Idealna randkaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ ÓSMY

Tutaj, z Alexem, jestem w zupełnie innym świecie i wszystko wydaje się takie dobre – to jak słodkie ciepłe uczucie, kiedy alkohol albo narkotyk uderza do głowy. Jest dziko i gwałtownie. Chcę tak trwać całą noc i nigdy nie opuszczać tej ślicznej miękkiej kanapy.

W końcu przerywamy pocałunek i w nieco niezręcznej ciszy pytam go o jego dzień, a on opowiada mi o sprawie, nad którą teraz pracuje.

– Ten młody chłopak jest bezdomny i został oskarżony o dźgnięcie nożem kolegi. Jednak ja całym sercem wierzę, że nie popełnił tego przestępstwa. Miałem dyżur sądowy w tę noc, kiedy go przywieźli i od razu wiedziałem, że nie byłby zdolny do tak brutalnego czynu. – Wyjaśnia dalej wszystko szczegółowo, a ja jestem oszołomiona jego troską i pasją. – Właśnie dlatego zdecydowałem się na zawód prawnika – mówi. – Chcę pomagać ludziom, którzy nie mogą pomóc sobie sami.

Doskonale to rozumiem.

– Ja czuję się w pracy dokładnie tak samo – odpowiadam, ale kiedy rozglądam się po tym ślicznym domu, zdaję sobie sprawę, że jemu płacą dużo lepiej.

– Czasami jestem zszokowany tym, przez co muszą przechodzić niektórzy ludzie i tym, że każdy z nas mógłby znaleźć się w tak beznadziejnej sytuacji. Niewłaściwa opieka, zaniedbanie, bieda… Właściwie jedynym, co nas przed tym ochroniło, byli rodzice – dodaje.

Zgadzam się i zastanawiam, czy czasem nie mówi tego wszystkiego, mając na uwadze własne doświadczenia, ale wiem, że jest za wcześnie, żeby zapytać. Muszę poczekać, aż sam zechce mi o tym opowiedzieć.

– Praca z takimi osobami i dostrzeżenie, jak trudne mają życie naprawdę na mnie działa – mówię. – Nie potrafię zbyt łatwo zaufać, jestem podejrzliwa, a wszystko postrzegam dużo mroczniej i niebezpieczniej, niż jest w rzeczywistości. Któregoś dnia byłam w Tesco i jakaś kobieta krzyczała na dziecko, a ja musiałam się powstrzymywać, żeby do niej nie podejść i nie kazać jej przestać. Nawet wyszłam za nią ze sklepu i śledziłam z pewnej odległości, tak bardzo martwiłam się o małego. Ale kiedy dotarli na przystanek, kobieta wyjęła z torby banana i dała go malcowi. Dołączyłam do nich i udawałam, że czekam na autobus, ulżyło mi, kiedy usłyszałam, że łagodnie przemawia do dziecka. Chcę przez to powiedzieć, że to, co robię każdego dnia i rzeczy, z którymi muszę sobie radzić, sprawiają, że mój umysł tworzy nieistniejące sytuacje.

Alex się nie odzywa, a ja przerywam, zakładając, że go znudziłam, albo, co gorsza, uznał mnie za wariatkę, która śledzi obcych ludzi, spotkanych na ulicy. Ale z wyrazu jego twarzy odczytuję, że milczy, bo rozważa to, co powiedziałam i słucha uważnie, nie chce przerywać mi swoimi historiami, swoją teorią.

– Pewnie brzmię jak ktoś lekko pokręcony, bo chodzę po mieście za jakąś przypadkową kobietą – stwierdzam.

– Nie, to pokazuje, że jesteś miła, opiekuńcza i urocza. – Obejmuje mnie ramieniem. – Szkoda, że nie miałem kogoś takiego, jak ty, kiedy byłem dzieckiem.

– Och? – Mam nadzieję, że otworzy się przede mną, zastanawiam się, czy miał trudną przeszłość. Jednak to może być dla niego zbyt wcześnie na takie wyznania.

– Ja… po prostu nigdy nic nie robiłem dobrze, przynajmniej według moich rodziców. Tata zawsze powtarzał, że jestem nieudacznikiem. – Wzdycha i widzę ból w jego oczach.

– O Boże, Alex, to okropne! – Jestem zszokowana, słysząc to, choć codziennie podobne rzeczy mówią mi podopieczni. Moje serce jeszcze bardziej rwie się do niego, bo zaczynam rozumieć, że tak, jak inni, jest wrażliwy i podatny na zranienia.

– Mam to już za sobą. Nie utrzymuję z nimi kontaktu. Zawsze, kiedy jechałem z wizytą, musiałem znosić ich zawiedzione spojrzenia.

