Tola Mankiewiczówna

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Projekt i opracowanie graficzne okładki

na podstawie projektu okładki tygodnika „Kino” z maja 1931 roku

Zbigniew Mielnik

Fotografia na okładce

Benedykt Jerzy Dorys

z prywatnego archiwum Ludwika Dobrzyńskiego

Partner projektu – NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE


Książka powstała przy pomocy finansowej


oraz


Wydanie II

Warszawa 2021

Ventigo Media

Copyright © by Adam Wolański, 2020

All rights reserved

ISBN (wersja EPUB) 978-83-8217-935-4

ISBN (wersja MOBI) 978-83-8217-936-1

Konwersja: eLitera s.c.

Spis treści

Karta redakcyjna

Motto

Przedmowa

Rozdział 1. 20 wiorst od Łomży

Rozdział 2. Do re mi fasola

Rozdział 3. Opera seria

Rozdział 4. Czary-mary

Rozdział 5. 30% wdzięku, 20% słodyczy, 30% uroku, 20% kokieterii

Rozdział 6. Jeszcze 10% dla niej

Rozdział 7. Odrobina szczęścia

Rozdział 8. Wiosna i lato w Wintergarten

Rozdział 9. On, miłość i zima

Rozdział 10. Manewry pani minister

Rozdział 11. Zaufany „słowik”

Rozdział 12. Powróćmy jak za dawnych lat

Rozdział 13. Epilog i postscriptum

Źródła

To panna Tola śpiewa sobie przy okienku, O kwiatkach, bratkach, gaju, maju i o bzach. Śpiewa park stary, wiosennych dni czary, I co dwa słowa wtrąca „och” i „ach”.

[fragment tekstu piosenki, autor nieznany]

PRZEDMOWA

Wielki podziw dla sztuki Toli Mankiewiczówny towarzyszy mi od wczesnego dzieciństwa. Słuchałem wówczas pasjonujących opowieści mego ojca o sławnej i modnej w latach dwudziestych i trzydziestych gwieździe polskiego filmu, estrady i opery. Ojciec oddelegowany został z Warszawy do Białej Podlaskiej, aby pracować w powstającej wówczas Podlaskiej Wytwórni Samolotów. Był to największy i na dodatek państwowy zakład zbrojeniowy w Polsce. Wkrótce po przyjeździe na Podlasie ojciec mój zaprzyjaźnił się z właścicielem ogromnej fabryki produkującej na polski rynek i na eksport wyroby drewniane. Zakład nazywano Fabryką Raabego, od nazwiska właściciela. Podczas spotkań pan Raabe opowiadał o swoim synu Tadeuszu, który mieszkał w Warszawie, był prawnikiem i należał do stołecznej bohemy. Współtworzył kabarety literackie, przyjaźnił się z Julianem Tuwimem i Antonim Słonimskim oraz adorował uwielbianą przez wszystkich artystkę, która nazywała się Tola Mankiewiczówna. Mój ojciec chłonął te wszystkie opowieści, gdyż także był wielbicielem talentu, głosu i sztuki wielkiej gwiazdy. W jakiś czas później mecenas Tadeusz Raabe i piękna artystka zostali mężem i żoną, co było tematem opowieści podlaskiego fabrykanta. Proszę się więc nie dziwić, że ojciec mój przez tyle lat chętnie wracał wspomnieniami do tamtych czasów i tamtych zdarzeń.

Mijały lata, a ja przy każdej nadarzającej się okazji z zainteresowaniem oglądałem filmy z Tolą Mankiewiczówną i się nimi zachwycałem. Szczególnie Manewrami miłosnymi, w których występowała z Mirą Zimińską oraz Lodą Halamą, zachwycającą wirtuozerią tańca. Kiedy byłem już dorosłym człowiekiem i uznanym twórcą telewizyjnym, wielka, światowej sławy heroina sceny operowej Wanda Wermińska opowiedziała mi o wspólnych występach z Tolą Mankiewiczówną, na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie, w operze Carmen. Dyrektorem stołecznej opery był wówczas legendarny Emil Młynarski. Wanda Wermińska wspominała, że Mankiewiczówna obsadzona została w partii Micaëli i była w tej roli znakomita: śliczna, delikatna i śpiewała prawdziwie anielskim głosem. Sprawiało to, że narastający muzyczny i sceniczny konflikt między bohaterkami opery – demoniczną Wandą Wermińską w roli Carmen i nad wyraz subtelną i słodką w śpiewaniu i ekspresji Mankiewiczówną – zniewalał i zachwycał publiczność. Pani Wanda mówiła, że Mankiewiczówna była jedną z najlepszych wykonawczyń roli Micaëli, jakie przez lata kariery spotkała na scenach świata. Opowieść wielkiej gwiazdy, która była jednym z głównych filarów przedwojennej opery, zachęciła mnie do odnalezienia nagrań Mankiewiczówny, które na szczęście zgromadzono w archiwum Polskiego Radia. Istotnie, głos jej brzmiał niebiańsko, jak przystało na prawdziwy sopran liryczny. Czarowała też słuchaczy temperamentem, żarem interpretacji i subtelną kulturą muzyczną. Szkoda, że nie wszystkie utrwalone na przedwojennych płytach nagrania dotrwały do naszych czasów.

