AjurwedaTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

CZĘŚĆ 2

Rytu­ały dla każ­dego


ROZ­DZIAŁ 4

Twój dzień cię okre­śla

Jaką rolę w dobro­sta­nie odgry­wają rytu­ały?


Wyobraź sobie, że wyjeż­dżasz na urlop, gdzie relak­su­jesz się i czu­jesz bło­gość. Potem wra­casz i zaczy­nasz żało­wać, bo prze­rwa spra­wiła, że trudno ci odna­leźć się ponow­nie w try­bie, w któ­rym naj­le­piej radzisz sobie w domu i w pracy oraz który daje ci naj­wię­cej zdro­wia. Mówisz kole­gom i zna­jo­mym, że jak tylko wró­cisz do swo­jego rytmu, wszystko poukła­dasz i poza­ła­twiasz. Gdy powra­casz do swo­jej rutyny, jest ci lżej, wszystko staje się jaśniej­sze, a ty masz lep­szą świa­do­mość sie­bie.

Choć ta opo­wieść może brzmieć dla cie­bie bar­dzo zna­jomo, być może nie zda­jesz sobie w pełni sprawy z tego, jak struk­tura dnia wpływa na zdro­wie i życie, które chcesz wieść. Cza­sem „pełne” życie, w któ­rym łączysz karierę, rodzinę i roz­rywkę, zaczyna wyda­wać się nad­mier­nie prze­peł­nione. Wów­czas podą­ża­nie za wygodą i robie­nie kilku rze­czy naraz może zastą­pić kotwice w pla­nie dnia i przy­wią­za­nie do uważ­nych przejść mię­dzy zada­niami – twój umysł zacznie prze­rzu­cać się na kolejną czyn­ność, zanim skoń­czy poprzed­nią. Łatwo wtedy zacząć roz­glą­dać się za naj­szyb­szym spo­so­bem, by poczuć się znów dobrze. Twoje zain­te­re­so­wa­nie wzbu­dzają wów­czas tzw. super­fo­ods o naj­wyż­szej war­to­ści odżyw­czej czy naj­mod­niej­sze tre­ningi, które obie­cują szybką utratę wagi i naj­wy­raź­niej­sze wyrzeź­bie­nie mię­śni. Zosta­jesz z ulot­nymi prak­ty­kami, któ­rych nie da się wyko­ny­wać regu­lar­nie.

Nie­wąt­pli­wie ini­cja­tywy te w krót­kiej per­spek­ty­wie cza­so­wej mogą pomóc. Sama z nich korzy­sta­łam, podob­nie jak nie­zli­czeni pacjenci odwie­dza­jący mój gabi­net. Jed­nak takie ulotne roz­wią­za­nia, choć mogą same w sobie być dobrym pomy­słem, nie przy­służą się trwa­łemu utrzy­ma­niu zdro­wia. To też ponie­kąd dobra wia­do­mość. Nie musisz się obwi­niać, że nie działa u cie­bie jakiś suple­ment czy nowa moda w dzie­dzi­nie dba­nia o sie­bie. Tech­no­lo­gia uła­twia nam życie, ale spra­wia też, że łatwiej jest pra­co­wać, jeść, ćwi­czyć i spać o dowol­nej porze. Stoi to jed­nak w sprzecz­no­ści z odbie­ra­nymi przez ciało sygna­łami z przy­rody, że czas na daną czyn­ność. Mie­li­śmy czuć się lepiej, a czu­jemy się gorzej. W dowol­nych mie­sią­cach możemy dostać żyw­ność impor­to­waną z całego świata. Możemy rów­nież pro­du­ko­wać jedze­nie i wstrzy­ki­wać w nie „zdrowe” dodatki do tego stop­nia, że trudno je wciąż nazy­wać pro­duk­tem żyw­no­ścio­wym. Ana­lo­gicz­nie – urzą­dze­nia, które miały pomóc nam w zacho­wa­niu kon­taktu, odłą­czyły nas od naj­bliż­szego nam nie­gdyś źró­dła ener­gii, czyli przy­rody. Zna­leź­li­śmy się w świe­cie, któ­rego czę­ściej doświad­czamy, wpa­tru­jąc się w ekran niż fizycz­nie w nim będąc.

Wyj­ście z tego cyklu jest łatwiej­sze, niż myślisz. Nie musimy pole­gać na zewnętrz­nych, zapro­jek­to­wa­nych przez ludzi wska­zów­kach. Możemy zsyn­chro­ni­zo­wać się z głęb­szym, instynk­tow­nie dzia­ła­ją­cym zega­rem. Dzięki niemu możemy poczuć, kiedy naj­le­piej zaczy­nać i koń­czyć dzień oraz jak go zapla­no­wać. Więk­sza świa­do­mość prze­biegu dnia nie tylko daje ci wska­zówki doty­czące zdro­wia, lecz także pozwala nawią­zać kon­takt z intu­icją, która napro­wa­dzi cię na to, czego potrze­bu­jesz w danej chwili – zamiast tego, co każe ci zro­bić kalen­darz w komórce czy post w inter­ne­cie.

