Idealna randkaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ CZWARTY

Okazuje się, że nie ma szans, żeby Jas pozwoliła się dzisiaj wystawić. Już zarezerwowała dwa bilety i nawet zaczęła rozważać, jaki popcorn będzie jadła podczas filmu, a jest dopiero dziesiąta rano! Będę musiała napisać do Alexa. Nawet nie mogę zadzwonić, bo przyjaciółka usłyszy, a nie chcę, żeby pomyślała, że choćby rozważałam zobaczenie się z nim wieczorem, bo to zrani jej uczucia. Wolałabym uniknąć kolejnego wykładu. Jas ma serce po właściwej stronie, ale po prostu nie zrozumiałaby, co dzieje się między mną a tym mężczyzną.

Więc piszę do niego, chcę dać mu znać tak szybko, jak to możliwe, że nie mogę spotkać się dziś wieczorem. Wyjaśniam, że to coś, co miałam zaplanowane już wcześniej i proponuję, że możemy wyjść razem innego dnia. Nie odpisuje od razu, pewnie jest zajęty.

Harry przychodzi do biura nieco spóźniony, niosąc ciepłego migdałowego croissanta w serwetce.

– Dla ciebie, madame – mówi, rzucając mi go na blat.

– Och, dziękuję, ale nie musiałeś – odpowiadam.

– Ale chciałem, to twój ulubiony. Gemma miała kilka dodatkowych, więc wziąłem jednego dla ciebie.

– Masz rację – stwierdzam, wgryzając się w puszysty rogalik. – To mój ulubiony. Kiedy w końcu ożenisz się z tą dziewczyną, do cholery?

Śmieje się, zmierzając w stronę swojego biurka.

– Jestem za młody na małżeństwo. Jest dobrze tak, jak jest.

– Sameera jest zwykle pierwsza w pracy, prawda? – pytam. Jest najbliżej z Harrym.

– Sameera? – mówi, zerkając ponad jej stanowiskiem. – Och, tak, ona, eee… – Musi się solidnie zastanowić. – Robi coś nudnego, jak przymierzanie sukni ślubnej, czy smakowanie po raz setny cholernego tortu.

Śmieję się.

– Ale z ciebie kumpel, Harry.

– Cóż, to sporo bzdur, nie sądzisz?

– Może ty tak myślisz, ale my, kobiety w pewnym wieku, marzymy o takich bzdurach, a przynajmniej ja.

Rozbawiony potrząsa głową.

– Wyobrażasz sobie w ogóle ślub? – pytam.

– Nie. – Nadal jest młody, ale jestem zaskoczona jego pewną odpowiedzią; wydaje się taki szczęśliwy z Gemmą, tak skupiony na niej.

– Czemu nie?

– Nie wiem, po prostu nigdy się nad tym nie zastanawiałem. A Gemma nigdy o to nie pytała. – Wzrusza ramionami.

– Tak, ona wykorzystuje tylko twoje ciało, rozumiem.

– Miejmy taką nadzieję, co? – mówi z roztargnieniem, przeglądając pocztę.

Loguję się do swojego komputera.

– Kiedyś byłam taka, jak ty, ale z wiekiem perspektywa się zmienia. Myślałam, że małżeństwo jest patriarchalne, archaiczne i w ogóle… ale teraz naprawdę widzę siebie ubraną w białą suknię. – Nie wspominam, że oczami wyobraźni widzę siebie stojącą obok Alexa, którego poznałam na żywo zaledwie dwa dni temu.

Harry podnosi wzrok.

– Twój plan ma tylko jedną małą wadę. Musisz znaleźć pana młodego pasującego do tej sukni.

– Tak, jest ten maleńki szkopuł. Ale ostatni kandydat zapowiada się dość obiecująco. – Uśmiecham się.

– Och, naprawdę? – Widzę, że nie jest zbytnio zainteresowany. Szkoda, że nie ma tu Sameery, ona bierze ślub w Nowy Rok i uwielbia rozmawiać o weselach.

– Tak. Lubię go – oznajmiam, starając się zrozumieć swoje uczucia. – To dopiero początek, byliśmy na dwóch randkach, ale… jestem pełna nadziei.

– Wydawało mi się, że po tym jak mu tam, miałaś już nie chodzić na randki – mówi znudzony tą rozmową Harry, kierując wzrok z powrotem na ekran komputera.

