Wiele hałasu o ciebie

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Nic tak nie kocham na świecie jak ciebie (…)*.

William Szekspir, Wiele hałasu o nic

* Ten i pozostałe fragmenty pochodzą z przekładów Leona Ulricha (przyp. tłum.).

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Rozdział pierwszy

Chicago

Nie byłam na randce od dwóch lat.

To mogło wyjaśniać motylki w moim brzuchu i narastające, przytłaczające uczucie paniki. Nerwowo postukiwałam stopą w podłogę.

Upiłam kolejny łyk wody przyniesionej przez kelnera i próbowałam wyglądać, jakby wcale mnie nie obchodziło, że facet, z którym się umówiłam, spóźnia się piętnaście minut.

To nie miało sensu.

Gadaliśmy z Aaronem dopiero od czterech tygodni, ale wydawało mi się, że trwało to znacznie dłużej. Poznaliśmy się na portalu randkowym i kiedy uświadomiliśmy sobie, jak wiele nas łączy (pasja do podróży, obsesja na punkcie programów o gotowaniu i remontach, uwielbienie dla Szekspira, zamiłowanie do cichych wieczorów w domu i – od czasu do czasu – głośnych wieczorów poza domem…), przenieśliśmy się na Snapchata.

Przez cztery tygodnie codziennie przesyłaliśmy sobie snapy.

Policzki piekły mnie ze wstydu. Przemknęłam palcami po ekranie komórki i uruchomiłam aplikację. Zapisałam mnóstwo fragmentów rozmów, bo tak świetnie nam się gadało, i chętnie do nich wracałam.

Zerknęłam na snapy z poprzedniego wieczora.

AARON T

Jaka jesteś rano?

JA

Przed pierwszą kawą do niczego się nie nadaję.

AARON T

Zapamiętać: zacząć ranek od przyniesienia Evie kawy do łóżka. Tam musi mi się przydać.

JA

😂

JA

A do czego mam się przydać? Rano to przede wszystkim Ty powinieneś przydać się mnie. 😠

AARON

To zrobimy tak. Ja przydam Ci się najpierw. Potem przyniosę Ci kawę. A potem odwdzięczysz mi się i też mi się przydasz.

AARON T

Wiesz, że „przydać się” to eufemizm na zejście na dół, prawda?

JA

*prych* Owszem, ale dzięki, że tak uroczo to wyjaśniłeś.

AARON T

Starałem się być dżentelmenem.

Zmarszczyłam brwi, odłożyłam telefon na stolik i znów zatrzymałam wzrok na wejściu do restauracji. Nasz flirt na początku był niewinny, ale w miarę jak poznawaliśmy się z Aaronem bliżej, zaczęło się robić gorąco. Czułam się wtedy dziwnie – jednocześnie beztroska i bezpieczna. Nie spotkaliśmy się jeszcze twarzą w twarz, ale był ze mną bardzo szczery. Z zasady nie umawiałam się z młodszymi facetami po tym, jak kilka razy źle się to skończyło z powodu ich niedojrzałości. Aaron miał dwadzieścia osiem lat – o pięć mniej ode mnie. Ale już w pierwszym tygodniu pozbyłam się wszelkich obaw związanych z jego dojrzałością, bo bardzo otwarcie zwierzał mi się z tego, jak była dziewczyna wpłynęła na jego samoocenę. Rzucił studia prawnicze, bo go unieszczęśliwiały, i zaczął od nowa – poszedł na weterynarię. Kocham zwierzęta, więc bardzo mi się to w nim spodobało. Ale jego eks go nie wspierała. A kiedy ze względu na przeciążenie nauką zaczął opuszczać treningi na siłowni i kiepsko się odżywiać, zmiażdżyła jego pewność siebie, wygłaszając ostre komentarze na temat jego ciała.

Wysłał mi na snapie swoje zdjęcia. Wcale nie był gruby, po prostu nie miał figury modela. I co z tego? Wydawał się świetnym gościem. Był dwa razy „P”: prawdomówny i przystojny.