Jeśli twoje codzienne kotwice będą kon­se­kwentne, cykliczne i zna­czące, zaczniesz postrze­gać je jako rytu­ały. Sta­no­wią one rodzaj ste­lażu dla życia – har­mo­no­gram dba­nia o sie­bie two­rzy solidny fun­da­ment dla zdro­wia. Już nie trzeba będzie się zmu­szać do zdro­wych nawy­ków. Celowo zapla­no­wany tryb życia sprawi, że będzie można śmiało, stale z mnó­stwem ener­gii i peł­nym sku­pie­niem dążyć do reali­za­cji swo­ich celów. Ponadto, jeśli uda ci się zsyn­chro­ni­zo­wać swój zegar wewnętrzny z ryt­mem przy­rody, funk­cje fizjo­lo­giczne two­jego ciała będą dzia­łać spraw­niej, a twoje dzia­ła­nia będą sku­tecz­niej­sze.

Głów­nym celem ajur­wedy jest osią­gnię­cie syn­chro­ni­za­cji, tak by żyć w har­mo­nii z naturą i jej cyklami. W ajur­we­dzie zdro­wie defi­niu­jemy jako zrów­no­wa­żoną kon­sty­tu­cję, zdrowe tkanki, spraw­nie dzia­ła­jące tra­wie­nie i wyda­la­nie oraz poczu­cie dobro­stanu zmy­słów, umy­słu i duszy. Rytu­ały, które poznasz w roz­dzia­łach od pią­tego do siód­mego, sta­no­wią zale­cane kroki ku osią­gnię­ciu tego celu. Czę­ściowo cho­dzi tu o dopil­no­wa­nie, by dba­nie o sie­bie sta­no­wiło ele­ment codzien­no­ści. Lecz dla osią­gnię­cia rów­no­wagi poza samą tre­ścią rytu­ałów rów­nie ważna – a może nawet waż­niej­sza – jest ich struk­tura i regu­lar­ność. We współ­cze­snym spo­łe­czeń­stwie nie zwra­camy uwagi na cykle, rytmy i przy­rodę, co skut­kuje powszechną nie­rów­no­wagą vaty. Przyj­rzyj się sobie, swoim rówie­śni­kom, współ­pra­cow­ni­kom, przy­ja­cio­łom i swo­jej rodzi­nie. Czy doświad­cza­cie sta­nów lęko­wych, bez­sen­no­ści i nie­straw­no­ści? Być może was też to doty­czy. Tym pil­niej należy powró­cić do prak­tyk cyklicz­nych i uzie­mia­ją­cych.

Z rytu­ałów od dawna korzy­stano w róż­nych kul­tu­rach świata. Wystę­po­wały w nich obrzędy przej­ścia, czyli wyda­rze­nia, pod­czas któ­rych prze­ka­zy­wano wie­dzę przod­ków o zdro­wiu i prze­trwa­niu. Rytu­ały sta­no­wiły rodzaj cza­so­wych, ducho­wych i zdro­wot­nych punk­tów orien­ta­cyj­nych, wyzna­cza­ją­cych ele­menty szcze­gól­nie ważne i nada­jące życiu zna­cze­nie. Nawet we współ­cze­snych cza­sach pamię­tamy z dzie­ciń­stwa wiele takich zna­czą­cych momen­tów. Przy­po­mnij sobie swoje dora­sta­nie. Zwróć uwagę, jak jasno odli­czało się upływ czasu – od lek­cji szkol­nych po zna­cze­nie nada­wane uro­dzi­nom. Spo­tka­nie z kole­gami w szatni przed lek­cjami, nie­dzielne obiady z rodziną, nauka do egza­mi­nów czy zmiany deko­ra­cji świą­tecz­nych w domu bądź mie­ście – każda z tych chwil miała swój wyjąt­kowy cha­rak­ter, wykra­cza­jący poza pozy­tywne czy nega­tywne sko­ja­rze­nia. Bez względu na to, jakie były twoje pry­watne rytu­ały, ich obec­ność wpły­wała na odczu­wa­nie upływu czasu i zmian pór roku. Wytwa­rzały one poczu­cie ocze­ki­wa­nia na coś lub domknię­cia wyda­rzeń, które minęły. Poma­gały okre­ślić miej­sce zaj­mo­wane w przy­ro­dzie i przy­go­to­wać się na przy­szłość.

Zasta­nów się, jakie rytu­ały są teraz obecne w twoim życiu. Nie­stety wraz z cyfry­za­cją świata coraz wię­cej cykli bywa zakłó­co­nych i coraz trud­niej o ele­menty stałe i nie­zmienne. Rza­dziej widu­jemy się z ludźmi na żywo, z tru­dem roz­po­zna­jemy wska­zówki zwią­zane ze słoń­cem i porą roku, a nasze zmy­sły i intu­icja nie potra­fią już podej­mo­wać decy­zji korzyst­nych dla naszego zdro­wia. Być może pod­trzy­mu­jemy pewne tra­dy­cje, ponie­waż święta i pogoda raczej się nie zmie­niają. Hoł­du­jemy jed­nak w naszej kul­tu­rze cią­głej pro­duk­tyw­no­ści, co nie sprzyja zwol­nie­niu i dawa­niu sobie prze­strzeni na czu­cie.

SAMO­OB­SER­WA­CJA

Jakich obec­nie prze­strze­gasz zwy­cza­jów, rytu­ałów i tra­dy­cji? Czy robisz coś zawsze rano, w środku dnia i wie­czo­rem? Wyobraź sobie per­fek­cyjny dzień. Jakie codzienne rytu­ały by do niego paso­wały?

Jaką rolę twoja dosza odgrywa w rytu­ałach i zwy­cza­jach?

