Poślubić księcia

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ TRZECI

– Cóż, czy w ogóle miałaś zamiar mi powiedzieć, że mam syna? – warknął Max, myśląc w szaleńczym tempie. Chłopiec na schodach w pierwszej chwili skojarzył mu się z portretem, który wisiał w bawialni w Rossenhall, a przedstawiał Hugona i jego w dzieciństwie. Max na tym portrecie miał zaledwie cztery lata. Potem zobaczył oczy chłopca, zielone jak szmaragdy, i podejrzenie zmieniło się w pewność.

Spojrzał na Ellen przez hol oświetlony blaskiem świec, dostrzegł na jej twarzy błysk paniki i ciekaw był, czy będzie próbowała wszystkiemu zaprzeczyć.

– Nie… Tak. – Przyłożyła dłoń do czoła. – Tak wiele się zdarzyło tego wieczoru, że mam zupełny chaos w głowie. – Wzięła głęboki oddech i dodała powoli: – Jeśli powiedziałeś mi prawdę i rzeczywiście jesteśmy małżeństwem, to Jamie jest twoim spadkobiercą, Max. – Spojrzała na niego z wysiłkiem. – Chcesz mi go odebrać?

W jej oczach błyszczał nieskrywany lęk. Jeśli rzeczywiście chciał ją ukarać, teraz mógł to zrobić i nikt by go za to nie winił. Miał wszelkie prawa zabrać dziecko. Dlaczego więc się wahał?

– To zależy od ciebie – powiedział w końcu. – Chłopiec musi ze mną zamieszkać. Jesteś jego matką i moją żoną. Ty też możesz u mnie zamieszkać, jeśli chcesz.

Przymknęła oczy z wyraźną ulgą.

– Dziękuję, Max. Jestem ci bardzo wdzięczna.

– Nie chcę twojej wdzięczności – odrzekł zimno. – Jeśli się z tobą nie rozwiodę, to tylko ze względu na niego, nie na ciebie. – Jednym ruchem narzucił płaszcz na ramiona. – Porozmawiamy o szczegółach rankiem, ale chłopiec zamieszka w moim domu najszybciej, jak to możliwe. Z tobą albo bez ciebie.

Wrócił pieszo do hotelu, nie zauważając zimnego wiatru. Ellen powiedziała, że ma chaos w myślach, ale z pewnością ten chaos nie mógł się równać mętlikowi, jaki miał w głowie. Już samo odkrycie, że jego żona żyje jako wdowa w Harrogate, wystarczyłoby, ale to, że ukrywała jego syna, było niewybaczalne.

Nic nie wiedział o Furnellu, człowieku, za którego wyszła. Czy zrobiła to zaraz po powrocie do Anglii, żeby go przekonać, że dziecko jest jego?

Max zwolnił. Wściekłość już przycichła i zaczynał sobie uświadamiać, w jak delikatnej sytuacji się znalazł. Nie było sposobu, by uniknąć skandalu. Wiadomość, że jest żonaty, wstrząśnie całym towarzystwem. Plotki na ten temat będą krążyły po wszystkich salonach, choć zapewne jeszcze gorzej będzie, kiedy weźmie rozwód. No i jest jeszcze Fred. Co powie jego przyjaciel, gdy się dowie, że Max zwodził go przez ostatnie cztery lata?

Zatrzymał się i z cichym westchnieniem spojrzał na gwiazdy. Co właściwie wiedział o swojej żonie? Zdawało się, że jest tu szanowana, ale pozory mogły mylić. Wpadła w jego życie i wypadła z niego jak pustynna burza. Wzięli ślub po zaledwie dwóch tygodniach znajomości, a w dwa tygodnie później zniknęła. Może powinien się bardziej postarać, żeby ją odnaleźć, ale nie chciał nikomu mówić o swoim małżeństwie ani o tym, że go porzuciła. Trzeba było przezwyciężyć wstyd i poczucie zażenowania i nakazać prawnikom odszukanie jej, może wtedy udałoby się uniknąć tego całego zamieszania.

Jeśli nie chciał jeszcze pogorszyć sytuacji, musiał postępować bardzo ostrożnie.

Nagły poryw wiatru wyrwał go z rozmyślań. Zaczynał padać deszcz. Max owinął się szczelniej pożyczonym płaszczem i szedł dalej. Fred i Georgie pozostawali chyba w dobrych stosunkach z Ellen. Rankiem zamierzał ich odwiedzić i wypytać o złotą wdówkę.

Bezsenna noc nie przyniosła mu odpoczynku. Odnalezienie żony było ciosem, a dowiedzenie się, że ma również syna, przytłoczyło go. Wolałby myśleć, że Ellen go oszukała, ale chłopiec był w odpowiednim wieku i jedno spojrzenie na jasnoblond włosy i szmaragdowe oczy przekonało Maksa, że to jego dziecko. Rankiem pogodził się już z myślą, że ma rodzinę, wciąż jednak nie podjął decyzji, co zrobi.