Nie przepadałam za randkami, zwłaszcza internetowymi, i zwykle trzymałam duży dystans, ale ponieważ Aaron był tak otwarty, opowiedziałam mu o tym, że przez ostatnich pięć lat zaliczałam jedną nieudaną randkę za drugą. I o tym, jak w dniu swoich trzydziestych pierwszych urodzin postanowiłam dać sobie na chwilę spokój z randkowaniem. Większość przyjaciół starała się podnosić mnie na duchu, ale widziałam troskę w ich oczach.

Biedna Evie. Po trzydziestce i nadal sama. Chyba powinna bardziej się postarać, żeby kogoś znaleźć, a nie robić przerwę w poszukiwaniach.

Jedynie moja najlepsza przyjaciółka i pokrewna dusza, Greer, szczerze wspierała mnie w mojej decyzji. Do dnia, gdy kilka miesięcy temu skończyłam trzydzieści trzy lata. Wtedy stwierdziła, że czas wracać do gry. Nie potrafiła wyobrazić sobie dwóch lat bez seksu.

Też coś.

Szczerze mówiąc, mój wibrator był o sto procent efektywniejszy niż siedmiu na ośmiu kolesi, z którymi uprawiałam seks.

Długo nie udawało nam się z Aaronem zgrać grafików i dziś przypadał pierwszy dogodny termin dla nas obojga. Po czterech tygodniach miałam wrażenie, że rozmawiamy od zawsze, a Aaron zaczął pokazywać mi bardzo zalotne oblicze.

Czułam, że stworzyłam z nim relację, jaka nie łączyła mnie od dawna z żadnym facetem, i że mogę z nim porozmawiać o wszystkim. W rozpaczliwej nadziei, że może wreszcie kogoś znalazłam, zdecydowanie za bardzo otworzyłam się przed facetem, którego w życiu nie widziałam na oczy.

I który nie przyszedł na naszą randkę.

Znów odpaliłam telefon i zaczęłam przeglądać zapisane snapy.

AARON T

Powiedz, co lubisz w sobie najbardziej.

JA

Mam wiele wad… ale myślę, że jestem dobrym człowiekiem. A przynajmniej się staram.

AARON T

Dobroć jest niedoceniana. A ty JESTEŚ dobra. Wiem to. To jedna z rzeczy, które ja też najbardziej w Tobie lubię.

JA

😮

JA

A co Ty najbardziej w sobie lubisz?

AARON T

Samoświadomość. Wiem, kiedy zachowuję się jak dupek, i albo staram się powstrzymać, albo od razu przepraszam.

JA

Samoświadomość też jest niedoceniana. I też ją w Tobie lubię.

AARON T

Ale tego, że bywam dupkiem, już nie?

JA

Nie ma ludzi idealnych. Każdy bywa dupkiem.

AARON T

A czego w sobie nie lubisz?

JA

Szczerze mówiąc, nie zawsze czuję się dobrze ze swoim wyglądem. Z wiekiem nabrałam więcej pewności siebie, ale nadal czasami nie jestem sobą zachwycona.

AARON T

Skąd u Ciebie niepewność? Wyglądasz zajebiście.

JA

Dzięki. Ale jestem wysoka i z pewnością nie szczupła. Wiele razy słyszałam na pierwszej randce: „Spora jesteś jak na dziewczynę” – okazywała się ona ostatnią.

Faktycznie jestem wysoka – mam metr siedemdziesiąt osiem, w obcasach metr osiemdziesiąt osiem, ale chyba nie to przeszkadzało niektórym kolesiom. Mam bujne piersi, pośladki i biodra, za to wcięcie w talii, choć widoczne, jest niewielkie, a brzuszek – lekko wystający. Faceci albo uwielbiali mój wzrost i obfite kształty, albo uznawali mnie za grubaskę. Nie znosiłam tego słowa. Wzdrygałam się na sam jego dźwięk. Ale zdarzały się dni, zwykle przed okresem, kiedy czułam, że mam nadwagę, i wątpiłam w to, że mogłabym komukolwiek się spodobać.

Przeważnie byłam raczej zadowolona ze swojego wyglądu, czasem czułam się seksowna. Kto wie, może miałabym więcej pewności siebie, gdybym była o parę centymetrów niższa i mieściła się w kiecki mniejsze o rozmiar lub dwa. Każdy chyba chciałby czasem wyglądać zupełnie inaczej. Nie katowałam się jednak, kiedy nachodziły mnie takie myśli, bo zwykle lubiłam i swoje wnętrze, i swoją powierzchowność.