Jedną z naj­więk­szych korzy­ści ze zna­jo­mo­ści swo­jej doszy lub kon­sty­tu­cji jest moż­li­wość prze­wi­dy­wa­nia zagad­nień, które w prze­ciw­nym razie wyma­ga­łyby od nas lat przy­glą­da­nia się sobie. Twoje sła­bo­ści stają się oczy­wi­ste. Wie­dza ta nie gwa­ran­tuje zapo­bie­ga­nia cho­ro­bom, życia bez stresu czy uni­ka­nia wszel­kich prze­ciw­no­ści, lecz daje moż­li­wość przy­go­to­wa­nia się na nie. To tro­chę jak pako­wa­nie się na urlop. Możesz spraw­dzić pro­gnozę pogody i zabrać wszystko, co może się przy­dać. Ale i tak bywa, że zła­pie cię deszcz, gdy miało być sło­necz­nie. Twoja dosza to wska­zówka, że może i tak na wszelki wypa­dek warto zabrać para­solkę. Jeśli wiesz, czego potrze­bu­jesz i ku czemu cię cią­gnie, możesz lepiej postę­po­wać w przy­szło­ści. Ana­lo­gicz­nie do trzech kon­sty­tu­cji w ajur­we­dzie ist­nieją też trzy ogólne men­tal­no­ści wpły­wa­jące na podej­ście do rytu­ałów, rutyny i struk­tury. Możesz świet­nie paso­wać do jed­nej z nich albo dostrzec, że wię­cej niż jedna opi­suje twoje podej­ście, podob­nie jak ma to miej­sce w przy­padku dosz.

Vata: Potrze­bu­jesz struk­tury, ale bro­nisz się przed nią

Vata, dosza eteru i powie­trza, jest w cią­głym ruchu. Jeśli z natury dążysz do zmian i spon­ta­nicz­no­ści, zwy­kle będziesz też natu­ral­nie uni­kać rutyny. Vata przy­po­mina stan gazowy – bez ogra­ni­cza­ją­cego ją pojem­nika nie może przy­brać formy ani kształtu. Ozna­cza to, że vaty naj­bar­dziej sko­rzy­stają na struk­tu­rze.

Jeśli trudno ci podej­mo­wać decy­zje, masz pro­blemy z kon­cen­tra­cją na jed­nym zada­niu i nie­ła­two jest ci reali­zo­wać zobo­wią­za­nia, być może świad­czy to o wewnętrz­nej skłon­no­ści do oporu wzglę­dem struk­tur lub potrze­bie wdro­że­nia usta­lo­nego zestawu rytu­ałów. Jeśli zauwa­żasz nie­chęć na myśl o włą­cze­niu do swo­jego dnia sys­te­ma­tycz­no­ści i zapla­no­wa­nych czyn­no­ści, pamię­taj: struk­tura daje pole do zabawy, a har­mo­no­gram czy plan ozna­cza, że będzie mniej momen­tów, kiedy trzeba podej­mo­wać decy­zje, które budzą w tobie natu­ralny opór. Jeśli pozwo­lisz sobie na ugrun­to­wa­nie i prze­strze­ga­nie cyklu początku i końca dnia, mię­dzy tymi chwi­lami łatwiej będzie o sku­tecz­ność i wydaj­ność. Dzięki temu będziesz mieć wię­cej prze­strzeni na reali­za­cję swo­ich potrzeb.

 

Pitta: Uwiel­biasz sche­maty i rutynę, ale grozi ci nad­miar struk­tur

Dosza pitta, kon­sty­tu­cja ognia i wody, wspa­niale radzi sobie w zor­ga­ni­zo­wa­nym, dzia­ła­ją­cym jak w zegarku śro­do­wi­sku oraz ceni prze­strze­ga­nie pole­ceń i posza­no­wa­nie dla rytu­ałów. Pitty uwiel­biają logikę, więc mają swoje usta­lone sche­maty. Wie­dzą, czego chcą, i lubią mieć kon­trolę nad sytu­acją. Uwa­żają, że ich spo­sób reali­za­cji zadań jest naj­lep­szy, i chcą, by wszy­scy się z nimi zga­dzali.

Warto pogra­tu­lo­wać im dys­cy­pliny i siły woli, ale takie podej­ście ma swoje skutki. Nie­ko­niecz­nie nastąpi to od razu, ale może przyjść chwila, gdy to twoje nawyki zaczną rzą­dzić tobą, a nie odwrot­nie. Jeśli żyjesz tylko w ramach usta­lo­nego rusz­to­wa­nia, twój kalen­darz i har­mo­no­gram mogą stać się klap­kami na oczy. Twoje struk­tury mogą oka­zać się zbyt sztywne, a brak wol­nego czasu nie pozwoli na odpo­wied­nią rege­ne­ra­cję. Być może nawet chwile dba­nia o sie­bie staną się raczej punk­tem do odha­cze­nia niż swo­bod­nym wyra­zem miło­ści do samego sie­bie. Jeśli pociąga cię pomysł doda­nia kolej­nego wyzwa­nia, nowej listy zadań do wyko­na­nia i wpi­sa­nia następ­nych punk­tów do kalen­darza, uwa­żaj na nad­miar rygoru.

