Kolekcja nietypowych zdarzeńTekst

Autor:Tom Hanks
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Kolekcja nietypowych zdarzeń
Kolekcja nietypowych zdarzeń
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 65,80  52,64 
Kolekcja nietypowych zdarzeń
Kolekcja nietypowych zdarzeń
Audiobook
Czyta Jacek Rozenek
32,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dwa dni później w Chicago teaser wyświetlono w kampusie Uniwersytetu Northwestern, macierzystej uczelni samej Willi Sax. Niegdysiejszy akademik aktorki został przemianowany na jej cześć. Irene nadzorowała Rory’ego podczas dwóch dni, kiedy udzielał wywiadów, chodził w paradzie, grał w piłkę ręczną na cele charytatywne, puścił krążek w meczu hokejowym Blackhawks i uczestniczył w pokazie filmu na rzecz walki z analfabetyzmem w Afryce zorganizowanym w tym samym kinie, w którym zastrzelono gangstera Johna Dillingera.

Cztery dni trasy spędzili w Nowym Jorku, zaczynając od konferencji prasowej w sali balowej Waldorf Astorii, na którą przybyło stu pięćdziesięciu dwóch przedstawicieli mediów płci obojga. Pierwsze pytanie zadano Rory’emu dopiero po tym, jak Willa nawijała przez pół godziny, głównie o wyzwaniach kręcenia nową cyfrową kamerą FLIT-cam i za pomocą nowego systemu SPFX o nazwie DIGI-MAX. Była, bądź co bądź, współproducentką filmu, zakupiwszy prawa do powieści graficznej o Cassandrze Rampart w dwa tysiące siódmym roku za zaledwie dziesięć tysięcy dolarów.

Zabiła śmiechem pytania o geniusz inwestycyjny swojego męża i jego rzekomą sprawność w alkowie.

– Ludzie! – zaprotestowała Willa. – Bobby to bankier!

Bobby był jej mężem i właścicielem majątku o wartości miliarda dwustu milionów dolarów. Willa wyznała prasie, że Bobby jest w istocie szarakiem, którego trzeba czasem pogonić, żeby wyrzucił śmieci.

Po czym zapytano Rory’ego:

– Jakie to uczucie dla osoby pańskiego pokroju całować najpiękniejszą kobietę świata?

– To pocałunek ponadczasowy – oznajmił, a Irene uśmiechnęła się w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku.

W zatłoczonej sali zapadła cisza, przerywana jedynie trzaskaniem migawek. Kiedy konferencja dobiegła końca, osaczoną kolejnymi pytaniami Willę szybko wyprowadzono. Irene odeskortowała Rory’ego do mniejszej sali balowej zastawionej wieloma okrągłymi stołami, przy których tłoczyli się dziennikarze z mikrofonami. Poświęcając dwadzieścia minut na stół, Rory zaliczył je wszystkie po kolei, bez przerwy odpowiadając na różne wersje tych samych trzech pytań.

Jak się panu pracowało z Willą Sax?

Jak się panu całowało z Willą Sax?

Czy w scenie huraganu to naprawdę pański tyłek?

Irene zabrała go do centrum prasowego na siódmym piętrze, gdzie musiał przesiedzieć łącznie pięćdziesiąt siedem maksymalnie sześciominutowych wywiadów telewizyjnych, wszystkich przeprowadzanych w tym samym pokoju, z Rorym posadzonym na tym samym fotelu na tle plakatu ich filmu. Poster prezentował zapatrzoną w dal Willę z zaciekłym skupieniem na pięknej twarzy, z torsem w obcisłym swetrze, którego rozdarcie odsłaniało ramię i górną krągłość jej lewej piersi. Za nią była mozaika ujęć z filmu: wybuch, jakieś ciemne postaci biegnące w tunelu, potężna grzywiasta fala i Rory w słuchawkach z mikrofonem, wpatrzony z piekielnie poważną miną w ekran komputera. Wielkie litery głosiły: WILLA SAX WRACA JAKO CASSANDRA RAMPART. Nazwisko Rory’ego było w zatłoczonej stopce na dole plakatu, złożone czcionką tego samego rozmiaru co nazwisko montażysty. Irene pacyfikowała go zieloną herbatą, batonikami białkowymi i miseczkami czarnych borówek.

