Muzyka Pana Chopina

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Muzyka Pana Chopina
Muzyka Pana Chopina
E-book
19,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Wanda Chotomska

Muzyka pana Chopina

text © by Wanda Chotomska

edition © by Wydawnictwo Literatura

illustrations © by Beata Zdęba

Współwydawca: Narodowy Instytut Fryderyka Chopina w Warszawie.

Fotografie i ryciny zawarte w książce pochodzą ze zbiorów Narodowego

Instytutu Fryderyka Chopina w Warszawie, Ogrodu Botanicznego w Warszawie, Biblioteki Narodowej oraz Centrum Kultury i Sztuki w Kaliszu.

Okładka, opracowanie graficzne i ilustracje: Beata Zdęba

Korekta: Lidia Kowalczyk, Joanna Pijewska

ebook przygotowany na podstawie wydania II

ISBN 978-83-8208-983-7

Wydawnictwo Literatura, Łódź 2016

91-334 Łódź, ul. Srebrna 41

handlowy@wyd-literatura.com.pl

tel. (42) 630-23-81

faks (42) 632-30-24

www.wyd-literatura.com.pl

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwa Literatura

Monika Lipiec, Woblink

Spis treści


Dwa fortepiany

W Żelazowej Woli

Kołnierzyk

Zegarek

Mazurek

Walc

Koncert przy świecach

Polonez

Rozmowa

W akacjowej alejce

Nokturn

Kolęda

Preludium deszczowe

Koncert

Słowniczek

Ikonografia

O Autorce


Ostatni fortepian

Fryderyka Chopina

Dwa fortepiany


Rysunek ze szkicownika Fryderyka Chopina

Wczoraj

na szosie E8

o godzinie piątej nad ranem

spotkał się jeden koncertowy fortepian

z drugim koncertowym fortepianem.

Każdy z nich jechał na trzech kółkach,

każdy przyciskał dwa pedały

i w czasie jazdy tak ze sobą

te fortepiany rozmawiały:

– Dzień dobry!

– Witam mistrza.

– Co słychać?

– Wszystko gra.

– Pan dokąd?

– Ja na koncert.

– Tak samo jak i ja.

Przepraszam za ciekawość –

jeżeli pan pozwoli,

gdzie pan dziś koncertuje?

– Ja? W Żelazowej Woli.

– To dziwne…

– Co takiego?

– Nie wszystko jednak gra,

bo w Żelazowej Woli

wystąpić miałem ja.

– A ja tam będę pierwszy!

– Przepraszam, że się wtrącę –

ćwiczyłem przez pół wieku,

a pan przez dwa miesiące.

Pan ma poważne braki,

pan się powinien szkolić,

a pan na występ jedzie

do Żelazowej Woli.

To zaszczyt grać w tym miejscu.

Po świecie wciąż się włóczę,

a dzisiaj przed koncertem

znów tremę mam jak uczeń…

– Przepraszam…

– Pan odchodzi?

– Posłucham pańskich rad,

pan zagra tutaj dzisiaj,

a ja – za kilka lat…

W Żelazowej Woli – drzewa wysokie,

w Żelazowej Woli – malwy u okien,

biały dworek stoi nad rzeczką…


Rzeczka nazywa się Utrata. A dworek – to jedna z oficyn dawnego dworu, w którym mieszkał właściciel majątku, hrabia Skarbek. To u niego pracowali rodzice Chopina – pan Mikołaj i pani Justyna. Tu się poznali, pobrali i tu urodził się ich syn.

Z dokumentów, które zachowały się w pobliskim kościele, wynika, że Fryderyk Chopin przyszedł na świat 22 lutego 1810 roku. Ale czy ta data jest aby na pewno prawdziwa? Czy przy wystawianiu dokumentów nie nastąpiła pomyłka?

Chopin urodził się 1 marca. Tak samo mówiła pani Justyna.

W jednym z listów do syna napisała:

Dzień pierwszy i piąty marca nadchodzi,a ja Cię uściskać nie mogę (…)

Piąty marca to imieniny Fryderyka. A pierwszy to na pewno dzień urodzin. Żadna mama nie zapomina takiej daty.

