DramatyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

CARIBALDI wybijając takt smyczkiem wiolonczeli

Raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

I stop

WNUCZKA przestaje, wyczerpana

CARIBALDI rozkazuje

Obrać jabłka

Wypastować buty

Przegotować mleko

Wyszczotkować ubrania

I punktualnie na próbę

zrozumiano

Możesz odejść

WNUCZKA wychodzi

CARIBALDI refleksyjnie

Jutro Augsburg

do Żonglera

Znalazł pan kalafonię

ŻONGLER nie znalazł kalafonii i szuka dalej

CARIBALDI

Zbyteczne

piękne dziecko

czuje, że nikt go nie obserwuje, więc podnosi prawą nogawkę jeszcze wyżej i, podczas gdy Żongler szuka kalafonii, przeciąga smyczkiem po drewnianej protezie, powoli, jakby się tym rozkoszował, mówiąc

Casals

Casals

ŻONGLER znalazł kalafonię

CARIBALDI opuszcza prawą nogawkę

ŻONGLER wstaje z kalafonią

CARIBALDI zmieszany

Wszystko jest muzyką

wszystko

Świat to

makroanthropos

ŻONGLER podaje Caribaldiemu kalafonię

CARIBALDI bierze kalafonię i przeciera nią smyczek, przyglądając się Żonglerowi

Z doświadczenia wiadomo

że jak ktoś

przez dłuższy czas pełza

po brudnej podłodze

to się ubrudzi

przykłada smyczek do brzucha Żonglera

To jest strach

nic innego jak strach

trzy razy spokojnie i badawczo pociąga smyczkiem niski dźwięk na wiolonczeli, nagle wybuchając

Jakiś list

choćby nawet z cyrku Sarrasani

wytrąca pana z równowagi

nagle grożąc, ostro

Ale ja to znam

Co roku

dostaje pan pełno

takich listów

te wszystkie listy

oferty

nadoferty

szarpie kilkakrotnie struny wiolonczeli

Rozumiem

Więcej pieniędzy

Więcej szacunku

Pan żongler

znowu żąda więcej pieniędzy

i więcej szacunku

szarpie struny wiolonczeli

Dwóch

rozdziela trzeci

i łączy

ŻONGLER

Ale

CARIBALDI

Spokojnie

Zawsze to samo

Kiedy sobie ludzie wyrobią nazwisko

żądają więcej pieniędzy

i szacunku

coraz więcej pieniędzy

i coraz więcej szacunku

Artyści szantażują swoją sztuką

czy to nie perfidia

Nagle napadają człowieka artyści

ze swoimi żądaniami

szarpie dwa razy krótko struny wiolonczeli

Nawet geniusz

staje się megalomanem do kwadratu

gdy idzie o pieniądze

przykłada smyczek do brzucha Żonglera

Szacunek

wybucha śmiechem, zaraz jednak przestaje się śmiać

Artyści cyrkowi

w ogóle wszyscy artyści

szantażują swoją sztuką

w najbezwzględniejszy sposób

Ale na mnie nie robi to wrażenia

A pański list od dyrektora Sarrasani

jest jednym ze stu sfałszowanych listów

które mi pan w ciągu tych dziesięciu czy jedenastu lat

odkąd pan u mnie jest

bez przerwy podtykał pod nos

Niech mi pan pokaże tę ofertę

Niech mi pan pokaże tę ofertę

parę razy szarpie krótko struny i przytrzymuje smyczek, jakby chciał grać

ŻONGLER cofa się o krok, a potem jeszcze o jeden

CARIBALDI

Tylko dureń

wierzy dzisiaj artyście

tylko dureń

Kurtyna

Scena druga

Pogromca z grubo zabandażowaną lewą ręką przy otwartym fortepianie, je chleb, kiełbasę i białą rzodkiew

