Zniknięcie znachorki

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Plik jest zabezpieczony znakiem wodnym


Tytuł oryginału:

DIE SPUR DER HEBAMME

Copyright © 2007 by Droemersche Verlagsanstalt Th. Knaur Nachf. GmbH & Co. KG, Munich, Germany. This book was negotiated through AVA

Copyright © 2013 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Copyright © 2013 for the Polish translation by Wydawnictwo Sonia Draga

Projekt okładki: Wydawnictwo Sonia Draga

Wykonanie okładki: DT Studio s.c.

Redakcja: Małgorzata Kur

Korekta: Joanna Rodkiewicz, Iwona Wyrwisz

ISBN: 978-83-7999-236-2

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o. o.

Pl. Grunwaldzki 8-10, 40-127 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

e-mail: info@soniadraga.pl

www.soniadraga.pl

www.facebook.com/wydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2014

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Spis treści

  Dramatis Personae

  Prolog

  CZĘŚĆ PIERWSZA. Niebezpieczne spotkania Chrystianowo, marzec roku Pańskiego 1173 Nowiny Dzień sądu Drażliwe kwestie Maj roku Pańskiego 1173, zjazd dworski w Goslarze Spotkanie Powrót Przepowiednia Józefy Ostatnie szczęśliwe dni Narzeczona Łukasza

  CZĘŚĆ DRUGA. Zaginiona bez śladu Oskarżona Bez śladu Poszukiwania Chrystiana Uwięziona Bolesne spotkanie Powrót do domu Krwawy dzień Czarny jeździec Poród Rozgrzeszenie i zemsta

  CZĘŚĆ TRZECIA. Czas tchórzy i zdrajców Miśnia, wiosna roku Pańskiego 1174 Narada wojenna W ukryciu Przednia straż Decyzja margrabiego Srebrny skarb Joanna Odroczenie terminu Zemsta Randolfa Ślub

  CZĘŚĆ CZWARTA. Na śmierć i życie Poszukiwania Alchemik Powrót Turniej Pojedynek Pan i pani Chrystianowa

  Epilog Styczeń roku Pańskiego 1176, Chiavenna

  Posłowie

  Epilog

  Dodatek. Brzemienny w skutki mail od fana

  Przypisy

Nakładem Wydawnictwa Sonia Draga ukazały się

następujące powieści tej autorki:

Tajemnica znachorki

Zniknięcie znachorki

Wybór znachorki

Dramatis Personae

Wykaz najważniejszych postaci występujących w powieści.

Postacie historyczne oznaczono gwiazdką.

