócenie biednych grzeszników»109.

Następnie Anioł unosi się i ponownie bierze Hostię i Kielich, które wcześniej przyniósł i pozostawił zawieszone w powietrzu, i daje Komunię trzem pastuszkom, równocześnie mówiąc: «Bierzcie i pijcie Ciało i Krew Jezusa Chrystusa okropnie znieważane przez niewdzięcznych ludzi. Zważcie na swoje przewinienia i dajcie ukojenie swojemu Bogu».

Ponownie upadł na ziemię na kolana i modlił się z pastuszkami trzy razy tą samą modlitwą, której słowa powtarzali pastuszkowie po tym, jak usłyszeli ją od Anioła110.

Czas postawić najważniejsze pytanie związane z omawianym objawieniem: Jakie znaczenie miała udzielona przez Anioła Komunia?

Siostra Łucja znów proponuje nam swoją zaskakującą „interioryzację”:

Dla mnie oznacza ona wolę Boga, by ożywiać naszą wiarę w obecności prawdziwego Jezusa Chrystusa obecnego w Boskiej Eucharystii i poprzez skuteczność Jego słowa, kiedy mówił: «To jest Ciało Moje, to jest Krew Moja». A także, byśmy, identyfikując się z Chrystusem, mogli ofiarować Najświętszej Trójcy zadośćuczynienie bardziej godne i przyjemne dla Jego oczu.