AjurwedaTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  Okładka

2  Strona tytułowa

3  Strona redakcyjna dr Suhas Kshir­sa­gar Natura lecze­nia

4  Kon­se­kwent­nie, cyklicz­nie, zna­cząco Ajur­weda: Roz­po­zna­nie potrzeby zmiany Cho­dzi o czas

5  Rytu­ały dla każ­dego Twój dzień cię okre­śla Rytu­ały dzienne Rytu­ały wie­czorne Rytu­ały zwią­zane z porami roku

6  Pod­stawy uda­nych rytu­ałów Twój budżet ener­ge­tyczny Utrzy­ma­nie kie­runku

7  Rytu­ały zależne od samo­po­czu­cia Skąd się biorą cho­roby Rytu­ały lecz­ni­cze Cykl koń­cowy Dzien­nik rytu­ałów Przy­datne linki Słow­nik ziół Słow­nik pojęć ajur­we­dyj­skich Podzię­ko­wa­nia O autorce

Tytuł ory­gi­nału: The Ayurve­dic Self-Care Hand­book: Holi­stic Healing Ritu­als for Every Day and Season

Redak­cja: Iga Kruk-Żuraw­ska

Pro­jekt okładki: Sarah Smith

Adap­ta­cja okładki: KAV Stu­dio Pola Rusi­ło­wicz

Pro­jekt lay­outu: Sarah Schne­ider

Ilu­stra­cje: Beth Bugler

Zdję­cie autorki: Suzanne Corum-Rich

Korekta: Beata Wój­cik, Monika Łobo­dziń­ska-Pie­truś

Redak­tor ini­cju­jąca: Domi­nika Duda­rew-Osiecka

Copy­ri­ght © 2019, 2021 by Sarah Kucera

Ori­gi­nally publi­shed in the U.S. in 2019 by The Expe­ri­ment, LLC. This edi­tion publi­shed by arran­ge­ment with The Expe­ri­ment, LLC.

Fore­word copy­ri­ght © 2019 by dr Suhas Kshir­sa­gar

Copy­ri­ght © for the Polish trans­la­tion by Monika Grze­lak, 2021

Copy­ri­ght © for the Polish edi­tion by Wydaw­nic­two Czarna Owca, War­szawa 2021

Wyda­nie I

ISBN 9788381438193


Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer.

Dedy­kuję tę książkę wszyst­kim swoim pacjen­tom i uczniom.

Bez względu na to, czy spo­tka­li­śmy się na jed­nych zaję­ciach bądź jed­nej wizy­cie, czy widy­wa­li­śmy się wie­lo­krot­nie przez lata, ufa­li­ście mi jako Waszemu prze­wod­ni­kowi. Byłam Waszą nauczy­cielką, ale też uczy­łam się od Was.

Jestem Wam za to bar­dzo wdzięczna.

PRZED­MOWA

dr Suhas Kshir­sa­gar

Ajur­weda. Pod­ręcz­nik dba­nia o sie­bie ofe­ruje wspa­niały wzo­rzec, dzięki któ­remu łatwiej będzie odzy­skać kon­trolę nad wła­snym zdro­wiem i dobro­sta­nem. Naj­now­sze bada­nia medyczne wska­zują zgod­nie, że dieta roślinna, sen, ćwi­cze­nia, medy­ta­cja i sku­teczne radze­nie sobie ze stre­sem sta­no­wią klu­czowe ele­menty zapew­nia­jące zdro­wie na co dzień. Medy­cyna ajur­we­dyj­ska to naj­lep­szy sys­tem pozwa­la­jący zin­te­gro­wać wszyst­kie te aspekty. Ajur­weda sta­nowi w isto­cie naukę i sztukę dłu­go­wiecz­no­ści.