Mieszkańcy Chrystianowa 1

Chrystian*, rycerz w służbie margrabiego miśnieńskiego Ottona z Wettinu

Marta, młoda akuszerka i zielarka, żona Chrystiana

Tomasz i Klara, ich dzieci, a także Joanna i Maria, pasierbice Marty

Randolf, zagorzały wróg Chrystiana i kasztelan Chrystianowa

Rycheza, jego żona

Łukasz, niegdyś giermek Chrystiana, obecnie rycerz w jego drużynie

Jakub, młodszy brat Łukasza, giermek Chrystiana

Gero i Ryszard, rycerze i przyjaciele Chrystiana

Herwart, dowódca straży w Chrystianowie

Jonasz, kowal, i jego młoda żona Emma

Karol, kowal i pasierb Marty

Agnieszka, żona Karola

Mechthilda, kucharka w domu Chrystiana

Till, sekretarz Chrystiana, niegdyś grajek znany jako Ludmił

Hildebrand, niegdyś starosta wioski, i jego żona Gryzelda

Kuno i Bertram, początkujący wartownicy w służbie Chrystiana

Bartłomiej, wiejski proboszcz

Herman, mistrz górniczy

Hans i Fryderyk, niegdyś przewoźnicy soli z Halle

Piotr i jego siostra Anna, sieroty

Hilbert, kapelan w domu Chrystiana

Józef, handlarz suknem

Anzelm, krawiec

medyk

Tilda, prowadząca zamtuz

Miśnia

Otto z Wettinu*, margrabia miśnieński

Hedwiga*, małżonka Ottona

Albrecht* i Dytryk*, synowie Ottona i Hedwigi

Zofia* i Adela*, córki Ottona i Hedwigi

Oldrzych z Czech*, mąż Zofii

Marcin, biskup miśnieński

Zuzanna, służąca Hedwigi

Józefa, znachorka i przybrana matka Chrystiana

Arystokracja i duchowieństwo

cesarz Fryderyk ze Staufen*, zwany Rudobrodym

Beatrycze z Burgundii*, małżonka Fryderyka

Henryk Lew*, książę Saksonii i Bawarii

Matylda*, małżonka Henryka

Jordan z Blankenburgu*, stolnik Henryka

Dytryk z Landsbergu*, margrabia Marchii Wschodniej, brat margrabiego Ottona

Konrad*, syn margrabiego Dytryka

Dedo z Grójca*, Henryk z Wettinu*, Fryderyk z Brehny*, pozostali bracia margrabiego Ottona

Wichman, arcybiskup Magdeburga*

Ludwik Pobożny*, landgraf Turyngii

Otto Brandenburski*, Herman z Weimaru-Orlamünde*, Dytryk z Werben* i Bernhard z Aschersleben*, synowie Albrechta Niedźwiedzia* i bracia Hedwigi

Pozostałe postaci

Ekkehart, Giselbert i Elmar, rycerze i przyjaciele Randolfa

Rajmund, rycerz w służbie Ottona i przyjaciel Chrystiana

Elżbieta, jego żona

Sigrun, narzeczona Łukasza

Sebastian, jej spowiednik

Bertold* i Konrad*, właściciele wsi sąsiadujących z Chrystianowem i przyjaciele Randolfa

Marcin i Gertruda, dawni mieszkańcy Chrystianowa, którzy przenieśli się do sąsiedniej wioski

Hilda, znachorka

Melchior, przywódca i mistrz złodziejskiej bandy dzieci

Alojzjusz, astrolog

Prolog

Z całą odwagą, na jaką było ich stać, i pośród niewypowiedzianych trudów wyruszyli niegdyś, by szukać na obczyźnie szczęścia i rozpocząć życie jako wolni ludzie.

A potem w ich nowej ojczyźnie znaleziono srebro. Niewyobrażalne ilości srebra.

Wieść, że w Chrystianowie szczęście leży na ulicy, szybko się rozprzestrzeniła.

Lecz przez cierpienie musieli się nauczyć, że szczęście wcale nie leży na ulicy. Trzeba je sobie wywalczyć.

 
CZĘŚĆ PIERWSZA Niebezpieczne spotkania

Chrystianowo, marzec roku Pańskiego 1173

Panie, musimy mieć zamtuz!

Zdumiony jeździec, ciemnowłosy, około trzydziestoletni rycerz o ostrych rysach twarzy, popatrzył na starą kobietę, która pomimo padającego śniegu wybiegła mu naprzeciw i rzuciła się na kolana, by poskarżyć się zrzędliwym głosem.

Z cichym westchnieniem ściągnął wodze swojego siwka. Od wielu dni był w drodze pośród chłodu i śniegu, był więc zmęczony, głodny, przemarznięty i przemoknięty. I tęsknił do swojej żony.

Boże w niebiesiech, wiem, że powinniśmy miłować bliźniego swego, lecz przez takie jazgotliwe baby naprawdę mi to utrudniasz – pomyślał z irytacją o zrzędliwej starusze.

Oburzona wieśniaczka zdawała się nie dostrzegać jego niechęci.

– Nie da się przejść przez wieś, żeby nie napotkać tych bezwstydnic z obnażonymi piersiami i pożądliwymi spojrzeniami! – uniosła się gniewem. – Zaczepiają nawet żonatych. Ale gorsze jest to, że odkąd osiedliły się tutaj te dzikusy, żadna szanująca się kobieta nie może czuć się bezpieczna.