– Jakim cudem mogliby być tobą zawiedzeni? Tak dobrze sobie radzisz, masz wspaniałą karierę, śliczny dom…

– Tak jak mówiłem, zawsze wszystko robiłem niewłaściwie – stwierdza lekceważąco. Widać, że nie chce kontynuować tej rozmowy i zmienia temat. – A co z tobą? Twoi rodzice są dumni? Mają twoje zdjęcia z ceremonii ukończenia studiów rozstawione po całym salonie?

– Nie. Oboje nie żyją – oznajmiam. – Nie rozmawiajmy o przeszłości, zostawmy to na inny dzień.

– Tak mi przykro. – Uśmiecha się smutno. – Tak, absolutnie, zostawmy na razie przeszłość tam, gdzie jej miejsce. Więc… jak ci minął dzień?

Wracają do mnie dzisiejsze przeżycia. Prawie wzdrygam się na myśl o różach i tej okropnej karteczce. Jako dziecko przysposobione uczysz się nie ufać ludziom. Dorośli opiekunowie potrafią wiele ukryć pod uśmiechem. Większość z nich była w porządku, ale niektórzy okazywali się naprawdę okrutni, a nagły wybuch gniewu lub nieprzyjemne docinki potrafiły zaskoczyć jak bolesny policzek. Chociaż nigdy nie uderzali i nie wydzierali się kolejny raz, groźba wisi w powietrzu jak ciemna chmura i pozostaje z tobą przez całe dorosłe życie. Otrzymać tak piękne kwiaty i znaleźć w nich okropną wiadomość było jak ten siarczysty policzek z dzieciństwa, wredna uszczypliwość, gdy najmniej się jej spodziewałeś. Właśnie kiedy wszystko wydaje się dobrze układać, przydarza się coś takiego, odwieczna groźba, że możesz wszystko stracić.

Postanawiam nie mówić Alexowi o różach. To zbyt wcześnie, a wieczór jest tak miły, że nie chcę go psuć wiadomością, że mam mściwego byłego, który czai się gdzieś za rogiem. Dlatego trzymam się bezpiecznego tematu i mówię o pracy.

– Mój dzień był pracowity i frustrujący. Nastolatki, z którymi pracuję, często mają problemy z komunikowaniem się, zwłaszcza te maltretowane albo zaniedbane. Nie zawsze jest łatwo im pomagać.

Przytakuje, uważnie słuchając tego, co mówię.

– Często zastanawiam się, ile jeszcze wytrzymam i właśnie kiedy mam się poddać, następuje przełom i dzieje się coś dobrego – dodaję. – W końcu ratuję dziecko z patologicznej rodziny, nastolatek opuszcza dom dziecka, przeprowadza się do własnego mieszkania i znajduje pracę. Właśnie wtedy czuję, że to wszystko było warte nieprzespanych nocy. Harry zawsze mówi, że pilnuje się podopiecznych jak rodzic, który czuwa nad rocznym dzieckiem, robiącym pierwszy krok.

– Harry ewidentnie potrafi używać ładnych słów – stwierdza. Ma napięty głos, jest zazdrosny o Harry’ego? Jeśli tak, to zabawne, bo kiedy tylko go pozna, zrozumie, że chłopak nie stanowi żadnego zagrożenia i nie trzeba się o niego martwić.

– Najtrudniejszą lekcją, jaką musiałam przyswoić było to, że niektórzy po prostu nie chcą dać sobie pomóc – mówię, wracając do tematu.

– Tak. To boli. – Wzdycha. – Ludzie źle odbierają pewne sprawy, myślą, że się wywyższasz, a ty tylko chcesz wszystko naprawić. Przecież prosisz, żeby zachowywali się w odpowiedni sposób, robisz to dla nich, ale oni tego nie widzą.

– Masz na myśli klientów? – dopytuję, niepewna, o co mu chodziło.

– Tak… Może czasem daję z siebie i tak zbyt dużo, prawdopodobnie proszę też o wiele. Ale to dla nich… Zawsze dla nich.

Czuję jego pasję, troskę i utożsamiam się z nią. Ale nie jestem całkowicie pewna, czy mówi o swojej pracy.

– Daję wiele… ale równie sporo wymagam – dodaje.

– Nie ma w tym niczego złego.

– Mmm, ale z mojej strony to zawsze prowadzi do rozczarowania.

Znowu zastanawiam się, czy mówi o osobach, które broni, czy może o czymś bardziej osobistym. Czy Alex również zawiódł się w miłości? Czy miał złamane serce?

– Jak długo jesteś sam? – pytam.

– Jakieś dwanaście miesięcy.

– Rok to długo dla kogoś takiego, jak ty – mówię flirciarskim tonem i upijam łyk wina. Jest taki fantastyczny, aż nie mogę uwierzyć, że żadna go dotąd nie złapała. Patrzę przez drzwi na lśniące wnętrze. – Jakaś kobieta umówiłaby się z tobą chociażby dla tej kuchni – mamroczę, tylko częściowo żartując.