W ramach medy­cyny zna­leź­li­śmy się na roz­drożu. Musimy ponow­nie zro­zu­mieć praw­dziwe zna­cze­nie pro­fi­lak­tyki, co ozna­cza, że powin­ni­śmy sami uczest­ni­czyć w dba­niu o swoje zdro­wie i podej­mo­wać odpo­wie­dzialne decy­zje. Wszyst­kie sta­ro­żytne kul­tury rozu­miały, jak ważne są rytu­ały tro­ski o sie­bie. Pre­cy­zyj­nie dobie­rano je do faz księ­życa, zmian pór roku, świąt i życia we wspól­no­cie. Prze­ży­wano je w spo­sób zdrowy, a dobro­stan spo­łecz­no­ści oparty był na zrów­no­wa­żo­nych mode­lach życia.

Naj­now­sze bada­nia naukowe w dzie­dzi­nie chro­no­bio­lo­gii potwier­dzają tę sta­ro­żytną mądrość. Poka­zuje to, że czas zapi­sany jest w naszych genach. Pory, o któ­rych jemy, śpimy i ćwi­czymy, bar­dzo mocno wpły­wają na to, jak tra­wimy świat wokół nas (nie tylko żyw­ność). Prze­kłada się to na zdro­wie fizyczne, emo­cjo­nalne i duchowe. Te naj­śwież­sze zachod­nie bada­nia same w sobie są cie­kawe, ale jed­no­cze­śnie potwier­dzają także sta­ro­żytne zasady ajur­we­dyj­skie doty­czące zwy­cza­jów na dzień, wie­czór oraz poszcze­gólne pory roku i etapy życia. Zaj­mo­wa­łem się tym w moich książ­kach i prak­tyce.

Książka, którą trzy­masz w ręce, może wspa­niale pro­mo­wać miłość do samego sie­bie i odpo­wie­dzial­ność za sie­bie we współ­cze­snym świe­cie. Sarah Kucera jest moją przy­ja­ciółką i kole­żanką z branży, która chęt­nie dzieli się tymi kon­cep­cjami z pacjen­tami i uczniami. Z wykształ­ce­nia zaj­muje się chi­ro­prak­tyką, w któ­rej łączy wie­dzę o ciele z głę­boko intu­icyjną per­spek­tywą jogi i ajur­wedy. Dzięki temu jest w sta­nie roz­po­zna­wać i napra­wiać pier­wotne nie­rów­no­wagi wywo­łu­jące cho­roby oraz zachę­cać ludzi do wzię­cia odpo­wie­dzial­no­ści za wła­sne zdro­wie. Ajur­weda i joga są sio­strza­nymi naukami – obie pro­mują spo­soby na życie pełne ducho­wo­ści i pozba­wione cho­rób. Pro­po­no­wane w ich ramach zale­ce­nia brzmią jed­nak ina­czej niż te, do któ­rych więk­szość z nas jest przy­zwy­cza­jona. Ten sta­ro­żytny sys­tem medy­cyny obej­muje pro­ste prze­pisy na zadba­nie o sie­bie, na przy­kład masaż ole­jem, poranny spa­cer, her­batkę zio­łową, przy­prawy i żyw­ność lecz­ni­czą. Zale­ce­nia te nie tylko zapo­bie­gają nie­rów­no­wa­gom wywo­łu­ją­cym cho­roby, lecz także popra­wiają ogólną jakość i dłu­gość życia.

Choć popu­lar­ność dba­nia o sie­bie rośnie, do nie­dawna kon­cep­cja ta była zupeł­nie nie­obecna na Zacho­dzie. Wraz z postę­pem prze­my­sło­wym i gospo­dar­czym przy­zwy­cza­jono nas do dążeń i zma­gań do tego, by uzy­ski­wać coraz wię­cej i ciężko pra­co­wać. Wiele osób pra­cu­ją­cych zawo­dowo, w szcze­gól­no­ści z poko­le­nia mile­nial­sów, boi się nie­obec­no­ści w biu­rze oraz może zapo­mnieć o waka­cjach i płat­nych urlo­pach. Więk­szość moich pacjen­tów mie­rzy się z tymi pro­ble­mami i wal­czy z roz­cza­ro­wa­niem, wypa­le­niem i depre­sją, które wpły­wają na ich życie zawo­dowe i pry­watne. Oczy­wi­ste jest, że wywiera to bar­dzo nega­tywny wpływ na rodziny i związki. Taki tryb życia utrwala nie­zdrowe pro­por­cje mię­dzy życiem zawo­do­wym a pry­wat­nym, a wio­dące go osoby zanie­dbują swoje potrzeby. Nie możemy kochać innych, jeśli nie kochamy sie­bie.