Tolę Mankiewiczównę poznałem osobiście dopiero na początku lat osiemdziesiątych. Podczas wizyty w mieszkaniu gwiazdy piliśmy herbatę, słuchałem ciekawych opowieści i bacznie obserwowałem jej twarz, która zdawała się opierać okrutnemu zjawisku, jakim jest przemijanie. Również w smukłej sylwetce Toli Mankiewiczówny odnalazłem ślady dawnej piękności. Zauważyłem, że mimo sędziwego wieku zachowała elegancję i przyjazny ludziom uśmiech. Mimo wszystko i wbrew wszystkiemu. Gwiazda nie chciała mówić ani słowa o przykrych momentach swojej kariery. Zdumiało mnie, że o wszystkich wyrażała się dobrze i z należnym szacunkiem. Nawet o tych, którzy sobie na to nie zasłużyli.

Kiedy się żegnaliśmy, pani Tola podeszła do toaletki i wzięła do ręki coś bardzo małego, wręcz niewidzialnego. Powiedziała: „Oto prawdziwy klejnocik jubilerski. Srebrny, wielkości ziarnka maku słoń z trąbą do góry. Proszę go oglądać przez lupę. Na pewno przyniesie panu szczęście”.

Po powrocie do domu położyłem słonika w srebrnym pudełeczku, w serwantce. Po jakimś czasie chciałem go pokazać w telewizji, ale słoń znikł. Najprawdopodobniej podczas czyszczenia sreber klejnocik wypadł na dywan i został wciągnięty przez odkurzacz. Wielka szkoda, bo był bardzo piękny i oryginalny. Był poza tym pamiątką po wielkiej gwieździe. Po Toli Mankiewiczównie.

Bogusław Kaczyński


Warszawa, kwiecień 2013


Cóż to za piękna, drobna istotka o słowiczym głosie, figurce porcelanowej laleczki i wdzięcznym uśmiechu. Tak komplementowali sąsiedzi Małą Tolę, jedną z dwu córek gospodarza spod Łomży. Była Śpiewającą Tolą, gdy została uczennicą wiejskiej szkoły powszechnej. Taka też – drobna, piękna i dziewczęca – pojawiła się Panna Tola na scenie i niebawem na ekranie. Taką też pozostała, gdy była już Panią Tolą. Skromną, delikatną i czułą kobietą.

Przez całe swoje życie sprawiała wrażenie osoby trochę z innego świata. Pracowita i ambitna. Utalentowana i inteligentna. Wykształcona i wrażliwa. Rywalki patrzyły na nią z szacunkiem i rezerwą. Ordonówna zazdrościła jej urody i powodzenia „od pierwszego wejrzenia”. Halamki miały jej za złe, że w jej obecności znajdują się zawsze na „drugim planie”. Zimińska nie szczędziła złośliwości, nie skrywając ich przy każdej nadarzającej się okazji. Pogorzelska powtarzała po wielokroć cudze zresztą słowa: „ptak ptakowi niejednaki, człek człekowi nie dorówna” – kończąc już własnymi: „są różni artyści kabaretowi i jest też Mankiewiczówna”. Dlaczego?

Bo Tola Mankiewiczówna była damą. A dama o nikim nie mówi źle, dama jest ponad zwykłe złośliwości, dama nie zajmuje się intrygami i plotkami. Dama nikomu niczego nie ma za złe. Wszystko, co daje powodzenie, sławę, miłość i pieniądze, dama zawdzięcza sobie i swemu szczęściu. Niekiedy przypadkowi. Po prostu.

Urodziła się we wsi Bronowo, leżącej wiorstę w linii prostej od brzegu Narwi, w gminie Bożejewo, dwadzieścia wiorst z okładem od Łomży, ówczesnej stolicy guberni w zaborze rosyjskim. Dlatego fakt jej narodzin wpisano do księgi parafialnej w tym języku. Dzięki uprzejmości carskiego urzędnika zaznaczono w nim po polsku tylko nazwisko ojca – Józef Oleksy i matki – Janina Mankiewicz.