Starałam się nie dopuścić do tego, żeby inni psuli mi samopoczucie, krytykując mój wygląd. Zauważyłam jednak, że wahania pewności siebie łączą się z okresami internetowego randkowania. Płytkie podejście bardzo mnie zniechęcało do facetów, ale nie oznaczało to, że ci, którzy odrzucili mnie ze względu na moją urodę, nie wywarli na mnie podświadomego wpływu.

AARON T

Wspominałaś, że jesteś redaktorką. Co i gdzie redagujesz? Opowiedz.

JA

Jestem asystentką redakcji w „Reel Film”, czasopiśmie filmowym.

AARON T

Fajnie. Co to właściwie robisz? Piszesz recenzje i w ogóle?

JA

Nie, wspieram redaktora. Zaczynałam od pracy biurowej, ale przez ostatnich kilka lat pomagałam redagować artykuły pisane przez dziennikarzy.

JA

Mój redaktor przechodzi na emeryturę, zwalnia się jego posada. Możliwe, że ją dostanę.

AARON T

Super. Może pójdziemy to uczcić?

JA

Może 😮 A w jaki sposób?

AARON T

W jaki tylko chcesz. Jestem do usług 😉

Westchnęłam ciężko, próbując rozluźnić ściśnięty żołądek. Pracowałam w „Reel Film” od dziesięciu lat i wiele razy pomijano mnie przy obsadzaniu stanowiska redaktora, ale moje długie oczekiwanie wreszcie dobiegło końca. Cieszyłam się z tego, ale rozpraszały mnie kontakty z Aaronem. Nie mogłam się przez niego skupić – a przecież nawet się nie spotkaliśmy. Nasze rozmowy działały na mnie jak narkotyk. Dzięki nim po raz pierwszy od dawna czułam się młodo.

A teraz… tak mnie wystawił?

Zerknęłam na ostatniego snapa z poprzedniego wieczora.

JA

Nie mogę się doczekać jutrzejszego spotkania.

 

Zauważyłam, że odczytał wiadomość dopiero kilka godzin temu.

Zaczęłam stukać w ekran. Zerknęłam na zegarek. Aaron był już spóźniony o dwadzieścia minut. Szybko wysłałam snapa.

JA

Jestem w restauracji. Coś cię zatrzymało?

Po kilku minutach nerwowego oczekiwania zauważyłam, że odczytał wiadomość.

Przepełniła mnie ulga.

Jednak kiedy minęła minuta, później pięć i nie doczekałam się odpowiedzi, zaczęło mnie mdlić. Z pięciu minut zrobiło się dziesięć.

Wyszłam na skończoną idiotkę.

A jednak siedziałam tu i rozważałam wszystkie inne możliwości.

Może ktoś ukradł mu telefon i to nie on otwierał wiadomości.

Może miał wypadek.

Może zdążył się już we mnie zakochać i poczuł się nieco przytłoczony.

Na samą tę myśl parsknęłam śmiechem. Zignorowałam speszone spojrzenia pary siedzącej przy sąsiednim stoliku.

Z lewej strony nachylił się nade mną kelner. Zerknęłam na niego i posłałam mu wymuszony uśmiech.

– Mam zwolnić stolik?

Mężczyzna pokręcił głową.

– Nie trzeba. A czy chciałaby pani coś zamówić?

– Macie w menu alternatywną rzeczywistość, taką, w której nikt nie wystawił mnie do wiatru?

Kelner uśmiechnął się współczująco.

– Niestety nie. Ale jeśli to panią pocieszy, wiele osób chętnie by ją zamówiło.

Wybuchłam śmiechem.

– Często widuje pan takie sytuacje? Ciekawe, jaką znajdzie wymówkę. Jeśli w ogóle zechce się wytłumaczyć.

– Może umarł mu pies.

– A może pies połknął jego złotą rybkę i musiał mu zrobić rękoczyn Heimlicha.

Mężczyzna zachichotał.

– Mnie też kiedyś wystawił facet. Napisał, że wygasła mu wiza i musiał wyjechać z kraju. Dwa tygodnie później spotkałem go w Andersonville.