Film promowano przez cały tydzień w CBS This Morning. Każdego ranka o 7:40 i 8:10 Rory zapowiadał pogodę przed wirtualną mapą. Willa Sax gościnnie współprowadziła z Kelly Ripą Live with Kelly. Kobiety ćwiczyły razem na żywo pilates.

Premierę filmu zorganizowano na jednej z przystani na rzece Hudson – zbudowano specjalne trybuny dla pięciu tysięcy widzów, ale zapowiadana burza pokrzyżowała szyki. Wobec tego zarezerwowano kina w całym mieście, gdzie miały się jednocześnie odbyć cyfrowe projekcje filmu. Rory’ego i Irene dowożono na każdą z nich SUV-em – łącznie dwadzieścia dziewięć występów. Willa Sax wzięła udział tylko w specjalnym pokazie w Muzeum Historii Naturalnej, gdzie prowadzono zbiórkę na Program dla Młodych Naukowców.

Pod koniec dziewiątego dnia krajowego tournée Rory był półżywy, wypalony, skołowany; widywał tylko auta i pokoje, i kamery. Co gorsza, pytania w ponad czterystu wywiadach były zawsze te same.

Jak się panu pracowało z Willą Sax?

Jak się panu całowało z Willą Sax?

Czy w scenie huraganu to naprawdę pański tyłek?

Rory był obecnie zdania, że praca z Willą Sax jest jak jedzenie kanapki z masłem orzechowym podczas jazdy na motocyklu, całowanie Willi Sax jest jak Boże Narodzenie w lipcu, a tyłek w huraganie należy do gadającego konia o imieniu Gacie.

– Witamy w pierwszej lidze, smarku – podsumowała Irene. – Jutro Rzym.

Willa Sax poleciała do Włoch czarterem, ze swoją ekipą, kliką i asystentami. Samolot wytwórni zabrał pozostałą piątkę producentów, wszystkich tuzów i szefów marketingu. Ponieważ dla Rory’ego i Irene zabrakło miejsc, polecieli pierwszą klasą Trax Jet Airways z przesiadką we Frankfurcie.

W Rzymie na promocję przeznaczono trzy dni, każdy tak wypełniony jak w Stanach. Ostaniego wieczoru pokazano teaser w Circo Massimo – gdzie w starożytności odbywały się wyścigi rydwanów. Zdaniem Rory’ego było to po prostu duże pole. Sceny z filmu wyświetlono na olbrzymim prowizorycznym ekranie, ale dopiero po wręczeniu miejscowej drużynie piłkarskiej trofeum zdobytego w jakichś mistrzostwach. Widzów miało być dwadzieścia jeden tysięcy. Kiedy Rory wyszedł na scenę, żeby pomachać do rzymian, nic się nie stało. Kiedy w tym samym celu pojawiła się Willa, fala kibiców w koszulkach piłkarskich naparła na barierki, żeby zbliżyć się do gwiazdy, i rozpętała się bijatyka. Włoscy karabinierzy wdali się w bójkę z kibolami, a Willę szybko wsadzono do pancernego auta i odwieziono na lotnisko. Następnego ranka Rory i Irene polecieli zwykłym lotem – Air Flugplatz – do Berlina, gdzie zaplanowano kolejne trzy dni dla mediów.

W Berlinie zegar biologiczny Rory’ego był już tak rozregulowany, że o trzeciej w nocy rozpierała go energia, więc poszedł pobiegać. Przed hotelem został zignorowany przez dziesiątki zagorzałych niemieckich fanów Cassandry Rampart, którzy czuwali całą noc i mieli dalej czuwać cały ranek w nadziei na wypatrzenie gwiazdy. Pobiegał mrocznymi ścieżkami Tiergarten, przystając, żeby zrobić pompki na stopniach pomnika Armii Czerwonej, w komplecie z czołgami, która w czterdziestym piątym zrównała Berlin z ziemią. W południe następnego dnia był tak zmęczony, że czuł się jak lunatyk. Mówił też jak lunatyk i poinformował całą redakcję „Bilda”, ogólnokrajowego tabloidu, że jako wielbiciel serii i najnowszy partner Willi Sex (naprawdę powiedział „Sex” zamiast „Sax”) odniósł wrażenie, jakoby „Sandra Caspart był najbardziej zakompleksowanym i wyrafinionym z wszech filmów, gdyż Willa Sex jest harcerką naszych czasów i kobietą czasowo po nadczynności”. Potem przyszła kolej na pytania.

