Idealna randkaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jas spędza weekendy, pijąc za dużo wina, nadrabiając zaległości w pracy i sprzątając dom. Jej mieszkanie jest nieskazitelne, wszystkie powierzchnie błyszczą, a w powietrzu unosi się zapach wybielacza i każda rzecz zawsze jest ułożona na swoim miejscu. Mówi, że to ze względu na jej przeszłość.

– Byłam niezłym rozrabiaką, spałam z wieloma facetami – powiedziała mi kiedyś. – Byłam nieletnia i dzika. Robiłam to, żeby odegrać się na ojcu. Był tak surowy, że próbował zamykać mnie w pokoju, więc uciekałam przez okno.

– Przynajmniej zależało mu na tobie – zasugerowałam.

– Aż za bardzo – powiedziała i nigdy nie zapomnę wyrazu jej twarzy. – Właśnie dlatego nie mam drzwi w sypialni.

Pamiętam, że objęłam ją ramieniem i wtedy zdałam sobie sprawę, że chociaż było inne, ale łączyło nas stracone dzieciństwo. Ona spędziła je uciekając z domu, a ja szukając go.

Miałam dziewięć lat, kiedy wprowadziłam się do mojej pierwszej rodziny zastępczej. Mama nie umiała sobie poradzić, ale ja myślałam, że to moja wina, a mieszkanie z obcymi było moją karą za wpędzenie jej w rozpacz. Wtedy nie rozumiałam, że jej uzależnienie od narkotyków było powodem, dla którego nie potrafiła funkcjonować jako matka. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jak moje życie zostało zrujnowane.

Wczorajsza randka dała mi maleńki przebłysk nadziei, że mogłabym poznać kogoś, z kim stworzyłabym świat, o jakim zawsze marzyłam, a nawet prawdziwy dom. Po prostu mam to przeczucie, że on chce tego samego, co ja i wreszcie dostanę od losu coś dobrego. Gdyby tylko Alex zadzwonił.

– Skorzystaj z tej aplikacji, udowodnij, że się mylę i znajdź sobie kogoś odpowiedniego. – Tamtej nocy, tydzień temu w Orange Tree, Jas śmiała się przez opary alkoholu. Kiedy wieczór się rozkręcał, ona robiła się coraz bardziej pijana i coraz mocniej nakłaniała mnie, żebym spróbowała. Na jakiś czas uśpiłam jej czujność, puszczając „Wonderwall” z szafy grającej, ale ona nie odpuszczała.

– Jako twoja szefowa muszę ci powiedzieć, że pracujesz zbyt ciężko, więc nadszedł czas, żebyś wyluzowała, uprawiała seks i dobrze się bawiła.

– Przecież dobrze się bawię – zaprotestowałam.

– Och, tak, jestem tego pewna, siedząc co wieczór w domu i pisząc raporty, zaglądając do nastolatków, by upewnić się, że śpią we własnych łóżkach, nie w cudzych?

– Właśnie na tym polega nasza praca, by zapewnić im bezpieczeństwo.

– Cóż, uważam, że powinnaś więcej z kimś wychodzić. O, ten jest gorący. – Wskazała palcem zdjęcie w aplikacji. – Przystojny adwokat, mieszka niedaleko stąd, szuka kobiety po trzydziestce, żeby dopełnić jej życie? Tak, poproszę – sapnęła. – Hannah, on dopiero co się zarejestrował, to jak z kupnem domu. Kiedy na rynku pojawia się jakiś świetny, trzeba się na niego rzucić.

– Ja się na nikogo nie rzucam. – Śmieję się. – Wcześniej już chodziłam na internetowe randki i to nie dla mnie.

– Słuchaj, po prostu kliknij „tak” – krzyczy niecierpliwie (zawsze jest głośna w barach) – a jeśli to nie zadziała, ja go biorę, jest cudny!

Więc przepełniona jej entuzjazmem i alkoholem, klikam, a jakieś piętnaście minut później on kliknął na mnie. Nagle poczułam się nerwowo. W co ja się wpakowałam? Powiedziałam Jas, że zmieniłam zdanie, ale – jak to ona – nie przyjmowała tego do wiadomości.

– Po prostu daj sobie szansę, Hannah. Idziesz na randkę, a nie wychodzisz za niego za mąż, na miłość boską. – Zachichotała. – Zabaw się, a potem, kiedy walnie nam sześćdziesiątka i nadal będziemy samotne i bezdzietne, zamieszkamy razem.

