Gracz

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Przeszłam do maili. Zaczęłam przeglądać wszystkie nowe wiadomości, aż nagle zobaczyłam tę od Michaela Langleya.

Chciałem Ci powiedzieć, jak bardzo podobał mi się czas spędzony z Tobą podczas zbiórki pieniędzy w zeszłym tygodniu. Myślę o Tobie nieustannie. Nie mogę się doczekać, aż będziesz mieć więcej wolnego, bo chciałbym zabrać Cię na kolację. Pracuję nad dodaniem paru wywiadów do swojego kalendarza. Pozdrawiam, M.

Jaki z niego słodki facet. Może powinnam wcześniej skończyć swój proces oczyszczania.

Potem zaczęłam przeglądać kolejne maile i nadrabiać zaległą pracę. W końcu ochrona otworzyła reporterom drzwi do szatni zawodników.

W środku przeprowadziłam wywiad ze skrzydłowym, a następnie podeszłam do Jenningsa Astora, obrońcy, który powalił rozgrywającego w końcówce drugiej połowy. Przy Eastonie jak zwykle ustawiła się długa kolejka. Jego szafka stała po przekątnej, patrząc od szafki Jenningsa. Ze swojego miejsca widziałam, że właśnie kończył obecny wywiad. Następna była Sandra Halston, reporterka, która komentowała drużynę gospodarzy. Ciekawiło mnie, jak będzie wyglądać rozmowa między nimi.

Gdy Sandra rozstawiała swój sprzęt, ten arogancki dupek spojrzał mi prosto w oczy.

Uśmiechnął się do mnie szeroko.

Zignorowałam go. Poprawka – próbowałam go zignorować.

Nie ruszając się ze swojego miejsca, obserwowałam mowę ciała Brody'ego. Przy tej pięknej blond reporterce nie zrzucił ręcznika, który miał owinięty wokół pasa. Tak naprawdę wydawało mi się, że traktował ją tak, jak traktował innych męskich reporterów. Nie uśmiechał się zachęcająco, nie było błysku w jego oczach wskazującego na próbę flirtu. I nie pokazywał jej swojego „Subwaya". Zaczęłam się zastanawiać, czy ona już spróbowała tego przysmaku. Chciałam wiedzieć, czy kiedykolwiek zrobił z nią coś takiego, jak ze mną. Tylko nie wiedziałam, dlaczego to było dla mnie takie ważne.

Po ukończeniu wszystkich wywiadów, które miałam zaplanowane, udałam się do Eastona. Już nie byłam zdenerwowana. Tym razem byłam chyba trochę… podekscytowana.

Gdy Nick rozkładał kamerę i lampy, powiedziałam:

– Dziękuję za twoje… piłki.

Easton uśmiechnął się.

– Żaden problem.

– Zrobiłeś to tylko po to, żebym musiała ci za nie podziękować, prawda?

– Nie. To był zwykły bonus. Zrobiłem to, żebyś zabrała je ze sobą do domu i myślała o mnie za każdym razem, gdy na nie spojrzysz.

– Mam dla nich idealne miejsce.

– W twojej sypialni?

– W piwnicy. Tam jest ciemno i strasznie. Będą pasować idealnie.

Zignorował mój docinek. Jak zwykle.

– Masz je w swojej torbie?

– Mam.

Obrócił się, sięgnął do swojej szafki i wyciągnął flamaster.

– Daj. Podpiszę je dla ciebie.

Gdy podpisywał drugą piłkę, Nick oznajmił, że jest gotowy do kręcenia. Schowałam piłki do torby na sprzęt i spróbowałam poskromić moje niesforne włosy.

– Jesteś gotowy?

– Na ciebie? Zawsze.

Pokręciłam głową i zadałam pierwsze pytanie. Spodziewałam się, że opuści ręcznik, ale tym razem tego nie zrobił. Zaskoczył mnie. Właściwie miał ten ręcznik na sobie przez cały wywiad i odpowiadał na każde moje pytanie bez podtekstu seksualnego. Może mój czas już się skończył.

Po wyłączeniu kamer nie mogłam się powstrzymać i powiedziałam:

– Dziękuję, że podczas wywiadu byłeś jakoś ubrany.

– Tym razem stanąłem na wysokości zadania.

Zaśmiałam się, chowając mikrofon i notes.

– A więc to koniec? Z tymi podrywami? Zauważyłam, że przy Sandrze też się dzisiaj nie obnażyłeś. Czy to twoja metoda na nowe reporterki? Chcesz je zawstydzić w pierwszych tygodniach pracy, rozbierając się przy nich?

– Wiedziałem, że podobało ci się to, co widziałaś.

– Twoje ego jest tak wielkie, że dziwię się, jak się mieścisz w strój i kask.

