FiloktetesTekst

Autor:Sofoklés
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Sofokles

Filoktetes

przetłumaczył Kazimierz Morawski

Armoryka

Sandomierz

Projekt okładki: Juliusz Susak

Tekst wg edycji:

Sofokles

Filoktetes

Kraków 1916

Zachowano oryginalną pisownię.

© Wydawnictwo Armoryka

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

ISBN 978-83-7950-993-5

FILOKTETES

Filoktetes brał udział w wyprawie na Troję, jako jeden z najprzedniejszych bohaterów. Był on nietylko wybitnym wojownikiem wskutek swej osobistej dzielności, lecz prócz tego rósł w cenie dlatego, że posiadał oręż, który podnosił jego znaczenie w wojennych szeregach. Kiedy bowiem Herakles niegdyś na szczycie Ojty na stos wstępował, aby położyć kres swym ziemskim cierpieniom i ku bogom podążyć, poruczył on swój łuk i strzały wiernemu towarzyszowi, Filoktetesowi. — Ale Filoktetes nie dopłynął do Troi. Wśród wyprawy zadała mu bowiem żmija zatrutem ukąszeniem ciężką i bolesną ranę; nymfy Chryse to było dopustem, która z życzliwości dla Trojańczyków zamierzyła w ten sposób klęskę Troi opóźnić. Srodze nawiedzonego bohatera pozostawili tedy i wysadzili greccy bojownicy na wyspie Lemnie. Kiedy jednak następnie gród Troi opierał się przez długie lata oblegającym, a pojmany wróżbiarz trojański Helenos zwieścił Grekom, że tylko z pomocą łuku Herkulesa celu wyprawy dosięgną, zapadło postanowienie, aby Filoktetesa z odludnej wyspy do szeregów dostawić. Podanie i poezya rozmaitym bohaterom zadanie to przypisywały. Sofokles przybrał w nie młodocianego syna Achillesa, Neoptolema i Odysseusza, Ten drugi występuje w sztuce jako wcielenie podstępu i przebiegłości; „zmyślny“ Odysseusz chytrością usiłuje spętać i usidlić Filoktetesa. Tymczasem Neoptolemos, w którym młodzieńcza szczerość i dziedziczna dusza rycerska buntują się przeciw kłamstwu i podstępom, niekoniecznie się nadawał na narzędzie w ręku przebiegłego Laertesa potomka; litość i współczucie biorą w nim częstokroć górę nad zdradą i ostatecznie zamysły Odysseusza byłyby poszły na marne, gdyby Herakles sam się nie zjawił w końcu sztuki jako deus ex machina i nie nakłonił Filokteta do uległości wobec pragnień i zamiarów Greków. — Wpływ Euripidesa widocznym jest w tem wprowadzeniu syna Alkmeny, który rozcina powikłany węzeł sztuki; Sofokles w późniejszych utworach ulegał tak pod niejednym względem wzorom techniki scenicznej młodszego rywala. W r. 409 miał on jeszcze jako starzec sędziwy dosyć giętkości i siły, aby odstępować od utartych kolei, przejmować od innych motywy i natchnienia i stwarzać dzieła, w których po dziś dzień drga życie i poezya. Deus ex machina wydaje się nam, przyzwyczajonym do psychologicznych nawiązań i rozwiązań, czemś gwałtownem, trudnościami pisarza natchnionem; Greków jednak, obytych z bogami, którzy w poezyi po wszystkie czasy zstępowali pośród śmiertelnych, mniej raziły takie dramatyczne środki, które zapewniały wyjście w położeniach bez wyjścia i ratowały zarówno sztuki, jak poetów.

Filoktet Sofoklesa jest sztuką rycerską; w głównym bohaterze widnieje iście rycerskie przywiązanie do swego oręża i zapalczywość względem przeciwników. Neoptolemos jest wcieleniem szlachetności, chorążym sztandaru, na którym słowo: honor jaśnieje opromienione czarem i porywami młodości.

Osoby dramatu.

ODYSSEUSZ.

NEOPTOLEMOS.