Wszy­scy chcą być szczę­śliwi – powięk­sza­nie swo­jego szczę­ścia to natu­ralny cel życia. Więk­szość ludzi szuka go na zewnątrz, jed­nak w pew­nym momen­cie zaczy­namy rozu­mieć, że szczę­ście jest sta­nem ducha, a nie czymś, co można osią­gnąć. Nie możemy sobie dobie­rać codzien­nych doświad­czeń. Cza­sem tra­fimy na tęczę, a innym razem na korek w dro­dze do pracy. Można jed­nak zadbać o podej­ście, zgod­nie z któ­rym patrzymy na pozy­tywne strony rze­czy­wi­sto­ści i nie prze­sią­kamy tok­sycz­no­ścią doświad­czeń. Sama ta prak­tyka sprawi, że będziemy bli­żej stanu sat­twicz­nego, czyli zrów­no­wa­żo­nego i szczę­śli­wego. Źró­dłem szczę­ścia w tym sta­nie jest miłość do samego sie­bie.

Miłość do sie­bie można okre­ślić jako doce­nia­nie wła­snego szczę­ścia i dobro­stanu. To akcep­ta­cja, bez­wa­run­kowe wspar­cie i tro­ska. Sta­no­wią one samo jądro współ­czu­cia słu­żą­cego samo­le­cze­niu. Wyma­gają zobo­wią­za­nia się wobec sie­bie oraz chęci roz­po­zna­nia wła­snych potrzeb i ich speł­nie­nia. Musimy pozwo­lić sobie na myśle­nie bez oce­nia­nia i spoj­rze­nie na sie­bie jako osobę inhe­rent­nie war­to­ściową, dobrą i godną szczę­ścia i zdro­wia. Wszystko to musi pocho­dzić od nas samych, a nie z zewnątrz. Jak Sarah jasno i dobit­nie poka­zuje w tej peł­nej serca książce, zgod­nie z filo­zo­fią ajur­we­dyj­ską naj­ła­twiej jest to uzy­skać, dosto­so­wu­jąc się do przy­rody. Natu­ralne bio­rytmy cią­gle wpły­wają na nasz umysł i ciało, więc świa­domy wysi­łek, by wyko­ny­wać rytu­ały codzienne i na poszcze­gólne pory roku, pomoże nam zapo­bie­gać nie­rów­no­wa­gom. Gdy zaczniesz od zhar­mo­ni­zo­wa­nia swo­jego dnia, z cza­sem uda ci się uzy­skać rów­no­wagę w myślach i słu­chać swo­jego ciała. A dzięki temu można zmie­nić swoje życie.

 

Jed­nak praw­dziwy powód, dla któ­rego warto kochać sie­bie i się o sie­bie trosz­czyć, nie jest tak ego­istyczny, jak mogłoby się wyda­wać. Pró­bu­jemy odkryć rów­no­wagę, by uzy­skać więk­szą har­mo­nię w nas samych i wzglę­dem oto­cze­nia. Gdy jeste­śmy zdrowi fizycz­nie, psy­chicz­nie i emo­cjo­nal­nie, nasz dobro­stan prze­nosi się na innych w naszym życiu. Kiedy zaczy­namy akcep­to­wać sie­bie oraz sobie współ­czuć i wyba­czać, sta­jemy się bar­dziej empa­tyczni i tole­ran­cyjni wobec reszty ludz­ko­ści. Spo­sób, w jaki trak­tu­jemy samych sie­bie, wysyła rów­nież bar­dzo istotną wia­do­mość do naszych przy­ja­ciół, rodziny, a nawet całego spo­łe­czeń­stwa. Infor­muje innych, jak życzymy sobie być trak­to­wani. Jeśli cią­gle sta­wiamy sie­bie na ostat­nim miej­scu, nie ma co się dzi­wić, gdy inni robią to samo. Mimo to, gdy bywamy nie­do­ce­niani lub nie­sza­no­wani, głę­boko nas to rani. Bie­rzemy te sytu­acje do sie­bie i czu­jemy się jak ofiary sys­temu, który utrzy­mu­jemy wła­snym zacho­wa­niem.