Uśmiechnął się.

– Nie tylko ego mam wielkie.

– Jak to możliwe, że jeszcze nikt nie wniósł na ciebie skargi w sprawie napastowania seksualnego?

Wzruszył ramionami.

– Nie robię tego z innymi.

Zmrużyłam oczy.

– Czyli mówisz, że Sandra nigdy nie była świadkiem tego, jak zrzucasz z siebie ręcznik podczas wywiadu?

– Nie.

– No cóż, ale ze mnie szczęściara.

– Owszem. Zjesz ze mną kolację?

– Nie.

– Nie? – Podobało mi się to, jak bardzo był zszokowany tym, że mu odmówiłam.

– Właśnie. Nie.

– Dlaczego?

– Nie umawiam się z graczami.


– W zeszłym roku spotykałaś się z tym kopaczem z drużyny Saints.

– Gdy mówiłam, że nie spotykam się z graczami, nie mówiłam, że chodzi mi o sportowców.

Po prostu nie chciałam spotykać się z kimś, kto pogrywał z kobietami.

Po raz pierwszy Brody Easton nie miał błyskotliwej riposty. Odeszłam, ale po chwili zatrzymałam się i obróciłam.

– A tak przy okazji, interesowałeś się tym, z kim ja się kiedyś spotykałam? To jest dopiero straszne. Jakbyś był prześladowcą. Twoje piłki zdecydowanie wylądują w mojej piwnicy.

W poniedziałek rano poleciałam pierwszym lotem, jaki udało mi się znaleźć na własną rękę. Nie chciałam wracać wraz z drużyną ich samolotem późnym popołudniem. Poza tym pan CUM miał gdzieś, czy byłam po drugiej stronie kraju. I tak oczekiwał, że pojawię się na obowiązkowym porannym spotkaniu w poniedziałek.

Z lotniska odebrał mnie firmowy samochód i pojechaliśmy prosto do biura. Nie zdążyliśmy przejechać kilometra i od razu utknęliśmy w korku. Sięgnęłam do swojej torby na sprzęt, by wyciągnąć notes. Dostrzegłam czarny napis na piłce. Był to podpis Brody'ego Eastona. Pod spodem zobaczyłam coś jeszcze.

Naprawdę chciałbym się z tobą pieprzyć.

212-538-0321

Pokręciłam głową, a następnie sięgnęłam po drugą piłkę. Obróciłam ją i przeczytałam:

Przestań kręcić głową. Sama wiesz, że też tego chcesz.

Byłam trochę podniecona. Jakie to żałosne.


– Drużyna New York Steel zaplanowała konferencję prasową na wtorek o dziesiątej. Plotka głosi, że kontuzja Tyrella Odena jest poważniejsza, niż pierwotnie zakładano. Zespół ma ogłosić wymianę zawodników w środku sezonu.

Na szczęście osoba siedząca przede mną kopnęła mnie pod stołem i sprowadziła na ziemię.

– Przepraszam. Może pan powtórzyć?

Pan CUM odetchnął zirytowany.

Poczułam, że muszę się jakoś wytłumaczyć.

– Właśnie myślałam nad pytaniami do wywiadu.

– Powinna pani skupić się na tym spotkaniu. I patrzeć na mnie.

Skinęłam głową, a on powtórzył dla mnie wieści o konferencji prasowej. Po raz drugi.

– Przyjęłam do wiadomości – powiedziałam.

– Dobrze. – Westchnął. – Teraz, gdy już panna Maddox skupia się na sprawach bieżących, może porozmawiamy o Brodym Eastonie.

Hmm. Właśnie na nim się wcześniej skupiałam. Nie potrafiłam przestać myśleć o tym dupku.

– Okej.

– Phil Stapleton chce w tym tygodniu przeprowadzić wywiad z Eastonem. Najwyraźniej ty się już z nim dogadałaś. Widziałem, jak podawał ci piłkę, gdy zaliczył przyłożenie wczoraj podczas meczu.

To były dwie piłki. Te, które znajdowały się w torbie w moim gabinecie i na których Brody napisał, że chce się ze mną pieprzyć. I to nie było nic dobrego, bo gdy myślałam o tym, zaczynałam się kręcić na krześle z podniecenia.

– Fakt, kilka razy przeprowadzałam z nim wywiad. Chociaż nie wiem, czy naszą interakcję można nazwać dogadaniem się.

Pan CUM machnął ręką lekceważąco.

– Zaproś go w następnym tygodniu na wywiad do programu Stapletona.

Wszyscy wiedzieli, że Brody Easton nie brał udziału w takich akcjach. On udzielał odpowiedzi tylko w szatni i pojawiał się na konferencjach prasowych. Wywiady w gazetach musiały być zaaprobowane przez niego tuż przed drukiem. Odmawiał brania udziału we wszelkich telewizyjnych rozmowach. W tej kwestii uważano go za najbardziej wycofanego członka drużyny.