Przybył do wynajętego domu Arncliffe’ów w Low Harrogate. Jedli jeszcze śniadanie. Max chciał się wycofać, ale Frederick skinął na niego.

– Chodź tu, Max. Siadaj. Byliśmy razem w tak wielu kampaniach, że nie musimy przestrzegać obyczajów. Przynajmniej napij się z nami kawy.

– Tak, prosimy – dodała Georgie. – Może panu uda się przekonać Fredericka, żeby coś jeszcze zjadł.

Max usiadł i popatrzył na stół obficie zastawiony talerzami.

– Wiem, wiem – powiedział Frederick pogodnie. – Tego wszystkiego jest o wiele za dużo dla Georgie i dla mnie, ale nic na to nie poradzę. Po Coruñi stół zawsze musi się uginać od jedzenia. Ale nic się nie marnuje. To, czego nie zje służba, oddajemy biednym. Co byśmy dali za takie śniadanie w tamtych czasach, kiedy maszerowaliśmy przez góry Galicji, prawda?

– Tak, to były ciężkie czasy – zgodził się Max.

– Lepiej o tym nie myśleć – wzdrygnęła się Georgie. – Kiedy się dowiedziałam, jak cierpieliście, gdy Francuzi gonili was przez pół Hiszpanii, nie mogłam tego znieść!

– Taki już los żołnierza, moja droga. – Frederick wziął ją za rękę. – To dzięki Maksowi dotarłem wtedy do domu.

Fred wrócił z kulą z muszkietu w płucach. To właśnie była przyczyna jego obecnej choroby.

– Sądziłem, że rankiem znajdę cię przy źródłach siarkowych – powiedział Max.

Na chwilę zapadło milczenie, po czym Georgie odrzekła cicho:

– Był za słaby, żeby dojść tam dzisiaj.

– To nic poważnego – rzekł Fred szybko. – Po prostu trochę się ostatnio przeforsowałem.

– Wczoraj wieczorem, kiedy wróciliśmy do domu, ledwie wszedł po schodach do łóżka – powiedziała Georgie. – A dziś rano nie było lepiej, więc wezwałam doktora Ingrama. Ma tu zajrzeć później.

Frederick westchnął ze zniecierpliwieniem.

– Powie mi tylko to, co i tak już wiem: że raz będę się czuł lepiej, raz gorzej. – Zerknął na Maksa. – Georgie obwinia się, że wczorajszy wieczór był dla mnie zbyt wyczerpujący, ale do diabła, Max, nie mam ochoty siedzieć w domu jak inwalida i czekać na śmierć.

– Może jednak mogłeś wyjść wczoraj nieco wcześniej – rzekł Max.

– Kiedy wszyscy tak doskonale się bawili? Jeszcze czego! Towarzystwo przyjaciół dobrze mi robi. Bardzo się ucieszyłem, gdy zobaczyłem, że przypadliście sobie do gustu z Ellen Furnell. Bardzo ładnie wyglądaliście razem w tańcu. To piękna kobieta, prawda? Najbliższa przyjaciółka Georgie.

– Doprawdy?

– Nasze dzieci są niemal w tym samym wieku, więc mamy wiele wspólnego – wyjaśniła Georgie.

– A o co chodzi? – Frederick podniósł głowę znad plasterka szynki, który przesuwał raz w jedną, raz w drugą stronę po talerzu. – Interesuje cię piękna pani Furnell? Daję słowo, nie będę zadowolony, jeśli porzucisz moją siostrę dla złotej wdówki!

Max musiał się uśmiechnąć, jednak te słowa przeszyły go jak sztylet. Jak miał powiedzieć przyjacielowi, że od czterech lat jest żonaty?

Na szczęście w tej chwili właśnie przybył doktor Ingram.

– Ten stary rzeźnik już tu jest, tak? – Frederick otarł usta i odłożył serwetkę. – Przyjmę go w bawialni. Nie ma sensu znów chodzić po tych wszystkich schodach. Nie, nie, Max, zostań tutaj. Georgie za chwilę wróci i dotrzyma ci towarzystwa.

Georgie podniosła się i pomogła mężowi wstać. Max zauważył, jak ciężko Fred opiera się na jej ramieniu. Po chwili Georgie wróciła z niespokojnie zmarszczonym czołem.

– W ciągu tych kilku dni, odkąd tu jestem, stał się znacznie słabszy – powiedział Max szczerze.

– Tak. – Usiadła przy stole i nalała sobie kawy. Ręce jej drżały, ale mówiła spokojnym głosem: – Kula się przemieściła i teraz niezbyt dobrze oddycha. Doktor Ingram uważa, że może znów się przesunąć i wtedy nastąpi koniec.