Zaśmiałam się, mając jednak nadzieję, że to nie było jedyne, na co mogłam liczyć w życiu. Kocham Jas, ale ona nie jest dla każdego. Ma w sobie mnóstwo energii, ale czasem nie wie, kiedy przestać. Zawładnie tobą, jeśli jej pozwolisz, co często jest irytujące, ale niekiedy człowiek po prostu potrzebuje kogoś, kto przejmie stery, postawi cię do pionu, powie głośno i wyraźnie prosto w twarz, że będzie dobrze. A po moim zerwaniu z Tomem, ona zrobiła to wszystko i mnie naprawiła.

Na początku szalałam na jego punkcie, po kilku dniach poprosiłam, żeby się do mnie wprowadził. Jednak dość szybko zdałam sobie sprawę, że z mojej strony to było tylko zauroczenie, a kiedy zaczęłam widzieć cokolwiek poza błękitnymi oczami i zabójczym uśmiechem, niewiele pozostało. Wracał z pracy, włączał telewizję, kładł się na kanapie, otwierał piwo i cały wieczór siedział z nosem w telefonie. Miałam nadzieję na coś więcej – kontakt wzrokowy albo rozmowa byłyby dobre na początek. Ale nic się nie zmieniło, a po kilku miesiącach ten niewielki płomień, który był między nami, również zgasł. Było tak, jakbym mieszkała ze współlokatorem. Wkrótce nie zostało już nic.

Poświęciłam temu prawie rok. Chodzi o to, że on nie wiedział, jak być partnerem. Nigdy mnie nie słuchał, a często w piątki przynosił mi bukiet tanich kwiatów i sądził, że to daje mu przepustkę na spędzenie całego weekendu w pubie. Jak zauważyła wtedy Jas:

– On jest po prostu gównianym chłopakiem i nigdy się nie zmieni.

Więc pewnego piątkowego wieczoru, kiedy wszyscy w biurze mówili o swoich planach na wolne dni, ja zdałam sobie sprawę, że nie chcę spędzać z nim więcej czasu i poprosiłam, żeby się wyprowadził. To było naprawdę trudne, ponieważ, jak powiedział, on w zasadzie nie zrobił niczego złego. Wytłumaczyłam się tym, że mam za dużo pracy i nie starcza mi czasu na związek – ale prawda była taka, że go nie kochałam.

– Po prostu jesteś zmęczona – stwierdził i podgłośnił telewizor, żeby zagłuszyć moje słowa. To wyjaśniło mi wszystko. W końcu zgodził się spakować manatki i wyprowadził się.

Czułam się winna, ale też mi ulżyło. Nie chciałam spędzić reszty życia z kimś, kto niczego mi nie dawał. Wiedziałam, że zasługuję na coś więcej.

Kiedy odszedł w tamtą sobotę, od razu odezwałam się do Jas, która zapewniła mnie, że postąpiłam właściwie. Jednak Tom zaczął dzwonić, cały we łzach, błagając, żebym przyjęła go z powrotem, a nawet pojawił się w biurze i zapytał, czy może odprowadzić mnie do domu. Wtedy spał na kanapie u kolegi, a ja czułam się okropnie, bo przeze mnie został bezdomny. Zaczęłam myśleć, że może łatwiej byłoby po prostu pozwolić mu wrócić. Ale przyjaciółka dała mi siłę, żeby uprzejmie powiedzieć „nie”. A później, kiedy zrobił się wredny i oskarżył, że jego zwolnienie z pracy to moja wina, była ze mną w każdym momencie. Nie wiem, co zrobiłabym bez jej wsparcia.

Jas oczywiście miała rację. Ten związek nigdy by nie wypalił i musiałam to skończyć. Zobaczyłam Toma w barze kilka miesięcy później, wyglądał na smutnego i dość zaniedbanego, aż zaczęłam się martwić, że nasze rozstanie miało na niego dużo trwalszy wpływ, niż sądziłam.

Ale odpycham od siebie myśli o moim byłym chłopaku, kiedy widzę, że ekran telefonu się rozświetla. Podnoszę go i wstrzymuję oddech. To wiadomość głosowa od Alexa.

ROZDZIAŁ TRZECI

– Zastanawiałem się, czy miałabyś ochotę znowu się spotkać? Eee… jeśli tak, proszę oddzwoń.

