Nieobliczalni

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Nieobliczalni
Nieobliczalni
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 74,98  59,98 
Nieobliczalni
Nieobliczalni
Audiobook
39,99  28,79 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jorn Lier Horst

Thomas Enger

NIEOBLICZALNI

Przekład:

Milena Skoczko

Sopot 2021

Tytuł oryginału: Slagside

Copyright © 2020 by Jørn Lier Horst & Thomas Enger

Published by agreement with Salomonsson Agency

All rights reserved

Copyright © 2020 for the Polish edition by Smak Słowa

Copyright © for the Polish translation by Milena Skoczko

This translation has been published with the financial support of NORLA, Norwegian Literature Abroad.


Wszystkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być publikowana ani powielana w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawcy.

Edytor: Anna Świtajska

Redakcja i korekta: Anna Mackiewicz

Skład: Piotr Geisler

Projekt okładki: Henrik Koitzsch

Druk: Drukarnia Abedik

Konwersja do EPUB/MOBI:

http://www.gigaproject.pl/epuby

ISBN: 978-83-66420-37-3

Smak Słowa

ul. Bohaterów Monte Cassino 6A

81-805 Sopot

tel. 507-030-045

www.smakslowa.pl

1

W pokoju przesłuchań nie było okien, tylko szare ściany, trzy krzesła i stół na środku. W pomieszczeniu było ciepło i parno.

Alexander Blix spędził setki godzin w różnych pokojach przesłuchań, ale nie tutaj, w Kripos1. I na pewno nigdy po tej stronie stołu.

Dotknął czoła. Bandaż. Szwy okropnie ciągnęły.

Myśl o Iselin sprawiła, że poczuł ostry ból promieniujący z przepony do klatki piersiowej. Jego śliczna córeczka. Jej przerażone spojrzenie, zastygłe w bezruchu ciało. Wszystko wydarzyło się tak szybko. Nie zdążył zebrać myśli.

Otworzyły się drzwi.

– Przepraszam, że musiałeś czekać – powiedział mężczyzna, który wszedł do pokoju. – Dużo się teraz dzieje.

Bjarne Brogeland miał prawie sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, był wysportowany, chociaż dobijał do pięćdziesiątki, przykładał dużą wagę do sposobu ubierania się i zachowania. Krótko ostrzyżony brunet. Świeżo ogolony, a przynajmniej tak to wyglądało z miejsca, w którym siedział Blix. Po pokoju rozszedł się zapach męskich perfum, od którego Blixowi zrobiło się niedobrze.

Śledczy ostrożnym krokiem przeszedł kilka metrów w głąb pomieszczenia. Drzwi za jego plecami zamknęły się automatycznie. W jednej ręce trzymał szklankę z wodą, w drugiej – plik dokumentów i długopis. Usiadł. Odłożył papiery i przyjrzał się Blixowi uważnie, jakby chciał odnotować w myślach, jakie policjant ma obrażenia, i wyrobić sobie wstępną opinię na ich temat.

Brogeland przez wiele lat był w tym samym wydziale co Blix, chociaż rzadko ze sobą współpracowali z tego prostego powodu, że nie potrafili się dogadać. I dlatego Blix ucieszył się, gdy usłyszał, że Brogeland przenosi się do Kripos i zostanie starszym śledczym.

– Jak się czuje córka? – spytał.

Blix nabrał głęboko powietrza. Obrazy, które pojawiły się przed jego oczami, przyprawiły go o dreszcze. Sznur, upadek, nieruchome ciało w nienaturalnej pozycji na brudnej betonowej podłodze. Krew.

– Nie wiem – odpowiedział i odetchnął. Musiał walczyć, żeby łzy nie napłynęły mu do oczu. – Mają dać znać, jak tylko zakończy się operacja. Ale zabraliście mi komórkę, więc…

– Wiesz, jak jest – odparł Brogeland.

Spuścił wzrok.

– Tak.

– Wydałem polecenie, żeby powiadomili nas, jak tylko przyjdzie jakaś informacja.

– Kim są o n i?

– Ee, inni, którzy tu pracują. Ci, którzy siedzą, patrzą i słuchają.

Skinął głową w kierunku kamery umieszczonej w lewym rogu pokoju. Blix nie spojrzał w tamtą stronę. Zamiast tego spytał:

– Emmę też będziecie przesłuchiwać?

