Śmiertelna rozpacz

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Wycelował w Erica i oświadczył, że chce z nim porozmawiać. Wbił mu lufę w plecy, drugą ręką zamknął drzwi i pchnął gospodarza, aż ten zatoczył się do pokoju.

Lara była zdziwiona, że Eric nie walczył. Wyglądał na przerażonego.

Nieznajomy podał Triście taśmę i kazał z nimi iść. Razem zniknęli w łazience na końcu korytarza.

Kiedy zamknęły się za nimi drzwi, Lara rozejrzała się szeroko otwartymi oczami. Na kanapie leżał telefon. Opuściła głowę i próbowała przegryźć taśmę na piersi. Serce kołatało niemiłosiernie, łzy płynęły po jej twarzy, gdy słuchała, jak Trista błaga o życie.

Wykręcała ręce i nogi, aby poluzować więzy, ale nic to nie dało. Palcami stóp odpychała się od podłogi i podskakiwała. Krzesło przesuwało się nieznacznie. Dasz radę, powtarzała sobie. Dasz radę.

Gdyby zdołała dosięgnąć telefonu, zadzwoniłaby pod numer alarmowy.

Próbowała nie słuchać odgłosów dochodzących z sąsiedniego pomieszczenia. Jęki, stękanie i piski. Nie musiała przesuwać się daleko. Jeszcze kilkadziesiąt centymetrów. Wypełniła głowę myślami o mamie, tacie, Hudsonie. Jakże brat byłby zadowolony, wiedząc, że w końcu uciekła.

8

Hudson ciągnął Joeya na wełnianym kocu, starając się unikać kamieni i leżących na ziemi gałęzi. Koc się rwał, a chłopiec wiedział, że dłużej nie da rady. Bolały go wszystkie mięśnie i nogi zaczęły się pod nim uginać. Trzymał się w pobliżu strumienia, więc wody mu nie brakowało. Scyzorykiem uciął kawałek koca i użył go jako gąbki, aby nalać wody do ust towarzysza. Słońce niedługo zajdzie, wiedział, że musi oddalić się od strumienia na tyle, aby nie natknąć się na rysia czy pumę. Widział już jelenia, kojota, wiewiórkę, ale na szczęście nie spotkał jeszcze niedźwiedzia. Zjadł kilka robaków, ale od taty i dziadka słyszał wystarczająco wiele opowieści, by wiedzieć, że dżdżownice na długo mu nie wystarczą.

Zdawał sobie sprawę, że z dużym prawdopodobieństwem mogą umrzeć w lesie, ale i tak wydawało mu się, że lepsza śmierć przy strumieniu w otoczeniu dzikiej natury niż z rąk tych okropnych ludzi, którym zależało jedynie na zarobieniu kilku dolarów na cierpieniu innych.

Przez ostatnie tygodnie Hudson nie miał czasu się zastanawiać, co u mamy, taty czy Lary. Ale teraz o nich myślał. Co stało się z jego siostrą? Czy jeśli ujdzie z życiem, nadal będzie miał rodzinę? Źli ludzie stali nad leżącymi na podłodze rodzicami, gdy jeden z nich wyprowadzał jego i Larę z domu. Reszta wydarzeń była niewyraźna. Czasami w sennym koszmarze widział krew. Nie wiedział jednak, czy była prawdziwa. Nic już nie miało sensu. W jednej chwili śpiewał w samochodzie z siostrą, a w drugiej mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widział, porywał go z domu. Miał nadzieję, że się obudzi i zrozumie, że to tylko zły sen.

Wszystko go bolało od ciągnięcia Joeya po ziemi i liściach. Pulsował mu każdy mięsień. Napędzała go jedynie chęć przetrwania. Słyszał od dziadka i taty, że cierpliwość i determinacja są ważne, jeśli ktoś zgubi się w lesie i pragnie przeżyć.

Czuł jednak przeszywający chłód, co go martwiło, ponieważ odnosił wrażenie, że zamarza.

Co jakiś czas Joey niekontrolowanie dyszał, jakby umierał. Cierpliwość i determinacja mogą nie wystarczyć, by przetrwać kolejną noc, pomyślał Hudson. Z wielkim trudem podciągnął towarzysza do największego drzewa, jakie mógł znaleźć. Usadził go wysoko, dzięki czemu miał nadzieję, że Joeyowi będzie łatwiej oddychać, następnie poszedł szukać drewna, aby zbudować prowizoryczne schronienie.

