Przebraże 1943

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  Wstęp

2  Roz­dział I. Wołyń w okre­sie II RP

3  Roz­dział II. Zie­mia wołyń­ska w pierw­szych latach II wojny świa­to­wej (wrze­sień 1939 – czer­wiec 1941)

4  Roz­dział III. Wołyń w latach 1941–1943

5  Roz­dział IV. Krwawe lato 1943 roku

6  Roz­dział V. Decy­du­jące star­cie

7  Roz­dział VI. Ostat­nie mie­siące nie­miec­kiej oku­pa­cji

8  Zakoń­cze­nie

9  Wykaz skró­tów i skró­tow­ców

10  Mapa

11  Zdję­cia

12  Biblio­gra­fia

13  Przy­pisy

Ilu­stra­cja na okładce: Marek Szyszko Redak­tor pro­wa­dzący: Zofia Gaw­ryś Redak­tor mery­to­ryczny: Tomasz Kom­pa­now­ski Redak­tor tech­niczny: Agnieszka Matu­siak Korekta: Teresa Kępa, Bogu­sława Jędra­sik

Copy­ri­ght © by Dres­sler Dublin Sp. z o.o.,Oża­rów Mazo­wiecki 2019

Copy­ri­ght © by Tomasz Dudek, 2019

ISBN 978-83-11-16244-0

Wydawca:

Bel­lona

ul. Han­kie­wi­cza 2

02-103 War­szawa

Zapra­szamy na strony

www.bel­lona.pl

www.face­book.com/Wydaw­nic­two.Bel­lona

Dys­try­bu­cja:

Dres­sler Dublin Sp. z o.o.

05-850 Oża­rów Mazo­wiecki

ul. Poznań­ska 91

e-mail: dys­try­bu­cja@dres­sler.com.pl

tel. + 48 22 733 50 31/32

www.dres­sler.com.pl

Wer­sję elek­tro­niczną przy­go­to­wano w sys­te­mie Zecer

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Wstęp

Wstęp

Rela­cje pol­sko-ukra­iń­skie od stu­leci budziły w Pol­sce ogromne emo­cje. Na prze­strzeni wie­ków ukła­dały się one raz lepiej, raz gorzej. Naj­bar­dziej tra­gicz­nym momen­tem we wza­jem­nych sto­sun­kach były wyda­rze­nia na Woły­niu i w Mało­pol­sce Wschod­niej pod­czas II wojny świa­to­wej. Nasza wie­dza o nich jest cią­gle nie­wy­star­cza­jąca. Czasy komu­ni­zmu nie sprzy­jały pro­wa­dze­niu badań nad tą tema­tyką. Wobec wszech­obec­nej cen­zury uka­zy­wały się jedy­nie nie­liczne pozy­cje poświę­cone tej pro­ble­ma­tyce. W niniej­szej publi­ka­cji wyko­rzy­stano dwie prace wydane po raz pierw­szy w okre­sie PRL1.

Nie­wąt­pli­wie II wojna świa­towa to praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej dra­ma­tyczny czas w sto­sun­kach pol­sko-ukra­iń­skich. Wtedy to ukra­iń­scy nacjo­na­li­ści w imię walki o nie­pod­le­głe pań­stwo ukra­iń­skie posta­no­wili wymor­do­wać Pola­ków miesz­ka­ją­cych na tere­nie Woły­nia i Mało­pol­ski Wschod­niej. Zagro­żona lud­ność pol­ska sta­rała się chro­nić nie tylko w mia­stach i mia­stecz­kach kon­tro­lo­wa­nych przez wła­dze nie­miec­kie, lecz także w więk­szych wsiach, zamiesz­ka­nych przez lud­ność pol­ską. Napady na Pola­ków sta­no­wiły ogromne zasko­cze­nie dla miesz­kań­ców, tym bar­dziej że, jak wynika z wielu rela­cji, do momentu wybu­chu wojny obie spo­łecz­no­ści żyły ze sobą w zgo­dzie. Trzeba wyraź­nie stwier­dzić, że mimo począt­ko­wego zasko­cze­nia Polacy pró­bo­wali się bro­nić. Nie było to jed­nak łatwe zada­nie, bra­ko­wało broni, amu­ni­cji, ludzi z prze­szko­le­niem woj­sko­wym, któ­rzy mogliby orga­ni­zo­wać samo­obronę. Bol­sze­wic­kie aresz­to­wa­nia, mordy i wywózki dra­ma­tycz­nie prze­rze­dziły przy­wód­cze war­stwy pol­skiej spo­łecz­no­ści. Nara­sta­jące zagro­że­nie zmu­szało do impro­wi­za­cji. Tak było m.in. w Prze­brażu2.

Była to sto­sun­kowo nie­wielka wieś w powie­cie łuc­kim, w któ­rej od początku 1943 roku chro­niła się zagro­żona ter­ro­rem nacjo­na­li­stów ukra­iń­skich miej­scowa lud­ność pol­ska. Według nie do końca potwier­dzo­nych danych w tej nie­wiel­kiej wio­sce schro­niło się kilka tysięcy ludzi. Miej­scową samo­obronę orga­ni­zo­wali cie­szący się auto­ry­te­tem miej­scowi gospo­da­rze i osoby, które przed wybu­chem wojny zdą­żyły odbyć służbę woj­skową. Pomimo licz­nych trud­no­ści baza zdo­łała prze­trwać aż do ponow­nego wkro­cze­nia na te tereny oddzia­łów sowiec­kich. Samo­obrona w Prze­brażu bar­dzo ści­śle współ­pra­co­wała z podob­nymi pla­ców­kami w pobli­skich pol­skich osa­dach, takich jak Rafa­łówka3.