– On nie uczestniczy w takich wywiadach.

– To by dla nas wiele znaczyło. Sama rozumiesz, w tym roku jesteśmy na dole w rankingu.

Zacisnęłam zęby. Wiedziałam, co on insynuował. Prawda była taka, że traciliśmy odbiorców ze względu na nic nieznaczące treści. Wielu starszych reporterów przeprowadzało wywiady tylko ze znanymi sportowcami, z którymi się przyjaźnili, i informowało widzów głównie o wydarzeniach po meczach. Ludzie chcieli czegoś świeższego.

– Zobaczę, co da się zrobić.

Następną godzinę spędziłam na tym nudnym spotkaniu, a potem udałam się do swojego gabinetu. Indie siedziała na moim krześle i podrzucała piłkę. Piłkę, na której Brody napisał, że chciałby się ze mną pieprzyć. Indie uśmiechała się od ucha do ucha.

– Chcesz mi o czymś powiedzieć?

– Zamknij się.

– Najwyraźniej twój proces oczyszczania dobiega końca. A może już się skończył?

– Nie sądzę.

– Dlaczego? Ten facet jest niesamowicie seksowny i najwyraźniej leci na ciebie.

– Nie, on nie leci na mnie. On chce mnie przelecieć.

– Na jedno wychodzi.

– Nie. Jest różnica.

– Wiesz co? Mamy nowe tysiąclecie. Można uprawiać seks bez miłości i zaangażowania.

– Tak, wiem o tym. Spotykałam się z facetami.

– Z facetami, których widywałaś przez kilka miesięcy, a potem dotarło do ciebie, że coś jest z nimi nie tak, i postanowiłaś na sześć miesięcy odpocząć od penisów. Nie byłoby łatwiej, gdybyś po prostu uprawiała z facetami seks, a nie się z nimi spotykała? Wtedy nie potrzebowałabyś półrocznego celibatu. Mogłabyś się pieprzyć okrągły rok i niczym się nie martwić.

 

– Ten pomysł miał znacznie więcej sensu w twojej głowie, niż gdy go wypowiedziałaś na głos, prawda? – Wyciągnęłam z szafki teczkę i zaczęłam ją przeglądać.

– No to prześpisz się z Eastonem?

– Czy ty naprawdę nie słyszałaś sarkazmu w moim głosie? Ten facet chce mnie tylko zaliczyć. Zniknie następnego ranka, jeśli tylko się mu oddam.

– A zaprosił cię gdzieś?

– Chyba. Zapytał, czy zjem z nim kolację. Tuż przed tym, jak napisał ten tekst na piłce.

– Widzisz, leci na ciebie.

Chociaż trudno było mi to przyznać, chciałam, żeby Indie jednak miała rację. Nie mogłam zaprzeczyć, że podobał mi się fizycznie. Każdej kobiecie o zdrowych zmysłach by się podobał. Ja jednak nie byłam dziewczyną, która bawiła się w jednorazowe numerki. Potrafiłam wyobrazić sobie dzień po wspólnie spędzonej nocy – to, jak bym się czuła, najpierw pożądana, później zapomniana. To byłoby jak skok na bungee, podczas którego okazuje się, że lina nie jest przymocowana. Gdy uświadamiasz sobie, że ta lina już cię nie utrzymuje. Jesteś sama. Nic cię nie chroni. I nawet nie możesz sobie przypomnieć, co cię w ogóle skłoniło do skoku.

Tej nocy wcześniej poszłam do łóżka, bo byłam wykończona podróżą. Mimo to mój umysł nie chciał się wyłączyć, chociaż ciało odczuwało zmęczenie. Ogarniała mnie ekscytacja, gdy myślałam o Brodym i jego spojrzeniu. Nie potrafiłam okiełznać tego doznania. Nie czułam się tak od czasu Drew.

Drew.

Wyciągnęłam rękę i zdjęłam fotografię ze stolika nocnego. Ramka była mała, okrągła i stara, a zdjęcie zrobiono w liceum. Mimo że stało tam cały czas, rzadko na nie patrzyłam. Drew był ubrany w strój futbolisty, a pod brązowym okiem miał smugę brudu, bo podczas gry pocierał to miejsce spoconą ręką. Uśmiechnęłam się, myśląc o motylkach w brzuchu, jakie wywoływał u mnie jego wzrok.

Leżąc w łóżku, otoczona ciemnością, próbowałam wytłumaczyć sobie swoją fascynację Brodym. Koniec końców stwierdziłam, że chyba po prostu pociągali mnie futboliści. Przecież mój ojciec też był futbolistą. A kobiety lubiły facetów podobnych do swoich ojców. Freud by się ze mną zgodził.