Kapha: Twoja rutyna wymaga co pewien czas odświe­że­nia, ale nie lubisz zmian

Żywioły wody i ziemi skła­da­jące się na doszę kapha spra­wiają, że tę kon­sty­tu­cję trudno jest skło­nić do zmian. Może to wyni­kać z nostal­gii lub lęku przed nie­pew­no­ścią. Kaphom zda­rza się więc utknąć w danym miej­scu na dobre. Robisz wów­czas zawsze to samo bez względu na oko­licz­no­ści, bo nie chcesz zuży­wać ener­gii na zmianę, która nie wydaje ci się konieczna. A jed­nak ta sta­tyczna dosza czer­pie wiele korzy­ści z żywio­ło­wych aktyw­no­ści. Odro­bina uroz­ma­ice­nia pozy­tyw­nie przy­czy­nia się do jej rów­no­wagi.

SAMO­OB­SER­WA­CJA

Jak zwy­kle reagu­jesz na rutynę i ini­cjo­wa­nie nowych zwy­cza­jów? Co pomo­głoby ci w utrzy­ma­niu codzien­nych rytu­ałów?

Choć zmian nie powinno się wymu­szać (i w ogóle raczej nie da się do nich zmu­sić), pamię­taj o zja­wi­sku aku­mu­la­cji. To, czego potrze­bu­jemy do samo­re­ali­za­cji, zmie­nia się wraz z nami i naszym roz­wo­jem. Por­cja lodów przed snem mogła być dobrym zwy­cza­jem dla dziecka, a wyj­ście po kawę w środku nocy sta­no­wiło cudowne doświad­cze­nie na stu­diach. Lecz czy twoje dzi­siej­sze potrzeby są takie jak wtedy? Pew­nie nie. Nasze śro­do­wi­sko wewnętrzne i zewnętrzne zmie­nia się, a brak ela­stycz­no­ści lub woli zmian koniecz­nych, by za nim nadą­żyć, może pogar­szać nasz stan.

Wszy­scy mamy swoje wła­sne zma­ga­nia z utrzy­ma­niem rutyny i rytu­ałów. Choć inni mogą sta­no­wić inspi­ra­cję, naj­waż­niej­sze jest zna­le­zie­nie podej­ścia pasu­ją­cego do cie­bie.

ROZ­DZIAŁ 5

Rytu­ały dzienne

Prak­tyki na rzecz świa­do­mego roz­po­czy­na­nia dnia i spraw­nego prze­cho­dze­nia mię­dzy jego eta­pami


Jedną z naj­moc­niej­szych stron ajur­wedy jest zapo­bie­ga­nie cho­ro­bom i utrzy­my­wa­nie zdro­wia, a siłą nowo­cze­snej medy­cyny jest lecze­nie dole­gli­wo­ści, które już się roz­wi­nęły. Oba podej­ścia są konieczne w kom­plek­so­wym modelu zdro­wia. Potrze­bu­jemy ochrony zdro­wia zarówno w wymia­rze zapo­bie­gaw­czym, jak i doraź­nym. Per­spek­tywy ajur­wedy i nowo­cze­snej medy­cyny są zgodne, że zdro­wie to nie tylko brak cho­rób, lecz rów­nież osią­gnię­cie rów­no­wagi w dobro­sta­nie umy­słu, ciała i ducha. Ważne jest to, co robimy, by osią­gnąć ten cel, a także pora wyko­ny­wa­nia tych czyn­no­ści.

Pro­fi­lak­tyka jest natu­ralna dla ajur­wedy. Do tra­dy­cji tej należy sze­roko zakro­jona codzienna rutyna. Zakłada się, że osoby prak­ty­ku­jące tę rutynę będą się cie­szyć zdro­wiem. Takie podej­ście nazywa się w san­skry­cie swa­stha­vritta. Poję­cie to nie ozna­cza dowol­nych zwy­cza­jów, które nazwiemy „zdro­wymi”. Mówi ono raczej o prze­strze­ga­niu wyma­gań naszej natury i obo­wiąz­kach koniecz­nych do osią­gnię­cia stanu rów­no­wagi.

Rutyna ajur­we­dyj­ska jest wie­lo­wy­mia­rowa. Zawiera zale­ce­nia doty­czące dnia (6.00–18.00), nocy (18.00–22.00) i poszcze­gól­nych pór roku. Nazywa się je odpo­wied­nio dina­cha­rya, ratri­cha­rya i ritu­cha­rya. W sta­ro­żyt­nych tek­stach ajur­we­dyj­skich rytu­ały te opi­suje się w spo­sób zachwy­ca­jąco szcze­gó­łowy, daleko wykra­cza­jący poza listę zadań do odha­cze­nia. Siła rytu­ałów nie tkwi po pro­stu w zała­twie­niu danych czyn­no­ści. Są sku­teczne, gdy połą­czy się czas ich wyko­ny­wa­nia, kolej­ność i inten­cje ich reali­za­cji.