– Czy nic nie można zrobić? Jeśli to kwestia pieniędzy…

Georgie potrząsnęła głową.

– Dziękuję, Wasza Wysokość, ale tu nie chodzi o pieniądze. Gdyby udało się przekonać Freda, że powinien leżeć w łóżku i się nie nadwerężać, to pewnie można by mu przedłużyć życie, ale on mówi, że to byłoby gorsze. Jest coraz słabszy… Ponoć zostało mu najwyżej kilka tygodni. – Wyciągnęła chusteczkę. – Ja już się z tym pogodziłam, ale nie mogę myśleć o tym, że mała Charlotte będzie dorastać bez ojca…

– Tak mi przykro.

– Wasza Wysokość jest bardzo uprzejmy.

– Mów do mnie Max – zwrócił jej uwagę niecierpliwie. – Wiesz przecież, jak nie znoszę oficjalnych form.Uśmiechnęła się blado.

– Postaram się pamiętać. Dziękuję za przybycie do Harrogate. Twoje towarzystwo bardzo uradowało Freda. On o to nie poprosi, ale wiem, że chciałby, żebyś tu został aż do… końca. – Otarła oczy i uśmiechnęła się dzielnie. – Dlatego tak bardzo byłam zadowolona, że zechciałeś pójść wczoraj na bal. Wydawało mi się, że Ellen Furnell zrobiła na tobie duże wrażenie, i miałam nadzieję, że cię zachęci do przedłużenia pobytu.

Max zmarszczył czoło.

– Jeśli zostanę w Harrogate, to ze względu na Freda i na ciebie. Ale chciałem zapytać o panią Furnell. – Zauważył uniesione brwi Georgie i dodał szybko: – Proszę, nie zadawaj mi na razie żadnych pytań. Po prostu powiedz, co o niej wiesz.

– Nie dowiesz się ode mnie wiele. Była tu już, gdy Frederick i ja przyjechaliśmy, chyba nawet od kilku lat. Poznałyśmy się prawie od razu z powodu dzieci. – Uśmiechnęła się. – Bardzo ją lubię. Była dobra dla Freda i dla mnie. Wiem, że nazywają ją złotą wdówką i to brzmi bardzo frywolnie, ale jest tu szanowana. Tak naprawdę wszyscy ją podziwiają, a ona jest hojna i chętnie udziela się dobroczynnie.

– Wzór wszelkich cnót.

– Wyczuwam w tym ironię, ale zapewniam, że nigdy nie dostrzegłam w niej żadnego fałszu ani nieuprzejmości. Od czasu, gdy tu mieszkamy, była mi bardzo dobrą przyjaciółką, a Bóg jeden wie, że potrzebowałam przyjaciółki.

– Tak, oczywiście. Najmocniej przepraszam – rzekł Max. – Czy wiesz coś o jej mężu?

 

– Ellen była już wdową, gdy tu przybyła. Jej syn urodził się tutaj. Jest nieco starsza od mojej Charlotte, a ona jesienią skończy cztery lata.

Jej syn. Jego syn. Max poczuł się tak, jakby ktoś uderzył go w brzuch.

– Wasza Wysokość, czy źle się pan poczuł?

Max dostrzegł w jej oczach pytanie i zrozumiał, że musi powiedzieć prawdę.

Ellen odmownie pomachała ręką na widok świeżo upieczonych muffinów, które proponował jej Snow. Nie miała apetytu przy śniadaniu po bezsennej nocy, gdy próbowała znaleźć jakieś wyjście z tej przerażająco trudnej sytuacji. Pojawienie się Maksa wywróciło jej świat do góry nogami. Zamierzała polecić prawnikom ponowne przejrzenie dokumentów wojskowych, ale w sercu nie miała wątpliwości, że Max powiedział jej prawdę i że w tej sytuacji jest równie nieszczęśliwy jak ona.

Serce ściskało jej się z żalu. Gdyby wtedy mu zaufała, teraz być może byliby szczęśliwi razem, ale na to było już za późno. Popełniła fatalny błąd, którym zabiła jego miłość, a teraz jej przyszłość nie rysowała się zbyt jasno. Z drugiej strony wielu ludzi zawierało małżeństwo bez miłości. Była pewna, że jakoś przetrwa. W każdym razie Max nie odbierze jej Jamiego. Na pewno na to nie pozwoli. To musiało wystarczyć jej za pociechę.

Spojrzała na zegar. Wkrótce Max tu będzie, a ona pozna swój los. Najprawdopodobniej zabierze ją i Jamiego do jednej ze swoich posiadłości, gdzie będą żyli samotnie z dala od skandalu, jaki zapewne wybuchnie w towarzystwie, kiedy wiadomości się rozprzestrzenią. W końcu zostanie zaprezentowana na dworze jako nowa księżna Rossenhall i będzie musiała cierpliwie znosić złośliwości i obgadywanie za plecami. Wiedziała jednak, że w końcu wybuchnie jakiś kolejny skandal, który przyćmi plotki o niej i wtedy będzie mogła po prostu zająć się własnym życiem.