Uśmiecha się.

– O nie, chcesz mnie tylko dla sprzętu i blatów?

Przytakuję.

– Kurczę, tak łatwo mnie rozgryźć? Masz świetne wyposażenie, Alex. – Udaję, że wzdycham tęsknie, a on zaczyna się śmiać.

– To komplement… chyba. Może w tym właśnie tkwił problem z moimi wcześniejszymi związkami. Najpierw powinienem był uwieść kobietę kuchnią. – Teatralnie potrząsa głową.

– Tak, możliwe. Albo tak, jak ja. Po prostu źle wybierałeś – oznajmiam, delikatnie zaczynając rozmowę.

Wzrusza ramionami, a ja zastanawiam się, jaka historia wiąże się z jego ostatnią dziewczyną. Ale nie mam szansy się tego dowiedzieć, bo szybko opuszcza ten, widać niewygodny temat.

– Kolacja zaraz będzie gotowa. Dostałem od koleżanki z pracy przepis na danie z kuchni arabskiej – mówi radośnie. – Jest przepyszne, już to wcześniej robiłem… ale zajmie to trochę więcej czasu niż zwykle.

– Pachnie wspaniale – stwierdzam, a że przywykłam do prowadzenia trudnych rozmów z wychowankami, zaczynam drążyć sprawę jego byłej. – Więc jesteś sam od roku? – Dyskretnie zerkam na ścianę ze zdjęciami, mając nadzieję wypatrzyć tę właściwą fotografię.

Alex opuszcza głowę. Przytakuje powoli.

– Tak.

– Czy ona… jest tam, na ścianie? – pytam, raczej niezdarnie.

Zerka na galerię i odwraca wzrok.

– Nie, zdjąłem jej zdjęcia. Nie mogłem ciągle na nią patrzeć.

Serce nieco mnie kłuje i zastanawiam się, czy już wyleczył się z tego związku.

– Musiała dla ciebie wiele znaczyć – naciskam.

– Owszem. Od tego czasu nie byłem z nikim innym. Nie byłem gotowy… aż do teraz. – Podnosi głowę i patrzy wprost na mnie. Dostaję gęsiej skórki, w tym dobrym znaczeniu.

– Dlaczego zerwaliście?

Teraz patrzy w dal i mija chwila, zanim znowu się odzywa.

– A dlaczego ludzie zrywają? Po prostu nie pasowaliśmy do siebie, ona pragnęła czegoś innego. – Odwraca się do mnie, a jego twarz przepełnia cierpienie. – Ona to zakończyła.

 

– Przepraszam. Nie musimy o tym rozmawiać, jeśli to zbyt… – Wycofuję się, teraz czuję się winna, że zaczęłam ten temat. Widać, że to nadal dość świeża sprawa, nawet po tak długim czasie.

– Nie, nic się nie stało. – Ale potrząsa głową, wcale nie jest dobrze. – Powiedziała po prostu, że już mnie nie kocha. Ja byłem szczęśliwy, sądziłem, że jest świetnie, a wtedy bum i wszystko skończone. Wszystko, w ciągu kilku sekund.

Myślę, że Tom czuł się podobnie, kiedy z nim zerwałam i nagle dopada mnie smutek i poczucie winy. Czuję, że muszę dotknąć ramienia Alexa, żeby go pocieszyć.

– To brzmi przykro. – Wzdycham. Mam nadzieję, że Tom też znajdzie kogoś, kto uleczy jego rany.

– Och, ludzie przechodzą przez trudniejsze rzeczy. Ja… Mówiono mi, że biorę wszystko zbyt poważnie. To zawsze ja najbardziej obrywam – dodaje smutno.

Znowu kładę dłoń na jego ręku w pocieszającym geście, a on odpowiada powolnym uśmiechem.

– Tak czy inaczej, zostawiam to za sobą. Już to kiedyś przeżyłem, przywykłem do pożegnań. Straciłem matkę, kiedy miałem dziewięć lat. Po czymś takim nic już nie poruszy cię tak naprawdę.

– Bardzo mi przykro. – Nie spodziewałam się, że zdradzi mi aż tyle. Ja też straciłam matkę w bardzo młodym wieku, ale nie wspominam o tym, to kolej Alexa, żeby opowiedzieć swoją historię. – Nie wiedziałam, że twoja mama zmarła, przepraszam. Kiedy mówiłeś, że nie utrzymujesz kontaktu z rodzicami, założyłam…

– Tak. Tata wciąż żyje, ożenił się powtórnie. Nie kontaktuję się z nimi.

– To niełatwa sytuacja, zwłaszcza dla małego dziecka – mówię. Przywykłam do radzenia sobie z wpływem macoch i ojczymów na życie niektórych z moich podopiecznych i wiem, jak trudne i wyniszczające potrafią być te relacje.