– Rzeczywiście, ale nigdy nie mów nigdy. – Podnoszę croissanta, którego mi dał i zmieniam temat. – Dziękuję, ale nie możesz mi tego przynosić, będę gruba. – Tak naprawdę to ratuje mi życie, bo nigdy nie mam czasu, żeby zjeść śniadanie przed wyjściem, a kto wie, kiedy będzie czas na lunch.

Harry uśmiecha się i zaczyna pisać na klawiaturze, najwidoczniej nasza, raczej jednostronna, rozmowa o ślubie dobiegła końca.

Biorę kolejny kęs i odnotowuję w pamięci, żeby kupić mu coś w zamian za wszystkie te przysmaki, które ciągle nam podrzuca. Sprawdzam telefon. Alex odpisał mi w kwestii wieczoru.

Szkoda :( ale nie przejmuj się, baw się dobrze w kinie. Pomyślałem sobie, że przygotuję dla ciebie dzisiaj kolację. Muszę wynagrodzić ci spóźnienie na drugą randkę. Co powiesz na spotkanie u mnie jutro?

Od razu mu odpisuję.

Tak. Dziękuję, to brzmi świetnie. Już nie mogę się doczekać. X

Tym razem odpowiada natychmiast.

Ja też! X

Czuję się dobrze. Opanowała sytuację i wszyscy są szczęśliwi. Jestem osobą, która lubi wszystkich zadowalać, więc dla mnie to wszystko, czego potrzebuję. Alex udowadnia, że jest dokładnie tak idealny, jak sądziłam, przyjmując to na spokojnie. Potwierdził także trzecią randkę i będzie gotował. On wszystko robi dobrze.

Potem, kiedy dobrze bawimy się na seansie, zdaję sobie sprawę, że mogę pogodzić moją nieco wymagającą przyjaciółkę i chłopaka, muszę tylko być ostrożna i nie gadać o nim cały czas. Jednak po wszystkim obie płoniemy z pożądania do Ryana Reynoldsa.

– Boże, ile bym oddała za piętnaście minut z nim – mówi Jas, kiedy wychodzimy z kina i ruszamy do baru na drinka.

– Tak, ja też – powtarzam, chociaż wcale tego nie czuję. Tak naprawdę wolałabym spędzić piętnaście minut z Alexem, choć wiem, że to brzmi jak szaleństwo.

– Bardzo mi się podobało, ale uważam, że matka w tym filmie była totalnie jednowymiarowa – dodaje.

Zgadzam się, siadamy z drinkami i rozmawiamy o sposobie prezentowania matek w mediach.

– Matki mają złą prasę – stwierdzam.

– Tak, ale nie wszystkie są madonnami. – Wzdycha. – Spójrz na nasze.

– Ciężko mi poradzić sobie z przeszłością – mówię. – Wolę myśleć o przyszłości, dzięki temu lepiej radzę sobie z przeszłością.

– Powodzenia w próbie poradzenia sobie z moją przeszłością. To nas kształtuje, Hannah. Nie ma znaczenia, jak pozytywnie staramy się myśleć, nasza przeszłość to my.

– Tak, ale nasz los nie jest z góry przesądzony. To, że moja matka była uzależniona, nie znaczy, że ja też będę. Walczyłam ze wszystkich sił, żeby zmienić swoje życie.

– Mmm, niestety moje życie jest kropka w kropkę takie, jak mojej matki. Ten facet, z którym się spotykałam, Richard?

– Tak – mówię.

– Miałam rację. Bzyka się z kimś innym.

– Och, Jas, to okropne. Wiesz to na pewno?

– Tak. – Spuszcza wzrok. – Wiedziałam, że tylko się spotykamy, ale myślałam, że to może dokądś zmierzać.

– Tak, ale mimo to, powinien o tym z tobą porozmawiać – odpowiadam, czując, że muszę ją chronić. Na pierwszy rzut oka wydaje się taka silna, zawsze troszczy się o wszystkich, zawzięcie broni przyjaciół – a jednak sama jest taka wrażliwa.

– Dokładnie. Tak czy inaczej, skonfrontowałam się z nim wczoraj, powiedziałam, że widziałam w jego telefonie wiadomości. Hannah, tym co boli najbardziej, nie jest zdrada. To fakt, że on chciał, żebym je zobaczyła. A po „przyznaniu się” uznał, że czuje się o wiele lepiej.