Niósł długie gałęzie i już miał wracać do miejsca, gdzie zostawił kolegę, kiedy w oddali dostrzegł cień. Serce mu mocniej zabiło, gdy patrzył przed siebie pomiędzy drzewami i zaroślami.

Rzucił gałęzie i pobiegł w stronę cienia. Mimowolnie zastanawiał się, czy brak snu i pożywienia wywołał omamy, ale nadal biegł.

Przedarł się między sosnami, przeskoczył strumień w wąskim miejscu, aż upewnił się, że to, co widzi – niewielką chatę z szerokich bali, w połowie pokrytą bluszczem – istnieje naprawdę. Dach pokryty był jedynie blachą, a na środku znajdował się rozpadający się komin.

Podszedł, oddychając ciężko.

Co, jeśli w środku znajdę tych drani? Co wtedy?

Zwolnił, gdy się zbliżał, starał się nie zwracać na siebie uwagi, w razie gdyby na niego czekali.

Obawiał się tego, co zastanie w chacie, ale martwił się również, bo zostawił Joeya, nawet jeśli tylko na chwilę. Zatrzymał się i spojrzał w kierunku, z którego przyszedł, zapamiętując drogę, jaką tu dotarł. Choć kończyny zdawały się słabsze niż kiedykolwiek wcześniej, nie było mowy, by zostawił towarzysza na śmierć w chłodzie i samotności.

Liście szeleściły pod jego stopami, gdy się zbliżał. Chata była stara, wykonana z butwiejącego drewna. Miała dwuspadowy dach i komin z kamienia. Nie było ganku, dzięki któremu łatwo mógłby zajrzeć przez brudne okno. W środku nikogo nie dostrzegł. Znajdował się tam stary, opalany drewnem piec, a w kącie piętrowe łóżko. Sprawdził drzwi. Zatrzeszczały w proteście. Pociągnął mocno i stanęły otworem.

Zamiast od razu wejść do środka, obszedł chatę, aby upewnić się, że nikt się za nią nie chowa. Była mała, z tyłu stał niewielki wychodek. Zerknął do środka. Zimny, przewiewny. I również pusty – deska z dziurą pośrodku.

Wrócił na przód chaty i wszedł do środka. Poczuł wilgoć i woń stęchlizny, co nie było takie złe, bo oznaczało, że nikt nie zaglądał tu od lat. Kuchnia nie była większa niż komoda w jego domu. Na porysowanym metalowym zlewie bez kranu stał stary garnek. W szafce znajdowało się sześć szuflad. Otwierał je po kolei i niemal załkał, gdy znalazł pudełko zapałek i dwie grube świece, choć obie do połowy wypalone. Zaśmiał się, gdy odkrył trzy puszki czarnej fasoli. Nigdzie jednak nie dostrzegł otwieracza.

Skończywszy przeszukiwać szuflady, przeszedł po podłodze ułożonej z krzywych desek, zostawiając ślady w kurzu. Kurz pokrywał również materace na łóżkach. Nie było poduszek czy koców. Obok pieca znajdował się stos schludnie ułożonego drewna. Zbliżył się i poczuł woń spalenizny, gdy ukląkł, aby zajrzeć do środka. Wytrzeszczył oczy na widok niewielkiej siekiery opartej o kamienny komin za piecem. Wziął ją w rękę. Wciąż była dość ostra.

Nie podobał mu się pomysł rozpalania ognia i zaalarmowania facetów, którzy zabili Seana. Jednak po zmierzchu będzie musiał ogrzać chatę ze względu na Joeya. Jeśli po nich przyjdą, będzie bronił się siekierą.

Długie wycie kojota sprawiło, że zaczął się denerwować. Musiał biec do miejsca nad strumieniem, gdzie zostawił towarzysza, i wciągnąć go na wzgórze. Wziął z kuchni niewielki garnek. Kiedy wciągnie kolegę do chaty, wróci po wodę, żeby ugotować fasolę.