– Spodziewam się, że wszyscy w końcu mnie opuszczą. A kiedy mój ostatni związek… zakończył się, trudno było mi się z tym pogodzić. Trwało to aż do teraz… Nienawidzę rozstań.

– Potrafię to zrozumieć – stwierdzam łagodnie.

– Po prostu wyszła, zostawiła swoje rzeczy… niektóre jej ubrania nadal są w szafie, tak bardzo chciała zniknąć, że nawet się porządnie nie spakowała.

Wzdycham, jego ból jest wręcz namacalny.

– Kiedy odeszła, nie straciłem tylko jej, zabrała ze sobą wszystko – plany, które mieliśmy na małżeństwo, marzenia o dzieciach, nawet o wakacjach. W tamtej chwili zabrała mi każde jutro. Rozumiesz?

Przytakuję, zdając sobie sprawę, że to musiał być długotrwały związek, coś poważnego, ale nie potrafię odnieść się do tego, co powiedział, bo ja nie znam tego uczucia. Z Tomem nigdy nie robiliśmy takich planów, nigdy nie mieliśmy wspólnego jutra, moje pozostało nietknięte. Jednak kiedy widzę oczy Alexa, gdy wspomina swoją stratę, nic nie mogę poradzić, czuję ostre ukłucie zazdrości o kobietę, której nigdy nie poznałam.

Śmieje się gorzko.

– Przeskakuję od zranienia do gniewu, kiedy myślę o niej i… o tym, co mi zrobiła. – Wierci się na miejscu. – Kilka dni temu myślałem, że ją zauważyłem. Szedłem przez Worcester i wydawało mi się, że zobaczyłem ją wchodzącą do sklepu z sukienkami. I wszystkie te uczucia, ten ból… zalały mnie od nowa. To znaczy, wyleczyłem się z niej – dodaje, patrząc na mnie, żeby zapewnić mnie o tym – ale to niełatwe.

– Och, więc ona wciąż mieszka tutaj, w Worcester?

– Wyjechała na jakiś czas… ale słyszałem, że wróciła.

Żołądek mi się zaciska na myśl o tym, że wpadną na siebie, a on znowu się w niej zakocha. Albo ona w nim?

Siedzimy przez jakiś czas, oboje pogrążeni we własnych rozważaniach. Zastanawiam się, co on sądzi, a zważywszy na to, jak mocno wpłynęło na niego to ostatnie rozstanie, jestem ciekawa, czy jest już gotowy na coś nowego.

– Okej, jest po dwudziestej pierwszej – informuje, patrząc na zegarek. – Przepraszam, to zaszło o wiele za daleko. Kolacja będzie późno, a pewnie już spaliła się na węgiel. – Wstaje i wyciąga do mnie rękę.

– Jestem pewna, że będzie w porządku. Umieram z głodu – mówię i przyjmuję jego dłoń. Kiedy idziemy w stronę kuchni, oznajmiam mu, że muszę skorzystać z łazienki.

– Schodami na górę, drugie drzwi po prawej. – Wskazuje i rusza do kuchni.

Wbiegam po stopniach, zarumieniona od wina i przyjemnego wieczoru, ale jednocześnie czuję sprzeczne emocje wobec tego, co to wszystko znaczy, a najstraszniejsze pytanie brzmi – czy on nadal kocha swoją byłą?

Kiedy wchodzę do łazienki, przytłumione światło koi moje nerwy, a świetne poczucie stylu Alexa znowu mnie zaskakuje. Ściany w szaroniebieskim kamieniu i ultranowoczesne wyposażenie w ciemnym, mahoniowym drewnie – wszystko pięknie się komponuje. Są tam dwie umywalki i z pewnym wahaniem stwierdzam, że prysznic też jest wystarczająco duży dla dwóch osób. Na półkach stoi kilka butelek drogiego żelu do mycia – nawet ręczniki są równo ułożone. Zwinięte w pąki róż i rozłożone po cztery. Wszystko jest przemyślane i metodycznie zaplanowane, zupełnie jak pomieszczenia na dole.

Do tej pory uważałam go za idealnego, więc sądziłam, że jego dom będzie zagraconym, zabałaganionym kawalerskim gniazdkiem. Tutaj wszystko jest na swoim miejscu, ani jednej brudnej skarpetki na podłodze, nic nie wysypuje się ze śmietnika, armatura lśni, zupełnie jak wszystkie inne piękne powierzchnie.

Podchodzę do półek, na których stoi cały wybór ciemnobrązowych buteleczek. Oglądam flakon perfum – Cuiron od Helmuta Langa. Wygląda na drogi i wyrafinowany. Pryskam odrobinę w powietrze i kiedy wącham, aromat wydaje się znajomy – to Alex. Pamiętam, że przez ten zapach rozpłynęłam się przy naszym pierwszym pocałunku w drzwiach mojego domu – mocna nuta sosny i wiekowej skóry. Było tam też coś jeszcze i teraz potrafię to zidentyfikować – bogaty dymny aromat, który dyskretnie przebija się przez świeżość lasu. Światło i cień, odkrycia i sekrety.

