Dziewczyna z Sycylii

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ DRUGI

Popołudniowe słońce było już znacznie niżej, upał zelżał i turyści zaczęli wracać na swoje leżaki. W blasku migoczącej wody Lina patrzyła na kobiety, które wcierały w swoje ciała olejki do opalania. Były piękne, wystylizowane i zachowywały się swobodnie.

W przeciwieństwie do niej. Gorące słońce i piasek parzyły ją, pot okrywał czoło pod grubymi lokami, a ubranie przyklejało się do skóry. Uniosła się trochę na swoim krzesełku, wciąż nie mogąc uwierzyć, że jest na lunchu ze światowej sławy potentatem finansowym. Trochę się martwiła, że nadużyła jego gościnności i narzuciła mu się. Sądziła też, że mężczyzna pokroju Salvatorego mógł się już zmęczyć rozmową z prostą, wiejską dziewczyną. Postanowiła więc dać mu szansę na wyjście z tej sytuacji. Odsunęła talerz i spojrzała na jego pociągającą twarz.

– Chyba nadeszła pora, żebym pojechała.

– Nie mów tego, jakbyś była czemuś winna – odparł, a jego twarz lekko pociemniała. – Poza tym ledwie tknęłaś swój posiłek.

To była prawda. Lina spojrzała na talerz z poczuciem winy. Była nauczona, żeby nigdy nie marnować jedzenia. Zwłaszcza tak drogiego! Lecz z trudem zdołała przełknąć tych kilka kęsów. Jej gardło się ścisnęło, a jedzenie smakowało jak trociny. Pod wpływem blasku, siły i charyzmy Salvatorego jej zmysły oszalały. Ostrożna i niedoświadczona rozkwitała teraz przy tym niezwykle przystojnym mężczyźnie.

Salvatore wybrał zacieniony stolik nad samym brzegiem morza, gdzie pod wpływem małej perswazji Lina pozbyła się skarpet i butów. Jej stopy komfortowo zatopiły się w miękkim piasku. Siedząc, obserwowała, jak kryształowo błękitne fale uderzały miarowo w postrzępione, kamienne wybrzeże. Kelnerzy rzucili się, by ich obsłużyć. Lina w przeciągu całych swoich dwudziestu ośmiu lat życia nie doświadczyła takiego traktowania. Postanowiła zapamiętać na zawsze każdy szczegół.

Przerażona, że zrobi coś nie tak, obserwowała Salvatorego, który zachował się zupełnie inaczej, niż przypuszczała. Nie zamówił ani homara, ani przegrzebek, ani żadnego innego wykwintnego dania z karty. Zamiast tego przyniesiono mu smażone bakłażany z sosem pomidorowym i serem ricotta.

– Nie widziałam tego w karcie – spostrzegła Lina.

– Bo ich tam nie ma. Ale zawsze, gdy tu jestem, przyrządzają mi je.

– To coś, co gotowała ci matka? – zaryzykowała pytanie, które spowodowało niezręczną sytuację. Jego twarz stężała chłodem, a głos stał się matowy.

– Nie. Moja matka nie gotowała.

Zapragnęła móc cofnąć swoje słowa, ale było już za późno. Aby rozładować atmosferę, zapytała go o inne rzeczy z jego życia. Opowiedział jej więc, że był w Ameryce zwykłym kelnerem, kiedy przypadkiem usłyszał szefa narzekającego na sposób wykonywania międzynarodowych przelewów. Salvatore robił wtedy zaoczny kurs technologii cyfrowych i ta sytuacja zainspirowała go do stworzenia bardzo prostej aplikacji telefonicznej, która rozwiązywała ten problem. Zbił na tym majątek.

– Tak po prostu? – Lina patrzyła na niego z niedowierzaniem.

– Tak po prostu.

– A co było później?

Wyjaśnił jej, że zaczął inwestować pieniądze, kupował nieruchomości, sieci sklepów i małe firmy transportu lotniczego na Karaibach. A kiedy zarobił więcej, niż mógłby wydać w ciągu całego swojego życia, założył fundację dobroczynną wspierającą dzieci.

Salvatore bardziej niż swoimi opowieściami wydawał się jednak zainteresowany Liną. W pewnym momencie nie mogła się pozbyć uczucia, że jest jakimś nadzwyczajnym okazem w zoo. Zapewne ujrzał w niej jakiś relikt przeszłości, kiedy opowiedziała mu o swojej pracy w małej rodzinnej pracowni krawieckiej.

