Wybranek lady Sephory

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ CZWARTY

Godzinę później Francis stał przy jednym z otwartych wysokich okien w mniej zatłoczonym kącie sali. Miał ochotę wyjść na zewnątrz z cygarem, ale często zdarzało się, że w ogrodzie osaczały go kobiety, które pragnęły czegoś więcej niż rozmowy. Tego dnia postanowił nie podejmować ryzyka.

Odwrócił się, poczuwszy czyjąś dłoń na ramieniu. Obok niego stała Sephora Connaught z błagalnym wyrazem twarzy.

– Cieszę się, że miałam szczęście zastać pana samego, lordzie Douglas. Napisałam do pana list i powinnam była dać go panu wcześniej, podczas naszej rozmowy. Markiz mówił mi, że wysłał panu podziękowania, ale chciałam zrobić to osobiście.

Wydobyła list z fałd peleryny i podała mu.

– Proszę mi obiecać, że przeczyta to pan dopiero w domu.

Po tych słowach odeszła i dołączyła do przechodzącej grupki rozchichotanych kobiet, za którą podążała jej matka.

Starsza dama spostrzegła go i zmierzyła wzrokiem, w którym gniew walczył o lepsze ze zdumieniem. Francis skinął jej głową i odwrócił się, zaciskając mocno w dłoni list od jej córki.

Sephora miała nadzieję, że dobrze zrobiła, wręczając mu list. Do nawiązania kontaktu ośmielił ją wyraz jego oczu. Proszę, Boże, niech nie pokazuje go przyjaciołom i nie śmieje się z niej razem z nimi… – modliła się, idąc pomiędzy matką a Richardem.

List narzeczonego do hrabiego Douglas za jego bohaterstwo wydał się jej dalece niewystarczający. Chciała osobiście podziękować hrabiemu za ocalenie i, prawdę mówiąc, miała nadzieję na odpowiedź. Nie potrafiła przestać o nim myśleć.

Matka oczywiście zauważyła jej rozmowę z hrabią. Z pewnością jednak nie odezwie się na ten temat ani słowem w obecności Richarda.

W otoczeniu Francisa St. Cartmaila pojawiały się coraz to nowe kobiety. Rozpoznała Alice Bailey i Cate Haysom-Browne, dwie najsławniejsze debiutantki tego sezonu. Obie posługiwały się wachlarzami z kokieterią kobiet znających swoją wartość.

– Dobrze się bawiłaś, Sephy? – Obok nich pojawił się ojciec. Sephora uśmiechnęła się na dźwięk zdrobnienia.

– Tak, papo.

– Cieszę się, widząc, że jesteś zadowolona. Po tym wszystkim, co przeszłaś… Najadłaś się tyle strachu…

Sephora pomyślała, że rodzice nie mają pojęcia o prawdziwym stanie jej umysłu.

– Markiz postanowił zostać jeszcze trochę, ale my wracamy już do domu. Richard chce porozmawiać z kilkoma osobami w związku z chorobą ojca.

– Widziałeś się z księciem kilka dni temu. Jak się miewa?

– Niestety, nie najlepiej. Wraz z ciocią Josephine chcą wyjechać na wieś. Mam nadzieję, że doczeka wesela swojego jedynego syna w listopadzie.

Ojciec urwał. Sephora poczuła, jak gardło ściska jej się ze zmartwienia i poczucia winy. Wuj Jeffrey był dobrym człowiekiem i bardzo się lubili, ale nie chciała przyspieszać ślubu z Richardem o sześć miesięcy po to, aby jego ojciec mógł być na nim obecny. Robiło jej się słabo na samą myśl o weselu.

Czuła się tak, jakby stała nad przepaścią. Z niezrozumiałych powodów cieszyła się także, że Richard nie będzie towarzyszył im w drodze do domu. Zastanowiła ją ta myśl, lecz nie mogła poświęcić jej wiele czasu w lśniących salonach londyńskiej socjety.

Matka przyglądała jej się uważnie. Sephora dostrzegła również z oddali spojrzenie Adelaide Hughes, żony lorda Wesley.

