Jennifer: Jedna fantazja i dwie zmysłowe noce 1 - opowiadanie erotyczneTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Jennifer: Jedna fantazja i dwie zmysłowe noce 1 - opowiadanie erotyczne
Jennifer: Jedna fantazja i dwie zmysłowe noce 1 - opowiadanie erotyczne
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 9,98  7,98 
Jennifer: Jedna fantazja i dwie zmysłowe noce 1 - opowiadanie erotyczne
Jennifer: Jedna fantazja i dwie zmysłowe noce 1 - opowiadanie erotyczne
Audiobook
Czyta Mirella Biel
5,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Sofia Fritzson

Jennifer: Jedna fantazja i dwie zmysłowe noce 1 - opowiadanie erotyczne

Tłumaczenie

Emil Chłabko

Lust

Jennifer: Jedna fantazja i dwie zmysłowe noce 1 - opowiadanie erotyczneTłumaczenie Emil Chłabko

Tytuł oryginału

Jennifer - En fantasi, två sensuella nätter 1

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2016, 2020 Sofia Fritzson LUST

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726209730

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

Spóźnia się. Jennifer zerka na komórkę. Ani nie zadzwonił, ani nie napisał esemesa, że będzie później, a ona czeka już pół godziny. Czekanie to chyba jedyna rzecz, jaką ostatnio robi – aż Adrian się przyzwyczai, aż Adrian dojrzeje, aż Adrian pojmie, że za cztery miesiące będzie tatą. Do tej pory całe to czekanie było bez sensu.

Ogródek restauracyjny wypełnia się gośćmi, którzy przyszli na lunch, a ona przenosi się do cienia pod rozległą markizą chroniącą przed męczącym lipcowym upałem. Szmer rozmów i śmiechu przypomina jej, że życie płynie dalej, że się nie zatrzymało tylko dlatego, że ona tu stoi i czeka na swojego byłego chłopaka. Może zrobić to sama, bez niego – dokładnie tak, jak wszystko inne.

Ściśnięte gardło boli od powstrzymywania łez, gdy Jennifer wychodzi z cienia i rusza przed siebie w powolnym, spacerowym tempie. Nie jest tak szybka i sprawna, jak dawniej. Brzuch jest okrągły jak piłka futbolowa, ale jak na razie nie dokucza jej jeszcze ból z powodu opuchniętych nóg czy rozejścia spojenia łonowego. Nie łudzi się oczywiście, że ją to ominie, ale myśl o tym nie jest tak uciążliwa, jak się spodziewała. Nawet jeśli ta ciąża od początku była nieplanowana, nie może się doczekać swojego nowego życia. Chciałaby tylko, żeby tata dziecka podzielał jej podejście.

– Hej, Jennifer! – Facet, który się przed nią zatrzymuje, jest wysoki i tyczkowaty, ubrany w dżinsy i polo, a czarne, nieco przydługie włosy opadają mu na jedną brew. Przygląda się jej orzechowymi oczami. – Oj, ale jesteś duża. Urosłaś, znaczy chodzi mi o to, że on urósł, w sensie brzuch. – Wzdycha głęboko i bierze kolejny wdech. – Zacznę jeszcze raz. Fajnie cię widzieć, co słychać?

Robin, kolega Adriana ze szkoły średniej, uśmiecha się do niej z zakłopotaniem. Pamięta go jako nieśmiałego, ale zawsze miłego i uprzejmego.

– Świetnie – mówi. – A u ciebie?

– W porządku, pracuję całe lato.

Nie przychodzi jej do głowy, co by tu jeszcze powiedzieć, ale Robin na szczęście przerywa ciszę, która właśnie zapadła.

– Co u Adriana?

Jennifer znów zerka na telefon, ale ekran jest tak samo pusty, jak dwie minuty temu.

– Mieliśmy się dziś spotkać, ale chyba zapomniał.

– Aha. – Robin cofa się o krok i ucieka wzrokiem.

Jennifer od razu przystępuje do ataku.

– O co chodzi? Coś wiesz?

– Nie, absolutnie nic nie wiem.

Podchodzi do niego krok bliżej i wbija mu w pierś palec wskazujący.

– Wykrztuś to.

– Felix, mój sąsiad, robił w weekend imprezę i byłem tam chwilę. Adrian też był i słyszałem, że on i paru kumpli mieli się dzisiaj spotkać w Lisebergu.

