Gracz

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Wypuścił powietrze z płuc.

– Nie jestem w stanie tego robić. Dla mnie sprawy muszą być proste.

Zmusiłam się do uśmiechu, nienawidząc tego, że poczułam lekki zawód.

– Widzisz, to lepiej zostańmy przyjaciółmi.

– Ja nie mam żadnych żeńskich przyjaciółek. A przynajmniej nie takich, z którymi nie… no wiesz.

– Cóż, no to chyba będę twoją pierwszą.

– No chyba tak. – Wyciągnął rękę, by uścisnąć moją dłoń na znak nowej przyjaźni, ale nie puścił jej. Zamiast tego pochylił się w moją stronę i powiedział: – Jestem zawiedziony. Naprawdę chciałem zobaczyć twoje ubrania na podłodze mojej sypialni.

– Nawet te ubrania? – Uniosłam brwi.

Kelnerka przybyła ze stolikiem pełnym deserów i zmusiła nas tym do odsunięcia się od siebie. Niechętnie puściłam jego dłoń. Te wszystkie słodycze będą musiały wypełnić pustkę we mnie.

Potem wszystko wróciło do normy. A przynajmniej jak na nas. Kłóciliśmy się trochę. Powiedział coś nieprzyzwoitego. Zjedliśmy wspólnie trzynaście różnych deserów. Cieszyłam się, że miałam na sobie swoje spodnie z elastyczną gumką w okolicy bioder.

– Jestem pełna. – Oparłam się o krzesło.

– Sporo jesz, jak na taką małą osobę.

– Nigdy nie powinieneś wytykać tego kobiecie.

– Mogę, jeśli kobieta jest tylko moją przyjaciółką, prawda?

żadne z nas nie planowało zakończyć tego wieczoru. Dopiero gdy zauważyłam, że jesteśmy jedynymi ludźmi w restauracji, dotarło do mnie, jak późno było.

– Wow. Siedzimy tu od prawie czterech godzin.

– Nawet nie zauważyłem.

– Widzę. Nie spodziewałam się, że tak będzie wyglądał ten wieczór.

– A czego się spodziewałaś?

– Nie wiem. Chyba nie spodziewałam się, że cię poznam.

– Spodziewałaś się, że jestem tylko ładną buźką?

Zaśmiałam się, ale było w tym trochę racji. Spodziewałam się zboczonych komentarzy i rozmowy tylko o sporcie. Cóż, tego nie zabrakło, ale było coś więcej. Nie pamiętałam, kiedy byłam na tak dobrej randce. Cholera. To wcale nie była randka.

Godzinę później zaparkowaliśmy przed moim budynkiem. Wyłączył silnik i wyszedł, by otworzyć dla mnie drzwi.

– Nie ma odźwiernego?

– Wychodzi o jedenastej.

– Odprowadzę cię.

W hallu było cicho i jak zwykle w moim wysokim budynku działała tylko jedna winda. Nacisnęłam guzik, zastanawiając się, czy powinnam zaprosić go do środka, czy nie.

Nie. To dałoby mu mylne wrażenie.

Ale naprawdę nie chciałam, by wychodził.

– A więc… Zadzwonię do twojego agenta, by umówić się na wywiad.

– Lepiej zadzwoń do mnie.

– Okej.

Winda zatrzymała się na moim piętrze. Nagle zrobiło się niezręcznie.

– Chcesz wejść na kawę czy coś?

Pokręcił powoli głową.

– No dobra. Cóż. Dziękuję za kolację. – Wyszłam z windy.

– Nie ma za co.

Drzwi zaczęły się zamykać. Brody przytrzymał je i pochylił się, by pocałować mnie w policzek.

– Nie ufałbym sobie, gdybym miał być z tobą sam na sam. Potrzebuję trochę przestrzeni, albo nasza przyjaźń nie wypali. – Wyszeptał mi przy uchu.

Odsunął się i przez chwilę patrzyliśmy na siebie. Moje serce biło szybko. Czułam się, jakbym przebiegła maraton. Włoski na moim ciele stanęły dęba z powodu napięcia między nami.

Puścił windę, a gdy się zamykała, powiedział:

– Słodkich snów, przyjaciółko.

Wiedziałam, że będę mieć miłe sny. Byłem pewna, że on się w nich pojawi.


– Czyli wczoraj nic nie było? – Indie obróciła się na moim krześle. Położyłam torby na podłodze i spojrzałam na piękny bukiet kwiatów znajdujący się na środku biurka.