BŁAZEN na podłodze z prawej, do Pogromcy

Boli

POGROMCA

Nie ma o czym mówić

BŁAZEN

Dasz radę próbować

POGROMCA

Możliwe

możliwe też że nie

wali zabandażowaną ręką w klawisze

BŁAZEN

Tak się nie da

POGROMCA

Tak się nie da

nie da się tak

jeszcze raz wali zabandażowaną ręką w klawisze

Nie tak

BŁAZEN

Nie tak

spada mu czapka, od razu z powrotem ją wkłada

Co to będzie

jeśli dziś znowu nie dojdzie do próby

POGROMCA

Kwintetu

nie da się grać

jeżeli ja nie mogę grać

BŁAZEN

Jeżeli ty nie możesz grać

to nie

POGROMCA

Nie

W ogóle nie

To jest kwintet

rozumiesz

BŁAZEN

Pójdziesz ze mną do miasta

jutro

POGROMCA

Jutro w Augsburgu

tak

Pójdziemy razem do miasta

BŁAZEN

To musi boleć

Nieźle cię

pogryzł

POGROMCA

Pogryzł

pogryzł

BŁAZEN

To nie moja wina

Ja

POGROMCA

Już dobrze

przestań

BŁAZEN

Skaczę

POGROMCA

Skaczesz

BŁAZEN

A on też skacze

POGROMCA

Maks

przygląda się zabandażowanej ręce

Maks

gryzie

głęboko

BŁAZEN

To nie moja wina

Skaczę

podskakuje

widzisz

tak

pokazuje, jak skoczył na arenie

tak

widzisz

I on też skacze

POGROMCA

Maksa nie wolno drażnić

rozumiesz

Maks nie zna się

na żartach

Musisz się dokładnie trzymać ustaleń

Dopiero kiedy

dam ci znak

kciukiem rozumiesz

skaczesz

A ty skoczyłeś wcześniej

skoczyłeś wcześniej

Kiedy powiem Maks

trzy razy Maks

trzy razy krótko Maks

skaczesz

tak ustaliliśmy

on musi skoczyć na c i e b i e

nie na mnie

Irytujesz go

irytujesz

zwierzę

J a nie mogę przecież

fiknąć kozła

rozumiesz

BŁAZEN fika koziołka i kuca na podłodze

POGROMCA

Maks nie zna się

na żartach

BŁAZEN wstaje i pokazuje Pogromcy, jak ma drażnić lwa, a kiedy lew Maks zeskoczy – jak ma fiknąć koziołka

POGROMCA

Tak

widzisz

tak

Ten numer leci od dwóch lat

rzuca Błaznowi kawałek kiełbasy, który właśnie uciął, Błazen chwyta go i zjada

Ciągle dochodzi do wypadków

krzyczy na Błazna

Koniec wypadków

rozumiesz

koniec wypadków

Następnym razem

wyrwie mi całą rękę

Precyzyjnie

Jak zawsze powtarza mój stryj

Precyzyjnie

Niech precyzja stanie się przyzwyczajeniem

rozumiesz

rzuca Błaznowi duży kawałek kiełbasy, jakby Błazen był drapieżnikiem

Mądrala

Ile mnie kosztował

ten dwuipółkrotny skok

rok

rozumiesz

W tej chwili skok

ma opanowany

od tej chwili wciąż popija piwo z butelek, które mu Błazen stawia na fortepianie

Nie można go

spuszczać z oka

Jutro w Augsburgu

nowe bandaże

rozumiesz

Mówię Maks

spokojnie mówię Maks

i nie spuszczam go z oka

Hipnoza

rozumiesz

Mój stryj

nie uznaje

hipnozy

Zwierzęta są mi posłuszne

i odwrotnie

ja jestem posłuszny zwierzętom

rozumiesz

Hipnoza

nagle

W ostateczności

rzucasz się na ziemię

Uczyłeś się przecież we włoskiej trupie

jak rzucać się na ziemię

BŁAZEN rzuca się na ziemię jak we włoskiej trupie, potem wstaje

POGROMCA

Tak

tak jest dobrze

Idiotyczne

zmowa

z e zwierzętami z jednej strony

p r z e c i w zwierzętom

z drugiej strony

BŁAZEN

Z jednej strony

z drugiej strony

POGROMCA

Najpierw strach

a potem zamiłowanie

do strachu

powiada mój stryj

BŁAZEN

Pan

Caribaldi

POGROMCA

Pan

zrzucił butelkę piwa z fortepianu, rozmyślnie czy też nie

BŁAZEN zrywa się i wyciera szmatką piwo z podłogi

POGROMCA

Muzyka klasyczna

mnie zabije

BŁAZEN

Kwintet Pstrąg

POGROMCA

Cała klasyczna muzyka

BŁAZEN wytarł piwo z podłogi i stawia Pogromcy na fortepianie nową butelkę piwa, po czym znowu kuca na podłodze, tam gdzie przedtem

POGROMCA pije

Jego córka

żebyś ty ją widział

piękność

kompletnie pokiereszowana

Przedtem jej ojciec

kazał jej jeszcze

przećwiczyć

ćwiczenie Jak się kłaniać

czternaście razy

tak samo jak teraz

każe robić to ćwiczenie

wnuczce

czternaście razy

 