Jak się panu pracowało z Willą Sax?

Jak się panu całowało z Willą Sax?

Czy w scenie huraganu to naprawdę pański tyłek?

– Postaraj się nie nazywać jej Willą Sex – poleciła mu Irene w drodze do hotelu.

– Kiedy tak powiedziałem?

– Przed chwilą. W największym niemieckim dzienniku.

– Przepraszam – przyznał. – Nie jestem już pewien, co mówię.

Niemiecki pokaz teasera odbył się później tego wieczoru, a film wyświetlono sześciu tysiącom fanów na Bramie Brandenburskiej. Kiedy Willa Sax pojawiła się na balkonie hotelu, żeby do nich pomachać, była rozczarowana, że nikt się nie pobił.

– Dziś chyba już nie jestem Willą Sex – poskarżyła się potem na uroczystej kolacji, zorganizowanej w muzeum, gdzie jest wystawione popiersie Nefertiti.

W drodze z Irene do Londynu (Compu-Airem na Gatwick) Rory czuł, że międzynarodowa trasa medialna robi mu papkę z mózgu.

DZIEŃ 2

7:30 – Charakteryzacja w pokoju.

8:00 – Transport samochodem na Gare de l’Est.

8:10–9:00 – Wywiady na czerwonym dywanie przed wejściem na pokład EKSPRESU CASSANDRA.

9:05–13:00 – Podróż pociągiem do Aix-en-Provence. W drodze piętnastominutowe wywiady w specjalnym wagonie prasowym. (Lista tytułów na życzenie).

13:00–14:00 – Wywiady na czerwonym dywanie po przybyciu do amfiteatru.

14:30–16:00 – Amfiteatr. Odtworzenie dla prasy sceny huraganu. (Uwaga: transmisja na żywo na kanale RAI Due).

16:30 – Powrót na pokład EKSPRESU CASSANDRA. Występ na żywo w programie Midi & Madi nadawany z wagonu panoramicznego.

17:15–21:45 – Powrót do Paryża EKSPRESEM CASSANDRA. Po drodze piętnastominutowe wywiady dla mediów niefrancuskojęzycznych w specjalnym wagonie prasowym. (Lista tytułów na życzenie).

22:00 – Transport samochodem na przyjęcie/kolację w hotelu Meurice pod patronatem francuskiego oddziału Facebooka.

Po kolacji może Pan zostać albo wrócić do hotelu.

WSTĘPNĄ ROZPISKĘ NA AZJĘ Irene otrzyma przed przybyciem do Singapuru/Tokio.

Robotę dostał przypadkiem, niby szczęśliwy traf na loterii. Rory postawił krzyżyk na Los Angeles po pół roku modelingu/ /grywania/kelnerowania, po którym na jego karcie związkowej SAG-AFTRA przybyły zaledwie dwa tytuły. Dostał rólkę w reklamie jogurtu, gdzie miał grać na plaży w futbol dotykowy. Przez trzy pochmurne dni w San Diego biegał bez koszulki – bez której doskonale się prezentował – ze zróżnicowaną rasowo grupką „kumpli”, po czym wszyscy zajadali się jogurtem. Dawano im lekcje, jak zanurzać łyżeczkę w pojemnikach i wkładać jogurt do ust. To była wyższa szkoła jazdy.

Dziewięć tygodni później dostał rolę w odcinku remake’u Kojaka na CBS. Rory grał ogolonego na łyso i wytatuowanego dilera metamfetaminy, który udawał weterana wojny w Zatoce Perskiej, więc nie było mowy, żeby przeżył. Dokonał żywota z klasą – z nagim torsem (jakżeby inaczej), porwany i zrzucony z dachu biurowca przez swój nieuczciwie zdobyty elektryczny wózek inwalidzki, podczas gdy nowy Kojak w ostatniej chwili uskoczył.

 

Ponieważ oprócz spłaty rat za samochód i wizyt na siłowni nie działo się nic ciekawego, Rory znudził się południową Kalifornią i za pieniądze zarobione na jogurcie/Kojaku wybrał się do Utah na sezon narciarski. Kiedy nowy Kojak w końcu wszedł na antenę, jeden z wielu współproducentów Cassandry akurat go oglądał i wysłał do Willi Sax wiadomość: „Chyba właśnie widziałem następnego czarusia CR”. Parę dni później Rory odebrał telefon z agencji, żeby wracał do miasta, bo szykuje się, kroi się, dzieje się coś mega.