– Skąd to się wzięło?

Pokazała mi karteczkę dołączoną do bukietu.

– Cityscape Florists. Przyniesiono je tuż przed twoim przyjściem.

– Muszę iść do łazienki. Rozgość się. Och, chwila. Już to zrobiłaś. – Włożyłam torebkę do szuflady, rzuciłam telefon na biurko i spojrzałam na brązową torbę, w której najpewniej było śniadanie przyniesione przez Indie. – Mam nadzieję, że to coś tłustego… tego właśnie dzisiaj potrzebuję.

Gdy wróciłam do gabinetu, Indie rozmawiała z kimś przez mój telefon.

– Właśnie przyszła. A przy okazji, kwiaty są piękne. – Podała mi telefon, uśmiechając się szeroko.

– Słucham?

– Dzień dobry. – Usłyszałam zachrypnięty głos Brody'ego. – Jakie kwiaty dostałaś?

Spojrzałam na bukiet.

– Róże. Są piękne. Dziękuję.

– Mało oryginalne.

– Słucham?

– Co za dupek wysyła róże takiej kobiecie jak ty?

– Czyli… nie są od ciebie?

– Nie. A facet, który je wysłał, kazał to zrobić swojej sekretarce i w ogóle tego nie przemyślał. Pewnie jest stałym klientem w kwiaciarni i to jego standardowe zamówienie. Co za kutas.

– Nawet nie wiesz, od kogo są. Nawet ja tego nie wiem. I mimo to sądzisz, że gość jest kutasem?

– Tak.

– Bo te kwiaty to róże?

– Tak. Kutas. Mówię ci.

Zaśmiałam się.

– Twoja opinia jest zabawna. Będę mieć to na uwadze, gdy w końcu znajdę liścik i przeczytam, kto jest odpowiedzialny za tak słodki gest.

– Słodki gest – parsknął. – Nie tego chcesz i wiesz o tym dobrze.

Przez osiem godzin w nocy przerzucałam się w łóżku z boku na bok, nie mogąc zasnąć, więc zaczynałam myśleć, że może miał rację. I chociaż trudno było mi się do tego przyznać, gdy wyszedł, myślałam o nim cały czas. Powtarzałam w myślach rozmowę o tym, dlaczego nie mogę uprawiać seksu bez związku, po czym zaczynałam wątpić we własne słowa. Może nie było nic złego w seksie z mężczyzną, który mi się podobał. Dlaczego musiałam wiązać się z kimś, by cieszyć się z fizycznych korzyści płynących z seksu? Miałam dwadzieścia sześć lat. Nie było nic złego w tym, że w seksie chodziło tylko o seks, jeśli tego właśnie chciałam.

– Panie Easton, czy dzwoni pan w jakimś konkretnym celu, czy tylko po to, by powiedzieć mi, czego chcę?

Jęknął.

– No co?

– Podoba mi się, jak mówisz „panie Easton". – Znowu jęknął.

– Co?

– A teraz myślę o twoich ustach.

Zaśmiałam się.

– Nie jesteś dobry w byciu przyjacielem, prawda?

– Mówiłem ci, że jesteś pierwsza. To trudniejsze, niż myślałem.

– Nie wątpię.

– Czy ty ze mną flirtujesz, przyjaciółko?

– Mam przez ciebie mętlik w głowie. Nie wiem, co robię. I nawet nie wiem, po co do mnie dzwonisz.

– Cholera. Okej. Racja. Chcę, by wywiad miał miejsce w moim apartamencie w hotelu.

– że co?

– Nie martw się. Będziesz mogła przyprowadzić swoją załogę. Nie zaatakuję cię przy nich.

– To racja.

– Będę musiał poczekać, aż wyjdą.

Nadal stałam przy swoim biurku, więc gestem nakazałam Indie zejść z mojego krzesła.

– Kiedy?

– W sobotę po południu. W niedzielę mamy mecz, więc do drugiej jesteśmy na treningu.

– Może być piąta?

– Tak.

– Dziękuję. Doceniam to, co robisz. Mój szef będzie wniebowzięty. A on przeważnie jest w kiepskim humorze.

– Cieszę się, że mogę pomóc.

– Do jutra wyślę ci pytania na wywiad.

– A może przyjdziesz do mnie, to zrobimy próbny wywiad?

– Mam przyjść do hotelu?

– Boisz się, że nie będziesz umiała się kontrolować?