Niniej­sza książka została napi­sana na bazie archi­wa­liów, źró­deł dru­ko­wa­nych, wspo­mnień oraz arty­ku­łów i prac mono­gra­ficz­nych. W kwe­stii mate­ria­łów ręko­pi­śmien­nych na pierw­szym miej­scu trzeba wymie­nić te znaj­du­jące się w zbio­rze Józefa Turow­skiego, prze­cho­wy­wa­nym w dziale zbio­rów spe­cjal­nych Cen­tral­nej Biblio­teki Woj­sko­wej w War­sza­wie4. W zbio­rach spe­cjal­nych Cen­tral­nej Biblio­teki Woj­sko­wej znaj­duje się rów­nież nie­wielka rela­cja Józefa Wój­cika ps. Zgrzyt doty­cząca prze­biegu służby autora w struk­tu­rach obwodu Łuck AK5. Sporo infor­ma­cji o dzie­jach Woły­nia w tym okre­sie przy­no­szą rów­nież pamięt­niki, znaj­du­jące się w zbio­rach Biblio­teki Zakładu Naro­do­wego im. Osso­liń­skich we Wro­cła­wiu6. Pomocne były rów­nież mate­riały odna­le­zione w zbio­rach spe­cjal­nych Biblio­teki Jagiel­loń­skiej7 oraz Biblio­teki Nauko­wej PAU i PAN w Kra­ko­wie8.

Na potrzeby niniej­szej książki prze­pro­wa­dzono rów­nież kwe­rendę w kilku pol­skich archi­wach. Na pierw­szym miej­scu należy wymie­nić Archi­wum Wschod­nie Ośrodka Karta w War­sza­wie, prze­cho­wu­jące liczne rela­cje i pamięt­niki byłych miesz­kań­ców Kre­sów Wschod­nich9. Sporo infor­ma­cji zna­le­ziono rów­nież w: zespole Dele­ga­tura Rządu na Kraj i Komendy Głów­nej AK. Oba te zespoły są prze­cho­wy­wane w zbio­rach Archi­wum Akt Nowych10 w War­sza­wie. Duże zna­cze­nie miała kwe­renda prze­pro­wa­dzona w Archi­wum Fun­da­cji Cen­trum Doku­men­ta­cji Czynu Nie­pod­le­gło­ścio­wego w Kra­ko­wie. Znaj­duje się tutaj obszerny zbiór mate­ria­łów prze­ka­zany przez dr Lucynę Kuliń­ską11 oraz Archi­wum Komi­sji Histo­rycz­nej Kra­kow­skiego Oddziału ZBO­WID12. Dla niniej­szej książki kapi­talne zna­cze­nie miała kwe­renda w Archi­wum Zakładu Histo­rii Ruchu Ludo­wego, w któ­rym znaj­duje się obszerny zbiór rela­cji byłych miesz­kań­ców Woły­nia, m.in. Ludwika Mali­now­skiego13. Szcze­gól­nie owocna była także kwe­renda prze­pro­wa­dzona w zbio­rach Biura Udo­stęp­nia­nia i Archi­wi­za­cji Doku­men­tów IPN w War­sza­wie. Znaj­duje się tam bar­dzo obszerny zbiór rela­cji byłych miesz­kań­ców Woły­nia. Wymie­nione rela­cje zbie­rało w latach 80. śro­do­wi­sko byłych żoł­nie­rzy 27. Wołyń­skiej Dywi­zji Pie­choty Armii Kra­jo­wej14. Wie­dzę o oma­wia­nych wyda­rze­niach uzu­peł­niła kwe­renda prasy kon­spi­ra­cyj­nej15. Pod­czas pisa­nia niniej­szej pracy wyko­rzy­stano rów­nież dru­ko­wane wspo­mnie­nia, zbiory źró­deł oraz liczne prace mono­gra­ficzne i przy­czyn­kar­skie doty­czące zarówno histo­rii sto­sun­ków pol­sko-ukra­iń­skich16 pod­czas ostat­niej wojny, jak i dzie­jów pol­skiego pań­stwa pod­ziem­nego17.

Praca składa się z sze­ściu roz­dzia­łów i zakoń­cze­nia. W pierw­szym roz­dziale przed­sta­wi­łem sytu­ację spo­łeczno-poli­tyczną na Woły­niu w okre­sie II Rze­czy­po­spo­li­tej, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem sto­sun­ków pol­sko-ukra­iń­skich zarówno na Woły­niu, jak i w samym Prze­brażu. W roz­dziale dru­gim sta­ra­łem się uka­zać wyda­rze­nia, do któ­rych doszło na tych zie­miach mię­dzy 17 wrze­śnia 1939 a 22 czerwca 1941 roku. Roz­dział trzeci obej­muje okres od czerwca 1941 aż do począt­ków lipca 1943 roku. Opi­sa­łem w nim coraz bar­dziej nara­sta­jące napię­cia w sto­sun­kach pol­sko-ukra­iń­skich oraz początki funk­cjo­no­wa­nia pol­skiej samo­obrony w Prze­brażu i oko­licy. Roz­dział czwarty obej­muje okres od 5 lipca, kiedy nastą­pił pierw­szy ukra­iń­ski atak na Prze­braże, aż do 30 sierp­nia. Omó­wi­łem w nim zarówno nara­sta­jący ter­ror ukra­iń­ski, jak i próby pol­skiego prze­ciw­dzia­ła­nia. Warto zazna­czyć, że w roz­dziale tym sta­ra­łem się rów­nież przed­sta­wić walki w obro­nie Huty Ste­pań­skiej. Po jej upadku część obroń­ców oraz miesz­kań­ców zdo­łała prze­do­stać się do Prze­braża. W roz­dziale pią­tym przed­sta­wi­łem prze­bieg wypad­ków z 30 sierp­nia, kiedy to UPA pod­jęła decy­du­jącą próbę zdo­by­cia Prze­braża. W roz­dziale szó­stym uka­za­łem prze­bieg wyda­rzeń pod­czas ostat­nich mie­sięcy nie­miec­kiej oku­pa­cji. Zakoń­cze­nie niniej­szej książki sta­nowi swego rodzaju pod­su­mo­wa­nie oma­wia­nej pro­ble­ma­tyki.