Miała wrażenie, że los rozdał w jej życiu nowe karty, i teraz trudno było jej ocenić, jaką przyniosą zmianę. W każdym razie była zadowolona, że zebrała się na odwagę, aby zrobić coś niecodziennego, skorzystała z okazji i wręczyła swój list Francisowi St. Cartmailowi.

Tymczasem w eleganckim holu Hadleighów lokaj wręczył im okrycia, po czym ruszyli do domu.

Francis nalał sobie drinka i otworzył okna w bibliotece. Zamknąwszy drzwi, sięgnął do kieszeni surduta i usiadł przy szerokim dębowym biurku.

Pergamin nie był zaadresowany; zapieczętowano go kroplą czerwonego laku. Nie było na nim tłoczeń ani wstążek. Uniósł list do nosa. Wyczuł słaby kwiatowy zapach, co oznaczało, że arkusik przeszedł zapewne zapachem jej perfum.

Uśmiechnął się, poczekał chwilę, a potem złamał pieczęć.

Francisie St. Cartmail…

Jej pismo było drobne i staranne, a literki „s” miały długie, zawinięte ogonki, co wyglądało bardzo elegancko. Nie użyła jego tytułu, tylko pełnego imienia i nazwiska. Dokonała wyboru pomiędzy zbyt oficjalnym a zbyt nieformalnym tonem, pomyślał.

Chciałabym z całego serca podziękować Panu za uratowanie mi życia. Wyciągnął mnie Pan z rzeki. Woda była głęboka i zimna, a moje ubranie stało się bardzo ciężkie. W dodatku obezwładnił mnie strach. Żałuję, że nie nauczyłam się pływać; wtedy mogłabym próbować dać sobie radę sama.

Moja siostra Maria powiedziała mi, że zadrapałam Pana w policzek. Obawiam się, że markiz Winslow nie czuł się w obowiązku Pana przeprosić. To moja wina. Mam nadzieję, że zdążył już Pan dojść do siebie, zwłaszcza że po wyjściu z wody wyglądał Pan ponoć na wyczerpanego.

Liczę na to, że dostrzeże Pan w każdym słowie moją szczerą i głęboką wdzięczność.

Z serdecznym podziękowaniem,

Sephora Frances Connaught

Francis uśmiechnął się i pogładził palcem list w miejscu, gdzie widniało drugie imię Sephory. Nie pamiętał, aby kiedykolwiek wcześniej dostał od kogoś list z podziękowaniem. Wyobraził sobie z rozbawieniem, jak Sephora starannie stawia litery.

Czy w ogóle coś o nim wiedziała? Zapewne słyszała, co mówili o nim inni, znała plotki, zwłaszcza te na temat jego niechlubnej przeszłości.

Wygładził arkusik, po czym przeczytał go ponownie, złożył i schował do kieszeni, zabezpieczając przed wypadnięciem. Zza drzwi biblioteki dobiegły go jakieś odgłosy. Nastawił uszu. Było już po północy; nie wiedział, kto mógł pojawić się w jego domu o tej porze.

Kiedy jednak drzwi otworzyły się gwałtownie i stanęła w nich potargana, naburmuszona młoda dziewczyna, od razu wszystko zrozumiał.

– Puszczaj mnie! – Wyrwała dłoń z ręki starego adwokata i sapnęła z oburzeniem.

– Panna Anna Sherborne, jak sądzę?

Oczy w kolorze takim samym jak jego własne błysnęły gniewnie, przypominając Francisowi o temperamencie Douglasów. Zza pleców Anny wysunął się Ignatius Wiggins.

– Przepraszam za najście o tak późnej porze, milordzie, lecz nasz powóz zgubił koło i naprawa trwała bardzo długo. Oto wypełniam swoje ostatnie zobowiązanie wobec Clive’a Sherborne’a. Jutro wyjeżdżam na północ Anglii, do krewnych w Yorku, i nie wrócę już do Londynu. Panna Sherborne potrzebuje dachu nad głową. Mam nadzieję, że jej pan to zapewni, jako że została właśnie wyrzucona ze swojego poprzedniego schronienia na plebanii.

Po tych słowach opuścił pokój.