Ale jakie będzie to życie? Max był jej pierwszą i jedyną miłością. Miała wielu adoratorów, większość z nich interesował jedynie jej majątek, ale żadnemu z nich nie udało się przedostać do jej serca. Gdy dorastała, wielokrotnie ją ostrzegano, że kawalerowie będą się uganiać za jej pieniędzmi, i doskonale potrafiła utrzymać ich na dystans. Otoczyła się tarczą ochronną. Zawsze była roześmiana, aż w końcu zakochała się w majorze Maksie Colnebrooke’u i opuściła gardę. Sądziła, że on kocha ją dla niej samej. Nie powiedziała mu o swoim majątku, a chociaż wyznał, że jest młodszym bratem księcia, nie wydawało się to istotne. Liczyła się tylko miłość pod pustynnym niebem. Ellen pokochała Maksa od pierwszego wejrzenia i wyszła za niego bez chwili namysłu. Skoro to małżeństwo było ważne w świetle prawa, to teraz wszystko, co należało do niej, należało do jej męża, nawet jej syn. Ze względu na Jamiego musieli się jakoś dogadać.

Usłyszała stukanie kołatki i ostrożnie odstawiła filiżankę. Snow wprowadził księcia do bawialni. Poszła tam, zatrzymując się na chwilę za drzwiami, by wygładzić suknię i wziąć głęboki oddech.

Max stał przy kominku, ponuro wpatrując się w dywan. Podniósł głowę, ale wyraz jego twarzy się nie zmienił. Ellen dygnęła nisko.

– Wasza Wysokość. – Odpowiedziało jej milczenie. – Zechce pan usiąść? – Przycupnęła na skraju krzesła i złożyła ręce na kolanach, starając się opanować. – Muszę powiedzieć, że ogromnie żałuję nieporozumień, które między nami zaszły.

– Ha! Nazywa to pani żalem? Ja bym to nazwał zdradą.

Zignorowała te słowa.

– Chciałabym być z panem szczera, Wasza Wysokość, i powiedzieć prawdę.

– To niewątpliwie dla pani coś nowego.

Skrzywiła się, słysząc sarkazm.

– Nigdy pana nie okłamałam i nie będę kłamać teraz – zaoponowała cicho. – Nie istnieje żaden pan Furnell. Nigdy nie wyszłam za mąż. Kiedy przekonałam się, że noszę pańskie… nasze dziecko, postanowiłam przedstawiać się jako wdowa.

Max popatrzył na jej dłonie.

– Gdzie jest ten pierścionek, który pani kupiłem? Wyrzuciła go pani albo może sprzedała?

– Nie. Mam go w kasetce z biżuterią.

Pomyślała o tym ciężkim, złotym pierścieniu grawerowanym w arabskie litery, których nie potrafiła przeczytać. Max mówił, że napisane tam jest: „Kocham cię”. Płynąc przez Morze Śródziemne na francuskiej fregacie, wielokrotnie miała ochotę wyrzucić ten pierścień do morza, ale zatrzymała go, kurczowo trzymając się nadziei, że gdy wróci do Anglii, będzie mogła udowodnić, że jej nie okłamał i naprawdę był tym, za kogo się podawał. Ale gdy prawnicy powiedzieli jej, że major Max Colnebrooke nie mógł być tej zimy w Egipcie, a ona była w ciąży, odłożyła pierścień i schowała go starannie. To była jedyna pamiątka po ojcu jej dziecka. Spojrzała teraz na prostą złotą obrączkę, którą nosiła na palcu.

– Sądziłam, że to będzie bardziej odpowiednie dla szacownej angielskiej wdowy.

– Bardzo bogatej angielskiej wdowy. – Zatrzymał wzrok na jej twarzy i mówił dalej: – Twierdzi pani, że nigdy mnie pani nie okłamała, proszę jednak przyznać, że zapomniała mi pani powiedzieć o swoim majątku. Dowiedziałem się o tym dopiero, kiedy zacząłem pani szukać w Anglii.

– Jednak mimo całego tego majątku nie jestem uważana za odpowiednią żonę dla księcia – odrzekła gorzko.

– Każdy mężczyzna chce mieć żonę, której mógłby ufać!

Znów skrzywiła się boleśnie.

– Bardzo cię zraniłam, Max… – wyszeptała.

– Bardziej, niż może sobie pani wyobrazić.

Pochyliła głowę i przez chwilę w bawialni panowało milczenie.

– Czy pani rodzina również bierze udział w tym kamuflażu? – zapytał w końcu.

– Moja macocha o tym wie, ale przysięgła zachować tajemnicę.