Ciebie na pewno nikt nie napastuje – pomyślał rycerz. Lecz musiało się coś wydarzyć, skoro stara zaczaiła się na niego w taką pogodę, zanim zdołał dotrzeć do domu.

– Zajmę się tym, Gryzeldo – powiedział niecierpliwie. – A teraz wracaj do siebie, do ciepłego paleniska!

Wydawało się, że tego roku zima się nie skończy. A była już przecież połowa marca. Jeśli śnieg wkrótce nie stopnieje, zasiew zacznie się z opóźnieniem. Ale jeśli wieści, które uzyskał od swojego pana, margrabiego Ottona, okażą się prawdziwe, jego wioska będzie miała wkrótce większe zmartwienia niż opóźniony wysiew.

– Tak, panie. Oczywiście, panie. – Stara ukłoniła się gorliwie i podreptała do domu, a rycerz ruszył konia. Siwek od dawna wiedział, że jego stajnia jest blisko, więc sam przyśpieszył.

Jak zawsze, gdy wracał do domu po dłuższej nieobecności, Chrystian przyglądał się polom i gwałtownym przemianom, jakie następowały w jego wiosce, odkąd przed niemal sześciu laty przybył tutaj z grupą frankońskich osadników. Opuścili swą ojczyznę i wyruszyli z nim w nieznane, by po pełnej niebezpieczeństw podróży przez dzicz i pustkowia wydrzeć Ciemnemu Lasowi2 skrawek ziemi i zagospodarować go. A potem odkryto u nich bogatą żyłę rudy srebra. Wkrótce sprowadzili się tutaj górnicy i rzemieślnicy w takiej liczbie, że z pierwotnych czterech tuzinów mieszkańców zrobiło się ich już kilka setek. A wraz z nimi przybywali także złodzieje, poszukiwacze przygód i dziwki, z którymi podczas jego nieobecności musiało znowu dojść do jakiegoś konfliktu, jeśli wierzyć Gryzeldzie.

Mężczyźni i kobiety, rozpoznawszy swojego pana, witali go, kłaniając się z szacunkiem.

W przeciwieństwie do innych wiosek tutaj nie panował typowy dla zimy spokój. Ze wszystkich stron dobiegał stukot górniczych kilofów w kopalniach, które zajmowały tutejsze tereny w miejsce pól, uderzenia młotków przy ławach, gdzie rozbijano mniejsze odłamki, oraz hałasy z kuźni. Znad szmelcarni przy strumieniu unosił się gęsty dym.

Pełen radosnego wyczekiwania Chrystian skierował siwka na dziedziniec swojej posiadłości. Lecz zamiast Marty wybiegła mu naprzeciw jedna ze służek.

Po co mi jasnowidząca żona, skoro nawet nie przeczuwa, że przyjeżdżam – pomyślał rozczarowany.

– Bogu niech będą dzięki, że wróciliście cali i zdrowi, panie – powitała go służąca ze szczerą radością.

Podziękował jej za powitanie.

– A gdzie moja żona?

– Przykro mi, panie. Powiedziała, że dzisiaj na pewno przybędziecie. Mamy zupę na piecu i gorącą wodę do kąpieli. Ale ona musiała wyjść. Dopiero co w kopalni zdarzył się wypadek.

Chociaż tyle, że nie wezwali jej do porodu – pomyślał Chrystian. Wtedy mogłoby się zdarzyć, że nie zobaczyłby jej przez cały dzień. Lecz w następnej chwili zbeształ się za takie myśli. Może byli tam ranni, a może i ktoś zginął.

– Niech ktoś powiadomi ją, że przybyłem. A gorąca kąpiel to świetny pomysł.