 

Teodora Oleksa, bo tak się naprawdę nazywała, przyszła na świat 7 maja 1900 roku w niezbyt bogatej rodzinie chłopskiej. Dziewczątko wyglądało mizernie, dlatego ochrzczono ją pośpiesznie w najbliższym kościele już następnego dnia, 8 maja.

„Działo się to w osadzie Wizna – czytamy w księdze parafialnej pod numerem 118 – dwudziestego piątego kwietnia [data według kalendarza juliańskiego] tysiąc dziewięćsetnego roku o godzinie drugiej po południu. Stawił się osobiście Józef Oleksy, chłop, rolnik, liczący lat trzydzieści cztery, zamieszkały we wsi Bronowo, w obecności Ludwika Ptaszyńskiego, lat trzydzieści pięć, i Aleksandra Mateuszczyka, lat czterdzieści dwa, obu chłopów rolników zamieszkałych w Bronowie, i przedstawił nam niemowlę płci żeńskiej, oświadczając, że urodziło się ono w Bronowie w dniu wczorajszym o godzinie siódmej rano z prawowitej małżonki jego Janiny z Mankiewiczów, lat dwadzieścia trzy. Niemowlęciu owemu na chrzcie świętym, udzielonym w tymże dniu przez księdza Teofila Czarnowskiego, nadano imię Teodora, a rodzicami chrzestnymi byli ksiądz Antoni Moczydłowski i Józefa Ptaszyńska. Akt niniejszy został odczytany zgłaszającemu i świadkom”.

Wpis do księgi parafialnej

Świadectwo chrztu

Tata Oleksy gospodarzył na kilkunastu hektarach niezbyt urodzajnej ziemi, która znajdowała się po obu brzegach Narwi. Ale mostu tam wówczas nie było. Dlatego przepływał rzekę łodzią, by skosić i wysuszyć siano. Układał je w sterty i czekał na ostrą zimę. Dopiero wtedy zwoził je do stodoły saniami po zamarzniętej rzece. Mama zajmowała się domem i rodzeństwem Teodory – siostrą Wandą i dwoma braćmi, Stanisławem i Józefem juniorem.

Połowę ziemi stanowiły łąki. Reszta przeznaczona była pod uprawy. Siano zboża, sadzono rośliny okopowe, wszystko to, co przynosiło zysk pozwalający utrzymać hodowane zwierzęta i zapewnić byt sześcioosobowej rodzinie. Wszystkie pary rąk wykorzystywane były w gospodarstwie Oleksych. Dziewczyny zajmowały się domem i obejściem, chłopcy pomagali ojcu. Z czasem na gospodarstwie zostali tylko rodzice i syn Józef. Pierwsze opuściły dom siostry. Najpierw Teodora, a za nią Wanda. Potem Stanisław pojechał „za chlebem”.

Bronowo lat 30.

Jak wyglądało Bronowo w czasach dzieciństwa małej Teodory? Ilu miało mieszkańców? Gdzie mieściło się gospodarstwo Oleksych? Obraz tamtego Bronowa utrwaliła przed laty sama Tola Mankiewiczówna, gdyż wielką jej pasją było fotografowanie.

Wieś liczyła niewiele ponad dwieście dusz. Domy i budynki gospodarcze pokryte były strzechą. Wszystkie jednakowe. Drewniane, niewielkie, typowe dla tamtego regionu i niewielkiej zamożności jej mieszkańców. Była w Bronowie szkoła powszechna i kaplica, też drewniana. W 1914 roku w jej miejscu powstała kaplica murowana. Sześć lat później dobudowano do niej cześć drewnianą. I tak powstał kościół parafialny pod wezwaniem Najświętszego Serca Jezusowego, który przez wiele lat służył mieszkańcom Bronowa. Mieli też bronowianie oberżę oraz cmentarz, którego pozostałości straszą jeszcze dzisiaj.

Stary cmentarz w Bronowie, 2012

Budynków dawnego Bronowa szukać dziś ze świecą. Te, które przetrwały, są od dawna opuszczone. Nie sprawiają jednak wcale wrażenia, że są zabytkiem czekającym na godne miejsce w skansenie. Sądzić należy, że ślady przeszłości wynikają raczej z nierozwiązanych dotąd spraw spadkowych.

