Życie i miłostki imperatorowej Katarzyny II

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Stanisław Antoni Wotowski

Życie i miłostki imperatorowej Katarzyny II

Warszawa 2020

Spis treści

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Rozdział I

Młodość księżniczki Zofii Fryderyki von Anhalt. Jak księżniczka Zofia została następczynią tronu rosyjskiego. Pożycie z mężem. Sałtykow

Gdy na początku 1744 roku Księżna Joanna Anhalt-Zerbst wraz ze swą córką Zofią Augustą Fryderyką składały wizytę w Poczdamie Fryderykowi Wielkiemu, nikt domyślać się nie mógł, jak brzemienne skutki ten drobny na pozór fakt poza sobą ukrywa. Chodziło ni mniej, ni więcej tylko o to, by piętnastoletnią księżniczkę wydać za mąż za Piotra Holsztyńskiego, następcę tronu Rosji.

Małżeństwo wchodziło w plany polityczne Wielkiego Fryca i gorąco namawiał on i dążył do jego zawarcia. Wprawdzie Piotr Holsztyński, siostrzeniec i następca, ówczesnej carycy Elżbiety Piotrówny nie był zbyt pociągający: chudy, o zapadłej piersi, ziemistej cerze, a konopiastych włosach sprawiał raczej komiczne wrażenie. Charakter miał uparty, samowolny i nerwowy. Lecz dla Zofii Fryderyki mimo wszystko stanowił partię nie lada. Toć poza szumnym tytułem, ojciec jej książę Anhalt Zerbst był de facto wasalem zwykłym Fryderyka i generałem w pruskiej służbie. Na dworze się nie przelewało, należało raczej oszczędzać i księstwu daleko było do tonów suwerennych panujących.

Toteż wielkie nastąpiło zdziwienie, gdy dnia pewnego otrzymano zaproszenie od imperatorowej Elżbiety, przybycia do Rosji, z między wierszami wyrażonym zamiarem, iż stać się to ma w celach ewentualnego mariażu. Wprawdzie książę Anhalt-Zerbst wzdragał się nieco przed wysyłaniem córki do barbarzyńskiego kraju, wprawdzie zapowiadająca się na wielce urodziwą, piętnastoletnia księżniczka (urodzona 21 kwietnia 1729 roku) mało dopasowana była do przyszłego męża, tym niemniej próżność panowania in spe nad jednym z największych państw Europy, tudzież rady starego Fryca przemogły... i matka wraz z córką wyruszyły w daleką podróż.

Moskowia zraziła nieco, lecz świetny dwór carycy wydał im się krainą z bajki. Nic tak dalece w tym dziwnego nie ma, gdy się wspomni, iż miała Elżbieta w swej garderobie tylko piętnaście tysięcy sukien i tylko... pięć tysięcy obuwia.

Nie było dnia bez gali dworskiej, maskarady czy balu, a wszystko inscenizowane z prawdziwie wschodnim przepychem. Mogło to zaimponować nie tylko księżniczce Anhalt-Zerbst, przywykłej na ojcowskim dworze liczyć się z każdym wydatkiem, niemal ze sprawieniem nowej sukni.

A dodać należy, że młodziutka księżniczka bynajmniej pozbawiona sprytu nie była. Szybko zadecydowała ona, że Rosja jest warta nawet głupiego, śmiesznego i nieznośnego męża i na związek wyraziła zgodę. O matce nie ma co wspominać; była oszołomiona. Toteż dnia 9 lipca 1744 roku Zofia przechodzi na prawosławie (warunek niezbędny; wyznawała katolicyzm) i przy tym akcie otrzymuje miast Zofii nowe imię – Katarzyny, pod którym odtąd jest znana. Dnia następnego oficjalnie ogłoszone zostają zaręczyny.