– Nigdy nie wyjeżdżałaś za granicę? – zapytał z niedowierzaniem.

– Raz prawie… – odparła obronnym tonem. – W zeszłym roku miałam lecieć na Florydę na ślub mojej kuzynki. Zamierzałam tam trochę zostać i popracować, ale…

– Ale…?

– Moja matka się rozchorowała i powiedziała, że lepiej, żebym nie leciała, więc zostałam.

– Niech zgadnę. Wkrótce jej się poprawiło?

– Tak. Skąd wiedziałeś?

Zaśmiał się gorzko.

– Ludzka natura, inaczej znana pod nazwą „manipulacja”. To jasne.

Puste filiżanki po kawie i okruszki ciasteczek amaretti wyraźnie wskazywały, że posiłek dobiegł już końca. Lina uznała, że już naprawdę powinna iść.

– Muszę się zbierać.

– Nie brzmisz jak ktoś, kto chce dokądkolwiek iść – powiedział, niedbałym gestem przywołując kelnera. – Czeka tam na ciebie coś ważnego?

Poczuła strach na myśl, że mógłby wiedzieć, do czego wracała. Nie do skromnego, beztroskiego, wiejskiego życia, lecz do surowej twarzy matki z nieustającymi żądaniami. Czekały na nią stosy taniego dżinsu i bawełny, które w trakcie niekończących się godzin przerabiała na koszule, spódnice i podrabiane sukienki z wzorów znanych projektantów. Czekały na nią wreszcie długie, samotne wieczory i cisza przerywana tylko przez dźwięki dzwonów pobliskiego kościoła.

Ogarnęło ją poczucie pustki i smutku. Chyba to spowodowało, że spojrzała mu w oczy ze wzrokiem pełnym zdecydowania i czegoś nowego: buntu.

– Nie. Tak naprawdę nie – powiedziała. – To znaczy, będę oczywiście musiała wrócić na kolację.

– Oczywiście – przyznał, po czym położył na rachunku sporą kupkę banknotów, zamknął portfel i schował go do kieszeni. – Mogę zapytać, co zamierzałaś robić, zanim wpadłaś na mnie?

– Chciałam popływać.

Spojrzał na rzędy rozstawionych leżaków.

– Tutaj?

Lina podążyła wzrokiem za jego spojrzeniem. Spostrzegła, że wszystkie plażowiczki nosiły maleńkie bikini, które składały się z niewielkich, połączonych trójkącików. Włożenie podobnego stroju przez nią, wyposażoną przez naturę w tak bujne kształty, wywołałoby pewnie sporą sensację. Pomyślała o swoim kostiumie kąpielowym upchniętym na dnie plecaka i zawstydziła się. Nie mogłaby wyciągnąć tego paskudztwa na tak ekskluzywnej plaży! Zostałaby zapewne zlinczowana za przestępstwo popełnione na modzie i smaku.

– Nie, nie tutaj – odparła szybko. – To prywatna plaża, tylko dla gości hotelowych.

– Nie martw się o to. Nikt nie zabroni ci tu pływać – stwierdził z pewnością człowieka, przed którym otwarte są wszystkie drzwi.

Jednak Lina zaprzeczyła z lekką paniką w głosie.

– Nie, naprawdę. Zapomnij już o tym. Ja… naprawdę nie chcę tutaj pływać.

Salvatore przez chwilę patrzył na nią z zamyśleniem.

– Jeśli nie chcesz publiczności, to może popływasz w mojej willi?

Nie umiała nazwać emocji, które ją ogarnęły, tak jak nie zauważyła w swoim głosie piszczącej nadziei.

– Zostajesz na Sycylii?

– Tylko na noc. – Wzruszył ramionami. – Jutro lecę do San Francisco.

– Nie chcę ci robić kłopotu.

– Żaden problem. Przed barem stoi mój samochód.

– I mój skuter.

– Szofer pojedzie na nim, a ja zawiozę cię do mojej willi. Będziesz mogła popływać i wrócić, kiedy zechcesz.

– Nie będzie miał nic przeciwko?

– Nie płacę mu za „przeciwko” – odparł arogancko – tylko za robienie dokładnie tego, co mu każę.