Przez okno widział przesuwające się po niebie ciemne chmury. Otworzył szeroko drzwi. Na twarzy poczuł powiew chłodu.

Nie wył kojot, ale wiatr. Drzewa wyglądały, jakby walczyły na miecze, gałęzie poruszały się w przód i w tył.

Mrok nadchodził dość szybko. Hudson spędził w chacie więcej czasu, niż mu się zdawało. Wpatrując się w ścieżkę, biegł szybko w nadziei, że Joey wciąż żyje.

9

Aster Williams zaparkował z tyłu budynku. Znalazł nowy lokal w Sacramento – magazyn przy Riverside Boulevard. W okolicy dochodziło do tylu przestępstw, że policja sobie z nimi nie radziła. Gdyby napatoczył się jakiś funkcjonariusz, najpewniej wziąłby łapówkę w postaci narkotyków lub gotówki albo po prostu odwróciłby wzrok.

Choć Aster niejednokrotnie prowadził interesy w domu w El Dorado Hills, wolał tego nie robić. Miał żonę i dzieci. Nie musiał przynosić roboty do domu, kiedy posiadał kilka budynków w tej okolicy. Jako najmłodsze dziecko pracownika fizycznego i kobiety, która nigdy nie pracowała zarobkowo, szybko nauczył się, jak zdobyć na ulicy trochę grosza. Zaczynał na samym dole, ale włożył wiele wysiłku, aby wspiąć się tu, gdzie był teraz.

Nie zamierzał pozwolić, aby wszystko to zrujnowała mu nauczycielka o niewyparzonej gębie. Wystarczyło, że przeżyła. Tej suce jednak było mało. Urządzała przedstawienie. Pierdolona nauczycielka czwartej klasy zbierała posiłki i ścigała jego ludzi. Sama ta myśl napawała go goryczą.

Musiała dostać nauczkę, posłużyć jako przykład.

Kobiety zostały stworzone, żeby służyły mężczyznom. Ni mniej, ni więcej.

W młodości tata i wujkowie nauczyli go, że wszystkie kobiety – młode, stare, czarne, białe czy żółte – nie powinny się wychylać. Ilekroć matka próbowała postawić się ojcu czy starszym synom, dostawała za swoje. Doszło do tego, że nie mógł się doczekać, aż matka otworzy tłustą gębę, żeby tylko zobaczyć, jak dostaje w zęby.

Kiedy miał dwanaście lat, ledwie na nią patrzył bez mdłości, dlatego postawił jeden z samochodzików brata na schodach do piwnicy, po czym rozlał olej. Skrył się w swoim pokoju i czekał, aż matka pójdzie zrobić pranie.

Po pewnym czasie usłyszał łomot.

Upadła. Huk rozbrzmiewał, ilekroć uderzała głową o stopnie.

Kiedy poszedł sprawdzić, co z nią, zastał jej powykrzywiane ciało u podnóża schodów. Pomyślał, że na pewno skręciła kark, więc zostawił ją tam, gdzie była. Nie wiedziała, że wrócił do domu. Bracia po szkole poszli do kolegi. Aster jednak zaraz po dzwonku przybiegł z powrotem, wdrapał się na dąb i przez okno w pokoju brata dostał się do środka.

Kiedy upadła, jak zaplanował, zabrał samochodzik i starannie wytarł olej. Następnie oglądał telewizję, aż ojciec zaparkował na podjeździe.

Nikt nie był bardziej zszokowany niż Aster, gdy odkryto, że matka przeżyła upadek. Do dziś nie rozumiał, dlaczego ojciec zmuszał jego i jego braci, by codziennie chodzili do szpitala.

Po co? Do wypadku tata cały czas krytykował lub bił żonę. Po co więc niszczyć sobie fajny weekend oglądaniem warzywa?

 

Ojciec zmarł na zawał serca kilka miesięcy później, więc Aster i bracia zostali rozdzieleni między wujków. Dostał się do najbardziej podłego, który uwielbiał skórzane paski. Miał ich całą kolekcję. Często ich używał – na Asterze. Pół roku po pogrzebie ojca odbył się również pogrzeb wuja. Wszyscy, wliczając w to lekarzy, stwierdzili, że to słabe serce, jak u brata. Tylko Aster znał prawdę – pomogła odrobina kwasu fluorowodorowego.