Sarah wspa­niale opi­sała różne formy miło­ści, jaką możemy oka­zy­wać sami sobie, i przy­go­to­wała kom­plek­sowy prze­wod­nik osią­gnię­cia dobro­stanu. Jej wska­zówki są zako­rze­nione w doświad­cze­niu. Posta­wiła przed sobą zada­nie podzie­le­nia się koniecz­no­ścią miło­ści do samego sie­bie i tro­ski o sie­bie jako klu­czo­wych aspek­tów zarówno szczę­ścia, jak i peł­nego zdro­wia. Nie ma zna­cze­nia, czy włą­czysz do swo­jej codzien­no­ści tylko jeden z rytu­ałów opi­sa­nych w tej książce, czy prze­or­ga­ni­zu­jesz całe swoje życie. Bio­rąc do ręki ten porad­nik, wkra­czasz na drogę ku bar­dziej zrów­no­wa­żo­nej, dopa­so­wa­nej i świa­do­mej wer­sji sie­bie – i ku nauce, jak kochać samego sie­bie i się o sie­bie trosz­czyć w nowym, pro­mien­nym świe­tle.

Dr Suhas Kshir­sa­gar, dr n. med. z dzie­dziny ajur­wedy, jest zna­nym na całym świe­cie leka­rzem ajur­we­dyj­skim i nauczy­cie­lem z Indii oraz dyrek­to­rem ośrodka Ayurve­dic Healing and Inte­gra­tive Wel­l­ness Cli­nic w pół­noc­nej Kali­for­nii. Jest auto­rem książki Natu­ralny rytm dobowy. Dzia­łaj w zgo­dzie ze swoim orga­ni­zmem.

WSTĘP

Natura lecze­nia

Gdy czuję się nie naj­le­piej, zawsze wra­cam do momen­tów, kiedy byłam naj­zdrow­sza i naj­szczę­śliw­sza. Pole­cam to wszyst­kim jako ćwi­cze­nie do zro­bie­nia od czasu do czasu. Mój umysł bez waha­nia wraca wów­czas do dzie­ciń­stwa, a kon­kret­nie okresu, gdy mia­łam około dzie­wię­ciu lat. Dora­sta­łam w małym mia­steczku w sta­nie Iowa. Jada­łam domowe posiłki pełne sma­ków z ogrodu mojej mamy i z farmy dziad­ków. Mogłam swo­bod­nie i bez lęku bawić się na dwo­rze, latem jeź­dzić na rowe­rze, a zimą – na san­kach. Plan dnia mój i mojej sio­stry był upo­rząd­ko­wany. Nie­wąt­pli­wie na jego kształt wpły­wało pra­gnie­nie mojej mamy, by wycho­wać zdrowe i szczę­śliwe dzieci. W końcu sama została tak wycho­wana. Mama dora­stała jako jedno z piątki dzieci w małym domku na far­mie. Codzien­nie miała do wyko­na­nia obo­wiązki, a także mogła liczyć na mnó­stwo czu­ło­ści od swo­jej matki. Jej dni miały prze­wi­dy­walny prze­bieg, podob­nie jak moje. Pamię­tam nie tylko, jak roz­po­czy­nały się i koń­czyły moje dni, gdy mia­łam dzie­więć lat, lecz także poczu­cie bez­pie­czeń­stwa pły­nące z tej prze­wi­dy­wal­no­ści.