– Ee… nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Sam rozumiesz…

– Względy taktyczne.

Brogeland spojrzał na niego z wymuszonym uśmiechem.

– Jesteś pewny, że nie chcesz, żeby przesłuchanie odbyło się w obecności twojego adwokata?

– Tak.

– I jesteś pewny, że dasz radę przez to przejść? Teraz, kiedy…?

– Chcę mieć to za sobą, żeby móc wrócić do Iselin.

Brogeland zmrużył oczy, jakby miał wątpliwości, czy w najbliższym czasie Blix będzie mógł opuścić budynek.

Blix wytrzymał jego spojrzenie. Starszy śledczy poruszył się na krześle, wypił łyk wody, upewnił się, czy sprzęt do nagrywania działa, i dopiero wtedy podał dane osoby przesłuchiwanej i dokładną godzinę, a potem wyjaśnił, czego dotyczy sprawa.

– Znasz procedury, Blix. Musimy przez to przejść.

– Dla mnie to żaden problem.

– Świetnie. Wiek?

– Czterdzieści osiem lat.

– Stan cywilny?

– Rozwiedziony. Mieszkam sam.

– Adres?

– Tøyengata 13, Oslo.

– Stopień i jednostka?

– Komisarz, Sekcja do spraw Przemocy, Okręg Policyjny Oslo.

– Od jak dawna tam pracujesz?

– Od ośmiu lat.

– A w sumie ile lat przepracowałeś w policji?

– Dwadzieścia jeden lat i prawie siedem miesięcy.

Blix odpowiadał na pytania, nie odrywając wzroku od jednego punktu na podłodze. Było mu gorąco. Spocił się, ale nie wytarł twarzy.

– Timo Polmar – kontynuował Brogeland. – Kto to jest?

– To…

Blix ścisnął palce.

– Nie wiem.

– Nie wiesz?

– Nie.

– Ale… to jego zastrzeliłeś?

Blix wykrzywił twarz w grymasie. Te perfumy…

– Chyba tak. Ale nie mogę stwierdzić tego z całą pewnością.

– Dlaczego nie?

– Bo… nigdy wcześniej go nie widziałem. Dopiero dzisiaj. I nie sprawdziłem jego tożsamości po tym, jak…

Brogeland zmarszczył czoło i zanotował coś w papierach.

– Strzeliłeś do niego… cztery razy?

– Zgadza się.

– Dlaczego cztery?

– Dlatego, że…

Blix nabrał głęboko powietrza.

– Dlatego, że inaczej nie dało się go zatrzymać.

Starszy śledczy przyglądał mu się przez chwilę.

– Zrobiłem to, co uznałem za konieczne – dodał Blix. – W tamtym momencie użycie broni było zasadne. Oddałem cztery u z a sa d n i o n e strzały.

Brogeland nie skomentował jego słów.

– Możesz mi powiedzieć, jak tu wylądowaliśmy? – spytał w końcu. – Możesz mi wyjaśnić, jak to się stało, że dziś wieczorem zastrzeliłeś człowieka?

Blix wyprostował się na krześle i połączył palce tak, że utworzyły trójkąt.

– W każdym razie mogę spróbować.

Przypisy:

1 Kripos (Den nasjonale enhet for bekjempelse av organisert og annen alvorlig kriminalitet) – do 1.01.2005 Centrala Policji Kryminalnej, obecnie Centralna Jednostka ds. Przestępczości Zorganizowanej i Przestępstw o Wysokiej Szkodliwości Społecznej. (Wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).

2

32 godziny wcześniej

– …i choć to może zabrzmieć banalnie, to, co teraz powiem, a b s o l u t n i e najważniejszą rzeczą, jaką możecie dla siebie zrobić jako krewni i bliscy zmarłych, to pozwolić sobie na przeżycie żałoby. Po tym, czego doświadczyliście, macie p r a w o czuć złość i smutek. I macie prawo wycofać się trochę z życia i przez chwilę skupić wyłącznie na samych sobie i na własnych emocjach.

Blix powiódł wzrokiem po audytorium. Organizatorzy twierdzili, że zjawi się około sześćdziesięciu osób, a tymczasem w sali było nie więcej niż czterdziestu słuchaczy. Ale czterdzieści osób oznaczało czterdzieści ludzkich losów. Ci, którzy patrzyli na niego, przeszli kryzys. Stracili członka najbliższej rodziny wskutek wypadku lub przestępstwa.