Zerkam na ogromną dyszę prysznica, wyobrażając sobie nas pod strumieniami gorącej wody, zapach sosny i potu… a potem czuję ukłucie, bo widzę ją z nim w tym miejscu. Kobieta bez twarzy i imienia, jej idealne ciało splecione z jego. Opuszkami palców przesuwam po miękkich, puchatych ręcznikach i wyobrażam sobie ich oboje owiniętych materiałem o barwie Pacyfiku. Jestem otumaniona zazdrością… i pożądaniem. Pragnę jego, nas, wspólnego życia tutaj.

Nie posiadam nawet własnego mieszkania, samochód ma chyba ze sto lat i jeśli mam być szczera, nigdy nawet nie zastanawiałam się nad kolorem ścian. Ale teraz jest ten mężczyzna, który sprawia, że zapominam o pracy i nakazach sądowych, o bezpieczeństwie i bezdomnych nastolatkach. To ktoś, z kim mogę uciec, kto może oderwać mnie od tego wszystkiego dzięki pięknym ręcznikom, wielkiemu prysznicowi i perfumom prosto z raju.

Podchodzę do umywalki i myję ręce niebiańsko pachnącym mydłem w płynie. Jednak nie mogę uniknąć swojego odbicia w lustrze. Boże, już zapomniałam, że pędząc tutaj nie zmyłam, ani nie poprawiłam makijażu. Jak on mógł patrzeć na tę twarz przez prawie godzinę? Pomiędzy całym tym minimalizmem i polerowanym kamieniem wyglądam tak, jakbym tu nie pasowała. A jednak, tuż pod warstwą zwątpienia, pojawia się iskierka nadziei, że z kimś takim, jak Alex, mogłabym tu pasować i osiągnąć wszystko, czego pragnę. Po całym życiu spędzonym jako ta gorsza, nie do końca prawdziwa, czy to właśnie jest ktoś, kto sprawi, że poczuję się jak jedyna i wyjątkowa?

Mam nadzieję znaleźć coś, czym mogłabym uczesać włosy, więc otwieram szafkę pod umywalką. W środku znajduję zwykłe przybory łazienkowe – plastry, paracetamol, tubkę kremu nawilżającego – ale nic tak prostego, jak grzebień, ani nawet odrobina balsamu do ust, żeby trochę zatuszować swój okropny wygląd.

Zamykam drzwiczki i z boku zauważam małą kosmetyczkę. Leży w normalnym miejscu, wygląda zwyczajnie. Zamknięta.

Zastanawiam się, czy ją otworzyć. Mówię sobie, że nie powinnam. Desperacko potrzebuję szczotki, ale nie mam prawa tam zaglądać, to wydaje się zbyt intymne – jakbym czytała czyjś pamiętnik. Walczę ze sobą przez jakieś trzy sekundy, a potem jednak otwieram. Przeszukuję wnętrze, nie znajduję tego, czego szukam, ale widzę więcej rzeczy Alexa. Szczoteczka – niezwykła, jakby imitacja żółwiej skorupy. Droga pasta – nie jak moja z supermarketu. Sprawdzam głębiej – pęseta, cążki do paznokci, przybory do golenia. Nic, żeby się uczesać.

Zaczynam czuć się nieco zawstydzona, że przeszperałam jego męskie przybory toaletowe, ale muszę się upewnić, że nie ma tam żadnego grzebienia. Tak czy inaczej, co to szkodzi, że dowiem się, jakiej pasty do zębów używa? Próbuję tylko poznać go… bardziej.

Nagle moje palce trafiają na coś płaskiego, wepchniętego na tył kosmetyczki, ostrożnie to wyjmuję. Najpierw ledwo udaje mi się rozpoznać ten przedmiot, ale powoli dociera do mnie, co to jest. Wytarte zdjęcie kobiety, ale w jej twarzy są dziury, jakby ktoś w przypływie furii wydłubał je długopisem. Jakby chciał ją skreślić z tego świata.

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Nie rozumiem tego, co widzę na zdjęciu trzymanym w dłoni. Linie tuszu biegną na ukos, wyglądają wściekle, przecinając twarz kobiety. Na pierwszy rzut oka jest w moim wieku, przed czterdziestką. Jej długie blond włosy spływają na nagie opalone ramiona. Ma na sobie koszulkę w paski i słomkowy kapelusz.