Moż­liwe, że obecna pasja, z którą poświę­cam się zwy­cza­jom i rytu­ałom – i która prze­kształ­ciła się w pracę prak­tyczki ajur­wedy i nie tylko – pod­świa­do­mie sięga korze­niami tego kom­fortu i bez­pie­czeń­stwa, któ­rych doświad­cza­łam jako dziecko. Nie wie­dzia­łam jesz­cze, ile odpo­wie­dzial­no­ści czeka mnie w doro­słym życiu. Wraz z wie­kiem, już po wypro­wadzce z rodzin­nych oko­lic, na­dal czu­łam się naj­bar­dziej sobą, gdy moje życie bie­gło zgod­nie z naturą i towa­rzy­szą­cymi jej rytu­ałami. Przy­roda działa meto­dycz­nie. Daje nam wszyst­kie wska­zówki potrzebne do zacho­wa­nia zdro­wia i rów­no­wagi – kiedy wsta­wać i kiedy spać, kiedy jeść, a kiedy się ruszać. Codzienne czyn­no­ści, posiłki i deko­ra­cje zwią­zane ze zmie­nia­ją­cymi się porami roku zacho­wy­wały naszą rodzinę w zdro­wiu i dawały poczu­cie cie­pła w domu. W prze­ci­wień­stwie do tego, jak wyglą­dają cza­sem moje obecne listy zadań do wyko­na­nia, rytm domu rodzin­nego nie miał w sobie nic ze sztyw­no­ści i mono­to­nii.

Jako świa­dome istoty powin­ni­śmy instynk­tow­nie czuć, jak żyć zgod­nie z naturą, ale współ­cze­sne życie odcią­gnęło nas od tej prawdy. Gdy mia­łam nieco ponad dwa­dzie­ścia lat, zachły­snę­łam się pra­gnie­niem osią­ga­nia celów. Zale­żało mi, by uczy­nić życie wygod­nym. Chcia­łam mieć naj­now­sze urzą­dze­nia. Czę­sto wyżej sta­wia­łam pracę niż dba­nie o sie­bie. Gdy jed­nak zaczę­łam coraz wię­cej dowia­dy­wać się o ajur­we­dzie, zrozumia­łam, że odda­li­łam się od tego, jak moja mło­dość w małym mia­steczku była dopa­so­wana do przy­rody. Prze­sta­łam słu­chać swo­jej intu­icji.

Od ponad 5000 lat ajur­weda uczy, że ludzie żyją w kon­ti­nuum z przy­rodą. Należy doce­niać ten zwią­zek, jedząc odpo­wied­nie potrawy, prze­cho­dząc we wła­ściwy spo­sób przez swój dzień i świa­do­mie zwra­ca­jąc uwagę zmy­słami na zmie­nia­jące się śro­do­wi­sko. Przy­roda ma cha­rak­ter cykliczny. Gdy nasze życie pły­nie zgod­nie z tym cyklem, czu­jemy się dobrze. Gdy tra­cimy to połą­cze­nie – roz­pra­sza nas tech­no­lo­gia, praca, stres itp. – doświad­czamy nie­rów­no­wagi. Zaczy­namy despe­racko szu­kać drogi powrot­nej do zgod­no­ści z przy­rodą.

Mamy szczę­ście, bo nasi naj­wcze­śniejsi przod­ko­wie ewo­lu­owali zanu­rzeni w natu­rze, a nie urzą­dze­niach. Obser­wo­wali zmiany w zega­rze dobo­wym i porach roku, zarówno w śro­do­wi­sku zewnętrz­nym, jak i wewnętrz­nym. Dzięki temu rozu­mieli, że cho­roby poja­wiają się, gdy sprze­ci­wiamy się natu­rze i naszej wewnętrz­nej mądro­ści. Gdy czu­jemy zmę­cze­nie, ale nie śpimy, jeste­śmy bar­dziej nara­żeni na prze­zię­bie­nie i grypę, bo obniża się nam odpor­ność. Podob­nie jest więk­sza szansa, że dopadną nas dole­gli­wo­ści tra­wienne, gdy jemy żyw­ność prze­two­rzoną, mało pożywną lub nie­se­zo­nową. Prak­tycy ajur­wedy zauwa­żyli te pra­wi­dło­wo­ści i wypra­co­wali zale­ce­nia doty­czące zwy­cza­jów dzien­nych, noc­nych i zwią­za­nych z porami roku. Zawie­rają one pod­sta­wowe wzorce jedze­nia i spa­nia, które sta­no­wiły filary codzien­no­ści jesz­cze w poko­le­niu naszych dziad­ków.