Popełniła błąd

rozumiesz

Obojczyk

przebił jej skroń

pokazuje

BŁAZEN naśladuje go

Przebił skroń

POGROMCA

Pogrzeb trzeciej klasy

tak ojciec kocha swoją córeczkę

że potem w byle dołku ją grzebie

już po roku

nikt nie wiedział

gdzie

na próżno jej szukał

na cmentarzu

Od tamtej pory nie jeździ już

do Osnabrück

nie do Osnabrück

BŁAZEN

Nie do Osnabrück

POGROMCA

Jak psa

własną córkę

pogrzebać byle gdzie

rozumiesz

Najwyższe wymagania

i zawsze bezwzględnie

zawsze te same ćwiczenia

i zawsze ta sama bezwzględność

On nie zna zmęczenia

On nie zna końca

Żadnych sprzeciwów

Raz w roku

nowa sukienka

albo para kaloszy

nic więcej

On je nazywa

prostymi stworzeniami

Geniuszem jest ojciec

mój stryj

który każe stworzeniom tańczyć

albo tresować

albo żonglować

ten który spogląda z dołu

jest geniuszem

rozumiesz

odcina kawałek kiełbasy i rzuca Błaznowi, ten go chwyta i zjada

Jeśli dziecko guzdrze się przy porannej toalecie

BŁAZEN sprawia, że czapka zsuwa mu się z głowy, i zaraz z powrotem ją wkłada

POGROMCA

Z miejsca dostaje w twarz

i podwójna dawka ćwiczenia

Jak się kłaniać

za karę

rozumiesz

Te ćwiczenia

raz dwa

raz dwa

raz dwa

rozumiesz

nagle w nocy trzeba wstawać

i robić ćwiczenie

Jak się kłaniać

ucina kawałek białej rzodkwi i rzuca ją Błaznowi

Rzodkiew

masz rzodkiew

BŁAZEN chwyta rzodkiew i ją połyka

POGROMCA

Koszula nocna mokra

ale nie ma litości

Aż pewnego dnia

takie stworzenie

daje za wygraną

rzuca się

na arenę

Szaleństwo

jednego tylko człowieka

który bezwzględnie wpędza w nie

wszystkich innych

Który ma w głowie

tylko destrukcję

BŁAZEN sprawia, że czapka zsuwa mu się z głowy, i zaraz z powrotem ją wkłada

POGROMCA

Ćwiczyć na deszczu

przy trzech stopniach

Jak się kłaniać

Wiolonczela

i bicz

rozumiesz

ucina kawałek rzodkwi i rzuca Błaznowi, ten chwyta kawałek i zjada

Nazywa mnie

durniem

przy wszystkich ludziach

BŁAZEN

Robić sztuczki

robić sztuczki

Ćwiczyć

ćwiczyć

ćwiczyć

fika koziołka w przód i w tył

POGROMCA

Za to go nienawidzę

ucina kawałek kiełbasy i rzuca Błaznowi

Pogarda dla wszystkiego

rozumiesz

Jego rozmówca

zawsze

jest idiotą

Był z wnuczką

w Wenecji

nie opuścili żadnego przedstawienia

I nawet na placu Świętego Marka

w deszczu

przy dwóch stopniach Celsjusza

musiała ćwiczyć

Jak się kłaniać

pije, je

Kiedy patrzysz na Maksa

musisz myśleć o hipnozie

chodzi

o hipnozę

Jeżeli o tym zapomnisz

wyrwie ci kawał ciała

jak mnie

BŁAZEN

Boli

POGROMCA

Po sznapsie

nie boli

najpierw sznaps

potem piwo

piwo

piwo

BŁAZEN

Sznaps

i piwo

i piwo

piwo

piwo

POGROMCA

Hipnoza

rozumiesz

Jeszcze mogę

mówić o szczęściu

śmiertelnym szczęściu

Ale myślisz

że on by opuścił

numer ze zwierzętami

wykrzykuje

Wyrwany kawał ciała

a numer ze zwierzętami

zostaje

rozumiesz

On nikogo

nie spuszcza z oka

zawsze dwa kroki z tyłu

albo nagle z przodu

nawet jeśli go tutaj nie ma

to jest

obserwuje nas

rozumiesz

szpieguje nas

Zatłuc by go jego własną protezą

jak psa

BŁAZEN sprawia, że czapka zsuwa mu się z głowy, i zaraz z powrotem ją wkłada

Jak psa

POGROMCA

Jak psa

I zawsze punktualnie

kwintet Pstrąg

podnosi zabandażowaną rękę

Tutaj pod pachą

rwie

rwący ból

pije

I stopniowo

tracę wzrok

lekarz mi to przepowiedział

BŁAZEN

Wzrok

POGROMCA

Jutro w Augsburgu

muszę pójść do okulisty

BŁAZEN

Jutro w Augsburgu

POGROMCA wypija butelkę do dna

BŁAZEN zrywa się, stawia nową butelkę na fortepianie i kuca na podłodze

POGROMCA

Trzymać człowieka

jak zwierzę

rozumiesz

Jesteśmy tylko

zwierzętami

Fortepian

altówka

kontrabas

skrzypce

Zwierzęta

nic tylko zwierzęta

BŁAZEN

Zwierzęta

POGROMCA

Rozmyślnie

upuszcza kalafonię

Ostatnio nawet

przed żonglerem

Żongler musi pełzać po podłodze

pokazuje pod szafę

Tam pod szafą

ucina kawałek kiełbasy i rzuca go Błaznowi

Pan żongler pełza po podłodze

i aportuje mojemu stryjowi kalafonię

BŁAZEN

Pan żongler

i pan Caribaldi

POGROMCA

W coraz krótszych odstępach czasu

rozumiesz

Aportuje

Czasami myślę

ugryź go

Ale on tego nie robi

Śni mi się

że odgryzł mi głowę

że gryzie

Pan pogromca

bez głowy

rozumiesz

BŁAZEN dusi w sobie śmiech

POGROMCA

Że na poważnie

rozumiesz

Głowa mówi Maks

i już jest odgryziona

BŁAZEN śmieje się

POGROMCA

Ja rękami

za głowę

a tam już nie ma głowy

BŁAZEN dusi w sobie śmiech

POGROMCA

Skacze na mnie

i odgryza mi głowę

pije z butelki

BŁAZEN zrywa się i gubi czapkę, zaraz z powrotem ją wkłada, przestraszony spogląda na drzwi