– No nie.

– No tak.

Poczułam się nieco lepiej, kiedy dotarło do mnie, że nie jestem jedyną osobą, którą spotkało coś takiego. Powiedziałam przyjaznemu kelnerowi, że wracam do domu, a kiedy wychodziłam z lokalu, uśmiechnął się do mnie serdecznie.

Mimo żarcików czułam się głupio – odsłoniłam się przed kimś, kto mnie wystawił.

Po drodze do metra wciąż zerkałam na telefon, żeby sprawdzić, czy Aaron odpisał, ale odpowiedzi nie było. Zastanawiałam się, jak koleś, z którym rozmawiałam godzinami przez cztery tygodnie, mógł zrobić coś takiego. Jeśli się rozmyślił, dlaczego po prostu mi o tym nie powiedział? Wydawał się brutalnie szczerym typem.

Nie tchórzem.

Nie kutasem.

Skrzywiłam się.

Cóż, uprzedzał, że bywa dupkiem.

Ale nie przywiązywałam do tego większej wagi. Myślałam tylko o tym, jak fajnie nam się gada, i o tym, że Aaron, tak samo jak ja, uwielbia Szekspira. Omawialiśmy nasze ulubione dramaty i spieraliśmy się o to, które Szekspirowskie komedie są najlepsze. On obstawał przy Dwóch panach z Werony, ja przy Wieczorze Trzech Króli. Tak się cieszyłam, że znalazłam kogoś, kto w dzisiejszych czasach też uwielbiał mojego ukochanego pisarza. To była jedna z jego cech, które wydawały mi się zbyt dobre, by mogły być prawdziwe.

Jak widać, nie pomyliłam się.

A co, jeśli Aaron przyszedł, zobaczył mnie i uznał, że jestem za gruba, za wysoka albo za…

– Zamknij się, Evie! – wrzasnęłam na siebie.

Nie pozwolę, żeby zrobił mi coś takiego.

Wściekła wyciągnęłam telefon.

JA

Mogłeś wykazać chociaż trochę przyzwoitości i dać znać, że nie jesteś już zainteresowany.

Serce waliło mi jak młotem, a dłonie zaczęły lepić się od potu, kiedy zobaczyłam, że od razu odczytał wiadomość.

Ale odpowiedzi nie było.

Co jest, do cholery?

Uraza, smutek, gniew i dezorientacja kotłowały się we mnie, kiedy jechałam niebieską linią metra do swojej maleńkiej kawalerki w Wicker Park. Wszystkie emocje, które ukrywałam w restauracji, teraz zaczęły się ze mnie wylewać. Kiedy dotarłam do siebie, łzy płynęły mi po twarzy. Starłam je sfrustrowana, przeklinając się za to, jak dałam się wyprowadzić z równowagi Aaronowi, i za to, że tak odsłoniłam się przed kimś, kogo w życiu nie widziałam na oczy.

Co za naiwna kretynka! Powinnam być mądrzejsza.

Nie. Pokręciłam głową. Nie mogłam sobie tego robić. Nie był wart moich łez. I nie zamierzałam pozwolić, by wpędził mnie w poczucie winy.

Może był kolejnym nudnym, osądzającym palantem poszukującym kobiet istniejących jedynie w filmach i na zretuszowanych zdjęciach w czasopismach.

Czy to zabrzmiało gorzko?

– To zabrzmiało gorzko – mruknęłam do siebie.

No dobra, może i byłam nieco zgorzkniała.

Ale właśnie dlatego unikałam randkowania – byłam już po trzydziestce, a w takich sytuacjach czułam się jak odrzucona szesnastolatka.

Telefon zabzyczał mi w torebce, a serce podskoczyło mi do gardła. Na ekranie wyświetliła się wiadomość od Greer. Poczułam rozczarowanie, a zaraz potem – wyrzuty sumienia z jego powodu. Zastukałam w ekran, żeby wyświetlić wiadomość.

Jak poszła randka? A może wciąż trwa? 😉

Prychnęłam, przygryzłam drżące wargi, odgoniłam łzy i szybko odpowiedziałam.

Nie przyszedł. Pisałam, odczytał moje wiadomości, ale nie odpisał.

Co za drań! Mam przyjechać?