Domostwo Oleksych znajdowało się podobno w środku wsi. Ostatnią mieszkanką ich starego domu była zmarła kilka lat temu, samotna Wanda Wolińska. Tak twierdzi część mieszkańców, chociaż nikt już dzisiaj nie ma pewności, czy tak było faktycznie. Tych, którzy znali Oleksych osobiście, w Bronowie już nie ma. Dzisiejsi jego mieszkańcy, zwłaszcza młodzi, zupełnie nie kojarzą tego nazwiska. Nawet „Mankiewiczówna”.

Dawne zabudowania, Bronowo 2012

Jeden z miejscowych społeczników poważnie myśli jednak, aby ulicę Wschodnią, przy której mieszkała rodzina Oleksych, przemianować na Toli Mankiewiczówny. Sprawa wydaje się jednak na tyle trudna, że aż nierozwiązywalna.

Do miejscowej szkoły powszechnej mała Teodora miała zaledwie kilkaset metrów. Uczyła się wyróżniająco. Zapamiętano ją także dlatego, że była radosną, towarzyską, nieustannie podśpiewującą panienką. Trochę psotną, ale pracowitą. Ze szkolną bracią po kryjomu wybierała się często nad Narew. Gdy ktoś doniósł o tym jej rodzicom, zmieniła niebezpieczne eskapady na zabawy w płytkiej i niegroźnej Łojewce.

Mankiewiczówna przed domem wuja w Warszawie, 1918

Ostatnią cenzurę bronowskiej czteroklasówki odebrała w 1911 roku. Dla większości jej koleżanek i kolegów oznaczała ona kres szkolnej edukacji. W jej przypadku było inaczej. Przez trzy lata była uczennicą niższych klas gimnazjalnych w Łomży i mieszkanką bursy. W 1915 roku otworzył się przed nią wymarzony świat. Pod czujnym okiem brata mamy, Stanisława Mankiewicza, księdza jednej z podwarszawskich parafii, przyjechała do stolicy, by uczyć się dalej. Zamieszkała w jego warszawskim domu przy ulicy Grabowskiej 8. Z zewnątrz dom prezentował się okazale, ale wewnątrz wygód nie było wiele. Pięć pokoi na piętrze wynajmowali lokatorzy, parter zajęła szesnastoletnia Teodora i jej bronowska krewna, pani do pomocy i w charakterze „czujnego oka”, aby młoda dama nie za szybko poznała uroki życia w stolicy.


Jak potoczyły się jej warszawskie losy? Zamiast Teodory Oleksy pojawiła się... Tola Mankiewiczówna. Przyjęła panieńskie nazwisko matki, do którego wzorem ówczesnych artystek dodała modny wówczas człon „-ówna”. I pod takim pseudonimem trafiła na salony muzyczne. Na salony, bo czymże innym mogły być jak nie salonem w porównaniu z sielskością rodzinnego domu w Bronowie lekcje śpiewu u Julii Mechówny, wielce cenionej wówczas sopranistki Opery Warszawskiej, nauka w klasie fortepianu profesora Judykowskiego w warszawskim Konserwatorium czy też zapoczątkowana i kontynuowana później znajomość z Wandą Korolewicz-Waydową, wtedy dyrektorką Teatru Wielkiego.

Wystarczyły zaledwie dwa lata, aby głos Toli Mankiewiczówny nabrał zawodowej poprawności, by poznała i przyswoiła spory materiał muzyczny. W jej repertuarze pojawiły się arie i pieśni Mozarta, Schuberta, Niewiadomskiego, Żeleńskiego, Moniuszki.

Stanisław Moniuszko powinien znaleźć się właściwie na pierwszym miejscu tej listy, dzięki niemu bowiem stanęła Tola Mankiewiczówna na prawdziwej scenie. Dzień był szczególny – 18 grudnia 1918 roku. Miejsce też warte odnotowania – Opera w Krakowie. „To nie był żaden debiut – wyjaśniała później w jednym z wywiadów. Wystąpiłam, ot, tak parę razy, bo moja pani profesor, znakomita Julia Mechówna śpiewała partię Hrabiny i pozwoliła mi spróbować swych sił”.

Mankiewiczówna jako Bronia w operze Hrabina

Faktycznie. To nie był żaden debiut. Pierwszy kontakt z prawdziwą publicznością miała Tola Mankiewczówna w... Wiźnie. W tamtejszym kościele, w którym bywała w każdą niedzielę. Miała wtedy niespełna pięć lat i trudno było jej utrzymać powagę należną temu miejscu. Gdy tylko opuściła ławkę, organista zaczął grać. Mała Tola przysłuchiwała się przez chwilę melodii, po czym podśpiewując, nagle zaczęła tańczyć. Rozmodlone babiny wstawały z klęczek, panowie usuwali się na bok, aby zrobić miejsce. Gdy ucichła muzyka, skończyło się radosne wirowanie. W kościele ktoś wtedy nawet zaklaskał, ale od matki dostała burę.

