Świat według pszczół

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



My jesteśmy pszczołami Niewidzialnego. Zbieramy z szaleńczym zapałem miód widzialnego, aby gromadzić go w ogromnym, złotym ulu Niewidzialnego.

Rainer Maria Rilke

[tłumaczenie za: Druga strona natury: eseje, listy i pisma o sztuce, tłum. T. Ososiński, Warszawa: Sic!, 2010 – przyp. tłum.]


Dla Elise,

która zbierała trzmiele do pudełka od zapałek


Przedmowa

Czy wojny w Iraku można było uniknąć, gdyby prezydent Bush myślał trochę bardziej jak pszczoła?

Co mieli ze sobą wspólnego Lew Tołstoj i Sylvia Plath? Co się stanie z pszczołą, której podano kokainę?

I skąd, u licha, przyszło nam do głowy, żeby ciągle porównywać się do pszczół – insektów z mózgiem wielkości ziarnka sezamu?

Jestem jak większość ludzi, czyli to miód przyciągnął mnie do pszczół. I, jak to bywa ze słodyczami, trudno mi się od nich oderwać.

Wystarczy spojrzeć na pszczołę – jest coś urzekającego w tej krzyżówce pluszowej zabawki i kosmity z przyszłości. Spójrz na nią na kwiatku, jak intensywnie koncentruje się na celu, wiercąc się i kręcąc między pręcikami. Liczy się tylko jedno – znaleźć i zebrać słodki nektar kwiatu. Pszczoła nie cieszy się słońcem, ciepłem ani zapachem. Dla niej są tylko środkiem do wykonania zadania, którym jest utrzymanie roju przy życiu.

Dla nas, ludzi, pszczoły są producentami miodu. Tylko dlatego się nimi zainteresowaliśmy. Ale przez miliony lat związaliśmy się z tymi owadami tak blisko, że możemy przez nie opowiedzieć całą naszą historię. Im więcej o nich wiemy, tym trudniej nam wyobrazić sobie świat bez pszczół.

Natura nie byłaby już taka sama. Nasza dieta, a tym samym mózgi byłyby inne. Nawet nasz świat wyobrażeń i kultura byłyby uboższe.

Nasze rozumienie pszczół jest ściśle związane z naszym rozumieniem reszty świata.

W dobrze uporządkowanym społeczeństwie pszczół zobaczyliśmy siebie. Przypisaliśmy im cechy moralne i wykorzystaliśmy je jako wzorce do naśladowania.

Porównaliśmy społeczeństwo pszczół z naszym własnym, ale porównania były naznaczone naszą głęboką niewiedzą o naturze. Łatwo jednak się śmiać z perspektywy czasu.

Pszczoły nadal żyją sekretnym życiem. Wiele jeszcze nie wiemy o tych społecznych owadach i być może nigdy ich w pełni nie zrozumiemy.

W ciągu ostatnich 100 lat naukowcy dowiedzieli się jednak o nich bardzo dużo. Okazuje się, że mamy z pszczołami miodnymi więcej wspólnego, niż mogliśmy przypuszczać, kiedy zaczęliśmy się do nich porównywać.

To nie jest poradnik pszczelarza. Jest ich już wiele.

Nie jest to też książka oparta na własnych badaniach. Jestem dziennikarką, a w tej książce spijam śmietankę z pracy innych.

Mam nadzieję, że udało mi się oddać im należne honory. Mam jednak również nadzieję, że udało mi się spojrzeć na pszczoły na swój sposób.

Pszczoły nie są tylko częścią natury. Pszczoły i miód są również ważną częścią naszej kultury.

Od zawsze pytaliśmy, co pszczoły mogą dla nas zrobić. W 2019 roku nadszedł czas, w którym musimy zadać sobie pytanie, co my możemy zrobić dla pszczół.

Na świecie jest 20 000 ich gatunków. Wszystkie potrzebują naszej opieki. W tej książce piszę głównie o pszczołach miodnych, Apis mellifera, ponieważ przez wieki to z nimi żyliśmy najbliżej.