Wiedziałam, że zrobiłaby to. Uśmiechnęłam się przez łzy, ale pokręciłam głową i odpisałam.

Dam radę. To kutas i tyle. Już po sprawie. Idę spać. Jutro wielki dzień.

Telefon znów zabzyczał. Tym razem Greer dzwoniła. Zawahałam się przez chwilę – nie miałam ochoty udawać podczas rozmowy z nią, że wszystko w porządku. Ale w końcu odebrałam. Wiedziałam, że przyjaciółka się o mnie martwi.

– Hej.

– Po pierwsze – zaczęła – naprawdę jest dupkiem. Zapomnij o nim. Człowiek, który uważa się za fana Szekspira, a nie znosi Romea i Julii, jest do niczego. Po drugie, super z tym jutrem! Koniecznie zadzwoń, jak tylko zrobią cię tą cholerną redaktorką!

Sprzeczne sygnały od Aarona kładły się cieniem na ważnym momencie w moim życiu. Nie podobało mi się to.

– Zadzwonię.

– Po trzecie… cóż, miałam poczekać z nowinami, aż się spotkamy, ale chyba przyda ci się teraz coś na pociechę.

– Dawaj.

– Evie, skarbie… będziesz ciocią!

Pokręciłam głową, starając się zrozumieć jej słowa.

– Eee… jak… co? Nie mam… – Byłam jedynaczką. Greer o tym wiedziała.

– Rany, ale masz dziś spóźniony zapłon. Jestem w ciąży, Evie! Hurra!

Zamrugałam zbita z tropu.

– Żartujesz sobie, żeby mnie pocieszyć? – Greer wiele razy powtarzała, że nie chce ślubu ani dzieci. Od dwóch lat spotykała się z Andre, ale był to bardzo luźny związek.

– Nie – zachichotała. – Od jakiegoś czasu gadaliśmy o tym z Andre. Mam trzydzieści cztery lata, nie robię się coraz młodsza, więc… postanowiliśmy spróbować. I jestem w ciąży!

O rany boskie.

Należałyśmy z Greer do sześcioosobowej paczki. Poznałyśmy się na Uniwersytecie Northwestern i po studiach zostałyśmy w Chicago. Z biegiem lat kolejne przyjaciółki odpadały z grupy – wychodziły za mąż, rodziły dzieci i widywałyśmy się tylko na chrzcinach i urodzinach ich dzieciaków albo na kolacji raz na parę miesięcy, kiedy udawało im się załatwić opiekę.

Wiedziałam jednak, że Greer nie chce się ustatkować i założyć rodziny. Myślałam, że chcemy tego samego, że nie jestem sama.

A teraz ostatni bastion wśród moich przyjaciółek został zdobyty – przez dziecko.

– Wspaniale! – Zmusiłam się, by zabrzmieć radośnie, w duchu przeklinając się za swój skrajny egoizm. – Co za niespodzianka!

– Miałam ci powiedzieć na lunchu w sobotę, ale uznałam, że potrzebujesz dobrych wieści.

– Cieszę się twoim szczęściem! – To była szczera prawda. Życzyłam Greer jak najlepiej. Miałam jednak mieszane uczucia w związku z tą sytuacją. – Muszę uderzyć w kimono. Jutro dam ci znać, jak poszło. No i rozumiem, że lunch w sobotę jest aktualny? Mamy co świętować. Przekaż Andre moje gratulacje.

– Przekażę, skarbie. I oczywiście, widzimy się w sobotę. Obie będziemy miały powody do świętowania.

Rozłączyłyśmy się.

Poczłapałam do łóżka, opadłam na plecy i wbiłam wzrok w popękany sufit. Słyszałam brzęczenie telewizora sąsiada z góry.

Greer była w ciąży.

A ja musiałam szczerze przyznać, że bałam się zostać z tyłu.

Telefon znów zabzyczał. Serce zaczęło mi bić trzy razy szybciej, kiedy zobaczyłam ikonkę Snapchata.

Kliknęłam.

AARON T

Przepraszam. Jednak nie czuję się gotów na poważny związek, a wiem, że tego właśnie chcesz. Przykro mi, że zachowałem się jak kutas. Zasługujesz na kogoś lepszego. Mam nadzieję, że znajdziesz to, czego szukasz.