Podczas środowej konferencji prasowej zajęłam miejsce w rzędzie na końcu. Na podium znajdowało się pięciu mężczyzn. Pierwszy od lewej siedział dyrektor zarządzający drużyną, dalej główny trener Bill Ryan, skrzydłowy drużyny Chargersów Colin Anderson, trener atakujących drużyny Steelów, a na samym końcu Brody Easton. Trener Ryan potwierdził, że Tyrell Oden, jeden z kluczowych atakujących zespołu, doznał kontuzji i musi zakończyć grę w tym sezonie. Ogłosili zmianę zawodników w połowie sezonu, co się rzadko zdarza. W tym tygodniu do drużyny Steelów miał dołączyć Colin Anderson.

Koleżanka dała mi wczoraj cynk o wymianie zawodników i dzięki temu mogłam trochę poszperać. Najwyraźniej Colin i Brody mieli za sobą burzliwą historię. Uczęszczali na ten sam uniwersytet. Nim Brody dołączył do drużyny Steelów, grali razem w drużynie uniwersyteckiej na linii ataku. Ewidentnie nie dogadywali się ze sobą i zaliczyli wiele bójek na boisku. Wątpiłam, by któryś z reporterów o tym wiedział. Sama dotarłam do takiej informacji tylko dlatego, że z Colinem mamy wspólnego znajomego. Uniwersytet nie planował dzielić się z mediami swoimi wewnętrznymi problemami. Na pewno nie chcieli stawiać Brody'ego w złym świetle.

Po ogłoszeniach trener Ryan oznajmił, że można zadawać pytania. Brody podchwycił moje spojrzenie i mrugnął do mnie. Uśmiechnęłam się. Co za idiotka, pomyślałam o sobie. Jego próby flirtu były tak przesadzone, że mimo wszystko trochę zabawne.

Wszystkie ręce w pomieszczeniu uniosły się jednocześnie. Trener udzielił głosu dobrze znanemu reporterowi, który siedział w pierwszym rzędzie. Zauważyłam, że Brody zapisuje coś na kartce i podaje to trenerowi.

Przed następnym pytaniem trener Ryan spojrzał na kartkę i rozejrzał się po sali. Wywołał mnie po nazwisku. Wstałam, by zadać swoje pytanie.

– Mam pytanie do Eastona. – Brody wyglądał na zadowolonego. – Czy obawiasz się chemii między tobą a nowym skrzydłowym?

Brody skrzyżował ramiona na piersi i pochylił się na krześle.

– A jakie są jego statystyki z ostatniego roku, panno Maddox?

– Sto jedenaście podań, średnia długość rzutów czternaście i trzy dziesiąte jarda, jedenaście przyłożeń. Drugi najlepszy gracz w lidze.

– No to ma pani swoją odpowiedź. Czy są jeszcze jakieś pytania, panno Maddox?

Kilku mężczyzn parsknęło śmiechem. Nie takiej odpowiedzi chciałam.

– Nie pytałam o to, jak dobrym jest sportowcem. Wszyscy wiemy, że jest utalentowany. Może powtórzę swoje pytanie – czy obawiasz się chemii między tobą a Colinem Andersonem?

Brody zacisnął szczękę.

– Nie zamierzam się z nim spotykać.

Usłyszałam więcej parsknięć.

– Też tak uważam. Ale biorąc pod uwagę to, że nie dogadywaliście się w college'u, może jednak pan się tym martwi?

Jego odpowiedź była krótka.

– Nie. Tak długo, jak wykonuje swoją robotę, ja się nie martwię.

– Dziękuję. – Usiadłam, a w pomieszczeniu zrobiło się głośno od rozmów.

Brody patrzył na mnie z błyskiem w oku. Tym pytaniem chyba go rozdrażniłam. Z drugiej strony na twarzy Colina widziałam złośliwy uśmieszek. Wyglądało na to, że podobała mu się wymiana zdań między mną a Brodym.

Nie zostałam po konferencji, żeby porozmawiać z ludźmi. Byłam umówiona na spotkanie ze stertą brudnych ubrań z ostatniego miesiąca. W ostatnim czasie ciągle wykręcałam się od zrobienia prania. Idąc korytarzem, wysłałam wiadomość do Indie. Nagle poczułam, że ktoś mnie łapie za łokieć.

– Ciekawe odkrycie. Dzwoniłaś do wszystkich znajomych z mojego akademika, by wygrzebać tę informację, którą się podzieliłaś na konferencji?

– Jestem pewna, że gdybym rzeczywiście dzwoniła do wszystkich z twojego starego akademika, to uszy zaczęłyby mi krwawić.