Z roz­działu 2 wiesz już, jakie są typowe dla cie­bie wzorce dzia­ła­nia, a roz­dział 4 nakie­ro­wał cię na to, jakie masz podej­ście do sta­łych zwy­cza­jów. Teraz możesz się przyj­rzeć, jak wygląda twój dzień w porów­na­niu z zale­ce­niami ajur­we­dyj­skimi. Zaczniemy od dina­cha­ryi, czyli rutyny dzien­nej, którą mogą bez­piecz­nie zacząć reali­zo­wać wszy­scy, choć ist­nieją pewne prze­ciw­wska­za­nia i mody­fi­ka­cje w zależ­no­ści od kon­sty­tu­cji lub wystę­pu­ją­cej nie­rów­no­wagi. Dina­cha­rya zawiera naj­dłuż­szą listę rytu­ałów, ponie­waż obej­muje kroki do odświe­że­nia się po noc­nym pozby­wa­niu się tok­syn pod­czas snu. Dzięki niej możemy zacząć dzień ze spraw­nie dzia­ła­ją­cym cia­łem i umy­słem. Nie­które z tych kro­ków łatwiej jest reali­zo­wać we współ­cze­snym świe­cie, a inne są nieco trud­niej­sze. Nie możemy wypo­wia­dać się za auto­rów tek­stów sprzed tysięcy lat, ale wydaje się, że wię­cej uwagi poświę­cali dba­niu o sie­bie niż pracy. Wymaga się od nas, byśmy dzia­łali coraz szyb­ciej i coraz pro­duk­tyw­niej, więc może nam nie star­czać godzin w ciągu dnia, by zreali­zo­wać wszyst­kie rytu­ały. Nie powinno nas to jed­nak znie­chę­cać do spró­bo­wa­nia nie­któ­rych z nich. Waż­niej­sze jest, by robić, co się da, niż mar­twić się o to, czego nie zdą­żymy czy nie jeste­śmy w sta­nie robić kon­se­kwent­nie.

Stan­dar­dowa dina­cha­rya obej­muje rytu­ały opi­sane poni­żej.

WSTA­WA­NIE PRZED ŚWI­TEM (LUB RAZEM ZE SŁOŃ­CEM – OKOŁO 5.00–7.00)

Sta­ro­żytne tek­sty ajur­we­dyj­skie zale­cają wsta­wa­nie przed świ­tem, a dokład­nie pół­to­rej godziny przed wscho­dem słońca. Wynika to z faktu, że uznaje się ten moment za naj­bar­dziej owocny, a zatem naj­lep­szy na medy­ta­cję, zdo­by­wa­nie wie­dzy i samo­ob­ser­wa­cję.

Z całym sza­cun­kiem dla sta­ro­żyt­nych auto­rów, ten pierw­szy pro­po­no­wany rytuał w ciągu dnia zdaje się zbyt sta­ro­świecki (szcze­gól­nie dla noc­nych mar­ków) i nie­zbyt reali­styczny, szcze­gól­nie na początku. O ile nie masz ku temu dobrego powodu, na przy­kład gdy wymaga tego praca lub trzeba kogoś zawieźć na lot­ni­sko, praw­do­po­dob­nie prze­sy­piasz tę porę dnia i raczej tak pozo­sta­nie. Jasne. Warto jed­nak roz­wa­żyć, co można zyskać dzięki tym wcze­snym (lub wcze­śniej­szym) godzi­nom poranka.

Prze­ży­wa­nie poran­nych godzin, któ­rymi rzą­dzi vata, nadaje począt­kowi dnia dyna­mikę. Ajur­weda i medy­cyna zachod­nia są zgodne – to naj­bar­dziej natu­ralna pora dnia na wypróż­nie­nie i odda­nie moczu. Wcze­sne wsta­wa­nie może ozna­czać mniej­sze zróż­ni­co­wa­nie w wydaj­no­ści i łatwo­ści tra­wie­nia.

Wsta­wa­nie ze słoń­cem ozna­cza rów­nież ela­stycz­ność w zależ­no­ści od pory roku. Wcze­śniej­sze wschody słońca i dłuż­szy dzień dają latem poczu­cie wol­no­ści. Budzisz się wcze­śniej, więc masz wię­cej czasu na pracę, zabawę i wszel­kie aktyw­no­ści, do któ­rych cią­gnie cię let­nią porą. Zimą dzięki póź­niej­szym wscho­dom słońca możesz dłu­żej odpo­czy­wać, a krót­sze dni spra­wiają, że jest wię­cej czasu na sen.

MEDY­TA­CJA

Bez względu na to, czy nazy­wasz to modli­twą, medy­ta­cją czy higieną umy­słową, uważny bez­ruch naj­ła­twiej osią­gnąć wcze­śnie rano. Pora­nek to naj­po­myśl­niej­sza pora dnia (ozna­cza to, że nacho­dzą cię pozy­tywne myśli). A poza tym wcze­śnie rano nasz umysł nie miał jesz­cze czasu na roz­po­czę­cie goni­twy myśli, więc medy­ta­cja bez huś­tawki emo­cji sta­nowi mniej­sze wyzwa­nie. Wiele osób wyobraża sobie medy­ta­cję jako sie­dze­nie po turecku na poduszce w ciszy i bez­ruchu. Nie musisz zaj­mo­wać tej wyide­ali­zo­wa­nej pozy­cji. Niech twoja prak­tyka cię pro­wa­dzi. Jeśli wystar­czy ci sie­dze­nie na łóżku z zamknię­tymi oczami przez kilka minut, to dobrze. Jeśli sądzisz, że potrze­bu­jesz wska­zó­wek i masz apli­ka­cję lub nagraną medy­ta­cję pro­wa­dzoną – sko­rzy­staj z tych narzę­dzi. Liczy się prak­tyka, a nie jej wynik czy metoda.