CARIBALDI wchodzi, do Błazna

Nie do wiary

Wynoś się stąd

Na arenę

tam błaznować

Dalej jazda

BŁAZEN dygnąwszy przed Caribaldim, wychodzi

CARIBALDI

Po całym placu

szukam tego człowieka

Skandal

Jutro Augsburg

Żongler

przez cały czas sam

na arenie

Błazna

ani śladu

Publiczność nie pozwoli

robić z siebie błazna

do Pogromcy

Piwo

rzodkiew

smród

Dla pijaków

nie ma tutaj miejsca

To nie jest miejsce

dla pijaków

trzymaj się tej zasady

POGROMCA

Ale

CARIBALDI

Zawsze to samo

nie można was spuścić z oka

ostro

Wynoś się stąd

Zwierzęta ryczą z głodu

a ty się obżerasz

Wynocha

POGROMCA wstaje

CARIBALDI krzyczy na Pogromcę

Śmierdzący leń

POGROMCA z dużą rzodkwią wychodzi

CARIBALDI wiesza cylinder na haku

Zawiesić na kołku

zawiesić na kołku

Pulpity

te bezużyteczne pulpity

zawadza o pulpit, łapie pulpit

Kwintet Pstrąg

bije się w głowę

WNUCZKA wchodzi

CARIBALDI

Zawiesić na kołku

zawiesić na kołku

WNUCZKA

Pasta do butów się skończyła

CARIBALDI naśladuje ją

Pasta do butów się skończyła

Jutro w Augsburgu

jutro w Augsburgu

Te bezużyteczne pulpity

Kwintet Pstrąg

Zawiesić na kołku

wszystko

zawiesić na kołku

wszystko

bije się płasko dłonią w czoło

Idiota

WNUCZKA

Podać ci wiolonczelę

CARIBALDI

Wiolonczelę

wiolonczelę

wrzeszczy na Wnuczkę

Maggini

albo salo

albo wiolonczela ferrarska

siada

Chodź tu moje dziecko

WNUCZKA podchodzi do niego

CARIBALDI

Posłuchaj

ostatnia fraza cicho

Crescendo

jak powiem crescendo

Decrescendo

jak powiem

decrescendo

bardzo cicho

ostatnia fraza

bardzo bardzo cicho

dotyka skroni Wnuczki

Jesteśmy otoczeni

przez bestie

bestie

decrescendo

decrescendo

crescendo

crescendo

spogląda na drzwi

Jesteśmy sami moje dziecko

Jutro Augsburg

śpisz dobrze

w nocy

Ja nie śpię

nie śnię

Pokaż nogi

WNUCZKA pokazuje nogi

CARIBALDI

Twój kapitał

Twoja matka

miała najpiękniejsze nogi

Ćwicz

z największą dokładnością

Ćwiczyć

Budzić się

Wstawać

Ćwiczyć

Ćwiczyć

Ćwiczyć

szarpie struny wiolonczeli, pociąga smyczkiem długi niski dźwięk

Słyszysz

Casals

Sztuka tańca na linie

to dar boży

A zęby

Pokaż

WNUCZKA otwiera usta i pokazuje zęby

CARIBALDI

Dobre zęby

to najważniejsze

Robisz ćwiczenie

z trzynastoma

Trzynaście w górę

trzynaście w dół

A ćwiczenie

z dwudziestoma jeden

dwadzieścia jeden w górę

dwadzieścia jeden w dół

Nie czytaj nic

moje dziecko

I zapamiętaj sobie

Balet to coś innego

Tu nie ma baletu

I nie słuchaj

co mówi pogromca

nie słuchaj

co mówi żongler

To nieporozumienie

rozumiesz

wszystko nieporozumienie

Ramiona w górę

WNUCZKA wyrzuca ramiona w górę

CARIBALDI

W górę

w górę

WNUCZKA wyrzuca dwa razy ramiona w górę

CARIBALDI

I nie łaź do zwierząt

krzyczy

I nie łaź do zwierząt

Twoja biedna matka

A potem ten upadek

Pokaż ręce

WNUCZKA pokazuje ręce

CARIBALDI

Dobrze

Te bezustanne ostrzeżenia

jej ojca

w mojej osobie

na próżno

Kalafonia

słyszysz

kalafonia

Jutro w Augsburgu

Któregoś dnia

poszła do zwierząt

i zwierzęta ją pogryzły

wgryzły się w to stworzenie

Była dzielna

lekarze

dobrze ją pozszywali

ledwie ją pozszywali

spadła

Nieuwaga

Jedna chwila strachu

rozumiesz

Potknięcie

Ramiona w górę

WNUCZKA wyrzuca ramiona w górę

CARIBALDI

W górę

w górę

w górę

WNUCZKA wyrzuca trzy razy ramiona w górę

CARIBALDI

I żadnej biblioteki w Augsburgu

żadnej książki

nic

krzyczy nagle

Nie łaź do zwierząt

WNUCZKA

Nie łaź do zwierząt

CARIBALDI

Tańczyć na linie

wysoko w górze

na najwyższej wysokości

spogląda w górę

I nie spaść

To piękny widok

nagle spoglądając w dół

Ten krzyk

moje dziecko

Była martwa na miejscu

Kiedy po raz pierwszy

 

stanęłaś na linie

bałem się

Śmiertelny strach

dotyka Wnuczki

Zawsze

się boję

odsuwa Wnuczkę, na co

WNUCZKA okręca się jak fryga

CARIBALDI

Chodzi o muzykę

i ludzki słuch

Chodzi o sztukmistrzostwo

i muzykę

A teraz podaj mi wiolonczelę

WNUCZKA podchodzi do szafy, wraca z wiolonczelą Magginiego

CARIBALDI

Nie t ę wiolonczelę

Nie moje dziecko

Nie maggini

WNUCZKA wraca z wiolonczelą Magginiego do szafy i przynosi Caribaldiemu wiolonczelę ferrarską

CARIBALDI

Raz jeden

publicznie

Na arenie

WNUCZKA podaje Caribaldiemu kalafonię, ten przeciera nią smyczek, oddaje kalafonię Wnuczce i pociąga smyczkiem dwa długie niskie dźwięki