Francis dał znak dziewczynce, by podeszła. Była niewysoka, śniada i ciemnowłosa. Nie spodziewał się tego, ponieważ zarówno jej matka, jak i stryj mieli jasną karnację.

Nie odzywała się, tylko obserwowała go z twarzą pełną gniewu. Czyżby w ten sposób starała się ukryć strach? Nie był tego pewien.

– Jestem hrabia Douglas.

– Wiem, kim pan jest, sir. On mi powiedział.

Mówiła z trudnym do określenia, nieco śpiewnym akcentem.

Francis zdjął sygnet z palca i położył go na stole pomiędzy nimi.

– Znasz ten herb, panno Sherborne?

Dziewczyna spojrzała na sygnet.

– Podobno masz złoty medalion z takim samym herbem. Zgodnie z dokumentami, które mi przekazano, został ci przesłany po tym, jak opuściłaś jako niemowlę dom swego ojca.

Jej twarz wyrażała teraz oszołomienie i pragnienie ucieczki. Francis wsunął sygnet na palec i ciężko westchnął.

– Jesteś nieślubną córką czwartego hrabiego Douglas, który był moim stryjem. Twoja matka była przez krótki czas jego… kochanką, a ty jesteś owocem ich związku.

Zastanawiał się, czy wolno mu mówić tak otwarcie, lecz dziewczynka wychowana w domu, który tak dokładnie opisał mu adwokat, z pewnością nie była pruderyjna. Poza tym wszystko zostało napisane czarno na białym.

– Matka rzadko bywała w domu. Miała przyjaciół, a ja jej tylko przeszkadzałam. Nigdy nie mówiła o żadnym hrabim.

Położyła rękę na fotelu z wysokim oparciem. Jej paznokcie były brudne i poobgryzane, a na środkowym palcu miała świeże skaleczenie.

– Obiecuję ci, że tutaj otrzymasz dobrą opiekę. Jestem twoim kuzynem i daję ci na to moje słowo honoru. Nigdy nie każę ci stąd odejść.

Szok malujący się na jej twarzy podpowiedział mu, że w swym młodym życiu nie zaznała spokoju ani bezpieczeństwa. Nikt jak dotąd nie zasługiwał też na jej zaufanie.

– Tam, skąd pochodzę, słowo honoru nie znaczy wiele, sir. Każdy może mówić, co chce.

– W tym domu, Anno, słowo znaczy bardzo wiele. Pamiętaj o tym.

Kiedy w kilka chwil później do pokoju wpadła wezwana przezeń pani Wilson, polecił jej nakarmić Annę, przygotować kąpiel i sypialnię. Widział, że Anna jest całkiem wyczerpana. Nawet jeśli gospodyni była zaskoczona takim obrotem spraw, to tego nie okazała. Wzięła nową podopieczną pod rękę i poprowadziła w stronę kuchni.

– Chodź, złotko, znajdziemy coś dla ciebie do jedzenia, bo wyglądasz na bardzo głodną.

Po ich wyjściu Francis uniósł rękę do ściśniętego gardła i podszedł do okna. Potrzebował powietrza i otwartej przestrzeni, zaczynało mu brakować tchu.

Ostatnio jego życie zaczęło się zmieniać i przybierać zupełnie nieznane dotąd barwy.

Najpierw zdobył dozgonną wdzięczność „anioła towarzystwa”, a teraz stał się opiekunem dziecka z piekła rodem. Jutro będzie musiał lepiej poznać historię Anny Sherborne i okoliczności śmierci Clive’a Sherborne’a.

 

Teraz jednak dopił brandy i sięgnął do wewnętrznej kieszeni, gdzie spoczywał list. Rozprostowawszy arkusik, przeczytał go jeszcze raz.

Sephora wiedziała, że Francis jej nie odpisze. Od balu u Hadleighów minęło wiele dni. Zdawała sobie sprawę z tego, że jako kobieta niezamężna nie powinna liczyć na odpowiedź. Mimo to gdzieś w głębi duszy tliła się iskierka nadziei, że hrabia potajemnie przyśle jej liścik przez pokojówkę. Nic takiego się jednak nie stało.

Maria nalegała, aby po lunchu udały się na przechadzkę, i chociaż Sephora nie miała ochoty iść nad rzekę, w końcu znalazła się na ścieżce nad Tamizą, trzymana przez siostrę pod rękę.

