Czasy secondhandTekst

Z serii: Reportaż
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Czasy secondhand
Czasy secondhand
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 83,80  67,04 
Czasy secondhand
Czasy secondhand
Audiobook
Czyta Krystyna Czubówna
50,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

W serii ukazały się ostatnio:

Dariusz Rosiak Człowiek o twardym karku. Historia księdza Romualda Jakuba Wekslera­-Waszkinela

Peter Godwin Strach. Ostatnie dni Roberta Mugabe

Elisabeth Åsbrink W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa

Swietłana Aleksijewicz Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy

Andrzej Muszyński Południe

Wojciech Górecki Abchazja

Katarzyna Kobylarczyk Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty

Maciej Wasielewski Jutro przypłynie królowa

Emma Larkin Spustoszenie. Nieopowiedziana historia o katastrofie i dyktaturze wojskowej w Birmie

Norman Lewis Grobowiec w Sewilli. Podróż przez Hiszpanię u progu wojny domowej

Gellert Tamas Mężczyzna z laserem. Historia szwedzkiej nienawiści

Angelika Kuźniak Papusza

Peter Robb Sycylijski mrok

Michał Książek Jakuck. Słownik miejsca

Luca Rastello Przemytnik doskonały. Jak transportować tony kokainy i żyć szczęśliwie

Stefano Liberti Na południe od Lampedusy. Podróże rozpaczy

V. S. Naipaul Indie. Miliony zbuntowanych

Magdalena Grochowska Wytrąceni z milczenia (wyd. 2 zmienione)

Florian Klenk Kiedyś był tu koniec świata

Angelika Kuźniak Marlene (wyd. 2)

Elisabeth Åsbrink Czuły punkt. Teatr, naziści i zbrodnia

Frank Westerman Czysta biała rasa. Cesarskie konie, genetyka i wielkie wojny

Barbara Demick W oblężeniu. Życie pod ostrzałem na sarajewskiej ulicy

Paweł Smoleński Oczy zasypane piaskiem

Scott Carney Czerwony rynek. Na tropie handlarzy organów, złodziei kości, producentów krwi i porywaczy dzieci

Mateusz Janiszewski Dom nad rzeką Loes

Norman Lewis Neapol ’44. Pamiętnik oficera wywiadu z okupowanych Włoch

Witold Szabłowski Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji (wyd. 2 rozszerzone)

Peter Harris Słuszny opór. Konstruktorzy bomb, rebelianci i legendarny proces o zdradę stanu

Liao Yiwu Bóg jest czerwony. Opowieść o tym, jak chrześcijaństwo

przetrwało i rozkwitło w komunistycznych Chinach

Dariusz Rosiak Wielka odmowa. Agent, filozof, antykomunista

Anthony Shadid Nadciąga noc. Irakijczycy w cieniu amerykańskiej wojny

Ilona Wiśniewska Białe. Zimna wyspa Spitsbergen

Iza Klementowska Samotność Portugalczyka

V. S. Naipaul Poza wiarą. Islamskie peregrynacje do nawróconych narodów

W serii ukażą się m.in.:

Drauzio Varella Ostatni krąg. Najniebezpieczniejsze więzienie Brazylii

Ewa Winnicka Angole

Swietłana Aleksijewicz

Czasy secondhand

Koniec czerwonego człowieka

Przełożył Jerzy Czech


Wszelkie powielanie lub wykorzystanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż jednorazowe pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Tytuł oryginału Время second-hand (конец красного человека)

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Fotografia na okładce © Burt Glinn/Magnum Photos/FORUM

Projekt typograficzny Robert Oleś /d2d.pl

Copyright © by Swietłana Aleksijewicz, 2009

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2014

Copyright © for the Polish translation by Jerzy Czech, 2014

Redakcja Magdalena Kędzierska-Zaporowska /d2d.pl

Korekta Hanna Antos /d2d.pl, Sandra Trela /d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś /d2d.pl