Potrząsam głową.

– Przykro mi. Nie wiedziałam, że znalazłaś jakieś… SMS-y.

– Byłaś zbyt zajęta – zauważa.

– Ale nie dla ciebie – odpowiadam, czując się winna.

Wzrusza ramionami i bierze solidny łyk drinka.

– Nie zdawałam sobie sprawy, że spotykacie się na wyłączność… – przerywam.

– Co masz na myśli? – Szybko odwraca się, żeby na mnie spojrzeć. – Może nie widywaliśmy się regularnie, ale… to i tak cholernie boli. – Błysk gniewu w jej oczach mnie zaskakuje. Zwykle taka nie jest, więc musi być naprawdę przygnębiona.

– Nie twierdzę, że nie cierpisz – dodaję, szybko chwytając ją za dłoń. – Uważam tylko, że czasami odpychasz od siebie ludzi tak, że w końcu rzeczywiście odchodzą, a ty jesteś zaskoczona. Ale ten facet nie wygląda na kogoś, z kim chciałabyś spotykać się na dłużej – oświadczam, lekko się wycofując, żeby oszczędzić jej bólu. – To znaczy, sama mówiłaś, że to raczej tylko seks… dla was obojga – stwierdzam niezdarnie i chcę ugryźć się w język, kiedy te słowa opuszczają moje usta.

Wpatruje się we mnie.

– Wow.

– Przepraszam, że to tak kiepsko zabrzmiało, próbowałam cię pocieszyć, sprawić, że poczujesz, jakbyś w zasadzie niczego nie straciła, ale…

– Ale zamiast tego udało ci się zbanalizować mój związek i moje uczucia w jednym zdaniu. Nieźle, Hannah. – Bierze kolejny, pokaźny łyk.

– Nie chciałam…

– Wiesz, co myślę? – przerywa.

Nie jestem pewna, czy chcę to usłyszeć.

– Miałaś dwie dobre randki i nagle uważasz się za autorytet w kwestii związków. – Wlewa sobie resztę wina do gardła i zamawia jeszcze dwie lampki.

– Nie jestem. I naprawdę nie banalizowałam…

Podnosi rękę, powstrzymując mnie, a ja wracam do mojego drinka, wiedząc, że kiedy tak się zachowuje, lepiej przestać przepraszać, bo tylko wszystko pogorszę. Spokojna osobowość Jas w pracy bardzo różni się od jej prywatnej strony, która ujawnia się w chwilach zranienia albo złości.

Zdaję sobie sprawę, jak cynicznie muszę brzmieć w uszach przyjaciółki i nie winię jej za to, że się denerwuje. Pewnie myśli, że teraz będę się wywyższać, a wcale tak nie jest, ale zmieniam temat i znowu rozmawiamy o filmie.

Ale jak to Jas, nie może odpuścić tak po prostu, urażona tym, co uważa za krytykę wobec swojego statusu związku, szybko wraca do mnie i Alexa.

– Jak się sprawy mają w Camelocie? – pyta.

Udaję, że nie słyszę sarkazmu w tym komentarzu, tylko humor.

– Świetnie. Jutro będzie dla mnie gotował – dodaję, chcąc podzielić się tym z bliską mi osobą, ale jednocześnie czuję się winna z powodu swojego szczęścia.

 

– W przyszłym tygodniu zamieszkacie razem.

– Nie, to o wiele za wcześnie.

– Żartowałam – mówi zgryźliwie.

– Ja też. – Uśmiecham się. Jednak w środku jestem rozczarowana jej reakcją. Powinna być moją najlepszą przyjaciółką i bardzo chciałabym, żeby mnie wspierała.

– Jas, wiem, że to kiepski moment, bo właśnie rozstałaś się z Richardem – stwierdzam, wracając do jej problemów – ale chciałabym, żebyś potrafiła cieszyć się moją radością chociaż odrobinkę. Wcześniej zawsze tak mnie wspierałaś, ale tym razem wydajesz się, sama nie wiem, bardzo niezadowolona.

Coś do niej dociera, bo zmienia się wyraz jej twarzy i obejmuje mnie ramieniem.