– Jest żoną Arrandale’a, więc z pewnością na co dzień ma do czynienia ze skandalami i intrygami.

Ellen podniosła głowę.

– Proszę nie zapominać, sir, że jeszcze do wczoraj sądziłam, że zostałam oszukana i że moje dziecko jest nieślubne. Lady Phyllida natychmiast zrozumiała, że chcę rozpocząć nowe życie. A jeśli chodzi o rodzinę mojego ojca, gdy dowiedzieli się o mojej niesławie, natychmiast zerwali ze mną wszelkie kontakty.

– Tak, wiem. Wysłałem ludzi do Tathamów, żeby panią odszukali, ale napotkali mur milczenia. Oczywiście nie wiedzieli, że za tymi poszukiwaniami kryje się książę Rossenhall.

– To by nie uczyniło żadnej różnicy. Oni nie wiedzą, gdzie można mnie znaleźć.

– I właśnie dlatego wybrała pani Harrogate, żeby znaleźć się jak najdalej od wszystkich, którzy panią znali?

– Po części tak. Zapewne przypomina pan sobie, że podróżowałam z towarzyszką, panią Ackroyd. Gdy wróciłyśmy do Anglii, była bardzo chora. Klimat na wschodzie jej nie posłużył i doradzono jej wyjazd do wód. Obydwie miałyśmy zbyt wielu znajomych w Bath i Tonbridge Wells, więc zdecydowałyśmy się na Harrogate. Zamieszkałyśmy razem i spędziłyśmy tu dwanaście szczęśliwych miesięcy.

Ellen westchnęła, żałując, że przyjaciółki nie ma teraz przy niej. Bardzo potrzebowała wsparcia.

– Dobrze pamiętam panią Ackroyd – powiedział książę. – Była inteligentną i wykształconą kobietą. – Zawahał się. – Proszę przyjąć moje kondolencje z powodu tej straty.

– Co takiego? Ależ nie. – Ellen nie potrafiła powstrzymać lekkiego uśmiechu. – Ona nie umarła, sir. Znowu wybrała się w podróż, tym razem do Grecji i Turcji.

Zauważyła, że jego usta drgnęły. A zatem nie stracił zupełnie poczucia humoru. Ale następne jego słowa sprawiły, że znów zaczęła się mieć na baczności.

– Mieszka tu pani sama, bez żadnej przyzwoitki.

– Nie potrzebuję przyzwoitki.

– Nie, bo to by ograniczyło pani wolność, nieprawdaż?

– Mieszkam tu ze służbą i synem – odrzekła ostro. – Gdybym zrobiła coś niestosownego, całe miasto wiedziałoby o tym po paru dniach. – Podniosła się. Jeśli to wszystko, co chciałby pan powiedzieć, to proszę mi teraz wybaczyć. Z pewnością chce pan zabrać nas stąd najszybciej, jak to możliwe, a ja mam wiele do zrobienia.

– Zaszła pewna zmiana planów…

Ellen zastygła. Więc jednak postanowił się z nią rozwieść, przeciągnąć jej nazwisko przez sądy, wystawić na pośmiewisko, okryć wstydem i na zawsze odebrać jej syna.

– Nie możemy wyjechać z Harrogate od razu.

Z ulgi zakręciło jej się w głowie. Opadła na krzesło, a Max mówił dalej:

– Musimy tu pozostać jeszcze przez kilka tygodni. Będzie pani nadal mieszkała w tym domu, a ja w Granby. Oczywiście będziemy musieli się spotykać…

– Zaraz – przerwała mu Ellen. – Nie rozumiem. Wczoraj wieczorem chciał pan wyjechać z Harrogate jak najszybciej.

– To nie była przemyślana decyzja. – Podszedł do okna i stanął plecami do niej. – Frederick Arncliffe umiera. Dałem słowo, że pozostanę tu do jego końca.

Ellen powoli skinęła głową.

– Rozumiem, Wasza Wysokość… Ale gdy wszyscy dowiedzą się o naszej sytuacji, życie stanie się bardzo trudne.

– Nasza sytuacja, jak to pani zechciała nazwać, musi pozostać w tajemnicy.

– Jak to?

Obrócił się na pięcie. W świetle padającym przez okno nie widziała jego twarzy, ale głos miał twardy jak stal.

– Musimy udawać, że jesteśmy tylko zwykłymi znajomymi.

– Nie! Chyba pan nie sądzi, że jestem w stanie traktować pana zupełnie obojętnie, gdy się spotkamy w towarzystwie?

– Owszem, droga pani, tak właśnie będzie.

– Nic z tego. – Ellen podniosła się z krzesła. – Wiadomość o naszym małżeństwie na pewno się rozniesie, nic na to nie poradzimy. Jestem przygotowana na ujawnienie tej sytuacji, na to, że będziemy wyśmiewani w pamfletach i gazetach, ale będzie jeszcze o wiele gorzej, jeśli zaczniemy udawać obcych. Nie chcę tu pozostawać tylko po to, by mnie upokarzano.