Skład Zuzanna Szatanik /d2d.pl

ISBN 978-83-7536-878-9

Spis treści

Seria

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Motto

Notatki współuczestnika

CZĘŚĆ PIERWSZA POCIECHA W APOKALIPSIE

Z gwaru ulicznego i kuchennych rozmów (1991–2001)

O tym, jak przyszła miłość, a pod oknami jeździły czołgi

O tym, jak przedmioty zrównały się z ideami i słowami

O tym, że wyrośliśmy pośród katów i ofiar

O wszystkim…

Dziesięć historii w czerwonym wnętrzu

O pięknie dyktatury i o tajemnicy motyla w cemencie

O braciach i siostrach, katach i ofiarach… a także o elektoracie

O szepcie i krzyku… i o zachwycie

O samotnym czerwonym marszałku i trzech dniach zapomnianej rewolucji

O jałmużnie wspomnień i żądzy sensu

O innej biblii i innych wierzących

O okrucieństwie płomieni i o zbawieniu na wysokości

O słodyczy cierpienia i o istocie rosyjskiego ducha

O czasie, w którym każdy, kto zabija, myśli, że służy Bogu

O małej czerwonej chorągiewce i o uśmiechu topora

CZĘŚĆ DRUGA UROKI PUSTKI

Z gwaru ulicznego i kuchennych rozmów (2002–2012)

Dziesięć historii bez wnętrza

O Romeo i Julii… tyle że nazywali się Margarita i Abulfaz

O ludziach, którzy zmienili się od razu po upadku komunizmu

O samotności, która bardzo przypomina szczęście

O chęci, żeby ich wszystkich pozabijać, i o późniejszym przerażeniu, że się tego chciało

O staruszce z kosą i pięknej dziewczynie

O cudzym nieszczęściu, które Bóg położył na progu waszego domu

O życiu ścierwie i stu gramach leciutkiego piasku w białym wazoniku

O tym, że zmarli się nie brzydzą, i o milczeniu kurzu

O przewrotnej czerni i o „innym życiu, które można zrobić z tego życia”

O męstwie i po męstwie

Uwaga zjadaczki chleba

Przypisy

Kolofon

Ofiara i kat są jednakowo wstrętni, a lekcja obozu

polega na tym, że jest to braterstwo w upadku.

David Rousset, L’Univers concentrationnaire

(Wszechświat koncentracyjny)

Zawsze musimy pamiętać, że za zwycięstwo zła

w świecie odpowiedzialni są nie jego ślepi wykonawcy,

ale przede wszystkim oświeceni duchowo słudzy dobra.

Fiodor Stiepun, Bywszeje i niesbywszejesia

(To, co było, i to, co się nie spełniło)

Notatki współuczestnika

Żegnamy się z epoką radziecką. Z naszym ówczesnym życiem. A ja staram się uczciwie wysłuchać wszystkich uczestników socjalistycznego dramatu…

 

Komunizm miał szalony plan – zmienić starego człowieka, starotestamentowego Adama. I to się udało… Może ta jedna jedyna rzecz mu się udała. Przez siedemdziesiąt z górą lat w laboratorium marksizmu-leninizmu wyhodowano odrębny gatunek – homo sovieticus. Jedni uważają go za postać tragiczną, inni u nas mówią o nim pogardliwie „sowek”[1]. Wydaje mi się, że znam tego człowieka, że jest mi bliski, że jestem jego sąsiadką, przeżyłam wiele lat tuż koło niego. Ten człowiek to ja. A także moi znajomi, przyjaciele, rodzice. Kilka lat jeździłam po całym byłym Związku Radzieckim, bo przecież homini sovietici to nie tylko Rosjanie, ale także Białorusini, Turkmeni, Ukraińcy, Kazachowie… Mieszkamy teraz w różnych państwach, mówimy różnymi językami, ale nie sposób nas z nikim pomylić. Od razu się nas poznaje! My wszyscy, z socjalizmu, podobni i zarazem niepodobni do reszty ludzkości, mamy własny słownik, własne wyobrażenia o tym, co dobre i złe, o bohaterach i męczennikach. W opowieściach, które zapisuję, nieustannie atakują mnie słowa: „strzelać”, „rozstrzelać”, „zlikwidować”, „wyeliminować”, albo takie radzieckie warianty zniknięcia, jak „aresztowanie”, „dziesięć lat bez prawa korespondencji”, „emigracja”. Ile może być warte życie ludzkie, kiedy w pamięci pozostaje fakt, że jeszcze niedawno ginęły miliony? Jesteśmy pełni przesądów i nienawiści. Wszystko bierze się z tego samego źródła, co Gułag i straszliwa wojna. Kolektywizacja, rozkułaczenie, deportacje narodów…