CHÓR, złożony z towarzyszów Neoptolemosa.

FILOKTETES.

WŁAŚCICIEL OKRĘTU, czyli kupiec.

HERAKLES.

ODYSSEUSZ.

Oto brzeg ziemi oblanej Lemnosu,

Nietkniętej ludzi stopą i bezdomnej,

Gdzie, o przedniego wśród Hellenów ojca,

Achilla dziecię, ty Neoptolemie,

Jam niegdyś syna Poiasa z Malii

Wysadził, który ociekał chorobą

Żrącą mu nogę. A czyn ten zlecili

Wodzowie, kiedy już płynnej ni dymnej

Jąć się ofiary nie było wręcz można,

Bo dzikiem obóz napełniał on wyciem

Krzycząc i jęcząc. — Lecz pocóż te mowy?

Nie pora teraz na długie wywody,

By on nie zwietrzył snać mego przybycia,

A ja nie zdradził planu, co go spęta.

Lecz twem zadaniem już reszty dokonać

I gdzie jaskinia wyśledzić dwuustna,

W której go porą zimową ukrzepia

Dwoiste w słońcu siedzenie, a w lecie

We wietrznej grocie sny przewiew nań zsyła.

Nieco zaś niżej, po lewej zapewne,

Zoczysz źródlisko, jeżeli nie wyschło.

A więc podszedłszy daj znak mi w milczeniu,

Czy w tym kierunku to leży czy innym,

Wnet zaś usłyszysz, co czynić masz dalej,

Jać wskażę, wspólnie zaś będziem działali.

NEOPTOLEMOS.

Znaczysz, Odyssie, cel mi niedaleki,

Toć grotę przez cię wspomnianą snać widzę.

ODYSSEUSZ.

W górze czy w dole? bo rzecz mi niejasną.

NEOPTOLEMOS.

W górze. Lecz stamtąd nie słyszę ja kroków.

ODYSSEUSZ.

Bacz, czy on czasem we śnie nie spoczywa.

NEOPTOLEMOS.

Widzę sadybę tam pustą, bezludną.

ODYSSEUSZ.

Czy wewnątrz niema porządków domowych?

NEOPTOLEMOS.

Są liście zmięte jakby od leżenia.

ODYSSEUSZ.

A z resztą pustka i nic już nie widnem?

NEOPTOLEMOS.

Jest kubek z drzewa prosty, rękodzieła

Wyrób lichego, są przytem krzesiwa.

ODYSSEUSZ.

Ot! tego męża znaczysz mi chudobę.

NEOPTOLEMOS.

O! o! i jeszcze tam suszą się szmaty

Jakąś okropną przesiąkłe wskróś ropą.

ODYSSEUSZ.

Więc mąż ten mieszka stanowczo w tem miejscu

I gdzieś jest blizko; bo jakżeż dotknięty

Cierpieniem dawnem człek stąpił by dalej?

Albo on wyszedł za strawy słodkością

Lub ziołem, które zna, iż ulgę niesie.

Ślij więc pachołka tego na przeszpiegi,

By chyłkiem mąż tu nie podszedł; wszak chętniej

Mnie on niż wszystkich ująłby Argiwów.

NEOPTOLEMOS.

Ot, ten już idzie i strzedz będzie ścieżki,

Ty zaś, gdy zechcesz, daj inne wskazówki.

ODYSSEUSZ.

Achilla synu, w tem po coś tu przybył,

Nietylko ciałem dzielnym być ci trzeba;

A gdy usłyszysz to, czegoś nie wiedział

Przedtem, to usłuż, boś przybył na służbę.

NEOPTOLEMOS.

Cóż więc rozkażesz?

ODYSSEUSZ.

Filokteta umysł

Mowami masz ty oszukać i słowem.