W świadectwie urodzenia Chopin ma wpisane dwa imiona – Fryderyk Franciszek. Pierwsze dostał po chrzestnym ojcu, a drugie zapewne po dziadku. Rodzina wywodziła się z Francji, stąd to francuskie nazwisko – Chopin. A dziadek Franciszek był kołodziejem na francuskiej wsi.

Franciszek – po francusku François. Ładne imię. Święty Franciszek jest patronem ptaków i zwierząt. A przy kościele – tyle ptaków. I w Żelazowej Woli śpiewają.

W Żelazowej Woli – śpiewanie takie,

jakby cały ogród był jednym ptakiem…

W Żelazowej Woli


W Żelazowej Woli – drzewa wysokie,

w Żelazowej Woli – malwy u okien,

biały dworek stoi nad rzeczką.

– Czy to tutaj?

– Tutaj, córeczko.

Tu śpiewała lipowa kołyska,

tutaj wiatr grał piosenki na listkach,

tutaj malwy nuciły niebiesko.

– Tak jak teraz?

– Jak teraz, córeczko.

W Żelazowej Woli – śpiewanie takie,

jakby cały ogród był jednym ptakiem.

A tu jeszcze grają

świerszcze nad rzeką,

a za wodą w łąkach –

bocianów klekot

i żniwiarzy w pole woła przepiórka –

cała ziemia tutaj śpiewa mazurka.

Z Żelazowej Woli za nutą nuta

w świat z Chopinem poszły, by wrócić tutaj.

A wróciły nuty piękne nad podziw

do tej ziemi, gdzie się Chopin urodził,

gdzie śpiewała lipowa kołyska,

gdzie wiatr tańczył w zielonych listkach

i gdzie teraz słucha moja córka,

jak pan Chopin się uśmiecha w mazurkach.

Całą wiosnę śpiewały ptaki pod oknami dworku. Całe lato – nad kołyską małego Fryderyka. „Frycka” – jak go nazywano w domu. W październiku 1810 roku rodzina – rodzice, starsza siostra Ludka i mały Frycek – przeniosła się z Żelazowej Woli do Warszawy.


W Warszawie urodziły się państwu Chopinom jeszcze dwie córki – Izabela i Emilka.

Rodzina była bardzo muzykalna i dom zawsze pełen był muzyki. Ojciec muzykował na flecie i skrzypcach.

A właśnie – jeśli chodzi o skrzypce, to z tamtych dziecinnych lat Frycka zachowało się takie wspomnienie przyjaciela rodziny:

Wracając zimową porą z ojcem z wieczoru, posłyszał w szynku dziarskiego grajka, jak tęgo ciął smykiem mazury i oberki. Uderzony ich oryginalnością i dobitnym charakterem zatrzymuje się pod oknem i błaga ojca, aby się zatrzymał, bo musi posłuchać ludowego skrzypka. Tak stał pół godziny, na próżno naglony, aby szedł do domu; Fryderyk nie odstąpił okna, dopóki grajek nie skończył.

 

Ale wracajmy do muzyki, którą słyszał w domu. Oprócz skrzypiec i fletu był tam również fortepian. Grała na nim pani Justyna. Grała i pięknie śpiewała. A lekcji gry na fortepianie udzielała chłopcom uczęszczającym do liceum, w którym jej mąż uczył ich francuskiego. Muzycznego abecadła nauczyła również Ludkę.


Ołówek Fryderyka Chopina

I Ludka zaczęła uczyć Frycka. Nauczycielka miała wtedy osiem lat, uczeń – pięć. Nie tylko zresztą muzyki uczyła Ludka brata. Oprócz gry na fortepianie były jeszcze lekcje czytania i pisania po polsku i francusku. Z tych czasów zachowała się laurka napisana przez sześcioletniego Frycka na imieniny taty, z życzeniami:

Byś żył szczęśliwie, nie miał przykrych ciosów,

być zawsze sprzyjał Bóg pomyślnych losów (…)

Czy sam te życzenia ułożył, czy Ludka pomogła – tego nie wiemy. Ale w muzyce robił tak duże postępy, że już po roku prześcignął nauczycielkę.