Rory pierwszy raz spotkał się z Willą Sax – nieziemsko piękną, tak piękną, że aż nieprawdziwą – przy zielonej herbacie w jej biurze w budynku Capitol Records na Vine Street w Hollywood. Posiadłość, w której mieszkała ze swoim mężem inwestorem, leżała gdzieś na pobliskich wzgórzach. Gwiazda okazała się przemiła, pogawędziła z Rorym o sztuce i hodowli koni. Rory nie znał się ani na jednym, ani na drugim. Willa zmieniła temat na Fidżi. Była na wyspach, zbierając materiały do filmu. Opowiedziała Rory’emu o pięknie nocnego nieba i przejrzystości wody, i radosnych minach mieszkańców, zwłaszcza podczas tradycyjnego powitania gości kavą. Nauczyła się tam surfować. Będą kręcić na Fidżi przynajmniej dwa tygodnie.

Spotkanie trwało trochę ponad godzinę, ale zanim Rory zdążył wrócić do auta i utknąć w popołudniowym hollywoodzkim korku, na jego telefonie zagotowało się od wiadomości: WSaX Zachwycona!$$$$. Dwa tygodnie później został oficjalnie obsadzony w roli Caleba, z niewiarygodną gażą prawie pół miliona dolarów rozłożoną na trzy filmy, które mogą, choć nie muszą, należeć do uniwersum Cassandry Rampart. Następnym razem zobaczył się z Willą w studiu na zdjęciach próbnych. Asystent kierownika produkcji zabrał Rory’ego do jej przyczepy. Kiedy Rory, w obcisłej piance do surfingu Caleba Jacksona, wszedł po schodkach, Willa zmierzyła wzrokiem swojego nieznanego, acz zabójczo przystojnego partnera, mówiąc:

– No, no, ale z ciebie ciacho!

Początek zdjęć opóźniono o kilka miesięcy przez prace scenariuszowe, potem przesunięto na po Nowym Roku, żeby Willa mogła spędzić święta z mężem w szkockim zamku. Pierwszy raz Rory wcielił się w Caleba Jacksona pod koniec marca w hali zdjęciowej w Budapeszcie. Willa kręciła już wtedy od trzech tygodni i miała swoją własną przyczepę do charakteryzacji, więc ich dwójka spotkała się dopiero na planie. W scenie mieli baraszkować pod prysznicem, ale woda nie była wystarczająco gorąca, żeby zamienić się w parę, więc węgierska ekipa od praktycznych efektów specjalnych zamontowała w kabinie wytwornicę dymu. Kiedy Willa przyszła na plan w szlafroku, jej krzesełko otoczyło trzech ochroniarzy. Zapytała Rory’ego, czy w hotelu dobrze mu się mieszka, a potem poinformowała, że od kiedy wyszła za mąż, nigdy nie całuje się na planie z języczkiem.

Przez siedem miesięcy Rory miał tylko parę dni zdjęciowych w tygodniu – w Budapeszcie, na Majorce, z powrotem w Budapeszcie, na marokańskiej pustyni, potem w Rio de Janeiro w scenie, w której Willa i Rory biegną przez zatłoczone ulice podczas karnawału, scenie, którą przygotowywano cztery dni i nakręcono w szesnaście minut. Rory kręcił sam przez tydzień w Shreveport w Luizjanie, podczas gdy Willa odpoczywała z mężem na Seszelach. Spotkali się ponownie na dzień dodatkowych zdjęć karnawałowego biegu, tym razem w Nowym Orleanie. Ponieważ część budżetu pochodziła z Niemiec, żeby spełnić wymogi prawa podatkowego, musieli nakręcić jedną scenę w Düsseldorfie. Wybiegli z budynku i wskoczyli do taksówki – na tym düsseldorfski epizod się zakończył. Po dziesięciu dniach dodatkowych zdjęć w Budapeszcie zostały im już tylko sceny surfowania. W końcu nie pojechali na Fidżi. Zamiast tego Rory i Willa udawali, że surfują na zielonym tle w zewnętrznym zbiorniku na Malcie, podczas gdy techniczni polewali ich bardzo zimną wodą z basenu.

DZIEŃ 3

7:30 – Charakteryzacja w pokoju.

