Zapomnieć o przeszłości

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Hero

Copyright © 2014 by Samantha Young

All rights reserved including the right of reproduction in whole or in part in any form.

This edition published by arrangement with NAL Signet, a member of Penguin Group (USA) LLC, a Penguin Random House Company.

Copyright for the Polish edition © by Burda Media Polska Sp. z o.o., 2020

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Wydanie drugie

Redaktor prowadzący wydania drugiego: Marcin Kicki

Tłumaczenie: Ewa Ciszkowska

Redakcja: Małgorzata Grudnik-Zwolińska

Korekta: Maria Talar

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Projekt okładki: Anita Modry

Zdjęcie na okładce: Maria Evseyeva/Shutterstock

ISBN: 978-83-8053-720-0

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.kultowy.pl www.burdaksiazki.pl

Heroizm to stan psychiki, nie rozumu,

dlatego zawsze jest słuszny.

Ralph Waldo Emerson

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

1

Boston, Massachusetts

To się nie dzieje naprawdę.

Nie może się dziać naprawdę.

Zacisnęłam dłonie, żeby powstrzymać ich drżenie, i przeszłam przez hol do otwartej obszernej części dziennej luksusowego apartamentu z wysoko sklepionymi sufitami i ścianą okien, za którymi rozciągał się duży balkon. Wody pobliskiego portu połyskiwały w słońcu, całe otoczenie budynku było niezwykle atrakcyjne, ale nie mogłam go podziwiać, ponieważ byłam skoncentrowana na poszukiwaniu wzrokiem jego.

Serce zabiło mi mocniej, gdy wreszcie go zobaczyłam. Stał na balkonie. Caine Carraway.

– Alexa!

Odwróciłam gwałtownie głowę w kierunku kuchni, gdzie rozlokował się mój szef, Benito, z laptopem i całym sprzętem niezbędnym do robienia zdjęć. Oczekiwał uśmiechu na powitanie i pełnej gotowości do wykonania jego poleceń, poprzedzonej pytaniem, czego oczekuje. Tymczasem ja skierowałam wzrok z powrotem na Caine’a. Sok pomarańczowy, który wypiłam rano, dał o sobie nieprzyjemnie znać w żołądku.

– Alexa! – przywołał mnie do porządku Benito, stając przede mną z nachmurzoną twarzą.

– Cześć – rzuciłam bezbarwnym głosem. – Słucham.

Benito przekrzywił głowę i popatrzył na mnie w taki sposób, że wbrew jego intencjom wyglądało to niemal komicznie. Mam metr siedemdziesiąt trzy wzrostu, Benito tylko metr sześćdziesiąt pięć, chociaż trzeba przyznać, że ten niedostatek wzrostu z nawiązką rekompensuje silną osobowością.

– Proszę, powiedz mi, że jesteś znowu dawną, normalną Alexą – powiedział, rzucając mi przeciągłe spojrzenie. – Nie mogę współpracować z rozbitą, rozkojarzoną Alexą z sesji poświęconej Dniowi Matki. Nie dzisiaj, gdy robię dla „Mogula” sesję zdjęciową do artykułu o mężczyznach, którzy sami doszli do majątku przed czterdziestką. Z Caine’em Carrawayem na okładce. – Wymownie spojrzał przez ramię na naszego modela. – Ten wybór jest oczywisty. – Uniósł znacząco brew. – Dzisiejsze zdjęcia są bardzo ważne. Gdybyś nie wiedziała, Caine Carraway w Bostonie stanowi najlepszą partię, jest prezesem…

– Carraway Financial Holdings – dokończyłam spokojnie. – Wiem.

– Dobrze. W takim razie wiesz również, że jest bajecznie bogaty i niezwykle wpływowy. A także bardzo zajęty i wymagający, co oznacza, że musimy wykonać pracę szybko i perfekcyjnie.