Taki był socjalizm, i takie było po prostu nasze życie. Mało o nim wówczas mówiliśmy. Teraz jednak, kiedy świat nieodwracalnie się zmienił, wszyscy się tamtym naszym życiem zainteresowali, i to niezależnie od tego, jakie było. A było po prostu nasze. Ze szczątków, z okruchów piszę, układam historię „domowego”, „wewnętrznego” socjalizmu. Opisuję to, jak żył on w duszy człowieka. Zawsze pociąga mnie ta mała przestrzeń – człowiek… jeden człowiek. Tak naprawdę to w nim wszystko się dzieje.

Dlaczego w książce zamieściłam tak wiele opowieści samobójców zamiast relacji zwyczajnych ludzi radzieckich, mających zwyczajne życiorysy? Człowiek może przecież odebrać sobie życie, dlatego że się nieszczęśliwie zakochał, czy też z obawy przed starością, albo tak, z ciekawości, bo po prostu chce poznać tajemnicę śmierci… Szukałam tych, którzy na stałe przyrośli do idei, wchłonęli ją w siebie tak, że już nie dało się jej z nich wyrwać – państwo stało się ich całym światem, zastąpiło im wszystko, nawet własne życie. Nie potrafili opuścić wielkiej historii, pożegnać się z nią, być szczęśliwymi w inny sposób. Zanurzyć się… rozpłynąć w prywatnej egzystencji, jak to się dzieje teraz, kiedy małe awansowało do rangi wielkiego. Człowiek chce dzisiaj żyć zwyczajnie, bez wielkiej idei. Czegoś takiego nigdy w Rosji nie było, nie zna tego nawet rosyjska literatura. Właściwie to jesteśmy ludźmi wojny. Albo braliśmy w niej udział, albo się do niej szykowaliśmy. Nigdy nie żyliśmy inaczej. To dlatego mamy psychikę żołnierzy. W czasie pokoju też wszystko odbywało się zgodnie z wojskowym rytuałem. Dudniły werble, powiewał sztandar, serce wyrywało się z piersi… Człowiek nie dostrzegał tego, że jest niewolnikiem, kochał nawet tę swoją niewolę. I ja pamiętam, jak po szkole zbieraliśmy się całą klasą, żeby pojechać na ugory; gardziliśmy tymi, którzy odmawiali. Strasznie żałowaliśmy, że wszystko – i rewolucja, i wojna domowa – działo się bez nas. Gdy patrzę za siebie, zastanawiam się, czy to byliśmy naprawdę my? Naprawdę ja? Snułam wspomnienia razem ze swoimi bohaterami. Ktoś z nich powiedział: „Tylko człowiek radziecki może zrozumieć człowieka radzieckiego”. Byliśmy ludźmi z jedną, komunistyczną pamięcią. Sąsiadami w pamięci.

Ojciec mi opowiadał, że sam uwierzył w komunizm po locie Gagarina. Jesteśmy pierwsi! Wszystko potrafimy! Tak właśnie z mamą nas wychowywali. Należałam do oktiabriat – zuchów, nosiłam odznakę z kędzierzawym chłopcem, byłam pionierką, komsomołką. Rozczarowanie przyszło później.

Po pierestrojce wszyscy czekali, żeby otwarto archiwa. No i otwarto je. Poznaliśmy wszyscy historię, którą przed nami ukrywano…

Musimy porwać za sobą dziewięćdziesiąt ze stu milionów mieszkańców Rosji Radzieckiej. Z pozostałymi nie można rozmawiać – należy ich zlikwidować. (Zinowjew, 1918).