8:00–9:00 – Hotelowa restauracja. Śniadanie ze zwycięzcami konkursu. (Uwaga: Eleanor Flintstone dołączy na kawę o 8:50).

9:05–12:55 – Główne wywiady dla telewizji (12-minutowe).

13:00–13:20 – Lunch w pokoju. Menu do wglądu.

13:20 – Poprawki charakteryzacji.

13:25–16:25 – Wywiad telewizyjny w Le Showcase (z René Ladoux, francuską ikoną krytyki filmowej).

17:00–17:30 – Wywiad telewizyjny z Petit Shoopi (Petit Shoopi to pacynka, która poprosi Pana o śpiew w duecie. Piosenka do ustalenia).

17:35–18:25 – Dołączy pan do Eleanor Flintstone w sali balowej na wywiad telewizyjny z Claire Brule dla FTV1 (najpopularniejszego we Francji programu dla kobiet).

18:30–19:00 – Sesja zdjęciowa z Eleanor Flintstone dla „Le Figaro”.

19:05–19:55 – Sesja zdjęciowa dla Organizacji Zwierząt Osieroconych. (Uwaga: będą koty, psy, ptaki i gady).

20:00 – Przejazd w kolumnie samochodów.

20:30 – Przyjazd do Tuileries.

20:30–21:00 – Obsługa prasy na czerwonym dywanie, wywiady, zdjęcia.

21:05–22:00 – Koncert znanego francuskiego piosenkarza (do ustalenia).

22:05–22:30 – Parę słów na żywo do publiczności. (Uwaga: przedstawi Pan Eleanor Flintstone. Irene dostarczy propozycję tekstu).

22:35–22:45 – Sztuczne ognie.

22:50–23:00 – Francuscy spadochroniarze odtworzą skok Cassandry i Caleba do kaldery wulkanu.

23:05 – Przelot odrzutowców.

23:10–23:30 – Odsłonięcie holograficznego billboardu CR3:Wio. (Uwaga: publiczność po przybyciu otrzyma okulary 3D).

23:35–00:15 – Występ znanej francuskiej gwiazdy pop (do ustalenia). Eleanor Flintstone jedzie na lotnisko. Demontaż sceny.

00:20 (ok.) – Początek pokazu.

Może Pan zostać na pokaz albo wrócić do hotelu.

UWAGA: JUTRO PODRÓŻ DO SINGAPURU.

Francuskie telefony nie dzwonią. Robią meee-meee, meee-meee, meee-meee. O 6:22 rano przypomina to odgłos zwierzęcia gospodarskiego w pokoju hotelowym. Rory musiał wyciszyć ten dźwięk.

– Tak? – Słuchawka przy uchu przypominała mu zabawkę.

– Zmiana planów, smarku. – To Irene. – Będziesz mógł się dzisiaj powylegiwać.

– Słucham? – Rory ciągle był trochę zamroczony, skończywszy zaledwie cztery godziny temu delektować się ofertą baru w hotelu Meurice.

– Dzisiejsza rozpiska jest nieaktualna – powiedziała Irene. – Idź spać.

– Nie ma sprawy. – Rory odłożył słuchawkę, odwrócił się i padł na łóżko jak cienki bokser po nokaucie.

Obudził się trzy godziny później i poczłapał do salonu apartamentu – swego czasu dobrze się tu urzędowało nazistowskim oficerom, a obecnie jedynak pani Thorpe też nie mógł narzekać. Rozpiska na trzeci dzień w Paryżu leżała na biurku obok hotelowego menu i zestawu dla mediów na temat CASSANDRY RAMPART 3: WIZJI I OPAŁÓW. Od 9:46 Rory miał udzielać dwunastominutowych wywiadów telewizyjnych, ale nikt po niego nie przyszedł, Irene też się nie zjawiła. Jutro miał lecieć pierwszą klasą IndoAirWays do Singapuru, więc zamówił do pokoju kilka café au lait i koszyk z pieczywem.

Do tej pory spędzał w hotelowych pokojach niewiele czasu, padał w nich tylko jak zabity i oddawał się w ręce zawsze dwóch charakteryzatorek: jednej od makijażu i jednej od włosów, obu zaganianych do pokoju przez Irene, kiedy Rory brał prysznic. Teraz sam, w bieliźnie i popijając kawę z gorącym mlekiem, rozejrzał się po apartamencie.