– Oczywiście, że nie. – Może trochę, pomyślałam.

– O siódmej. Zamówię kolację.

– Okej.

– Och, i jeszcze jedno.

– Tak?

– Możesz zostawić swoje babcine ubrania w domu. Nie powstrzymają mnie przed wzięciem cię przy ścianie.

Połączenie zostało zakończone, a mnie opadła szczęka. Gdy w końcu wzięłam się w garść, wyciągnęłam rękę do Indie, by podała mi liścik z kwiatów.

Delilah, te kwiaty nie pachną nawet w połowie tak dobrze jak ty. Michael Langley.

– Od kogo są?

– Nie powinnam ci tego mówić po tym, co powiedziałaś przez telefon.

– Ej, założyłam, że są od Brody'ego, bo wczoraj z nim wyszłaś i zadzwonił do ciebie z samego rana.

– Cóż, to źle założyłaś.

– Założę się, że Brody jest zazdrosny.

– Nie sądzę.

Indie wzięła liścik z mojej ręki. Przeczytała i zmarszczyła nos.

– Michael Langley.

– No co? To miły facet. Rozmawialiśmy podczas akcji charytatywnej. Mamy ze sobą dużo wspólnego.

– Wiesz, co z nim jest nie tak?

– Co?

– Nie jest Brodym Eastonem.

– Skoro tak, to może ty powinnaś się umówić z Brodym.

– Zrobiłabym to, gdyby nie kobiecy kodeks.

– Kobiecy kodeks?

– Nie można spać z facetami, na których twoja najlepsza przyjaciółka ma ochotę.

– Nie mam na niego ochoty.

– Masz.

Nie było sensu się z nią kłócić.

– Przyniosłaś mi chociaż coś dobrego na śniadanie?

– Dwa sadzone jajka z bekonem i serem.

– Dzięki Bogu.

– Gdybyś przespała się z Eastonem, nie potrzebowałabyś takiego niezdrowego jedzenia od rana. Chciałabyś jogurtu albo czegoś równie pożywnego.

– Czyli spanie z Eastonem byłoby zdrowe? To chcesz mi powiedzieć?

– Dokładnie tak.

Później tego popołudnia znalazłam firmowy numer Michaela. Jego sekretarka odebrała po drugim sygnale.


– Biuro Michaela Langleya.

 

– Dzień dobry. Z tej strony Delilah Maddox. Czy zastałam Michaela?

– Ach, Delilah, witam. Niestety, jest teraz na spotkaniu. Mogę coś przekazać?

– Jasne, czy mogę prosić…? – Nagle przypomniał mi się komentarz Brody'ego. – Dzwonię, żeby podziękować mu za kwiaty. Ale chyba powinnam dziękować pani. Na pewno kazał pani wybrać ten piękny bukiet, który dzisiaj dostałam.

– To nie tylko moja zasługa. Pan Langley powiedział mi, co mam napisać w liściku. – Zaśmiała się. Tymi słowami potwierdziła słowa Brody'ego. Z jakiegoś powodu to miało dla mnie znaczenie.

– Cóż, dziękuję. Proszę mu przekazać, że dzwoniłam z podziękowaniami.

– Oczywiście.

Rozłączyłam się i popatrzyłam w przestrzeń. Drgnęłam zaskoczona, gdy ktoś zapukał do drzwi.

– Delilah Maddox?

– Tak? – Doręczyciel trzymał wielkie białe pudełko z niebiesko-żółtą kokardą. Kolejny prezent?

– To dla pani.

Położył pudełko na moim biurku i wyszedł. Odwiązałam kokardę. Dotarło do mnie, że była w kolorach drużyny Steelów. Po kształcie opakowania spodziewałam się róż o długich łodygach, jednak w środku znalazłam patyki. Było ich chyba z tuzin i zostały owinięte kolejną kokardą. Na liściku rozpoznałam pismo Brody'ego. Widziałam je wcześniej na piłkach.

W razie gdybyś chciała upiec kiedyś więcej pianek.

Myślę o Tobie. – Brody

(PS I mam brudne myśli).


Czułam się tak, jakbym szła na pierwszą randkę. W czwartkowy wieczór równie często patrzyłam na zegarek, co zmieniałam strój. Ale rzecz w tym… że to nie była randka, tylko spotkanie biznesowe. I to z facetem, któremu odmówiłam seksu. Poza tym ciągle myślałam, jak by to było, gdybym się jednak zgodziła. Co powinnam założyć na takie spotkanie?