– Mizernie wyglądasz, a mama martwi się, że już nigdy nie dojdziesz do siebie. Poprosiła mnie, żebym porozmawiała z tobą o hrabim Douglas, bo podejrzewa, że się w nim zadurzyłaś. Jest pewna, że dałaś mu coś na balu. Próbowałam ją przekonać, że się myli, ale…

– Tak było.

– Och. – Maria zatrzymała się gwałtownie.

– Napisałam do niego, żeby mu podziękować za uratowanie życia. Chciałam też przeprosić za to okropne zadrapanie na policzku… było zaognione, a to przecież moja wina. Cieszę się, że to zrobiłam.

– I Douglas ci odpowiedział?

Sephora pokręciła głową, wściekła na łzy, które napłynęły jej do oczu.

– Nie. Miałam nadzieję, że odpisze…

– Czy Richard o tym wie?

– O liście? Oczywiście, że nie. Richard jest… – Urwała.

– Zaborczy.

– Tak.

– Rozmawiałaś z hrabią Douglas? Co mówił?

– Że nie pozwoliłby mi utonąć i że to nie było nic strasznego. Uwierzyłam mu.

– Mój Boże. To prawdziwy bohater. Jak Orfeusz usiłujący wyprowadzić swoją Eurydykę z krainy śmierci. Podziemie to również metafora wody, zresztą obaj tak samo ryzykowali…

– Przestań, Mario. Poza tym Orfeuszowi się nie udało.

Siostra zaśmiała się nerwowo.

– Sephoro, czy wydaje ci się, że słyszysz piękną muzykę, kiedy Richard trzyma cię za rękę? Czujesz ciepło, pożądanie, pragnienie…?

– Pragnienie czego?

– A więc tego nie czujesz? – Maria nie kryła zaskoczenia. – I mimo to chcesz wyjść za niego? Mój Boże… Zmarnujesz sobie życie. Ja tak nie zrobię, Sephy. Wyjdę za mąż tylko z miłości. Przysięgam.

Pożądanie. Pragnienie. Miłość. Co za myśli krążyły w głowie jej młodszej siostry?

– Poślubię mężczyznę odważnego, dobrego i szczerego, który zaryzykowałby dla mnie życie. Pieniądze i reputacja się dla mnie nie liczą. Sama podejmę decyzję i nikt nie będzie mi mówił, co mam robić.

– O St. Cartmailu ludzie opowiadają mało przychylne historie, Mario. – Sephorze nie spodobał się moralizatorski ton we własnym głosie. – Dobre małżeństwo potrzebuje solidnej podbudowy w przyjaźni i zaufaniu. Wzorem dla mnie są mama i papa.

– Już prawie ze sobą nie rozmawiają, chyba to zauważyłaś.

– Cóż, może ostatnio nie, ale…

Sephora urwała. W ich stronę zmierzali trzej przystojni mężczyźni; jeden z nich był wyraźnie wyższy od pozostałych.

Lordowie Douglas, Montcliffe i Wesley. Włosy Francisa St. Cartmaila wydawały się kruczoczarne w świetle dnia. Idący pod słońce dżentelmeni jeszcze nie dostrzegli sióstr. Sephora zastanawiała się, czy powinny zostać, czy zejść im z drogi.

Czuła się uwięziona pomiędzy prawdą a fałszem, rozdarta między nadzieją i przerażeniem. Lubiła, kiedy wszystko toczyło się według ustalonego porządku. To, co ją teraz miało spotkać, było nieoczekiwane i niepokojące, ale nie miała wyjścia. Musiała stawić czoło sytuacji.

Czy ujrzy na twarzy Cartmaila wyraz niechęci, skoro do tej pory nie odpisał?

– Uśmiechnij się, na litość boską – szepnęła siostra. Sephora wykrzywiła wargi w czymś na kształt uśmiechu, czując, jak coraz mocniej bije jej serce.

– Drogie panie – powitał je lord Wesley. Na dźwięk jego głosu wszystkie rozsypane kawałki ułożyły się w całość i Sephora odzyskała pewność siebie.