Na zakoń­cze­nie niech mi będzie wolno podzię­ko­wać wszyst­kim oso­bom, które przy­czy­niły się do powsta­nia tej książki. W kolej­no­ści chciał­bym tutaj wymie­nić, Adama Roliń­skiego z Fun­da­cji Cen­trum Doku­men­ta­cji Czynu Nie­pod­le­gło­ścio­wego w Kra­ko­wie, oraz ks. prof. Jana Szcze­pa­niaka. Ich pomoc była nie­oce­niona na róż­nych eta­pach powsta­wa­nia tej publi­ka­cji. Wresz­cie pra­gnę podzię­ko­wać Wydaw­nic­twu Bel­lona i jego redak­to­rowi Bog­da­nowi Bro­dec­kiemu za trud wło­żony w jej wyda­nie. Za całość odpo­wiada oczy­wi­ście wyłącz­nie autor.

 

Roz­dział I. Wołyń w okre­sie II RP

Roz­dział I Wołyń w okre­sie II RP

Zie­mia wołyń­ska to kra­ina geo­gra­ficzna, która leży na wschód od Bugu, w dorze­czu Pry­peci. Na połu­dniu gra­ni­czy z Podo­lem, na pół­nocy zaś z Pole­siem. Wołyń pod wzglę­dem geo­gra­ficz­nym jest obsza­rem bar­dzo zróż­ni­co­wa­nym. Na pła­sko­wyżu leży jego część połu­dniowa, nato­miast część pół­nocna ma raczej cha­rak­ter nizinny. Jest to teren pokryty licz­nymi bagnami, stąd bar­dzo czę­sto tę część Woły­nia okre­śla się mia­nem Pole­sia Wołyń­skiego. Przez ten obszar prze­pły­wają bar­dzo liczne rzeki, z któ­rych do naj­więk­szych należą: Bug, Pry­peć, Słucz, Styr i Sto­chód18. W wyniku roz­bio­rów zie­mie te weszły nie­mal w cało­ści w skład impe­rium car­skiego. Sto­licą guberni został wów­czas Żyto­mierz. Lata I wojny świa­to­wej oraz wojny pol­sko-bol­sze­wic­kiej spo­wo­do­wały nie tylko ogromne znisz­cze­nia, lecz także przy­pie­czę­to­wały podział tych tere­nów mię­dzy Pol­skę a Rosję sowiecką. Osta­tecz­nie na mocy posta­no­wień trak­tatu w Rydze w skład II RP weszły tereny Woły­nia liczące w sumie bli­sko 36 000 km2. Utwo­rzono wów­czas woje­wódz­two wołyń­skie, któ­rego sto­licą, podob­nie jak przed roz­bio­rami, został Łuck. W skład nowego woje­wódz­twa weszły powiaty: wło­dzi­mier­ski, kowel­ski, łucki, rówień­ski, dubień­ski, krze­mie­niecki, horo­chow­ski, kosto­pol­ski, zdoł­bu­now­ski i lubo­mel­ski. W 1938 roku do składu woje­wódz­twa dołą­czono także powiat sar­neń­ski19.

Nie­stety, sytu­acja naro­do­wo­ściowa na tych zie­miach bar­dzo się zmie­niła w porów­na­niu z okre­sem Rzecz­po­spo­li­tej Obojga Naro­dów. W wyniku celowo pro­wa­dzo­nej poli­tyki władz car­skich tysiące rodzin drob­nosz­la­chec­kich zatra­ciło pol­ską świa­do­mość naro­dową, ule­gło rusy­fi­ka­cji i przy­jęło wiarę pra­wo­sławną. Pro­cesy te nasi­liły się zwłasz­cza po upadku powsta­nia stycz­nio­wego. Kiedy w 1918 roku odro­dziła się nie­pod­le­gła Pol­ska, liczba lud­no­ści uwa­ża­ją­cej się za Pola­ków w porów­na­niu z okre­sem przed­ro­zbio­ro­wym była już zni­koma20. Trzeba powie­dzieć, że naj­więk­sze natę­że­nie pro­ce­sów osad­ni­czych, które osta­tecz­nie ukształ­to­wały struk­turę naro­do­wo­ściową tej ziemi, odno­to­wano w dru­giej poło­wie XIX wieku i w począt­kach dwu­dzie­stego stu­le­cia. Przed rokiem 1861, kiedy to nastą­piło uwłasz­cze­nie chło­pów, na tere­nie tzw. Pole­sia Wołyń­skiego21 domi­no­wały osady zamiesz­kane przez lud­ność okre­ślaną mia­nem Mazu­rów. Ich miesz­kańcy byli naj­czę­ściej potom­kami osad­ni­ków, któ­rzy przy­by­wali na te zie­mie z tere­nów Korony w XVI–XVIII wieku. Obok osad zamiesz­ka­nych przez lud­ność chłop­ską ist­niały też wsie, któ­rych miesz­kańcy, choć spo­so­bem życia nie­mal nie róż­nili się od chło­pów, aż po wiek dwu­dzie­sty zacho­wali pamięć o swoim szla­chec­kim pocho­dze­niu. Nieco ina­czej było na obsza­rze Woły­nia Środ­ko­wego. Obok lud­no­ści etnicz­nie ukra­iń­skiej tereny te zalud­niała także pewna liczba osad­ni­ków, przy­by­łych na te zie­mie z tere­nów Korony. Na obsza­rze połu­dnio­wego Woły­nia zamiesz­ki­wała nato­miast nie­mal w 100% lud­ność pocho­dze­nia ukra­iń­skiego22.