Włosy zostawiłam rozpuszczone, a w szafie zaczęłam szukać stroju, który byłby nieco oficjalny, ale jednocześnie atrakcyjny. I niezbyt seksowny. W końcu zdecydowałam się na czarną ołówkową spódnicę i czerwoną zapinaną na guziki koszulę. Założyłam kilka bransoletek i sandały, po czym obejrzałam się w lustrze. Pogoda nadal była wystarczająco ciepła, bym mogła wyjść w sandałach, a ich wysoki obcas podkreślał moje i tak długie nogi. Byłam zadowolona z tego, co zobaczyłam w lustrze. Udało mi się osiągnąć zamierzony efekt. Gdybym jeszcze potrafiła udawać, że nie podoba mi się ten zarozumiały dupek.

Równo o piątej zapukałam do jego apartamentu. Drzwi otworzyły się od razu. Zobaczyłam piękną, młodą brunetkę w mocno wyciętej bluzce i bardzo obcisłych legginsach. Było jej widać pół brzucha, a gdy się odezwała, zabrzmiała jak piskliwa cheerleaderka.

– Hej – zawołała ponad ramieniem. – Masz gościa, Brody. Do zobaczenia jutro. – Uśmiechnęła się do mnie i przeszła obok, mówiąc: – Całkiem nieźle go wymęczyłam. Mam nadzieję, że to nie pokrzyżuje twoich planów.

Zaskoczona, zawahałam się w przejściu, gdy drzwi się za mną zamknęły. Brody wszedł do pokoju. Chyba dopiero co wziął prysznic. Miał na sobie spodnie dresowe, które wisiały nisko na jego biodrach. I nie miał koszulki. Jego włosy były mokre i zaczesane do tyłu. Cholera.

– Hej. – Obrzucił mnie powolnym spojrzeniem od góry do dołu. Zatrzymał się blisko mnie. – Wow, wyglądasz…

Gdy zobaczyłam ogień w jego źrenicach, od razu zrobiło mi się gorąco. Bezwstydnie przypatrywał mi się jeszcze chwilę, a potem spojrzał mi w oczy.

– Jak to w ogóle działa? Czy przyjaciele mogą mówić sobie komplementy?

– Oczywiście, że mogą.

W jego oczach pojawił się błysk.

– Świetnie. Wyglądasz tak dobrze, że można by cię schrupać.

Boże, nie mogłam się doczekać, aż to usłyszę. Moje ciało napięło się, a ja musiałam wstrzymać oddech, by nie westchnąć zachwycona. Poczułam, że policzki robią mi się czerwone, gdy w myślach ujrzałam nas razem. Potrafiłam sobie wyobrazić, co mógłby ze mną robić. I wiedziałam, że nie byłby przy tym delikatny i powolny. On by mnie pochłonął w całości.

– Nie słyszałem, jak wchodziłaś. Musiałem wziąć szybki prysznic po Brittany. Ta kobieta jest mała, ale za to cholernie wymagająca. Wymęczyła mnie dzisiaj.

Od razu przeszła mi na niego ochota. Nic tak nie zmniejsza kobiecego libido, jak facet gadający o swoich podbojach.

– Cudownie. Cieszę się, że jesteś zaspokojony. Może damy sobie spokój z tą całą zabawą i od razu przejdziemy do pracy? – Mój ton był trochę bardziej szyderczy, niż się spodziewałam.

Brody zmarszczył brwi. Zaczął się zbliżać, aż stanął tuż przede mną. Nadal byłam przy drzwiach, które znajdowały się dosłownie parę centymetrów za mną. Nie miałam gdzie uciec. Chciałam się cofnąć, ale ani drgnęłam.

– żadnych zabaw. Niczego bardziej bym teraz nie chciał, niż wziąć cię przy tych drzwiach. A to, że właśnie pokazałaś, że jesteś zazdrosna o Brittany, moją fizjoterapeutkę, udowadnia, że się nie myliłem. Chcesz, bym znalazł się w tobie, tak bardzo, jak ja tego chcę. Tylko jeszcze się do tego nie przyznałaś przed samą sobą. – Pochylił głowę, więc nasze nosy prawie się stykały. – Ale to tylko kwestia czasu.

Przełknęłam ślinę. Tym razem zabrakło mi słów. W końcu Brody jęknął i odsunął się ode mnie. Przeczesał włosy ręką i powiedział:

– Musimy się tym zająć w jakimś innym miejscu. Nie ufam sobie, gdy jestem z tobą sam na sam w moim apartamencie.