– Skarbie, przepraszam, masz rację, jestem taka samolubna. Po prostu chodzi o to, że czasem się rozglądam i widzę innych ludzi w stabilnych związkach i przypominam sobie, co miałam kiedyś… – Głos jej się łamie, a ja uświadamiam sobie, że powinnam wiedzieć, że to negatywne nastawienie nie dotyczy mnie i Alexa. Chodzi o Tony’ego. Nie mówi o nim, bo to nadal bolesne, prawdopodobnie zawsze będzie.

– Wiem, że wciąż za nim tęsknisz, nawet po tych wszystkich latach – mówię, dotykając jej ramienia.

Przytakuje.

– Ludzie oczekują, że powinnam mieć już to za sobą, ale kiedy umiera ktoś, kogo kochasz, nigdy nie zdołasz się z tym pogodzić. Cholera, przecież minęło tyle czasu, wtedy byłam inną osobą… ale on zawsze będzie tutaj. – Dotyka swojej piersi.

– Nawet nie próbuję zrozumieć tego bólu. – Wzdycham.

– Ślub Sameery przypomina mi mój, wszystkie te nadzieje i optymizm. A ty spotkałaś tego faceta, który wydaje się świetny… – Podkreśla słowo „wydaje”, a ja lekko się wzdrygam. – Więc kiedy coś mówię, to nie dlatego, że go nie lubię… nie chcę tylko, żebyś cierpiała. Dlatego proszę, nie odbieraj mojej negatywności inaczej niż jako troszczenie się o przyjaciółkę. – Uśmiecha się i ściska moją twarz. – Cieszę się twoim szczęściem, jestem tylko ostrożna.

– Wiem. Ale nic mi nie jest… Co złego może się stać? Okaże się tak beznadziejny, jak Tom? Jednak chcę nacieszyć się dobrą zabawą i motylkami w brzuchu tak długo, jak mogę… I potrzebuję w tym mojej najlepszej przyjaciółki.

– Jestem z tobą, dziewczyno, ale czasem potrafisz być naiwna i… bądźmy ze sobą szczere, to ja będę zbierać cię do kupy, jeśli to nie wypali, prawda?

Gryzę się w język. Jej komentarz mnie zirytował, ale lodowaty pinot chłodzi moje gorące zapędy i nieco mnie uspokaja.

– Myślę, że obie powinnyśmy zacząć stawiać siebie na pierwszym miejscu – oznajmiam Jas. – A ty, moja pani, musisz przestać martwić się o życie miłosne wszystkich wkoło i skupić się na swoim.

– Jakie życie miłosne? Wszyscy, poza mną, jakieś mają. Nawet Harry jest w długotrwałym związku. – Jej śmiech jest wymuszony.

Uznaję to za skutek pracy – jest świetna w relacjach z innymi ludźmi, ale wydaje się kompletnie rozczarowana własnym losem. Jestem taka sama, jeśli chodzi o podopiecznych i przyjaciół – za bardzo przejmuję się innymi i często nie zastanawiam się nad własnymi związkami. Może to właśnie stało się ze mną i Tomem. Gdybym była bardziej obecna, nie tak skupiona na obowiązkach służbowych, on stałby się lepszym partnerem, bardziej opiekuńczym, bardziej zaangażowanym. W końcu do tanga trzeba dwojga.

– Może znowu wybiorę się do tego psychiatry – mówi Jas, bawiąc się nóżką kieliszka.

– Tak, to mogłoby pomóc. – Przytakuję, chociaż czuję wątpliwości. Ze względu na specyfikę naszej pracy, mamy dostęp do terapii, ale mi to w zasadzie nie pomaga. – Mój problem z terapią – dodaję – polega na tym, że czuję się winna tego, jak moje poczucie winy wpływa na terapeutę. To dopiero ironia.

– Głupia krowa. – Śmieje się. – Przecież mówiłam ci, że nie potrzebujesz terapeuty. Możesz po prostu porozmawiać ze mną.

– Tak, dzięki – odpowiadam, ale wydaje się, że wsparcie mojej przyjaciółki ma charakter warunkowy. Nadal słyszę w głowie jej komentarz, że będzie musiała mnie pozbierać, kiedy moje życie uczuciowe nie ułoży się tak, jak powinno. – Jas, żebyśmy się dobrze rozumiały, nie musisz brać odpowiedzialności za mnie. Podejmuję własne decyzje i cokolwiek się stanie, ja bez problemu mogę zająć się sama sobą – stwierdzam łagodnie.