Przy okazji niedawnego remontu w hotelu odświeżono wystrój na modłę hipstersko-milenialną, co z pewnością dobiłoby niegdysiejszych nazistów. Telewizor tworzył czarną ścianę. Pilot – długi, cienki, ciężki – był chińszczyzną dla Amerykanina. Wszystkie światła sterowało się dotykiem, jeżeli wiedziało się, gdzie dotknąć. Na niskim kwadratowym stoliku czekały cztery butelki napoju pomarańczowego orangina, wystawione ironicznie obok czterech porcelanowych pomarańczy. Wieża składała się ze staroświeckiego gramofonu z kolekcją winyli francuskiego Elvisa, Johnny’ego Hallydaya, jedna z płyt pochodziła nawet z lat pięćdziesiątych. Na półkach nie było książek, stały tam za to trzy stare maszyny do pisania – jedna klawiatura była rosyjska, jedna francuska, a jedna angielska.

Meee-meee. Meee-meee. Meee-meee.

– Nie śpię!

– Siedzisz, smarku?

– Chwila. – Rory nalał sobie resztkę ciepłego mleka do ostatniej kawy, po czym, balansując z filiżanką na talerzyku, rozparł się w rozkładanym skórzanym fotelu. – W tej chwili nawet się rozsiadam.

– Reszta promocji odwołana.

Irene była staroświecka. „Tournée medialne” było korporacyjną nowomową na sprzedaż produktu. Gwiazdy zajmowały się wyłącznie promocją swoich filmów.

Rory opluł skórzany fotel i swoje nogi kawą z mlekiem.

– Że co? Jak to?

– Zajrzyj do internetu, to się dowiesz.

– Nie dostałem hasła do wi-fi.

– Willa rozwodzi się ze swoim giełdowym wygą.

– Dlaczego?

– Bo ten szykuje się za kratki.

– Za bardzo chachmęcił i federalni się wkurzyli?

– Nie federalni. Dziwki. W jego aucie na Santa Monica Boulevard. Oprócz tego był w posiadaniu czegoś ciut mocniejszego od medycznej marihuany.

– Wow. Biedna Willa.

– O Willę się nie martw. Martw się o wytwórnię. Cassandra Rampart 3: Obciąganie pały odstawi piękną klapę.

– Powinienem zadzwonić do Willi i wyrazić współczucie?

– Możesz spróbować, ale ona i jej ekipa są teraz gdzieś nad Grenlandią. Na kilka tygodni zaszyje się na swoim ranczu w Kansas.

– Ma ranczo w Kansas?

– Dorastała w Salinie.

– A co z zaplanowaną na dziś fetą? Sztucznymi ogniami i odrzutowcami, i osieroconymi zwierzakami?

– Odwołane.

– Kiedy lecimy do Singapuru i Seulu, i Tokio, i Pekinu?

– Nigdy – ucięła Irene bez cienia żalu w głosie. – Mediom zależy tylko na jednym: na Willi Sax. Bez urazy, ale jesteś jedynie gościem w jej filmie. Pan R. Niktowicz. Pamiętasz ten plakat w moim gabinecie z hasłem: „A co, jeżeli na zwołaną konferencję prasową nikt nie przyjdzie?”. Chwileczkę. Nigdy nie byłeś u mnie w gabinecie.

– I co teraz?

– Za godzinę wylatuję samolotem wytwórni. Mam średnią ochotę na dwunastogodzinny szambobój. Film wchodzi na ekrany w Stanach za cztery dni, a każda recenzja już w pierwszym akapicie napomknie o prostytutkach, oksykodonie i facecie, który płacił za seks, mając za żonę Willę Sax. Chyba mamy zarys fabuły Cassandry Rampart 4: Grzesznych i wściekłych.

– Jak wrócę do domu?

– Zajmie się tym Annette z miejscowego oddziału.

– Kim jest Annette? – Rory podczas trasy poznał tylu ludzi, że imiona i twarze mogły równie dobrze należeć do Marsjan.

Irene nazwała go jeszcze parę razy smarkiem, powiedziała mu, że tak w ogóle jest z niego równy gość, prawdziwy men, i że jej zdaniem ma przed sobą fantastyczną karierę, pod warunkiem że CR3:Wio się zwróci. Zresztą film się jej nawet podobał. Był całkiem milutki.