Służka oddaliła się pośpiesznie, a Chrystian zaczął wycierać do sucha swojego ogiera. Siwek był nieobliczalny i nie mógł zostawić go samemu stajennemu. Gdy podał koniowi porządną porcję owsa, wszedł w końcu do domu. Tam czekała już na niego dziesięcioletnia Maria, jedna z pasierbic jego żony z jej pierwszego, wymuszonego i nieszczęśliwego małżeństwa. Trzymała za rękę jego syna, Tomasza. Maria nieśmiało powitała przybyłego, natomiast zaledwie trzyletni chłopiec zachwycony rzucił się w stronę ojca. Najpierw objął go za nogi, a potem wyciągnął rączki, żeby wziąć go do góry. Maluch przytulił twarz do policzka Chrystiana, żeby zaraz potem odchylić się i głośnio poskarżyć na kłujący zarost.

– Później każę się ogolić – obiecał z uśmiechem Chrystian. Z dumą i czułością patrzył na syna, który z czarnymi włosami i ciemnymi oczami wyglądał jak jego wierna kopia.

– A co robi twoja siostra? – zapytał.

– Śpi. I wciąż jeszcze nie umie chodzić – oburzył się Tomasz, rozbawiając ojca. – Ale wszyscy mówią, że niedługo się nauczy – dodał z poważną miną.

Klara miała dziewięć miesięcy. Jej brat od dnia jej narodzin pałał do niej iście rycerskim uczuciem i dokładnie obserwował wszystkie postępy, jakie czyniła.

Chłopiec zamachał nogami, żeby go postawić na podłodze i pociągnął ojca w stronę kołyski, ku której ten ruszył bez ociągania. Wzruszony popatrzył na córkę. Tomasz wrodził się w niego, natomiast Klara ze swymi zielonymi oczami i kasztanowobrązowymi włosami to wykapana matka. Rzeczywiście spała. Jej malutkie usteczka poruszały się, jakby ssała. Miała okrągłą twarzyczkę i różaną cerę. Chrystian każdego dnia dziękował Bogu za to, że pobłogosławił go dwójką zdrowych dzieci i że jego żona przeżyła oba porody. Nie mógł sobie wyobrazić, jak miałby żyć bez niej. Była miłością jego życia.

Przyszła do nich Mechthilda, kucharka.

– Chcecie gorącej zupy, panie? Kąpiel zaraz będzie gotowa.

Chrystian postanowił, że każe sobie podać jedzenie w kuchni, która ze względu na ryzyko pożaru mieściła się w pewnym oddaleniu od głównego budynku. Było tam cieplej, a posiłki nie stygły po drodze do jadalni. Kucharka napełniła mu miskę i podsunęła pajdę chleba. Świeżo upieczony, zauważył Chrystian po pierwszym kęsie i powdychał rozkoszny aromat zupy, zanim zaczął jeść. Fasolowa, przyprawiona ziołami na szczególny sposób, który znała tylko Marta. Zamoczył chleb w misce i dał ugryźć synkowi.

Gorąca zupa i ogień paleniska dobrze mu zrobiły. Dopiero teraz poczuł, jak bardzo jest zmęczony i przemarznięty. Długa jazda sprawiła, że spocił się pomimo chłodu. Jego biegła w sztuce leczenia żona kazałaby mu jak najszybciej zdjąć mokre odzienie i zanurzyć się w gorącej kąpieli.

Podsunął miskę z resztą zupy synowi, który obserwował go zaspanym wzrokiem.

– Jak zjesz, idziesz spać.

Chłopiec skrzywił się.

– Jeszcze nie – poprosił.

– Bądź posłuszny, to jutro rano pojedziemy gdzieś razem.

Tomasz rozpromienił się. Chrystian pogładził jego jedwabiste włosy. Gdy przekazał syna z powrotem Marii, wszedł na górę do sypialni, gdzie w dzieży parowała już gorąca woda, a obok czekały czyste ręczniki.

Rozkoszując się tym, jak jego ciało odpręża się i ogrzewa, rozmyślał o podróży, z której właśnie powrócił.

To, co zlecił mu jego pan lenny, margrabia Otto z Miśni, może wywołać poważne kłopoty. Znów zagrożony był jego własny los i los jego wioski. Srebro było błogosławieństwem, a jednocześnie przekleństwem. Pomogło im osiągnąć względny dobrobyt w porównaniu z niedostatkami pierwszych trudnych lat po przybyciu na to pustkowie, lecz jednocześnie wzbudziło chciwość we wrogach, powodując cierpienia i przelew krwi.