A gdy się spyta, ktoś zacz, skąd przybywasz,

Żeś syn Achilla, wyznaj, nie skryj tego,

Że ku domowi płyniesz, opuściwszy

Achajów flotę, powziąwszy gniew wielki

Na tych co prośbą wywiódłszy cię z domu,

Tak jeno wierząc w Ilionu zdobycie,

Gdyś przyszedł, godnym nie uznali ciebie

Achilla broni wbrew słusznym żądaniom,

Lecz Odyssowi ją dali; mieć na mnie

Choćby ostatnie z ostatnich przekleństwa,

Ilebyś zechciał; nie zrażą mnie one.

Lecz to zniechawszy, ból sprawisz Argiwom.

Jeśli bo łuku tego nie posiędziesz,

Nie zdołasz zdobyć Dardana ty grodu.

Że zaś otwarciej z nim mógłbyś się zadać

Jakoteż śmielej odemnie, wiedz o tem,

Boś ty wypłynął, nie związan przysięgą,

Nie z musu, ani za pierwszą wyprawą,

A ja nic z tego zaprzeczyć nie zdołam.

Więc jeśli dzierżąc łuk mnieby on dojrzał,

Zginę i ciebie też zgubię pospołem.

Należy tedy to chytrze obmyślić,

Jakbyś mu wydarł broń niezwyciężoną.

Wiem ci to synu, żeś ty z przyrodzenia

Do takich słówek i sztuczek nie skłonny;

Lecz śmiej, bo słodkiem osiągnąć zwycięstwo,

A żeśmy prawi, to przyszłość wykaże.

Gwoli bezwstydu na krótką choć chwilę

Oddaj mi siebie; potem w czasów dali

Niechby najświętszym wśród ludzi cię zwali.

NEOPTOLEMOS.

Ja mów, których już słuchałem ze wstrętem,

Synu Laerta, zmyślać bym nie zdołał.

Bo się przed szpetnym duch mój wzdryga czynem,

Jak snać się wzdrygał ten, któregom synem.

Lecz gotów jestem gwałtem tego męża

Uwieść, nie zdradą; boć przecie człek chromy

Chyba nas silnych przemocą nie zmoże.

Przydany jednak tobie na wspólnika

Zawieść cię nie chcę; lecz chętniej tu, panie,

Czyniąc szlachetnie choć w klęskę popadnę,

Niśli przez sztuki zwyciężał bym zdradne.

ODYSSEUSZ.

O zacne dziecię, ja sam miałem młody

Bezczynny język, a rękę zaś czynną,

Lecz potem życie wnet mnie pouczyło,

Że język wyższą od czynu jest siłą.

NEOPTOLEMOS.

Cóż więc innego mi zlecisz prócz kłamstwa?

ODYSSEUSZ.

 

Mówięć, masz zdradą ująć Filokteta.

NEOPTOLEMOS.

Dlaczegóż zdradą raczej niż namową?

ODYSSEUSZ.

Bo nie usłucha, a gwałtem nie wskórasz.

NEOPTOLEMOS.

Czyż ma tak straszną on siły przewagę?

ODYSSEUSZ.

Niechybne strzały, co sieją pożogę.

NEOPTOLEMOS.

Więc ani podejść ku niemu bezpiecznem?

ODYSSEUSZ.

Nie ujmiesz jego, powtarzam, bez zdrady.

NEOPTOLEMOS.

Czyż więc nie zawsze kłam hańbę zawiera?

ODYSSEUSZ.

Nie, kiedy kłamstwo przynosi zbawienie.

NEOPTOLEMOS.

A z jakiemż czołem śmie człowiek to głosić?

ODYSSEUSZ.

Gdy czyn zysk niesie, nie godzi się wahać.

NEOPTOLEMOS.

Co zyskam, jeśli on pójdzie pod Troję?

ODYSSEUSZ.

Jego łuk tylko gród Troi posiędzie.

NEOPTOLEMOS.

Więc nie ja gród ten zmogę, jak głoszono?

FILOKTETES.

Ni ty bez łuku, ani łuk bez ciebie.

NEOPTOLEMOS.

Jeśli więc trzeba, należy go posiąść.

ODYSSEUSZ.

A to zdziaławszy dwie zyskasz nagrody.

NEOPTOLEMOS.

Jakież? pouczon nie zniecham wręcz czynu.

ODYSSEUSZ.