Choć wiele osób tra­fia na ajur­wedę i wzorce dba­nia o sie­bie, gdy potrze­buje zmian, u mnie tak nie było. W ajur­wedę wcią­gnęło mnie to, że zda­wała się pomo­stem mię­dzy tym, czego nauczy­łam się jako chi­ro­prak­tyczka, a wie­dzą, którą dało mi ucze­nie jogi. O ajur­we­dzie mówi się, że jest sio­strzaną nauką jogi, czyli nauką o ciele, uzu­peł­nia­jącą jogiczną wie­dzę o umy­śle. Jest pewne piękno w pomy­śle, by kuch­nia stała się apteką, i w tym, że wła­ści­wo­ści poży­wie­nia to nie tylko węglo­wo­dany, tłusz­cze i białka. Jedze­nie ma cechy, które spra­wiają, że dietę można sto­so­wać lecz­ni­czo i dosto­so­wać ją do kon­sty­tu­cji danej osoby. Dzięki tym kon­cep­cjom mogłam leczyć dole­gli­wo­ści wykra­cza­jące poza pro­blemy z ukła­dem mię­śniowo-szkie­le­to­wym, na które naj­czę­ściej tra­fiałam jako chi­ro­prak­tyczka. Oprócz tego moje wła­sne zdro­wie rów­nież się popra­wiło.

Gdy zaczę­łam przyj­mo­wać pacjen­tów jako prak­tyczka ajur­wedy, naj­chęt­niej roz­ma­wia­łam z nimi o die­cie i tera­piach zio­ło­wych. Dla nich też był to naj­bar­dziej inte­re­su­jący temat. Choć rutyna codzien­no­ści była tak ważna dla mojego zdro­wia w dzie­ciń­stwie i póź­niej, zwra­ca­łam raczej uwagę na to, jakie zwy­czaje reali­zują moi pacjenci, a nie jak je wyko­nują. Wydaje się, że wiele osób cią­gnie do medy­cyny alter­na­tyw­nej, takiej jak ajur­weda, medy­cyna chiń­ska, home­opa­tia czy natu­ro­pa­tia, ponie­waż zamiast zachod­nich leków na receptę są w nich sto­so­wane suple­menty i zioła. Zaczę­łam się jed­nak zasta­na­wiać, czy w medy­cy­nie natu­ral­nej rze­czy­wi­ście o to cho­dzi. Nie mogłam dłu­żej igno­ro­wać faktu, że naj­sku­tecz­niej­szym aspek­tem ajur­wedy nie są diety dopa­so­wane do doszy czy adap­to­genne zioła, lecz regu­larna prak­tyka rytu­ałów codzien­nych i zwią­za­nych z porami roku. To ich ajur­weda trzy­mała się od tysięcy lat. Dotarło do mnie, że ajur­weda nie jest medy­cyną natu­ralną, ponie­waż nie sto­suje się w niej far­ma­ceu­ty­ków. W ajur­we­dzie lekiem jest sama natura.