Lecz tak naprawdę bardziej zajmowała go inna myśl. Następne tygodnie wyjaśnią, co stało się z jego najzagorzalszym wrogiem, którego powrotu spodziewał się już od miesięcy. Z mężczyzną, którego przysiągł zabić.

Z zamyślenia wyrwało go skrzypnięcie drzwi.

Stała tam, szczupła i delikatna, z płatkami śniegu na opończy. Jej twarz promieniała radością.

Chrystian zerwał się i wyszedł z dzieży.

Marta chwyciła za ręcznik i podeszła do niego, żeby go wytrzeć. Lecz on nie pozwolił jej na to, tylko mocno ją do siebie przytulił.

– Tęskniłem za tobą.

Powitalny pocałunek zdawał się nie mieć końca. Gdy oderwała się od niego, spoglądając w dół jego ciała, stwierdziła ze śmiechem:

– Właśnie widzę. – Zarzuciła mu ręce na szyję, pocałowała delikatnie i szepnęła: – Ja też za tobą tęskniłam.

Zsunął jej czepek z głowy, by móc popatrzeć na jej kasztanowobrązowe włosy i przeczesać je palcami. Później zdjął jej z ramion opończę. A potem wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka.

Gdy jego usta pieściły jej ramiona, jego ręce wędrowały w górę ud, które chętnie rozsunęła.

Marta niecierpliwie szarpała wiązania sukni. Czasem nie wiedziała, jak mogła wytrzymać bez niego choćby jeden dzień. Za każdym razem, gdy wracał, rzucali się na siebie jak wygłodniali.

Tym razem nawet nie rozebrała się do końca. Była równie niecierpliwa jak on.

Objęła go, wygięła ciało w jego stronę i jęknęła z ulgą, gdy wsunął się w nią i zaczął szybko się poruszać. Już po chwili oboje krzyczeli z rozkoszy.

– Wygniotłem ci suknię – powiedział z udawaną skruchą, gdy leżeli obok siebie mokrzy od potu, zdyszani i szczęśliwi. – Tak nie możemy pójść do jadalni, bo wszyscy w domu nie wiadomo co sobie pomyślą.

Marta roześmiała się cicho.

– Po hałasie, którego narobiliśmy i który słychać było chyba aż w sąsiedniej wiosce, stan mojej sukni raczej nikogo nie zaskoczy. – Delikatnie pogładziła go po twarzy. – Przecież i tak wiedzą, jak między nami jest.

Nagle w jej szarozielonych oczach pojawił się figlarny błysk.

– Zresztą czy jako twoja małżonka nie mam obowiązku spełniać wszystkich twych życzeń?

Nie potrafił opanować uśmiechu.

– Jak najbardziej.

Marta usiadła.

– Pomożesz mi to rozsznurować? Założę tę zieloną.

Cierpliwie rozsupływał tasiemki, które poplątała w pośpiechu, zdjął jej przez głowę najpierw suknię wierzchnią, a potem spodnią i popatrzył na nią zakochanym wzrokiem. Dwie ciąże prawie nie zmieniły jej ciała, miała dziewiętnaście lat i figurę wciąż tak dziewczęcą, jak w dniu, w którym połączyli się po wielu trudach i przygodach. Tylko piersi miała teraz pełniejsze.