Powiesić (koniecznie powiesić, tak żeby ludzie widzieli) co najmniej tysiąc zatwardziałych kułaków, bogaczy… zabrać im zboże, wyznaczyć zakładników… Zrobić tak, żeby na setki wiorst dookoła ludzie to widzieli i trzęśli się ze strachu… (Lenin, 1918).

– Moskwa dosłownie umiera z głodu [profesor Kuzniecow do Trockiego].

– To żaden głód. Kiedy Tytus oblegał Jerozolimę, żydowskie matki zjadały swoje dzieci. Jeśli przeze mnie wasze matki zaczną jeść dzieci, to będziecie mogli przyjść i powiedzieć: „Cierpimy głód”. (Trocki, 1919).

Ludzie czytali gazety, tygodniki i milczeli. Spadło na nich coś przerażającego, coś, czego nie byli w stanie udźwignąć! Jak mają z tym żyć? Wielu przyjęło prawdę jak wroga. Tak samo wolność. „Nie znamy swojego kraju. Nie wiemy, co myśli większość ludzi, widzimy ich, spotykamy codziennie, ale o czym myślą, czego pragną – tego nie wiemy. Ośmielamy się jednak ich uczyć. Niedługo wszystkiego się dowiemy, a wtedy się przerazimy” – mówił jeden z moich znajomych, z którym często siadywaliśmy u mnie w kuchni. Kłóciłam się z nim. To było w roku dziewięćdziesiątym pierwszym… Szczęśliwe czasy! Wierzyliśmy, że jutro, dosłownie jutro zacznie się wolność. Zacznie się z niczego, z naszych pragnień.

„Byłem uczestnikiem wielkiej przegranej bitwy o rzeczywistą odnowę życia” – napisał Warłam Szałamow, człowiek, który przesiedział siedemnaście lat w stalinowskich łagrach. Przetrwała w nim tęsknota za ideałem… Ludzi radzieckich podzieliłabym na cztery pokolenia: stalinowskie, chruszczowowskie, breżniewowskie i gorbaczowowskie. Ja należę do tego ostatniego. Nam było łatwiej pogodzić się z krachem idei komunistycznych, bo nie żyliśmy w epoce, kiedy idea była młoda, silna, pełna utopijnych nadziei i miała w sobie jeszcze magię straceńczego romantyzmu. Dorośliśmy pod władzą kremlowskich starców. W jałowych, „wegetariańskich” czasach. Ogrom krwi przelanej za komunizmu został już zapomniany. Nadal panoszył się dawny patos, ale pozostała wiedza, że utopii nie należy wprowadzać w życie.

To było podczas pierwszej wojny czeczeńskiej… Na dworcu w Moskwie poznałam kobietę z okolic Tambowa. Jechała do Czeczenii, żeby zabrać syna z wojny: „Nie chcę, żeby umierał. I nie chcę, żeby zabijał”. Państwo już nie miało władzy nad jej duszą. Była wolnym człowiekiem. Takich jednak nie znalazło się wielu. Liczniejsi byli ci, których wolność irytowała: „Kupiłem trzy gazety i w każdej mam inną prawdę. A jak poznać, która prawda jest prawdziwa? Dawniej przeczytało się rano »Prawdę« i wszystko człowiek wiedział. Wszystko rozumiał”. Spod narkozy idei ludzie wychodzili powoli. Jeśli zaczynałam rozmowę o pokajaniu się, to w odpowiedzi słyszałam: „Za co miałbym się kajać?”. Każdy czuł się ofiarą, a nie współuczestnikiem. Jeden mówił: „Ja też siedziałem”, drugi: „Ja walczyłem”, trzeci z kolei: „Odbudowywałem z gruzów własne miasto, w dzień i w nocy dźwigałem cegły”. To było zupełnie zaskakujące: wszyscy upojeni wolnością, ale na nią niegotowi. Gdzież jest ta wolność? Wyłącznie w kuchni, gdzie z przyzwyczajenia nadal pomstowano na władzę. Na Jelcyna i Gorbaczowa. Na Jelcyna – za to, że zmienił Rosję. A na Gorbaczowa? Za to, że zmienił wszystko. Cały wiek dwudziesty. I teraz u nas będzie tak, jak gdzie indziej. Jak u wszystkich. Myśle­liśmy, że tym razem się uda.