Bez nich nie bylibyśmy tacy sami – w tej książce zebrałam wszystkie argumenty za tym, że musimy dbać o te małe futrzane stworzenia, które bzyczą na naszych kwiatach.


Kwiecistą łąką wolno iść z ukochaną swą

Gdzie wszystko świeżo pachnie deszczową porą tą

Wszystko to ja nazywam tak: smak miodu

Słyszeć jak cicho szepce tak bardzo kocham cię

Całować ją wśród kwiatów przy szumie traw i drzew

Wszystko to ja nazywam tak: smak miodu.

deLillos, Smak miodu


1

Krótkie życie pszczół


Wiemy teraz, że robotnica może nawigować do kwiatów kwitnących nawet 10 kilometrów od ula.

Thomas Seeley

Jest lato. Delikatna bryza lekko porusza drzewami, niebo jest pochmurne, ale temperatura w okolicach przyjemnych 20 stopni nadal pozwala być boso, usiąść na tarasie i cieszyć się książką. Jeśli jednak masz w pobliżu doniczkę lawendy, szybko się rozproszysz. Bzyczy w niej pszczoła miodna, a może kilka pszczół.

Metodycznie opracowują kołyszące się kwiatostany. Wczepiają się w każdy podłużny, fioletowy kwiatek. Nawet nie zauważają publiczności. Możesz zacząć się zastanawiać, jak się tam dostały.

Z reguły pszczoły, które widzisz, znajdują się na ostatnim etapie swojego krótkiego życia. Wiosną i latem żyją tylko kilka tygodni, a któregoś dnia – wyczerpane i z poszarpanymi skrzydłami – giną gdzieś po drodze między kwiatem a ulem.

Taki jest los robotnicy, której życie zaczyna się wtedy, gdy królowa składa małe, podłużne jajo w wosku. Jajo zostało zapłodnione i czekało gotowe w spermatece królowej, zbiorniku nasiennym wypełnionym podczas jej jedynego lotu poza ul, znanego jako lot godowy. Podczas jednej nocy pełnej rozwiązłości zebrała zapas nasienia do końca życia, a tym samym podstawy podtrzymania życia roju na długie lata.


W niebieściutką suknię wystrojona

Złoto, kobalt, to jej korona

I jej włosy są złote jak miód

Śpi nasza królowa cud.

Dronning Fjellrose, Jul i Blåfjell

Jeśli królowa matka jest młoda i trochę nieobliczalna, może przez pomyłkę złożyć dwa jaja w tej samej komórce. Nie ma jednak powodu do niepokoju, ponieważ każda z malutkich przyszłych robotnic jest od poczęcia otoczona opieką fachowych położnych. Doświadczone robotnice ulowe usuwają nadmiarowe jajo, żeby następnie przystąpić do karmienia przyszłej siostry doskonale dostosowanym pożywieniem. Stają nad nią skupione, zaglądają do pustych sąsiednich komórek i wibrując skrzydełkami, utrzymują w ulu temperaturę idealną dla przyszłej robotnicy i tysięcy jej sióstr. Tymczasem jej matka – jak to królowe mają w zwyczaju – kompletnie o niej zapomniała i jest zajęta składaniem kolejnych jaj.

Po 3 dniach jajo staje się maleńką larwą, pływającą na plecach w soku z nektaru, którym starsze siostry wypełniły komórkę. Larwa dorasta szybko, a 6 dni po wykluciu się z jaja zostaje zamknięta w komórce pod warstwą wosku.

Nie dostanie już pożywienia. Ma teraz do wykonania bardzo ważną pracę. Otula się kokonem i przechodzi metamorfozę jak każdy owad – od larwy do imago.

Dokładnie 21 dni po tym, jak królowa złożyła jajo w komórce, puchate, idealne, małe stworzenie wygryza sobie drogę przez woskową pokrywę i czołga się w ciemnościach ula. Jajo stało się robotnicą.