Myślałam, że żartuje, jednak poszedł do innego pokoju i po chwili wrócił, ubrany w bluzę i czapkę bejsbolówkę.

– Dokąd idziemy?

– Do takiego miejsca, w którym nie będę mógł cię wykorzystać.

Zamiast wezwać chłopaka, by przyprowadził jego samochód, zamówił taksówkę.

– Róg Amsterdam i Sto Dwunastej Ulicy.

– Morningside Heights? To tam nie będziesz mógł mnie wykorzystać?

– Zgadza się.


Gdy weszliśmy do środka, mój wzrok od razu skupił się na pięknych freskach na suficie.

– To miejsce jest niesamowite. Mijałam je tyle razy, ale nigdy nie weszłam do środka.

Brody i ja zaczęliśmy przemierzać katedrę św. Jana. Poprowadził mnie długą alejką po lewej stronie kościoła. Pomachał dwójce księży, którzy siedzieli w ławkach i rozmawiali. Na końcu nawy otworzył drzwi i przepuścił mnie przodem.

– Dokąd idziemy?

– Na dach.

– Na dach?

– Tak. Przychodzę tutaj czasami. Kiedyś mój przyjaciel tu pracował. Miał na tym dachu gołębnik. Gdy byłem mały, często go tu odwiedzałem i spędzałem z nim czas. To bardzo spokojne miejsce. Większość ludzi wybiera Empire State Building albo Top of the Rocks, by popatrzeć z góry na widoki. Jednak z tego miejsca miasto widać równie dobrze.

– I można tu wchodzić?

– Nie. Można zostać aresztowanym. Gdyby gliny przyjechały, ja bym dał radę uciec, ale ty, mając te seksowne buty, miałabyś mały problem.

– że co?

– Tylko żartuję. To miejsce jest otwarte dla wszystkich. Poza tym znam większość ludzi, którzy tu pracują, więc pozwalają mi przychodzić, kiedy chcę. Carl pracował tu przez pięćdziesiąt lat, nim odszedł na emeryturę. Dorastałem przy nim i jego żonie, Marlene.

Brody nie przesadzał. Widok z dachu był spektakularny. Między dwoma wieżami katedry znajdowała się niewielka przestrzeń, gdzie można było usiąść i zobaczyć całe miasto.

– Co się stało z gołębnikiem, gdy Carl odszedł na emeryturę? – Nigdzie nie widziałam ani jednego gołębia czy klatek.

– Przez jakiś czas się jeszcze nimi zajmował. Gdy umarł, Marlene podarowała wszystko organizacji West Side Pigeon Club. W tym mieście bardzo wielu ludzi zajmuje się gołębiami.

Stanęliśmy przy krawędzi dachu i Brody zaczął mi pokazywać niektóre budynki. Całkiem nieźle znał się na okolicy i architekturze.

– Co studiowałeś w college'u? – zapytałam.

– Chcesz powiedzieć, że nie znasz wszystkich szczegółów z mojego życia?

– Lepiej zapamiętuję statystyki niż nazwy i słowa.

– Inżynierię.

– A, rzeczywiście. To dość trudny kierunek jak na sportowca z pierwszej dziesiątki.

– No widzisz, nie jestem tylko ładną buźką. Mądry też jestem.

Wywróciłam oczami.

– A więc to tutaj przyprowadzasz wszystkie dziewczyny? Zdecydowanie nie tego się spodziewałam.

– Gdyby to była prawdziwa randka, na pewno nie zabrałbym cię do miejsca, gdzie nie mogę cię obmacywać albo mówić ci, co chciałbym zrobić z twoim ciałem.

– W takim razie to jest mój azyl?

Brody wskazał na kamienną ławkę, gestem prosząc, bym usiadła, a potem zajął miejsce obok mnie.

– Możliwe, że jedyny.

– No dobra. – Odchrząknęłam i wyciągnęłam z torby notes. – Może lepiej zaczniemy. Nie będę cię za bardzo męczyć.

Parsknął śmiechem.

– Gdybym był na twoim miejscu, wymęczyłbym cię, i to ostro.

Pokręciłam głową.