Przeniosłam spojrzenie z Benita na człowieka, który założył prywatny bank natychmiast po ukończeniu studiów. Po czym konsekwentnie go rozwijał, a dywersyfikując środki, z czasem doprowadził do powstania finansowego holdingu, w którego skład wchodziły bankowość korporacyjna, towarzystwa ubezpieczeniowe, fundusze powiernicze, obrót papierami wartościowymi, zarządzanie aktywami i temu podobne. Obecnie stał na czele liczącego się holdingu, w którego zarządzie zasiadali zamożni, wpływowi biznesmeni. Panowała powszechna opinia, że osiągnął to wszystko dzięki nieprzeciętnej determinacji, wnikliwej kontroli swoich przedsięwzięć i nienasyconej ambicji.

W tej chwili rozmawiał przez telefon, a Marie, nasza stylistka, wygładzała jego szyty na miarę, dizajnerski granatowy garnitur, w którym wyglądał świetnie. Caine był wysoki, metr osiemdziesiąt pięć, może nawet siedem centymetrów, proporcjonalnie zbudowany i ewidentnie dobrze umięśniony. Miał wyrazistą twarz z wysoko sklepionymi kośćmi policzkowymi, prosty, kształtny nos i gęste, prawie tak ciemne jak moje włosy. Właśnie niecierpliwym ruchem odsunął dłoń Marie, usiłującej wygładzić jakiś kosmyk. Zacisnął usta w wąską kreskę, ale oglądałam jego fotografie i wiedziałam, że są pełne i zmysłowe.

Rzeczywiście świetny model na okładkę.

I rzeczywiście nie warto było z nim zadzierać.

Przełknęłam ślinę, żeby rozluźnić gulę w gardle. Co za ironia losu, że musiałam stanąć naprzeciwko Caine’a akurat teraz, gdy śmierć mojej matki wciąż była świeżym wydarzeniem, a jej nagłość przypominała mi o czyjejś innej nagłej śmierci, jej okropnych okolicznościach i jego związku z tymi wydarzeniami.

Od sześciu lat pracowałam jako osobista asystentka Benita, jednego z najzdolniejszych i najbardziej wziętych fotografów w Bostonie. Był w pełni profesjonalny, nigdy nie wprowadzał nerwowej atmosfery w kontaktach z klientami, miałam z nim do czynienia tak długo, że powinnam czuć się całkowicie bezpieczna i zrelaksowana, a jednak nie byłam.

Uczciwie przyznaję, do niedawna mieliśmy dobre relacje. Ale trzy miesiące temu odeszła moja matka, a jej śmierć odnowiła rodzinne problemy i przypomniała o wydarzeniach, o których wolałabym nie pamiętać. Usiłowałam pracować normalnie, zachowując pokerową twarz, ale trudno o to, gdy straciło się kogoś z rodziców. W efekcie załamałam się nerwowo podczas sesji związanej tematycznie z Dniem Matki. Benito próbował okazać mi zrozumienie, chociaż był nieźle wkurzony. Nie zwolnił mnie, tylko wysłał na tak bardzo mi potrzebny urlop.

Ze świeżą opalenizną po szczodrym korzystaniu ze słońca na Hawajach przyszłam do pracy dzisiejszego ranka, nie wiedząc o czekającej mnie sesji ani o tym, kto będzie jej bohaterem. Benito zostawił mi tylko krótkiego maila z adresem, bez żadnych szczegółów. Byłam osobistą asystentką Benita, ale nie miałam pojęcia o tym, jaki projekt ostatnio realizuje. Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się dobrze.

Wprawdzie wyglądałam na wypoczętą, ale nie do końca uporządkowałam w głowie to wszystko, co dotyczyło mojej rodziny, w dodatku był powód, by martwić się, czy praca, której oddawałam się całym sercem przez ostatnie sześć lat, nie zostanie tylko wspomnieniem po wizycie w kosztownym penthousie.

Niepokój wzmógł się, gdy wyszłam z windy i zobaczyłam, jak dużo ludzi kręci się po holu i tłoczy w otwartych podwójnych drzwiach prowadzących do apartamentu. Ich liczba sugerowała, że to będą zdjęcia kogoś naprawdę ważnego. A potem przeżyłam moment prawdziwej paniki, gdy Sofie, nasza stażystka, poinformowała mnie, że chodzi o Caine’a Carrawaya.