Ma nieco ponad centymetr długości i trzyczęściowe ciało, które w krótkim czasie powinno podwoić wagę i osiągnąć 0,1 grama.

Z głowy wystają długie, wygięte anteny, które są bardzo wrażliwe na zapachy. Ma pięcioro oczu – parę złożonych oczu mozaikowych i troje punktowych oczu, które pomagają jej zorientować się w przestrzeni poza ulem, zarówno w drodze do kwiatów, jak i w drodze do domu. Dla niej słońce jest prawie zawsze widoczne za chmurami. Pszczole, dzięki zdolności widzenia spolaryzowanego światła, wystarczy tylko mała plamka czystego nieba, żeby wiedzieć, gdzie jest słońce.

W świetle dziennym nie widzi czerwieni, ale za to jest wrażliwa na ultrafiolet i może dostrzec rzeczy, których ludzie nie zobaczą.

Ma długi języczek do zbierania miodu, a wewnątrz jej głowy znajdują się gruczoły gardzielowe i ślinowe służące do wytwarzania pokarmu dla jej kolejnych sióstr i do produkcji miodu, który będzie przechowywany w komórkach miodowych.

Pokryta futrem klatka piersiowa zwęża się w kierunku pasiastego odwłoka, gdzie znajduje się wole miodowe, czyli wewnętrzna „siatka na zakupy” używana do transportu nektaru z kwiatu do ula, oraz układ trawienny, który pobiera składniki odżywcze z pożywienia i usuwa bezużyteczne substancje.

Całkiem z tyłu znajduje się wystające żądło, którym pszczoła może żądlić swoje siostry, bo nie stanowi to dla nich zagrożenia. Jego haczyki na stałe jednak zaczepiają się w skórze ssaków. Pszczoła użyje więc żądła przeciwko ludziom lub innym zwierzętom tylko w stanie najwyższego zagrożenia. Kiedy bowiem się wycofa, żądło zostanie w miejscu jego wbicia, a wszystkie wnętrzności pszczoły zostaną wyrwane. Taki atak to więc dla niej pewna śmierć, dlatego stara się go unikać.

Powodem, dla którego żądła nadal istnieją, jest prawdopodobnie to, że statystycznie niewiele pszczół ginie w ten sposób. Wykształcenie żądła wielokrotnego użytku nie niosło więc ze sobą szczególnego pożytku, jak pisze biolog i ekspert od pszczół Jürgen Tautz w książce The Buzz About Bees1.

 

Robotnica ma sześć pięcioczłonowych odnóży, które są zdolne do najbardziej niesamowitych wyczynów. Stopy są wrażliwe na wibracje, niezbędne do „widzenia” wewnątrz ula – na przykład do dostrzeżenia tańca sióstr, który wskazuje lokalizację soczystych, słodkich kwiatów. Na przednich odnóżach znajdują się szczoteczki, idealne do czyszczenia anten i innych pszczół w razie potrzeby. Tylne odnóża pszczół wyposażone są w koszyczki, gładkie wgłębienie otoczone sztywnymi włosami, które utrzymują ziarna pyłku na miejscu, kiedy robotnica leci do ula z użyciem czterech przezroczystych skrzydeł.

Minie jeszcze trochę czasu, zanim będzie mogła wyżywić swoją rodzinę. Czeka ją sporo pracy i nauki w kilku pierwszych dniach po tym, jak wypełzła z komórki.

Jest nakarmiona i gotowa do pełnego trudu życia dla dobra ogółu. Pszczoła nie pyta, czy jest dla niej jakaś lepsza przyszłość. Robi to, czego się od niej oczekuje. Jest idealną komunistką, wykonuje pracę zgodnie ze swoimi zdolnościami i potrzebami ogółu. Żeby móc przejść do kolejnego etapu swojego życia, musi opanować jedno zadanie do perfekcji.