Trudno zresztą mówić o szer­szym poczu­ciu toż­sa­mo­ści naro­do­wej wśród miesz­kań­ców tej ziemi. Świa­do­mość pol­skiego pocho­dze­nia miały naj­czę­ściej osoby wywo­dzące się z zie­miań­stwa. Jeśli cho­dzi o napływ pol­skich osad­ni­ków, to w okre­sie popo­wsta­nio­wym nie był on zbyt wielki. Sytu­acja w tym wzglę­dzie zmie­niła się dopiero po 1905 roku, co wią­zało się m.in. ze znie­sie­niem zakazu naby­wa­nia ziemi przez Pola­ków. Takich pro­ble­mów nie mieli ani Czesi, ani Niemcy, któ­rzy przed wybu­chem I wojny świa­to­wej w sto­sun­kowo dużej licz­bie napły­wali na Wołyń. Ich przy­by­cie było zwią­zane z kło­po­tami natury gospo­dar­czej, w jakie wpa­dli miej­scowi zie­mia­nie po upadku powsta­nia stycz­nio­wego. Aby spro­stać wymo­gom nowo­cze­snej gospo­darki, zmu­szano ich do par­ce­la­cji wła­snych mająt­ków. W miarę upływu czasu liczba osad­ni­ków nie­miec­kich i cze­skich na Woły­niu rosła23. Rów­no­cze­śnie z kolo­ni­za­cją nie­miecką i cze­ską roz­po­częła się kolo­ni­za­cja pol­ska. Była ona jed­nak o wiele słab­sza, zarówno pod wzglę­dem liczeb­no­ści, jak i eko­no­micz­nym. Zde­cy­do­wana więk­szość Pola­ków osia­dała w ist­nie­ją­cych już osa­dach pol­skich. Polacy miesz­kali głów­nie na wsi, nato­miast mia­sta były zamiesz­kane w dużej mie­rze przez lud­ność żydow­ską oraz rosyj­ską24.

Pod wzglę­dem liczby lud­no­ści na Woły­niu domi­no­wali Ukra­ińcy, jed­nak ich rola i zna­cze­nie pod wzglę­dem poli­tycz­nym, eko­no­micz­nym i kul­tu­ral­nym nie było zbyt duże. W prze­ci­wień­stwie do swo­ich pobra­tym­ców z sąsied­niej Gali­cji nie mieli oni spe­cjal­nie wykształ­co­nej świa­do­mo­ści naro­do­wej. Było kilka przy­czyn tej sytu­acji. Po pierw­sze, w prze­ci­wień­stwie do zaboru austriac­kiego stan szkol­nic­twa na tych zie­miach był opła­kany. Ist­nie­jące na wsi wołyń­skiej szkoły przy­cer­kiewne miały nie tylko bar­dzo niski poziom naucza­nia, lecz także pro­wa­dziły poli­tykę rusy­fi­ka­cyjną wobec lud­no­ści ukra­iń­skiej. Nie było więc szans na to, aby wśród miej­sco­wej spo­łecz­no­ści ukra­iń­skiej wykształ­ciła się war­stwa inte­li­gen­cji. Oczy­wi­ście, na prze­ło­mie XIX i XX wieku coraz wię­cej synów chłop­skich podej­mo­wało naukę w gim­na­zjach i na uni­wer­sy­te­tach, jed­nak po jej ukoń­cze­niu wią­zali się oni naj­czę­ściej ze spo­łe­czeń­stwem rosyj­skim, co w per­spek­ty­wie czasu pro­wa­dziło do ich rusy­fi­ka­cji. Zalążki ukra­iń­skiej inte­li­gen­cji poja­wiły się wów­czas jedy­nie w sto­łecz­nym Kijo­wie. Sto­lica Ukra­iny, w któ­rej po rewo­lu­cji 1905 roku poja­wiły się pierw­sze postu­laty wywal­cze­nia auto­no­mii tych ziem, była jed­nak zbyt daleko, aby obu­dzić świa­do­mość naro­dową wołyń­skiej lud­no­ści ukra­iń­skiej25.

Pewne zmiany w sytu­acji naro­do­wo­ścio­wej na Woły­niu przy­niósł dopiero wybuch I wojny świa­to­wej. W 1915 roku roz­po­częła się mniej lub bar­dziej dobro­wolna ewa­ku­acja lud­no­ści tych ziem w głąb car­skiego impe­rium. Wołyń opusz­czali przede wszyst­kim Rosja­nie, Niemcy i Ukra­ińcy. Powra­cali oni w rodzinne strony dopiero po rewo­lu­cji bol­sze­wic­kiej. Według ostroż­nych sza­cun­ków pol­skich urzęd­ni­ków na Wołyń powró­ciło wów­czas bli­sko 100 000 Ukra­iń­ców. Wydaje się jed­nak, że nie była to liczba osta­teczna. Bar­dzo wiele osób prze­do­sta­wało się bowiem nie­le­gal­nie przez zie­loną gra­nicę, aby uciec przed rzą­dami bol­sze­wi­ków26. Wśród pozo­sta­łych na Woły­niu mas chłop­skich roz­po­czął się wów­czas gwał­towny wzrost ukra­iń­skiej świa­do­mo­ści naro­do­wej. Temu pro­ce­sowi sprzy­jała obec­ność na Woły­niu jed­no­stek c.k. armii, w któ­rej słu­żyli świa­domi swo­jej naro­do­wo­ści Ukra­ińcy z Gali­cji. Wśród nich było wielu dzia­ła­czy ukra­iń­skich sto­wa­rzy­szeń, ist­nie­ją­cych w zabo­rze austriac­kim. W chwi­lach wol­nych od służby sta­rali się oni pro­wa­dzić pracę uświa­da­mia­jącą wśród miej­sco­wej lud­no­ści chłop­skiej. Na wzrost ukra­iń­skiej świa­do­mo­ści naro­do­wej ogromny wpływ miało rów­nież powo­ła­nie URL27, któ­rej róż­nego rodzaju insty­tu­cje funk­cjo­no­wały na Woły­niu w latach 1918–1921. Akty­wi­za­cję miej­sco­wej spo­łecz­no­ści chłop­skiej przy­spie­szyły także wyda­rze­nia rewo­lu­cji rosyj­skiej. Po jej wybu­chu miej­scowi Ukra­ińcy ata­ko­wali dwory, które na tych zie­miach w prze­wa­ża­ją­cej mie­rze były pol­skie. Było to zale­d­wie swo­iste pre­lu­dium do tego, co miało się wyda­rzyć pod­czas kolej­nej wojny28.