– Jak grają, to ja przecież muszę śpiewać i tańczyć – mówiła mała Tola, broniąc się przed wyrzutami matki.

Na prawdziwy debiut trzeba było jeszcze trochę poczekać. A jak był ważny w operowej karierze Mankiewiczówny, niech zaświadczy wpis w prowadzonym nieprzerwanie niemal do końca lat 50. ubiegłego wieku pamiętniku: „21 kwietnia 1922, Opera Warszawska, partia Aliny w Goplanie”. A obok kilkanaście wycinków gazetowych.

„Kurjer Warszawski” donosił: „W Teatrze Wielkim dziś pod dyrekcją E. Młynarskiego ukaże się piękna opera Żeleńskiego Goplana z pp. Skwarecką, Gołkowską, Czapską, Dygasem, Palewiczem i Janowskim. W roli Aliny zadebiutuje panna Mankiewiczówna”. Ale po obejrzeniu spektaklu recenzent „Kurjera” napisał o niej jeszcze: „nowa i dobra siła wokalna, której brak jest narazie większych walorów aktorskich”.

Mankiewiczówna jako Alina w operze Goplana

GOPLANA

Muzyka – Stanisław Żeleński.

Libretto – Ludomił German wg Balladyny Juliusza Słowackiego.

Prapremiera – 1886.

Ważniejsze postacie – Kirkor (pan zamku), Kostryn (jego rycerz), Wdowa, Balladyna (jej córka), Alina (jej córka, w tej roli Tola Mankiewiczówna), Grabiec (wieśniak), Goplana (królowa elfów), Skierka (elf), Chochlik (elf), Halabardnik.

Opera romantyczna w trzech aktach. akcja rozgrywa się w czasach prehistorycznych. Pomieszczenie pełnej treści dramatu Słowackiego w widowisku operowym było niemożliwe. z konieczności więc autor libretta dokonał pokaźnych skrótów, ograniczając treść opery do obrazu dwóch światów, bajkowego i realistycznego. Pierwszy należał do Goplany i fantastycznego królestwa elfów i chochlików, drugi przedstawiał dramatyczne losy sióstr rywalizujących o rękę mężczyzny.

„Rzeczpospolita” relacjonowała: „Goplana ma szczęście wyjątkowe. Jej dwudzieste przedstawienie odbyło się przy zapełnionej sali. [...] Debiutantka p. Mankiewiczówna (Alina) stawia swe pierwsze kroki z całkowitem powodzeniem. Jest to głos bardzo dźwięczny, ma łatwą i piękną górę, śpiewa poprawnie, a frazę podaje trafnie pod względem wyrazu, zaokrąglając ją ładnie również pod względem muzycznym”.

„Robotnik” zachwycał się głosem i warunkami muzycznymi debiutantki, niemniej podobnie jak „Kurjer” zauważył, że „nie ma ona jeszcze wyrobienia scenicznego [...], ale przy usilnej pracy stanie się niewątpliwie pierwszorzędną śpiewaczką”.

Biografia Toli Mankiewiczówny nie ma ambicji pełnić roli przewodnika operowego. Ba! Nie ma nawet takiej potrzeby. Ale żeby nie odrywać Cię, Drogi Czytelniku, od tej lektury, krótkie wzmianki o niektórych operach z jej repertuaru wydają się ze wszech miar wskazane. Dają bowiem obraz dziejów polskiej sceny operowej widzianej przez pryzmat jej dokonań artystycznych. Niekiedy pionierskich, wcale bogatych, czasami epizodycznych, zawsze interesujących muzycznie, oryginalnych interpretacyjnie, z rzadka zruganych przez krytykę, niekiedy nawet zapamiętanych przez historię gatunku.

Partia Aliny nie jest wielka. Nóż Balladyny kończy jej rolę w połowie drugiego aktu opery. Na tle barwnej orkiestracji znakomicie oddaje inwencję melodyczną roli śpiewanej. Z tym poradziła sobie Mankiewiczówna bez trudu. Aktorsko zaś – co wiemy z recenzji – niezbyt dobrze się spisała. Podobno trema opuściła ją dopiero wtedy, gdy zabrzmiały oklaski z widowni oraz... specjalnie dla debiutantki, głośny tusz orkiestry.