Krótkie, słodkie i mogące zmienić życie? Nie spodziewałam się, że Alex zadzwoni do pracy. Nie dałam mu numeru. Pewnie go wygooglował. Kiedy tylko słyszę jego głos, mam ochotę wykonać taniec radości na środku biura – ale powstrzymuję się.

Sprawdzam następną wiadomość, znowu od niego. Chwila ciszy, żadnych gładkich przygotowanych wypowiedzi, po prostu urocze przypadkowe zdania, pojedyncze słowa.

– Ja… właśnie zdałem sobie sprawę, że ci się nagrałem, ale nie podałem numeru. Nie czuj presji, żeby oddzwonić. Lubię cię, ale zrozumiem, jeśli… słuchaj, już wcześniej zdarzało mi się źle zinterpretować sytuację, więc bez obaw… Och, zaczynam gadać bez sensu. Przepraszam. Tak czy inaczej, odezwij się, jeśli dobrze się bawiłaś, moglibyśmy gdzieś wyjść, dzisiaj, jutro, w przyszłym tygodniu? Zadzwoń… – Po wyrecytowaniu ciągu cyfr najwyraźniej chciał odłożyć słuchawkę, a ja miałam zaraz paść z wrażenia, kiedy dodał: – Och… wiesz, powiedziałaś mi, gdzie pracujesz, więc uznałem, że zadzwonię tutaj i zostawię wiadomość. – Przerwał, a ja zdałam sobie sprawę, że uśmiecham się od ucha do ucha jak idiotka. – Dzięki temu możesz to zignorować. Jeśli tak właśnie chcesz zrobić. A… jeśli wpadniemy na siebie na ulicy, możesz udawać, że mnie nie widzisz, albo nie dostałaś tej wiadomości. Pa.

Jestem urzeczona szczerością, sposobem w jaki słowa po prostu opuszczają jego usta, bez udawania, bez brawury – to takie odświeżające. Wydaje się uczciwy i wrażliwy, bo zrobił to w taki sposób, żeby nie stawiać mnie w trudnej sytuacji, gdybym chciała odmówić.

Oddzwaniam od razu z biurowego telefonu. Odbiera natychmiast, a ja czuję, że cała rozpływam się w środku, jakbym rozmawiała ze swoją pierwszą miłością.

– Hej Alex, tu Hannah. Bardzo chętnie znowu się z tobą spotkam – mówię.

– Świetnie… to naprawdę świetnie, Hannah. Nie byłem pewien, czy zadzwonisz.

Jego wrażliwość mnie porusza.

– Oczywiście. Dobrze się bawiłam.

– Ja też. Więc… kiedy jesteś wolna?

– Kiedykolwiek. – On nie prowadzi gierek, więc ja też nie.

– Dzisiaj? – proponuje.

– Jasne, czemu nie?

– Świetnie. Mam po ciebie przyjechać?

– A może spotkamy się przed barem, jak ostatnio?

– Idealnie, do zobaczenia o ósmej?

– Okej.

Odkładam słuchawkę i czuję się, jakby właśnie ktoś owinął mnie różowym pachnącym kaszmirem. Mimo że staram się dopasować swoje oczekiwania, przygotować się na rozczarowanie, naprawdę chcę, żeby to wypaliło. Długo powtarzałam sobie, że nie potrzebuję nikogo, a teraz zdałam sobie sprawę, że miałam rację. Ale chciałabym kogoś mieć. A Alex mógłby być tym kimś.

– O Boże, ależ to była urocza wiadomość – mówię Jas podczas lunchu.

 

Jemy kanapki od Gregga przy jej biurku. Ma u siebie elegancki ekspres do kawy, więc kiedy znajdujemy chwilę, żeby zjeść razem, zwykle przesiadujemy u niej. Dzisiaj mamy jakieś siedemnaście minut przed moją następną wizytą domową i jej spotkaniem z lokalnym zwierzchnikiem pracowników socjalnych, więc musimy się trochę spieszyć.

– Mówię ci, Alex niczego nie udaje – oznajmiam, ciesząc się smakiem jego imienia na języku. – Jest niesamowity, troskliwy, wrażliwy i słucha… On naprawdę słucha, Jas. – Uśmiecham się, myśląc o nim.

Przyjaciółka rzuca mi ostrzegawcze spojrzenie.

– Brzmi za dobrze, żeby mogło być prawdziwe. A jeśli ktoś wydaje się za dobry, żeby był prawdziwy, to dlatego, że właśnie taki jest.