Ledwo nauczyła się chodzić, a już zaczyna pracę jako opiekunka, tak zwana robotnica ulowa. To egzystencja pełna przygód. Niczym Kopciuszek musi posprzątać gniazdo – najpierw własną komórkę, a potem sąsiednie. W woskowych komórkach znajdują się resztki jaj i larw, które muszą zostać usunięte, żeby królowej (jak księżniczce na ziarnku grochu) nic nie przeszkadzało, kiedy przyjdzie złożyć nowe jaja. Robotnica pomaga również rozgrzać plaster, w którym jej młodsze rodzeństwo czeka, żeby wyjść na świat. Pensja? Zakwaterowanie i wyżywienie. To drugie w postaci pyłku bogatego w białko, którego potrzebuje, żeby urosnąć duża i silna, aby osiągnąć kolejny krok na drabinie kariery pszczół i stać się pszczołą karmicielką.

Pszczoły karmicielki przetwarzają nektar i miód oraz dostarczają młodym wszystkiego, czego te potrzebują. Niektóre podążają też za królową matką w jej powolnej podróży przez woskowe plastry. Jest ona tak zajęta składaniem jaj, że nie ma czasu na jedzenie i higienę osobistą. Zajmują się tym jej damy dworu, podczas gdy królowa przystaje nad kolejnymi komórkami.

Nasza robotnica ma również czas na pierwsze lekcje lotu. Wkrótce sama będzie zbierać nektar, a ćwiczenie umiejętności lotu i orientacji zajmie jej kilka dni.

Podczas gdy ćwiczy latanie, nadal musi pomagać w rozbudowie i utrzymaniu ula. Gruczoły woskowe na spodzie jej odwłoka są już dojrzałe, może więc produkować małe płatki wosku, które zostaną użyte do budowy plastrów i przykrycia komórek. Uczy się również, jak przetwarzać i przechowywać nektar, z którym jej starsze siostry wracają do domu, a jeśli ma szczęście, na kilka dni zostaje strażniczką. Stoi wtedy na straży wejścia do ula i robi, co w jej mocy, żeby powstrzymać intruzów – niezależnie od tego, czy są drapieżnikami, czy sąsiadkami z ula obok (które niby chcą się tylko przywitać, a tak naprawdę przybyły, żeby ukraść miód). Czasami pozwala się oszukać, jeśli sąsiadki przyniosły miły prezent w postaci miodu lub pyłku. Zwykle jednak rozpoznaje krewne i krewnych po zapachu, a innym zabrania wstępu.

Wtedy też może pojawić się pragnienie lotu. Często nawet młode robotnice wyruszają w podróż. Może to być konieczne na przykład wtedy, gdy potrzeba więcej nektaru, niż pszczoły zdołają zebrać w danej chwili. Loty młodych pszczół nie zawsze jednak kończą się dobrze. Zdarza się, że niedojrzałe robotnice nie mogą znaleźć drogi powrotnej do domu, jak czynią to ich starsze siostry.

Jeśli pszczoła odczeka cierpliwie trzy tygodnie, zanim wyruszy na poszukiwanie jedzenia, wzrastają jej szanse na sukces – a tym samym szanse całego roju.

Ostatnie tygodnie pszczoły miodnej są jednak dalekie od relaksującej emerytury w słońcu. Pszczółka na twoim lawendowym krzaczku mogła przelecieć wiele kilometrów w poszukiwaniu pożywienia. Musi odwiedzić tysiąc kwiatów, zanim wróci do domu z 40 miligramami nektaru, a gdy tylko rozładuje cenny ładunek, wyruszy na dalsze łowy, jeśli tylko jest cieplej niż dziesięć stopni. Będzie pracować, aż padnie. I nikt nie będzie płakał nad jej ciałkiem leżącym w trawie, z poszarpanymi skrzydłami i ziarnami pyłku na nogach. Wszystko, co po niej pozostaje, to zaledwie gram miodu, który udało jej się zebrać w ciągu krótkiego życia. A życie w ulu trwa dalej. Była jedną z wielu, nie jednostką, ale komórką w superorganizmie. Nie pracowała dla własnego przetrwania, ale dla przekazania dalej materiału genetycznego swojej rodziny.