Bez wątpienia maczał w tym palce dyrektor Teatru Warszawskiego i wykładowca warszawskiego Konserwatorium, sam Emil Młynarski. Darzyła go Mankiewiczówna wielką atencją. I vice versa – można śmiało powiedzieć. Poznała go jako studentka podczas egzaminu z fortepianu. On z kolei poznał się wtedy na jej śpiewaczym talencie.

Jak to się stało, że wkrótce doprowadził Młynarski młodziutką debiutantkę do sukcesu? „Konkretne wskazówki – mówiła Mankiewiczówna »Gazecie Poznańskiej« – dawał Młynarski raczej rzadko. Ale każdy spektakl pod jego batutą był lekcją stylu, frazowania, a nawet właściwej postawy na scenie. Tak. Na każdym przedstawieniu uczyłam się wiele od Młynarskiego”.

 

CARMEN

Muzyka – Georges Bizet.

Libretto – Henri Meilhac i Ludovic Halévy wg noweli Prospera Mérimée.

Premiera polska – 1882.

Ważniejsze postacie – Zuniga (porucznik), Don José, Moralès (sierżanci), Escamillo (toreador), Dancaïre, Remendado (przemytnicy), Carmen, Frasquita, Mercédès (Cyganki), Micaëla (młoda wieśniaczka, w tej roli Tola Mankiewiczówna).

Opera w czterech aktach. akcja rozgrywa się na początku XiX wieku w Sewilli i okolicach. W scenerii słonecznej andaluzji toczy się mroczna gra namiętności, zazdrości i pożądania. z miłości do Carmen, pięknej femme fatale, zakochany don José zdradza narzeczoną Micaëlę, żołnierski mundur i zostaje przemytnikiem. Ta historia nie może skończyć się dobrze. od wiedeńskiej premiery w 1875 roku Carmen podbija operowe sceny świata, stając się jedną z najsłynniejszych oper w historii, o ile nie najsłynniejszą w ogóle.

Mankiewiczówna jako Micaëla w operze Carmen

Pod jego batutą pojawiła się Mankiewiczówna jeszcze w kilku innych, niewielkich rolach. 28 października 1922 roku w pamiętniku Toli pojawił się wpis: „Opera Warszawska, Georges Bizet, rola Micaëli w Carmen”.

„Gazeta Poranna” gorąco chwaliła młodą i niezwykle utalentowaną śpiewaczkę słowami: „Jej głos rozwija się w sposób obiecujący piękną przyszłość artystyczną”.

„Kurjer Poranny” z kolei ganił: „P. Mankiewiczówna w sezonie bieżącym zupełnie nas nie zadawala. Jako Micaëla była bladą, wokalnie słabą. Fakt ten na tle ogólnego upadku sztuki wokalnej notujemy również z przykrością”.

Ale po trzech latach, gdy na scenę Opery Warszawskiej wróciła Carmen w innej obsadzie, napisał z pokorą: „Patrząc na dwie obecne Micaële [p. Czapska i Kałuska], tęskni się za przeszłoroczną. Była nią wiośniana p. Mankiewiczówna, studiująca obecnie w Medjolanie”.

W grudniu 1922 roku Tola Mankiewiczówna obserwowała jedno z większych przedsięwzięć operowych Teatru Wielkiego w Warszawie. Po męczących próbach z udziałem kilkudziesięciu solistów i tłumu statystów na scenie, a w kanale orkiestry symfonicznej w pełnej obsadzie, pokazano pierwszą polską wersję Kawalera srebrnej róży. Po drezdeńskiej premierze w 1911 roku Kawaler z różą (taki tytuł także pojawiał się w prasie) rozpoczął szybki marsz na sceny operowe świata. Trafił do Metropolitan Opera, doczekał się wersji płytowej, znana jest też jego ekranizacja filmowa.

Nad warszawską premierą czuwał niestrudzony w takiej roli dyrektor Emil Młynarski. Kierownictwo muzyczne spoczęło w rękach Artura Rodzińskiego, partię księżnej odśpiewała brawurowo Helena Zboińska-Ruszkowska. Tola Mankiewiczówna znalazła się w tłumie epizodystów. Po czterech przedstawieniach grudniowych i czterech w styczniu następnego roku kosztowne widowisko zeszło z afisza. Powrócono do niego dopiero w latach 60.

Artur Rodziński dyrygował także wystawioną w warszawskim Teatrze Wielkim operą Dama Pikowa. Weszła w lutym 1923 roku do repertuaru tej sceny przede wszystkim dlatego, aby świętować jubileusz Michaliny Frenklówny, śpiewaczki darzonej powszechną sympatią. Tytułowa rola w jej wykonaniu „odtworzona pod każdym względem doskonale – pisała »Gazeta Poranna« – zaważyła niemało o powodzeniu całości ku prawdziwej chwale jubilatki”.