– Musisz przestać być taka cyniczna – mówię, rozczarowana, że nie podziela mojej ekscytacji. – Dlaczego nagle jesteś temu przeciwna? To ty zaproponowałaś mi skorzystanie z Meet your Match! Mówiłaś, że właśnie tego potrzebuję.

– Tak, ale chodziło mi o dobrą zabawę, a nie podchodzenie do tego na poważnie. Byłaś z tym facetem na jednej randce, a już jesteś cała nakręcona, mówisz o psach i dzieciach… Tak samo było z Tomem, po kilku dniach nie miałaś żadnych zastrzeżeń i pozwoliłaś mu u siebie zamieszkać. Odsłaniasz się i właśnie dlatego owinął sobie wtedy ciebie wokół palca, Hannah. Zrobiłaś dla niego wszystko, a on nie dał ci nic w zamian.

– Tom był inny. Alex jest…

– Tak, bo na tym etapie wiemy praktycznie wszystko o Alexie. – Wywraca oczami. – Miałaś skorzystać z aplikacji randkowej dla zabawy, żebyś mogła zrobić coś innego niż co wieczór oglądać „The Great British Bake Off”.

– Nie puszczają tego co wieczór – odpowiadam, nieco dotknięta jej słowami.

– Wiesz, co mam na myśli. Przepraszam, nie chciałam wyjść na sukę, tylko… zachowujesz się jak szaleńczo zakochana, a przecież w ogóle nie znasz tego typa. Nie wkręć się w kolejną dziwną sytuację.

– Już ci mówiłam, Alex nie jest Tomem – stwierdzam obronnym tonem.

Wzdycha z irytacją.

– Nie, ale tym razem… – Przerywa i unosi brwi. – Uważam, że fakt, iż nie zaprosił cię na kolejną randkę tamtego wieczoru, ale kazał czekać, a potem nagle zadzwonił na telefon firmowy następnego dnia, powinien wzbudzić twoją czujność, skarbie.

– Wcale nie.

Jas odgryza potężny kęs swojej kanapki, kiedy wykładam jej moją wersję.

– Gdybyś go słyszała, wiedziałabyś, co mam na myśli. Jego szczerość jest… cóż, jest dość rozbrajająca i wierzę mu, kiedy mówi, że nie chciał stawiać mnie w trudnej sytuacji. Uwierz, to taktowny facet, który nie chce wywierać na mnie presji, tylko tyle.

Wzrusza ramionami, jakby chciała powiedzieć: ty tak sądzisz.

– Więc znowu z nim wychodzisz? – Odkłada jedzenie i wstaje, żeby zrobić kawę.

– Tak, znowu z nim wychodzę.

– Kiedy? – pyta.

– Zaproponował dzisiejszy wieczór.

Marszczy czoło, nie jest zadowolona.

– Co? – naciskam.

– Nic – mamrocze, stojąc do mnie plecami, kiedy przygotowuje napój, a potem się odwraca. – Tylko… miałyśmy iść dzisiaj do kina, zobaczyć nowy film z Ryanem Reynoldsem.

– O Boże! Nie wiedziałam, że to dzisiaj! – Przecież nie ustalałyśmy nic konkretnie. To była tylko luźna rozmowa w zeszłym tygodniu o tym, że musimy obejrzeć ten film. Nic takiego.

– Słuchaj, to nie ma znaczenia, skoro już umówiłaś się z nim na wieczór, w porządku. Chyba możemy iść kiedy indziej.

– Nie masz nic przeciwko?

– A zrobiłoby to jakąś różnicę? – Stawia przede mną świeżo zaparzoną, jeszcze spienioną kawę.

– Oczywiście, nie bądź taka, Jas.

– W porządku, tylko się z tobą droczę – oznajmia, ale nie wydaje mi się, żeby to była prawda. – Jeśli jest tak uroczy, jak wyglądał na Meet your Match, nie winię cię, że wolisz spotkać się z nim zamiast ze mną. – Siada z powrotem na krześle i upija łyk z filiżanki. – Może dostanę pracę jako baristka, jeśli tu mi nie wyjdzie – mówi.

– Myślałam, że zostaniesz swatką, jeśli uznasz, że bycie pracownikiem socjalnym nie jest dla ciebie – żartuję, próbując załagodzić sytuację. Teraz czuję się winna. Trochę wytrąciła mnie z równowagi tymi naszymi domniemanymi planami. To, co ja uznałam za luźny pomysł, Jas wzięła za konkret.