CARIBALDI

Całkiem publicznie

Może jesienią

w Norymberdze

WNUCZKA

W Norymberdze

CARIBALDI

Tylko ani słowa

Ani słowa

przykładając palec wskazujący do ust

Ani słowa

Na arenie

kwintet Pstrąg

Najpierw tańczysz na linie

a potem grasz na altówce

cicho

bardzo cicho

crescendo

decrescendo

Perfekcja

Absolutna

Ludzie przychodzą

patrzą

i słuchają

pociąga smyczkiem długi niski dźwięk na wiolonczeli

Przychodzą

na przedstawienie cyrkowe

a słyszą kwintet Pstrąg

Ale do tego czasu

do Norymbergi

trzeba ćwiczyć

ćwiczyć

ćwiczyć

Schubert

i nic poza tym

nie leopardy

nie lwy

nie konie

Tylko ty

i Schubert

Nie sztuczka z talerzami

Tylko Schubert

i ty

Wtedy

To nie jest próba

tylko koncert

nagle gwałtownie

Ale ten człowiek

ze swoimi coraz to nowymi ranami

i ten żongler

ze swoją perwersją

ten okropny charakter

błazna

Ci potworni ludzie

przyglądając się wiolonczeli

Klejnot

Kupiłem ją w Wenecji

za spadek po twojej matce

cały jej majątek

wydałem

na tę wiolonczelę

Tutaj widzisz

pokazuje

wygrawerowane jest słowo Ferrara

Święte słowo

Ferrara

Dwa razy go słyszałem

moje dziecko

raz w Paryżu

a raz w Londynie

Casals

pociąga smyczkiem długi niski dźwięk tam i z powrotem

Jest różnica

Słyszysz różnicę

Możesz wysłyszeć różnicę

Co dzień pytam cię

czy słyszysz różnicę

słyszysz ją

WNUCZKA kiwa głową potakująco

CARIBALDI

To jest wysoka sztuka

sztuka słyszenia

moje dziecko

Sztuką jest

słyszeć

i zawsze

słyszeć różnicę

słyszysz różnicę

WNUCZKA kiwa głową potakująco

CARIBALDI

Przynieś mi tamtą

podaje Wnuczce wiolonczelę ferrarską

WNUCZKA idzie do szafy i wyjmuje wiolonczelę Magginiego, daje ją Caribaldiemu i zatrzymuje się przed nim

CARIBALDI na wiolonczeli Magginiego pociąga smyczkiem długi cichy dźwięk

Słyszysz różnicę

Ta różnica

Casals

Nie sposób

od piątej po południu

grać na wiolonczeli Magginiego

Rano na magginim

wieczorem na ferrarze

Znajdujemy się

na północ od Alp moje dziecko

czekając na odpowiedź

A zatem

WNUCZKA

Jesteśmy na północ od Alp

CARIBALDI

Słusznie

jesteśmy na północ od Alp

Więc nie na wiolonczeli Magginiego

na północ od Alp

nie na wiolonczeli Magginiego

nagle ostro

Próba się odbędzie

Choćbym ich miał kopniakami

zagonić do instrumentów

Panu pogromcy wydaje się

że może sobie dzień w dzień pozwalać na ranę

błazen się skarży

na ból nerek

a pan żongler

od lat zasłania się

bliżej niezdefiniowaną chorobą

Próba się odbędzie

Kto nie próbuje do niczego nie dochodzi

kto nie ćwiczy

jest niczym

trzeba nieustannie próbować

nieustannie

rozumiesz

nieustannie na linie

nieustannie na altówce

nieustannie

nie wolno odkładać

nie wolno przerywać

pociąga smyczkiem długi niski dźwięk na wiolonczeli

Instrument poranny

a nie instrument wieczorny

nie instrument wieczorny

podaje wiolonczelę Magginiego Wnuczce, ta odstawia ją do szafy i wraca z wiolonczelą ferrarską

CARIBALDI bierze wiolonczelę ferrarską i pociąga smyczkiem niski długi dźwięk

Słyszysz

to jest to

Tak

to jest to

nagle głośno, gromiąc Wnuczkę

Crescendo

jak powiem crescendo

Decrescendo

jak powiem decrescendo

Zrozumiałaś

nic nie upoważnia do niedbalstwa

Casals

szarpie jedną strunę

Sztuka

to matematyczna sztuka

moje piękne dziecko

Daj mi rękę

WNUCZKA daje Caribaldiemu rękę

CARIBALDI

Ty przecież marzniesz

moje dziecko

WNUCZKA cofa się o krok

CARIBALDI unosi smyczek, wybija takt Wnuczce, która bez sprzeciwu rozpoczyna ćwiczenie

Raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

raz dwa

WNUCZKA wyczerpana, opuszcza ramiona i głowę

CARIBALDI

Teraz jest ci ciepło

moje dziecko

A więc

Jak się kłania

WNUCZKA kłania się

CARIBALDI

Tak się kłania

tak

sprawdza twarz Wnuczki

Nie panujesz nad twarzą

moje dziecko

Musisz panować nad twarzą

Jutro w Augsburgu

pociąga smyczkiem długi niski dźwięk na wiolonczeli

Ten dźwięk

jest zupełnie inny

słyszysz ten dźwięk

słyszysz różnicę

Wiolonczela ferrarska

WNUCZKA kiwa głową potakująco

CARIBALDI

Ciała kosmiczne

to skamieniałości

pociąga smyczkiem długi cichy dźwięk

ŻONGLER wchodzi

CARIBALDI nie zauważa go

ŻONGLER i WNUCZKA przysłuchują się długiemu dźwiękowi Caribaldiego; po wybrzmieniu dźwięku