Patrzył, jak znów przygryza wargę w geście tak prowokującym do pocałunku, że zaczął się zastanawiać, czy nie był obliczony na ten właśnie efekt. Był przyzwyczajony do uległości kobiet, lecz Lina Vitale na każdym kroku zmuszała go do oczekiwania. Była to dość ekscytująca nowość.

– Okej – odpowiedziała wreszcie. – Czemu nie?

Salvatore uniósł brwi zdziwiony. Najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy z tego, że nie zwykł zapraszać do siebie wszystkich włóczęgów z okolicy i wypadałoby wykrzesać z siebie nieco więcej wdzięczności zamiast zwykłego: „czemu nie?”.

Nie umiał jej rozgryźć ani określić swoich zamiarów wobec niej. Czy zamierzał ją uwieść? Zsunąć z niej te zbyt długie szorty i zerwać purytańską bluzkę, by odsłonić ponętne kształty? – Nie! Nigdy nie był fanem jednorazowych przygód. A nawet gdyby miał się nim stać, to na pewno nie wybrałby do tego dziewczyny z małej, górskiej wioski, która potem zaczęłaby sobie wyobrażać nie wiadomo co.

Był miły i to wszystko.

– No to jedziemy – powiedział, nagle podnosząc się z krzesła, przez co siedząca przy sąsiednim stoliku kobieta, która chciała napić się wina, kompletnie nie trafiła kieliszkiem do ust.

Szofer nie był zachwycony, kiedy wręczono mu kask, lecz nie protestował. Jego krępa sylwetka na małym skuterze spowodowała, że pojazd wydawał się jeszcze mniejszy.

Salvatore otworzył drzwi i Lina wsunęła się na fotel limuzyny. W środku pachniało skórą i bogactwem, a potężny silnik wydawał podczas jazdy mniej hałasu niż jej suszarka do włosów. Jechali znanymi Linie drogami, aż wreszcie skręcili w ukrytą dróżkę po przeciwległej stronie wzniesienia.

Wjeżdżali do innego świata.

Była to cicha i bogata część wyspy. Najbogatsi przyjeżdżali tam, by zaznać „sycylijskiego snu”. Ale Lina nie umiała napawać się pięknymi widokami, rozpościerającymi się z okna limuzyny. Ciężko jej się było skoncentrować na czymś innym niż mocne uda siedzącego bardzo blisko Salvatorego.

– Wygodnie? – zapytał, na wpół odwracając do niej głowę.

– Bardzo – skłamała.

Przez ciemne okulary, które założył do jazdy, wydał jej się jeszcze seksowniejszy i jeszcze bardziej niedostępny. Rosło w niej podniecenie i napięcie.

Gdy dojechali na miejsce, skrzydła stalowej bramy otworzyły się bezgłośnie. Sięgnęła do swojego plecaka i wyłączyła znajdujący się w nim telefon. Nikt nie mógł zakłócić tego dnia. Po prostu postanowiła cieszyć się każdą nadchodzącą chwilą.

Madonna mia! – westchnęła, gdy wjechali na teren posiadłości. – Ja chyba śnię.

 

– Podoba ci się? – uśmiechnął się lekko.

– Tak, jest pięknie.

Wysiadła z limuzyny. Imponującej wielkości dom otoczony był palmami, których szczyty sięgały aż do jasnego błękitu nieba. Wokół rozstawione były piękne antyczne donice, pełne kwiatów. Z daleka dostrzegła także migoczącą, ciemną taflę wody basenu.

W drzwiach posiadłości natychmiast pojawiła się gospodyni, ubrana na czarno kobieta o ostrym spojrzeniu. Lina nieśmiało uśmiechnęła się na powitanie, lecz kobieta nie odpowiedziała tym samym. Na szczęście nie pochodziła z Caltariny.

– Carlo, dopilnuj, proszę, by przyniesiono nam kawę nad basen – odezwał się Salvatore ze swobodną władczością. Następnie zwrócił się do Liny. – Chodź ze mną. Pokażę ci, gdzie możesz się przebrać.

Szli przez wspaniały ogród. Nie mogła oderwać wzroku od jego szerokich ramion, na których fantazyjnie zawijały się końcówki grubych, ciemnych włosów, opadających na śnieżnobiały kołnierzyk koszuli. Zapragnęła zatopić w nich dłonie. Jak zahipnotyzowana wpatrywała się w płynny ruch jego bioder.