– Naprawdę mi przykro. Nie zgodziłabym się na spotkanie z Alexem, gdybym sądziła, że ty i ja mamy coś ustalone.

– W porządku, w porządku. – Odkłada resztę kanapki na biurko. – Ale nie chodzi o mnie ani o kino. Myślę po prostu, że naprawdę powinnaś jutro zaproponować spotkanie. Nie bądź taka chętna. „Niech czeka” – to moje motto.

– Tak, ale jeśli jest uczciwy i nie gra w żadne gierki, to czemu ja miałabym czekać? – Nie odpowiada. Wydaje mi się, że jest bardziej wkurzona o to wyjście, niż daje po sobie poznać.

– Słuchaj, Jas, przepraszam za to kino.

– Nie obchodzi mnie to, mogę iść z kimś innym. – Widać, że jednak ją obchodzi.

– Nie musisz iść z kimś innym. Możemy pójść jutro – mówię pewnie. – I przyjmuję do wiadomości to, co mówisz. Tak, łatwo się angażuję i szybko zakochuję. Ale nie zamierzam stosować twojej zasady „kontrolowanego zaangażowania” w swoim życiu osobistym. – Uśmiecham się, żeby złagodzić irytację w głosie.

– Nie to mam na myśli. Nie chciałabym, żebyś rzucała się w kolejny związek i potem tego żałowała, skarbie. Jezu, czasami, rozmawiając z tobą, czuję się, jakbym mówiła do jednej z naszych nastolatek.

Ignoruję to stwierdzenie, Jas czasami lubi się zapędzać. Porównywanie mnie do jakiegoś dzieciaka, który podejmuje kiepskie decyzje, ciężko nazwać sprawiedliwym.

– Zawsze powtarzasz mi, że nie powinnam za bardzo angażować się w sprawy moich wychowanków, prawda? – mówię, odgryzając kęs kanapki z tuńczykiem.

Jas podnosi wzrok znad swojej kawy.

– Tak.

– Cóż, może i jestem zbyt zaangażowana. Ale to dlatego, że nie ma nic innego, co zaprzątałoby moją głowę. A spotkanie z takim miłym gościem, jak Alex, pozwoli mi złapać dystans. Więc zamiast martwić się o podopiecznych, będę miała kogoś innego, o kim będę mogła myśleć, prawda?

– Tak przypuszczam – potwierdza, wrzucając opakowanie po posiłku do kosza na śmieci i kończąc tym rozmowę. – Przepraszam, dziecinko. Wracam do pracy. Muszę cię stąd wykopać.

– Oczywiście. – Wstaję i wychodzę z biura, trzymając w dłoni resztę kanapki i filiżankę kawy z pianką. Znam Jas aż nazbyt dobrze: nie potrafi ukrywać uczuć i jest na mnie zła o to, że według niej jestem słaba. Jednak nie chce, żebyśmy się kłóciły, więc zamierza popracować nad swoimi uczuciami – wiem to, bo powiedziała mi kiedyś, że jej terapeuta twierdzi, iż musi się izolować, kiedy ludzie ją denerwują albo krzywdzą. Nie zraniłam jej umyślnie, ale z punktu widzenia Jas właśnie to zrobiłam, nie przyjmując jej rady. Jest skomplikowana. Tak trudne dzieciństwo wpływa na ludzi. A napady gniewu są jedną z reakcji dorosłego, który jako dziecko był molestowany seksualnie.

W pracy bez przerwy zajmujemy się zniszczonymi emocjonalnie dziećmi i tym właśnie jesteśmy, Jas i ja – zniszczonymi dziećmi, które dorosły. Jednak to nas nie definiuje. Przede wszystkim jesteśmy przyjaciółkami i rozumiemy się. Obie chcemy, żeby ta druga była bezpieczna i szczęśliwa. Ona opiekuje się mną tak, jak ja nią – chciałabym tylko, żeby czasami mi zaufała, uwierzyła, że potrafię podjąć właściwą decyzję.