***

Sto­sunki pol­sko-ukra­iń­skie na tych zie­miach nie ukła­dały się naj­le­piej jesz­cze przed rokiem 1917. Może o tym świad­czyć rela­cja legio­ni­sty Romana Sta­rzyń­skiego, który wal­czył wów­czas na Woły­niu. W swo­ich wspo­mnie­niach zapi­sał on póź­niej, że pew­nego razu widział, jak legio­nowi ułani „[…] eskor­to­wali bryczkę prze­ła­do­waną kil­koma paniami w towa­rzy­stwie stu­denta War­szaw­skich Kur­sów Rol­ni­czych oraz kilka wozów nała­do­wa­nych rze­czami. Oka­zało się, że była to rodzina oby­wa­tel­ska z oko­lic Nie­su­choża, która oddała się pod opiekę naszych uła­nów przed koza­kami i chłop­stwem. Przy­po­mniały mi się Dzi­kie Pola za daw­nej Rze­czy­po­spo­li­tej z okresu napa­dów tatar­skich i hula­nek Siczy Zapo­ro­skiej”29.

***

Po zakoń­cze­niu I wojny świa­to­wej próbę ure­gu­lo­wa­nia sto­sun­ków pol­sko-ukra­iń­skich pod­jął Józef Pił­sud­ski. Zawar­cie soju­szu z ukra­iń­skim ata­ma­nem Petlurą w kwiet­niu 1920 roku miało słu­żyć m.in. utwo­rze­niu nad Dnie­prem nie­pod­le­głego pań­stwa ukra­iń­skiego30. Nie­stety, próba ta zakoń­czyła się total­nym fia­skiem. Miało to oczy­wi­ście kata­stro­falny wpływ na dal­sze sto­sunki mię­dzy oboma naro­dami31.

Według spisu z 1931 roku naj­więk­szą grupę etniczną wśród miesz­kań­ców Woły­nia sta­no­wili Ukra­ińcy, któ­rych było bli­sko 68%, Pola­ków – 16,6%, Żydów – 9,9%, Niem­ców – 2,3%, Rosjan – 1,1% reszta – 2%32. Lud­ność pol­ska nie domi­no­wała w żad­nym z powia­tów woje­wódz­twa. Naj­wię­cej Pola­ków zamiesz­ki­wało powiaty wło­dzi­mier­ski – 26,7%, kosto­pol­ski – 21,2%, kowel­ski – 14,4%. Naj­mniej Pola­ków zamiesz­ki­wało nato­miast krze­mie­niecki – 10,6%, lubo­mel­ski – 14,2%. Lud­ność pocho­dze­nia ukra­iń­skiego domi­no­wała w powia­tach krze­mie­nieckim – 80,6% i lubo­mel­skim – 76,9%. Naj­mniejsza liczba Ukra­iń­ców zamiesz­ki­wała powiaty wło­dzi­mier­ski – 57,7% oraz łucki – 59,1%33. Polacy miesz­kali przede wszyst­kim w mia­stach, w któ­rych aż 33% miesz­kań­ców dekla­ro­wało język pol­ski jako ojczy­sty. Co cie­kawe, w naj­więk­szych mia­stach woje­wódz­twa, takich jak Wło­dzi­mierz, Kowel, Łuck, Równe, domi­no­wała lud­ność żydow­ska. Odse­tek pra­wo­sław­nych miesz­kań­ców mia­sta wyno­sił poni­żej 20%. Z tej liczby tylko we Wło­dzi­mierzu 10% pra­wo­sław­nych poda­wało język ukra­iń­ski jako swój język ojczy­sty34.

W okre­sie II RP poza wzro­stem liczby Pola­ków nie doszło na Woły­niu do jakiejś spek­ta­ku­lar­nej zmiany sytu­acji naro­do­wo­ścio­wej. Napływ lud­no­ści pol­skiej, poza więk­szymi mia­stami, był zbyt mały, aby dopro­wa­dzić do więk­szych zmian w struk­tu­rze naro­do­wo­ścio­wej nie tylko na pozio­mie woje­wódz­twa, ale nawet na pozio­mie poszcze­gól­nych gmin. Więk­sze zna­cze­nie miała nato­miast budowa apa­ratu admi­ni­stra­cyj­nego i oświa­to­wego. W jej wyniku w wielu wsiach i mia­stecz­kach zamiesz­ka­nych dotąd przez lud­ność ukra­iń­ską poja­wili się Polacy, któ­rzy obej­mo­wali posady urzęd­ni­ków gmin­nych, nauczy­cieli i pra­cow­ni­ków poczty. Z zacho­wa­nych danych wiemy, że w latach 30. Polacy miesz­kali w 5200 osie­dlach z ogól­nej liczby 6800. Z tego zale­d­wie 745 osad było wio­skami zamiesz­ka­nymi przez więk­szość pol­ską35.