– Nie będzie żadnego upokorzenia, jeśli odpowiednio odegra pani swoją rolę.

Skrzywiła się.

– Czy naprawdę sądzi pan, że uda się ukryć prawdę? Wystarczy jedno potknięcie, jedno niewłaściwe słowo, by zaczęły się plotki. Jeśli pan twierdzi, że jesteśmy małżeństwem, to niech tak będzie. Powiedzmy prawdę i niech się dzieje, co chce, ale nie zamierzam grać w pańskie gry.

Odwróciła się do drzwi, on jednak w dwóch krokach przemierzył pokój i pochwycił ją za ramiona.

– Proszę mi wierzyć, droga pani, to nie jest żadna gra.

Na dźwięk jego niskiego głosu Ellen przeszedł dreszcz. Stał tuż nad nią, bardzo blisko, i krew natychmiast szybciej popłynęła przez jej żyły, a wszystkie myśli uleciały z głowy. Nie mogła jednak pozwolić, by znów ją zdominował.

Z wysiłkiem spojrzała mu w oczy.

– Nie widzę żadnych powodów do zachowania tajemnicy. Życie w takim kłamstwie byłoby nieznośne.

– Próbuję ochronić umierającego człowieka!

Nie zamierzał tego mówić, ale sprowokowała go. Jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia i pojawiło się w nich coś, co przypominało mu tamtą kobietę wielkiego serca, którą poznał na pustyni. W każdym razie wtedy zdawało mu się, że ją poznał.

Puścił ją gwałtownie i znów podszedł do okna, patrząc na ludzi na promenadzie, którzy nawet teraz w lecie walczyli z wiatrem.

– A co moja obecność w Harrogate ma wspólnego z Frederickiem Arncliffe’em? – zapytała cicho.

– Fred i ja przyjaźnimy się od dzieciństwa. Razem wstąpiliśmy do armii i braliśmy udział w walkach. Byliśmy na Półwyspie, wykonując odwrót w stronę Coruñi, kiedy Freda trafiła kula z muszkietu, którą wciąż nosi w płucach. Nie było wtedy czasu na szukanie lekarza, więc opatrzyłem go najlepiej, jak potrafiłem, i jakimś cudem umieściłem na statku, który płynął do Anglii. Zrobiłem dla niego, co mogłem. To była moja wina, że trafiła go ta kula.

Pomyślał o ostatnich czterech latach swojego życia. Odkąd Ellen go opuściła, życie pełne było żalu, poczucia winy i nieuniknionych obowiązków.

– Wciąż nie rozumiem… – powtórzyła – …co to ma wspólnego ze mną?

– W zeszłym roku mój brat zginął po upadku z konia i odziedziczyłem tytuł. Rodzina i przyjaciele z entuzjazmem zaczęli mi szukać żony. – Obrócił się twarzą do niej. – Nie powiedziałem im o naszym małżeństwie, duma mi na to nie pozwalała. Czułem się jak głupiec przez to, że ożeniłem się z kobietą, o której nie wiedziałem zupełnie nic, a ona zaraz po tym opuściła mnie i przeszła na stronę wroga. Wytrzymywałem ich docinki i żarty, a także nieustanną prezentację młodych i wolnych dam. Ignorowałem je wszystkie i bardzo uprzejmie, lecz stanowczo twierdziłem, że nie interesują mnie kobiety. I wtedy Fred wbił sobie do głowy, że jego młodsza siostra Clare byłaby dla mnie idealną narzeczoną. Uważał, że to doskonałe rozwiązanie. Ponieważ ja byłem przeciwny małżeństwu, w ten sposób swatki dałyby mi spokój, a z drugiej strony zadbałbym o jego siostrę i owdowiałą matkę po jego śmierci. Powinienem od razu zdecydowanie odrzucić ten pomysł, ale wówczas musiałbym mu powiedzieć prawdę, a nie mogłem się na to zdobyć. Jak miałem wyjaśnić najbliższemu przyjacielowi, człowiekowi, który jest mi bliższy niż własny brat, że ożeniłem się i nic mu o tym nie powiedziałem!? – Zauważył troskę w jej oczach i dodał szybko: – Clare nie wierzyła w ani jedno słowo z tych bzdur, podobnie jak jej matka i Georgie. Wszyscy uważaliśmy, że ze względu na chorobę Freda nie powinno się go denerwować. Ale on w miarę upływu czasu coraz bardziej wbijał sobie ten pomysł do głowy… Obiecałem mu, że zaopiekuję się Clare i zrobię to, ale nie jako mąż.