Ślub odbywa się 1 sierpnia z należytym przepychem. A gdy po zakończonym festynie – który bez parady, szeregu ogni sztucznych, tudzież ód nadwornych poetów się nie obył – udaje się do swej wspaniałej wielkoksiążęcej sypialni, rozbiera i kładzie do łóżka... w oczekiwaniu małżonka. Czeka godzinę, może dłużej. Już jest zaniepokojona, gdy do drzwi nieśmiało puka dyżurna dama dworu i melduje, że Jego Wysokość poczuł się nieco zmęczony i legł... spać... Zmęczenie to było nieco specyficzne, gdyż Piotr III, jak miał on się później nazywać, miał wielki pociąg do trunków i nie lubił pełnych butelek. Wobec tego oddał im tak należyty honor w dzień ślubu, że musiano nieprzytomnego wynieść do jego apartamentów... Taka była noc poślubna Katarzyny!

* *

*

W parę tygodni poślubię stara księżna Anhalt-Zerbst opuściła Rosję. Młoda mężatka pozostała sama... a mąż starał się, jak mógł, miodowe miesiące uprzyjemnić. W tym celu sprowadził do małżeńskich pokoi sforę psów i gorliwie zajął się tresurą. Gdy to zajęcie go męczyło, brał do ręki skrzypce i muzykował zawzięcie, że zaś o grze samej nie miał pojęcia, wydawał rozdzierające uszy dźwięki, co już nie było jego winą. Noce też sobie uprzyjemniał. Miał szereg lalek i bawił się nimi długo, gdy zaś uczuwał potrzebę konwersacji, opowiadał małżonce o swym powodzeniu u kobiet i przygodach, jakie go spotkały. Przyznał się nawet, że jest szalenie zakochany w pannie Łopuchin i zamierzał się z nią bezwzględnie ożenić, gdyby nie ciotki. Czasem jej opowiadał, że powraca od panny Cari czy innej hofdamy i że bardzo żałuje, ale Katarzyna, pod względem urody nie wytrzymuje z nimi żadnego porównania.

Katarzyna wysłuchiwała tych zwierzeń nader spokojnie, notując je sobie w duszy skrzętnie. Wszak nie po miłość przybyła do Rosji, lecz po zgoła co innego, zaś to inne... należało do przyszłości.

Przestała zwracać uwagę na męża, sama zaś zagłębiła się w książkach. Nie wychodziła niemal z przebogatej cesarskiej biblioteki, pracowała, czytała, wchłaniała wiedzę w siebie. Ulubionym jej autorem był Voltaire, dla którego kult niemal żywiła.

Tak szły miesiące, lata i przez ten czas przyznać trzeba iż zdobyła tak potężny zasób wiadomości, że stała się później jedną z rozumniejszych i mądrzejszych kobiet świata. To przyznać jej musi każdy wróg, nawet każdy z nas, Polaków, dla których jest ona synonimem rozbiorów, upokorzenia i przemocy...

Lecz nie jest moim zadaniem czynienie tu historycznych refleksji, zajmuje mnie przyszła caryca z punktu widzenia jej intymnych przeżyć Czy nie czuła ona wówczas, że jest kobietą, że jeśli jest opuszczona przez męża, to i jej również nieco sentymentu choćby z innej strony się należy? Zdążyła się wszak była z dzierlatki prawie przerodzić na ponętną i zmysłową piękność. Czy na lubieżnym a tak lekkim w obyczajach rosyjskim dworze, gdzie stosunek Elżbiety z Razumowskim, był publiczną tajemnicą, nie budziła pożądań?

Na jednym z balów przemówić do niej po raz pierwszy językiem miłości ośmielił się urodziwy szambelan Sergiusz Sałtykow. Wprawdzie wyznanie było pełne respektu, nieśmiałe i tak przesłonięte, że zrozumieć je mogła wielka księżna wówczas tylko, gdyby sama zechciała lecz zawszeć to było wyznanie. Co by dalej z tego wyszło, nie wiadomo, bo wszak pierwszy krok najwięcej kosztuje, gdyby nie zbieg okoliczności i względy polityczne.

W tym czasie, a działo się to po siedmiu latach małżeństwa, wzywa ją do siebie cesarzowa Elżbieta i oświadcza, iż jest wysoce niezadowolona z dotychczasowej bezpłodności. Potomek być musi dla utrwalenia tronu, dynastii i spokoju Rosji. Jeśli Piotr III nie jest zdolny do spełnienia obowiązków małżonka, to niech Katarzyna robi co jej się żywnie podoba i powyższe słowa skomentuje, jak jej się podoba... zresztą bliższy sens wytłumaczy zaufana starsza dama dworu, pani Czoglikow.