Czy jej młodsza siostra, ta, która wykluła się pod koniec lata, jest w lepszej sytuacji?

Większość organizmów ma określoną długość życia. Cyprina islandzka może żyć setki lat. Jętka, żeby zebrać wszystkie doświadczenia życiowe i się rozmnożyć, ma tylko jedną dobę – po niej następuje koniec gry. Wiele osób marzy o przyszłości, w której osiągniemy życie wieczne lub przynajmniej dłuższe niż 80–90 lat, czyli wiek, na który możemy liczyć, jeśli tylko unikniemy wypadków i poważnych chorób. Nasze możliwości są jednak chyba ograniczone, nawet przy najzdrowszym trybie życia.

Pszczoły natomiast charakteryzuje bardzo zmienna średnia długość życia. Podczas gdy robotnica urodzona na wiosnę ma przed sobą tylko kilka krótkich, pracochłonnych tygodni, proces starzenia się jest znacznie opóźniony u jej sióstr, które wypełzają z jaja późnym latem, kiedy intensywność pracy ula spada.

Kiedy przychodzi mróz, nie ma już kwiatów, z których można zebrać nektar. Od teraz rój musi żyć z zapasów, jednak miodu nie wystarczy do wykarmienia pełnego ula przez całą zimę. Pod koniec sezonu populacja przestaje wzrastać, a w ulu nastaje dziwny spokój.

Królowa przestaje składać jaja, nie będzie larw do karmienia. Teraz liczy się tylko utrzymanie ciepła i to, czy zapasów wystarczy do następnego sezonu kwitnienia.

Kiedy temperatura spada do 14 stopni, pszczoły wczołgują się w głąb ula i zbijają się w zimowy kłąb. Blisko do siebie nawzajem się przytulają, żeby uniknąć zapadnięcia w letarg, który pojawia się, kiedy temperatura ciała pszczoły spada poniżej 10 stopni. I czekają – aż znów będą mogły latać.

Miód jest zarówno pokarmem, jak i paliwem dla pszczół. Dla nich „flower power” jest rzeczywistością, jak w książce Honeybee Democracy pisze Thomas Seeley, jeden z wiodących naukowców zajmujących się światem pszczół. Wibrowanie skrzydłami w celu regulowania temperatury w ulu to ciężka praca. Rój potrzebuje około 20 kilogramów zapasów miodu, żeby przetrwać zimę, chociaż pszczoły organizują się tak skutecznie, że ciepło zimowego kłębu przypomina to wytwarzane przez 40-watową żarówkę starego typu.

To bardzo leniwa egzystencja. I to jest właśnie najdziwniejsze. Podczas gdy my, ludzie, staramy się przedłużać życie i spowolnić starzenie się dzięki odpowiedniej ilości aktywności fizycznej, to życie pszczół wydłuża właśnie życie we względnym spoczynku.

Robotnice, które w pierwszych dniach wiosny wyruszą z ula, wykluły się z jaj pod koniec sierpnia. Podczas gdy ich starsze siostry żyły niespełna dwa miesiące, one osiągnęły wiek dziewięciu miesięcy bez szczególnych oznak starości. Czekały, opiekując się królową i dbając, żeby pod żadnym pozorem nie umarła bez godnej dziedziczki. Bo królowa jest pośród pszczół najbardziej długowieczna.


Niech jej usta wypełnią się woskiem, jej usta miodem, niech słowo, które jest przyczyną mego nieszczęścia i które ona wypowiedziała, rozpuści się jak wosk. Niech czar, który stworzyła, stopi się jak miód.