Należy stwier­dzić, że nie­mal przez cały okres mię­dzy­wo­jenny sto­sunki pol­sko-ukra­iń­skie na tych tere­nach nie były naj­lep­sze. Wyni­kało to z kilku przy­czyn. Z jed­nej strony było to spo­wo­do­wane dzia­łal­no­ścią orga­ni­za­cji komu­ni­stycz­nych, sta­ra­ją­cych się dopro­wa­dzić do desta­bi­li­za­cji sytu­acji spo­łeczno-poli­tycz­nej w woje­wódz­twie, z dru­giej zaś dzia­łal­no­ścią OUN36, która wpły­wała na wzrost nastro­jów nacjo­na­li­stycz­nych wśród lud­no­ści ukra­iń­skiej. Do pogor­sze­nia sytu­acji przy­czy­niła się nie­wąt­pli­wie rów­nież nie­kon­se­kwentna poli­tyka pol­skich władz. Z jed­nej strony miej­scowe wła­dze admi­ni­stra­cyjne sta­rały się pro­wa­dzić pojed­naw­czą poli­tykę wobec spo­łecz­no­ści ukra­iń­skiej, z dru­giej zaś wła­dze w War­sza­wie podej­mo­wały dzia­ła­nia, które spo­łecz­ność ukra­iń­ska uzna­wała za skie­ro­wane prze­ciwko jej inte­re­som. Przy­kła­dem tego mogło być obję­cie Woły­nia akcją tzw. osad­nic­twa woj­sko­wego37.

Akcja osad­ni­cza roz­po­częła się z począt­kiem 1921 roku. Jej głów­nym celem było dopro­wa­dze­nie do zmiany nie­ko­rzyst­nej dla Pol­ski struk­tury naro­do­wo­ścio­wej tych tere­nów. Ponadto zakła­dano, że nowi osad­nicy popra­wią wydaj­ność pracy oraz upo­wszech­nią nowe, bar­dziej efek­tywne metody gospo­da­ro­wa­nia. Zie­mia prze­zna­czona pod osad­nic­two woj­skowe pocho­dziła naj­czę­ściej z daw­nych mająt­ków rosyj­skich, które opusz­czone pod­czas I wojny świa­to­wej po 1918 roku prze­szły na wła­sność pań­stwa pol­skiego. Według zacho­wa­nych danych więk­szość osad powsta­wała na najbar­dziej uro­dzaj­nych tere­nach środ­ko­wego i połu­dnio­wego Woły­nia. Prze­ciętna powierzch­nia takiego gospo­dar­stwa wyno­siła ok. 16,6 ha. Były one kil­ka­krot­nie więk­sze niż gospo­dar­stwa ukra­iń­skie. W warun­kach poważ­nego głodu ziemi poja­wie­nie się nowych osad­ni­ków, hoj­nie wspie­ra­nych przez pań­stwo np. tanimi kre­dy­tami, musiało budzić ogromną wro­gość wśród miej­sco­wej lud­no­ści ukra­iń­skiej38. Edmund Baku­niak, który pocho­dził z rodziny osad­ni­ków woj­sko­wych, wspo­mi­nał po latach, że: „Pierw­sze lata gospo­da­ro­wa­nia osad­ni­ków na Woły­niu łączyły się z poważ­nymi nie­bez­pie­czeń­stwami, gra­so­wały bandy rabun­kowe, a czę­sto rów­nież grupy poli­tycz­nych nacjo­na­li­stów lub orga­ni­zu­ją­cej się na tym tere­nie par­tii komu­ni­stycz­nej. Wpraw­dzie osad­ni­ków woj­sko­wych uzbro­jono w kara­biny, lecz ich efek­tywne uży­cie było bar­dzo utrud­nione, ponie­waż budynki two­rzyły luźną zabu­dowę i wza­jemna pomoc w razie napadu była nie­mal nie­moż­liwa”39. Trzeba jed­nak wyraź­nie stwier­dzić, że zacho­wa­nie nowych osad­ni­ków było jedną z przy­czyn wzro­stu pol­sko-ukra­iń­skich ani­mo­zji. Przy­kła­dem tego było np. odma­wia­nie zapłaty za robo­ci­znę, a w skraj­nych przy­pad­kach noto­wano nawet przy­padki bicia wyko­naw­ców.

 

W miarę upływu czasu nastę­po­wało polep­sze­nie sto­sun­ków mię­dzy osad­ni­kami a miej­scową lud­no­ścią ukra­iń­ską. Co cie­kawe, to wła­śnie dzięki osad­ni­kom woj­sko­wym na Woły­niu powsta­wały kółka rol­ni­cze, spół­dziel­nie mle­czar­skie czy kasy Stef­czyka. Z zacho­wa­nych doku­men­tów wiemy, że w miarę upływu czasu liczba ukra­iń­skich człon­ków tych orga­ni­za­cji była coraz więk­sza. O tym, że wza­jemne sto­sunki nie musiały być do końca tak złe, może świad­czyć to, iż kiedy pod­czas oku­pa­cji NKWD roz­po­częło aresz­to­wa­nia wśród osad­ni­ków, to zda­rzały się wypadki, że miej­scowi Ukra­ińcy pró­bo­wali wsta­wiać się za nimi u władz oku­pa­cyj­nych40. Trudno jed­nak nie zgo­dzić się ze Sta­ni­sła­wem Cie­pielą, który już po zakoń­cze­niu wojny pisał: „Było nie­do­pusz­czal­nym błę­dem orga­nów rzą­do­wych RP pro­wa­dze­nie kolo­ni­za­cji i polo­ni­za­cji lud­no­ści ukra­iń­skiej na siłę, wbrew ich woli oraz ranie­nie ich uczuć naro­do­wych, mimo iż ni­gdy nie mieli swego nie­pod­le­głego pań­stwa. To się mocno odbiło na sto­sunku Ukra­iń­ców do wal­czą­cego w 1939 roku Woj­ska Pol­skiego, to zawa­żyło na losach Pola­ków osie­dlo­nych pomię­dzy lud­no­ścią w więk­szo­ści ukra­iń­ską”41.