Istotnie po paru dniach przybywa pani Czoglikow i oświadcza, że cesarzowa postanowiła przydzielić Wielkiej Księżnej specjalnego szambelana. Albo Sergiusza Sałtykowa albo Lwa Naryszkina. Do wyboru.

– Tylko nie tego ostatniego! – zawołała następczyni tronu.

– Rozumiem Wasza Wysokość! – skłoniła się głęboko pani Czoglikow.

Czy mam więcej dodawać?

Dnia 20 września 1754 r. grzmot wystrzałów armatnich obwieścił Rosji, iż Piotrowi III narodził się syn. Dynastia i czystość rasy była uratowana.

W pamiętniku Katarzyny – wówczas już prowadziła pamiętnik – czytamy:

Sałtykow jest piękny jak młody bóg. Nie ma piękniejszego na całym dworze...

* *

*

Potomka wkrótce odebrano młodej matce. Cesarzowa Elżbieta sama zamierzała się zająć jego wychowaniem. Otrzymał on na chrzcie imię Pawła i pod tym imieniem później panował nad Rosją. Katarzyna za swe trudy otrzymała w prezencie 100 000 rubli, co jej się bardzo przydało, tudzież dwa pierścienie tak marne, że się wstydziła je nosić. Sergiusza Sałtykowa wydelegowano na czas jakiś do Szwecji. Jeśli imperatorowa w tym miała cel oddalenia od kochanki, to osiągnęła go całkowicie, gdyż po powrocie trzeba było aż paru listów Wielkiej Księżnej, by na wyznaczone spotkanie się stawił. Lecz ona przeszła nad tym zawodem bez zbytniej rozpaczy. Określiwszy pięknego Sergiusza jako z urody Apollina a z rozumu pustego dudka postanowiła, raz zdobywszy doświadczenie, nie odgrywać roli opuszczonej małżonki... i grzeszyć dalej.

Pytanie się nasuwa czy wiedział Piotr III o całej historii? Początkowo, zdaje się, był przekonany, że syn jest jego synem, z czego się niepomiernie przechwalał. Lecz usłużni dworacy otworzyli mu oczy. Najlepszym dowodem, że tak znienawidził on Pawła, iż patrzyć na niego nie mógł a jedną z przyczyn przewrotu, jak później głosiła Katarzyna, było, że zamierzał nawet pozbawić go dziedzictwa tronu.

Teraz przejdziemy do opisu przygody, z całego życia Katarzyny, nas, Polaków, najbardziej interesującej... Chcę mówić o Stanisławie Auguście Poniatowskim.

 

Rozdział II

Stanisław Poniatowski

W tym to czasie przybył do Petersburga, w orszaku posła angielskiego Williama Hanbury’ego, młody magnat polski, Stanisław Poniatowski. Poprzedzała go sława jednego z najwykwintniejszych i najprzystojniejszych kawalerów Europy, człowieka wielce gładkiego o artystycznej kulturze, który dzięki talentom towarzyskim cieszył się ogromnym sukcesem na różnych dworach Europy. Gdy Poniatowski, w nadnewskich salonach, oparłszy się niedbale o kominek, gwarzył o wrażeniach z Paryża i osobistych przeżyciach, nie było ani jednej spośród pięknych dam, by z uwielbieniem się weń nie wpatrywała a słów jego, niby najsłodszej małmazji, nie piła. Lecz wykwintny a zdawałoby się nieco powierzchowny salonowiec, w głębi duszy tłumił ambicje olbrzymie...

Szybko zorientował się w sytuacji i od razu ocenił jaką potęgą stać by się dla niego mógł stosunek z Wielką Księżną. Wszak Poniatowscy, mimo majątku i pięknych koligacji, nie byli rodem ani starym, ani możnym. Daleko im było do szeregu królewiąt Rzeczypospolitej, a późniejszemu Stanisławowi Augustowi już wówczas się śniła korona...