OCZYSZ­CZA­NIE JĘZYKA

Przed jedze­niem, piciem, myciem zębów lub płu­ka­niem ust ole­jem bądź pły­nem do higieny jamy ust­nej należy wyczy­ścić język. Nie cho­dzi tu tylko o higienę jamy ust­nej. Język, podob­nie jak skóra, sta­nowi ważny wskaź­nik stanu zdro­wia w zakre­sie tra­wie­nia i nie tylko. Po pierw­sze należy przyj­rzeć się języ­kowi po nocy, zanim pojawi się na nim cokol­wiek innego. Pod­sta­wową sprawą jest nalot na języku. Możesz się z niego dowie­dzieć, czy twój agni, czyli ogień tra­wienny, jest mało wydajny, co skut­kuje poja­wia­niem się amy. Ozna­cza to powsta­wa­nie tok­sycz­nego osadu z tego, co pozo­stało nie­stra­wione, zarówno w ciele, jak i w umy­śle. Cza­sem można go zoba­czyć, a na języku nawet poczuć węchem. Nie­kiedy jest nie­wi­doczny, jak w przy­padku doświad­czeń emo­cjo­nal­nych, które nie zostały prze­pra­co­wane i się nawar­stwiają.

Nie zawsze znaj­dziesz na języku i zeskro­biesz z niego widoczną war­stwę nalotu, lecz jeśli mie­rzysz się z pro­ble­mami tra­wien­nymi, jest szansa, że język coś ci powie. Cechy nalotu dadzą ci wgląd w to, co dzieje się głę­biej w prze­wo­dzie pokar­mo­wym.

Umiej­sco­wie­nie

Jeśli war­stwa nalotu poja­wia się tylko z tyłu języka, ozna­cza to, że nie wyda­lasz w pełni przy każ­dym wypróż­nie­niu, a odpady pozo­stają w jeli­cie gru­bym. Nalot głów­nie na środku języka jest zna­kiem, że w żołądku i jeli­cie cien­kim gro­ma­dzą się tok­syny lub nie­wchło­nięta bądź nie­stra­wiona żyw­ność.

Barwa

Jeśli nalot jest pie­ni­sty lub jasno­brą­zowy, ozna­cza to nie­rów­no­wagę vaty (nagro­ma­dzo­nego żywiołu powie­trza) i słaby lub zmienny ogień tra­wienny. Rów­no­wagę przy­wróci ogra­ni­cze­nie suro­wej lub wysu­sza­ją­cej żyw­no­ści (sucha­rów, chip­sów, fasoli lub kawy). Żółty, poma­rań­czowy lub zie­lony nalot wiąże się z nad­mia­rem pitty (żywiołu ognia) i zbyt gorąco pło­ną­cym ogniem tra­wiennym. Należy ogra­ni­czyć pikantne, kwa­śne i słone potrawy. Wresz­cie biały nalot poka­zuje wzrost kaphy (żywioł ziemi) i jest zna­kiem, że tra­wie­nie jest spo­wol­nione. Warto wtedy jeść mniej cięż­kiej żyw­no­ści, takiej jak sło­dy­cze i nabiał.

Gru­bość

Jeśli cią­gle (codzien­nie przez dwa tygo­dnie) znaj­du­jesz grubą war­stwę nalotu, gro­ma­dzi ci się ama. Ama jest czymś, czego warto mieć świa­do­mość, ponie­waż pro­wa­dzi ona do blo­kad, sta­gna­cji i osła­bie­nia odpor­no­ści. To wła­śnie na języku możesz zacząć dostrze­gać amę, bez względu na to, czy jej źró­dłem są emo­cje, czy tra­wie­nie.

Gdy skoń­czysz spraw­dzać stan ciała przez bada­nie języka, możesz zacząć go czy­ścić. Zamiast korzy­stać ze szczo­teczki, zain­we­stuj w skro­baczkę do języka. Jest warta swo­jej ceny (mak­sy­mal­nie około 40 zło­tych). Wyż­szość skro­baczki nad szczo­teczką polega na tym, że po wyko­na­niu peł­nego prze­jazdu po języku dokład­nie widzisz, co się na nim zbiera. Skro­baczki wyko­ny­wane są z róż­nych metali pasu­ją­cych do róż­nych dosz. Sre­bro ma cha­rak­ter chło­dzący i popra­wia siłę, więc jest naj­lep­sze dla osób z domi­nu­jącą vatą i pittą, a miedź jest typo­wym wybo­rem dla kaphy, ponie­waż ma cha­rak­ter toni­zu­jący (czyli może przy­wró­cić ener­gię i spro­wa­dzić ją do tka­nek i narzą­dów). Stal nie­rdzewna jest dobrym wybo­rem dla każ­dej z dosz. Wszyst­kie te metale mają także dzia­ła­nie anty­bak­te­ryjne, więc choć musisz czy­ścić skro­baczkę, jej mate­riał broni się przed zaraz­kami, które gro­ma­dzą się na wło­siu szczo­teczki.

 

Zacznij od tyłu, naci­skaj lekko i zeskro­buj śro­dek języka, pozby­wa­jąc się war­stwy tok­syn nagro­ma­dzo­nych przez noc. Powtórz tę samą czyn­ność z lewej i pra­wej strony języka, zawsze wyko­nu­jąc ruch z tyłu do przodu. Powtórz zeskro­by­wa­nie środka i obu stron języka kil­ka­krot­nie, pozwa­la­jąc, by nalot się zbie­rał, a następ­nie opłucz skro­baczkę do czy­sta. Pamię­taj, że czysz­cze­nie języka to oddzielny rytuał od ssa­nia oleju (czyli płu­ka­nia ust ole­jem), które należy wyko­nać po śnia­da­niu.