 

– Rozumiem, że to trudna sytuacja – powiedziała Ellen. – Jestem jednak pewna, że gdy wszystko zostanie wyjaśnione…

– Nie! – Max potrząsnął głową. – Fred nie może się dowiedzieć, że jestem żonaty.

Przygryzła usta.

– Wasza Wysokość, od prawie czterech lat żyję w kłamstwie i wolałabym to jak najszybciej zakończyć. Błagam, by Wasza Wysokość pozwolił mi zabrać gdzieś Jamiego. Moglibyśmy pozostawać w jednej z pańskich posiadłości, podczas gdy pan pozostawałby w Harrogate. Wtedy nie trzeba byłoby nic mówić, co mogłoby zdenerwować pańskiego przyjaciela…

– Czy sądzisz, że o tym nie pomyślałem? – rzekł Max niecierpliwie. – Ale to na nic. Odwiedziłem dziś rano Arncliffe’ów i doskonale wiem, że pani i Georgie macie się spotkać przynajmniej trzy razy w najbliższym tygodniu. Ona jest twoją najbliższą przyjaciółką i Frederick na pewno oczekiwałby, że uprzedziłaby ją pani o swoim wyjeździe z miasta. Nie jest głupi i zauważył już, jak swobodnie tańczyliśmy ze sobą wczoraj wieczorem. Bez trudu może odgadnąć prawdę.

Ellen syknęła ze zniecierpliwieniem.

– Jest większa szansa, że odgadnie prawdę, jeśli będziemy próbowali udawać obcych. Nie jestem dobrą aktorką i nie mam ochoty brać udziału w czymś tak niedorzecznym. – Przeszła przez pokój i pociągnęła za sznur dzwonka. – Jamie i ja wyjedziemy z Harrogate jutro. Powiem, że wezwały mnie jakieś pilne sprawy. Tylko od pana zależy, co pan powie swoim przyjaciołom. Jedno w każdym razie jest jasne: ja tu nie zostanę.

– Droga pani, jest pani moją żoną i musi pani robić to, co każę.

– Muszę? – Napotkała jego zielone oczy. Max dostrzegł wyraz uporu na jej twarzy i wiedział, że nie pójdzie mu łatwo.

– Może jest pan teraz księciem, Wasza Wysokość – mówiła dalej stalowym głosem – ale jeśli nie ma pan ze sobą aktu małżeństwa, magistrat będzie miał tylko pańskie słowo przeciwko mojemu i cała ta sprawa przerodzi się w paskudną publiczną awanturę, a zdawało mi się, że właśnie tego chciałby pan uniknąć. – Spojrzała na drzwi, w których stanął kamerdyner. – Snow odprowadzi pana do wyjścia. Na razie nie wiem jeszcze, dokąd pojadę, ale zapewniam, że poinformuję pana o tym w stosownym czasie.

Pod spojrzeniem kamerdynera Max nie był w stanie nic na to odpowiedzieć. Skinął głową i wyszedł. Ellen wygrała pierwszą rundę, ale na pewno nie odda jej kolejnego starcia.

Godzinę później Ellen była w porannym pokoju i pisała kolejny list, w którym zawiadamiała z żalem, że musi odwołać wizytę. Snow zaanonsował panią Arncliffe. Georgie weszła do środka i dygnęła nisko.

– Powiedział ci – rzekła Ellen bezbarwnym głosem ze ściśniętym sercem.

– Tak, Wasza Wysokość.

– Proszę, nie nazywaj mnie tak. Jesteśmy przyjaciółkami, a w każdym razie byłyśmy do tej pory. – Splotła ręce. – Jeśli Max opowiedział ci, jak go opuściłam, teraz pewnie bardzo źle o mnie myślisz.

W oczach Georgie jednak nie było widać nic oprócz współczucia.

– Powiedział mi tylko, że zaszło nieporozumienie.

– Doprawdy? – zdziwiła się Ellen. – Tak było, ale zaczyna mi się wydawać, że zbyt pochopnie wyciągnęłam wnioski.

– Jestem pewna, że miałaś istotne powody.

– Wtedy tak mi się wydawało. – Ellen wzięła głęboki oddech. – Sądziłam, że Max mnie oszukał, że udawał kogoś innego, a małżeństwo było nieważne. Ukryłam zatem swoją hańbę, przyjęłam inne nazwisko i zamieszkałam tutaj jako wdowa. Nie powinnam was oszukiwać i teraz błagam o wybaczenie.

– Sądzę, że na twoim miejscu zrobiłabym to samo.

Ellen zdobyła się na uśmiech.

– Niech Bóg cię błogosławi. Czy zechcesz usiąść?

– Dziękuję.

Ellen ucieszyła się, widząc, że Georgie usiadła tuż obok niej, jakby nic w ich przyjaźni się nie zmieniło.

– Musiałam przyjść – powiedziała Georgie cicho. – Max wyznał mi, że chcesz natychmiast wyjechać.