Słysząc to nazwisko, zaczęłam drżeć. Dotąd mi to nie przeszło.

Caine skierował na mnie spojrzenie przenikliwych oczu, jakby wyczuł, że na niego patrzę. Przez moment spoglądaliśmy na siebie – ja za wszelką cenę starałam się nie okazać emocji – po czym Caine obrzucił mnie wzrokiem od stóp do głów.

Zdaniem Benita powinniśmy ubierać się do pracy jak najbardziej swobodnie, aby okazać celebrytom, że nie czujemy się onieśmieleni ich obecnością i że uważamy ich za równych sobie. Wierzył, że dzięki temu klienci będą go bardziej szanować. Według mnie była to tania filozofia, ale zatrzymałam tę opinię dla siebie, skoro dzięki temu mogłam się ubierać, jak chciałam. Zwykle wybierałam coś wygodnego, dzisiaj byłam w szortach i podkoszulku.

Caine Carraway patrzył na mnie tak, jakbym była naga.

Ramiona pokryły mi się gęsią skórką, dreszcz przeszedł wzdłuż kręgosłupa.

– Alexa – warknął Benito.

– Przepraszam – mruknęłam, starając się nie zwracać uwagi na palące spojrzenie Caine’a i uczucie bólu, które ścisnęło mi pierś.

– W porządku – powiedział mój szef, ale potrząsnął głową z irytacją. – Masz… – Wcisnął mi do ręki BlackBerry, który wyjeżdżając na urlop, zostawiłam dla zastępującej mnie tymczasowo sekretarki z agencji. W urządzeniu były zapisane: kontakty, maile, kalendarz, wszystko, co dotyczyło życia zawodowego Benita. Zobaczyłam piętnaście nieprzeczytanych maili, wysłanych do niego dzisiaj rano. – Dopilnuj, żeby ekipa była gotowa. Robimy zdjęcia na balkonie, z portem w tle, potem w penthousie, gdzie jest mniej światła. Ustaw wszystko.

Działałam automatycznie. Znałam swoją pracę na wylot i tylko dlatego byłam w stanie wykazać się kompetencją, mimo że głowę zaprzątało mi całkiem coś innego. Mężczyzna, na którego nie śmiałam spojrzeć, gdy kierowałam jednego z pracowników, aby ustawił aparat i laptop Benita na balkonie, i ściągałam oświetleniowców.

 

Caine Carraway.

Wiedziałam o nim więcej, niżbym chciała, bo przez kilka ostatnich miesięcy słuchałam uważnie, co o nim mówiono, i studiowałam wnikliwie wszelkie informacje, jakie się o nim ukazywały. Niezdrowa ciekawość, tak to się nazywa.

Osierocony w wieku trzynastu lat i wkręcony w machinę domów zastępczych, przezwyciężył wszelkie trudności, ukończył szkołę średnią jako celujący uczeń i podjął studia w Wharton Business School, gdzie dostał pełne stypendium. Niemal natychmiast po ukończeniu studiów założył bank, jego pierwsze przedsięwzięcie. Doprowadziło go ono do prezesury w Carraway Financial Holdings. W wieku dwudziestu dziewięciu lat osiągnął znaczny sukces w biznesie. Teraz miał trzydzieści trzy lata, był szanowany przez partnerów biznesowych, chętnie widziany na bostońskich salonach, pożądany na rynku matrymonialnym. Chociaż strzegł skrupulatnie swojej prywatności, fotografowano go często, zwłaszcza podczas towarzyskich spotkań. Pokazywał się na nich w asyście pięknych kobiet, rzadko zdarzało się, aby fotografowano go z tą samą przez kilka miesiący.

Wszystko to mówiło mi: żyjący sam, bardzo samotny, zamknięty w sobie.

Ucisk w piersi stał się silniejszy.