Rosja się zmieniała i nienawidziła samej siebie za to, że się zmienia. „Nieruchawy Mongoł” – pisał Marks o Rosji.

Cywilizacja radziecka… Spieszę się, by utrwalić jej ślady. Znajome twarze. Wypytuję nie o socjalizm, ale o miłość, zazdrość, dzieciństwo, starość. O muzykę, tańce, o fryzury. O tysiące szczegółów życia, które zniknęło. To jedyny sposób, żeby zapędzić katastrofę w ramy czegoś zwykłego i spróbować coś opowiedzieć. Czegoś się domyślić. Nie przestaję się dziwić temu, jak ciekawe jest zwykłe ludzkie życie. Nieskończona liczba ludzkich prawd… Historię interesują tylko fakty, emocje zostają za burtą. Z zasady nie mają wstępu do historii. A ja patrzę na świat oczami humanisty, nie historyka. Jestem zdziwiona człowiekiem…

Ojca już nie ma. Nie mogę więc dokończyć pewnej rozmowy z nim… Powiedział, że im umierać na wojnie było łatwiej niż tym niedoświadczonym chłopcom, którzy dzisiaj giną w Czeczenii. W latach czterdziestych z piekła trafili do piekła. Przed wojną ojciec studiował w mińskim instytucie dziennikarstwa. Wspominał, że kiedy wracali z wakacji, często nie zastawali już nikogo ze znanych wykładowców, wszyscy siedzieli w więzieniu. Nie rozumieli, co się dzieje, ale czuli się strasznie. Tak strasznie jak na wojnie.

Niewieleśmy mieli z ojcem szczerych rozmów. Chyba mnie oszczędzał. A czy ja oszczędzałam jego? Trudno mi na to odpowiedzieć… W stosunku do swoich rodziców byliśmy bezlitośni. Wydawało się nam, że wolność to bardzo prosta sprawa. Minęło trochę czasu i sami ugięliśmy się pod brzemieniem wolności, bo nikt nas jej nie uczył. Uczono nas jedynie, jak mamy za nią umierać.

No i mamy wreszcie tę wolność! Czy takiej właśnie oczekiwaliśmy? Byliśmy gotowi umrzeć za swoje ideały. Walczyć. A zaczęło się życie „jak u Czechowa”. Bez historii. Upadły wszystkie wartości poza wartością życia. Życia w ogóle. Nowe marzenia: zbudować dom, kupić dobry samochód, posadzić agrest… Wolność okazała się rehabilitacją mieszczaństwa, zazwyczaj w Rosji prześladowanego. Wolnością Jej Królewskiej Mości Konsumpcji. Majestatu masy. Masy pragnień, instynktów – utajonego życia człowieka, o którym mieliśmy tylko przybliżone wyobrażenie. W ciągu całej historii nie żyliśmy, tylko starali się przeżyć. A teraz już wojenne doświadczenie nam się nie przyda, trzeba o nim zapomnieć. Tysiące nowych emocji, stanów, reakcji… Nagle wszystko dookoła całkiem się zmieniło: szyldy, przedmioty codziennego użytku, pieniądze, flaga… Sam człowiek też jest inny. Barwniejszy, bardziej odrębny… Monolit wysadzono w powietrze i życie rozpadło się na wysepki, atomy, komórki. Jak w słowniku Dahla[2] – woluszka-razdoluszka… wolność kojarzy się z razdoljem, przestrzenią. Wielkie zło zmieniło się w opowieść o zamierzchłych czasach, w kryminał polityczny. Nikt już nie mówił o idei, mówiono o kredytach, procentach, wekslach, nie zarabiano pieniędzy, ale je „robiono”, „wygrywano”. Czy długo tak będzie? „Z duszy Rosjanina nie da się wyplenić poczucia, że pieniądze są czymś grzesznym” – pisała Cwietajewa[3]. Tymczasem wydaje się, że bohaterowie Ostrowskiego i Sałtykowa-Szczedrina[4] ożyli i spacerują po naszych ulicach.