Jego dalszą edukacją zajął się Wojciech Żywny. Czy Żywny był dobrym nauczycielem?Niektórzy pamiętnikarze oceniali go według wyglądu:

ta śmieszna żółta peruka, to ubranie poplamione tabaką – pisali o nim – poczciwa mierność.

A przecież to właśnie Żywny wskazał Chopinowi prawdziwe wartości. Zaznajomił go z twórczością Bacha i Mozarta, nauczył kochać wielką muzykę. To on pierwszy dostrzegł, że mały Fryderyk ma wielki talent. Poznał się na nim.

Pierwszym opublikowanym utworem małego kompozytora był Polonez g-moll.

Kompozytor tego tańca polskiego, młodzieniec osiem lat skończonych mający… – pisała o nim ówczesna prasa (tak naprawdę miał wtedy siedem lat i dziewięć miesięcy) – …prawdziwy geniusz muzyczny; nie tylko bowiem z łatwością i smakiem nadzwyczajnym wygrywa sztuki najtrudniejsze na fortepianie, ale nadto jest już kompozytorem kilku tańców i wariacji, nad którymi znawcy muzyki dziwić się nie przestają.

Ta notatka, zamieszczona w poczytnym piśmie, otworzyła przed młodziutkim artystą drzwi do wielkiego świata. Nazywano go pieszczotliwie – „małym Chopinkiem”, „cudownym dzieckiem”, mówiono o nim „następca Mozarta”, zapraszano na występy do pałaców.

Po jednym z takich występów „mały Chopinek” na pytanie mamy:

– Co się publiczności najbardziej podobało? – odpowiedział:

– Mój nowy kołnierzyk… Wszyscy patrzyli na mój kołnierzyk!


Kołnierzyk


Mama została w domu,

ten kołnierzyk to od niej.

Siostry mówiły: – Uważaj,

nie poplam go, nie pognieć.

Chusteczki nie zapomnij

i weź koniecznie grzebień!

I nie pij nic zimnego,

uważaj tam na siebie!

Już idź, przysłali konie,

kareta zajechała,

jak wrócisz, to nam musisz

opisać cały pałac…

A tutaj – wszystko takie

jak bajka albo sen.

Ktoś głaszcze mój kołnierzyk:

– Très bien, mon petit Chopin!*

Dokoła strojne damy,

świeczniki w złotym ogniu.

Jak dobrze, że kołnierzyk

pod płaszczem się nie pogniótł!

Bo damy patrzą na mnie

i lustra patrzą z ram,

i wszyscy biją brawo,

i mówią: – C’est charmant!**

Jak powiem o tym mamie,

to chyba nie uwierzy –

najbardziej to się wszystkim

podobał mój kołnierzyk!

* (fr.) Bardzo dobrze, mój mały Chopinku!

** (fr.) Jaki wytworny!


Kiedy Chopin miał dziesięć lat, do Polski przyjechała włoska śpiewaczka, Angelica Catalani. Bilety na jej koncerty były tak drogie, że po Warszawie krążyła fraszka:

Mościa pani Catalani

mogłabyś też śpiewać taniej.

Za twe włoskie tra-ra-ra-ra

dość byłoby talara.

Ale pani Catalani naprawdę pięknie śpiewała. Znawcy mówili, że głos ma na wagę złota. Chopin był na jednym z jej koncertów. A potem, w jednym z warszawskich salonów, pani Catalani słuchała jego gry.

I tak ją swoim talentem oczarował, że ofiarowała mu złoty zegarek z pięknie wygrawerowaną dedykacją, która w tłumaczeniu z francuskiego na polski brzmi tak:

Od pani Catalani dla dziesięcioletniego

Fryderyka Chopina, w Warszawie – 3 stycznia 1820 roku.


Ten zegarek to jedna z niewielu ocalałych pamiątek po Chopinie. Nie rozstawał się z nim do końca życia.


To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?