Fatal­nym błę­dem pol­skich władz było to, że do obsady sta­no­wisk admi­ni­stra­cyj­nych na Woły­niu bar­dzo czę­sto przy­sy­łano ludzi, któ­rzy zupeł­nie nie znali spe­cy­fiki tego terenu. Po 1921 roku przy­była tutaj bar­dzo pokaźna liczba urzęd­ni­ków, leka­rzy, nauczy­cieli, poli­cjan­tów, któ­rzy zachę­cani przez pol­skie wła­dze, osie­dlali się całymi rodzi­nami, two­rząc pol­ską elitę inte­lek­tu­alną woje­wódz­twa wołyń­skiego. Nowo przy­byli czę­sto nie tylko nie znali języka ukra­iń­skiego, lecz wręcz nie ukry­wali nie­chęci wobec miej­sco­wej lud­no­ści ukra­iń­skiej. Sta­rali się dopro­wa­dzić do jak naj­szyb­szej likwi­da­cji śla­dów rosyj­skiego pano­wa­nia, nie zwa­ża­jąc na to, że tego typu dzia­ła­nia i towa­rzy­sząca im polo­ni­za­cja budziły ogromny sprze­ciw miej­sco­wej lud­no­ści. Tak było np. w wypadku wpro­wa­dze­nia języka pol­skiego jako urzę­do­wego na wszyst­kich szcze­blach admi­ni­stra­cji pań­stwo­wej i samo­rzą­do­wej. Tego typu prak­tyki łączono z rugo­wa­niem z pracy w urzę­dach osób miej­sco­wych, które nie mogły się wyka­zać dosta­teczną zna­jo­mo­ścią języka pol­skiego. Trudno się więc dzi­wić, że wśród ukra­iń­skiej lud­no­ści domi­no­wały nastroje wro­gie wobec pań­stwa pol­skiego42. Były one bar­dzo wyraź­nie pod­sy­cane przez pro­pa­gandę komu­ni­styczną pro­wa­dzoną zarówno przez miej­sco­wych dzia­ła­czy KPZU43, jak i przez oddziały dywer­syjne kie­ro­wane na Wołyń przez wła­dze sowiec­kie. Prze­pro­wa­dzono wów­czas liczne napady na urzędy, majątki zie­mian, a nawet gospo­dar­stwa chłop­skie. Nisz­czono także infra­struk­turę. Porzą­dek na tych zie­miach przy­wró­ciło dopiero powo­ła­nie w 1924 roku Kor­pusu Ochrony Pogra­ni­cza, który prze­jął obo­wią­zek ochrony gra­nicy pol­sko-sowiec­kiej44.

Warto dodać, że na sto­sunki mię­dzy Pola­kami a Ukra­iń­cami miały wpływ także róż­nice mię­dzy Ukra­iń­cami zamiesz­ku­ją­cymi Wołyń a tymi, któ­rzy miesz­kali w Mało­pol­sce Wschod­niej. Głów­nym pro­ble­mem były nie­wąt­pli­wie róż­nice wyzna­niowe. Ukra­ińcy zamiesz­ku­jący Mało­pol­skę Wschod­nią byli wyzna­nia unic­kiego, nato­miast wołyń­scy – pra­wo­sła­wia. Wza­jemne spory mię­dzy wyznaw­cami obu Kościo­łów prze­no­siły się na sto­sunki naro­do­wo­ściowe. Jakby tego było mało, ducho­wień­stwo pra­wo­sławne przed­sta­wiało uni­tów jako takich samych wro­gów świę­tej wiary pra­wo­sławnej jak powszech­nie nie­lu­biani łacin­nicy45. Wza­jemną nie­chęć pogłę­biał nie­mal zupełny brak wśród wołyń­skich Ukra­iń­ców war­stwy inte­li­genc­kiej. Wszystko to powo­do­wało, że pro­pa­go­wa­nie idei naro­do­wych wśród tam­tej­szej lud­no­ści było bar­dzo trudne. Pro­ble­mem była rów­nież postawa przy­by­wa­ją­cych z Gali­cji emi­sa­riu­szy, któ­rzy czę­sto demon­stro­wali postawę swo­istej wyż­szo­ści wobec miej­sco­wego ukra­iń­skiego chłop­stwa. Do tego docho­dziła celowa poli­tyka władz pol­skich, które two­rzyły róż­nego rodzaju bariery admi­ni­stra­cyjne (tzw. kor­don sokal­ski)46, aby utrud­nić inte­gra­cję spo­łecz­no­ści ukra­iń­skiej w Pol­sce. Pomimo tego na Woły­niu przez cały okres II RP postę­po­wał pro­ces two­rze­nia inte­li­gen­cji ukra­iń­skiej, nato­miast wśród sze­ro­kich warstw tam­tej­szej lud­no­ści wzmac­niało się poczu­cie ukra­iń­skiej świa­do­mo­ści naro­do­wej47.