Gdy usu­niesz nalot z języka, natych­miast zaczy­nasz sil­niej odczu­wać smaki. To klu­czowy aspekt zdro­wego tra­wie­nia, gdyż wszystko, co spo­ży­wamy, tra­wione jest ina­czej. Wła­ści­wie dzia­ła­jący zmysł smaku wysyła ciału sygnały: „hej, zje­dli­śmy coś słod­kiego!”, „uwaga, idzie sporo soli!”. Dzięki temu ciało może przy­go­to­wać się na tra­wie­nie tego, co je czeka. Nie wspo­mi­na­jąc o tym, że prak­tyka czysz­cze­nia języka wpro­wa­dza ruty­nowy zwy­czaj przy­glą­da­nia się języ­kowi. Możemy z niego wyczy­tać, co dzieje się ze zdro­wiem tra­wien­nym, tak by zawczasu dostrzec objawy, które mogły jesz­cze nie poja­wić się w innych obsza­rach ciała.

PŁU­KA­NIE TWA­RZY I OCZU

Co może łatwo obu­dzić rano? Dobrze spraw­dza się prze­my­cie twa­rzy wodą lub odro­biną hydro­latu roślin­nego (wody z esen­cją roślinną), na przy­kład róża­nego albo ogór­ko­wego. Jeśli masz rano pro­blem z ospa­ło­ścią albo opuch­niętą twa­rzą, prze­nieś ten etap poran­nych rytu­ałów bli­żej pobudki. Dzięki temu naprawdę się obu­dzisz, co da ci goto­wość na wyko­na­nie pozo­sta­łych rytu­ałów.

Możesz poświę­cić twa­rzy wię­cej uwagi, doda­jąc pod­sta­wową prak­tykę płu­ka­nia oczu. O ile nie nosisz socze­wek albo nie cier­pisz na cho­robę oczu, pew­nie nie zwra­casz zbyt dużej uwagi na dba­nie o ten narząd. A cza­sem pew­nie zwy­czaj ten ogra­ni­cza się (oby!) do mycia czy zmiany socze­wek. Ponie­waż zbyt dużo korzy­stamy z ekra­nów i wysta­wiamy się na zanie­czysz­cze­nia śro­do­wi­ska, warto poświę­cić wię­cej uwagi temu obsza­rowi.

Podob­nie jak warto zwra­cać uwagę na to, co jesz lub nakła­dasz na skórę, należy też zacho­wać szcze­gólną ostroż­ność w kwe­stii pre­pa­ra­tów do mycia oczu. Naj­prost­szą moż­li­wo­ścią jest prze­my­cie ich wodą pod prysz­ni­cem lub pod­czas mycia twa­rzy. Te roz­wią­za­nia jak naj­bar­dziej dzia­łają, ale zasto­so­wa­nie kie­liszka do płu­ka­nia oczu i spe­cjal­nego roz­tworu może zaowo­co­wać więk­szym kom­for­tem i lep­szymi efek­tami. Jeśli uży­wasz wody, naj­lep­sza będzie ta fil­tro­wana. Inne roz­twory sto­so­wane do lecze­nia oczu rów­nież muszą być jak naj­czyst­sze. Na przy­kład zio­łową recep­turę tri­phala (patrz: słow­nik ziół) można przy­go­to­wać jako wywar, her­batę lub płyn do płu­ka­nia oczu. Gdy chcesz użyć jej do oczu, warto poszu­kać jak naj­czyst­szej, orga­nicz­nej tri­phali, a także zadbać, by wystar­cza­jąco odce­dzić wywar, żeby żadne frag­menty nie pozo­stały w pły­nie i nie podraż­niły oka. Hydro­lat różany także jest świet­nym pre­pa­ra­tem nawil­ża­ją­cym i łago­dzą­cym do oczu, ale rów­nież należy zadbać o jego naj­wyż­szą jakość.

PŁU­KA­NIE PRZE­WO­DÓW NOSO­WYCH – DZBA­NU­SZEK NETI

Jeśli cier­pisz na aler­gie lub powra­ca­jące infek­cje gór­nych dróg odde­cho­wych – albo po pro­stu chcesz móc z łatwo­ścią wyko­ny­wać pełne i czy­ste odde­chy – dodaj do listy zaku­pów dzba­nu­szek neti.

Płu­ka­nie nosa, czyli jala neti, jest prak­tyką oczysz­cza­jącą, łago­dzącą i uwal­nia­jącą blo­kady w prze­wo­dach noso­wych, co popra­wia ogólne zdro­wie układu odde­cho­wego. Dzba­nu­szek neti to naczy­nie wyglą­da­jące jak imbry­czek, słu­żące do łagod­nej iry­ga­cji kana­łów noso­wych. Płu­ka­nie polega na wpusz­cza­niu do jed­nego noz­drza roz­tworu soli fizjo­lo­gicz­nej, która wylewa się następ­nie dru­gim. Ist­nieją alter­na­tywne roz­wią­za­nia do płu­ka­nia nosa, naj­czę­ściej w ści­ska­nych butel­kach. Podob­nie jed­nak jak w przy­padku skro­baczki do języka, dzba­nu­szek neti jest wart swo­jej ceny. Woda prze­pływa w nim łagod­niej, niż gdy wyci­ska się ją z butelki, dzięki niemu możemy także zre­zy­gno­wać z nie­po­trzeb­nych pla­sti­ko­wych pro­duk­tów. Dzba­nuszki neti są na tyle popu­lar­nym roz­wią­za­niem, że można je zna­leźć w dziale pro­duk­tów higie­nicz­nych w więk­szo­ści skle­pów z żyw­no­ścią orga­niczną i natu­ral­nych dro­ge­rii. Wymie­szaj około ¼ łyżeczki nie­jo­do­wa­nej soli z mniej wię­cej 240 ml cie­płej wody desty­lo­wa­nej lub fil­tro­wa­nej. Możesz też kupić sól prze­zna­czoną spe­cjal­nie do dzba­nuszka neti. Ta odmiana łatwo się roz­pusz­cza, nie wywo­łuje wra­że­nia pie­cze­nia i nie zawiera kon­ser­wan­tów, któ­rych sta­rasz się prze­cież uni­kać w żyw­no­ści. Dopil­nuj, by woda i naczy­nie były odka­żone – nie chcesz wpro­wa­dzić do zatok bak­te­rii ani wiru­sów.