Wielką Księżnę, żądną zdobycia, niedługo trzeba było zdobywać. Wykwintny, o wersalskiej ogładzie, Poniatowski, na tle nieco z niemiecka przyciężkiego a trącącego Azją dworu, był meteorem pierwszorzędnej wielkości i zjawiskiem nie lada... Dzięki usłużnemu a zaufanemu przyjacielowi, Naryszkinowi, bliższy kontakt zostaje nawiązany i wkrótce Katarzyna często poczyna odwiedzać kochanka w jego mieszkaniu, w męskim stroju. Lecz miłość jej, może szczera i prawdziwa w pierwszej chwili, zamienia się w szkołę polityki wyższej. Razem snują plany i obliczenia na przyszłość. Wszak za te to chwile uczyniła go później królem – prawdziwy dar Danaid, nie pozbawiony ironii... bo zbyt wielką egoistką była, by mogła być szczerze komu oddana, a wszelki dar jej, był raczej wybrykiem fantazji niż dowodem prawdziwej przyjaźni... Poniatowskiego stanowisko, jako członka orszaku angielskiego posła, jest dość nieokreślone. Wyjeżdża też on z Petersburga, by szybko tam powrócić, ale już... w charakterze posła polskiego przy carskim dworze. Stosunek z Wielką Księżną trwa nadal, Poniatowski jest z nią niemal nierozłączny, wszyscy o tym wiedzą i traktują jako publiczną tajemnicę. Mimo rozgłosu cesarzowa Elżbieta przymykała na to oczy, nie chcąc widocznie ingerować, dopóki nie wybuchł skandal. Mianowicie Piotr III przyłapał Poniatowskiego w cesarskim ogrodzie w Oranienbaumie, gdy ten do Wielkiej Księżnej się przekradał i wtedy volens nolens, choćby dla zachowania pozorów, musiał poseł polski swe stanowisko w Petersburgu opuścić.

Raz jeszcze jeden potem, gdy był królem, spotkał się Stanisław August z Katarzyną, wówczas potężną carycą, osobiście, lecz w jak odmiennych warunkach! Imperatorowa zwiedzała prowincje Rosji. Prosił ją Poniatowski, by zezwoliła się odwiedzić, gdy znajdować się będzie z flotyllą na Dnieprze. Zamiary carycy zaczynały być wobec Polski coraz wyraźniejsze a groźne. Może łudził się, biedny, że przy osobistym widzeniu wzruszy, że ze względu na stare wspomnienia, od wielu rzeczy odwiedzie, przekona...

Króla Najjaśniejszej a bezsilnej Rzeczypospolitej Polskiej spotkała flotylla rosyjska z należytymi honorami. Sama groźna imperatorowa wypłynęła na spotkanie i jakie było Stanisława Augusta zdumienie, może radość, gdy po jego ucałowaniu jej ręki, serdecznie przycisnęła go do piersi i parokrotnie ucałowała. Może odżyły wspomnienia? Może i on tak już myślał? Niestety na tym sentyment Semiramidy Północy się skończył. Fetując swego królewskiego gościa iście po królewsku i wyprawiając dlań szereg uroczystych festynów, jakby umyślnie unikała pozostania sam na sam z byłym kochankiem, by snadź pod wpływem przeszłości nie poczynić politycznych ustępstw...

Gdy w 1758 roku ze stosunku z Poniatowskim urodziła się córeczka, Piotr III oświadczył: Różne cuda chodzą po świecie, ale tym razem nie wiem czy dziecko uznać i czy jest moje!

Lecz Katarzyna nie była już nieśmiałą księżniczką. Odparła najspokojniej: „Proszę to udowodnić, a jeśli udowodnione nie zostanie składam skargę o oszczerstwo!„. Piotr III machnął ręką, życząc najdroższej żonie wszystkich diabłów, lecz ona wiedziała doskonale, co ją czeka, o ile zostanie samowładnym panem Rosji.

A chwila ta nie była daleka!

Cesarzowa coraz bardziej podupadała na zdrowiu. O tym głośno szeptano przy dworze. Wszak z ciągłego pijaństwa i orgii wyprawianych po różnych pułkach gwardii, ta rosła i dość otyła kobieta uległa atakowi apoplektycznemu, że ledwie ją odratowano i z trudem bełkotała wyrazy.