KAWALER SREBRNEJ RÓŻY

Muzyka – Richard Strauss.

Libretto – Hugo von Hofmannsthal.

Polska premiera – 1922.

Ważniejsze postacie – marszałkowa, księżna Werdenberg, baron Ochs von Lerchenau, Oktawian Rofrano, von Faninal (bogaty szlachcic), Zofia (jego córka), Marianna (przyzwoitka Zofii) oraz liczne grono ludzi dworu i gminu, a wśród nich Sierotka (w tej roli Tola Mankiewiczówna).

Komedia muzyczna w dwóch aktach. akcja toczy się w Wiedniu w połowie XViii wieku w czasie panowania Marii Teresy (Habsburg). Komedia korzystała z często stosowanej w teatrze konwencji pomyłek i frywolnego humoru. Jej fabuła polegała głównie na przebieraniu się bohaterów za kogoś innego, co pozwalało np. mężowi nie rozpoznawać przebranej żony, kochankowi przebrać się za pokojówkę itp.

Mankiewiczówna jako pasterka w operze Dama Pikowa

„Aby o reszcie obsady mieć pojęcie – donosił »Robotnik« – wystarczy wymienić panie: Lewicką (Liza), Leską, Jaroszównę (guwernantka) i śliczną jak zawsze p. Mankiewiczównę (w roli pasterki)”.

Po niewielkiej rólce w Damie Pikowej spotkał Tolę Mankiewiczównę nie lada zaszczyt. Po raz kolejny pod batutą Artura Rodzińskiego zaśpiewała partię Zelmy w wystawionej po raz pierwszy operze Casanova. Prapremiera odbyła się 3 maja 1923 roku na deskach Opery Warszawskiej. Miała za partnerów parę znakomitych solistów ówczesnej sceny, Marię Mokrzycką i Ignacego Dygasa, którym dorównywała „pod każdym względem – jak donosił »Kurjer Poranny«. – Dała nam p. Mankiewiczówna uroczą aparycję. Śpiewała czysto, dokładnie i z przejęciem”.

Mankiewiczówna jako Zelma w operze Casanova

CASANOVA

Muzyka – Ludomir Różycki.

Libretto – Julian Krzewiński.

Prapremiera – 1923.

Ważniejsze postacie – hrabia Waldstein, Casanova, Laura, Jussuf-bej, Zelma (jego córka, w tej roli Tola Mankiewiczówna), Wielki Eunuch, Izmaił-pasza, Fatma, Muezin, król Stanisław August, Branicki, Monti (hrabiowie), Binetti (śpiewaczka), Kamieński (kompozytor), Ryx (nadworny impresario), Nolli (prefekt policji), Biadomi, Chiani (kawalerowie) oraz liczne grono eunuchów, ludzi dworu, służby, straży i gości.

Opera w trzech aktach z prologiem i finałem. akcja rozgrywa się w XViii wieku w Czechach, Wenecji, arabskich pałacach nad Bosforem i w Warszawie. Tematem opery są miłosne perypetie Giacoma Casanovy, włoskiego awanturnika i uwodziciela.

Moniuszkowska opera Verbum nobile w wersji Emila Młynarskiego wystawiona została przeszło pół wieku po polskiej prapremierze. Kilka zdawkowych informacji z wrześniowych gazet codziennych z 1923 roku zupełnie nie oddawało trudu wokalnego partii rubasznego Łagody, szlachcianki Zuzi i zakochanego w niej Stanisława. Gruszczyńskiego nazwano królem męskiego zespołu, Mossakowskiego chwalono za kostiumy [!], a Mankiewiczówna, choć jej rola przygotowana została bardzo starannie, wkleiła do pamiętnika niewielkie wycinki „z przymiotnikami”: „rozdzwoniona jak skowronek” („Kurjer Warszawski”), „jakby stworzona do tej roli” („Przegląd Poranny”), „rozkoszna jak zazwyczaj” („Robotnik”), „muzykalna i inteligentna” („Gazeta Poranna”)”.

VERBUM NOBILE

Muzyka – Stanisław Moniuszko.

Libretto – Jan Chęciński.

Prapremiera – 1861.

Ważniejsze postacie – Serwacy Łagoda (szlachcic), Zuzia (jego córka, w tej roli Tola Mankiewiczówna), Marcin Pakuła (szlachcic), Stanisław (jego syn), Bartłomiej.