– Dociera do ciebie, że teraz każdy dziennikarz będzie obserwował każdą interakcję między mną a nim?

– Przykro mi.

– Nie, nie jest ci przykro.

Zatrzymałam się, bo Brody nadal trzymał mnie za ramię.

Obróciłam się do niego i wzruszyłam ramionami.

– Okej. Może jednak nie jest mi przykro. I co z tego?

Spojrzał na mnie, mrużąc oczy.

– Och. A przy okazji, moja stacja prosiła mnie, bym nakłoniła cię do wzięcia udziału w wywiadzie z Philem Stapletonem w programie Sześćdziesiąt minut ze Stapletonem.

– Prosisz mnie o przysługę, gdy dopiero co zrobiłaś mnie w chuja?

Przechyliłam głowę i uśmiechnęłam się słodko.

– Ty sabotowałeś mój pierwszy wywiad, a potem zaprosiłeś mnie na randkę.

Brody uniósł brwi.

– A więc chcesz wyrównać rachunki?

Gdy w końcu dotarliśmy do głównych drzwi, Brody otworzył je przede mną i wyszliśmy razem na zewnątrz.

– Będziesz szedł za mną całą drogę do domu?

– Czy to zaproszenie? – Posłał mi łobuzerski uśmiech.

Pokręciłam głową i szłam dalej. żadne z nas nic nie powiedziało, dopóki nie znaleźliśmy się na parkingu przy moim samochodzie. Wsiadłam do środka. Easton przytrzymał drzwi, bym ich nie zamknęła.

– Powiem ci coś. Zgodzę się na wywiad w tym jego programie.

– Naprawdę?

– Ale mam dwa warunki.

– Jakie?

– Ty przeprowadzisz wywiad, a nie ten stary dupek Stapleton. Cały czas prowadzi gościnne wywiady. Będą mnie mieli, ale to ty będziesz gościnnie przeprowadzać wywiad.

– Mówisz poważnie?

– Tak.

– Wow. Jestem pewna, że Stapleton nie będzie zadowolony. Ale pan CU… mój szef się ucieszy.

– No to ustalone.

Zmrużyłam oczy.

– Dlaczego teraz jesteś dla mnie miły, skoro właśnie napuściłam na ciebie media?

– Lubię cię.

Pokręciłam głową.

– Porozmawiam z szefem, a potem zadzwonię do twojego agenta, by ustalić szczegóły.

– Jasne. Mogę pożyczyć twoją komórkę? Trener pewnie zastanawia się, gdzie zniknąłem.

Podałam mu telefon, wybrał numer, rozłączył się i podał mi telefon, nawet nie przyłożywszy go do ucha.

Musiał widzieć zdezorientowanie na mojej twarzy.

– Nie zapytałaś mnie, jaki jest drugi warunek.

Tak się podekscytowałam tym, że zgodził się na wywiad, że zapomniałam o drugim warunku.

– Jaki jest drugi warunek?

– Zjesz ze mną kolację.

– Kolację?

– Dokładnie tak.

– Czy kolacja oznacza spanie z tobą?

– Mam nadzieję, że po kolacji przyjdzie czas i na to. Ale jeśli chcesz zmienić kolejność i najpierw się pieprzyć, to z przyjemnością się podporządkuję.

– Nie, dziękuję.

– Wyluzuj. Tylko żartuję. Kolacja to kolacja. No wiesz, zabiorę cię do jakiejś drogiej restauracji, zjemy coś, a ja będę ci mówił, jaki jestem wspaniały.

– Hura. A jak mogę zrezygnować z tego zaproszenia?

Mrugnął do mnie.

– Tego się spodziewałem. Ale mnie nie można się oprzeć.

– Skoro tak mówisz.

Wyjeżdżając z parkingu, ciągle zastanawiałam się, na co ja się zgodziłam, gdy nagle mój telefon zawibrował.

Brody: Środa wieczór. Odbiorę cię z twojego biura o szóstej. Załóż coś seksownego.


– Co ty, do cholery, masz na sobie? – zapytała Indie, gdy wróciłam z łazienki do swojego gabinetu w środowy wieczór.

– To nowy strój. Na moją randkę.

– Ubrałaś się jak sześćdziesięcioletnia babcia, która ma wyjść do kościoła.

Dokładnie tak było. Niektóre elementy ubioru zakupiłam specjalnie na tę okazję. Sklep dla ubogich był najlepszym wyborem – za dwadzieścia dolców dostałam całą torbę ubrań pasujących na jakąś babcię. Obejrzałam swoje odbicie w szybie okna. Miałam na sobie za duży ciemnoniebieski sweter; elastyczne granatowe spodnie z poliestru sięgające talii (całkiem wygodne, musiałam przyznać); kremową bluzkę z koronką przy kołnierzyku, którą oczywiście zapięłam na ostatni guzik. Do tego założyłam na szyję sztuczne perły, a włosy związałam w ciasny kok. Na nogach miałam stare półbuty przypominające mokasyny. (Dobra, przyznaję, te buty miałam w szafie wcześniej).