– Dzisiaj? – Uchodzi z niej powietrze. Jak może tak olewać ją i to, co zaplanowali?

Robin wzrusza ramionami.

– Z Adrianem nigdy nic nie wiadomo. Może jest tylko skacowany.

– Mhm, tak byłoby dużo lepiej. – Mimo ironii łamie się jej głos, a ona klnie w duchu.

– Niepotrzebnie ci powiedziałem, nie chciałem przysparzać ci problemów.

– To nie twoja wina. – Ku swojemu przerażeniu czuje łzy napływające do oczu. Niech to szlag.

– W porządku? – Co dziwne, Robin się nie cofa, gdy widzi jej oczy szkliste od łez. Nie ucieka pod byle pretekstem ani też nie wydaje się spanikowany.

– Hormony – mamrocze Jennifer.

– Nie przejmuj się. Gdybyś widziała moją siostrę, jak była w ciąży. Bez przerwy ryczała.

– Twoja siostra ma dzieci?

Kiwa głową.

– Chłopca, ma na imię Oliver. Ma trzy miesiące, a wszystkie moje siostry oszalały na jego punkcie.

Jennifer się uśmiecha, gdy słyszy dumę w jego głosie.

– Zdaje się, że wujek też ma do niego słabość.

– No, trudno się powstrzymać. Szkoda, że Adrian cię dziś wystawił.

– Powinnam się domyślić, że zapomni. Mieliśmy obejrzeć wózek dla dziecka, kupić łóżeczko i takie tam. – Jej siostry zaoferowały się, że z nią pójdą, ale ona wolała zrobić to z Adrianem.

Robin waha się chwilę, po czym spotyka się z nią wzrokiem.

– Mogę iść z tobą, jeśli chcesz – mówi szybko. – Jestem trochę ekspertem w kwestii wózków.

– Nie musisz…

– Chętnie pójdę. Chyba nie sądzisz, że moja siostra sama robiła takie zakupy? Myślisz, że nie zamęczała swojego jedynego brata w kwestii tego, jakie kółka będą lepsze do jazdy po mieście, a jakie w terenie? Na temat modeli, kolorów i cen wiem więcej niż potrzeba. Chodź, może być fajnie.

To dziwne, ale mu wierzy. Byłoby smutno iść samej. Robin jest miły i łatwo się z nim rozmawia, a ona lubi jego towarzystwo. Nie zdobywa się nawet na to, by zaprotestować, gdy kładzie jej rękę na ramionach i prowadzi ją do sklepu. Ładnie pachnie, delikatnym zapachem jakiejś przyprawy. Odkąd tylko zaszła w ciążę, cierpiała od zapachów i nie mogła używać własnych perfum. Wszystkie aromaty były mocne i duszące, ale to, jak pachnie Robin, jest delikatne i przyjemne. Blisko kogoś innego była bardzo dawno temu i rozkoszuje się ciałem tuż obok swojego. Chociaż nie ma między nimi nic romantycznego, chciałaby, żeby dotykał jej też w innych miejscach. Ta myśl powinna ją zawstydzić, a zamiast tego wywołuje w całym ciele ekscytujące łaskotanie.

Gdy są już w sklepie, nagle staje jak wryta. Od podłogi aż po sufit ciągną się regały pełne najróżniejszych artykułów, jakich niemowlę może potrzebować zaledwie w pierwszym roku życia.

– O kurde… – Gapi się na półki, nie mogąc wyjść z szoku. Nigdy nie będzie jej stać, by wychować to dziecko. Jak kiedykolwiek zdoła zapewnić maleństwu to, czego będzie potrzebowało? Już czuje się złą matką.

– Wiem – mówi Robin. – Moja siostra też była przerażona, ale wiesz co? Kupiła tylko najpotrzebniejsze rzeczy i mały świetnie sobie radzi bez całej reszty.

Odwraca się do niego. Jest taki spokojny i daje poczucie bezpieczeństwa. Inni faceci na pewno uciekliby już z tego sklepu, jakby gonił ich sam diabeł. Adrian też.

– Dziękuję, że to robisz – mówi i bierze go za rękę. Jego palce pod jej palcami są ciepłe. – I że jesteś taki miły. Jestem ci naprawdę wdzięczna.