Oczekiwanie na Alexa przed barem jest piekłem. Popędziłam do domu po ciężkim dniu pracy między innymi przez telefon od Chloe Thomson, szesnastolatki z problemami w nauce. Dziewczyna też ma niełatwą sytuację w domu – rodzice rozstali się, kiedy była młodsza, a jej matka, narkomanka, sprowadziła właśnie kolejnego ze swoich chłopaków do ich maleńkiego mieszkania. Kiedy odwiedziłam ich dzisiaj, matka miała podbite oko, zapewne wskutek „wpadnięcia na coś”, w co oczywiście nie uwierzyłam. Starałam się nie myśleć o biednej Chloe, kiedy brałam prysznic, ubierałam się i nakładałam pomadkę. Rozpuściłam włosy, pozwalając, żeby opadły luźno na ramiona i założyłam czarny golf, który pasuje do mojego blondu. Potem całą drogę z mieszkania do baru przebyłam biegiem, w deszczu, a kiedy dotarłam na miejsce, mój parasol wywinął się na lewą stronę i wyzionął ducha, więc wrzuciłam go do kosza i stanęłam pod zadaszeniem. Teraz moje włosy są mokre, pokręcone i ani trochę nie wyglądają dobrze!

Czekałam na Alexa od dwudziestu trzech minut. Po dziesięciu sprawdziłam w środku, czy przypadkiem już nie dotarł, ale nie znalazłam go. Pomyślałam, żeby usiąść przy barze i zamówić drinka, ale stał tam jakiś mężczyzna i wpatrywał się we mnie, a kiedy wysunął stołek i poklepał siedzisko, odeszłam. Było zimno i padało, zastanawiałam się nad powrotem do lokalu, ale co, jeśli Pan Dziwny nadal czeka, trzymając dla mnie miejsce? Och, żeby Alex się pospieszył. Zaczynałam się już niepokoić o to, czy w ogóle przyjdzie i właśnie, kiedy miałam zadzwonić i sprawdzić, czy jestem we właściwym miejscu, pojawił się tuż przede mną. Spóźnił się dwadzieścia siedem minut, ale od razu zaczął przepraszać:

– Mam teraz naprawdę dużą sprawę. Jedna z prawniczek, z którymi pracuję, chciała, żebym spotkał się z nią o osiemnastej, żeby omówić szczegóły. Wyobrażasz sobie?

Trochę irytuje mnie fakt, że nie chciał zawieść koleżanki, a mnie zostawił, żebym mokła.

– Chciałem powiedzieć: „Mam drugą randkę z pewną seksowną kobietą, więc może spotkalibyśmy się innego dnia?”. Ale oczywiście nie mogłem. – Wywraca oczami.

Zmuszam się do uśmiechu. Praca? To jego jedyna wymówka?

– Właśnie miałam wracać do domu – oznajmiam. – Nie planowałam spędzać wieczoru, stojąc na deszczu!

Mina mu rzednie.

– Och, Hannah, tak bardzo przepraszam. Nie miałem twojego numeru, więc nie mogłem dać ci znać, ale pewnie powinienem był zadzwonić do baru, prawda? Już wszystko schrzaniłem?

Uśmiecham się ponownie, ugłaskana tym, że widocznie pojął swój błąd.

– Jeszcze nie, ale teraz jesteś na warunkowym.

– Obiecuję, że nie złamię zasad. Dasz mi szansę? – Częściowo żartuje, ale widzę, że to dla niego ważne, naprawdę przejął się spóźnieniem. Nie pogrywa ze mną, ale chyba ostrzeżenie Jas miało na mnie większy wpływ, niż przypuszczałam i zaczęłam szukać u niego minusów, chociaż wydaje się żadnych nie mieć.

Postanawiamy wejść do środka na drinka i siedząc tam, rozmawiamy o tym, jak minął nam dzień, potem on proponuje pizzę. Umieram z głodu, więc dopijamy nasz alkohol i ruszamy do wyjścia, ale jedno spojrzenie na zewnątrz uświadamia mi, że naprawdę mocno leje.

– Przemokniemy do suchej nitki – mówię, kiedy stajemy w drzwiach.

– Gdzie twoja parasolka?

– Nie mam.

– Ależ masz. To znaczy… pomyślałem… – zacina się. – Po prostu… wiem, że jesteś takim typem człowieka, który zawsze ma parasolkę.

– W zasadzie miałam ją, ale teraz jest w śmietniku. – Wskazuję głową na znajdujący się w koszu przedmiot z wystającymi drutami, wyglądający jak martwy kruk. – Umarła.

– Ojej. – Śmieje się, zdejmuje kurtkę i szarmancko przytrzymuje mi ją nad głową. – Pizzeria jest jakieś pięć minut stąd, prawda? – mówi mi do ucha. Dotyk jego warg na moim płatku sprawia, że przechodzi przeze mnie prąd. – Pobiegniemy? – pyta z uśmiechem.