– Wiem o tym, ale zajęło ci trochę dojście do siebie po Tomie, po tym, jak obwiniał cię o wszystkie złe rzeczy, jego telefony i inne dziwactwa. Przez to wszystko byłaś nieobecna przez jakiś czas. Po prostu nie chcę stracić przyjaciółki. Znowu.

– Tak, wiem.

Po Tomie było ciężko, a on wcale tego nie ułatwiał, ale już przez to przeszłam i nie zamierzam więcej o tym myśleć.

– Chcę tylko, żebyś wiedziała, że będę przy tobie, niezależnie od wszystkiego. Jeśli cię zrani, jeśli jest żonaty albo…

– Jas, dość – mówię i unoszę brwi w geście subtelnego ostrzeżenia.

– Przepraszam, myślę po prostu… – Widzi po mojej minie, że nie chcę tego słuchać i zastanawia się drugi raz.

– Może powinnaś skorzystać z Meet your Match? – Proponuję, wiedząc, że gdyby zaczęła nowy związek, to pomogłoby odciągnąć jej myśli ode mnie.

– Nie ma mowy, potrzebuję przerwy od mężczyzn – sapie. – Na pewno nie będę ich szukać online. Samej mi dobrze. – Uśmiecha się, ale jej oczy mówią coś zupełnie innego.

ROZDZIAŁ PIĄTY

Następny dzień to istny koszmar, wypełniony biurokracją i dramatem, urozmaicony krytyką ze strony Jas, uciszaniem Sameery i stertą okruszków na całym biurku, będących pozostałościami po cytrynowym cieście Gemmy, które Harry przyniósł nam na poprawę humoru. Sposób, w jaki rozwija się sytuacja, pokazuje, że przydałoby nam się jeszcze więcej słodkich węglowodanów – zjedliśmy wszystko, co było w zasięgu wzroku.

– Myślę, że Chloe Thomson ma jakiś problem z nowym chłopakiem matki, a Jack Morris nie ma gdzie spać… a to tylko początek – mówię do Jas, kiedy pyta, czy jestem zajęta.

– Dobra, to brzmi jak mój dzień. – Wzdycha. – Jestem zmęczona i miałam nadzieję, że szybko pójdę do domu, ale widzę, że nic z tego.

– Tak. Bóg jeden wie, kiedy wyjdę z pracy – burczę. – Lepiej zadzwonię do Alexa i powiem mu, że się spóźnię.

– Och tak, dzisiaj robi dla ciebie kolację, prawda? Szczęściara! – stwierdza, wracając do swojego biura. Mówi to uprzejmie, bez widocznego podtekstu i doceniam, że stara się podchodzić do tego pozytywnie.

Podnoszę telefon, żeby zadzwonić do mojego chłopaka.

– Wiem, że miałeś gotować i w ogóle, ale będę pracować do późna – wyjaśniam, kiedy odbiera.

– W porządku. Masz pozwolenie na spóźnienie – żartuje. – Ja spóźniłem się ostatnio.

Jestem za to wdzięczna, jest taki wyluzowany i nie robi z tego problemu.

– Dzisiaj w pracy jest istne szaleństwo. Możemy to przełożyć, jeśli chcesz.

– Nie, nie! Od kilku godzin sterczę przy tym gorącym piekarniku – żartuje.

– Och, nie jesteś w kancelarii?

– Tak, cóż… byłem. Wyszedłem wcześniej, rzuciłem wszystko, żeby przygotować dla ciebie kolację.

Śmieję się.

– W takiej sytuacji postaram się być najszybciej, jak to możliwe. W porządku?

– Tak, absolutnie. Obiecaj mi tylko, że niezależnie, o której skończysz i tak przyjedziesz.

Miło jest być chcianą, zwłaszcza po Tomie, który nigdy nie sprawił, że tak się poczułam.

– Przyjadę. I… Alex…

– Tak?

– Dziękuję, że jesteś taki wyrozumiały.

– W porządku, ze mną jest tak samo, kiedy jestem w sądzie, albo mam jakąś dużą sprawę. Lepiej, żebyśmy oboje się do tego przyzwyczaili – mówi pogodnie.