Przygładziłam włosy, a na usta nałożyłam jasnoróżową szminkę, celowo zostawiając trochę koloru na zębach.

– Nie podoba ci się mój strój?

– Pytasz serio? Wyglądasz, jakby ci lekko odbiło.

Wygładziłam ubranie i wzięłam wielką, babciną torbę w kolorze brązu.

– Co? Nie wyglądam seksownie?

– Czy pod spodem masz też babcine gacie?

Zgasiłam światło w swoim gabinecie.

– I pasujący do nich babciny stanik. – Tak naprawdę miałam na sobie stringi i stanik bardotkę, ale wyraz twarzy Indie był wart tego małego kłamstwa.

Wyszła ze mną z mojego gabinetu. Na szczęście budynek był już prawie pusty. Ludzie pewnie patrzyliby na mnie dziwnie. Naprawdę wyglądałam, jakby mi odbiło.

– Wzięłaś te rzeczy ze swojej szafy? – zapytała Indie.

– Nie. Kupiłam specjalnie na tę randkę.

– Niewiarygodne.

– Ale prawdziwe.

– Myślę, że ostatnio żyjesz w zbyt dużym stresie. – Pocałowała mnie w policzek, a potem weszła do windy prowadzącej do jej gabinetu. – Zjemy śniadanie w twoim gabinecie jutro o ósmej. Nie mogę się doczekać, aż usłyszę szczegóły.

Dziesięć minut później wyszłam przez szklane drzwi z budynku WMBC i zobaczyłam wypasiony samochód zaparkowany przed wejściem. Brody wysiadł z auta i obszedł samochód, by otworzyć drzwi od strony pasażera. Obrzucił mnie spojrzeniem, marszcząc brwi, i zamrugał kilka razy powiekami.

– Hej.

Uśmiechnęłam się głupio od ucha do ucha.

– Hej. Dokąd jedziemy?

– Eee… do… eee… restauracji w Regency.

Z trudem powstrzymywałam się, by nie wybuchnąć śmiechem. Nie miał pojęcia, czy moje przebranie było na poważnie, czy to tylko żart. Mimo to zarobił punkt za to, że miło się zachował i nic nie powiedział. Postanowiłam pomęczyć go jeszcze trochę, gdy wsiadłam do samochodu.

– Ładnie wyglądasz. – Miał na sobie zielony kaszmirowy sweter, który dobrze na nim leżał i podkreślał szerokie ramiona, oraz zwykłe czarne spodnie.

 

Spojrzał na mnie, a potem ponownie na drogę.

– Dziękuję. – Nie byłam pewna, czy lubiłam go mniej czy bardziej za to, że nie skłamał i nie pochwalił mojego stroju.

– Wyglądasz inaczej ze spiętymi włosami. Podoba mi się to.

– Naprawdę?

– Tak. Jak seksowna bibliotekarka.

– Poważnie?

– Zawsze podobały mi się bibliotekarki. No wiesz… można rozpuścić ich spięte włosy, a potem sprawić, że będą jęczeć, gdy je weźmiesz między regałami.

– Jakie to romantyczne. – Zrobiło mi się trochę niekomfortowo, gdy zobaczyłam w głowie ten obraz.

– Myślę, że kobiety wcale nie chcą romansu tak bardzo, jak myślą, że tego chcą.

Uśmiechnęłam się.

– No to słabo znasz kobiety.

– Och, wręcz przeciwnie. Myślę, że większość kobiet, szczególnie te, które ciężko pracują i mają dużo na głowie, chce, by mężczyzna wrócił do domu po pracy i wziął je pod ścianą. Wolą to, a nie kwiatki, czekoladki i traktowanie przez całą noc jak porcelanową lalkę.

– My lubimy kwiatki i czekoladki. – Musiałam jednak przyznać, że nie pogardziłabym dobrym seksem pod ścianą.

– No to nikt nigdy nie przeleciał cię przy ścianie jak należy.

– Niech zgadnę. Możesz mi to zademonstrować?

– Moglibyśmy pominąć kolację.

– Jakie to wspaniałomyślne z twojej strony. Ale nasza umowa zakłada, że zjemy kolację w zamian za wywiad.

Wzruszył ramionami.

– Jak chcesz.

Przyjechaliśmy do Regency. Chłopak odprowadzający samochody otworzył drzwi. Okazało się, że zna Brody'ego.