W tym cza­sie sama byłam na skraju wypa­le­nia. Nie żyłam wtedy zgod­nie z zale­ca­nymi w ajur­we­dzie zwy­cza­jami. Zapeł­nia­łam swój czas wolny pracą, by wywią­zać się z obo­wiąz­ków pły­ną­cych z pro­wa­dze­nia małej firmy. Ponadto moja praca pole­gała na trosz­cze­niu się o innych. Jak wiele osób w zawo­dach zwią­za­nych z poma­ga­niem, mia­łam skłon­ność, by zawsze dawać, nie zosta­wia­jąc sobie pra­wie wol­nego czasu na odprę­że­nie czy naj­bar­dziej pod­sta­wowe rytu­ały, choć wie­dzia­łam, że sta­no­wią fun­da­ment dnia. Jedyną stale towa­rzy­szącą mi emo­cją było poczu­cie udrę­cze­nia i nie­po­koju w ciele i umy­śle. Choć jestem mini­ma­listką i lubię porzą­dek, całe dnie i tygo­dnie na pod­ło­dze leżało czy­ste pra­nie, któ­rego nie mia­łam siły odło­żyć. Uwiel­biam uczyć się nowych rze­czy, na przy­kład oglą­dać filmy doku­men­talne i słu­chać kon­fe­ren­cji TED. Po pracy mia­łam jed­nak czas tylko na bez­myślne oglą­da­nie Net­flixa. Wolę goto­wać posiłki samo­dziel­nie, ale kilka razy w tygo­dniu przy­no­si­łam sobie jedze­nie na wynos, bo prze­ra­stało mnie pój­ście do sklepu i przy­go­to­wa­nie dania. Innymi słowy, nie czu­łam się sobą.

Wie­rzy­łam, że nie musi tak być. Do zmian wyko­rzy­sta­łam naturę, mojego odwiecz­nego sojusz­nika. Usta­li­łam sobie rytu­ały poranne i wie­czorne zgod­nie z potrze­bami i oko­licz­no­ściami. Zaczę­łam dostrze­gać swoje śro­do­wi­sko wewnętrzne dzięki medy­ta­cji i kilku prze­rwom w ciągu dnia. Pozwo­liło mi to przyj­rzeć się, jak się czuję fizycz­nie, umy­słowo i emo­cjo­nal­nie. Zaczę­łam się przy­zwy­cza­jać do śro­do­wi­ska zewnętrz­nego – spę­dza­łam wię­cej czasu na świe­żym powie­trzu, choć tem­pe­ra­tury w Kan­sas City w sta­nie Mis­so­uri wahały się mię­dzy eks­tre­mal­nym gorą­cem latem a siar­czy­stymi mro­zami zimą. Posta­no­wi­łam nawią­zać więź z przy­rodą i jej cyklami, wycho­dząc codzien­nie rano na spa­cer na świe­żym powie­trzu. Zobo­wią­za­łam się, by codzien­nie cho­dzić spać i jeść o tej samej godzi­nie. Uświa­do­mi­łam sobie, że samo­za­trud­nie­nie, które dopro­wa­dziło mnie do wypa­le­nia, pozwala także na samo­dzielne usta­le­nie planu dnia – nic nie stało na prze­szko­dzie, by jeść obiad codzien­nie o tej samej porze. Poza mną. Te ajur­we­dyj­skie prak­tyki i moje zdrowe dorasta­nie stwo­rzyły rodzaj rusz­to­wa­nia dla mojego życia.

Nagle zaczę­łam się czuć jak dzie­wię­cio­latka w doro­słym ciele. Może nie gra­łam już w berka na polu i nie poma­ga­łam mamie czy­ścić warzyw z ogrodu przed kola­cją, ale czu­łam się dużo zdrow­sza. Odzwier­cie­dle­niem mojego nowego posta­no­wie­nia, by trzy­mać się rytu­ałów i zwy­cza­jów oraz dopa­so­wać się do przy­rody, było to, że czu­łam się zdrowo i dobrze.

Zaczę­łam pod­kre­ślać zna­cze­nie zwy­cza­jów ajur­we­dyj­skich w lecze­niu pacjen­tów, a ci przy­cho­dzili na kolejne wizyty szczę­śliwsi i bar­dziej zado­wo­leni. Zauwa­żali u sie­bie lep­szy sen, tra­wie­nie i wyż­szy poziom ener­gii. Takie podej­ście nie tylko ogra­ni­czało wystę­po­wa­nie obja­wów, lecz także budo­wało zdrowe pod­stawy lep­szego zdro­wia.