Jestem zachwycona tym, że widzi nas jako coś więcej niż tylko te trzy randki – „lepiej, żebyśmy oboje się do tego przyzwyczaili” to muzyka dla moich uszu. Lekko się rumienię i chichoczę jak głupia.

Kiedy odkładam telefon, zauważam, że Jas patrzy na mnie przez otwarte drzwi do gabinetu.

– Wszystko gra? – pyta.

– Tak – odpowiadam. Uśmiecham się i wracam do problematycznej relacji Chloe i chłopaka jej matki, a także innych nierozwiązanych spraw.

– Hej, Hannah. – Margaret pojawia się w drzwiach naszego biura. Przyszła z recepcji i niesie najpiękniejszy bukiet kremowych róż.

– Są dla ciebie, śliczne – oznajmia, idąc w moją stronę. Naprawdę mam nadzieję, że Jas na to patrzy, bo właśnie w moim kierunku zmierzają olśniewające kwiaty, które na pewno są od Alexa. Wie, że mam ciężki dzień, będę pracować do późna, nie uda mi się do niego dotrzeć na czas – i to właśnie jest sposób na powiedzenie, że wszystko jest w porządku. Chcę, żeby przyjaciółka zobaczyła, jak bardzo różni się on od Toma i że tym razem nie musi się o mnie martwić.

– Dla mnie? – Udaję zaskoczenie, nie chcę wyglądać na zbyt pewną siebie, ale nie mogę powstrzymać uśmiechu, kiedy biorę z rąk koleżanki ogromny bukiet chyba z pięćdziesięciu róż. Musiał rozłączyć się ze mną i od razu je zamówić, skoro tak szybko dotarły.

– Wygląda na to, że tym razem rozbiłaś bank. – Margaret się uśmiecha.

– Myślę, że tak. – Odpowiadam z uśmiechem, wiedząc, że jestem zarumieniona i wszyscy to widzą.

– Och, musiały kosztować fortunę! – mówi Sameera, podchodząc, żeby przyjrzeć im się z bliska.

Zanurzam twarz w płatkach, zapach jest niesamowity, po czym układam je na biurku, a Sameera pomaga mi odczepić bilecik. Wiem, od kogo są, ale chcę przeczytać, co ma mi do powiedzenia. Zatrzymam ten liścik na zawsze, żebym mogła na niego patrzeć, kiedy będziemy już starym małżeństwem, i przypominać sobie, jak było na początku.

– Raj nigdy nie wysyła mi kwiatów. – Sameera wzdycha i głaszcze pąki leżące na blacie.

– Nie przypominam sobie, żeby Bill kiedykolwiek przysłał mi wiązankę, a jesteśmy małżeństwem od trzydziestu lat – mówi Margaret. – Nie wypuszczaj go z rąk, kochana – dodaje i wychodzi.

Sameera nadal wpatruje się w kwiaty, a Harry uśmiecha się do nas.

– Mogłoby się wydawać, że wy dwie nigdy nie widziałyście bukietu kwiatów – stwierdza, potrząsając głową i wraca do ekranu komputera.

– Och, ale to nie jest tylko zwykły „bukiet kwiatów”! Hannah, one zapierają dech w piersiach… chciałabym, żeby Raj też mi takie dał! – żartuje.

Otwieram małą kopertę, w której znajduję kartkę ze słowem LOVE wypisanym na awersie. Spoglądam na Sameerę i obie się uśmiechamy. Łączy nas to, że jesteśmy zakochane i wiemy, jakie to uczucie.

– To mogą być oświadczyny! – sapie.

– Nie bądź niemądra, dopiero się poznaliśmy – odpowiadam.

Prawdę mówiąc, chciałabym wziąć tę karteczkę, pobiec do łazienki i zapoznać się z nią w samotności – w końcu to prywatna korespondencja – ale Sameera patrzy na mnie, czeka, żeby zobaczyć, co jest napisane i byłabym podła, gdybym teraz wyszła. Więc otwieram kartkę i zerkam na wiadomość. Jest wydrukowana, bo najpewniej kwiaty zostały zamówione. Siadam, żeby przeczytać. Zaczynam po cichu.