Zwanoby razem cię mądrym i dzielnym.

NEOPTOLEMOS.

A więc niech działam, wyzbywszy się wstydu.

ODYSSEUSZ.

A czyż pamiętasz, co ja ci zleciłem?

NEOPTOLEMOS.

Ufaj mi, skoro przyrzekłem raz słowem.

ODYSSEUSZ.

Zostawszy tedy wyczekuj tu męża;

Ja zaś odejdę, by mnie nie zdybano,

I wywiadowcę na okręt też wyślę.

A znów, gdybyście czas mieli marnować,

Na powrót go tu odeślę w przebraniu,

W stroju udanym właściciela nawy,

Aby go tutaj zgoła nie poznano.

A ty z mów jego układnie złożonych

Przejm to, o synu, co przydać się może.

Ja więc ku morzu, rzecz tobie zleciwszy;

Niech Hermes, wódz nasz, użyczy swej dłoni

Nadal, niech sprzyja Atena grodowa,

Pani zwycięstwa, co zawsze mnie broni!

CHÓR.

— Co mówić mam, co ukryć panie

Ja przybysz obcy w obcy kraj,

Gdy mąż nieufny tutaj stanie,

Wskaż i poradę daj!

Bo przecie myśl nad myśl wybieży,

Nad sądem też góruje sąd

Tego, co berło w ręku dzierży

I z Zeusa woli dzierży rząd.

O wieków chwały dziedzicu i synu,

Jakiej chcesz służby i czynu?

NEOPTOLEMOS.

Teraz, o bracia, gdy ochota bierze,

Możecie śmiało to miejsce i leże

Jego oglądać, lecz niechbyście w chwili,

Gdy groźny stępak postąpi tu krokiem,

Wnet się znaleźli pod moim wy bokiem

I co należy sprawili.

CHÓR.

Co mówisz, bym miał oko na cię,

To troską moją wciąż.

Lecz rzeknij, w jakiej mieszka chacie,

Gdzie bywa teraz mąż?

Bo taka wieść mi dopomoże,

By chyłkiem tu nie wpadł,

Czy w wnętrzu on, czy też na dworze,

Gdzie jest, gdzie szedł, gdzie ślad?

NEOPTOLEMOS.

Otóż dom jego o bramie dwoistej

I skalne łoże.

CHÓR.

A gdzież sam nieszczęsny?

NEOPTOLEMOS.

Jasnem, że człowiek szukając swej strawy,

Teraz przez blizkie się wlecze dzierżawy,

Bo tak się żywi, wieść głosi,

Strzały skrzydlate miotając z swej ręki

W dzikiego zwierza, a nikt mu wśród męki

Ulg ni leku nie przynosi.

CHÓR.

— Litość mnie zbiera, że żaden ochotny

Człek doń z pomocą nie spieszy,

Ani go oko miłosne ucieszy,

Że taki nędzny, samotny.

Straszną zdjętego chorobą nowy wciąż trud woła,

O jakżeż on, jakże przetrzymać to zdoła!

Bogów dłonie, nieszczęsne śmiertelników domy,

Co się wzniosły nad poziomy!

Bo tego, co się przednim może rodem chwalił,

Godnością nie szedł za nikim,

Teraz żywego los srogi powalił

Samotnym zrobił, nędznikiem.

Więc ze zwierzem pstrym, szczecistym dzieli on tę ziemię

I wśród tego gnębi męża ból i głodu brzemię,

A gdy się cierpiąc użali,

Szemrzące jeno echo wtórzy jękom z dali.

NEOPTOLEMOS.

Żadnego dziwu to we mnie nie budzi,

Bo jeśli sądzić śmiem, sprawiły bogi,

Że on od dawna wśród cierpień się trudzi

I Chrysy dopust to srogiej.

A jeśli teraz bez ulgi boleje,

Znowu bóg jakiś nań zesłał te klęski,

Aby nie pierwej na Troi wierzeje

Boży łuk zmierzył zwycięski,

Aż czas się spełni i wyrok ów stały,

Że gród jego zmogą strzały.