CARIBALDI

Nawet jeśli to nieszczęście

kontynuowane będzie przez całe życie

Jakiś Caribaldi

żaden artysta

Niewyobrażalne

wskazuje smyczkiem w górę

To kwestia warstw powietrza

zauważa Żonglera

rozumie pan

kwestia warstw powietrza

Może metafizyka

Stałe i ciekłe

biegunowe przeciwstawienia

Zjednoczone

w pojęciu

ognia

nagle

Jesteście gotowi

Wszystko musi iść piorunem

Jutro o szóstej

chcę być w Augsburgu

Kiedy tylko przedstawienie się zacznie

zwijamy namiot

Widzowie jeszcze siedzą

a namiotu już nie ma

Dalej dalej

od razu dalej

Ilu przyszło

Nic bardziej deprymującego

niż ostatnie przedstawienie

nienawidzę

A przecież nic nie widzę

nosem tylko czuję

ten przykry zapach

który wydzielają widzowie

To śmieszne

że wciąż o tym wspominam

ale zapach widzów

to zapach odpychający

Nic nie widzę

to prawda

ale nosem czuję

gdzie jestem

Ten zapach myślę

Aaa Koblencja

Ten zapach

Aaa Berlin

ten zapach

Norymberga et cetera

Nosem czuję gdzie jestem

woła

Augsburg jest

najgorszy

Numer ze zwierzętami

skrócić

numer z talerzami

skrócić

błaznowi

zredukować błazenady

zrozumiano

W Augsburgu

kupić świeże mięso

Gdyby to było takie proste

z tym świeżym mięsem

O piątej rano wszyscy

do taniej jatki

do Wnuczki

Ty też moje dziecko

i zawiąż sobie szalik

Tania jatka

świeże mięso

słyszałaś

świeże mięso

do Żonglera

W przedstawieniu dla dzieci

żadnych skrótów

Błazenady ekstra

co chwila błazen

Żadnych wielkich słów

panie żongler

I w s z y s t k i e zwierzęta

W s z y s t k i e zwierzęta

Obrzydliwe

całe moje dzieciństwo

bezustanny terror

upuszcza smyczek, Żongler i Wnuczka rzucają się, aby go podnieść; podnosi go Żongler i podaje Caribaldiemu