Jedną z tych osób była Emma Ramm.

Siedziała w pierwszym rzędzie z notesem na kolanach i z zaciekawieniem śledziła jego wywód. Podczas wykładu była skupiona i uważna, chociaż nie musiała wysłuchiwać tych banałów. Jeśli komuś udało się uporać ze stratą bliskiej osoby, to właśnie jej. Mimo to Blix zaproponował jej udział w seminarium, ponieważ pisała książkę na ten temat. Zarówno wykładowcy, jak i słuchacze mogli być dla niej źródłem inspiracji.

W kieszeni zawibrował telefon komórkowy. Już siódmy albo ósmy raz. To musiało być coś ważnego. Przez chwilę zastanawiał się, czy odebrać, ale odrzucił tę myśl.

– Poza tym istnieje pokusa, by tłumić emocje – kontynuował. – Ale emocje to fakty. W tym, co czujecie, nie ma nic złego. Nie powinniście ich skrywać ani im zaprzeczać, ale nie należy również wpadać w drugą skrajność: nie należy ich karmić i podsycać na przykład nienawiścią. Chociaż macie również prawo nienawidzić. To zupełnie naturalne, by czuć nienawiść i pałać żądzą zemsty.

Telefon przestał wibrować. Blix rzucił okiem na hasła, które miał wypisane na kartce, pominął osobistą anegdotę i mówił dalej:

– Ważne, co postanowicie z r o b i ć z tymi emocjami. Jeśli wybierzecie zemstę, to już nie ma mowy o odczuwaniu emocji. Wówczas działacie p o d w p ł y w e m emocji i łamiecie prawo. A wtedy – uśmiechnął się przelotnie – zjawiają się tacy jak my, żeby was powstrzymać.

 

Rozproszony, ostrożny śmiech w sali.

– Najlepiej, jeśli zjawią się, zanim posuniecie się tak daleko – dodał z uśmiechem.

A potem znowu spoważniał.

– Żałoba ma wiele twarzy i każdy inaczej ją przeżywa. Poza tym niektórzy uważają, że jest im trudniej, kiedy media tracą zainteresowanie daną sprawą. Wtedy pojawia się poczucie pustki, może nawet rozgoryczenia, ponieważ czujecie, że ludzie przestają się wami przejmować. Bo ludzie nie rozumieją, że wam przez cały czas jest cholernie ciężko, że ten pieprzony ból nie mija.

Użył kilku przekleństw, bo zwykle to robiło wrażenie na publiczności.

W zasadzie nie lubił dawać wykładów, ale przez ostatnie lata przychodziło coraz więcej próśb o prelekcje. Cieszył się, że zbliżał się do końca wykładu. Że niedługo zaczynał się weekend. Miał tylko nadzieję, że nieodebrane telefony nie oznaczały pracy po godzinach. Zamierzał jak najszybciej wrócić do domu. Otworzyć puszkę piwa albo dwie i nie robić nic innego, tylko czekać, aż nadejdzie wieczór i weekend.

Przeszedł do podsumowań. Na koniec zachęcił wszystkich do szczerej rozmowy.

– To największy banał, jaki dziś usłyszycie, ale z braku magicznego zaklęcia, dzięki któremu wiedzielibyście, w jaki sposób można, należy i warto zmierzyć się z czymś tak trudnym, jak to, przez co właśnie przechodzicie, najrozsądniej odwołać się do prostych rozwiązań. Spotykajcie się z innymi ludźmi i rozmawiajcie z nimi, nie tylko w gronie najbliższych. I nie tylko o swoich własnych przeżyciach. Pomóżcie sobie nawzajem. Razem jesteście silniejsi. Razem łatwiej wam będzie sprostać tej jakże trudnej i bolesnej próbie.

W kieszeni znowu odezwała się komórka. Dwie krótkie, drżące wibracje, które poczuł na udzie. Wiadomość tekstowa.

Nie schodząc z mównicy, sprawdził, która jest godzina. Zgodnie z umową miał jeszcze kilka minut do zagospodarowania, ale w zasadzie powiedział już wszystko, co chciał.

– Dziękuję za uwagę – rzekł i zebrał notatki. Stał przez chwilę, słuchając braw. Uśmiechnął się i kilka razy skinął głową.