Trzeba wyraź­nie stwier­dzić, że poziom roz­woju świa­do­mo­ści naro­do­wej lud­no­ści Woły­nia nie we wszyst­kich powia­tach był jed­na­kowy. Naj­go­rzej pod tym wzglę­dem przed­sta­wiała się sytu­acja w pół­noc­nej czę­ści woje­wódz­twa, w powia­tach: Kowel, Luboml, Sarny, Kosto­pol. Ich miesz­kańcy okre­ślali się prze­waż­nie jako „tutejsi”. Więk­szość z nich można, jak się wydaje, zali­czyć do lud­no­ści pocho­dze­nia ukra­iń­skiego. Prze­miany naro­do­wo­ściowe nie­wąt­pli­wie przy­spie­szył wybuch I wojny świa­to­wej. Warto zacy­to­wać słowa ukra­iń­skiego dzia­ła­cza spo­łecz­nego z okresu mię­dzy­wo­jen­nego, który napi­sał, że „wojna świa­towa wyzwo­liła mnie z jarzma rosyj­sko­ści. Byłem tak prze­sy­cony lite­ra­turą w języku rosyj­skim, że uwa­ża­łem wła­sną mowę ukra­iń­ską na Woły­niu i mowę pol­ską, którą rzadko sły­sza­łem, za nie­po­sia­da­jące wła­snej lite­ra­tury, jako że ksią­żek na wsi w tych języ­kach nie można było zdo­być. Poza tym miesz­ka­jący tu po wsiach Polacy roz­ma­wiali po ukra­iń­sku, a w szkole uczyli się po rosyj­sku”48.

Nie­wąt­pli­wie nega­tywny wpływ na sto­sunki naro­do­wo­ściowe miało też ogromne zapóź­nie­nie cywi­li­za­cyjne tej ziemi wzglę­dem innych obsza­rów II RP. Na tle innych woje­wództw, poza Pole­siem, na Woły­niu wystę­po­wały szcze­gól­nie dobre warunki do roz­woju rol­nic­twa. Wbrew temu, co przez lata sta­rała się wma­wiać komu­ni­styczna pro­pa­ganda, domi­no­wały tutaj gospo­dar­stwa wiel­ko­ści 2–10 ha. Było ich łącz­nie ok. 75%. Na tym tle mająt­ków two­rzą­cych tzw. wielką wła­sność było sto­sun­kowo nie­wiele. W miarę upływu czasu powierzch­nia wiel­kich mająt­ków ziem­skich stop­niowo się kur­czyła. Nie­stety, pomimo dobrych warun­ków roz­woju rol­nic­two na Woły­niu było bar­dzo zaco­fane. Na połu­dniu woje­wództwa moż­li­wość roz­woju gospo­darstw hamo­wało ich ogromne roz­drob­nie­nie, na pół­nocy zaś archa­iczny sys­tem uprawy ziemi, tzw. trój­po­lówka49. Zapóź­nie­nia cywi­li­za­cyjne były widoczne także i w innych dzie­dzi­nach, czego przy­kła­dem może być sieć dro­gowa. Według danych z 1938 roku na każde 100 km dróg jedy­nie 7,1 km miało twardą nawierzch­nię. Do tego docho­dziły ogromne znisz­cze­nia z okresu I wojny świa­to­wej i wojny pol­sko-bol­sze­wic­kiej50. Naj­więk­szy wpływ na roz­wój sto­sun­ków pol­sko-ukra­iń­skich na tych zie­miach miał jed­nak ogromny anal­fa­be­tyzm. Według danych z lat 20. bli­sko 68% miesz­kań­ców woje­wódz­twa nie umiało czy­tać i pisać. Wpraw­dzie w latach 30. odse­tek ten spadł do 47%, ale i tak w porów­na­niu z zie­miami środ­ko­wej Pol­ski był on ponad­dwu­krot­nie wyż­szy. Wśród anal­fa­be­tów zde­cy­do­waną więk­szość sta­no­wiły osoby naro­do­wo­ści ukra­iń­skiej51.

Wła­dze pol­skie przez cały okres mię­dzy­wo­jenny podej­mo­wały próby likwi­da­cji zaco­fa­nia cywi­li­za­cyj­nego. Nie­stety, wysiłki te na ogół nie spo­ty­kały się z dobrym przy­ję­ciem ze strony miej­sco­wej lud­no­ści. Praw­do­po­dob­nie rację ma Wło­dzi­mierz Mędrzecki, który pisze: „[…] zabiegi na rzecz moder­ni­za­cji kraju i pod­no­sze­nia poziomu cywi­li­za­cyj­nego […] z punktu widze­nia chłopa ozna­czały nie­mal wyłącz­nie nowe wydatki i obo­wiązki. Budowa utwar­dzo­nej drogi była mu obo­jętna, bo do War­szawy i tak się nie wybie­rał, budowa nowego sta­ro­stwa ozna­czała dlań tylko to, że urzęd­nicy mają nowy pałac, dale­ko­sięż­nych korzy­ści z roz­woju sieci tele­fo­nicz­nej i elek­try­fi­ka­cji nie widział. Czę­sto nie rozu­miał też potrzeby coraz to nowych roz­po­rzą­dzeń wła­dzy doty­czą­cych wsi – obo­wiąz­ko­wych szcze­pień zwie­rząt, prze­pi­sów sani­tar­nych etc. Nato­miast musiał za to wszystko pła­cić. Dzia­ła­nia pań­stwa obej­mo­wały także pol­skich chło­pów, jed­nak w przy­padku ukra­iń­skich i bia­ło­ru­skich były one odbie­rane jako forma świa­do­mej repre­sji w sto­sunku do pra­wo­sław­nego mużyka czy Rusina-unity”52.