Gdy nie umrze, co z Katarzyną się stanie? Walka na śmierć i życie z mężem? Może szereg poniżeń, obelg i banicja z Rosji? Bo kroki nawiązania choćby poprawnych stosunków Piotr III odsuwał z niechęcią.

Rozdział III

Orłow

Szeptano przy dworze, że miała mieć miejsce wielka scena. Wielka Księżna rzuciła się do stóp cesarzowej i że łzami ją błagała, by zechciała zezwolić na powrót do Niemiec, bo dalej nie jest w stanie znosić pogardliwego i poniżającego postępowania męża. Z wielkim trudem udało się cesarzowej podnieconą uspokoić... W tym to okresie czasu, kiedy Katarzyna bezradnie rozglądała się dokoła, nie wiedząc, co począć i jaką decyzję powziąć, natrafiła na człowieka, który w jej dziejach i losach miał decydującą rolę odegrać. Był nim Grzegorz Orłow. Gdy po raz pierwszy go ujrzała, poczuła jak gdyby prąd elektryczny, a przez głowę przebiegła myśl, iż on byłby jedynym, który by pustkę powstałą po wyjeździe Poniatowskiego zapełnić potrafił... Grzegorz Orłow, wraz z czterema swymi braćmi służył w gwardii, sam zaś wybitnie się odznaczył w bitwie pod Zinzendorfem. Był okazem świetnie zbudowanego samca. Mało wykształcony, nie cieszył się wielką w armii sympatią. Obawiano się go raczej, gdyż w częstych napadach wściekłości, sprawiał wrażenie szaleńca. Posiadał we wzroku jakby siłę magnetyzerską, że wszystko się przed nim gięło lub pokornie ustępowało z drogi. Chętnie mawiał, iż ani kula, ani żelazo go się nie ima, wobec czego ran i śmierci się nie boi. Chętnie prowokował bitki, z których wychodził zwycięsko.

Takiego jegomościa kochanką, po wytwornym i europejskim Poniatowskim, stała się z własnej inicjatywy Wielka Księżna. W pokoju Grzegorza nocne odbywały się schadzki, podczas gdy w dzień najściślejsza miała być zachowana tajemnica.

Jeśli do tego dodać, że Orłow w całej Rosji był osławiony jako szuler, pijak i rozpustnik przyznamy, że wybór na pierwszy rzut oka był dziwny. A jednak... Jednak, wybór ten był więcej niż mądry i spowodowany bynajmniej nie miłością lub wybujałym erotyzmem. Sekret polegał na tym, że Katarzyna, w swej krytycznej sytuacji, poszukiwała silnego i oddanego mężczyzny, zdecydowanego na wszystko. Że zaś Orłow wraz z braćmi dowodził czterema pułkami gwardii, które potrafił tak sterroryzować, iż były ślepo posłuszne, przez to samo Wielka Księżna zdobywała potężnego sojusznika i obrońcę.

Pozyskawszy Orłowa, Katarzyna jakby formuje swój obóz, swoją partię, starając się pozyskać licznych stronników. A czas najwyższy! Piotr bynajmniej nie ukrywa, iż pragnie się z nią rozwieść... a decydujący moment nastąpił. Dnia 25 grudnia 1762 roku umiera cesarzowa Elżbieta Piotrówna.

Samo wstąpienie Wielkiego Księcia jako Piotra III na tron odbyło się bez żadnych przeszkód. Lecz wyczuwało się coś nieokreślonego w powietrzu, jakby powątpiewanie czy ten pajacowaty władca potrafi się długo utrzymać przy rządach. Toć Rosja od czasów Piotra Wielkiego była krajem zamachów pałacowych i niemal każdy car czy carowa zostawał obalony lub wstępował na tron przy pomocy rewolucji...