Opera w jednym akcie. akcja rozgrywa się na wsi, w posiadłości Serwacego. Treścią tej jednoaktówki, uznawanej powszechnie za najbardziej dojrzały przykład polskiej opery komicznej, jest komedia pomyłek i sercowych intryg, w których verbum nobile, czyli szlacheckie słowo honoru, traci moc wobec gorącego uczucia zuzi i Stanisława.

Verbum nobile wolne było całkowicie od elementów politycznych. A mimo to, przede wszystkim z pomocą świetnej muzyki i żartobliwego tekstu, obu autorom, Moniuszce i Chęcińskiemu, udało się stworzyć na wskroś polską, wręcz patriotyczną atmosferę, trafiającą celnie do uczuć wolnej zaledwie od pięciolecia polskiej społeczności. Pewnie dlatego kilkanaście przedstawień odbyło się także w Katowicach, Hucie Królewskiej i Sosnowcu.

Mankiewiczówna jako Zuzia w operze Verbum nobile

Mankiewiczówna jako Siebel w operze Faust

FAUST

Muzyka – Charles Gounod.

Libretto – Jules Barbier i Michel Carré wg Johanna Wolfganga von Goethego.

Polska premiera – 1865.

Ważniejsze postacie – Doktor Faust, Mefistofeles, Małgorzata, Walenty (jej brat), Wagner (przyjaciel Walentego), Siebel (uczeń Fausta, w tej roli Tola Mankiewiczówna), Marta Schwerlein (sąsiadka Małgorzaty) oraz tłum postaci realnych i baśniowych.

Opera w pięciu aktach. akcja rozgrywa się w Niemczech w XVi wieku. Postaci Fausta poświęcono wiele dzieł literackich, malarskich i muzycznych, ale tylko opera Gounoda zyskała największą popularność dzięki zespoleniu akcji scenicznej z muzyką oraz melodyjnością partii wokalnych i orkiestrowych. do dziś konkuruje z wersją teatralną, chociaż w libretcie wykorzystuje jedynie pierwszą część dramatu, ograniczając się niemal wyłącznie do wątku miłosnego.

Mankiewiczówna jako Małgosia w operze Jaś i Małgosia

W Fauście wystawianym kilkakrotnie na przełomie 1923 i 1924 roku kreowała Mankiewiczówna rolę studenta Siebla. Premiera odbyła się w Krakowie, gdzie pożegnała się ze sceną operową Julia Mechówna. Oczywiście Mankiewiczówny nie mogło tam zabraknąć. Potem spektakl przeniesiono do Warszawy, gdzie przygotowywano Jasia i Małgosię, w której ją również obsadzono.

JAŚ I MAŁGOSIA

Muzyka – Engelbert Humperdinck.

Libretto – adelheid Wette wg baśni braci Grimm.

Polska premiera – 1902.

Ważniejsze postacie – Piotr (miotlarz), Gertruda (jego żona), Jaś (syn), Małgosia (córka, w tej roli Tola Mankiewiczówna).

Opera w trzech obrazach. akcja rozgrywa się w świecie baśniowym. opowiada o dwójce dzieci, którym udało się przechytrzyć złą czarownicę. W warstwie muzycznej udało się zachować lekkość i wdzięk ludowej opowiastki mimo wyrafinowanego języka muzycznego, dlatego bajkowa historia zachwyca melomana niezależnie od jego wieku.

Dwie role okazały się ponad jej siły. Nie pomógł doping „Kurjera Warszawskiego” i innych stołecznych gazet. Rola Siebla wyczerpała ją do tego stopnia, że pisząc o Jasiu i Małgosi, krytyka muzyczna nie stroniła od uszczypliwości.

„W tytułowych rolach – pisał recenzent »Kurjera Porannego« – znakomicie popisały się p. Leska (Jaś) i Mankiewiczówna (Małgosia) nadmiernie jednak wyzyskiwana, bo przecie stale teraz śpiewa w Fauście”. W tonie krytycznym wtórował mu „Kurjer Warszawski”. Także podkreślił w swej recenzji „zmęczony głos” Toli Mankiewiczówny. Ubolewał przy okazji nad poziomem artystycznym reprezentowanym przez niedawne adeptki, które „wprawdzie oswajają się z muzyką i sceną, ale stan ich głosów źle świadczy o naszej sztuce śpiewaczej”.

„Przegląd Poranny” nie bez racji zauważył, że – „zarząd Opery zbyt już zaczyna wyzyskiwać ten talent w technice i rutynie jeszcze niegotowy. P. Mankiewiczównie grozi toż samo niebezpieczeństwo, co innym jej koleżankom i kolegom, którzy z braku odpowiedniej opieki głos swój zmarnowali na scenie Opery Warszawskiej”.