Organizatorka seminarium weszła na podium z bukietem kwiatów w kolorze jesieni. Powiedziała kilka zdań o tym, jak bardzo są mu wdzięczni, że znalazł dla nich czas. Uścisnął jej dłoń, uśmiechnął się, jeszcze raz skinął głową, po czym odpiął mikrofon i podał go technikowi.

Odszedł nieco na bok i wyjął komórkę.

Dziewięć nieodebranych połączeń.

Odblokował palcem telefon. Dwa razy dzwoniła Kovic. Hagen też, zaledwie kilka minut temu. Ale tym, co przykuło jego uwagę, były cztery nieodebrane połączenia od Iselin. Wszystkie w bardzo krótkich odstępach czasu, praktycznie jedno po drugim.

Wyszedł z historii połączeń i wszedł w folder z esemesami. Hagen prosił, żeby Blix oddzwonił do niego natychmiast po przeczytaniu wiadomości. Śledczy poczuł rosnący niepokój. Wybrał numer do szefa i przyłożył telefon do ucha.

– Słyszałeś? – spytał Hagen. Odebrał po pierwszym sygnale, jakby czekał na to połączenie z telefonem w dłoni.

– Co słyszałem? – odpowiedział pytaniem na pytanie i uśmiechnął się przelotnie do jednego z uczestników seminarium, po czym przyłożył palec do drugiego ucha, żeby odciąć się od szumu w sali.

– Wysłaliśmy kilka radiowozów do domu Kovic. Podobno ktoś się do niej włamał. Padło wiele strzałów. Gdzie ty właściwie jesteś?

Blix nie odpowiedział.

– Rozmawiałeś z nią? – spytał.

– Nie odbiera.

Blix poczuł ucisk w przeponie. Pomyślał o Iselin, która wynajmowała pokój u Kovic, kiedy przyjeżdżała do Oslo na weekend. Córka próbowała się do niego dodzwonić. Cztery razy.

– Jesteś tam?

– Oddzwonię do ciebie.

Hagen chciał zaprotestować, ale Blix rozłączył się i wybrał numer córki.

Nie odbierała.

Zaklął w duchu i otworzył folder poczty głosowej.

Zaczął odsłuchiwać nagrane wiadomości. Pierwsza była od Hagena. Właściwie powiedział dokładnie to samo, co podczas rozmowy, którą odbyli przed chwilą, ale potem dodał coś jeszcze:

– Jakaś dziewczyna, która się nie przedstawiła, dzwoniła pod 1131. Iselin mieszka u Kovic, prawda? To oczywiście nie musiała być ona, podkreślam: to nie musiała być ona. Ale oddzwoń do mnie! Jak najszybciej!

Blix odsłuchał kolejną wiadomość. Szamotanina, przyspieszony oddech, szybkie kroki na asfalcie.

A potem:

– Tato!

Wiele razy widział i słyszał córkę, gdy była przestraszona, ale nigdy wcześniej nie słyszał w jej głosie takiej paniki. Biegła i jednocześnie próbowała mówić.

– On ją chyba… on ją chyba zastrzelił! – zawołała.

Znowu szamotanina, przerywany oddech. Odgłos przejeżdżającego w pobliżu samochodu. Szelest gałęzi albo krzaków, jakby się przez nie przedzierała.

– On… chyba idzie… za mną. Tato, musisz…

Połączenie zostało przerwane.

– Cholera jasna! – zaklął pod nosem i sprawdził, kiedy dzwoniła. Dwadzieścia jeden minut temu.

Jeszcze raz wybrał jej numer. Jakaś kobieta uczestnicząca w seminarium próbowała nawiązać z nim kontakt wzrokowy. Odwrócił się do niej plecami, czekając na połączenie. Wolną ręką spakował notatki i zamknął teczkę. Dzwonił i dzwonił.

Emma stała w odległości kilku metrów i przyglądała mu się uważnie. Co się dzieje? – spytała, poruszając bezgłośnie wargami. Nie odpowiedział. Wciąż czekał na połączenie.

Aż w końcu głos w słuchawce:

– Tato.

Iselin szeptała, szczękając zębami. Brzmiała tak, jakby z trudem łapała powietrze.

– Iselin? Gdzie jesteś? Co się dzieje?

– Ja… ja się ukrywam.

– Iselin, posłuchaj mnie: gdzie jesteś?