Jak na ironię, matka wciąż żyła, a on był tym, który dbał o jej potrzeby. Rety…

Kobiety. Zmora istnienia. Aster nie planował się żenić, ale chciał mieć dzieci. Żona szybko się połapała w hierarchii. Przeważnie znała swoje miejsce.

Jednak Faith McMann to inna historia – suka nie mogła zostać w domu i pocieszać starszych rodziców, pozwalając glinom wykonywać robotę. Nie, musiała rzucać się w oczy. I za to właśnie zapłaci.

Poprawił krawat, przemierzając parking. Na skrzyżowaniu dostrzegł jakichś dwóch półgłówków handlujących prochami. Zamierzał ich przepędzić, ale właśnie wtedy zawibrował jego telefon. Odebrał.

– Farma jest obserwowana – zameldował dzwoniący. – Ciemny sedan. Federalni. Pomyślałem, że chciałbyś wiedzieć.

– Informuj mnie. – Aster rozłączył się i podszedł do magazynu.

Stalowa roleta była uniesiona. Jego prawa ręka – Patrick – spotkał się z nim w wejściu.

– Co masz na włosach? – zapytał ze śmiechem Aster.

Patrick zmrużył oczy.

– To znaczy?

– To żel?

Patrick zacisnął zęby, bo łatwo się wkurzał. Był z Asterem od dawna. Poznał go jako dziecko, a teraz miał trzydzieści pięć lat. Nosił drogie garnitury i zawsze pachniał. Wszystko w nim było nieco zbyt idealne. Zabawne, że wygląd młodego nigdy Asterowi nie przeszkadzał.

Weszli do rozległego pomieszczenia. Każdy krok rozbrzmiewał na betonowej posadzce, gdy kierowali się do niewielkiego pokoju na tyłach. Stalowa roleta opadła.

Sześciu mężczyzn stało plecami do ściany z rękami splecionymi przed sobą, czekając na ich przybycie.

– Gdzie stół i krzesła? – zapytał Patricka. – Myślałem, że wszystko przygotujesz.

– Jimmy nad tym pracuje – odparł.

Aster zobaczył, jak dzieciak pstryka palcami i zaraz któryś z chłopaków podsunął mu krzesło. Sądząc po sposobie, w jaki ludzie wykonywali rozkazy, darzyli Patricka szacunkiem. Podziwiał instynkt dzieciaka. Coś w nim przypominało mu jego samego, gdy był w tym samym wieku. I to go martwiło.

– Niekompetencja – powiedział Aster, przyglądając się facetom, ignorując krzesło, które przed nim postawiono. – Jesteście pierdolonymi kretynami?

Żaden się nie ruszył. Nie drgnął ani jeden mięsień.

– Już ich o to pytałem – rzekł Patrick. – Wygląda na to, że nastąpiło nieporozumienie.

– Nieporozumienie? – drwił Aster. – A kto dokładnie nie zrozumiał instrukcji? Która część zdania „pilnować pieprzonej Diane Weaver i śledzić ją, gdy wyjdzie” nie była jasna?

Do przodu wysunął się jeden z mężczyzn.

– Jestem Curtis. Nikt mi nie wspomniał, że wyszła z więziennego szpitala. Nakazano mi zaparkować przed bramą, którą wychodzą zwolnieni. Postępowałem zgodnie ze wskazówkami, siedziałem w aucie od wschodu do zachodu słońca, ale się nie pojawiła.

Curtis wyglądał i mówił, jakby ukończył jakieś prestiżowe studia. Kim, do cholery, jest ten gość? Aster wyjął z kieszeni gumę do żucia i włożył do ust. Po chwili powiedział:

– Kaucja kosztowała mnie sto tysięcy, a nikt nie wie, gdzie jest Diane?

Cisza.

Aster przeniósł wzrok z Curtisa na Patricka.

– Czy to jemu powierzyłeś pilnowanie Diane?

Przyboczny pokiwał głową.

– Zrobiłem dokładnie to, co mi kazano – wtrącił Curtis, piszcząc nagle jak myszka. – Nikt nie mówił, że trafiła do więziennego szpitala.