Gdy zobaczył ją po raz pierwszy, była młodziutką akuszerką, bezradną i ściganą. Okrutny kasztelan kazał odciąć jej stopy i dłonie, gdy jego żona urodziła martwego syna. Chrystian właśnie wyruszał wtedy z grupą osadników, których miał doprowadzić do Marchii Miśnieńskiej, i zaproponował jej ochronę przed prześladowcami. Jej bystry umysł i umiejętność leczenia wkrótce sprawiły, że zwrócił na nią uwagę. Lecz nie tylko on. Gdy zabrał Martę do miśnieńskiego zamku, by uleczyła najmłodszego syna Ottona, zapobiegła wtedy próbie otrucia margrabiny Hedwigi, ściągając w ten sposób na siebie uwagę wrogów margrabiego. Gdy w ich wiosce odkryto złoża srebra, wypadki potoczyły się błyskawicznie. Margrabia wyznaczył na kasztelana przyszłego grodu Chrystianowa najpotężniejszego wroga Chrystiana, rycerza Randolfa. W wiosce zapanowały jego okrutne rządy. Chrystian został zamknięty w lochu pod fałszywym zarzutem, gdzie go torturowano. Ryzykując własne życie, Marta i giermek Chrystiana, Łukasz, uratowali go i wykryli spisek przeciwko margrabiemu Ottonowi. Marta uleczyła zamęczonego niemal na śmierć Chrystiana. I zanim stanął do walki na śmierć i życie, by uwolnić swą wioskę od Randolfa, wyznali sobie miłość, miłość wydawałoby się niemożliwą do spełnienia, miłość między rycerzem i młodą zielarką.

Margrabia Otto wysłał Randolfa w ramach pokuty do Ziemi Świętej, a prostego ministeriała3 Chrystiana i jego młodziutką żonę Martę uczynił członkami stanu szlacheckiego.

Że też ona znowu potrafi się śmiać! – pomyślał Chrystian, przyglądając się Marcie w milczeniu. Zbyt długo widział, jak niszczą ją kłopoty i strapienia. Miłość uleczyła ich oboje, jego wyzwoliła z długiej żałoby. Lecz na duszy pozostały blizny, które pewnie znów się zaognią w obliczu tego, o czym musiał ją powiadomić.

 

Marta chciała wstać, żeby przynieść sobie ze skrzyni zieloną suknię, lecz on chwycił ją za rękę i przyciągnął z powrotem na łóżko. Widok jej nagiego ciała na nowo obudził w nim pożądanie, lecz było w tym coś jeszcze. Jakby mógł w swych objęciach ochronić ją przed wszelkim złem. Chciał, by była szczęśliwa.

Bez oporu opadła obok niego i przeczesywała palcami jego sięgające ramion włosy, gładziła jego twarz i muskularne ramiona. A potem zaczęła wodzić palcem po każdej bliźnie na jego tułowiu, co robiła często, gdy leżeli obok siebie.

Przerwał tę czynność, kładąc się na nią. Tym razem działał powoli, głaskał i całował jej szyję, piersi i uda.

Lecz ona wkrótce straciła cierpliwość.

– Chodź – zażądała i swą szczupłą dłonią dała do zrozumienia, że nie chce już dłużej czekać.

Nie było go prawie dwa tygodnie. Wydawało jej się, że to wieczność.

– Na Boga, wszyscy w domu pomrą z głodu, jeśli zaraz nie zejdziemy na dół. A jeśli ja nie wstanę, to zasnę i obudzę się dopiero za dwa dni – powiedział później.

Marta uśmiechnęła się.

– Ty jesteś panem tego domu. Możemy zostać tutaj i powiedzieć im, żeby zjedli sami – zaproponowała.

Lecz on na to nie przystał, choć pomysł mu się spodobał. Zwyczajem stało się, że wieczorem po jego powrocie z podróży zasiadają do stołu ze wszystkimi domownikami, a on słucha opowieści o tym, co wydarzyło się w wiosce podczas jego nieobecności.

– Na pewno kazałaś kucharce przygotować coś wyjątkowego. Więc nie możemy jej rozczarować.

Teraz, w czasie postu i gdy niemal wszystkie zapasy zostały zużyte, ciężko było ugotować smaczny posiłek. Nie mógł liczyć na nic innego jak bezmięsną zupę albo soloną rybę.

Zanim zeszli na dół, zajrzeli do dzieci, które spały spokojnie w izbie obok.

– Są cudowne – szepnął i po raz kolejny przyciągnął Martę do siebie.

– Tak, to prawda – odparła równie cicho. – Witamy w domu.