– Alexa, poznaj pana Carrawaya.

Oddech mi przyspieszył, odwróciłam się od Scotta, technika oświetleniowca, i starając się kontrolować emocje, podeszłam do Benita, stojącego obok finansowego potentata. Policzki zaczęły mnie piec pod spojrzeniem jego ciemnych oczu. Z bliska mogłam zauważyć, że są właściwie ciemnobrązowe, nie czarne. Twarz Caine’a zachowała nieprzenikniony wyraz, tylko w oczach odbijały się jakieś żywsze uczucia. Zadrżałam lekko, gdy obrzucił mnie spojrzeniem.

– Panie Carraway, to moja osobista asystentka, Alexa…

– Miło mi pana poznać – przerwałam szefowi, zanim zdążył wypowiedzieć moje nazwisko. – Jeśli będę potrzebna, proszę mnie wezwać.

Zanim któryś z nich zdążył cokolwiek powiedzieć, umknęłam z powrotem do Scotta. Obserwował ich obu ponad moim ramieniem, a gdy wrócił do mnie wzrokiem, poinformował mnie, że Benito nie sprawia wrażenia zachwyconego moją rejteradą.

– Co z tobą? – spytał.

Zbyłam go wzruszeniem ramion, nie wiedząc, jak mu wyjaśnić, dlaczego zachowuję się jak nastolatka. Za długo trzeba by tłumaczyć. I wchodzić w zbyt osobiste tematy. Bo to, co się ze mną działo, było konsekwencją odkrycia trzy miesiące temu, że to mój ojciec zniszczył dzieciństwo Caine’a Carrawaya.

A dzisiaj ten człowiek stał przede mną.

Benito wypowiedział, a raczej warknął moje imię, odwróciłam się i zobaczyłam, że gestem wzywa mnie na balkon. Zaczęliśmy sesję.

Stanęłam za plecami Benita i popatrując na zdjęcia w laptopie, przenosiłam wzrok na modela. W ten sposób mogłam bezkarnie przyjrzeć się lepiej Caine’owi. Ani razu się nie uśmiechnął. Patrzył chmurnie w obiektyw, a Benito nie śmiał mu zaproponować, aby zmienił nieco wyraz twarzy. Co najwyżej prosił go, aby przesunął się w tę tub tamtą stronę, przechylił głowę tak lub inaczej, co tak naprawdę niczego nie zmieniało.

– Grobowa mina go nie opuszcza – szepnęła mi do ucha Sofie, wręczając mi kawę. – Gdybym nie była zaręczona, spróbowałabym przywołać uśmiech na tę przystojną twarz. Jesteś singielką. Postaraj się. Jestem pewna, że ci się uda.

Zbladłam na myśl o jego reakcji, ale pokryłam to lekkim uśmieszkiem.

– Obawiam się, że nawet gdyby gimnastyczka z siostrą bliźniaczką stanęły na głowie, nie zdołałyby tego dokonać.

Zerknęłyśmy na siebie, z trudem utrzymując powagę, ale w końcu poddałyśmy się. Jaka ulga roześmiać się, nawet bezgłośnie, w tych okolicznościach. Niestety, zwróciło to uwagę Caine’a. Zorientowałam się natychmiast, gdy wokół zapadła cisza. Carraway przyglądał nam się z zaciekawieniem, a Benito… Gdyby wzrok mógł zabijać, obie z Sofie już byśmy nie żyły.

Sofie natychmiast umknęła, a mój szef westchnął i powiedział:

– Zróbmy przerwę. – Podszedł do laptopa i wycedził cicho przez zęby: – Przez cały ranek dziwnie się zachowujesz. Czy jest coś, o czym nie wiem?

– Nie – zaprzeczyłam, po czym patrząc na niego ze zdziwieniem, jakbym nie wiedziała, o co chodzi, spytałam: – Kawy?