Każdego, z kim się spotkałam, pytałam: „Co to znaczy wolność?”. Rodzice i dzieci odpowiadali rozmaicie. Ci, którzy urodzili się w ZSRR, i ci, którzy urodzili się po jego upadku, nie mają wspólnych doświadczeń. Są ludźmi z innych planet.

Rodzice: wolność to brak strachu; trzy sierpniowe dni, kiedy pokonaliśmy pucz; człowiek, który wybiera w sklepie jeden ze stu gatunków kiełbasy, jest bardziej wolny niż ten, który wybiera z dziesięciu; wolność to znaczy nie być bitym, tyle że niebitych pokoleń się nie doczekamy – mieszkaniec Rosji nie rozumie wolności, musi mieć Kozaka z nahajką.

Dzieci: wolność to miłość; wewnętrzna wolność to wartość absolutna; człowiek nie boi się wtedy własnych pragnień; wolność to dużo pieniędzy, wtedy można mieć wszystko; wolność jest wtedy, gdy można żyć tak, żeby się nie zastanawiać nad wolnością; wolność to rzecz normalna.

Szukam języka. Człowiek używa wielu języków: jednym mówią rodzice do dziecka, drugim rozmawiają zakochani… Jeszcze inaczej porozumiewamy się sami ze sobą, prowadzimy wewnętrzne dialogi. Na ulicy, w pracy, w podróży – wszędzie słychać co innego, zmieniają się nie tylko słowa… Nawet poranna rozmowa różni się od wieczornej. A to, co w nocy odbywa się między dwojgiem ludzi, całkowicie znika z historii. Mamy do dyspozycji tylko historię dzienną.

Samobójstwo jest tematem nocnym; człowiek znajduje się na granicy bytu i niebytu. Snu. Chciałabym to zrozumieć, pytałam więc z natarczywością człowieka dziennego. Usłyszałam: „A nie boi się pani, że to się pani spodoba?”.

*

Jedziemy przez Smoleńszczyznę. W pewnej wsi zatrzymujemy się koło sklepu. Jakież bliskie (sama wychowałam się na wsi), piękne i dobre twarze – i jakże nędzne, poniżające jest życie, które je otacza. Zaczęliśmy rozmawiać o życiu.

– Pyta pani o wolność? Proszę zajrzeć do sklepu – wódka jest, jaka pani chce: „Standard”, „Gorbaczow”, „Putinka”, kiełbasy pełno, sera też, ryb. Banany leżą. Po co tu jeszcze wolność? Ta nam wystarczy.

 

– A ziemię wam dali?

– Kto by tam się z nią mordował? Chcesz, bracie, to bierz. U nas wziął taki jeden, Waśka Krutoj. Młodszy chłopak ma osiem lat, a już chodzi za pługiem razem z ojcem. Jak się do niego kto najmie do roboty, to człowiekowi ani pospać nie da, ani ukraść. Faszysta jeden!

U Dostojewskiego w Legendzie o Wielkim Inkwizytorze toczy się spór o wolność. O to, że droga wolności jest trudna, pełna cierpienia, tragiczna… „A po cóż takim kosztem poznawać to diabelskie dobro i zło?”. Człowiek musi cały czas wybierać: wolność czy dobrobyt i wygodne życie, wolność i cierpienia czy szczęście bez wolności. Większość ludzi wybiera to drugie.

Wielki Inkwizytor mówi do Chrystusa, który wrócił na ziemię:

Po co przyszedłeś nam przeszkadzać? Bo przyszedłeś nam przeszkadzać i sam o tym wiesz.

Przez tak wielki dlań (człowieka) szacunek uczyniłeś tak, jakbyś przestał mu współczuć, bo też zbyt wiele odeń żądałeś… Gdybyś mniej go szanował, mniej też byś od niego żądał, to zaś bliższe byłoby miłości, ulżyłbyś bowiem jego brzemieniu. Słaby jest i podły… Cóż winna słaba dusza, że nie jest zdolna pomieścić tak strasznych darów?