– Lordzie Wesley.

Jej głos zabrzmiał normalnie. Nie spojrzała w stronę hrabiego Douglas ani razu, jednak doskonale czuła jego obecność.

– Jak szczęśliwie się złożyło, że wybraliśmy tę ścieżkę – powiedział Gabriel Hughes. – Montcliffe zapragnął popatrzeć na rzekę.

Ciotka Susan, siostra ojca, już je doganiała z surową miną i pokojówką u boku. Wyglądała jak gęś gotowa walczyć w obronie piskląt, choć z pewnością zdawała sobie sprawę z wysokiej pozycji przeciwników.

Daniel Wylde, hrabia Montcliffe, niespodziewanie ujął ciotkę pod ramię i odciągnął lekko na bok. Wesley wydawał się niezwykle zdeterminowany, aby porozmawiać z Marią o pogodzie, choć – Sephora była tego pewna – nie przejawiał szczególnego zainteresowania tematem. Sephora została sama z Cartmailem.

– Muszę podziękować pani za list, lady Sephoro. Rzadko się zdarza, aby ktoś okazywał mi tak głęboką wdzięczność.

Sephorę zirytowały te słowa. Przecież jej nie odpisał.

– Cóż, milordzie, nigdy przedtem nikt nie uratował mi życia, nie wykazał się takim bohaterstwem.

– Doskonale się składa, że mamy dla siebie wzajemnie tyle podziwu. – Uśmiechnął się, a w jego orzechowych oczach zamigotały iskierki rozbawienia.

Sephora spłonęła ognistym rumieńcem, kontrastującym z pastelowym różem sukienki.

Nigdy nie brakowało jej pewności siebie w rozmaitych sytuacjach towarzyskich, wykazywała się zręcznością w kurtuazyjnych rozmówkach i niezobowiązującej wymianie zdań. Po czterech latach od debiutu wciąż uchodziła za wzór opanowania, uprzejmości i dobrych manier. Nie zdarzyło jej się powiedzieć niczego niewłaściwego, nie sprawiła nikomu przykrości. Jednak tego dnia do głosu doszła jakaś inna, nieznana dotąd część jej natury.

– Dokucza mi pan? Bo jeśli tak, to musi pan wiedzieć, że dla mnie ten wypadek był po prostu straszny. Myślałam, że umrę… Czekałam z nadzieją na pańską odpowiedź, ale mi pan nie odpisał.

Boże, dlaczego jej się to wyrwało? O zgrozo, słyszała nawet błagalną nutę w swoim głosie.

– Jestem pewien, że jakakolwiek korespondencja nie spotkałaby się z aprobatą pani matki ani…

Urwał, a Sephora pomyślała, że chciał wspomnieć o Richardzie. W tym momencie dobiegły ich głosy pozostałych. Ciotka Susan żegnała się ze wszystkimi, więc St. Cartmail zrobił to samo, po czym odszedł, nie oglądając się za siebie.

– Cóż, muszę przyznać, że to była cudowna niespodzianka, nieprawdaż, dziewczęta? Znałam lorda Montcliffe’a jako małego chłopca, bo jak wiecie, byłam bliską przyjaciółką jego świętej pamięci matki. Myślałam, że mnie nie pozna, ale… – Uśmiechnęła się. – Najwyraźniej tak bardzo się nie zmieniłam.

Maria ścisnęła siostrę za ramię. Gdy tylko nadarzyła się okazja, oddaliły się nieco od ciotki i jej pokojówki.

– St. Cartmail sprawił, że mocno się zarumieniłaś…

– Ćśśś… Nie mów o tym ani słowa mamie. W ogóle nie mów, że z nim rozmawiałam.

– Obawiam się, siostrzyczko, że już za późno. Ciocia Susan opowie o wszystkim zaraz po powrocie do domu.

– Ale jeśli mama cię zapyta…

– To powiem, że spotkałyśmy ich przez przypadek i że wymieniliśmy zdawkowe pozdrowienia. – Maria spojrzała na dłoń siostry. – Richard nie kupił ci jeszcze nowego pierścionka?