Po szaleńczym pędzie do pizzerii, zostajemy zaprowadzeni do stolika i zamawiamy merlota. Alex mówi o nim jak o naszym zwyczaju i podoba mi się, jak to brzmi. Jakbyśmy już stworzyli wspólną historię. Pomimo niewielkiego zgrzytu na początku, kiedy się spóźnił i mnie tym zirytował, rozwiewają się wszystkie wątpliwości i czuję, że to początek czegoś dobrego.

Nie wiem, jak smakuje pizza, ledwo pamiętam, co zamówiłam. Coś z pieczarkami? Po prostu nie mogę przestać na niego patrzeć, a jego wzrok bez przerwy spoczywa na mnie. Cokolwiek mówiłaby Jas, gdyby tu teraz była, wiedziałaby, że to coś naprawdę prawdziwego.

– Czyli zajmujesz się sprawami kryminalnymi? – pytam między kęsami, chcąc wiedzieć o nim wszystko.

– Tak. – Uśmiecha się. – To nie najpiękniejsze zajęcie ani najbardziej prestiżowe. Często zdarza mi się siedzieć na komisariacie po godzinach, pić ohydną herbatę i wysłuchiwać obelg pod swoim adresem.

– Ach, brzmi jak świetna zabawa – odpowiadam, z przesadzonym wyrazem powątpiewania na twarzy, a jednocześnie myślę, że to wydaje się przyjemniejsze niż użeranie się z matką Chloe Thomson. Tego popołudnia, kiedy najwidoczniej zadałam o jedno pytanie za dużo, w niewybrednych słowach kazała mi się nie wtrącać i zatrzasnęła drzwi przed nosem.

– Tak, w zasadzie jest w porządku. Dzisiaj w sądzie udało mi się uchronić młodego chłopaka przed więzieniem. Starsi bracia zmuszali go, żeby pomagał im kraść samochody. Lista zarzutów ciągnęła się w nieskończoność, ale wykorzystałem wszelkie możliwe triki, żeby wywalczyć mu wyrok w zawieszeniu. Ostatecznie dostał grzywnę i prace społeczne. A wiesz, co powiedział po rozprawie?

 

Potrząsam głową.

– „Chcę wracać do domu, stary”.

– Auć. Pewnie kusiło cię, żeby powiedzieć: „Następnym razem sam się broń!” – Odkładam nóż i widelec. Nie dam rady zjeść więcej, jestem najedzona.

– Tak, ale te dzieciaki nie mają żadnych szans, prawda? W chwili urodzenia ich los jest przesądzony: presja rówieśników, bieda, narkotyki, więzienie, maltretowanie…

– I to właśnie moje zadanie.

– Tak przypuszczam. – Potrząsa smutno głową, przypominając sobie, co się stało. – Wtedy też… padało, kiedy wyszliśmy z sądu. Miał na sobie tylko koszulkę i żadnych pieniędzy na autobus czy metro.

– To smutne – stwierdzam, wiedząc z doświadczenia, że dla niektórych bilet autobusowy jest luksusem.

– Więc ostatecznie podwiozłem go do domu.

Czuję, że serce mi rośnie, kiedy to słyszę.

– To miło z twojej strony.

– Tak, mam nadzieję, że w pewnym sensie dałem mu poczuć, że zależało mi na nim nie tylko w sądzie… nie dlatego, że ktoś zapłacił mi za pracę.

– Jestem tego pewna, niektórzy ludzie nigdy nie doświadczyli zwykłej uprzejmości.

Przytakuje.

– I jak ktokolwiek może uwolnić się od przestępczego życia, kiedy nie ma nic, również żadnej nadziei? Ma dziewiętnaście lat, a już czuje, że jest bez przyszłości.

Przytakuję, wiem dokładnie, co ma na myśli.

– Kurczę, brzmisz jak ja. Ostatnio zrobiłam wpis na blogu o pracy socjalnej, w którym napisałam dokładnie to samo.

– Naprawdę? Chciałbym go kiedyś przeczytać.

Lekko się rumienię, uwielbiam to, jak bardzo jest zainteresowany.