Musiałem wysłać te delikatne, pachnące kwiaty, ponieważ przypominają mi o tobie, moja droga…

Słyszę, że Sameera chichocze i klaszcze w dłonie z ekscytacją.

– Tego gościa na pewno musisz sobie zostawić!

Wywracam oczami, ale im dalej czytam, tym bardziej słowa wydają się nie na miejscu. To niepodobne do Alexa, nawet na tak wczesnym etapie związku wiem, że nie zrobiłby czegoś takiego. Na początku nie mogę znaleźć w tym wszystkim żadnego sensu. Przestaję czytać na głos i bez słowa podaję liścik Sameerze.

Przypominają mi o tobie, bo jesteś jak cierń pomiędzy tymi różami i wiem, co zamierzasz, ty zdradziecka suko. Nigdy nie pozwolę ci odejść. Obserwuję, zawsze cię obserwuję, ty kłamliwa dziwko – każdy twój oddech. Aż ustanie na zawsze.

Zawsze z tobą. X

– Dlaczego? Dlaczego miałby pisać coś takiego? – pyta Sameera ze łzami w oczach, a ja siedzę obok moich kremowych róż, przypominających perwersyjny ślubny żart.

– To nie Alex. – Wzdycham. – To musi być Tom.

Sameera przykłada dłoń do ust, nigdy nie zapomnę wyrazu przerażenia i współczucia na jej twarzy. W ciszy Harry wstaje z krzesła, a Jas wychodzi ze swojego biura.

– Wszystko w porządku, kochana? – pyta.

– Tom – oznajmiam, a w moich oczach zbierają się łzy. – Myślałam, że odpuścił sobie te dziwactwa, ale najwidoczniej tak nie jest.

Jas podnosi kartkę z podłogi, bo rzuciłam nią, kiedy tylko zdałam sobie sprawę, co to. Powoli kiwa głową.

– Tak, prawdopodobnie Tom. Ale…?

– Zdecydowanie to on – mówię ze złością, przerywając jej i podnosząc telefon.

 

– Dzwonisz na policję? – pyta.

Potrząsam głową.

– Dzwonię do cholernego Toma i zagrożę mu policją – odpowiadam wściekła, że nadal próbuje zrujnować mi życie.

Dlaczego nie może po prostu sobie odpuścić? Stał się taki zgorzkniały i obrażony, odkąd się rozstaliśmy – a jedyny powód, dla którego nie zgłaszam tego odpowiednim służbom, to fakt, że nie mogę mu niczego udowodnić. I prawdę mówiąc, dlatego, że wciąż czuję się winna tego, że go wyrzuciłam i nie chcę robić mu jeszcze więcej problemów. Jako dziecko, które mieszkało w rodzinach zastępczych, wiem, jak to jest zostać pozbawionym domu, nie rozumiejąc dlaczego, i nadal ciężko jest mi pogodzić się z faktem, że zrobiłam to komuś innemu, ale czasem trzeba powiedzieć dość. Czekam i czekam, aż odbierze, żebym mogła nawrzeszczeć do słuchawki, a Jas z Sameerą stoją przy moim biurku, wyglądając na nieco podenerwowane. Jednak nie odbiera, więc zostawiam bardzo gniewną wiadomość, w której grożę mu policją.

– Cholera, on naprawdę musi dać sobie spokój – stwierdza Jas.

– Wiem, na litość boską, nie przejmował się niczym, kiedy byliśmy razem, więc skąd teraz cała ta pasja i pomysłowość?

– Może gdyby wtedy wykazywał choć odrobinę podobnych cech, nadal bylibyście razem? – sugeruje Sameera.

– Wątpię, wyszło, że jest cholernym psycholem, odkąd go rzuciła. Jeśli to on… – mówi Jas.

Harry wraca do swojego biurka, otwiera tubkę smarties i pochłania większość na raz.

– Dość kiepsko trafiasz, Hannah – stwierdza.

– Wydaje mi się, że to spore niedopowiedzenie. – Wzdycham, próbując pojąć, dlaczego Tom miałby zrobić coś takiego.