Skinął głową, nawet nie wyglądał na rozzłoszczonego, raczej na rozczarowanego, co było jeszcze gorsze. Zrobiłam najmądrzejszą rzecz w tej sytuacji, to znaczy poszłam do łazienki. Chciałam opłukać twarz zimną wodą. Gdy podstawiłam złożone dłonie pod strumień wody z kranu, zauważyłam, że drżą.

– Cholera!

Nie radziłam sobie.

Znowu.

Wystarczy tego dobrego. Kolejne załamanie na widoku publicznym i mogę pożegnać się z pracą. Jest nieklawo, muszę się pozbierać i zachowywać profesjonalnie.

Zebrałam się w sobie, wyprostowałam plecy i wyszłam z łazienki. Prosto na filiżankę z kawą, trzymaną w dużej dłoni, należącej do Caine’a. Zagapiłam się na niego, całkiem oniemiała. Serce łomotało mi w piersi, nie byłam w stanie znaleźć odpowiednich słów. Caine uniósł brew i wyciągnął do mnie filiżankę. Wzięłam ją z wyrazem kompletnego zaskoczenia na twarzy.

– Gałązka oliwna – powiedział, a mnie dreszcz przebiegł na dźwięk głębokiego, niskiego głosu. – Sprawiasz wrażenie, jakbyś z jakiegoś absurdalnego powodu się mnie bała.

Nasze spojrzenia spotkały się i puls mi przyspieszył, tym razem z całkiem innego niż zdenerwowanie i rzeczywiście absurdalnego powodu.

– Czyżby jakieś nowe pogłoski o mnie?

Zapomniałam o wszystkim, zapatrzona w jego oczy.

– Różne rzeczy – odpowiedziałam cicho. – Wiele się o panu mówi.

Uśmiechnął się, zadając kłam moim przypuszczeniom – wcale nie potrzebował do tego gimnastyczki i jej siostry bliźniaczki.

– W takim razie masz nade mną przewagę. Ja o tobie nic nie wiem.

Zrobił krok w moją stronę i nagle ogarnęło mnie to wspaniałe uczucie, jakby mną całkiem owładnął. Rany Julek!

– Nie ma wiele do powiedzenia.

Caine pochylił głowę, spojrzenie ciemnobrązowych oczu wywołało gorąco między udami.

– Jakoś trudno mi w to uwierzyć. – Utkwił na moment wzrok w moich ustach, po czym znowu spojrzał mi w oczy. – Chciałbym wiedzieć o tobie coś więcej, Alexa.

Odchrząknęłam niepewnie, nagle przemknęło mi przez myśl znane powiedzenie: uważaj, czego pragniesz, bo może się to spełnić. Nie przyszło mu do głowy, że mogę być spanikowana, uznał, że staram się robić wrażenie tajemniczej.

– Nie wracam do zdjęć, dopóki mi czegoś o sobie nie powiesz – powiedział. – A czas to pieniądz – dorzucił z uśmieszkiem. – Masz obowiązek uszczęśliwiać swojego szefa.

O kim mówił? O sobie czy o Benicie? Wpatrywałam się w niego, wnętrze dłoni mi zwilgotniało, serce biło coraz mocniej, w miarę jak cisza się przedłużała. I wreszcie stało się. Wyprowadzona z równowagi jego nieoczekiwanym pojawieniem się w moim życiu, i to w momencie, gdy dowiedziałam się, że w dzieciństwie padł ofiarą niegodnych poczynań mojego ojca, wybuchnęłam:

– Znam cię… nie… to znaczy – zaczęłam nieskładnie i zrobiłam kilka kroków w bok, żeby odciągnąć go do miejsca, gdzie było stosunkowo pusto. Filiżanka z kawą drżała niebezpiecznie w mojej ręce. – Nazywam się Alexa Holland.

Niedowierzanie i szok w jego oczach. Nieprzyjemnie było na to patrzeć. Drgnął, jakbym go uderzyła, wpływowy człowiek sukcesu stał przede mną nagle pobladły.