Doszli wreszcie do basenu. Ciemny szafirowy pas wody wydawał się ciągnąć w nieskończoność. Wokół roztaczał się bajeczny pejzaż.

Uświadomiła sobie, że znalazła się w dość intymnej sytuacji z mężczyzną, którego tak naprawdę nie znała. Nie bała się jednak. Z niewyjaśnionych powodów totalnie mu ufała, co było już kompletnym wariactwem.

– Możesz się przebrać tutaj. – Wskazał mały budynek w stylu szwajcarskim. – Idę do domu założyć coś lżejszego.

Gdy odszedł, poczuła ulgę. Stanęła przed wielkim lustrem i przeraziła się na swój widok. Była umęczona upałem i rozpalona.

Rozpięła guziki bluzki i rozsunęła suwak szortów. Jęknęła bezgłośnie, gdy zsuwając z siebie figi, odkryła, że są… wilgotne. Zorientowała się, że był to efekt przypływu zmysłowego podniecenia.

Przerzuciła zawartość plecaka w poszukiwaniu stroju kąpielowego. Wciągnęła go na swoje spocone ciało i cofnęła się, by ocenić rezultat. Ujrzała jasnogranatowy, mało twarzowy strój kąpielowy, opinający zbyt zaokrąglone gdzieniegdzie ciało. Zastanowiła się, czego ona tak właściwie szukała w tym miejscu?

Ostrożnie wyszła z budynku. Salvatore jeszcze nie wrócił. Na jednym ze stolików stały za to na tacy dwie filiżanki kawy. Musiała się szybko wykąpać, przebrać, wrócić na skuterze do domu i zapomnieć o tych wszystkich naiwnych fantazjach.

Stanęła przy brzegu basenu, oparła stopy o jego krawędź i wskoczyła w szafirową toń. Przepłynęła pod wodą całą szerokość, a orzeźwiający chłód trochę ją uspokoił. Wynurzyła się, wstrząsając mokrymi włosami i mrużąc oczy na widok oślepiającego słońca. Ujrzała stojącego nad basenem Salvatorego. Miał na sobie tylko krótkie kąpielówki. Nie mogła przestać na niego patrzeć. Był najpiękniejszym mężczyzną, jakiego w życiu widziała. Miał wspaniale wyrzeźbione ciało, które w świetle słonecznym promieniowało oliwkową poświatą. Stał pewnie na brzegu basenu i także wpatrywał się w Linę. Szeroki tors przechodził piękną, wygiętą linią aż do wąskich bioder, które okrywały obcisłe kąpielówki z lycry. W ich idealnie przylegającym materiale wyraźnie odznaczał się kształt…

Bezwiednie oblizała wargi, na których wciąż znajdowała się chlorowana woda. Przełknęła ciężko. Czując, że się czerwieni, ponownie zanurzyła się w wodzie i przepłynęła pod nią kilka kolejnych szerokości basenu. Tym razem jednak kąpiel jej nie ostudziła. Gdy dopłynęła do płytszego końca basenu, Salvatore wszedł do wody dokładnie w tym miejscu. Zdziwiła się, że zupełnie jej to nie zaskoczyło.

Stał po piersi w wodzie, a małe, migoczące kropelki grały na jego oliwkowej skórze. Lina zapragnęła go każdym najmniejszym kawałeczkiem swojego ciała. Nagle zrozumiała, skąd wzięło się w niej to napięcie, które narastało podczas lunchu i w trakcie jazdy limuzyną. Pomimo swojego całkowitego braku doświadczenia wiedziała, że teraz mogła wydarzyć się tylko jedna rzecz.

Jeśli by zechciała.

Spojrzała w oczy Salvatorego i ponownie oblizała wargi.

Tak, chciała.

On w jakiś sposób wyczuł te myśli i zesztywniał. Wiedziała, co miało się wydarzyć.

Lecz on nie ruszył się z miejsca. Ani na centymetr. Domyśliła się, że nie zamierzał tego zrobić. Nie chciał brać na siebie ciężaru zainicjowania czegoś, czego mógłby później żałować, pomimo że fizycznie był na to przygotowany, to nie ulegało wątpliwości.

Postanowiła wziąć to na siebie i podeszła do niego.