Asyryjskie zaklęcie


2


Królewska egzystencja

Skalista droga do pasieki Ingegärd Øien jest tak stroma, że mimo napędu na cztery koła czuję zapach spalenizny, wjeżdżając tam wreszcie w nieprzyjemny jesienny dzień. Deszcz prawie zamienia się tu w śnieg. Na zewnątrz jednak pachnie słodko miodem i woskiem. Stary parowar zapewnia ciepło, które topi niezliczone plastry miodu w bezkształtne grudy. W tle pełna krzaków jagód łąka, na której pszczoły latem zbierały nektar, błyszczy ostro jesienną czerwienią.

Niewielkie gospodarstwo leży 300 metrów n.p.m., 180 metrów nad miejscowością Mjøsa. Jest to dom wakacyjny i podstawa utrzymania blisko osiemdziesięcioletniej kobiety, której przyznano tytuł Pszczelarza roku 2018.

Ingegärd Øien, dawna waltornistka, ma 300 uli i jest największym producentem ekologicznego miodu w Norwegii. Jej niewielka, leżąca na uboczu pasieka produkuje także królowe dla innych pszczelarzy w dużej części Norwegii.

Ten zawód nie ma przed nią tajemnic, jest jak ciągła praca przy wspomaganym zapładnianiu.

Pod koniec maja wypełnia ule pszczołami i młodymi. Mają wszystko oprócz królowej.

„Desperacko potrzebują królowej. Są całkowicie uzależnione od feromonu, który wydziela” – wyjaśnia Øien.

Bez starej królowej rój nie może stworzyć nowej, bo to ona przecież składa jaja. Ten paradoks wykorzystuje hodowczyni królowych. W innej części pasieki trzyma królowe o wyśmienitym rodowodzie, spokojne i przedsiębiorcze. Składają one jaja we własnych ulach. Kiedy larwy się wykluwają, Øien je zabiera i ostrożnie umieszcza w woskowych komórkach przygotowanych przez rój pozbawiony królowej.


Tak, byłem trutniem, wokół mnie był rój,

piłem słodki miód i usłyszałem mój najnowszy wiersz.

Herman Wildenvey

Królowa jest samym centrum życia pszczół. Nowoczesna monarchini w ludzkim świecie nie może nawet marzyć o takiej pozycji.

Jeśli jednak chodzi o prawdziwe wpływy, umiarkowana władza monarchy konstytucyjnego jest być może dobrą paralelą dla życia królowej pszczół. Rój nie wie, co bez niej ma robić, a sama królowa żyje w luksusie. Czy w jakimkolwiek stopniu decyduje o swoim życiu?

Geny królowej są dokładnie takie same jak u jej sióstr robotnic. Jest jednak prawie dwa razy większa niż jej skromniejsze krewniaczki. Nic dziwnego, że musi mieć oddzielną komnatę, która zwisa z woskowego plastra jak przerośnięta brodawka. Musi też mieć specjalne jedzenie. Podczas gdy inne pszczoły zjadają mieszankę pyłku i nektaru, larwa księżniczka kąpie się w pszczelim mleczku – nie geny, ale dieta uczyni ją królową.

Kiedy larwa królowej jest nakarmiona, a robotnice zamykają jej komórkę, Øien ostrożnie unosi plaster i umieszcza go w inkubatorze, w którym utrzymywana jest stała temperatura 34,5 stopnia.

W roju po raz kolejny panuje bezkrólewie, ale wkrótce robotnice otrzymają nowe larwy do wykarmienia. Będą kontynuować ten cykl przez całe lato.

Gdyby Øien zostawiła komórki królowej w ulu, rozmnażanie królowych by się zatrzymało. Rój potrzebuje tylko jednej, więc pierwsza larwa, która wydostanie się z komórki po około 5 dniach, jest zwyciężczynią walki o byt. Szybko rozprawia się z konkurentkami. Jeśli ich nie zabije, będą musiały zniknąć w inny sposób, na przykład przez wyrojenie.

W inkubatorze jednak sytuację kontroluje Øien. Widzi wylęg przez szybę i dba, żeby każda królowa była sama, kiedy majestatycznie opuści swoją komórkę, z jajnikami dziesięciokrotnie większymi od jajników robotnic.