CHÓR.

— Cicho, o synu!

NEOPTOLEMOS.

Cóż znów?

CHÓR.

Zabrzmiał jar

By jękiem męża, co bólem dręczony,

O słyszę, słyszę jakiś gwar

Czy z tej, czy z owej strony.

Jakby kto drogą wlókł marne swe ciało

I ciężko wzdychał... się zdało.

CHÓR.

Pilnuj więc synu!

NEOPTOLEMOS.

Czego?

CHÓR.

Coć zlecono,

Bo mąż ów zbliża się pono,

A nie przygrywa, jak polne pastuchy,

Ale chromając, śle jęki w kraj głuchy,

A wzrok w zatokę, która w swej dzikości

Statku nie gości.

FILOKTETES.

Biada! przybysze!

Kto wy jesteście i skąd przychodzicie

W kraj ten bezludny, gdzie trudno zawinąć?

Czy zgadnę? ubiór wskazywać się zdaje

Na ziemię, co mi najdroższa, Helladę,

Lecz głosum ciekaw; a niech nie obruszy

Ani was trwoży mój wygląd zdziczały,

Lecz miejcie litość nad mężem nieszczęsnym,

Co opuszczony, sam, bez przyjaciela.

Mówcie, czy tu się zbliżacie życzliwie?

No, odpowiedzcie; bo wręcz się nie godzi,

Bym ja się na was, wy na mnie zawiedli.

NEOPTOLEMOS.

Wiedz tedy, druhu, naprzód, że jesteśmy

My Hellenami; wszak pragniesz tej wieści?

FILOKTETES.

Najmilszy dźwięku! biedny ten zaiste,

Kto długo z takim nie obcował mężem.

Któż cię tu przywiódł i jaka potrzeba,

Jakaż myśl, synu, co za wiatr pomyślny?

Rzeknij to wszystko, bym wiedział, kim jesteś.

NEOPTOLEMOS.

Krajem mym Skyros, falami oblana,

Do domu płynę, a zwię się ja synem

Achilla, Neoptolemem; ot wszystko!

FILOKTETES.

O cnego ojca, drogiej ziemi synu,

O wychowanku starca Lykomeda,

Jakim sposobem i skąd tu przybyłeś?

NEOPTOLEMOS.

Toć z Ilionu właśnie ja żegluję.

FILOKTETES.

Jak mówisz? przecież nie byłeś wraz z nami

Na morzu, gdyśmy pod Ilion zdążali.

NEOPTOLEMOS.

To i ty brałeś udział w tej potrzebie?

FILOKTETES.

Czyż nie wiesz, synu, kogo masz przed sobą?

NEOPTOLEMOS.

Skąd bym cię poznał, nie widziawszy wprzódy?

FILOKTETES.

Czyś o nazwisku ty mojem i klęskach

Nie słyszał nigdy, przez które tu ginę?

NEOPTOLEMOS.

Wiedz, że ja nie znam nic z tego, co badasz.

FILOKTETES.

O ja nieszczęsny, obmierzły wręcz bogom,

O którym ani wieść nigdzie nie doszła!

Zaś ci, którzy mnie skrzywdzili bezbożnie,

Śmieją się w sercu, gdy moja tymczasem

Choroba krzewi i zwiększa się ciągle.

O synu, ojca Achilla ty dziecię,

Ja to tym jestem, o którymś snać słyszał

Jako o łuku Heraklesa władcy,

Ja syn Poiasa, Filoktet, którego

Obaj wodzowie i kniaź Kefallenów

Tak porzucili samego, gdym marniał

Straszną chorobą, ugodzon przez żmiji

Mężozabójczej straszne ukąszenie.

Z tem więc cierpieniem mnie tu zostawiwszy

Samego, znikli, skoro na okrętach

Od morskiej Chrysy tutaj zawinęli;

Spostrzegłszy bowiem, że po fal przeprawie

Mnie gdzieś wśród skalnej jaskini sen zmorzył,

Wraz odpłynęli i jak dla żebraka

Marne rzucili tu szmaty i strawy,

Lichy zasiłek, co niechby im samym

Przypadł! A potem, jak myślisz o synu,

Ja się, gdy oni zniknęli, zbudziłem,

Jakom nie płakał i jęczał nad nędzą?