– Do kogo należało ustalenie szczegółów? – zapytał Patricka, który w milczeniu podrapał się po karku.

– Gdzie broń?

Pomimo konsternacji Patrick wyjął dziewiątkę zza paska.

Aster wyciągnął lateksową rękawiczkę z kieszeni marynarki i niespiesznie ją włożył. Następnie wyciągnął rękę w kierunku Patricka i pomachał palcami.

Mężczyzna podał szefowi pistolet, nozdrza mu się rozszerzyły, gdy poczuł lufę przy skroni.

– Powinienem zastrzelić ciebie czy Curtisa? Twój wybór.

– Nie zrobiłem nic złego – bronił się Curtis. – Wykonywałem przekazane mi instrukcje. Zrobiłem, co mi kazano, i nigdy…

– Curtisa – powiedział Patrick.

Aster odwrócił się i trzykrotnie strzelił mężczyźnie w pierś, nim ten zdołał coś dodać. Następnie oddał broń Patrickowi, zdjął rękawiczkę i wsadził ją do kieszeni.

– Niech to będzie dla was lekcja. Wykonujcie swoją robotę dobrze za pierwszym razem. – Spojrzał na Patricka i dodał: – Chodź ze mną.

Kiedy tak szli, Aster owinął szyję wspólnika grubym ramieniem.

– Martwię się o ciebie.

– Dlaczego?

– To wszystko chyba cię przerasta.

Mężczyzna zacisnął zęby.

– Żadnych drugich szans, słyszałeś?

Patrick pokiwał głową i poczerwieniał, gdy uścisk stał się silniejszy.

– Znajdź dzieciaki tej McMann i mi je przywieź – mruknął Aster. – Kończy mi się cierpliwość. – Jeszcze mocniej ścisnął jego szyję, aż młody zaczął sinieć. Puścił go i Patrick upadł na kolana, a szef odszedł.

10

Diane Weaver nagle się poderwała. Rozejrzała się, szczękając zębami. Dopiero po chwili sobie przypomniała, że zasnęła na ławce w parku. Kiedy zwolniono ją z więzienia, zdziwiła się, że nikt jej nie śledzi. Nie miała dokąd pójść, poprosiła więc taksówkarza, aby zawiózł ją do parku Curtisa w centrum. Na Szóstej Alei znajdował się dom matki jej dawnej przyjaciółki – striptizerki, która wiele lat temu ją przygarnęła. Kiedy jednak wczoraj zapukała do drzwi, dowiedziała się, że nikt tutaj nie słyszał o Laurie Carrico.

Wstała z ławki i przez chwilę zbierała swoje rzeczy. Wszystko ją bolało po ostatnim laniu, które spuściły jej inne osadzone. Łupało ją w głowie, czuła, jakby w ustach miała żwir, w żołądku burczało jej z głodu.

Przeszła Drugą Ulicę, gdy zatrzymał się przy niej samochód. Rozpoznała prowadzącą.

– Dzień dobry – powiedziała kobieta. – Pytała mnie pani wczoraj o Laurie Carrico. Okazało się, że mąż ją zna. Wyprowadziła się dawno temu, a jej mama mieszka na Ósmej Ulicy, nie na Szóstej.

Kobieta odjechała, nim Diane zdążyła poprosić o podwózkę lub drobne na kawę.

Przejście na Ósmą zajęło jej dziesięć minut, od razu udało jej się rozpoznać dom. Zapukała do drzwi niewielkiego budynku i czekała.

Zanim zapukała po raz drugi, usłyszała, że ktoś się zbliża, więc postanowiła się wstrzymać.

Drzwi się uchyliły. Wyjrzała matka Laurie. Wiedźma się postarzała.

– Dzień dobry – powiedziała Diane. – Pani córka przysłała mnie, abym sprawdziła, co u pani słychać.

– Trochę wcześnie, nie?

– Nie. Mogę wejść? – Diane nie czekała na pozwolenie. Weszła do środka i skierowała się do salonu. Zasłony były zaciągnięte, przez co ledwie cokolwiek widziała. Odsłoniła okna, wpuszczając nieco światła. Rozejrzała się i westchnęła. Mieszkanie było okropne. Na stole i ścianach nie znajdowało się nic cennego. Następnie przeszła do kuchni, a właścicielka za nią podreptała.