Trzeba przyznać, że Piotr III przez krótkie panowanie uczynił wszystko, aby się ośmieszyć i zdepopularyzować do reszty. Najulubieńszym jego systemem było wydawać ukaz niemożliwy do wypełnienia i odwoływać nazajutrz. Że prócz tego miał kult bałwochwalczy dla Fryderyka pruskiego, małpował on jego drill a to w sposób iście operetkowy i karykaturalny. W ten sposób dopiął tego, że przestano w ogóle się z nim liczyć, garstka przychylnych topniała każdego dnia... a Katarzyna nie zasypiała gruszek w popiele.

Przez swych emisariuszy starała się ona najprzeróżniejszymi sposobami ostatecznie poderwać kredyt Piotra III, przedstawić go jako osobnika wprost niebezpiecznego dla spokoju Rosji. Że tak robiła, miała rację, gdyż imperator traktował żonę z nienawiścią, podczas publicznych ceremonii krzyczał na nią dura i bynajmniej nie ukrywał, że pragnie się żenić z Elżbietą Woroncow, najdroższą zaś połowicę zamyśla aresztować i zamknąć w klasztorze. Nawiasem mówiąc, szkoda, że przechwalał się tylko, a nie wykonał projektu z powodu słabego charakteru – byłoby to z wielką korzyścią dla niego... i dla Polski.

Podkreślam więc, że w tych warunkach formowane pospiesznie a sprytnie stronnictwo carycy rosło w siłę. Orłowowie agitowali śród wojska, przeciągnięto na swą stronę duchowieństwo z arcybiskupem Nowgorodu na czele pod pozorem, że Piotr III dla spraw wiary prawosławnej jest nieprzyjazny. Wszystko do przewrotu było gotowe, oczekiwano na przychylny moment. Co najciekawsze, że jedną z najgorliwszych popleczniczek Katarzyny była księżna Woroncow-Daszkow, rodzona siostra kochanki cesarza. Wyciągając z siostry różne informacje, dopomagała do najszybszego wykonania spisku.

Tymczasem wydarzył się fakt, który zmusił do natychmiastowego a błyskawicznego działania. Dnia pewnego zostaje przypadkowo aresztowany jeden ze spiskowców, pułkownik Passek, gdy po pijanemu opowiada, iż rewolucja już gotowa i on ma polecenie zamordować cara... Biorą go na tortury, zaczyna wszystko wyśpiewywać, wydaje wspólników.

Na szczęście Piotra III w Petersburgu nie ma. Siedzi z kochanką w Oranienbaumie. Lecz wrócić ma lada dzień, a gdy wróci, bomba pęknie... będzie po wszystkim!

Katarzyna znajdowała się wówczas w Peterhofie nieświadoma niebezpieczeństwa, na jakie niespodziane aresztowanie wspólnika narażało. Dnia 28 czerwca o godzinie szóstej rano na podwórze pałacu wpada oficer na spienionym koniu. Jest nim Aleksy Orłow, brat Grzegorza. Blada i wystraszona przyjmuje go Katarzyna. Rozmowa prowadzona szeptem trwa parę sekund zaledwie. Ubiera się ona pospiesznie, wsiada do powozu i pędzą w stronę Petersburga. W odległości pięciu wiorst od miasta oczekuje Grzegorz Orłow z szeregiem najwybitniejszych spiskowców. Galopem spieszą przede wszystkim do koszar Izmajłowskiego Pułku. Tam już bębny grają na trwogę i zjawił się z góry zamówiony pop-kapelan. Izmajłowski Pułk pierwszy przysięga na wierność carycy. Stamtąd marsz do następnego, Sięmionówskiego Pułku gwardii... i znów przysięga. Dalej udają się do Kazańskiego Soboru przed którym zgromadził się cały petersburski garnizon, więc: kawalergardzi, preobrażeńcy, konna gwardia. I oni przyjmują nową władczynię z entuzjazmem, witając, jako oswobodzicielkę ojczyzny.

Zapewniwszy sobie pomoc wojska, spieszy Katarzyna do Zimowego Pałacu. Tam zebrał się już Senat i w chwili, gdy ukazuje się ona, powstaje ze wszystkich miejsc, by złożyć hołd... Zamach zorganizowano świetnie! Natychmiast zostaje wygotowany manifest, w którym oznajmiono, iż tron Piotrowi III odebrany został. Odebrany mu został, gdyż narażał ojczyznę na niebezpieczeństwo, przede wszystkim zaś zagrażał spokojowi i całości świętej i nienaruszalnej prawosławnej cerkwi... Manifest, przez specjalnych kurierów zostaje rozesłany po całej Rosji, a entuzjazm powszechny dochodzi do zenitu, gdy Katarzyna w uniformie wojskowym ukazuje się na balkonie i dziękuje tysięcznym tłumom za pomoc przy dokonaniu przewrotu.