– Ja…

Słyszał, że jest nieobecna myślami. Że nie potrafi racjonalnie ocenić sytuacji.

Powtórzył pytanie.

– St. Hanshaugen – wydusiła w końcu. – Na samej górze.

– Czy ktoś za tobą idzie?

Musiał zadać to pytanie.

– Nie wiem.

Płakała. Była zrozpaczona.

– Kovic… ona…

Nie była w stanie dokończyć zdania.

– Dzwoniłaś pod 1122?

Minęło kilka sekund, zanim potwierdziła.

– Nie zastałam cię.

To zabrzmiało jak wyrzut. I czuł, że miało tak zabrzmieć.

– Powiedziałaś im, gdzie jesteś?

Zaszlochała.

– Ja… nie pamiętam.

– Zadzwoń do nich jeszcze raz. Niech po ciebie przyjadą. Wytłumacz im dokładnie, gdzie jesteś, to wyślą po ciebie patrol.

– A ty nie możesz przyjechać?

– Mogę być za dwadzieścia minut – odparł, chociaż wiedział, że może mu to zająć więcej czasu. – Patrol dotrze szybciej ode mnie.

Nie odpowiedziała.

– Jesteś cała? Nie skrzywdził cię?

– Nie trafił.

– Nie trafił? Co masz na myśli…?

– Tato, on do mnie strzelał!

Mówiła chaotycznie, staccato, jakby szczękała zębami z zimna. Znowu zaczęła płakać.

Przejechał ręką po głowie.

– Okej, zostań tam, gdzie jesteś, ale zadzwoń pod 112 – powiedział. – Natychmiast. A potem znowu zadzwoń do mnie. Przyjadę tak szybko, jak się da.

Przypisy:

1 W Norwegii numer alarmowy pogotowia ratunkowego.

2 W Norwegii numer alarmowy policji.

3

Brogeland uniósł brodę w kierunku Blixa, który lekko odchylił do tyłu ramiona.

– Czyli w tamtym momencie nie wiedziałeś, co wydarzyło się w mieszkaniu Kovic?

– Nie. Wiedziałem tylko, że c o ś się wydarzyło. Próbowałem się do niej dodzwonić, to znaczy do Kovic, tuż po rozmowie z Iselin, ale jej komórka była wyłączona. W każdym razie nie uzyskałem połączenia.

– Dzwoniłeś…

Starszy śledczy przerzucił kartki, które trzymał na kolanach.

– Dzwoniłeś o godzinie… 16:42?

– Jeśli właśnie tak zapisano w twoich papierach – odparł Blix, wskazując wzrokiem dokumenty. – Nie patrzyłem na zegarek.

– Czy Emma Ramm była już wtedy z tobą?

– Nie. Z seminarium wyszedłem sam.

– I nie rozmawiałeś z nią przed wyjściem?

Blix zawahał się przez krótką chwilę, a potem zaprzeczył ruchem głowy.

– Powiedziałem jej tylko, że muszę lecieć.

– Nie wspomniałeś jej o tym, że coś się wydarzyło?

– Nie, ale sądzę, że sama się tego domyśliła.

Brogeland zanotował coś szybko. Blix czekał na kolejne pytania dotyczące jego relacji z Emmą. Zastanawiał się, ile Brogeland już wiedział na ich temat.

– Okej. Opuściłeś seminarium i wróciłeś do Oslo – podsumował starszy śledczy. – Co było potem?

*

Widząc niebieskie światło na dachu samochodu, kierowcy posłusznie zjeżdżali na pobocze. Blix poprawił słuchawki, żeby lepiej słyszeć. Od chwili, gdy wsiadł do auta, miał połączenie z Iselin, ale do tej pory to była komunikacja jednostronna. Próbował namówić córkę, żeby opowiedziała mu dokładnie, co się wydarzyło, ale Iselin wciąż zdawała się nieobecna i na jego pytania odpowiadała monosylabami.

Gdy minął zjazd do Smestad, spytał, czy widzi zbliżający się radiowóz.

– Nadjeżdżają.

– Widzisz ich?

Brak odpowiedzi.

– Idź w ich kierunku – polecił córce.

Jednocześnie starał się ją uspokoić, mówiąc, że mężczyzna, który do niej strzelał, najprawdopodobniej uciekł z miejsca zdarzenia i nie pobiegł za nią na St. Hanshaugen. Ale Blix nie był pewny, czy Iselin słyszała, co do niej mówił.