– Kim jesteś? – zapytała.

– Diane. Na pewno mnie pani pamięta! Mieszkałam z pani córką przez wiele miesięcy. Gotowałam i sprzątałam.

Kobieta przeszła po linoleum i sięgnęła po telefon. Diane spanikowała. Zerknęła na leżący na blacie nóż.

– Do kogo pani dzwoni? – zapytała.

– Do córki. Nie podoba mi się takie najście. Muszę sprawdzić, czy mówisz prawdę.

– Proszę posłuchać, nie mam za wiele czasu – palnęła Diane. – Chciałam jedynie zaproponować pieniądze za starego kombiaka, którego miała pani w garażu. Może już go się pani pozbyła, ale pomyślałam, że sprawdzę. – Trzymała ręce uniesione w geście kapitulacji. – Nie chciałam pani przestraszyć.

Kobieta odłożyła telefon.

– Ile chcesz mi dać?

– Dwa tysiące.

– Trzy w gotówce i auto jest twoje.

– Cóż, nie mam gotówki, ale wypiszę czek, a to prawie to samo. Mam na koncie trzy razy więcej, ale muszę coś tam zostawić. Zrealizuje pani czek, gdy tylko otworzą bank.

Zapadła długa cisza, kiedy kobieta się zastanawiała.

Diane pamiętała Buddę z brązu w salonie na stole. Nie chciała zabijać wiedźmy, ale jeśli będzie zmuszona, walnie ją bożkiem, aby zdobyć samochód.

– Wypisz więc ten czek.

Diane się uśmiechnęła. Mądrze.

Kwadrans później jechała zatęchłym samochodem autostradą. Diane nie miała niczego prócz ubrań, ale nie zamierzała wracać na farmę. Zbyt ryzykowne. Musiała dotrzeć do brata, nim Aster wymyśli, co kombinowała. Strażnik nie chciał powiedzieć, kto wpłacił za nią kaucję, ale nie była w ciemię bita. Za jej uwolnieniem stał Aster Williams. Tylko on miał taką kasą i motyw. Jeśli choć przez chwilę wierzyła, że pozwoli jej zabrać małą McMann i odejść, to równie dobrze mogła od razu do niego zadzwonić z telefonu starej jędzy.

Ale znała go lepiej niż inni.

Nie był ufnym, wyrozumiałym człowiekiem.

Wiedziała, że nie obchodziła ani Astera, ani nikogo innego, chociaż tamte zdziry w więzieniu sugerowały co innego. Zapewne przypuszczał, że będzie chciała znaleźć kupca na małą McMann i zagarnąć pieniądze. Miał do takich rzeczy szósty zmysł.

Aster posiadał wielki dom, ładną, dobrze wytresowaną żonę, dwoje dzieci i mnóstwo doskonale skrojonych garniturów. Nie potrzebował tej dziewczynki bardziej niż kolejnego luksusowego samochodu. Jednak skupiał się na zasadach i dawaniu ludziom lekcji.

Dopadnie Diane, tak jak Faith McMann i jej drużynę popaprańców. Każda kobieta w jego życiu musiała poznać swoje miejsce.

Znęcał się nawet nad własną matką.

Diane pojechała z nim raz, aby odwiedzić starą wiedźmę przebywającą w luksusowym domu opieki. Kazał jej zaczekać w samochodzie, ale się nudziła. A poza tym była ciekawa, chciała usłyszeć, o czym rozmawia z mamą, gdy ją odwiedza. Weszła do budynku, przeszła korytarzem i zajrzała do sali. Przeżyła szok, gdy zobaczyła, jak ją szczypał, szturchał i uderzał w głowę za każdym razem, gdy jęczała. Przerażona wróciła do auta. Miała nadzieję, że Aster jej nie widział, siedziała w ciszy blada i nieruchoma, aż wrócił dwadzieścia minut później zadowolony, a może nawet szczęśliwy. Już wcześniej widziała, jak kopnął psa, ale widok tego, jak torturował matkę, naprawdę ją przeraził. Nigdy więcej go o nią nie zapytała.

Nikomu nie zdradziła, czego była świadkiem.

I nigdy nie powie.