W tymże czasie obradująca rada wojenna postanawia, że detronizowany cesarz ma być aresztowany i że Katarzyna na czele wojsk ma nazajutrz, w tym celu wyruszyć przeciw niemu.

Piotr III bawił z Elżbietą Woroncow w Oranienbaumie. Wybierał się właśnie do Peterhofu, by, pod wpływem kochanki, ostatecznie z Katarzyną się rozmówić, co do jej losu postanowić. Gdy wsiada do powozu, podają mu list. Czyta i drze go ze śmiechem. Było to zawiadomienie o rewolucji od jednego z generałów, co jeszcze trwali przy nim, lecz cesarz w swym zaślepieniu nie wierzy.

Dopiero gdy przybywa do Peterhofu, łuska mu spada z oczu. Pałac jest pusty, nigdzie nikogo... a w tejże chwili zdyszany oficer, przybyły konno, melduje, ze cesarzowa na czele piętnastu tysięcy wojska ciągnie przeciw niemu.

Piotr III chce się ratować ucieczką. Wsiada na statek i płynie do twierdzy Kronsztadzkiej, która miała jakoby pozostać wierna. Lecz gdy statek jego poznają i przyjmują armatnimi wystrzałami, traci głowę i jak bezwolne dziecko powraca do Oranienbaumu, by oczekiwać na dalszy bieg wypadków.

 

A Katarzyna jest coraz bliżej. W mundurze oficerskim Preobrażeńskiego Pułku, przepasana szarfą św. Andrzeja, maszeruje na czele wojsk. Gdy wyruszała z Petersburga spostrzegła, że przy jej szpadzie brakuje gardy. Wówczas podskoczył młody oficer i podał jej swoją. Tym oficerem był Potiomkim.

Piotr III decyduje się na ostateczny krok. Wysyła do żony Izmajłowa proponując, iż dopuści ją do współrządów. Katarzyna przyjmuje wysłańca osobiście a w odpowiedzi dyktuje, utrzymaną w wyrażeniach obraźliwych, formułę zrzeczenia się tronu i poleca oddać do podpisu cesarzowi oraz aresztować go bezzwłocznie.

Gdy Izmajłow powraca, najbliżsi a również przyboczna holsztyńska gwardia cesarza są tak oburzeni, że namawiają do oporu lub ucieczki. Lecz słabowolny Piotr nie słucha rad, a gdy Izmajłow, widząc bezsilność, nagle staje po strony carycy i oznajmia, że go aresztuje, sam oddaje swą szpadę.

Izmajłow wsadza tę nieszczęsną kukłę do karety i wraz z kochanką Elżbietą Woroncow wiezie do Peterhofu. W Peterhofie Piotr III podpisuje zrzeczenie się tronu i zostaje zamknięty do jednego z oddalonych pokoi. Na chwilę tylko energia się w nim budzi, gdy rozłączają go z Woroncową, by ją wysłać do Moskwy. On, który tak spokojnie zniósł swe poniżenia i utratę władzy, stawia opór i rozpacza. Uspokaja się dopiero nieco, kiedy mu oznajmiają, że cesarzowa wyznaczyła na miejsce stałego pobytu, zamek Ropczę, znajdujący się w odległości paru godzin drogi od Petersburga i że będzie miał prawo wybrać sobie otoczenie według własnego uznania. Katarzyna tryumfowała na całej linii. Zdawało się, że wszystko jest skończone. A jednak... zawadzał jej Piotr III. Póki żył nie była pewna władzy, nie była pewna, czy przy zmiennych nastrojach rosyjskich nie wybuchnie rewolucja. Zamordowanie Piotra III było postanowione i stać się ona miała morderczynią, jak później stała się rozpustnicą...

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?