Łzy znów napłynęły mi do oczu. Nie wiedziałam, czy mówi prawdę, ale postanowiłam, że po raz ostatni będę z nim szczera.

JA

Mnie też jest przykro.

Przykro, że przez cztery tygodnie marnowałam energię emocjonalną.

Wiadomość przez cały czas wyświetlała się jako „dostarczona”. Zastukałam w zdjęcie profilowe Aarona i zauważyłam, że nie widzę już jego liczby punktów. Usunął mnie ze znajomych.

Cóż, to naprawdę koniec.

Zrozpaczona leżałam w ciemności, zastanawiając się, czy mój smutek wynika z kolejnego zawodu miłosnego, czy tylko z urażonej dumy.

Może z obu.

– Jutro – wyszeptałam do siebie. – Jutro wszystko będzie lepiej.

Rozdział drugi

– Tu jesteś, Evie. – Patrick, mój redaktor, uniósł rękę i gestem wskazał, bym poszła za nim.

Szef oderwał mnie od lektury. W wolnym czasie dorabiałam, redagując powieści pisarzy, którzy wydawali książki na własny koszt. Jedna z moich klientek była autorką kryminałów. Trzy dni temu napisałam do kolegi ze studiów pracującego w FBI z prośbą o sprawdzenie kilku faktów. Autorka oparła się na informacjach znalezionych w internecie i chciałam sprawdzić, czy są prawdziwe. Kilka minut po przyjściu do biura dostałam odpowiedź. Tak mnie wciągnęła, że zapomniałam, że jestem w pracy.

Nagłe pojawienie się Patricka mnie oszołomiło i wyrwało z ogarniającej melancholii. Ruszyłam przez otwartą przestrzeń biurową w stronę biura Patricka, uśmiechając się do kolegów. Moje biurko stało przed przeszklonym boksem, w którym pracował mój szef.

Szłam coraz szybszym krokiem, aż dotarliśmy do środka.

– Zamknij drzwi.

Wprawdzie wszyscy mogli zobaczyć, co dzieje się w boksie, ale po zamknięciu drzwi stawał się on dźwiękoszczelny. Fajna opcja. Rozejrzałam się. Biurko Patricka stało przy rzędzie okien wychodzących na śródmiejską East Washington Street.

Całe pomieszczenie było zastawione pudłami z dobytkiem mojego redaktora.

Pracowałam dla Patricka od dziesięciu lat. Był niezłym szefem. Dziękował mi za moją pracę. Miałam wrażenie, że ją docenia. Przez lata zdarzyło nam się jednak kilka starć, głównie dlatego, że nie wstawił się za mną trzy razy, kiedy w czasopiśmie zwalniał się etat dla redaktora.

Teraz odchodził na emeryturę i wszyscy spodziewali się, że stanowisko obejmę po nim ja, lojalna, długoletnia asystentka redakcji.

– Szybko zacząłeś się pakować – zauważyłam. – Odchodzisz dopiero za sześć tygodni.

Patrick z roztargnieniem skinął głową.

– Usiądź, Evie.

Nie spodobał mi się jego ton. Powoli opadłam na krzesło przed jego biurkiem.

– Wszystko gra?

Uświadomiłam sobie, że nie pamiętam, kiedy Patrick ostatni raz dotarł do pracy przede mną. Zwykle byłam w biurze co najmniej kwadrans wcześniej niż on.

– Evie… wiesz, że uważam cię za świetną asystentkę. I pewnego dnia będziesz wspaniałą redaktorką… ale kierownictwo postanowiło zatrudnić doświadczonego redaktora. To młody gość, ma dwadzieścia pięć lat i wykształcenie kierunkowe, dwa lata przepracował w małym wydawnictwie. Przyjdzie w poniedziałek, żebym mógł go wdrożyć.

Poczułam się, jakby podłoga usuwała mi się spod nóg.

– Czekaj… że co?

Mój szef zmarszczył brwi.

– Gary Slater. Będzie twoim nowym szefem.

Czyżby biuro zaczęło wirować?

A może to moje ciało nie mogło znieść wzbierającego we mnie gniewu?