– Moim ojcem jest Alistair Holland – brnęłam dalej. – Wiem, że miał romans z twoją matką i jak to się skończyło. Jest mi…

Stanowczym gestem ręki nakazał mi milczenie. Po szoku ani śladu, sądząc po wyrazie twarzy, ogarnęła go wściekłość, nozdrza mu zadrgały.

– Na twoim miejscu bym zamilkł – warknął.

Ale ja nie mogłam się już powstrzymać.

– Niedawno się dowiedziałam. Jeszcze trzy miesiące temu nie wiedziałam, że to ty. Nie wiedziałam nawet…

– Powiedziałem dość! – Zrobił krok do przodu, co mnie zmusiło do oparcia się o ścianę. – Nie chcę tego słuchać.

– Proszę, wysłuchaj mnie…

– Pogrywasz sobie ze mną? – Walnął dłonią w ścianę tuż koło mojej głowy i nagle przestałam w nim widzieć kulturalnego, nieposzlakowanego dżentelmena, a zobaczyłam mężczyznę znacznie bardziej niebezpiecznego, niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrażać. – Twój ojciec uwiódł moją matkę, uzależnił od narkotyków i zostawił w hotelowym pokoju, gdy przedawkowała, bo ratowanie jej oznaczało narażenie swojej pozycji i nadziei na spadek. – Zbliżył twarz do mojej, czułam jego gorący oddech, gdy wysyczał: – Zniszczył moją rodzinę. Nie chcę mieć z wami do czynienia. Ani przebywać z kimkolwiek z was w pobliżu.

Odepchnął się od ściany i pomaszerował zdecydowanym krokiem przez hol. Większość kobiet pewnie zalałaby się łzami po takim ataku, ale nie ja. Dorastałam, patrząc na matkę tłumiącą łzy przy każdej wymianie zdań z ojcem, i nienawidziłam tego. Kiedy była zła, płakała, zamiast okazać złość. Ja postanowiłam nigdy tak nie robić.

Teraz byłam wściekła na ojca, z którym zresztą nie utrzymywałam kontaktu, za to, że przez niego znalazłam się w takiej sytuacji i że na mnie spłynęła część jego winy.

– Cholera jasna… – mruknęłam, gdy wreszcie dotarł do mnie sens ostatniego zdania wypowiedzianego przez Caine’a, i niemal biegiem ruszyłam za nim.

Caine rozmawiał z Benitem. Żołądek podszedł mi do gardła, gdy zobaczyłam skrzywioną twarz mojego szefa. Rzucił mi druzgoczące spojrzenie, po czym zaczął coś tłumaczyć Caine’owi. Ten, nie słuchając, odwrócił się na pięcie i przebiegł wzrokiem po obecnych w pomieszczeniu. Zatrzymał spojrzenie na młodym mężczyźnie w dizajnerskim garniturze.

– Ethan, chcę innego fotografa. – Jego głos rozbrzmiał donośnie i wszyscy zastygli, zaskoczeni. – Albo nici z okładki.

– Natychmiast się tym zajmę – zapewnił go Ethan pospiesznie.

Spojrzałam z przerażeniem na Benita, usta miał półotwarte z szoku. Caine nie poświęcił mu większej uwagi, skierował się prosto do wyjścia, po drodze wyminął mnie, nawet nie spojrzawszy, jakbym była powietrzem.

Zrobiło mi się niedobrze. Kiedy Benito się do mnie odezwał, ton jego głosu był uprzejmy, słowa nie:

– Co ty do pieprzonej jasnej cholery zrobiłaś?

* * *

Rachel, moja przyjaciółka, przekładała swoje nadpobudliwe dziecko z jednego kolana na drugie.

– To dopiero pięć godzin. Uspokój się. Benito na pewno zadzwoni do ciebie, żeby wyjaśnić to nieporozumienie.

Obserwowałam jej córeczkę z wzrastającym niepokojem.

– Dlaczego buzia Maisy jest taka czerwona?

Rachel zrobiła zniecierpliwioną minę, niezadowolona, że zmieniam temat, i spojrzała na córkę.

– Maisy, przestań wstrzymywać oddech.