Sephora potrząsnęła głową i splotła dłonie, ciesząc się w duchu, że narzeczony nie zauważył jeszcze zguby. Coś powstrzymywało ją przed pójściem do sklepu Rundella, choć miała spory fundusz do osobistej dyspozycji. Nie chciała czuć na palcu pierścionka i wiążącej się z nim wieczystej przysięgi. Nie cieszyły jej zaręczyny z mężczyzną, który coraz bardziej naciskał na przyspieszenie ślubu. Nadchodzące wielkie wydarzenie budziło w niej jedynie niepokój.

Kiedy dotarły do domu, Richard już na nią czekał. Uśmiech na jego twarzy przyprawił ją o wyrzuty sumienia. Sprawiał wrażenie zmęczonego.

– Miałem nadzieję, że wybiorę się z tobą na przechadzkę, aniołku, ale coś mnie zatrzymało. – Czułe określenie, które niegdyś lubiła, zabrzmiało teraz protekcjonalnie; Sephora musiała się powstrzymać, aby nie wyrwać ręki, kiedy uniósł ją do ust. – Muszę jednak powiedzieć, że spacer przywrócił kolor twym policzkom i wyglądasz ślicznie. Nie zasługuję chyba na takie piękno!

Maria roześmiała się nieprzyjemnie i Sephora była zadowolona, że siostra przeprosiła ich i poszła na górę.

Richard odprowadził Marię wzrokiem.

– Twoja siostra często bywa w złym humorze… Cieszę się, że jesteś inna. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ona znajdzie męża. Kto zniesie taki trudny charakter?

Sephora odsunęła się od Richarda, myśląc o swojej roześmianej, skorej do żartów siostrze. Richard niesprawiedliwie ją oceniał.

Naraz zdała sobie sprawę z tępego bólu w klatce piersiowej, który odczuwała jak lodowaty ciężar. Francis St. Cartmail potrafił jednym spojrzeniem wzbudzić w niej energię. Tymczasem Richard całował jej dłoń, a ona pragnęła znaleźć się jak najdalej od niego, pójść za siostrą na górę i rozmyślać o swoim dzisiejszym spotkaniu z hrabią Douglas.

Musiała jednak uczestniczyć w przygotowaniach do ślubu w listopadzie. Pod koniec przyszłego miesiąca była umówiona na pierwszą przymiarkę sukni ślubnej.

Przyszło jej do głowy, że mogłaby po prostu uciec. Miała prawie dwadzieścia trzy lata, a poza tym posiadała własny majątek, ponieważ babka zostawiła jej w spadku dobrze prosperujące włości na północy oraz sporo gotówki. Myśl o zniknięciu stanowiła wielką pokusę…

Z rozmyślań wyrwał ją głos Richarda. Sephora zmusiła się do słuchania.

– Ojciec prosił, żebym cię do niego przywiózł. Jest w mieście od kilku dni, badają go lekarze. Jeśli ci to odpowiada, moglibyśmy pojechać do niego teraz, bo po południu mam spotkanie, w którym muszę wziąć udział.

Sephora nie mogła odmówić złożenia wizyty człowiekowi, który wyraźnie życzył sobie jej towarzystwa; gestem dała więc ciotce do zrozumienia, że znowu wychodzą, po czym skierowała się za Richardem do czekającego już powozu, rada, że Susan nie upiera się przy roli przyzwoitki.

Kwadrans później siedziała przy księciu Winbury w słonecznym salonie jego londyńskiej rezydencji. Wyglądał nieco gorzej niż ostatnio i wydawał się obolały. Jego skóra przybrała niepokojący, woskowy odcień. Sephora była rada, że ciotka i Richard przeszli w drugi koniec pokoju, zostawiając im trochę prywatności. Zawsze lubiła ojca Richarda. Być może po części dlatego zgodziła się poślubić jego syna.

Książę ujął ją za rękę zimną dłonią.

– Jesteś dziwnie smutna, moja droga, i to już od dłuższego czasu. Czy coś cię niepokoi?

– Tak, wujku. – Nazywała go tak, od kiedy sięgała pamięcią; rodzice jej i Richarda serdecznie się przyjaźnili. – Wczesnym popołudniem wybrałam się z Marią na przechadzkę, a po powrocie do domu zastałam Richarda z wiadomością od ciebie.