Stanęła na palcach, oparła się drżącymi dłońmi o jego szerokie ramiona i pocałowała go.

ROZDZIAŁ TRZECI

Salvatore chciał się zachować w jedyny właściwy sposób – nie odpowiadając na poczynania dziewczyny. Nawet pomimo tego, że jej drżące palce chwytały go pożądliwie, a bujny, wilgotny biust przywierał do jego ciała.

Był maksymalnie podniecony, czego nie zdołały ukryć obcisłe kąpielówki, lecz starał się z całych sił wytrzymać, co wydawało się niemożliwe do wykonania z jednej prostej przyczyny. Pragnął całować Linę Vitale tak, jak jeszcze nigdy nie pragnął pocałować żadnej innej kobiety.

Powtarzał sobie, że nie jest w jego typie, a wręcz stanowi jego przeciwieństwo, ale to nie pomagało. W Linie było coś tak radosnego i witalnego… Oczy w kolorze burbona, podkreślone grubymi, czarnymi rzęsami, kaskada mokrych włosów opadających ciężko na apetyczne, krągłe piersi.

Przeżywał to już w samochodzie. Kiedy była obok, nie mógł się skupić na drodze i prowadzeniu. Gdy dotarli na miejsce, gdzie miała pływać, szybko ją opuścił, mając nadzieję, że wszystkie erotyczne myśli ulecą mu z głowy. Później w swojej sypialni myślał, że ten plan się powiódł. Lecz gdy wynurzyła się z basenu jak ciemna, zmysłowa syrena, poczuł uderzenie podniecenia tak wielkie, że nie dało się go już ukryć.

Coś mu podpowiadało, że musi natychmiast stamtąd uciec, ale wtedy przycisnęła się do niego mocniej i wszystkie zamiary wzięły w łeb. Ich ciała przylgnęły do siebie. Czuł wyraźnie nacisk jej piersi przez mokry materiał kostiumu kąpielowego. Wciąż się powstrzymywał. Przesunął usta w stronę jej ucha.

– Nie zrobimy tego – wychrypiał szeptem, a jego ciało aż zadrżało na ten znak jawnej zdrady.

– Dla… dlaczego?

– Ponieważ… – Zmusił się, by spojrzeć jej w oczy. Znów zadrżał, przeklinając pożądanie, które rozpalało mu krew w żyłach. Wreszcie wydusił z siebie z trudem: – Ponieważ to bezcelowe.

– Bezcelowe?

Skinął głową. Już podczas lunchu zauważył, że jej tenisówki są stare i znoszone. Podobnie jak skuter. Była biedna, a on nie był głupcem. W gazetach przedstawiany był jako doskonała partia. Kobiety wprost rozbijały się w pogoni za jego zainteresowaniem.

– Jutro wyjeżdżam. I tak nic by z tego nie było. Za bardzo się od siebie różnimy, Lino. Rozumiesz?

– Nic mnie nie obchodzą różnice – wybuchła w odpowiedzi Lina.

Salvatore zmrużył oczy. Był zaskoczony i jej żarliwe zaprzeczenie podkopywało jego przemyślaną decyzję.

– Jeśli naprawdę tego chcesz…

– Tak!

– Więc, jeżeli jesteś pewna… – kontynuował. – Ale wiedz, że to będzie tylko seks. Jedna noc i nic więcej. Właśnie dlatego to nie powinno się wydarzyć.

– A co, jeśli… – urwała, jakby ważyła sens kolejnych słów. Wreszcie miękkim, chrapliwym głosem dokończyła: ­­– …jeśli nie oczekuję niczego oprócz seksu?

To była dla Savatorego zarówno dobra, jak i zła odpowiedź. Równoczesne wzniecanie i gaszenie pożaru. Przebiegł palcem po jej przedramieniu. Zadrżała.

– W domu nie czeka na ciebie jakiś chłopak?

– Nie.

– Ani rozgniewani bracia?

To był żart, lecz była w nim też odrobina prawdy. Zacisnęła wargi.

– Jestem jedynaczką.

Już miał jej powiedzieć, że on też jest jedynakiem, ale przypomniał sobie, że nie byli tu dla rozmowy. Pocałował ją i przyciągnął do siebie. Westchnęła. To był niespodziewanie wyjątkowy pocałunek. Mocny. Elektryzujący. Poczuł język wdzierający się pomiędzy jego usta, brutalnie, niemal prymitywnie, z głęboko erotycznym wydźwiękiem. Jej gładki brzuch ocierał się o niego, gdy zaczęła hipnotycznie poruszać biodrami.