Mała patrzyła na nią uparcie.

– Ona… wciąż to robi – powiedziałam, nie rozumiejąc, dlaczego Rachel zupełnie to nie wzrusza.

– Nie dostaniesz zabawki, jeśli będziesz wstrzymywać oddech – zagroziła córce moja przyjaciółka.

Maisy wypuściła przedziwnie długi oddech i uśmiechnęła się do mnie z zadowoleniem.

– Ma diabła za skórą – mruknęłam, patrząc na nią podejrzliwie.

– Co ty powiesz. – Rachel wzruszyła ramionami. – W jej wieku sama stosowałam ten trik z powstrzymywaniem oddechu, żeby coś wymusić. Najwyraźniej ma to po mnie.

Spojrzałam na talerz ze zjedzonym do połowy lunchem.

– Możemy wyjść i przespacerować się po parku, jeśli to ją uspokoi.

– Na razie to jeszcze nie uspokoiłyśmy ciebie. – Rachel przywołała przechodzącego obok kelnera. – Dwie dietetyczne cole i sok pomarańczowy poproszę.

Nie oponowałam. Ze wszystkich moich przyjaciółek Rachel była najbardziej apodyktyczna i uparta. Być może właśnie dzięki tej ostatniej cesze z nią jedną spotykałam się regularnie. Na studiach trzymałyśmy się w cztery: ja, Rachel, Viv i Maggie. Ja jedna pozostałam niezamężna i nieobarczona dziećmi. Kontakt z Viv i Maggie całkiem się rozluźnił, Rachel widywałam co kilka tygodni. Zajęta pracą i udzielaniem się towarzysko wśród kolegów z pracy, nie nawiązałam żadnych nowych znajomości, a na podtrzymywanie starych brakowało czasu. Teraz czułam ucisk w żołądku na myśl, co będzie, jeśli Benito mnie zwolni. Przyszłość rysowała się ponuro – bez pieniędzy, ładnego mieszkania, życia towarzyskiego.

– Może powinnaś zamówić mi do tego wódkę – mruknęłam.

– Benito cię nie zwolni – oświadczyła Rachel, kręcąc głową. – Dobrze wie, jak ciężko dotąd dla niego tyrałaś. Mamusia mówi prawdę, co, skarbie? – Podrzuciła Maisy na kolanie.

 

Dziewczynka zachichotała i energicznie zaprzeczyła głową, jej ciemne kręcone włosy omiotły twarz Rachel.

– Super. Nawet trzylatka wie, że mam przepieprzone.

Moja przyjaciółka skrzywiła się.

– Nie możesz używać takich słów w obecności dziecka, Lex. – Podsunęła w moją stronę colę, którą przyniósł kelner. – Skończmy wreszcie z tobą i porozmawiajmy o mnie chociaż przez chwilę.

Uśmiechnęłam się, po raz pierwszy od kilku tygodni szczerze.

– Tylko jeśli mi po raz setny powtórzysz, że on mnie nie zwolni.

– Lex, Benito cię nie zwolni.

* * *

– Alexa, jesteś zwolniona. – Ledwie usłyszałam swoje imię, gdy zaczęłam odsłuchiwać wiadomość głosową, którą zostawił mi Benito, poczułam skurcz w żołądku. – Nie wiem, co się wydarzyło dzisiaj rano, ale jesteś skończona. Nie tylko u mnie! O nie! Tak rozsierdziłaś Caine’a Carrawaya, że straciłem nie tylko „Mogula”, ale i dwa inne czasopisma z tego samego koncernu medialnego. Moja zawodowa reputacja wisi na włosku, i to po tym, jak na nią ciężko pracowałem! Masz przepieprzone. – Zniżył głos i zrobiło to na mnie groźniejsze wrażenie niż jego krzyki. – Możesz być pewna, dopilnuję, żebyś nie dostała roboty w tej branży.

Ścisnęłam nasadę nosa i wzięłam z trudem głęboki oddech.

Było fatalnie.

Gorzej niż fatalnie.