– Jak się czujesz z tym, że w następnym roku ma dojść do zmian w zarządzaniu i w kadrze trenerów? – Trener Ryan był trenerem drużyny Steelów, odkąd Brody zaczął karierę. To on wyrzucił Brody'ego z drużyny, ale też ponownie go do niej przyjął. Pod koniec tego sezonu Ryan odchodził z zespołu, bo jego żona miała problemy ze zdrowiem.

Brody odetchnął.

– Nie jestem z tego zadowolony. Trener jest surowy, ale sprawiedliwy, a ta drużyna to jego zasługa. Szanuję go i żałuję, że nie może zostać. Ale wiem też, że jego rodzina potrzebuje go teraz bardziej.

– Masz jakiś pomysł, kto mógłby zająć jego miejsce?

– Nie. Ale mam nadzieję, że decyzja zostanie podjęta jeszcze przed odejściem trenera. Im szybciej, tym lepiej. Jeśli przez jakiś czas będziemy mieć dwóch trenerów, łatwiej się potem przestawimy. Bob Langley wybierał jak do tej pory dobrych szkoleniowców. Mam nadzieję, że tym razem będzie tak samo.

– To sprowadza nas do następnego pytania. Krążą plotki, że Bob Langley może sprzedać…

– Czy róże były od Langleya?

– Dlaczego właściciel twojej drużyny miałby wysyłać mi kwiaty? Nigdy nawet nie spotkałam tego faceta. – Tak naprawdę wiedziałam, kogo miał na myśli. Chodziło mu o syna Boba, Michaela.

– Ten gnojek Michael, z którym pracujesz, a nie Bob.

– To chyba nie twoja sprawa.

– Może i nie, ale zadałem pytanie.

Wytrzymałam jego spojrzenie.

– Tak.

– Ten facet to…

– Jesteśmy w kościele – przypomniałam mu.

– Spotykasz się z nim?

– Zaprosił mnie na kolację, jeśli już musisz wiedzieć. – Z nim pójdziesz na kolację, ale ze mną nie chciałaś?

– On mnie zaprasza na kolację, żeby mnie poznać, a nie żeby mnie zaliczyć.

– I tu się mylisz. Ja się po prostu z tym nie kryję, w przeciwieństwie do niego.

– Jak to się stało, że mój próbny wywiad z tobą zmienił się w wywiad ze mną?

Brody założył ramiona na piersi.

– Pytanie za pytanie.

– Słucham?

– Za każde zadane mi pytanie ja mogę zapytać o coś ciebie.

– To śmieszne.

– Nie, jeśli chcesz tego wywiadu.

– Niech zgadnę. Wszystkie twoje pytania będą osobiste?

– Tylko jeśli twoje też będą.

– Okej – mruknęłam. Musiałam więc unikać zadawania osobistych pytań. Pominęłam te kwestie i wzięłam się za bardziej profesjonalne. – Ostatnio wydaje się, że drużyna wykorzystuje atak dopiero w drugiej połowie. I w ten sposób wygraliście cztery z pięciu meczów. Co się dzieje w szatni po pierwszej połowie, że dzięki temu drużyna gra lepiej?

Brody był chyba zadowolony z pytania. Przez bite pięć minut mówił o tym, jakie zmiany trener wprowadza po pierwszej połowie. W przeciwieństwie do innych rozgrywających Brody nie przypisywał sobie zmian, dzięki którym jego drużyna zaczęła wygrywać. Zamiast tego wszystko łączył z dobrą strategią trenera.

– Teraz moja kolej – powiedział, gdy skończyłam robić notatki.

– Aż się boję tego pytania. Ale dawaj.

– Gdybyś miała poślubić jednego mężczyznę z serialu Wyspa Giligana, kogo byś wybrała?

Zaśmiałam się.

– I to ma być twoje pytanie?

– Tak. – Uśmiechnął się łobuzersko.

– To łatwe. Profesora.

– Dobra odpowiedź.

– Czy na to pytanie jest w ogóle właściwa odpowiedź?

– Mogłaś wybrać pana Howella, który jest bogaty i stary.

Moje następne pytanie dotyczyło przewinień i kar podczas gry. Potem Brody zapytał:

 

– Imię twojego pierwszego zwierzaka?

– Tak naprawdę nigdy nie miałam zwierzaka.

– Wszyscy mieli kiedyś jakiegoś zwierzaka. Psa, kota, królika, węża, jaszczurkę, chomika, żółwia… cokolwiek.

Pokręciłam głową.

– Ja nie. Bardzo często podróżowaliśmy w weekendy, by być na meczach taty, więc nigdy nie miałam zwierzaka, bo nikt nie mógłby się nim zająć.