Zanurzył palce w jej mokrych kręconych włosach, przyciskając jeszcze mocniej głowę Liny. Całował ją tak długo. Miała prawo paść na ziemię u jego stóp z braku oddechu, lecz kiedy oderwał od niej usta, usłyszał, jak zamruczała niezadowolona, że przerwał.

– Pragnę cię dotykać, poznać twoje cudowne ciało – westchnął, chwytając i pocierając delikatnie jędrną pierś Liny. Przeszedł ją dreszcz. – Czy tak dobrze?

– Tak – westchnęła z przekonaniem.

Zsunął materiał, przykrywający jej biust i uśmiechnął się na widok nagich piersi. Zbliżył usta, najpierw do pierwszej, potem do drugiej. Całował i smakował słony, chlorowany aromat pokrywający jej nabrzmiałe sutki. Jęknęła. Jej biodra zachęcająco się poruszały. Ciało Salvatorego natychmiast zareagowało. Przeszyła go fala potężnej żądzy. Oderwał usta od rozkosznych piersi. Chciał posiąść ją tu i teraz. Musnął jej usta swoimi.

– Nie sądzę, by ktoś nas podglądał, choć nigdy nie wiadomo. Nie chciałbym, byśmy się stali okoliczną sensacją – zamruczał do jej ucha. – Może wejdziemy do środka?

– A co z twoimi pracownikami? – wyszeptała.

– Dom jest pusty. Dałem im wolne popołudnie.

Wyglądała, jakby miała zapytać, dlaczego to zrobił. Nie zdecydowała się jednak na to. Poprawiła tylko biustonosz.

– Dobrze.

– Chodźmy – powiedział chrapliwie i chwycił jej dłoń.

Szli przez ogród, a w niej wszystko szalało. Czuła, że jej skóra wysycha w cieple popołudniowego słońca. Wciąż miała jednak gęsią skórkę, a gardło się jej ścisnęło, gdy, idąc, zastanawiała się, co ona właściwie robi? Oszalała? Może. Na pewno oszalała na jego punkcie. Wystarczyło, że na nią spojrzał, i było po niej. Ostrzegał ją nawet przed tym, co miało się teraz wydarzyć, ale czy miało to w ogóle jakieś znaczenie? Ich przygoda miała być jednorazowym, krótkim epizodem.

Weszła za nim do wielkiego domu. Była już przekonana, że postępuje dobrze. Związana słowem, które złożyła umierającemu ojcu, zbyt długo została przy matce. Prowadziła życie, w którym nie było miejsca na miłość. Dotąd nie czuła nawet pożądania, a teraz nadeszła chwila, by poznać smak jego spełnienia.

Salvatore zatrzymał się. W cienistym hallu jego twarz kryła się w półmroku. Lekko musnął wargami jej usta.

– Chętnie bym cię oprowadził, ale nie mogę się w tym momencie skupić na niczym innym.

Jego głos zdradzał niecierpliwość, którą starał się zwalczyć. Ujął jej podbródek i uniósł go.

– Więc może pójdźmy od razu na górę? – kontynuował. – Chyba że się rozmyśliłaś?

Potrząsnęła głową.

– Nie – szepnęła zawstydzona. – Nie rozmyśliłam się.

Przez jego twarz przebiegł cień. Lina przestraszyła się, że może nagle to on zmienił zdanie. Lecz chwilę później pociągnął ją pospiesznie schodami na piętro, przeskakując co dwa stopnie. Niecierpliwym kopnięciem otworzył drewniane drzwi luksusowo wyposażonej sypialni. Przyciągnął ją do siebie z bezkompromisową żądzą w oczach. Odgarnął z jej twarzy czarne, kręcone kosmyki i z błyszczącymi oczami pocałował. Powoli i uzależniająco.

Świat Liny stanął na głowie. Doświadczyła istnienia czwartego wymiaru. Uchyliła usta, rękoma ściskając jego silne ramiona. Oddała mu pocałunek gorączkowo, z nieokiełznaniem. On przez chwilę wydawał się zauroczony jej niedoświadczeniem. Wreszcie odsunął się i wychrypiał z nutką zniecierpliwienia:

– Może pozbędziemy się tego?