Nie mówię po rosyjsku. Francuski ma za dużo liter i ptaszków, żebym się w tym rozeznał. Dobrze, że ta trzecia maszyna ma angielskie klawisze.

Moim zdaniem Willa Sax – znana też jako Eleanor Flintstone – to równa babka, która na to wszystko nie zasługuje. Zasługuje za to na faceta, który nie ugania się za dziwkami i nie szprycuje heroiną dla ubogich. (Takiego jak ja! Ani razu w żadnym z tysiąca wywiadów nie przyznałem się do głębokiej i nieustającej miłości do tej damy. Irene kazała mi uważać na szczerość w mediach. „Mów nie więcej prawdy, niż trzeba, ale nigdy nie kłam”).

Mam kieszenie wypchane forsą. Diety. W każdym mieście Irene wręczała mi kopertę z gotówką! Nie żebym wcześniej miał okazję coś z tego wydać. Nie w Rzymie. Ani w Berlinie. W Londynie nie miałem czasu. Może powinienem zobaczyć, jakie przyjemności będę mógł nabyć za parę euro w Paryżu...

NA RAZIE!

Wyszedłem sam z hotelu pierwszy raz od Berlina.

Hej, Paryż jest niczego sobie! Spodziewałem się jak zwykle hord przed hotelem, fanów marzących, żeby przyuważyć Willę. Setki zazwyczaj facetów (no chyba), fotografów, łowców autografów i tak dalej. Nazywała ich swoimi pudlami. Teraz zniknęli, prawdopodobnie dowiedziawszy się, że Willa Sax opuściła Miasto Świateł.

 

Zdaniem Annette LeBoogieDoogie fakt odwołania reszty promobalangi wcale nie znaczy, że muszę natychmiast lecieć do domu. Mogę pokręcić się po Paryżu, po całej Europie, jeżeli będę miał ochotę, tylko już na własny rachunek.

Faktycznie trochę się poprzechadzałem. Przeszedłem sławnym mostem na drugą stronę rzeki, potem pospacerowałem obok Notre Dame. Wystrzegałem się skuterów i rowerów oraz turystów. Zobaczyłem szklaną piramidę pod Luwrem, ale nie wszedłem do muzeum. Nikt mnie nie rozpoznał. Nie żeby mieli. Nie żeby powinni. Dzień jak co dzień. Oto ja, pan R. Niktowicz.

Wszedłem do ogrodów, gdzie miał się odbyć nasz wielki event z kapelami rockowymi, przelotem odrzutowców, ze sztucznymi ogniami i z tysiącami gapiów w okularach 3D. Tymczasem techniczni demontowali scenę i ekran. Barierki ciągle stały, ale niepotrzebnie. Nie było kogo zatrzymywać.

Za ogrodami było wielkie rondo, Place de la Concorde – miliony aut i vesp objeżdżały na wielu pasach w obie strony pomnik szpikulca na środku. Od tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego dziewiątego roku stoi tam olbrzymi diabelski młyn. Większy niż w Budapeszcie – kiedy to było? Kiedy kręciłem tam film? W gimnazjum? Ten paryski nie może się równać wielkością z tym w Londynie, obracającym się tylko raz, bardzo powoli. Kiedy odbyła się przed nim ta wielka konferencja prasowa, przed którą śpiewał dziecięcy chór i paradowała szkocka lekka kawaleria, i pojawił się któryś z mniej ważnych członków rodziny królewskiej? Kiedy to było? A, no przecież. W zeszły wtorek.

Kupiłem bilet, ale nie musiałem długo czekać na wejście na diabelski młyn. Prawie nie było kolejki, więc miałem cały wagonik dla siebie.

Zrobiłem kilka okrążeń. Z samej góry zobaczyłem ciągnące się po horyzont miasto, rzekę wijącą się na północ i południe z wieloma długimi eleganckimi łodziami sunącymi pod tymi wszystkimi słynnymi mostami. Zobaczyłem tak zwany Lewy Brzeg. I wieżę Eiffla. I kościoły na wzgórzach. I wszystkie muzea wzdłuż szerokich alej. I całą resztę Paryża.

Miałem przed sobą całe Miasto Świateł i zobaczyłem je za friko.

[*] Stanisław Barańczak, Pegaz zdębiał, Prószyński i S-ka, Warszawa 2008, s. 13–14.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?