– Bardziej doświadczony? Z wykształceniem kierunkowym? – Wstałam na chwiejnych nogach. Redagowałam teksty w czasopiśmie od siedmiu lat. Patrick wiedział, że pracuję też jako wolny strzelec. Takie doświadczenie się nie liczyło? – Wiesz, że mam wykształcenie kierunkowe. – Zaczęłam pracę jako absolwentka anglistyki, ale potem zaharowywałam się, żeby skończyć studia podyplomowe z edytorstwa w Graham School na Uniwersytecie Chicago. – Facet ma dwadzieścia pięć lat. Ja pracuję tu od dziesięciu, a chcą zrobić dzieciaka świeżo po studiach moim szefem?

 

– Mów ciszej, Evie – upomniał mnie Patrick.

Z trudem się opanowałam.

– To jakiś żart?

Pokręcił głową.

– Niestety nie.

– A ty? – Wykrzywiłam usta w grymasie rozczarowania. – Próbowałeś w ogóle o mnie walczyć?

Patrick westchnął.

– Oczywiście. Mówiłem im, że masz odpowiednie doświadczenie, ale chcieli kogoś, kto pracował już jako redaktor.

– Pracowałam. Redagowałam za ciebie teksty przez ostatnie siedem lat. Ale jak widać, to bez znaczenia, bo nie mam najważniejszej kwalifikacji: fiuta!

Mój szef zbladł.

– Evie!

Czułam, że tracę panowanie nad sobą, ale nie dbałam o to. Wśród pięciu redaktorów w „Reel Films” nie było ani jednej kobiety. W czasopiśmie pracowała tylko jedna krytyczka. I nietrudno było zgadnąć, jakie filmy kazano jej recenzować.

Uświadomiłam sobie, że mam dość.

– Odchodzę.

– Evie… – Patrick odsunął się od biurka. – Wiem, że jesteś zdenerwowana, ale nie rób niczego pochopnie.

– Pochopnie? – Ryknęłam śmiechem i obróciłam się, żeby otworzyć drzwi boksu. – Do cholery, pracuję tu od dziesięciu lat i tak mi za to dziękujesz? Nie!

Nie zwracając uwagi na świdrujące spojrzenia kolegów, zaczęłam wrzucać wszystkie swoje rzeczy do swojej wielkiej workowatej torby.

– Evie, możesz przestać? – spytał Patrick, podchodząc do mnie.

Zapięłam wypchaną torbę, odwróciłam się do niego i spiorunowałam go wzrokiem. Staliśmy oko w oko.

– Patricku, mam nadzieję, że to pisemko rodem z lat pięćdziesiątych pójdzie na dno. A tobie… nie dziękuję za ostatnie dziesięć lat.

Po tych słowach wybiegłam z biura. Nie zwracałam uwagi na nikogo, skupiałam się wyłącznie na tym, żeby wreszcie się stamtąd wyrwać.

Kiedy winda zatrzymała się na parterze, nogi zaczęły mi się trząść tak mocno, że bałam się, że mnie nie uniosą i runę na marmurową podłogę. Byłoby to idealne zwieńczenie ostatnich groteskowych dwudziestu czterech godzin.

Udało mi się jednak wyjść z budynku.

Poszłam dalej.

I dalej, i dalej.

Myśli wirowały mi w głowie, kiedy zastanawiałam się, co zrobić ze swoim życiem. Jak to się stało, że skończyłam w tym miejscu, bez żadnych perspektyw?

Kiedy myślałam, że nie mogę już być w głębszej rozpaczy, zadzwonił mój telefon. Wyciągnęłam go i zobaczyłam, że dzwoni mój ojczym. Uwielbiałam Phila, ale to nie był dobry moment na rozmowę. Jednak ponieważ rzadko dzwonił, kiedy byłam (albo myślał, że jestem) w pracy, czułam się w obowiązku odebrać.

– Evie, skarbie, dzwoniłem do biura, ale powiedzieli, że odeszłaś.

– Tak.

– Czemu mi nie powiedziałaś?

– To… świeża sprawa. – Rozejrzałam się wokół i uświadomiłam sobie, że jestem w Millennium Park, przy Jay Pritzker Pavilion. Obok mnie przebiegła kobieta w sportowym stroju, z sześciopakiem na brzuchu, a jakiś facet oblał sobie koszulę latte i zaczął kląć jak szewc.