– Jest bardzo zapracowany, prawda? Przesadza z tą swoją polityką i pragnieniem dokonania zmian. Nie ma czasu, aby pospacerować z tobą w słoneczny dzień, nacieszyć się wonią kwiatów i spojrzeć w niebo? – Książę uśmiechnął się na widok jej zdumionej miny. – Kiedy choroba atakuje i nagle orientujesz się, że nie pozostało ci zbyt wiele czasu, zaczynasz oglądać się za siebie i zastanawiać nad przeszłością.

– A głównie nad czym?

– Czy nie powinno się było żyć intensywniej, dokonywać odważniejszych wyborów, podejmować ryzyko… – wymieniał w odpowiedzi.

Jego głos słabł z wysiłku; przerwał na chwilę, aby złapać oddech.

– Kiedyś myślałem, tak jak Richard dzisiaj, że praca i działalność publiczna to jedyna, właściwa droga. Teraz jednak żałuję, że nie widziałem Ameryki i nie żeglowałem po oceanach. Chciałbym stanąć na dziobie statku, czuć na twarzy wiatr z dalekich krajów, słuchać obcych języków i kosztować nieznanych potraw.

Sephora zacisnęła palce na dłoni wuja Jeffreya. Wydawało jej się, że rozmowa toczy się na kilku poziomach porozumienia. Nie chciała w przyszłości żałować, że jej życie nie potoczyło się inaczej; już teraz rozważała rozmaite możliwości.

Czyżby ojciec Richarda to wyczuwał? Czy ją ostrzegał? Poprosił ją o rozmowę sam na sam, czego dotychczas nigdy nie robił.

– Jesteś dobrą i godną szacunku młodą kobietą, Sephoro. Każdy byłby dumny, mogąc nazywać cię córką. Ale… – pochylił się ku niej – …zadbaj o to, byś dostała od życia to, czego potrzebujesz. Dobroć nie powinna oznaczać rezygnacji z pasji.

Dopadł go atak kaszlu. Z przeciwległego rogu pokoju pospieszył na pomoc służący. Richard również podszedł, lecz trzymał się nieco z dala, jakby nie chciał mieć do czynienia z chorobą. Poczekał, aż Sephora wstanie.

 

– Sądzę, że powinniśmy już iść, Sephoro.

Teatralnym gestem wyciągnął z kieszonki zegarek i spojrzał na tarczę. Wszystko w nim zdawało się mówić: Jestem ważny i mam mnóstwo pracy.

– Tak, oczywiście.

Sephora podeszła do księcia, aby wyjaśnić mu, że muszą już wracać, podczas gdy Richard czekał niecierpliwie w drzwiach. Potem narzeczony ujął jej dłoń i władczym gestem chwycił ją pod rękę.

Targana wątpliwościami pozwoliła mu wyprowadzić się na zewnątrz.

Tej nocy Sephorze śniła się woda. Czuła ją, gdy powoli pogrążała się w głębinie.

W tym śnie nie było jednak panicznego strachu. Oderwana od świata oddychała jak ryba, podziwiając podwodne piękno, kolory, kształty i ciszę. Nie zakrywała twarzy dłońmi, a z góry nie nadpłynął ku niej Francis St. Cartmail, aby przekazać jej oddech życia.

W tym śnie istnienie, umieranie i niebyt zlały się w jedno. Czuła, jak to, co dawne, zmienia się w coś zupełnie nowego. Był tam również wujek Jeffrey, tonął razem z nią, wystawiając uśmiechniętą twarz ku podwodnym prądom. Czyżby marzyły mu się obce kraje i nieznane brzegi?

Obudziła się we łzach. Wstała z łóżka i stanęła przy oknie, aby popatrzeć na niknący księżyc. Dawno temu często wpatrywała się w gwiaździste niebo… Pisała też wiersze, opowiadania i sztuki. Wyrzuciła jednak wszystkie swoje utwory i w tej chwili boleśnie odczuwała ich brak.