– Wiesz, mam teraz nieodpartą ochotę kupić ci psa. Najlepiej takiego wielkiego. Nowofundlanda albo doga niemieckiego.

– Nawet się nie waż.

Siedzieliśmy na dachu tego kościoła przez następne dwie godziny. Dziwne pytania Brody'ego pozwoliły nam lepiej się poznać i okazało się, że wiele nas łączy. Nasze matki miały takie samo imię – Yvonne, nie lubiliśmy czekolady i oboje dorastaliśmy w mieszkaniach o numerze trzy-trzy-trzy. Musiałam zadać ostatnie pytanie, chociaż było z tych osobistych.

– Mam ostatnie pytanie.

– Dawaj.

– Wolny czy zajęty? – Musiałam jakoś usprawiedliwić swoje pytanie. – Każda kobieta będzie chciała znać odpowiedź.

Spojrzał mi prosto w oczy, nim odpowiedział:

– żadne z powyższych.

Nie byłam gotowa na taką odpowiedź, więc nie miałam dodatkowych pytań. Skinęłam głową i zaczęłam chować notes. Wyprostowałam się i spojrzałam na niego.

– No, dalej. Zadaj mi osobiste pytanie.

Brody wstał i wyciągnął do mnie rękę.

– Zostawię swoje na później.

Ruszyliśmy ulicą i niedaleko znaleźliśmy knajpę. Brody powiedział wcześniej, że zamówi jedzenie do swojego hotelowego pokoju, więc cały dzień nic nie jadłam. Teraz, gdy usiedliśmy, burczało mi w brzuchu.

– Co to było? – droczył się ze mną Brody.

– Zamknij się. Obiecałeś, że mnie nakarmisz, ale zamiast tego zabrałeś mnie do kościoła. Mój żołądek ma prawo narzekać.

Gdy pojawiła się kelnerka, wyglądała na osłupiałą.


– Czy pan to… Brody Easton?

– Tak, to ja.

– O mój Boże! – wrzasnęła. – Jestem pana ogromną fanką. A mój jedenastoletni syn uważa pana za wzór. Jest rozgrywającym w szkolnej drużynie.

– Dziękuję. Jak jego drużyna radzi sobie w tym sezonie?

– Przegrali każdy mecz. Ale mój Joey nigdy się nie poddaje. Niestety odziedziczył mój niski wzrost. Ale ma więcej zapału niż chłopaki dwa razy takie jak on.

– To dobrze. On jeszcze może urosnąć. Najważniejsze to kochać sport. To połowa sukcesu.

– Nigdy mi nie uwierzy, że pana spotkałam.

– To może zrobimy sobie zdjęcie i mu wyślemy?

Kelnerka wybałuszyła oczy, podekscytowana, ale jej mina szybko zrzedła.

– Nie mam już telefonu. Rachunek za dwa aparaty był za wysoki, a mój syn bardzo chciał mieć swój własny telefon. Poza tym zawsze mogę zadzwonić do niego z pracy, bo często tu jestem.

– To może zrobimy zdjęcie moim telefonem i wyślemy je do Joeya?

– O mój Boże. Zrobiłby to pan? Mój syn padłby ze szczęścia.

– Ja zrobię zdjęcie, a wy się ustawcie – wtrąciłam się. Kelnerka uśmiechnęła się szeroko, a Brody wstał i otoczył ją ramieniem. Zrobiłam kilka zdjęć, a potem sprawdziłam, które wyszło najlepiej. Podałam jej swój telefon, by mogła wysłać zdjęcie do syna z wiadomością. Gdy oddawała mi aparat, Brody ją powstrzymał.

– Chwileczkę. Mogłaby pani zrobić nam zdjęcie?

– Jasne.

Spojrzałam na niego pytająco. Uśmiechnął się przebiegle, obszedł stolik i pochylił się w moją stronę.

– Gotowi? – zapytała kelnerka.

Brody wyszeptał mi do ucha:

– Wolałbym zjeść ciebie niż cokolwiek z tego menu. – Spojrzał na mnie, by sprawdzić, jaką miałam minę. – Gotowi – powiedział do kelnerki. Gdy później obejrzałam zdjęcie, dostrzegłam, że kelnerka uwieczniła błysk w jego oku i moje przymrużone oczy.

Zamówiliśmy, a ja starałam się robić wszystko, by nie pokazać, jak to wszystko na mnie wpłynęło.