Wpatrywała się w drogę, mając nadzieję, że jedna czwarta baku wystarczy, aby dojechać do Lodi. Brat z żoną mieli przyczepę mieszkalną na Rio Vista Drive. Eric był najmłodszy z jej ośmiu braci. Przyzwoity gość, choć mało rozgarnięty.

Nieco mocniej wcisnęła gaz, ale ilekroć chciała jechać ponad osiemdziesiąt kilometrów na godzinę, samochód cały grzechotał. Trzymając się zatem bezpiecznej siedemdziesiątki, ignorowała klaksony i groźne spojrzenia. Kiedy dotarła do zjazdu 267A, odetchnęła z ulgą.

Diane skręciła w Rio Vista, następnie wjechała na osiedle przyczep. Ta brata stała na samym końcu, co było nawet fajne, ponieważ mieli stamtąd widok na zalesiony teren. Kiedy go odwiedzała, siadali z tyłu, popijali piwo i obserwowali przechodzące jelenie.

Wysiadła i się przeciągnęła. Niewielki ruch wywołał ból. Sińce na jej rękach przybrały fioletowy kolor. Pochyliła się, by spojrzeć w lusterko. Trudno było uwierzyć, że ta sama osoba w podstawówce wygrała swój pierwszy konkurs piękności. Zmarszczyła brwi. Jej twarz nie wróci do normy.

Kiedy tak stała, wpatrując się w dom brata, wiatr przewiał jej włosy na jedną stronę. Dziwne, pomyślała, gdy zobaczyła uchylone drzwi.

Poczuła niepokój. Niegdyś Eric od razu by wyszedł, gdyby tylko usłyszał podjeżdżający samochód. Gdzie był? Gdyby miała komórkę, zadzwoniłaby do niego i dała znać, że jedzie.

Żwir chrzęścił pod jej stopami, kiedy szła. Było zbyt cicho.

Przeszła po drewnianym podejście i przyjrzała się plamie.

Czy to krew?

Dotknęła czerwieni. Serce przyspieszyło. Przed sobą miała krwawy odcisk buta.

– Eric? Trista?

Nie padła odpowiedź. Przez rękaw otworzyła drzwi na tyle, by zajrzeć do środka. Przekroczyła próg i poszła za śladami do pomieszczenia na tyłach, gdzie znalazła przywiązanego do krzesła brata, któremu poderżnięto gardło. Trista leżała naga na łóżku, a wszędzie była krew.

 

Diane przez moment chłonęła widok. Zdawała sobie sprawę, że powinna być przerażona, a przynajmniej przytłoczona śmiercią brata, jednak myślała tylko o dziewczynce. Mała McMann była jej nagrodą, asem w rękawie, sposobem na wydostanie się z tej gównianej mieściny.

Pobiegła do drugiego pomieszczenia. Sprawdziła w szafie, pod łóżkami. Nie minęło wiele czasu, nim zrozumiała, że dzieciaka tu nie było. To jej nie zdziwiło, za to zszokował ją fakt, że ktoś poświęcił chwilę, aby zgwałcić jej szwagierkę. Przez lata obserwowała styl pracy Astera i jego ludzi. Jego zasadą było: „Wejść i wyjść”.

Wróciła do sypialni, uważając, aby nie zostawić nigdzie odcisków palców.

Na komodzie leżał portfel brata. Ponownie używając rękawa, wyjęła kartę kredytową i niewielką ilość gotówki, następnie otworzyła szuflady i przetrząsnęła jego rzeczy, zabrała wszystko, co cenne. Kiedy podeszła do kąta, w którym siedział jej brat z odchyloną na bok głową, coś ją ukłuło w piersi na myśl, że zginął przez nią. W tym momencie poczuła się odrobinę lepiej, bo zdała sobie sprawę, że nie jest bez serca. Będzie za nim tęsknić.

Ktokolwiek to zrobił, przyszedł po dziewczynkę.

Uklękła i koniuszkami palców zamknęła bratu oczy, aby przeszklone nie wpatrywały się w nią, gdy zdejmowała mu z palca złotą obrączkę. Zaraz podeszła do szafy, wzięła kilka ubrań jego żony i wszystko, co mogło jej się przydać, gdy będzie się zastanawiać, co dalej.