Nie pamiętałam, jak tam dotarłam.

Było ze mną kiepsko.

– …więc od razu zadzwoniłem – powiedział Phil.

Że co?

– Słucham, Philu?

– Twoja mama – powtórzył cierpliwie. – Przed chwilą z nią rozmawiałem. W sobotę odbieram ją z odwyku i chce, żebym ją do ciebie przywiózł.

Poczułam, jak ściska mi się żołądek. Chwiejnym krokiem dotarłam do najbliższej ławki i opadłam na nią.

Kochałam swoją mamę.

Ale to były fatalne wieści na koniec fatalnego dnia.

Nie byłam w stanie znieść kolejnego rozczarowania matką.

– Philu, nie mogę teraz o tym rozmawiać. Muszę kończyć – rozłączyłam się. Miałam wyrzuty sumienia, bo mój ojczym był świetny. Nie mogłam jednak skupiać się na poczuciu winy.

Myślałam tylko o tym, że muszę uciec.

Przypomniałam sobie o pieniądzach z ubezpieczenia na życie, które dostałam po śmierci ojca, ulokowanych na kilku kontach oszczędnościowych. Część wydałam na czesne, ale wraz z odsetkami uskładała się spora kwota. Zamierzałam wykorzystać ją na zakup domu, kiedy w końcu poznam pieprzonego Księcia z Bajki i będę chciała się ustatkować.

Wyglądało na to, że to marzenie nigdy się nie spełni, więc otworzyłam wyszukiwarkę w telefonie i wpisałam „wakacyjny wypoczynek w Anglii”. Było to idiotyczne, biorąc pod uwagę, że nie miałam stałej pracy. Powinnam była skupić się na poszukiwaniu posady w Chicago – co mogło okazać się wyjątkowo trudne, bo wątpiłam, czy Patrick da mi referencje.

Jednak w tym momencie liczyło się tylko jedno – chciałam uciec od swojego życia.

Uwielbiałam literaturę klasyczną – Jane Austen, Charlesa Dickensa, Geoffreya Chaucera, Charlotte Brontë – dlatego wyjazd do Anglii był moim największym marzeniem.

Nerwowo przeglądałam wakacyjne oferty, aż jeden link przykuł moją uwagę.

WIELE HAŁASU O KSIĄŻKI – WAKACJE Z KSIĘGARNIĄ!

Przyciągnęło mnie nawiązanie do Szekspira.

Kiedy przeczytałam ogłoszenie, ręce zatrzęsły mi się z emocji.

Much Ado About Books było małą księgarnią w urokliwej rybackiej wiosce Alnster w hrabstwie Northumberland. Sprawdziłam w Google – leżało ono na północy Anglii, blisko granicy ze Szkocją. Właścicielka nie tylko wynajmowała mieszkanie nad księgarnią, ale też pozwalała gościom ją prowadzić.

Było to wymarzone miejsce na urlop dla mola książkowego.

Chciałam to zrobić.

Chciałam uciec daleko od swojego życia i prowadzić księgarnię w angielskiej wiosce, gdzie wszystkie moje problemy i zmartwienia przestałyby się liczyć. W dodatku miejsce zostało nazwane na cześć Szekspirowskiej sztuki. To było przeznaczenie.

Na pewno.

Żadnych mężczyzn, przez których wątpiłabym w siebie.

Żadnej pracy, przez którą czułabym się jak nieudacznica.

W ogóle żadnej sytuacji życiowej, przez którą tak bym się czuła.

Nie zamierzałam jednak spędzić w Anglii dwóch tygodni.

Co to, to nie.

Sprawdziłam numer kierunkowy do Wielkiej Brytanii i drżącymi palcami wystukałam numer podany w ogłoszeniu.

– Much Ado About Books, w czym mogę pomóc?

– Halo, chciałabym zarezerwować pobyt w księgarni.

– A… tak. Jestem Penny Peterson, jej właścicielka.

Znów poczułam motyle w brzuchu.

– Cześć, Penny. Jestem Evie Starling. Chcę zrobić rezerwację na cały miesiąc. Od poniedziałku. Proszę, powiedz, że to da się zrobić!