Jestem zszokowana. Dzisiaj nauczyłam się, że jeśli przeszukamy uważnie czyjąś łazienkę, istnieje spora szansa, że znajdziemy coś niepokojącego. A to jest dość dziwne. To prawdopodobnie była dziewczyna Alexa, co ma jakiś sens. Jestem pewna, że gdyby uważnie przeszukać moje mieszkanie, znalazłoby się tam zdjęcie Toma, chociaż większość mam w telefonie – nigdy nie zmusiłam się, żeby je skasować. Ale zdjęcie, które widzę jest wysłużone. Widać, że było dotykane zbyt wiele razy i zostało wetknięte na dno jego kosmetyczki. Trzyma je w bezpiecznym miejscu, ale tak, żeby łatwo mógł je znaleźć. Tylko dlaczego długopis został wbity w jej twarz jak nóż?

Znowu zerkam na siebie w lustrze, trzymam w dłoni fotografię i po raz kolejny zastanawiam się, czy jestem na to wszystko gotowa. Niezależnie jaka będzie odpowiedź, siedzę tutaj już za długo, nie mogę dłużej zwlekać.

Wracam na dół, czując się niepewnie, ale nieco pociesza mnie przepyszny zapach dochodzący z kuchni. Umieram z głodu, przez cały dzień prawie nie jadłam. I co z tego, że pokreślił wizerunek swojej byłej? Przyznał, że był przybity i pewnie postąpił tak w przypływie emocji, zaraz po tym, jak odeszła. Tom robił dużo gorsze rzeczy i nie zdziwiłabym się, gdyby miał mój, podobnie pomazany tuszem portret, a może nawet kilka takich fotek. Przecież bywa, że nawet najspokojniejsi ludzie potrafią wpaść w złość, kiedy ktoś, kogo kochają, po prostu odchodzi. To był zapewne chwilowy napad gniewu, dlatego schował zdjęcie w kosmetyczce, bo wstydził się tego, co zrobił, ale nie mógł zmusić się do wyrzucenia go.

Przyklejam uśmiech do twarzy i wchodzę do kuchni, a Alex odsuwa dla mnie krzesło, żebym usiadła. Stół jest pięknie nakryty, stoi na nim wazon z jesiennymi liśćmi i jasnopomarańczową miechunką, stanowiącą cudowny kontrast dla szaroniebieskiego wnętrza. Trudno uwierzyć, że ten człowiek, który przygotował to wszystko, pomazał długopisem fotografię byłej dziewczyny.

Próbuję wyrzucić ten obraz z głowy i, dotykając wyglądających jak papier kwiatów, pytam:

– Naszykowałeś to, kiedy byłam w łazience?

Śmieje się.

– Nie, kupiłem wczoraj w kwiaciarni, bo myślałem, że przyjdziesz. Kiedy okazało się, że nie możesz, wstawiłem je do pomieszczenia gospodarczego w nadziei, że przetrwają do dzisiaj.

Serce ściska mi się lekko z powodu jego troskliwości i odpycham od siebie obraz uśmiechniętej twarzy pokrytej tuszem. Teraz kiedy zaczynam poznawać Alexa, widzę, że angażuje się bez reszty we wszystko, co robi i nawet podczas romantycznej kolacji w środku tygodnia zadbał o wygląd stołu. Dobra, nienawidzi swojej byłej – potrafię z tym żyć. Mogę pomóc mu pozbyć się gniewu i frustracji. Chcę być tylko tutaj z nim, w tej pięknej bańce wypełnionej domowym ciepłem i ceramicznymi naczyniami. Mogłabym być tu szczęśliwa… i bezpieczna. To mógłby być mój dom.

Alex otwiera piekarnik. Odskakuje odrzucony gorącym powietrzem, a ja zastanawiam się, jak często rzeczywiście gotuje. Ale niedługo potem przynosi parujące naczynie i ustawiając je ostrożnie na blacie, zerka na mnie i uśmiechamy się do siebie. Chcę zapytać go, czy kobieta na fotografii to jego była. Jestem ciekawa, kiedy próbował ją wymazać i czy już mu przeszło, jak twierdzi. Chcę też wiedzieć, czy w ogóle wyobraża sobie zakochać się w kimś innym. Na przykład we mnie. Ale zamiast tego ważnego pytania, zaczynam mówić o tym, co nie ma wielkiego znaczenia.

 

– Wygląda przepysznie – stwierdzam i proponuję pomoc, ale nawet nie chce o tym słyszeć.

Kiedy w końcu siada, wydaje się, że obchodzi go tylko to, czy odpowiada mi jedzenie, czy napiję się wody lub wina oraz czy jestem zadowolona. Zauważam, że jego czoło lśni od potu i po jego minie, kiedy pyta: „I jak?”, widzę, że to wiele dla niego znaczy. Chce, żeby smakowało mi to, co serwuje. Jestem wdzięczna, że mu zależy. Czuję się zobowiązana.

– Jest absolutnie wspaniałe – oznajmiam. Pyszna jagnięcina z ciecierzycą i aromatycznymi przyprawami rozgrzewa mnie od środka, zupełnie jak jego uśmiech.