Szarpnął lekko mokry kostium kąpielowy. Lina odruchowo powstrzymała go ruchem swych pełnych bioder.

– Chcę zobaczyć cię nago – zażądał z mocą.

Kostium wylądował na podłodze, a ona wbrew swoim przewidywaniom nie poczuła wstydu. Wręcz przeciwnie, pod wpływem czystego pożądania w jego oczach stanęła przed nim pewna i silna.

Salvatore ostrożnie zsunął z siebie kąpielówki, szepcząc przy tym sycylijskie przekleństwo. Lina zorientowała się, dlaczego z takim trudem szło mu to przedsięwzięcie i poczuła, jak się czerwieni.

– Rumienisz się? – zapytał uwodzicielsko, podchodząc. – Dlaczego, signorina Vitale?

Nie powiedziała mu, że pierwszy raz widzi nagiego mężczyznę, do tego z tak wyraźną oznaką podniecenia. Odkryłby, że jest dziewicą, a tego nie mogła ryzykować. Pragnęła miłosnej rozkoszy bardziej niż wszystkiego do tej pory, a on mógłby odesłać ją z powrotem do rodzinnej wioski, upokorzoną i niespełnioną.

– Nad basenem było bardzo gorąco – wykręciła się. W zasadzie była to prawda.

– Zaraz będzie jeszcze goręcej. – Uśmiechnął się z przyjemnością. – Chodź tu, bella.

 

Bez ostrzeżenia podniósł ją i poniósł na rękach przez cały pokój, aż do ogromnego łóżka. Jego niebieskie oczy płonęły. Lina poczuła się naprawdę piękna.

Głaskał powoli jej nagą skórę, a ona topniała z pragnienia. Wewnątrz żar rozlewał się coraz silniejszymi falami. Niecierpliwie poruszyła biodrami, lecz on wciąż nie dotykał jej tam, gdzie najbardziej tego potrzebowała.

– Salvatore – szepnęła.

– Hm? – zamruczał, całując jej szyję i wsuwając dłoń między uda. – Tego chcesz?

– Tak. – Zamknęła oczy.

– I tego? – kontynuował.

– Tak!

Zaśmiał się miękko, a Lina omal nie straciła przytomności, gdy znalazł już właściwy rytm. Nie mogąc oddychać, czekała w napięciu, otoczona jedwabnym kokonem. Wreszcie osiągnęła szczyt. Czuła, że spada. Lub unosi się. Rozpadła się na tysiąc kawałeczków, które teraz zaczęły znów układać się w całość.

– Tak… – Salvatore z uznaniem i niekłamaną przyjemnością obserwował jej targane spazmami ciało. – Od pierwszej chwili wiedziałem, że jesteś namiętna.

Wyszeptała jego imię, a on sięgnął po coś do szuflady i ułożył się na niej. Pocałował ją jeszcze intymniej niż poprzednio.

– Tak bardzo cię pragnę. Jesteś wspaniała.

Te słowa ją poraziły. Uniosła dłoń i dotknęła jego twarzy. Nawet jeśli naprawdę tak nie myślał, poczuła się bosko.

I wtedy baśń, którą przeżywała w swojej głowie, zaczęła zbaczać na mniej pożądane tory. Salvatore napotkał na swojej drodze opór i zamarł. Po chwili zrozumiał i znów zaklął szeptem. Lina nie przejęła się tym, bo była zbyt zaaferowana groźbą, że właśnie oto wszystko się skończy, zanim się naprawdę zaczęło.

– Jesteś dziewicą?

Kiwnęła głową.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś?

Nie była specjalnie zaangażowana w udzielenie odpowiedzi, ponieważ jej ciało stopniowo zamykało się wokół niego. Salvatore zaklął raz jeszcze, lecz tym razem bez wyrzutu w głosie. Poczuła go w sobie. Jego rytm. Twardy, pewny, niesamowity. Zaczęła tracić kontrolę, przygotowując ciało do anielskiego lotu. Lub upadku. Lecz było już za późno, lub za wcześnie. Salvatore wydał z siebie jęk bezsilnej satysfakcji, pot pokrył jego umięśnione plecy. Odradzające się w Linie pożądanie osłabło i zniknęło. W pokoju słychać było tylko ich ciężkie, zdyszane oddechy.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?