W dużym brzuchu pomieści wkrótce również nasienie i zapłodnione jaja, zapas na całą resztę życia.

Musi jednak znaleźć partnera.

Kiedy Ingegärd Øien hoduje nowe królowe, umieszcza każdą z nich w kasetce – miniulu z jedzeniem i służącymi. Wysyła ją do nowych właścicieli, którzy zabierają ją do stacji godowej, gdzie trutnie (samce pszczół) latają wysoko, daleko od innych uli.

Królowa musi latać, żeby sparować się z trutniami z innego roju, niezależnie od tego, czy powstała naturalnie, czy w wyniku hodowli. To jedyna podróż królowej, zanim rój stworzy nową, pozostawiając jej wybór – wyroić się lub zginąć.

Ten lot zwany jest lotem godowym. Nie jest to jednak romantyczna podróż, a raczej dziki wyskok na jedną noc, podczas której truteń za trutniem poświęca życie, żeby dostarczyć nasienie do spermateki królowej.

 

Trutnie za chwilę ekstazy płacą życiem i spadają na ziemię, ponieważ cały ich penis i połowa brzucha zostały wyszarpnięte w czasie miłosnego aktu. Królowa natomiast odlatuje beztrosko do swojego roju lub do stacji godowej. Lot będzie powtarzać, jeśli nie uda jej się napełnić spermateki za pierwszym razem. Kiedy zbiornik nasienny jest pełen, rozpoczyna się składanie jaj.

Kwestia płci pszczół była dla nas wielką zagadką przez większość naszego współistnienia. Podziwialiśmy je za ich produktywność i płodność, a także za pozorną czystość.

Tak długo, jak płeć i życie seksualne pszczół były dla nas zagadką, mogliśmy przypisywać królowej takie cechy, jakie chcieliśmy u niej widzieć. To, że pszczołami rządzi królowa, a nie król, przez wieki było niemalże herezją.

Od czasów Arystotelesa filozofowie mierzyli się z tym problemem – nie mogli przyjąć do wiadomości, że robotnice są samicami, skoro mają broń w postaci żądła. Nie mogły jednak być samcami, bo jakiż samiec opiekuje się potomstwem? I skąd, u diabła, brały to potomstwo? Znajdowały je w kwiatach drzew oliwnych czy też młode wylatywały gotowe z trupów krów, koni lub lwów, jak podawały mity arabskie, egipskie i biblijne?

Zarówno dla Greków, Rzymian, jak i średniowiecznych uczonych było pewne, że największa pszczoła musiała być męskim przywódcą. Jeszcze w XVI wieku Szekspir sławił imię króla pszczół. Nawet ci, którzy jako pierwsi podejrzewali, że król jest jednak płci żeńskiej, przypisywali jej rolę matki, a nie przywódczyni. Tak pisał o niej Richard Remnant w 1637 roku: „to bardzo łagodna i czuła pszczoła, nigdy nie żądli”.

Tymczasem królowa jest jedyną płodną samicą w ulu. Tylko ona dba o przekazanie dalej genów, chociaż robotnice w niektórych sytuacjach mogą złożyć niezapłodnione jaja, z których wylęgną się trutnie.

Królowa składa dwa rodzaje jaj: zapłodnione dają początek robotnicom, a niezapłodnione – trutniom. Trutnie nie mają ojca, tylko dziadka. Matka jest ich jedynym rodzicem. Podczas gdy robotnice muszą dbać o swoje siostry i siostry przyrodnie (pamiętajcie, że królowa współżyła z wieloma trutniami) i zapewnić im dalsze przetrwanie, jedyną funkcją trutni jest rozprzestrzenianie genów poza macierzysty rój.

Królowa emituje do 30 różnych feromonów – zapachowych hormonów, które regulują życie w ulu. To jej zapach sprawia, że pszczoły rozpoznają się nawzajem i potrafią odróżnić własny rój od innych. Jej feromony mówią robotnicom, że niestrudzenie muszą kontynuować swój wysiłek – karmienie larw, naprawianie plastrów i magazynowanie żywności.