– Tak się cieszę. Jak mówiłem, mam ten przepis od koleżanki z pracy. Często go wykorzystuje i zawsze wychodzi pyszne, więc postanowiłem przygotować to dla ciebie.

Robię uprzejmą minę, mimo że czuję nieracjonalny przypływ zazdrości na samą myśl, że jadł kolację z inną kobietą.

– Widać, że ma wielki talent – mówię, z całych sił próbując nie wyobrażać sobie tej jego koleżanki.

Znowu rozmawiamy, a Alex dolewa mi wina. Jest ciepło i wygodnie, on jest zabawny i sprawia, że się całkowicie odprężam, tak że jem i piję, aż więcej już nie mogę.

– Nie zapominaj, że zrobiłem twoje ulubione lody – przypomina mi.

– Cudownie! Czuję się taka rozpieszczana. – Mimo tego, że jestem najedzona, nie chcę go zawieść po tym, jak zadał sobie tyle trudu. Poza tym zawsze znajdę trochę miejsca na lody pistacjowe.

– Nawet jeszcze nie spróbowałaś.

Śmieję się.

– To kolejny z przepisów twojej koleżanki? – pytam, lekko drążąc temat.

Alex nie odpowiada, ale wstaje i podchodzi do zamrażarki, wyjmuje pojemnik, trzyma go przed sobą w obu dłoniach jak bezcenny starożytny artefakt.

– Stworzone z miłością. – Wzdycha, wykładając bladozielony kremowy deser.

– Och, to takie słodkie z twojej strony, że zadałeś sobie tyle trudu – mówię poruszona tym, jak układa gęstą masę w dwóch szklanych miseczkach i ostrożnie umieszcza kilka orzechów na wierzchu. Tylko dla mnie.

– Lody pistacjowe domowej roboty – oznajmia, podchodzi do stołu i ustawia naczynie tuż przede mną. – Mam tylko nadzieję, że są dobre.

Nie potrafię oprzeć się delikatnemu musowi z chrupiącymi słonymi pistacjami.

– Są cudowne – odpowiadam. – Nie mogę uwierzyć, że sam je zrobiłeś, ja nie wiedziałabym, od czego zacząć.

– Cóż, to prawda, zrobiłem je. – Nachyla się do mnie nieznacznie. – Naprawdę ci smakują?

– Tak, są przepyszne.

– Zajęło mi to całe wieki, chciałem, żeby były idealne. Chcę, żeby wszystko było idealne, dla ciebie, Hannah. – Patrzy na mnie intensywnie, jakby wszystkim, co się liczy, było moje szczęście i jest to zarówno niesamowite, jak i niepokojące, bo nigdy w życiu nikt nie okazywał mi czegoś takiego.

Wątpliwości, które miałam po znalezieniu zdjęcia, znikają. Stwierdzam, że może nawet zapomniał o jego istnieniu, bo ewidentnie w tej chwili nie myśli o niczym innym niż o mnie i moim szczęściu. To działa, bo nie byłam tak radosna od bardzo dawna.

Kiedy kończę jeść, delektując się każdą łyżeczką, Alex otwiera wino, które przyniosłam, a ja zdaję sobie sprawę, że jeśli wypije więcej, nie będzie w stanie mnie odwieźć, choć wcześniej to zaproponował. Jednak w tej chwili czuję się przy nim niezwykle komfortowo, więc dlaczego miałabym nie sprawdzić, dokąd zaprowadzi nas ta noc? Zawsze mogę wezwać taksówkę. Poza tym minęło wiele czasu, odkąd zrobiłam cokolwiek spontanicznie.

Napełnia mój kieliszek, i przesuwając reklamówkę ze słodyczami dla Harry’ego, zagląda do środka.

– Uwielbiam smarties – mówi, jak podekscytowane dziecko. – Mama zawsze kupowała mi je, kiedy byłem mały, a to – podnosi do światła okrągłe pudełko ze świętym mikołajem – naprawdę coś wyjątkowego – żartuje głosem wyrafinowanego sprzedawcy antyków, czym mnie rozśmiesza. – Tak, wspaniały okaz z siedemnastego wieku… prawdopodobnie Dynastia Ming?

– Mmm, wydaje mi się, że to bardziej dynastia Sainsbury’s w wersji mini z rejonu Beech Road, datowana na dzisiejszy wieczór. – Przyłączam się do żartu.

Nie odrywając ode mnie wzroku, powoli zaczyna odkręcać głowę świętego mikołaja.

– Co robisz? – pytam.

– Otwieram.

– Są dla Harry’ego. – Przypominam, choć wiem, że brzmię nieco dziecinnie.

– Wiem – odpowiada i dalej otwiera, nadal się we mnie wpatrując.