Patrząc wstecz, stwierdzam, że przyjął nasze rozstanie dużo gorzej, niż podejrzewałam i wydawał się szczerze załamany, musząc opuścić mieszkanie. Potem, kilka dni po jego odejściu, zaczęłam dostawać telefony w środku nocy z nieznanego numeru. Ktoś ciężko dyszał – brzmiało to naprawdę okropnie i czułam się wyjątkowo niezręcznie, ale wiedziałam, że to on. Kto inny mógłby to być? Nie chciałam jednak dolewać oliwy do ognia i kiedy zwierzyłam się Jas i pozostałym, wszyscy doszliśmy do wniosku, że najlepsze, co mogę zrobić, to po prostu zignorować te połączenia.

– Jeśli zadzwonisz i każesz mu przestać, okażesz mu uwagę, o którą zabiega – powiedziała moja przyjaciółka. – Wtedy nie przestanie tego robić.

Dlatego po całej tej sytuacji wyłączałam telefon, kiedy szłam spać. Ale jednej nocy, o trzeciej nad ranem, obudziło mnie jakieś szuranie na zewnątrz. To było bardzo dziwne, jakby ktoś skradał się pod drzwiami. Usiadłam w łóżku, włosy stanęły mi dęba, jednak cokolwiek lub ktokolwiek to był, zniknął. Po jakichś dwudziestu minutach wydawało się, że wszystko ustało, ale do tego czasu byłam już zalana łzami i kompletnie przerażona. Zastanawiałam się, czy nie zadzwonić na policję, ale czy uwierzyliby, gdybym powiedziała, że ktoś węszył przed wejściem do mojego mieszkania? Ten odgłos to mogło być tylko węszenie. Jeden z moich sąsiadów ma psa, może to on. Ale nigdy wcześniej czegoś takiego nie słyszałam.

Dyszenie przez telefon było wystarczająco przerażające, ale szuranie to już naprawdę zatrważająca sprawa, więc następnego dnia zadzwoniłam do Toma. Oczywiście zaprzeczył. Oznajmił mi też, że cieszy się ze swojej wyprowadzki i że jestem szalona, a potem powiedział, że najwidoczniej jestem zbyt przerażona, żeby mieszkać sama i wyraził nadzieję, że jest mi przykro.

Kiedy opowiedziałam o tym Jas, stwierdziła:

– Dla mnie to brzmi jak przyznanie się do winy, skarbie. – Tak czy inaczej, zasugerowała, że powinnam przenieść się do niej, aż sytuacja się uspokoi.

Nie sądzę, żeby Tom miał zrobić coś szalonego, ale przyjaciółka miała rację, kiedy mnie ostrzegała. – Zranieni ludzie stają się niebezpieczni.

– Zamieszkaj u mnie – powiedziała. – Nikt nie ośmieliłby się zadzwonić do mnie późno w nocy, żeby zrujnować mój piękny sen… A co do kogoś węszącego pod moimi drzwiami, cóż, nikt tego nie robił od dwa tysiące ósmego!

To mnie rozbawiło. Jedną z najlepszych cech Jas jest to, że zawsze potrafi rozśmieszyć.

Więc przeprowadziłam się do niej na kilka tygodni. Ryzykowała własne bezpieczeństwo, żeby przechować mnie u siebie i nigdy jej tego nie zapomnę. Mimo że nie jest szczególnie podekscytowana moim nowym związkiem, muszę pamiętać, jak dobra była dla mnie w przeszłości.

Jednak to nie rozwiązało problemu związanego z Tomem. Skoro nie mógł znaleźć mnie w mieszkaniu i zablokowałam jego numer, zaczął dzwonić do biura, próbował nakłonić Margaret, żeby go przełączyła. Ostrzegłam ją zawczasu, więc uprzejmie go odprawiała. Potem zaczął dzwonić do Harry’ego, a nawet do Sameery, żeby zapytać, czy u mnie wszystko w porządku i czy sądzą, że przyjęłabym go z powrotem. Ostatnio miało to miejsce kilka miesięcy temu i naprawdę sądziłam, że sobie odpuścił, ale wygląda na to, że wciąż żyje przeszłością.

Jas bierze kwiaty i wrzuca je do śmietnika, ale zatrzymuję kartkę, mogę jej potrzebować, jeśli to będzie trwało. Jestem tak przygnębiona, to wszystko jest naprawdę dziwne, ale odkąd zerwałam z moim byłym chłopakiem, zobaczyłam jego gorszą stronę. To pokazuje, że ludzie potrafią zaskakiwać – nawet ci, których myślisz, że znasz.