– Powiedz mi coś o sobie – odezwał się Brody, kładąc ramiona na oparciu kanapy.

– Co na przykład?

– Nie wiem. Cokolwiek. Powiedz mi, co w tobie wkurza innych ludzi.

– To dziwne pytanie.

– To dobrze, że nie jestem reporterem, bo szłoby mi kiepsko.

Zaśmiałam się.

– Racja. – Pijąc napój, zastanowiłam się nad jego pytaniem. – Rozmawiam podczas filmów.

– No i? Każdy to czasem robi.

– Nie. Ja mówię dużo podczas filmów. Głównie wtedy, gdy mi się film podoba. Ekscytuję się za bardzo i zaczynam komentować wszystko, co dzieje się na ekranie.

Brody wyglądał na rozbawionego.

– A więc lepiej zabrać cię na film, który ci się nie spodoba?

– Cóż… jeśli film mi się nie podoba, to zaczynam się nudzić i śnić na jawie, i nie wiem, co się dzieje na ekranie, więc potem zadaję tysiąc pytań odnośnie do fabuły.

– Skoro wiesz, że robisz coś takiego, i to wkurza ludzi, to dlaczego nie przestaniesz?

– Nie mogę się powstrzymać. A czym ty wkurzasz ludzi?

– Mówię to, co myślę.

– Nie wątpię.

– Czy to cię wkurza?

– Na początku tak. Ale teraz w sumie się przyzwyczaiłam.

– Jestem jak grzyb, który w ciebie wrasta.

– To urocze.

Rozmawialiśmy dalej, a godziny mijały. Czas płynął najszybciej szczególnie wtedy, gdy mówiliśmy o futbolu. Gdy opuściliśmy knajpę, była prawie północ. Kelnerka przyniosła rachunek. Brody uparł się, że zapłaci, chociaż tak naprawdę to było biznesowe spotkanie, więc stacja by za to zapłaciła. Zauważyłam, że dał kelnerce przynajmniej kilkaset dolarów napiwku. I chyba nie chciał, bym to dostrzegła, przez co ten gest wydawał się jeszcze bardziej znaczący.

Zamówił taksówkę, a piętnaście minut później znaleźliśmy się przed moim budynkiem. Brody powiedział taksówkarzowi, by poczekał chwilę, po czym wyszedł razem ze mną.

– Dziękuję, że zgodziłeś się na próbny wywiad. Dzięki temu w sobotę będę się czuć bardziej komfortowo.

– Nie ma za co.

Nacisnęłam przycisk windy.

– I jeszcze raz dziękuję za kolację.

Brody skinął głową.

– Wiesz… nadal zostało mi jeszcze jedno osobiste pytanie.

Zupełnie o tym zapomniałam.

– Najlepsze zostawiasz na koniec?

– Można tak powiedzieć.

Poczułam motylki w brzuchu, gdy odgarnął z twarzy moje włosy i założył je za uchem. Jego dłoń musnęła mój policzek. Uniósł mi podbródek, więc patrzyłam mu teraz prosto w oczy.

– Jak sprawić, że znajdziesz się pode mną, Delilah?

Przełknęłam ślinę. Tym razem nie droczył się, by skupić na sobie moją uwagę. Teraz był śmiertelnie poważny. Patrzył na mnie uważnie i czekał na odpowiedź.

– Lubię cię. Jesteś pewny siebie, bezpośredni i dobrze spędza mi się z tobą czas. Ale nie interesuje mnie relacja polegająca wyłącznie na seksie. Potrzebuję czegoś więcej.

– Czyli czego?

– Nie wiem. Randek. Wychodzenia gdzieś razem. Bycia ze sobą na wyłączność. Musiałabym spędzać z kimś więcej czasu, i to nie tylko u niego w łóżku. Musiałabym mieć z kim porozmawiać w trakcie filmów. – Zmusiłam się do uśmiechu. – Taka już jestem.

Winda, która zazwyczaj pojawiała się z opóźnieniem, tym razem przybyła za szybko. Drzwi otworzyły się za mną, ale czekałam, aż Brody coś powie, jednak on tylko skinął głową.

– Widzimy się w sobotę? – zapytałam.

– W sobotę. – Skinął głową znowu.

Weszłam do środka. Drzwi zamknęły się za mną, po czym winda zawiozła mnie na czternaste piętro. Czułam się, jakbym straciła kawałek serca.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?