– Podrzuciłem go do mieszkania – ciągnie. – Farba odchodziła ze ścian, wszędzie było czuć zapach moczu… Dałem mu trzydzieści funtów, tylko tyle miałem przy sobie, ale wiesz, mógłbym przysiąc, że zobaczyłem łzy w jego oczach. Czasem zastanawiam się, dlaczego nie zostałem bogatym korporacyjnym prawnikiem, ale teraz rozumiem, że właśnie dlatego, dla takich dzieciaków, które nie mają żadnej wiary i nikogo, kto by o nie walczył.

Patrzy na mnie, a ja czuję ukłucie. Ten facet jest naprawdę wspaniały.

Wzrusza ramionami i bierze głęboki oddech.

– Dzisiaj też weźmiemy deser? – Podnosi menu, jakby chciał umniejszyć swój heroiczny czyn.

Jest również skromny.

Nie dam rady więcej zjeść, żołądek mam związany w supeł, zawsze zmniejsza mi się apetyt, kiedy zaczynam coś do kogoś czuć. Ze mną to wszystko albo nic. Albo jestem gruba i samotna, albo chuda i zakochana.

– Jestem zbyt pełna – odpowiadam.

Wyciąga rękę nad stołem. Opuszkami palców dotyka moich. To takie erotyczne. Patrzy mi w oczy.

– Wiem, że to dopiero druga randka, ale to wydaje się takie… dobre. – Wskazuje na mnie i na siebie, a ja przytakuję ochoczo.

– Tak, jest dobrze. – Tylko tyle mogę z siebie wydusić. Chcę mu powiedzieć o wiele więcej, chcę powiedzieć, że nie czułam się tak od lat, że mój były ledwo mnie zauważał, że nie podejrzewałam, żebym miała się jeszcze zakochać i wszystko dzieje się tak szybko, ale teraz myślę, że właśnie tak się stało. Oczywiście nie mówię nic takiego, muszę rozegrać to ostrożnie i nie wystraszyć go.

Ale kiedy nieco później całuje mnie przed drzwiami i sugeruje, że powinniśmy spotkać się jutro, bez tchu odpowiadam:

– Nie mogę się doczekać.

Wbiegam po schodach do bloku, a on mnie obserwuje – to takie słodkie, że zanim pójdzie, sprawdza, czy bezpiecznie dotrę do domu. Wchodzę do środka i ruszam w stronę mojego mieszkania, ale słyszę coś na zewnątrz. Nagłe łomotanie przeraża mnie prawie na śmierć. Wiem, że nie powinnam otwierać, ale może to Alex wrócił, żeby wziąć mnie w ramiona, a nawet jeśli to nie on, to hałas obudzi sąsiadów.

Podchodzę do drzwi, uchylam je ostrożnie i, ku mojej wielkiej uldze, to on. Prawie oczekuję, że mnie pocałuje, ale nie robi tego.

– Przepraszam, Hannah, ale nie mam twojego numeru! – Bez tchu opiera się o framugę, ukrywając się przed ulewą. Śmieję się i daję mu swój numer. Alex z powrotem wybiega w deszczową noc, ale zatrzymuje się na krótko, żeby mi pomachać. Stoję w progu i patrzę, jak kluczy między kałużami. Co jakiś czas jego sylwetkę oświetla lampa uliczna albo przejeżdżający samochód.

Kiedy wreszcie znika mi z oczu, wbiegam na górę po dwa stopie naraz, w ogóle tego nie czując. Zakochanie sprawia, że nawet ćwiczenia stają się znośne – mogłabym dzisiaj przebiec dwadzieścia pięter, gdybym musiała! Kiedy jestem już w środku, nastawiam czajnik, robię sobie herbatę rumiankową i odtwarzam w głowie wszystkie wydarzenia tego wieczoru. To jakbym oglądała raz za razem ulubiony stary film. Przypominam sobie każdy niuans, każde słowo, sposób w jaki się uśmiecha, błysk w jego spojrzeniu sprawiający, że nagle cała twarz mu się rozświetla.

Potrząsam głową. Jest jeszcze wcześnie, muszę przestać ciągle o nim myśleć, Jas mnie ostrzegała. O cholera. Cholera. Cholera. Obiecałam, że jutro wieczorem pójdę z nią do kina, a właśnie umówiłam się z Alexem. O Boże, nigdy nie chciałam być taką kobietą, która porzuca przyjaciółkę w chwili, gdy pojawia się mężczyzna. Ale, z drugiej strony, nie zamierzam odwoływać randki. Nie chcę, żeby on pomyślał, że go nie lubię lub zmieniłam zdanie – albo nie można na mnie polegać. Co ja, do diabła, zrobię?