CARIBALDI

Nie wolno zapomnieć udręki

jaką było dzieciństwo

K a ż d e dzieciństwo

do Wnuczki

Zwróć uwagę na plecy

kiedy się pochylasz

pochylasz się zbyt niefrasobliwie

nieświadomie

ma być świadomie

rozumiesz

do Żonglera

Wciąż jej powtarzam to samo

podobnie jak wszystkim

powtarzam wciąż to samo

i nic to nie daje

ale nie sposób

skończyć z tym

z tymi napomnieniami

Dotyczącymi ciał

i umysłów

dotyczącymi ciał i umysłów

Wszystko pod ciągłą

kontrolą

do Wnuczki

Jak się kłaniać

WNUCZKA natychmiast ustawia się

CARIBALDI

Proszę

WNUCZKA kłania się

CARIBALDI

Tak

dobrze

do Żonglera

Sądzi pan

że moja wnuczka

dobrze się kłania

ŻONGLER

Bardzo dobrze

się kłania

panie

Caribaldi

CARIBALDI

Umysł i ciało

Ciała i umysły

pod ciągłą kontrolą

Bezmyślność

nic bardziej odpychającego

ŻONGLER podchodzi do wiszącego naprzeciw niego obrazu, aby go poprawić

CARIBALDI o tym obrazie

Werona

jak widać

Sankt Zeno

Mój ojciec konający

na nędznej pryczy

proszę pana

w nieogrzewanym pokoju

Kamienna posadzka

Prześcieradło

zamiast całunu

zabójcze

rozumie pan

wszystko zabójcze

Mój konający ojciec

miał legowisko

na kamiennej posadzce

Nasza matka

kto wie gdzie się wtedy podziewała

Ojciec powiedział

konając

Nie dopuśćcie

żeby w waszym życiu

sprawy zaszły tak daleko

opuszcza smyczek, do Żonglera

Inny gwóźdź

trzeba wbić inny gwóźdź

Wyprostuje pan

a zaraz znowu się przekrzywia

ŻONGLER

Inny gwóźdź

CARIBALDI

Wciąż jest krzywo

ŻONGLEROWI wydaje się, że obraz wisi prosto, ale

CARIBALDI mówi

Wciąż jest krzywo

jeszcze krzywo

jeszcze

jeszcze

jeszcze

teraz

Aaa

Trzeba było już nie ruszać obrazu

ŻONGLER znowu poprawia

CARIBALDI

Nie

nie

nie

Tak teraz

teraz

ŻONGLER cofa się i przygląda się obrazowi

WNUCZKA ustawiła się dokładnie pomiędzy Caribaldim a obrazem

CARIBALDI jakby chciał przegonić Wnuczkę smyczkiem

Odejdź

odejdź moje

Tak

teraz jest prosto

do Żonglera

Trzeba było już nie ruszać obrazu

M n i e to przecież nie irytuje

P a n a to irytuje

P a n cierpi z tego powodu

j a nie cierpię z tego powodu

Błyszczące lustra

pan to lubi

Pańskie buciki na wysoki połysk

ŻONGLER, CARIBALDI i WNUCZKA patrzą na wyglansowane buty Żonglera

CARIBALDI

Ma pan zawsze

o ile wiem

szmatkę do butów

w kieszeni spodni

w prawej kieszeni spodni

w prawej szmatkę do butów

w lewej chusteczkę do nosa

szmatka do butów