– Skup się na radiowozie – powiedział, wyprzedzając taksówkę. – Pokaż im się.

Znowu żadnej odpowiedzi.

– Iselin – zwrócił się do niej ostrym tonem. – Pokaż im się. Pomachaj do nich. Daj znać, że to ciebie mają stamtąd zabrać.

Słyszał, że nabiera głęboko powietrza, jakby zbierała się na odwagę.

Głosy w tle. Nie umiał stwierdzić, kto przyjechał, ale przez te wszystkie lata wielu policjantów poznało Iselin, a drugie tyle znało ją z widzenia. Nawet jeśli nie była w stanie pomachać ani wykrztusić z siebie słowa, istniała duża szansa, że ją odnajdą i udzielą pomocy.

Połączenie zostało przerwane.

Blix spojrzał na wyświetlacz, przestraszony myślą, że obawy Iselin były jednak uzasadnione. Już miał do niej zadzwonić, gdy nagle przyszedł esemes z nieznanego numeru.

„Twoja córka jest bezpieczna. Eriksen”.

Nie miał pojęcia, kim był Eriksen, ale to nie miało żadnego znaczenia. Najważniejsze, że Iselin nic już nie groziło. Mógł odetchnąć z ulgą.

Skręcił w Majorstua, wdzięczny za to, że niebieskie światło działało niczym pług, usuwając korek na drodze. Dzięki temu szybko znalazł się na Geitmyrsveien, gdzie od jedenastu miesięcy mieszkała Kovic. Był u niej wiele razy, również na parapetówce. Czuł się okropnie staro wśród jej przyjaciół i przyjaciółek. Większość z nich to byli jego młodsi koledzy po fachu. Wcześnie opuścił imprezę, zresztą jak zawsze. Kovic miała później do niego o to pretensje.

Zobaczył niebieskie światła radiowozów stojących kilkaset metrów dalej i poczuł ostre ukłucie w sercu. Mundurowi, gapie zgromadzeni przed taśmami policyjnymi, przechodnie, którzy kręcili filmiki albo robili zdjęcia i wymieniali między sobą zaniepokojone spojrzenia.

Sprzed domu Kovic właśnie odjeżdżała karetka pogotowia. Blix zajął wolne miejsce i wyskoczył z samochodu, zanim jeszcze zgasł silnik. Nad jego głową szumiały łopaty wirnika policyjnego śmigłowca.

Wyciągnął odznakę i pomachał nią przed nosem funkcjonariuszowi, który pilnował taśmy policyjnej. Schylił się, przeszedł pod nią i szybko ruszył w stronę drzwi. Na klatce schodowej słyszał echo własnych kroków. Przeskakiwał po trzy stopnie. Przed wejściem do mieszkania Kovic stał umundurowany policjant, który na widok Blixa odsunął się, żeby go przepuścić, i podał mu zestaw niebieskich foliowych ochraniaczy na buty.

Śledczy zatrzymał się na progu i nabrał powietrza. Próbował przygotować się na widok, który go czekał. Powtarzał sobie w myślach, że nie pierwszy raz zjawia się na miejscu zbrodni. Zdarzało się przecież, że był u ludzi, których znał choćby z widzenia albo wiedział, kim są. Ale tym razem było inaczej.

Włożył ochraniacze i zrobił jeden krok. Potem drugi. Wzrok miał utkwiony w podłodze. Nie był w stanie spojrzeć wyżej. Jeszcze nie.

Zamknął oczy i przez dłuższą chwilę ich nie otwierał. Oddychał. W końcu je otworzył. Jak kamera pracująca na zwolnionych obrotach powoli podniósł głowę i spojrzał w stronę salonu.

Kilka razy zamrugał powiekami, żeby wyostrzyć obraz. Za mundurowymi, którzy przybyli na miejsce przed nim, zobaczył ciało leżące na plecach na podłodze, z jedną ręką wzdłuż boku, a drugą nad głową. Jakby tuż przed śmiercią podniosła ją, żeby coś powiedzieć.

 

Po lewej stronie czoła Kovic widoczna była dziura, a pod głową kałuża krwi. Oczy były otwarte. Ten widok sprawił, że Blix musiał przełknąć ślinę, raz, potem drugi.

– Chryste Panie! – powiedział cicho do siebie.

Na Sofii Kovic została wykonana egzekucja.