Robin wzrusza lekko jednym ramieniem i się uśmiecha.

– Od tego są znajomi, prawda? Zacznijmy tutaj – mówi i wciąga ją do pierwszej alejki.

Trzy godziny później Robin podrzuca ją do domu ze wszystkimi zakupami, proponując, że pomoże zmontować łóżeczko. To właśnie taka sprawa, w związku z którą liczyła na Adriana, ale doskonale wie, że on nigdy nie wpadłby nawet na tę myśl, więc się zgadza, chociaż wydaje się to trochę nie w porządku. Miło jest czasem nie robić wszystkiego samej. Wózek, który doradził Robin, ten sam łatwy do prowadzenia model, który ma jego siostra i na który Jennifer też się ostatecznie zdecydowała, to według ekspedientki bardzo dobry wybór. Wzięła czerwony.

Gdy spogląda na pościel, poduszkę do karmienia, smoczki, grzechotki, kocyki i małe, słodkie ubranka, oczy znowu zachodzą jej łzami. Ma wszystko, czego potrzebuje, i jeszcze trochę.

– No to gotowe – oznajmia Robin i wstaje. Zgarnia na bok folię i śmieci z opakowania. – Daj znać, jak będziesz jeszcze z czymś potrzebować pomocy.

Jennifer głaszcze gładkie drewno łóżeczka.

– Już i tak bardzo mi pomogłeś. Dziękuję za dzisiaj.

– Było bardzo fajnie. – Wyciąga z kieszeni małego, pluszowego tygryska. – Prezent ode mnie.

– Co? Kiedy go kupiłeś? – Bierze od niego maskotkę. – Nie trzeba było…

On wzrusza tylko ramionami i nic nie odpowiada.

– Robin, dziękuję, naprawdę. Byłeś dziś super.

– To ty jesteś super. Poradziłabyś sobie beze mnie.

Jennifer kręci głową, zaskoczona jego wiarą. Czuje się tak mała i słaba, tak niedoświadczona w kwestii tych wszystkich nowych, nieznanych rzeczy. Nie chce się pomylić, nie chce być postrzegana jak dziecinka, której zdarzyło się zaciążyć, młoda mama, która nie traktuje ciąży w sposób odpowiedzialny. Rodzina wspierała ją na każdym kroku tej drogi, ale koleżanki zawiodły, rozpierzchły się nie wiadomo gdzie, a ona wciąż stoi, przestępując z nogi na nogę i bojąc się, że nie wytrzyma presji. Gdyby tylko miała u boku Adriana, gdyby tylko mogła dzielić z nim wszystkie problemy, na pewno czułaby się lepiej. Ale Adriana tu nie ma, nigdy go nie ma, i ostatecznie może polegać tylko na sobie. Robin wyciąga rękę, unosi palcami jej podbródek i spotyka się z nią wzrokiem.

– Wiem, o czym myślisz. Nie pozwól, żeby cię dołował. Robisz świetną robotę.

Jak może być taki spokojny? Taki mądry i wnikliwy? Nie przypomina żadnego faceta, jakiego kiedykolwiek spotkała. Jak to możliwe, że do tej pory tego nie pojęła, nigdy go nie widziała? Ale teraz widzi. Widzi potargane czarne włosy, lekko złocistą cerę i domyśla się, że pod ubraniem kryje się dobrze wytrenowane ciało. Ramiona są żylaste. Nie zauważyła tego wcześniej.

 

Trzyma przytulankę w kurczowym uścisku i nie ma odwagi się poruszyć. On nadal podtrzymuje jej podbródek, po czym powoli prostuje palce, przesuwa nimi po jej policzku, obejmuje go dłonią i pochyla się do przodu. Jennifer nie robi nic, żeby przerwać to, co się dzieje, tylko wstrzymuje oddech w oczekiwaniu, a gdy jego wargi dotykają jej warg, w całym ciele coś łaskocze ją z tęsknoty. Jest ciepły, a jego usta na jej ustach są miękkie i zdecydowane. Napotyka jego język, obejmuje go ramionami i przyciska się bliżej. Coś ją powstrzymuje. Brzuch. Tkwi między nimi niczym klin i Robin cofa się o krok. Jego oczy są prawie czarne, gdy wpatruje się w nią intensywnie. Jennifer poprawia włosy i również się cofa, nie mogąc złapać tchu.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?