chusteczka do nosa

szmatka do butów

chusteczka do nosa

do Żonglera rozkazująco

No niech pan pokaże

niech pan pokaże

ruchami smyczka wzywa Żonglera do wywrócenia kieszeni

Niech pan wywróci

kieszenie

Niech pan wywróci

ŻONGLER wywraca kieszenie, ale z lewej strony ukazuje się szmatka do butów, a z prawej chusteczka do nosa, a nie odwrotnie

CARIBALDI

Widzi pan

nie w lewej kieszeni spodni

ma pan chusteczkę do nosa

tylko w prawej

w lewej ma pan szmatkę do butów

Pan też się myli

Panie żongler

Niech pan to schowa

ŻONGLER chowa szmatkę do butów i chusteczkę do nosa, ale teraz jak należy, szmatkę do butów do prawej kieszeni, a chusteczkę do nosa do lewej

CARIBALDI

Kieszonkowiec

do Wnuczki

porządny człowiek

ma w prawej kieszeni spodni szmatkę do butów

a w lewej kieszeni

chusteczkę do nosa

I nie myli

lewej kieszeni spodni z prawą

I ma czystą

białą chusteczkę do nosa

do Żonglera

Nie pytam pana

ile czystych białych chusteczek do nosa

pan posiada

do Wnuczki

On sobie sam

pierze chusteczki do nosa

on nie ma żony

sam sobie pierze

w specjalnie do tego przeznaczonej miednicy

Bo przecież niepodobna

żeby w tej samej miednicy

w której sobie pierze chusteczki do nosa

i w której sobie pierze szmatki do butów

nawet szmatki do butów trzeba od czasu do czasu

przeprać moje dziecko

żeby w tej samej myć sobie również twarz

do Żonglera

Raz w Iserlohn

wysmarkał się pan

w szmatkę do butów

szmatką do butów

wytarł pan sobie nos

Pamięta pan

kiedy miał pan ten okropny

uporczywy katar

WNUCZKA wybucha nagle głośnym śmiechem

CARIBALDI szyderczo

W Iserlohn

I w Marburgu nad rzeką Lahn

patrząc na Wnuczkę

I to

przed publicznością

POGROMCA wchodzi, wszyscy patrzą na Pogromcę, który zatrzymał się w drzwiach

CARIBALDI do Pogromcy, krzycząc

Świeże mięso

jutro w Augsburgu

świeże mięso

do siebie i do Wnuczki

Co za odpychający człowiek

POGROMCA podchodzi do fortepianu, bierze dużą rzodkiew i chce znowu odejść, ale

BŁAZEN wchodzi

WNUCZKA spogląda na Błazna

CARIBALDI nasłuchuje przy pudle rezonansowym wiolonczeli i pociąga smyczkiem długi niski dźwięk, trzy razy tam i z powrotem

BŁAZEN machając ręką, przywołuje Wnuczkę do siebie, szepcze jej coś do ucha i wskazuje wyciągniętą ręką pod szafę

WNUCZKA podchodzi do szafy, wydobywa kalafonię i podchodzi z nią do Caribaldiego

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?