– Mam podstawić samochód rano o tej samej godzinie co zawsze, panie Easton?

– Nie. Możliwe, że dzisiaj jeszcze będę go potrzebował. Zaparkuj gdzieś niedaleko.

– Oczywiście, panie Easton.

Brody obszedł samochód i położył mi rękę w dole pleców, gdy już wysiadłam z auta.

– Możliwe, że będziesz potrzebował samochodu?

– Facet musi sobie pomarzyć. – Puścił do mnie oczko.

Gdy szliśmy przez hall, więcej pracowników witało go po nazwisku. Mówili do niego tak, jakby był tu częstym gościem.

– Często tu przychodzisz? Na kolację w hotelu? To bardzo wygodne, gdy potem ma się ochotę na deser.

– Mieszkam tu.

– Mieszkasz w hotelu?

– Tak, w trakcie sezonu. Stąd na boisko jedzie się godzinę, nawet w porze korków.

– A gdzie mieszkasz, gdy sezon się kończy?

– Mam domek na północy. Wtedy jestem głównie tam.

– Domek? W lesie?

– Tak. Pracuję nad nim od paru lat, gdy nie ma sezonu. Myślę, że skończę go za… jakieś dwadzieścia, trzydzieści lat. – Zaśmiał się.

– Szybko pracujesz.

Poprowadził mnie w kierunku restauracji. Zatrzymał się przed wejściem i pochylił w moim kierunku.

– Właściwie to wolałbym się nie spieszyć. – Jego głos był zachrypnięty. Poczułam dreszcze nawet w palcach u stóp.

Przez chwilę żałowałam, że ubrałam się jak zakonnica.

Udaliśmy się do pięknej restauracji, a po chwili pojawiła się kelnerka, by przyjąć nasze zamówienie na napoje. Zatrzepotała długimi rzęsami w kierunku Brody'ego, a mnie obrzuciła szybkim spojrzeniem. Bez wątpienia zazdrościła mi stroju.

– Czym mogę służyć, panie Easton?

Zabrzmiało to okropnie.

– Witaj, Siselee. – Spojrzał na mnie. – Masz ochotę na czerwone wino?

– Jasne. Dla mnie wino to jedna z pięciu najważniejszych grup żywieniowych.

Zamówił butelkę wina, której nazwy nigdy nie słyszałam. Po chwili kelnerka otworzyła trunek, nalała mi kieliszek i odstawiła butelkę na stół.

– A ty nie pijesz? – Spytałam Brody'ego, jednak kelnerka odpowiedziała za niego.

– On pije tylko we wtorki wieczorem. – Uniosła podbródek, dumna, że znała odpowiedź.

– To z powodu treningów – wyjaśnił Brody.

Rozluźniliśmy się i nasza rozmowa zaczęła krążyć wokół sportu. Kłóciliśmy się o to, kto jest najlepszy w sporcie, podjadaliśmy sobie z talerzy nasze kolacje, przekomarzaliśmy się. W końcu temat zszedł na nowego skrzydłowego drużyny.

– Ja rzucam, on łapie. Nie musimy się przyjaźnić.

– Ale musicie sobie ufać. Mój tata zawsze mówił, że jego skrzydłowy był jak jego żona – potrzebował partnera, któremu mógł ufać, by podejmować dobre decyzje.

– Muszę ufać jego umiejętnościom. Nie moralności.

– Więc o to chodzi? O jego moralność?

Brody oparł się o krzesło i założył ręce na piersi.

– Czy to wywiad? Jutro usłyszę o tym wszystkim w wiadomościach?

– Nie, przepraszam. Zboczenie zawodowe. Dorastałam, dyskutując o sporcie. Lubię to.

– Ja też. Co jeszcze lubisz robić?

– Ostatnio nie mam dużo wolnego casu. Podróżuję, robię research, jestem na bieżąco ze statystykami. Nie mam czasu na nic poza pracą i spaniem. Od dwóch miesięcy nie miałam wolnego dnia.

– A gdybyś miała wolny dzień, co byś chciała zrobić?

– Hmm. Lubię muzea i jazdę na rowerze. Ale gdybym miała cały wolny dzień, spędziłabym go w łóżku, oglądając filmy.

– Jakie?

– Horrory klasy B. Im bardziej obrzydliwe i krwawe, tym lepiej.

– Naprawdę?

– Tak. – Upiłam łyk wina. – A ty? Co robisz, gdy nie masz treningów i meczów? – Dorastałam z ojcem sportowcem, więc wiedziałam, że w trakcie sezonu dni wolne od treningów były rzadkością. A po meczach, gdy mogli odpoczywać, oglądali nagrania z meczów, by przygotować się do kolejnej gry.