Życie królowej nie jest jednak pełne splendoru. Mimo że jej hormony kontrolują życie roju, który liczebnością dorównuje liczbie ludności w Kristiansand (63 000), ma znacznie mniejszą kontrolę nad swoim losem niż królowa Norwegii – Sonja.

Według współczesnych interpretacji najważniejszą rolą królowej nie jest rządzenie, ale składanie jaj. Ma tylko ten jeden, krótki okres ucieczki. Przez resztę życia czołga się po plastrze i w sześciokątnych komórkach składa jajo za jajem. W ciągu dnia składa więcej jaj, niż wynosi masa jej ciała. W ciągu całego życia złoży ich prawie pół miliona.

Nie musi robić nic więcej, ponieważ nie ma na to czasu ani siły. To dlatego zawsze otaczają ją damy dworu, które ją czeszą, myją i karmią. Nie ma jednak wolności. Jest jak Freda w Opowieści podręcznej – maszyną do rodzenia, kobietą w haremie, ale bez rozrywki w postaci wizyt sułtana.

Respekt roju dla królowej ma jednak granice. Celem nadrzędnym roju jest przetrwanie i rozprzestrzenienie się kolonii. Kiedy więc na wiosnę ul ożywa i jego populacja zaczyna rosnąć, zwykle następuje zmiana pokoleniowa.

Nikt tak naprawdę nie wie, co rozpoczyna ten proces, pisze Thomas Seeley w Honeybee Democracy. Może pszczoły orientują się, że mają teraz wystarczające zasoby, aby założyć nową kolonię, a może populacja pszczół staje się tak liczna, że feromonów, które królowa wysyła, żeby regulować życie w ulu, nie starcza dla wszystkich. Albo może królowa się starzeje i spada u niej produkcja feromonów.

Tak czy inaczej, pszczoły szykują się do wyrojenia.

Na plastrach budują większe komórki, jak dla królowej, i karmią zamknięte w nich larwy bogatym w białko mleczkiem. Często, tak na wszelki wypadek, tworzą nawet 10 nowych królowych.

Czasami można usłyszeć, jak bzyczą one w swoich komórkach, oznajmiając otoczeniu, że oto są, gotowe się wyczołgać i przejąć kontrolę.

Stara królowa czuje więc, że na nią już pora.

Zresztą robotnice dają jej to do zrozumienia. Królowa, zanim wylęgną się nowe królowe, przeżywa coś, co można porównać z przechodzeniem menopauzy wśród zbuntowanych nastolatek w domu. Dostaje mniej pożywienia, spada u niej produkcja jaj, staje się lżejsza i szczuplejsza. A córki zaczynają królowej dokuczać. Popychają ją, szarpią i potrząsają, zmuszają do poruszania się, przez co traci jedną czwartą masy ciała. To brutalne.

Ale konieczne. Kiedy bowiem wykluje się nowa królowa, poprzednia musi odlecieć – poprowadzi część swojego roju do nowego domu, podczas gdy młodzież przejmie stary ul.

Pozostawia liczne córki z solidnym posagiem. Pozwala jednej trzeciej populacji pozostać z nową królową oraz dużym zapasem miodu i młodych.

Kiedy nadchodzi czas, ona i pozostałe dwie trzecie roju pakują miód i zostawiają ul za sobą. Najpierw wzlatują w górę, na pobliskie drzewo, gdzie stłoczone debatują, gdzie dalej polecieć. Wspólnie muszą znaleźć odpowiednie miejsce do stworzenia nowej kolonii.


Kiedy Ra znów płacze, woda, która wypływa z jego oczu na ziemię, zamienia się w pszczoły pracujące. Pracują one na kwiatach i drzewach wszelkiego rodzaju, i powstają wosk i miód.

Papirus Salt 825