Możesz płu­kać nos nad zle­wem lub pod prysz­ni­cem. Włóż dzió­bek dzba­nuszka neti do noz­drza. Pochyl lekko głowę do przodu i zacznij powoli prze­chy­lać dzba­nu­szek i głowę w stronę nie­za­ję­tego noz­drza. Pozo­stań w tej pozy­cji, póki nie poczu­jesz, że płyn wpływa do jed­nego noz­drza i wypływa dru­gim. Oddy­chaj ustami. Wróć głową do nor­mal­nej pozy­cji i wyj­mij dzió­bek. Zrób kil­ka­krot­nie wydech nosem, by wydmu­chać z niego cały płyn. Powtórz cały pro­ces po dru­giej stro­nie.

Choć modelka z obrazka na opa­ko­wa­niu dzba­nuszka neti może wyglą­dać na zachwy­coną, zanim się przy­zwy­cza­isz, płu­ka­nie zatok bywa nieco nie­kom­for­towe. Jeśli trudno ci spra­wić, by płyn wypły­nął drugą dziurką, i masz wra­że­nie, że tylko ci od tego gorzej (albo poja­wiają się złe wspo­mnie­nia z nur­ko­wa­nia w base­nie), daj sobie z tym spo­kój. Pamię­taj też, że płu­ka­nie neti lub jaka­kol­wiek inna forma płu­ka­nia zatok nie łączy się za dobrze z prak­tyką ole­jo­wa­nia prze­wo­dów noso­wych, zwaną nasya (omó­wimy ją na s. 70). Zda­jesz sobie na pewno sprawę, że olej i woda nie mie­szają się ze sobą. Jeśli nie dopil­nu­jesz, by w zato­kach nie pozo­stała woda, olej i woda mogą stać się pożywką dla aler­ge­nów i cho­rób.

PICIE CIE­PŁEJ WODY

Po noc­nej rege­ne­ra­cji i oczysz­cza­niu z tok­syn twoje ciało może potrze­bo­wać pomocy z przy­go­to­wa­niem się na przy­ję­cie paliwa na kolejny dzień. Pierw­szym, co należy spo­żyć, przed kawą i żyw­no­ścią w sta­nie sta­łym, jest woda.

Ajur­weda nie zaleca picia ogrom­nych ilo­ści wody ani innych pły­nów, ponie­waż pro­wa­dzi to do uga­sze­nia ognia tra­wien­nego. Wypi­cie więk­szej ilo­ści wody za jed­nym razem z samego rana ma jed­nak odwrotne dzia­ła­nie. Woda, szcze­gól­nie cie­pła i gorąca, przy­go­to­wuje układ tra­wienny do dzia­ła­nia – przy­po­mnij sobie zasady doty­czące tem­pe­ra­tury pły­nów z roz­działu 2. Wypi­ja­jąc około 480 ml wody po prze­bu­dze­niu, wspie­rasz wła­ściwe wypróż­nie­nie i tra­wie­nie żyw­no­ści, którą zjesz w ciągu dnia. O innych porach dnia raczej sącz małe ilo­ści pły­nów.

Zawsze można wzmoc­nić wła­ści­wo­ści oczysz­cza­jące wody – na przy­kład pić z mie­dzia­nego kubka. Przed pój­ściem spać napeł­nij wodą mie­dziany kubek (upew­nij się, że w środku też jest pokryty mie­dzią). Przez noc do wody prze­nik­nie tera­peu­tyczna ilość mie­dzi, więc gdy wypi­jesz zawar­tość rano, napój ten będzie czymś bar­dziej lecz­ni­czym niż zwy­kła woda. Więk­sze ilo­ści mie­dzi mogą być tok­syczne, ale w tej prak­tyce służy ona jako śro­dek oczysz­cza­jący krew, ogra­ni­cza­jący zapa­le­nia i łago­dzący ból sta­wów, a także poma­ga­jący w oczysz­cza­niu skóry.

Cytryna też może wzbo­ga­cić twój poranny napój. Choć sama cytryna ma odczyn kwa­sowy, w ciele jej dzia­ła­nie pro­wa­dzi do więk­szej zasa­do­wo­ści. A zatem doda­nie pla­sterka cytryny lub wci­śnię­cie świe­żego soku z cytryny do wypi­ja­nej wody pod­nosi odczyn ciała. Wyż­sza war­tość pH ozna­cza nato­miast śro­do­wi­sko lepiej przy­sto­so­wane do zwal­cza­nia cho­rób (natu­ral­nie nasze ciało ma odczyn nieco zasa­dowy, około 7,4 na skali pH). Cytryna może też poma­gać w tra­wie­niu, ponie­waż uła­twia roz­bi­ja­nie tłusz­czu i może zwięk­szyć prze­pływ żółci.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?