– Też zostałbym w łóżku.

– I co byś oglądał?

– Twoją twarz, będąc w tobie.

Zakrztusiłam się winem, które właśnie sączyłam. Moja twarz zrobiła się czerwona, ale równie dobrze można by to wytłumaczyć tym, że dusiłam się i kaszlałam.

– Wszystko dobrze?

Przeszło mi po minucie, chociaż gdy się odezwałam, mój głos był zachrypnięty.

– Dlaczego mówisz takie rzeczy?

Wzruszył ramionami.

– Bo to prawda. Gdybym miał wolne i mógłbym zająć się czymkolwiek, zająłbym się… tobą.

– Co za zboczone myśli.

– W głowie mam same zboczone myśli dotyczące tego, co mógłbym z tobą zrobić.

Poczułam ucisk w brzuchu. I zrobiło mi się mokro między nogami.

Brody wziął butelkę i dolał mi wina.

– Powiedz mi o sobie coś zawstydzającego.

– Zawstydzającego?

– Tak. Może wtedy przestanę myśleć o tych zboczonych rzeczach, które mógłbym z tobą robić.

– Hmm… niech pomyślę.

Pochylił się w moją stronę.

– Pospiesz się. Jesteś seksowna, gdy myślisz.

Pokręciłam głową i podzieliłam się z nim pierwszą zawstydzającą historią, jaka przyszła mi na myśl, chociaż była już dość stara.

– Gdy miałam szesnaście lat, powiedziałam rodzicom, że idę spać do przyjaciółki. Ale tak naprawdę pojechałam na kemping z dużą grupą ludzi. Kupiliśmy piwo i usiedliśmy przy ognisku. Piliśmy całą noc. Po jakimś czasie, jak już wszyscy wypiliśmy za dużo, postanowiliśmy upiec pianki. Miałam wtedy równie duże doświadczenie w kempingach, co w piciu, czyli byłam pijana i nie powinnam przebywać za blisko ognia. Zebraliśmy patyki, a potem umieściliśmy na nich pianki. Mój patyk miał jakieś piętnaście centymetrów.

– To mój patyk ma więcej – wtrącił, uśmiechając się.

Wywróciłam oczami, ale kontynuowałam.

– W każdym razie siedziałam za blisko ognia z tym krótkim patykiem i moje włosy się zapaliły. Miałam szczęście, że nie poparzyłam się bardziej, ale ogień i tak spalił włosy. Musiałam więc ogolić pół głowy i całą drugą klasę miałam taką fryzurę. I szlaban na miesiąc.

Oboje zaczęliśmy się śmiać.

– Wiesz, co jest najśmieszniejsze w tej historii? – zapytał.

– Co?

– Nadal mam o tobie zboczone myśli.

W tej chwili przyszła kelnerka i zabrała nasze talerze. Brody poprosił o kilka minut, by zdecydować, co zamówić na deser, dzięki czemu miałam czas wziąć się w garść. Założyłam ręce na ramiona.

– A więc to tak ma być? To są twoje zaloty? Zmusiłeś mnie do kolacji z tobą, a teraz mamy uprawiać seks?

– Po twoim głosie sądzę, że nie powinienem odpowiadać twierdząco na to pytanie.

Kelnerka wróciła, nim zdążyłam coś powiedzieć.

– Czy mogę już przyjąć zamówienie?

– Poproszę po jednej porcji każdego deseru. – Brody wskazał na menu.

Wyglądała na zdezorientowaną.

– Chce pan po jednej porcji każdego deseru?

Spojrzał na mnie.

– Tak. Ona potrzebuje więcej zalotów. Poproszę wszystkie desery.

– Widzisz? – zapytał, gdy Siselee zniknęła. – Jestem też zabawny. Rozśmieszam cię. I uważasz, że jestem gorący. To świetne zaloty. Nie wiem, o czym ty mówisz.

– Słucham? Nigdy nie powiedziałam, że jesteś gorący.

– Nie musisz. Czuję to w powietrzu, gdy jesteśmy blisko. Podobam ci się tak bardzo, jak ty podobasz się mnie.

– Odbiło ci.

– Przyznaj się.

– Szczerze, nawet jeśli, to nie miałoby to znacz…

– Czyli jednak…

– Nieważne. Ja nie bawię się w jednorazowe numerki.

– Dlaczego nie?

– Bo seks to coś więcej niż… seks.

– Dlaczego? – Zmarszczył brwi, jakby nie rozumiał mojej odpowiedzi.

– żeby uprawiać z kimś seks, potrzebuję emocjonalnej więzi.

– Czyli związku?

– Tak. Związku. Nie mówię o małżeństwie. Ale o spotykaniu się. Poznawaniu siebie nawzajem nie tylko w sypialni.