Człowiek, pozostając wolnym, niczym nie trapi się tak ustawicznie i boleśnie, jak tym, by co prędzej komuś się pokłonić… i tym, na kogo by co prędzej scedować dar wolności wrodzony tej nieszczęsnej istocie…[5]

* * *

W latach dziewięćdziesiątych… Tak, byliśmy szczęśliwi, do tej naszej naiwności nie da się już powrócić. Wydawało nam się, że wybór został dokonany, że komunizm bezapelacyjnie przegrał. Tymczasem wszystko dopiero się zaczynało…

Minęło dwadzieścia lat… „Nie straszcie nas socjalizmem” – mówią dzieci do rodziców.

Z rozmowy ze znajomym wykładowcą uniwersytetu

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych – mówił – studenci śmiali się, kiedy im wspominałem o Związku Radzieckim; byli przekonani, że przed nimi otwiera się nowa przyszłość. Teraz to wygląda inaczej… Dzisiejsi studenci już się dowiedzieli, już poczuli, co to znaczy kapitalizm – nierówność, ubóstwo, bezczelne bogactwo; zobaczyli, jak żyją ich rodzice, którzy nic nie dostali z rozgrabionego kraju. Są więc nastawieni radykalnie. Marzą o własnej rewolucji. Noszą czerwone tiszerty z portretami Lenina i Che Guevary.

W społeczeństwie pojawiło się zapotrzebowanie na Związek Radziecki. Na kult Stalina. Połowa młodych ludzi między dziewiętnastym a trzydziestym rokiem życia uważa Stalina za „największego polityka”. Nowy kult Stalina w kraju, w którym wymordował on nie mniej ludzi niż Hitler?! Znowu w modzie jest wszystko, co radzieckie. Na przykład „radzieckie” kawiarnie o radzieckich nazwach, z radzieckimi daniami w karcie. Pojawiły się „radzieckie” cukierki i „radziecka” kiełbasa o zapachu i smaku znanych nam z dzieciństwa. No i oczywiście „radziecka” wódka. W telewizji dziesiątki audycji, a w internecie dziesiątki nostalgicznych „radzieckich” stron. Do stalinowskich obozów – na Sołówki, do Magadanu – można pojechać z wycieczką. Reklama obiecuje, że pełnię wrażeń osiągniemy dzięki łagrowej odzieży i kilofowi. Pokażą nam odrestaurowane baraki. A na koniec zorganizują wędkowanie…

Odradzają się stare idee: wielkiego imperium, żelaznej ręki, własnej, odrębnej drogi Rosji… Przywrócono hymn radziecki, istnieje komsomoł, tyle że nazywa się „Nasi”; jest i partia władzy, kopiująca partię komunistyczną. Prezydent ma władzę sekretarza generalnego. Absolutną. Funkcję marksizmu-leninizmu przejęło prawosławie…

Przed rewolucją 1917 roku Aleksandr Grin napisał: „A przyszłość jakoś przestała być na swoim miejscu”. Minęło sto lat i znowu przyszłość nie jest na swoim miejscu. Dostały się nam czasy używane, czasy secondhand.

Barykada nie jest bezpiecznym miejscem dla artysty. To pułapka. Na barykadzie psuje się wzrok, zwężają się źrenice, świat traci barwy. Staje się czarno-biały. Człowieka już się stamtąd nie dostrzega, widzi się tylko czarny punkt – cel. Przez całe życie tkwiłam na barykadach, chciałabym więc już z nich zejść. Nauczyć się radości życia. Odzyskać wzrok. Tymczasem dziesiątki tysięcy ludzi znowu wychodzą na ulice. Chwytają się za ręce. Mają białe wstążki na kurtkach. Symbol odrodzenia. Światła. No więc jestem z nimi.

Spotkałam na ulicy chłopaków w tiszertach z sierpem i młotem oraz portretem Lenina. Czy wiedzą, co to jest komunizm?