– Chyba nie mam wyjścia. – Spojrzała na sekretarzyk. – Zamierzałam wysłać ci wiadomość i odwołać nasz dzisiejszy spacer… Z pewnością rozumiesz, że mam wiele do zrobienia.

Georgie machnęła ręką.

– Przyjechałam, żeby cię prosić – błagać – żebyś nie wyjeżdżała. – Pełne smutku oczy zatrzymały się na twarzy Ellen. – Nie mam prawa cię o to prosić, ale sama powiedziałaś, że jesteśmy przyjaciółkami… Max chciał mnie ostrzec… – Westchnęła. – Wiesz, jakie jest Harrogate, Ellen. Całe miasto gada już o tym, że tańczyłaś wczoraj z księciem. Jeśli wyjedziesz zaledwie kilka dni po powrocie, na pewno zaczną się plotki i ktoś zauważy, jak bardzo Jamie jest do niego podobny. Nie da się ukryć tego przed Frederickiem, a jeśli zapyta Maksa wprost… – Urwała i przygryzła usta. – Fred kocha księcia jak brata. Byłby to dla niego szok i przygnębienie, gdyby się dowiedział, że Max zachował przed nim taką tajemnicę. – Sięgnęła po chusteczkę. – Bardzo się obawiam, że źle by to przyjął, a każde zdenerwowanie w tej chwili niezmiernie go osłabia.

Ellen dotknęła jej ramienia.

– Och, moja droga.

– Nie powinniśmy pozwalać Frederickowi wierzyć, że Max ożeni się z Clare, ale widzisz, bardzo go pocieszała myśl, że ktoś się zaopiekuje jego siostrą, gdy już go nie będzie. Sądziliśmy, że nie ma nic złego w tym, że próbujemy pocieszyć umierającego człowieka… A on naprawdę umiera, Ellen… Widziałaś, jaki wyczerpany był ostatniego wieczoru? – Georgie otarła łzy. – Doktor Ingram był u nas dzisiaj i mówi, że to już nie potrwa długo.

– Tak bardzo mi przykro, Georgie, ale…

– Proszę, Ellen, pozwól, że ci wyjaśnię, jakie mam powody, by cię prosić o pozostanie… Zapewniam, że nie robię tego z lekkim sercem. Frederick bardzo cię lubi i twój wyjazd ogromnie by go przygnębił. Widzisz, martwi się o mnie i często powtarza, że cieszy się, że mam taką przyjaciółkę jak ty, która wesprze mnie w najgorszych chwilach. Poza tym Max obawia się, że gdyby Frederick dowiedział się, że był oszukiwany przez tyle lat, byłby zrozpaczony, a z pewnością zniszczyłoby to ich przyjaźń. Na koniec, gdybyś pozostała tu jako pani Furnell i miała się spotykać z księciem, Fred mógłby sam się przekonać, że z małżeństwa Maksa i Clare nic nie wyjdzie. Nie oczekiwałby tego małżeństwa, gdyby zobaczył, że uczucia księcia kierują się w inną stronę. Zaproponował to małżeństwo tylko dlatego, że Max w ogóle nie chciał szukać żony. – Urwała na chwilę, żeby opanować głos. – Ellen, wiem równie dobrze jak ty, że w Harrogate wybuchnie skandal, gdy prawda wyjdzie na jaw, i rozumiem, że nie chcesz żyć w kłamstwie, ale przecież i tak oszukiwałaś nas przez cztery lata, prawda? Tak trudno byłoby ci pociągnąć to nieco dłużej?

Ellen spojrzała w jej oczy wypełnione błaganiem i jej determinacja nieco stopniała. Przeniosła wzrok na swoje splecione dłonie i na prostą złotą obrączkę – symbol kłamstw.

– Dobrze – powiedziała w końcu. – Oboje z Frederickiem byliście dla mnie tak dobrymi przyjaciółmi, że nie mogę odmówić. – Podniosła głowę. – Dałam ci słowo, że będę przy tobie, gdy będziesz mnie potrzebować, prawda? Dotrzymam więc obietnicy.

Niemal widziała, jak z barków Georgie spada wielki ciężar.

– Ogromnie ci dziękuję. Tak bardzo się obawiałam, że będziesz mną pogardzać, gdy się dowiesz, co zrobiliśmy.

Ellen potrząsnęła głową.

– Ja miałabym tobą pogardzać za to, że oboje z księciem chcieliście pocieszyć twojego męża, skoro sama dopuściłam się znacznie większego oszustwa? Nie, rozumiem, że musisz to zrobić dla Fredericka. – Ujęła dłoń przyjaciółki. – Idź już do domu. Robi się późno, więc chyba powinnyśmy zrezygnować z dzisiejszego spaceru, ale jutro rano musisz przysłać Charlotte, żeby pobawiła się z Jamiem, tak jak zwykle.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?