Widziałem przecie, że znikły okręta.

Które ja wiodłem, iż niema w około

Człeka, któryby mnie wspomógł w chorobie,

Oddał usługę; a patrząc przed siebie

Znalazłem, że tu nic niema prócz smętku,

Lecz tego, synu, aż wielka obfitość.

Więc tak mi płynął miesiąc po miesiącu,

I tak musiałem sam w marnym przytułku

Ciągle się znoić. Aby głód usunąć,

Służył mi łuk ten, godzący w pierzaste

Gołębie; zasię za łupem, co poległ

Od strunoprężnej cięciwy, sam nędzny

Pełzałem, chorą powlekając nogą.

Gdy zaś mi przyszło pragnienie ugasić,

Lub kiedy mrozy nastały wśród zimy,

Drzewa narąbać, sprawiałem to wszystko

Chromy i nędzny; bywało, że ognia

Zbrakło; więc krzemień trąc wtedy o krzemień

Ledwie skrzesałem żar skryty, co zawsze

Mnie podtrzymywa. Bo z ogniem schronisko

Da wszystko okrom tego, bym nie chorzał.

Nuże, o wyspie zwiedź teraz się mojej!

Żaden tu żeglarz nie zdąży rozmyślnie,

Bo niema tutaj przystani, w którejby

Mógł co stargować i znaleść gościnę.

Więc nie przybije tu człowiek rozważny,

Lecz może zbłąka się trafem; wszak takie

W kolei czasów się zdarzą wypadki.

Takie przybłędy, o synu, słowami

Się ulitują i bywa, że strawy

Coś mi przydadzą, współczując, lub szatę.

Nikt jednak, ile ja pomnę, nie zechciał

Wziąść mnie do domu; więc rok już dziesiąty

Mrę tu od głodu i nędzy, wraz żywiąc

Tę żrącą moje wskroś członki chorobę. —

Atrydów, gwałtu Odyssa to winą,

A niech za bogów Olimpu przyczyną

Klęski te w zamian na głowy ich spłyną!

CHÓR.

Ja chyba, jako ci dawni przybysze,

Odczuję litość, o synu Poiasa.

NEOPTOLEMOS.

A ja zarówno przyświadczę tym słowom,

Że są prawdziwe, bom doznał też krzywdy

I od Atrydów i złości Odyssa.

FILOKTETES.

Więc i ty także żal do tych przeklętych

Żywisz Atrydów i sarkasz skrzywdzony?

NEOPTOLEMOS.

Niechbym mógł ręką raz stwierdzić me gniewy,

Iżby Mykeny poznały i Sparta,

Że Skyros także cnych mężów macierzą.

FILOKTETES.

Oby, o synu! a skąd ci te gniewy,

Które ty do nich powziąwszy przybyłeś?

NEOPTOLEMOS.

Synu Poiasa, wyjawię, choć wstrętnem,

Co od nich, gdym się pojawił, wyżyłem.

Więc, gdy Achilla los życia pozbawił...

FILOKTETES.

O biada! dalej już nie mów, aż o tem

 

Pierwej się dowiem. Więc zmarł syn Peleusa?

NEOPTOLEMOS.

Zginął od strzały, nie ludzi, lecz boskiej,

Przez Feba, jako wieść głosi, trafiony.

FILOKTETES.

Więc i zabójca zacny i zabity;

Nie wiem zaś, synu, czy wprzódy należy

Badać twą klęskę, czy płakać nad owym.

NEOPTOLEMOS.

Sądziłbym, że ci wystarczy twej biedy,

By się nad bliźnich nieszczęściem nie żalić.

FILOKTETES.

Słusznieś powiedział; toć przedstaw mi wprzódy,

Jakim sposobem skrzywdzono i ciebie.

NEOPTOLEMOS.

Na zdobnej nawie więc po mnie przybyli

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?