Kiedy życie zaczęło ją przerażać? Kiedy stała się kobietą, którą była obecnie? – zastanowiła się. Pozwalała Richardowi podejmować wszystkie decyzje i ulegała jego zachciankom i potrzebom. Teraz był markizem, ale jego ojciec chorował. O ile gorzej będzie, gdy Richard zostanie księciem Winbury?

Sephora otarła łzy spływające jej po policzkach; myśl o zostaniu księżną niezmiennie sprawiała, że chciało jej się płakać. Czuła się bezbronna i miała ochotę zmienić swoją sytuację. Nie wiedziałaby nawet, co powiedzieć, gdyby usiadła z Richardem do rozmowy o swoich emocjach. Sam dobór słów wydawał się trudny, a do tego narzeczony doskonale potrafił wyśmiewać niepewność innych.

Teraz bała się go bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Przerażała ją jego apodyktyczność i brak współczucia. Nawet podczas wizyty u ojca był roztargniony, wręcz zniecierpliwiony. Widziała jego kwaśną minę, gdy wujek Jeffrey kaszlał, walcząc o oddech.

Francis spędził następne trzy dni, przeglądając odziedziczone po stryju liczne dokumenty dotyczące rodziny Sherborne’ów. Kazał znieść ze strychu zakurzone tomy, zawierające sporo informacji o Clivie Sherbornie oraz jego niewiernej żonie. Ze zdumieniem stwierdził, że informacji o dziecku jest bardzo niewiele.

Kiedy szedł na górę, aby polecić służbie przynieść nowe pudła, zastał Annę Sherborne snującą się po klatce schodowej. Zauważył, że jej włosy zostały nieumiejętnie obcięte i zwisały teraz nierówno wokół jej twarzy.

– Czy to pani Wilson obcięła ci włosy?

– Nie. – Niemal odwarknęła. – Dlaczego miałaby to robić?

– W takim razie sama to zrobiłaś…?

Fryzura kuzynki była o dobre dwanaście cali krótsza niż wczoraj. Na twarzy dziewczynki malowała się czujność. Zaniedbane, gniewne i niepewne siebie dziecko, pomyślał Francis.

Usiadł obok niej na schodach i spojrzał jej prosto w oczy. Nagle przyszło mu do głowy, że więcej mógłby dowiedzieć się o życiu Clive’a Sherborne’a od Anny niż ze spoczywających w pudłach pożółkłych papierów.

– Czy Clive był dla ciebie dobrym ojcem, Anno?

Dziewczynka niepewnie kiwnęła głową, a Francis podświadomie odetchnął z ulgą.

– Przynajmniej był lepszy od matki. Często był w domu i zabierał mnie ze sobą w różne miejsca.

– Masz jakichś braci albo siostry?

– Nie.

– Ciotki? Wujków? Dziadków?

– Nie.

– Czy Clive pił?

Anna znieruchomiała, a potem cofnęła się o krok.

– Dlaczego pan o to pyta?

– Bo zginął w magazynie pełnym brandy…

Zamiast odpowiedzieć, rzuciła jedno soczyste przekleństwo, wybiegła i zniknęła za rogiem mrocznego korytarza. Zdążył jednak dostrzec w jej oczach ból. Zapewne miała straszne wspomnienia.

„Zabierał mnie ze sobą w różne miejsca”.

Boże, czy Clive mógł zabrać ją ze sobą do tego magazynu na spotkanie ze śmiercią? Czy Anna widziała jego zabójcę? Czy widziała, jak umiera jedyny ojciec, jakiego miała?

Francis potrząsnął głową i jeszcze raz przeklął swojego stryja i matkę dziecka za to, że przez nich spędzała życie wśród plugastwa, w brudzie i samotności. Mała była wojownicza i trudna, bo jedynie Clive Sherborne poświęcał jej swój czas. A teraz znowu została podrzucona w miejsce, z którym nie czuła się związana, gdzie brakowało jej poczucia bezpieczeństwa i akceptacji.

Obcięcie włosów było jej deklaracją. Nie miała wątpliwości, że w ten sposób chciała powiedzieć: „Nikt nie potrafi mnie pokochać. Jestem zaniedbana i niechciana”.

Francis zacisnął dłonie w pięści, tłumiąc wściekłość. Będzie musiał się tym zająć i wiele zmienić.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?