– Nie ruszaj ich. Ostrzegam cię… – mówię żartobliwie, ale wolałabym, żeby załapał aluzję i odłożył je do siatki. – Jutro zamierzam mu je dać. – Alex nie reaguje. – On lubi… smarties – dodaję desperacko, tymczasem on przekręca mocniej i zdejmuje wieczko.

– Ja również. – Odchyla głowę i wrzuca sobie kolorowe czekoladowe cukierki do ust.

– Alex! – sapię, zaskoczona i nieco zdenerwowana. Nie czułam się dobrze, kiedy wyjął je z mojej reklamówki, ale fakt, że otworzył i zjadł, to już o wiele za dużo. – Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś. – Staram się nie pokazywać gniewu, ale właśnie to odczuwam.

– A ja nie mogę uwierzyć, że kupujesz prezenty dla innego mężczyzny – oznajmia z uśmiechem, choć usta ma pełne smarties. Wtedy wydaje się rozumieć, prawdopodobnie widząc wyraz mojej twarzy, że nie jestem zadowolona. – Przepraszam. Tylko sobie żartowałem – mówi i zakłada wieczko z powrotem.

– Tak, wiem, ale teraz będę musiała kupić nowe pudełko.

Rusza do mnie, wyciąga ramiona i nieco dziwny uścisk nagle przeradza się w przytulenie i, zanim zdążę sobie to uświadomić, całujemy się i prawie mu wybaczam.

– Przepraszam – mruczy mi do ucha, a jego ciepły oddech sprawia, że drżę. – Myślałem, że cię tym rozbawię, to taki głupi żart.

– Nie, w porządku, przesadziłam z reakcją, to tylko słodycze, naprawdę nie ma sprawy, po prostu nie rób tego więcej – dodaję, kpiąco marszcząc brwi i patrzę na niego jak nauczycielka dająca reprymendę niegrzecznemu dziecku.

Znowu się całujemy, a ja myślę sobie, że to nie ma znaczenia, to nic, zrobił to tylko dla zabawy, a ja przecież mogę kupić nowe opakowanie.

Później pijemy razem kawę na kanapie, a on pyta mnie o ostatni związek.

– Powiedziałem ci wszystko o sobie i swojej tragicznej historii z kobietami, a co z tobą?

– Nie jestem pewna, czy opowiedziałeś mi wszystko – mówię. Całość wydaje się dość pobieżna. – Wiem, że zerwałeś z dziewczyną w ubiegłym roku, ale nawet nie wspomniałeś jej imienia.

– Czy to ma znaczenie? – pyta cicho, patrząc mi w oczy i nawija sobie na palec pasmo moich włosów.

– Nie, nie sądzę, ale i tak to dość ogólne.

– Helen… Miała na imię Helen. Poznałem ją w pracy. Jest prawnikiem i to dobrym, dużo lepszym ode mnie.

– Macie kontakt? – pytam.

Energicznie potrząsa głową i upija łyk kawy, zanim odpowiada.

– Nie, ani trochę. – Bierze głęboki oddech. – No, dość już tej hiszpańskiej inkwizycji… Teraz chcę przesłuchać ciebie. Jak długo byłaś sama?

– Mniej więcej tyle, ile ty, dwanaście miesięcy – rzucam wymijająco.

– Dlaczego się rozstaliście?

– Po prostu zdałam sobie sprawę, że nie był tym, kogo szukałam. Moja wina, byliśmy razem dwa lata… Powinnam zrozumieć to szybciej. Jas mówi, że ciągnęłam to zbyt długo, ale ciężko jest zerwać z kimś, kto technicznie rzecz biorąc, nie zrobił niczego złego. – Nie wspominam, że Tom właściwie nie robił też nic dobrego, to byłoby nielojalne.

– To, co mówisz o nim jest dokładnie tym, co moja była powiedziała o mnie… na koniec. – Patrzy na mnie ze smutkiem w oczach, a ja znowu mam poczucie winy. Muszę teraz odpowiadać za cholerną Helen. Czy mojemu samobiczowaniu nigdy nie będzie końca?

– Nie układało nam się z Tomem od samego początku, nie mieliśmy ze sobą nic wspólnego. Czułam się bardziej samotna z nim niż bez niego. Ale im dłużej pozwalałam temu trwać, tym trudniej było to zakończyć. Chciał, żebym powiedziała mu dlaczego, ale trudno było ubrać to w słowa. Mówił, że rani go myśl, że po prostu go nie kochałam, że nie było żadnej prawdziwej przyczyny. Jego reakcja mnie zaskoczyła, nie myślałam, że tak bardzo go to poruszy, ale był tak załamany, że aż się rozpłakał. Nadal czuję się przez to okropnie winna. – Celowo pomijam to, jak się zachowywał, odkąd się rozstaliśmy. Kusi mnie, ale nadal jest za wcześnie, żeby obarczać Alexa bagażem moich doświadczeń.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?