Mam nadzieję, że moja książka pokaże ci tę moż­li­wość – osią­gnię­cie zdro­wia dzięki pro­stym rytu­ałom, roz­sąd­nym zmia­nom i soju­szowi z naturą. Przyj­muję tu rolę prze­wod­nika. Czer­pię ze sta­ro­żyt­nych i współ­cze­snych leków, oso­bi­stego doświad­cze­nia i spo­so­bów, na jakie moi pacjenci wyko­rzy­stali rytu­ały, by leczyć pro­blemy z tra­wie­niem, cho­roby skóry, nie­rów­no­wagę hor­mo­nów, pro­blemy ze snem i zmę­cze­nie. Znaj­dziesz tu opisy naj­bar­dziej pod­sta­wo­wych zasad ajur­wedy, w tym pięć żywio­łów, trzy kon­sty­tu­cje (dosze) i poszcze­gólne wła­ści­wo­ści je opi­su­jące. Dowiesz się, jak przy­roda i zegar dobowy wpły­wają na naszą fizjo­lo­gię zarówno z per­spek­tywy ajur­we­dyj­skiej, jak i chro­no­me­dycz­nej. Omó­wimy, dla­czego tak ważne są rytu­ały i prak­tyki zale­cane w ajur­we­dzie na co dzień i w poszcze­gól­nych porach roku. Dzięki nim zacho­wu­jemy zdro­wie, a także roz­po­zna­jemy mocne i słabe strony, które mogą wpły­wać na to, czy nasz plan się powie­dzie. Jeśli napo­tkasz prze­szkody lub trud­no­ści, przed­sta­wiam zale­ce­nia zmian. Opi­suję pro­po­zy­cje róż­no­rod­nych rytu­ałów i prak­tyk dba­nia o sie­bie, które pomogą ci wró­cić do zdro­wia – przy­da­dzą się, gdy nie czu­jesz się dobrze.

 

Dowia­du­jąc się coraz wię­cej o bar­dzo intu­icyj­nym sys­te­mie ajur­wedy, pogłę­bisz swoje zro­zu­mie­nie samego sie­bie. Zauwa­żysz, że ajur­weda jest jak przy­ja­ciel, który zna cię od wielu lat i po pro­stu rozu­mie, o co cho­dzi. Zarówno w filo­zo­fii jogi, jak i ajur­wedy poja­wia się kon­cep­cja sva­dhy­aya, czyli samo­po­zna­nia. Swoje praw­dziwe zdro­wie możemy odna­leźć tylko wtedy, gdy poznamy swoją praw­dziwą istotę. Dla­tego przez całą książkę prze­wi­jają się pyta­nia do samo­ob­ser­wa­cji i pod­po­wie­dzi do pisa­nia dzien­nika, które uła­twią ci regu­larne wyko­ny­wa­nie rytu­ałów. Razem ćwi­cze­nia te pomogą ci zyskać więk­szą świa­do­mość swo­ich zwy­cza­jów, wzor­ców i pro­ce­sów myślo­wych. Pozwoli ci to podej­mo­wać lep­sze decy­zje co do tego, jak chcesz się czuć.

Rytu­ały poma­gają nadać naszemu życiu kształt, two­rząc miej­sce na tro­skę o sie­bie, która jest konieczna, by reali­zo­wać te cele. Mam nadzieję, że ta książka zain­spi­ruje cię, by budzić się ze słoń­cem, czę­ściej cho­dzić na spa­cer i nauczyć się, jak jeść pro­dukty sezo­nowe w miej­scu, w któ­rym miesz­kasz. Chcia­ła­bym, by te aspekty sta­no­wiły rusz­to­wa­nie wspie­ra­jące pełne ener­gii życie spę­dzone na robie­niu tego, co kochasz, z ludźmi, na któ­rych naj­bar­dziej ci zależy. Na kolej­nych stro­nach znaj­dziesz plan na to, by stać się naj­lep­szą wer­sją sie­bie, wyjąt­kowo zapro­jek­to­waną przez naturę, by nie tylko żyć i czuć się dobrze, lecz także wzra­stać, dzie­lić się i kwit­nąć.